Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, January 12, 2013

Co robie jak wisze?

Wiadomo, ze czlowiek (taki jak ja) nie moze nawet wisiec spokojnie. Niektorzy wisielce ponoc wierzgaja nogami, ale szybko przyzwyczajaja sie do nowego stanu i przestaja.
Tak maja podobno inni, ja zawieszam sie na czyms, co mnie irytuje, fascynuje, lub co koniecznie musze zrobic i czasem jest to fajne, czasem trafia mnie szlag, ale wisze, bo nie mam innego wyjscia.
Tym razem zawiesilam sie na urodzinach Wspanialego, ktore beda za miesiac.
A jest sie na czym zawiesic, biorac pod uwage fakt, ze beda to jedne z tych urodzin, ktore nalezy uczcic solidniej niz sam obiad i butelka wody kolonskiej lub buziak.
Dziesiec lat temu sie spielam i kupilam Wspanialemu pioro u Tiffaniego. Pioro, ktore kiedys zostanie przekazane w testamencie:)) bo nikt w rodzinie nie posiada tak drogiego piora.
To byly 55te urodziny, na moje 50te Wspanialy urzadzil mi party na 20 osob w rosyjskiej restauracji.
Bylo szalenstwo do bialego rana i bylo super, ale wtedy wlasnie wymyslilam, ze w chooj tam z calym gronem ludzi, ktorzy i owszem fajnie sie bawia, maja potem kaca, albo i nie, ale na tym sie konczy.
W zwiazku ze zwiazkiem  na 60te urodziny Wspanialego zabralam nas do wypasionego B&B na caly weekend. Wynajelam oczywiscie najdrozszy cottage jaki oferowali i bylo bosko.
Naprawde bosko, nikt tylko my, hamak, kominek oraz masaze i truskawki w czekoladzie jedzone metoda wzajemnego odgryzania, ktore jak wiadomo konczy sie namietnym pocalunkiem bo nie moze inaczej. Trzeba tylko uwazac, zeby sie nie udlawic odgryzionym owocem;)
No fajnie bylo i bardzo mi sie spodobaly takie wyjechane celebracje.
Jednak na moje 55 swiadomie zrezygnowalam z wyjazdu na rzecz dwoch nowych laptopow.
Juz sie domyslacie, prawda?
Wlasnie, Wspanialy za miesiac konczy 65 lat i tym razem moim zadaniem jest wymyslenie i niestety oplacenie wyjazdu, ktory bedzie prezentem.
No to sie zawiesilam i zaczelam kombinowac.
Najpierw ni z gruchy ni pietruchy wpadalam na pomysl Anglii, juz nawet robilam wstepne umowy z Zolwica, ze ich przy okazji odwiedzimy, a moze nawet udaloby sie zobaczyc z Socjo.
No nie powiem napalilam sie, ale ja sie zawsze napalam:)
Taka podpala jestem, nic na to nie poradze.
Wszystko bylo fajnie dopoki nie postanowilam przetestowac co ewentualnie Wspanialy mysli o wyjezdzie do Anglii. Wiec pewnego dnia, jeszcze jesienia sprowokowalam rozmowe na temat gdzie kto z nas chcialby pojechac i tak wyliczalismy po kolei rozne zakatki swiata, a o Anglii cisza.
Nie wytrzymalam i zapytalam:
-- A Anglia?
-- Co Anglia?
-- No, nie chcialbys jechac na przyklad do Anglii?
-- Chyba zwariowalas, oni tam nawet pogody nie maja fajnej - ucial krotko i zdecydowanie, ale ja sie uczepilam i pytalam dalej.
-- Jakbys mial do wyboru np. Anglie i Jamaice to?
-- To? To wiadomo, ze wole Jamaice.
Po tym stwierdzeniu odlozylam temat "na pozniej", bo juz mi w glowie rodzila sie Jamaica.
"Na pozniej" przyszlo niespodziewanie szybko i trzeba sie zaczac organizowac.
Wcale nie dlatego, ze wyjechac nalezy juz teraz, koniecznie za miesiac, bo to i tak niemozliwe, ani nawet w marcu tez nie da rady, no ale zeby chociaz w tym roku.
W koncu prezent mozna odlozyc na odpowiedni moment, ale niekoniecznie na nastepne 3 lata.
Zawiesilam sie wiec nad Jamaica i juz wybieralam hotele, juz kombinowalam, glownie w pracy, bo tam mi Wspanialy nie zaglada przez ramie, co sie czasem moze zdarzyc w domu.
I przyszla Daisy, akurat jak mialam kompa otworzonego na Jamaice.
-- Star, wybierasz sie na Jamaice?
-- No tak kombinuje, zeby z okazji urodzin mezowatego moze sie zalapac na cieple plaze.
-- A Ty wiesz, ze ja mam dom na Jamaice, ktory wynajmuje turystom?
-- Wow!!! Naprawde?
-- Naprawde. Dom jest dwu-sypialniowy z pelna obsluga czyli sprzatanie, gotowanie i nawet kierowca z samochodem jest do dyspozycji.
-- Hmmm... tylko na cholere mi dwie sypialnie?
Koniec koncow wytlumaczylam Daisy, ze jej sie nie oplaca wynajmowac dla nas, bo ona tez podpala, wiec sie napalila. Ale logicznie rzecz biorac, jak ona wynajmuje caly dom, w ktorym moze przyjac jednorazowo 4 osobowa rodzine lub dwie 3-osobowe to jaki interes za mniejsze pieniadze wynajmowac dla dwoch osob. Bo Daisy nawet zaoferowala, ze dla nas to ona zadzwoni do agencji i ten jeden tydzien kiedy my bedziemy chcieli jechac zalatwi poza agentem.
No niby fajnie, ale przeciez nie bede wykorzystywac klientki, tym bardziej, ze ja nie oferuje jej specjalnych ulg. A w budowanie takich zaleznosci nie mam ochoty sie bawic, to sie nigdy nie konczy dobrze.
Daisy pojela i przyznala mi nawet racje, polecila dwa rozne hotele w Montego Bay i dwa inne w Ocho Rios i poszla. A ja znow sie zaglebilam w planowaniu. Juz tanczylam reggae i palilam maryske odziana li tylko w pelne pozadania spojrzenie Wspanialego i nagle...
Hmmm a moze by jeszcze sprawdzic Arube...
A moze jeszcze inne wyspy na Karaibach...
Jak sie rozpedzilam to juz latalam po Dominikanie, Puerto Rico, Bahamas itd.
Juz lezalam na goracych piaskach plaz zupelnie zapominajac, ze tak naprawde to ja nie cierpie plazy, juz moczylam dupe w blekitnych falach, zapominajac, ze ja sie nadaje tylko do brodzikow dla dzieci, ale pilam tez rozne napoje z parasolkami prosto ze skorupy kokosa.
No bosko!!! Po prostu bosko!
I nagle mnie olsnilo...
Ja pierdole, przeciez moj Wspanialy od dwoch lat ma uczulenie na slonce!!
Umrzec od tego nie umrze, ale przeciez jak go zabiore na Karaiby to chlopina bedzie musial spedzic ten tydzien prezentu urodzinowego pod lozkiem, bo tylko tam da sie uniknac slonca.
I w tym momencie Karaiby podzielily los mglistej Anglii.
Siadlam i zaniemoglam...
Z niemocy intelektualnej wyrwal mnie esesman od Gene o tresci "jestes zajeta?"
Gene wyraznie chcial przyjsc pogadac, a mnie nagle wpadlo do glowy "New Orleans, zabiore go na kilka dni do New Orleans" i nie myslac co robie odpisalam "New Orleans".
Za chwile Gene wszedl do mojego gabinetu smiechu i juz od drzwi parsknal radosnym chichotem:
-- Co to ma znaczyc New Orleans? Ja pytalem czy jestes zajeta.
-- Oj nic, nic, przepraszam, ale wlasnie w momencie kiedy dostalam twojego esesmana to mialam w glowie New Orleans.
-- Bardzo lubie New Orleans.
-- Ja tez, wrecz uwielbiam i dawno juz nie bylam wiec moze...
I wyjasnilam w czym rzecz po kolei zaczynajac od Anglii, przez wszystkie mozliwe wyspy karaibskie az do New Orleans. Gene sluchal cierpliwie, bo trzeba miec anielska cierpliwosc do mojego gadania (on ma, nawet wiecej niz anielska) i nagle twarz mu sie rozpromienila, oczy zablysnely i powiedzial:
-- Ja mam lepszy pomysl...
Nie musial konczyc, bo w mojej glowie wlasnie pekl jakis drucik i zrobilo sie ogolne spiecie, czaszka mi zaczela parowac i bylo w niej jedno wielkie "ZAMBIA!!!"
Mimo wszystko dokonczyl:
-- Jesli ten prezent nie musi byc wykorzystany w miesiacu urodzin to przeciez mozecie jechac z nami do Zambii. My sie wlasnie wybieramy w czerwcu, co prawda tam tez goraco, ale latwiej sie schowac przed sloncem. Nie musisz myslec o hotelu, bo bedziemy u rodziny Susan.
-- Dawaj szybko, ile kosztuja bilety?
-- W ubieglym roku placilismy $3200 za nas oboje.
-- 3200... 3200... - powtarzalam jak katarynka i ukladalam sobie to w glowie.
-- Jak dlugo trwa lot? - zapodalam nastepne pytanie bo wiem, ze dlugich lotow tez nie lubie.
-- No wiesz... lot trwa dlugo, bo najpierw 11 godzin do Dubai a potem po krotkiej przerwie nastepne 7 do Zambii.
-- O ja pierdole!!! Musze o tym pomyslec, ale Ty serio mowisz, ze mozemy?
Dla Zambii jestem gotowa poswiecic sie na siedzenie w samolocie, no!
-- No a jak? Jak nie serio? Przeciez juz w ubieglym roku mowilem to samo jak wrocilismy. Nie ma zadnego problemu, mozemy spokojnie wszyscy siedziec dwa tygodnie z rodzina Susan. Tylko jak byscie chcieli zobaczyc wodospad Victoria to trzeba jechac na poludnie, bo oni mieszkaja na polnocy, ale my z Wami chetnie tam pojedziemy.
Kurwa mac!! Victoria Falls!!! Oczywiscie, ze chcemy!!!
Juz sie napalilam na Zambie, juz skakalam do gory, na przemian z wiszeniem na szyi Gene i obcalowywaniem go:) ale nagle przyszlo kolejne olsnienie.
-- Poczekaj bo wiesz, ja wariatka jestem...
-- Naprawde???? Tak jakbym o tym do tej pory nie wiedzial - przerwal mi Gene.
-- Ja musze to jednak przemyslec, przetrawic i dam Ci odpowiedz OK?
-- Alez oczywiscie.
Zaczelam myslec, na spokojnie, bo ta Zambia naprawde mi podpalila dynamit w dupie.
Ale...
No wlasnie sa duze ALE...
Owszem mozemy siedziec u rodziny Susan, ale jak chcemy jechac do Victoria Falls, a wiadomo, ze chcemy to przeciez wypada, zebym to ja zaplacila koszt podrozy i hotel dla calej czworki, wypada tez, a wrecz nalezy kupowac prowiant dla calej ferajny jak juz tam bedziemy, no dobra, jedzenie jest tam tanie, ale mimo wszystko to jest dodatkowy koszt... nie mozna siedziec u kogos na krzywy ryj.
I co najwazniejsze, same szczepienia i badania przed wyjazdem to tez koszt i to wcale nie maly.
Czyli sprawa zamknie sie w granicach $5500 do $6000 jesli nie przekroczy tej gornej granicy...
No niestety nie stac mnie na to...:/
Ale juz mi sie zaswiecilo swiatelko, o czym pisac nie bede, ale ja z tej Zambii nie mam zamiaru tak latwo zrezygnowac... o nie;))
Natomiast sam pomysl Zambii poszerzyl mi horyzonty o tyle, ze juz przestalam myslec o New Orleans, gdzie w koncu zawsze mozemy wyskoczyc na weekend tak zupelnie bez okazji.
No i tu sie znow zaczelo...
Morocco... przeciez zawsze chcialam jechac do Morocco, a to blizej niz Zambia...
Dzizas, juz sie widze lazaca po straganach targow w Marrakesh, juz czuje zapach przypraw... i to jedzenie... och!! Niebo!!!
Albo moze... Peru... na Machu Picchu co prawda nie wejde bo mi achilles nie pozwoli ale mozna pojechac pociagiem...
Ecuador... Italia... konkretnie Tuscany... Turcja?
A moze Grecja?
Czemu nie Bolivia? Albo Nicaragua...
I znow jestem z palcem w dupie...
Tak naprawde to jestem juz prawie zdecydowana... prawie, ale nie napisze, bo przeciez jak znam zycie to znow mi sie odmieni jak jakis wiatr zawieje.

77 comments:

  1. Hahaha :))
    No dobre :)
    A co Ci zależy, przyleć do Italii !:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszystko mozliwe, ale staram sie nie poddawac sugestiom;)) W Italii mnie glownie interesuje Toskania... jakos tak, nie Rzym, nie Wenecja ale Toskania;)

      Delete
  2. Jak to dobrze, że możesz tak wybierać ))))Wybierz się nad Morze Czarne, na Krym- to będzie bardzo oryginalna wyprawa dla Wspaniałego :)Syberii Ci nie proponuję, ale ponoć równie interesująco można spędzić czas :))Owocnego poszukiwania miejsca na prezent :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty chyba chcesz zeby mnie Wspanialy zostawil na tym Krymie:))) Kochana dla nas to jest jeszcze dziki kraj pod wzgledem turystyki. Moj kumpel (odwiedza czasem bloga) byl tam bodajze dwa lata temu, no fajnie, ale jednak turystycznie poza kilkoma osrodkami to oni sa jeszcze daleko. Wspanialy uciekl by do Turcji w mgnieniu oka;))
      Krajobrazy na pewno cudowne, ale... trzeba im dac jeszcze troche czasu chyba zeby sie bardziej rozwineli turystycznie przynajmniej dla turystow z US. Czy Ty masz pojecie, ze znalazlam tylko jedna strone o informacji turystycznej na Krym w sieci tutaj?

      Delete
    2. No popatrz, a ja myślałam, że Ty chcesz Wspaniałemu różne atrakcje zafundować :))))poza leżaczkiem, drinkiem z palemką i widok na laski w minibikini :)))

      Delete
    3. Hahaha atrakcje i owszem, ale Krym to narazie dla nas obojga hardcore jest. Ja juz w Polsce widzialam, ze Wspanialy oczywiscie nic nie mowil, nie narzekal, ale wiele rzeczy go "dziwilo":))

      Delete
    4. Tak, to ma byc atrakcyjne, interesujace jako doswiadczenie zyciowe, ale jednoczesnie ma zapewnic wypoczynek:)

      Delete
  3. O j tak,mnie najbardziej przeraza siedzenie tyle godzin w samoloci i nie dlatego ze boje sie latac ,wrecz przeciwnie lubie latac(zawsze to szybciej niz samochodem)ale to siedzenie w jednym miejscu,nie dla mnie,choc jak jest mus to sie spinam.
    Nie bede Ci sugerowac gdzie ale wybierz jak najbardziej zwariowana obcje a napewno nie bedziecie zalowac;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To mamy ten sam problem;) Ja tez lubie latac, ale wszystko powyzej 4 godzin to jest katorga;))

      Delete
  4. A moze rajd po europie? Maroko jest fajne ale raczej pelne slonca. Wyspy kanaryjski uwielbiam, jeszcze zostalo nam pare do zaliczenia. Ja mam obiecany wypad do Argentyny na urodziny, moze na 40? zobaczymy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maroko jest pelne slonca, ale w porownaniu z Europa o wiele ciekawsze przynajmniej naszym zdaniem:) No i jedzenie ma boskie;)) Europa jakos nas nie kreci, bardziej juz Ameryka Poludniowa.
      Wiesz Wspanialy co prawda ma uczulenie na slonce, ale to nie znaczy, ze chcialby spedzic wakacje w deszczu:))

      Delete
  5. Oh Star! Ty to mnie zawsze ubawisz do lez :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, Ty sie nie smiej, ja to wszystko planowalam ze szczegolami typu gdzie bedziemy jedli, co bedziemy zwiedzali itp. Ty wiesz jaka to robota? Te Karaiby to latwo mi poszly, ale cala reszta to juz zajela kupe czasu.

      Delete
  6. A jakby tak trochę drożej, ale atapowo - kilka godzin lotu i jednodniowy postój ze zwiedzaniem i następnego dnia dalej, aż się do tej Zambii jakoś na około dotrze? Nie da rady? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, jak Cie kocham:)) Toz przeciez napisalam, ze ta Zambia odpada ze wzgledu na to ze mnie nie stac teraz na taki wydatek;) A poza tym to gdzie mam przystanac na oceanie, he? Barke sobie jakas podstawic i niech mnie tam na lince spusci jeden samolot a nastepnego dnia drugi odbierze;)) Moze to i jest pomysl... niestety nedasetak:)
      Zambie podgryze innym sposobem i innym razem, po prostu.

      Delete
  7. normalnie się poczułam przy Tobie jak 140 letnia starowina (tak tak, całkiem możliwe, że niektóre kobiety tak długo żyją, a przynajmniej na tyle wyglądają)
    a serio - dobrze wiedzieć, że są ludzie nie mający absolutnie barier związanych z podróżowaniem.
    A co Cię bardziej kręci - zwiedzanie, przyroda czy luksusy w hotelu? Wiem wiem, to się nie wyklucza;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, mam bariery i to duze, glownie w postaci finansow:) Gdybym ich nie miala to podrozowalabym zdecydowanie czesciej, tak jak nawet wtedy gdy bylam sama, ale to byly inne czasy... one juz nie wroca, niestety.
      Teraz dodatkowo jestem na progu wieku emerytalnego, a to tez jest wazne, czlowiek w tym wieku nie powinien raczej wydawac, a oszczedzac.
      I to wszystko powoduje, ze podrozujemy tak rzadko. Mam taka filozofie, ze jak gdzies jade, to chce zobaczyc jak najwiecej, bo ani mnie nie stac ani zycia mi nie starczy, zeby wracac w te same miejsca. Jak pojade do tej Zambii, bo kiedys pojade;) to chce zobaczyc nie tylko Victoria Falls, ale i rowniez Safari.
      Jechac tylko po to zeby po powrocie zalowac, ze czegos nie udalo mi sie zobaczyc, bo nie wliczylam w koszty to dla mnie gorszy stres niz nie jechac wcale.
      Ostatnia powazna podroz to bylo ponad 4 lata temu do Polski.
      Co mnie bardziej kreci?
      Trudno powiedziec, jak juz pisalam nie lubie plazy, co nie znaczy, ze nie jestem w stanie wytrzymac na plazy jednego dnia czy nawet dwoch pod warunkiem, ze oprocz plazy jest jeszcze co zobaczyc. Dlatego tez kiedys dawno temu zamiast jechac do Cancun, gdzie jezdza z reguly Amerykanie, ja wybralam Acapulco, gdzie plaza jest raczej byle jaka, ale oprocz plazy jest wiele innych ciekawych rzeczy do zobaczenia. Oboje mamy podobne sklonnosci, czyli glownie interesuje nas to co jest inne, egzotyczne, chocby egzotyczne jedzenie, ktore niby mam tutaj na kazdym rogu, ale wiem, ze ono inaczej smakuje tam gdzies w swiecie niz w nowojorskiej restauracji.
      Luksus w hotelu?
      Niekoniecznie, a przynajmniej nie musi to byc minimum 4 gwiazdki. Chociaz mam swoje oczekiwania, jak np. lazienka tylko do mojej dyspozycji na miejscu w pokoju, a wiem, ze w wielu krajach to tez bywa luksusem. Podobnie jak zaparzacz do kawy czy suszarka do wlosow, o ktora nie musze prosic i ktorej nie musze ze soba wozic;))
      Poza tym nie musze miec puchowego materaca:)) One sa wrecz upierdliwe. No ma byc jakis sredni standard, na poziomie amerykanskiego motelu.

      Delete
  8. U nas teraz reklamy Gruzji zapodają, no i zakochałam się ;-)
    ale najpierw musimy wykończyć dom i poddać się próbie in vitro ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, Gruzja jest na pewno piekna i jest wiele pieknych zakatkow w Europie. Gybym mieszkala w Polsce na pewno chcialabym jechac do Montenegro(nie wiem jak sie po polsku nazywa, Czarna Gora?) albo do Chorwacji. Ale mieszkam gdzie mieszkam i jest mi blizej do krajow Ameryki Poludniowej niz do Europy czy Azji;) W Europie najbardziej neci mnie Islandia i byc moze, kiedys sie wybiore, to akurat nie tak daleko od nas.

      Delete
    2. mój syn z przyjaciółmi zwiedzali Czarnogórę i Chorwację kamperem, oglądałam zdjęcia, są tam fantastyczne, dzikie miejsca, oni (wówczas studenci geografii) chodzili po górach a odpoczywali na wybrzeżu. Nie mogę u siebie za dużo pisać o rodzinie bo nie bardzo to akceptują ale te ich wędrówki po Europie są warte opisania. Dwa lata temu jechali np rowerami z Krakowa do Wiednia - podaję taki przykład żeby było wiadomo, że podróżują dość niekonwencjonalnie i zwiedzili kawał świata.
      Miłego!

      Delete
    3. Klarko, swietnie, ze Twoj syn zwiedza swiat. Jest mlody, to najpiekniejszy okres na podroze. Nie to co ja:)) Jak polaze jeden dzien to nastepnego chcialabym odpoczac w miare w godziwych warunkach;)
      Ja mam w pracy faceta, ktory jest z Czarnogory i nawet mowil, ze gdybysmy chcieli to moglibysmy sie zatrzymac u jego rodziny. No ale znow... to tak daleko i loty z NYC do Czarnogory sa fatalne. Neil wrocil tydzien temu, bo byl na pogrzebie ojca i podroz w jedna strone zajela mu prawie cala dobe. To ja juz wole do tej Zambii:))

      Delete
  9. Podobnie jak Jaskółka , polecam Krym :)z hotelami jest tam kłopot, ale można całkiem przyzwoitą kwaterę znaleźć...gdybyś kiedyś, jednak skierowała swoje myśli na Krym , to polecam Foros...pięknie tam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, Krym to dla nas strasznie daleko. Jakbym sie juz wybierala w taka podroz, to oprocz Krymu chcialabym jeszcze cos na Ukrainie zobaczyc. Ale narazie to tam turystyka jest jeszcze w powijakach. No przynajmniej tak to widze z tej strony co ja znalazlam:))

      Delete
  10. Na wszystkie pomysły wpadłaś, a co z polskim morzem? Tutaj na bank Wspaniałemu alergia na słońce nie uaktywni się;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, masz na 100% racje;)) Wspanialy byl w Sopocie dokladnie chyba 16ego wrzesnia 2008 i gdyby mial czapke uszatke i kalsony pod reka, to na pewno by skorzystal:))
      Wybralam wtedy wrzesien bo chcialam unknac wakacyjnych tlokow. I owszem uniknelam, tylko nie bylam przygotowana na zimowe temperatury. U nas dzis jest 7C a we wrzesniu w Krakowie bylo 6C.
      To ja Ci bardzo dziekuje;)))

      Delete
  11. Pojedzcie do Kolumbii.To przepiękny i wielce zróżnicowany kraj.Jedzenie też dobre, z turystami są już obznajomieni, mogę e-maila napisać do kolegi, który ma żonę Kolumbijkę i On napisze co powinniście tam zwiedzić, dokąd pojechać by wypocząć i widzieć fajne rzeczy. Z cenami jest dość na bieżąco bo byli w Kolumbii w ub. roku.I nie mieszkali u rodziny, bo ze 3 lata temu zmarła ostatnia osoba z Jej rodziny.Oglądałam film - naprawdę piękny i ciekawy kraj - i góry i morze i wodospady, wszystko jak z bajki.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A Kolumbii nie bralam pod uwage, ale chyba jednak tym razem zostane przy mojej (prawie)decyzji i nie dam sie zwiesc:) Maila nie musisz pisac, bo ja wszelkie informacje i ciekawostki zbieram z netu. Jest tego tyle, ze moge zaplanowac prawie kazde miejsce na ziemi z drobiazgami typu w jakiej knajpie chce zjesc obiad;)))

      Delete
  12. Podobno planowanie podrozy to polowa przyjemnosci. "Przelecialas" juz polowe swiata wiec obojetnie gdzie wyladujecie napewno bedzie to wspanialy dzien, dzien spedzony razem ..... i to jest najwazniejsze!!!
    Usciski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz racje, planowanie zwlaszcza teraz kiedy ma sie pod palcami wszelkie informacje jest naprawde doskonala zabawa. Internet to jednak sila:))

      Delete
  13. Wzrusza mnie taka troska -szukać coś dla ukochanej osoby, co sprawi radość;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, z ta troska to roznie bywa jak widac. Troskliwa osoba nie zapomnialaby o uczuleniu na slonce:)) Ja zawsze mysle najpierw o sobie, ale dobrze mi z tym:P

      Delete
  14. Bardzo lubię wyszukiwać i planować, ale zwykle wychodzi spontan :-D

    Napisałam = masz widomość, bo właśnie ten film w TV leci

    Pozdrawiam
    lvl

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez lubie planowac, a jak juz zakoncze planowanie, to wtedy nawet nie musze jechac:))) Wiem juz wszystko, nie tylko gdzie i kiedy bede, ale w jakiej restauracji i co bede jesc:))) Uwielbiam taka robote;)

      Delete
  15. A Poland? ;-)
    Wspaniały był w kraju Twych przodków? To mogłaby być wyprawa życia ;-D
    Taki jakby survival ;-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ata, Wspanialy byl, tzn. bylismy 4 lata temu i na pytanie czy jeszcze kiedys chcialby pojchac, po chwili zastanowienia, dyplomatycznie powiedzial "jak bedziesz chciala to pojedziemy";)))
      Mysle, ze Polska jest juz zaliczona raz i chyba wystarczy;)

      Delete
    2. Musze dodac dla sprawiedliwosci i zeby nie zwalac winy na Wspanialego, to do Polski ja juz nie chce jechac. Zylam tam przez 30 lat, bylam tez kilka razy i wystarczy. Tak jak mowie, swiat jest piekny, zycie krotkie i ja za biedna zeby tracic pieniadze na wyjazdy w te same miejsca;)

      Delete
    3. Ata, miej Boga w sercu, ROSJA????? :D

      Delete
    4. Hi, hi, znow przeczytalem niniejszy watek - tudziez komentarze. I znow wychodzi pewne podobienstwo myslenia - takze uwazam, ze na swiecie jest tak wiele cudownych miejsc, ze za diabla bym nie wracal do tych samych. Pare razy to ja sobie moge w Tatry, czy Bieszczady jechac - ot tak - bez specjalnego przygotowania. Ale juz dalsze wyprawy - to tylko na jednorazowy wyjazd. Mam oczywiscie swiadomosc, ze przy kolejnym wyjezdzie daloby sie dodatkowe miejsca ogarnac - nie da sie za jednym zamachem wszystkiego, jednak - roznorodnosc swiata, kultur, przyrody, widokow - jest zbyt piekna, zeby skupiac sie na jednym kierunku rezygnujac z nowych

      Delete
    5. Mariusz, bo my oboje jakos tak JEDNAKOWO myslimy:)) ja tez moge nascie razy do New Orleans, ale juz nie do Polski;)
      Jak mam przekraczac jakies granice, to niech to bedzie cos nowego.

      Delete
  16. dobrze trafił ten Wspaniały... :) dobra żona męża korona!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj Vermis, Vermis, co Ty godos, co Ty godos?
      To nie Wspanialy trafil, tylko ja:)) ON utrzymuje wszystko lacznie z moimi papierosami a ja tylko raz na 5 lat funduje nam wycieczke;)) Jak myslisz komu sie bardziej oplaca?

      Delete
    2. Star oczywiście że Wspaniałemu !!! bo pieniądze to nie wszystko !

      Delete
    3. Zmorko, no tak, to moze byc racja;) Na nude przy mnie nie narzeka, o czym bedzie chyba w nastepnej notce;)

      Delete
  17. Ty się star zdecyduj! Albo krajobrazy, albo jedzenie. Gdybym ja miał kierować się jednym i drugim wybrałbym Peru. Widziałem taki śliczny obraz z Ostatnią Wieczerzą, gdzie głównym daniem była pieczona świnka morska. Wisi w katedrze w Cuzco. Mniam (cuy nie obraz). A jak do tego dołożyć ceviche i anticucho... Kurcze, rozmarzyłem się kulinarnie... A widoczki i zabytki też tam chyba jakieś są. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widzisz, jednak da sie pogodzic krajobrazy z jedzeniem:) Idziesz moim tropem, bo ja stawiam wlasnie na Peru. Tym bardziej, ze rzad peruwianski juz od kilku lat przymierza sie do zamkniecia Machu Picchu, a wiec to moze byc ostatni dzwonek.

      Delete
    2. Cieszę się, że mamy podobny gust. Czytałem kilka relacji z wypraw do Peru - ludzi młodych, takich ekspresowych zwiedzaczy jak i emerytów. Chyba najbardziej podobała mi się ta emerycka wycieczka. Bez szaleństwa, facet sporo zwiedził i ładnie opisał. Mam gdzieś w linkach zapisaną tę relację. Znajdę, to będzie Ci łatwiej. :-)

      Delete
    3. Daj link jak znajdziesz, ja juz co prawda zwiekszylam z 7 dni na 10 i mam w zasadzie ustalona trase. Dla pewnosci, ze nic nie przegapie na trasie to bedzie wycieczka czesciowo eskortowana, wtedy jest latwiej miec pewnosc, ze zaliczymy wszystkie przewidziane atrakcje.
      Czytalam kilka juz stron turystycznych i wybralam konkretna agencje, ktora najwiecej ludzi polecalo. Ale kazde dodatkowe informacje sa mile widziane:))
      Tym bardziej, ze drugi raz w (tym) zyciu juz sie do Peru nie wybiore;))

      Delete
    4. Poczytaj tu:
      http://pielgrzym.geoblog.pl/wpis/12054/w-stolicy-peru

      Facet był parę lat temu, ale podaje ciekawe informacje dotyczące transportu i innych szczegółów.

      Delete
    5. Jeszcze nie przeczytalam, ale rzucilam okiem i widze, ze mam bardzo podobna trase;))

      Delete
    6. Przeczytalam calosc wedrowki tego pana po Peru i trase mam dokladnie taka sama:)) Tyle, ze w naszym przypadku to wszystko organizuje agencja, wiec hotele na pewno bedziemy miec lepszej klasy. Odpada tez przemieszczanie sie autobusami czy taksowkami, bo z Limy do Cuzco lecimy samolotem, to oszczedza troche czasu, ktory mozna wykorzystac na zwiedzanie.
      Ale jestem pelna podziwu dla tego pana, na poczatku czytania mialam wrazenie, ze to jakis mlodziak sie wybral w te podroz, dopiero jak zobaczylam zdjecia to sobie zdalam sprawe z faktu, ze to pan prawdopodobnie starszy ode mnie. Podziwiam tez kondycje fizyczna, bo jednak ja sie musze ostro wziac za tego mojego achillesa, ktory nie pozwala na wyczynowe wedrowki;//
      Ale dam rade, bo przeciez jak nie ja to kto?
      hahahahaha

      Delete
  18. Gdziekolwiek Was wiatr zawieje... Będzie pięknie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, mysle, ze bedzie pieknie bo padlo na Peru:)) A to jest miejsce, ktore jest na mojej i Wspanialego liscie bardzo wysoko.

      Delete
  19. Maroko, zdecydowanie.
    chociaz, jak pomysle ile to godzin lotu to chyba bym jednak New Orleans wybrala, moze dlatego, ze kocham to miasto, a French Quaters ( ale nie Burbon Street) namietnie uwielbiam, a i lazenie po knajpach i cmentarzach.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem na 95% nastawiona na Peru, ale Maroko nie schodzi z listy:))
      NO uwielbiam nawet z Burbon Street:))

      Delete
  20. Czyli Star nie marnujesz czasu gdy wisisz?? oby ten Twoj najnowszy plan wypalil, bo Peru to super interesujacy plan. Czy Wspanialy nic nie wie? I nie powiesz do samego konca? Ja tez taki wyjazd-niespodzianke zaplanowalam na 50-te D i padlo na Rzym. Wszystko zalatwilam I mialam nie mowic ale jednak sie zlamalam, bo on ma taka prace, ze musial wczesniej zalatwic urlop.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, tez musze powiedziec, bo wlasnie chodzi o prace. Ja tez mam miesiace kiedy nie moge wyjechac i on podobnie, wiec musze powiedziec ale jak juz bede miala ulozony plan calej wyprawy. Licho wie kiedy nam sie trafi miesiac, w ktorym mozemy jechac razem:))

      Delete
  21. Ale Ci (Wam) zazdroszczę! Machu Picchu nawet nie leży w granicach moich marzeń. Chociaż o podróżach marzę od zawsze. Ja jednak trochę na mniejszą skalę i te marzenia takie bardziej realne jakby. I też jestem przygotowana. GoogleMaps, opisy w necie, przewodniki - planuję trasy, oglądam to, co warte obejrzenia - wszystko opracowuję, ale tylko w myślach, marzeniach. Nie wiem, czy kiedykolwiek wyjadę gdziekolwiek..., ale pomarzyć można!
    Życzę Wam tego Peru jak nie wiem co! Uściski!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mamy bardzo podobne sposoby na podrozowanie, ja tez musze wszystko z gory wiedziec, zaplanowac, obmacac.
      Machu Picchu jest moze po prostu dla Was za daleko, tak jak dla mnie jest za daleko Europa:)

      Delete
  22. jak widać, bardzo zajęta jesteś, gdy wisisz :)

    ReplyDelete
  23. ostatnio podobnie kombinowałam - padło na Wiedeń - bo blisko i nigdy nie byłam. ale. na romatyczne urodziny Star - to najlepszy jest stary dobry Paryż. Wieczór w Mouilgn Rouge. Kolacja na Sekwanie. Na śniadanie dobry szampan. Tradycja zawsze się sprawzda ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, ale to jest Wasza europejska tradycja, nie moja. Czy naprawde uwazasz, ze nie mam romantycznych miejsc blizej? :)))
      I w ogole kto mowi o romantycznych urodzinach?
      Wyjazd ma byc prezentem urodzinowym ale wcale nie odbedzie sie w dniu, ani tygodniu, ani nawet miesiacu urodzin.

      Delete
  24. moja droga, wiesz gdzie ja mieszkam, nie? Mam spare bedroom i lazienke druga tez mam. Tak tylko mowie ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha wiem gdzie mieszkasz:) Daleko... bardzo daleko... ;((

      Delete
  25. Replies
    1. Szczurciu, naprawde????
      Jak dawno mnie czytasz? :)
      A moze przeczytaj komentarze tylko pod ta notka;)

      Delete
  26. Star! Zambia narobilas mi wielkiego apetytu na podroz.
    Jestem przekonana, ze dokonasz dobrego wyboru:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, ja mam juz wulkan we lbie i dynamit w dupie z tym planowaniem, bo oczywiscie znow mam nowe pomysly:)))

      Delete
  27. Nieee !!!! Super - Gratuluje PERU - ech stardust - dobrze wiesz jak to zmoim marzeniem peruwianskim bylo - kurna, alez zazdroszcze !!!!. Zerknalem na w.w. blog, ale bardzo mnie ciekawi jak dokladnie Wasza trasa wygladac bedzie i jakie atrakcje bedzie obejmowac. Ja mam dokladny plan na Peru ( z odrobina Boliwii), ale czy sie kiedyykolwiek uda? Pamietaj o zuciu lisci koki, na duzych wysokosciach (Cusco) niektorzy bez tego zdychaja. A na Machu Picchu wdrapywac na pewno sie nie musisz - skoro to z agencji jakiejs - zapewne wsadza was w pociag w Cusco (albo w Ollataytambo) i dowioza do Aquas Callientes (to taka noclegownia u stop Machu Picchu). Stamdad w gore woza autobusy. No a jak juz wrocisz to zobowiazuje Cie do telefonu do J. i przekazaniu swoich refleksji co by Ja przekonac, ze to dla ludzi. Skoro pokonala dziki Krym to i Peru sie pewnie da. Oj jakze sie ciesze z WAMI :)))))))))))) (zazdroszczac troszke oczywiscie).

    ReplyDelete
  28. No nie moge !!! Stardust ze Wspanialym w PERU - Super !!!!!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, jak to sie stalo, ze Ty i ja myslimy tak podobnie i nasi wspolmalzonkowie tez? :)))
      Ja juz wczoraj odbylam wojne ze Wspanialym wlasnie na temat Peru. Wybieramy sie w pazdzierniku, a jak tylko wrocimy to sie umowimy na Skype i bedziemy wspolnie przekonywac J.:))
      A trase mamy:
      Lima, Cusco, Puno, Juliaca, znow Cusco i Machu Picchu a potem powrot do Limy i koniec imprezy. W 10 dni jest ciezko zmiescic wiecej, wiec skupilam sie na najwazniejszym i taka wycieczke udalo mi sie znalezc. Pasuje mi tym bardziej, ze daje mozliwosc wyboru miejsc i jest w wiekszosci eskortowana, wiec nie musze sie martwic i szukac nic na wlasna reke.

      Delete
  29. :))))))
    No tak - 10 dni na Peru to nie jest duzo. Kraj wielki a miejsc do zwiedzania cala masa. Szkoda, ze Nasca ominieta. Czy masz mozliwosc jakis modyfikacji trasy, czy to jakos narzucone jest? W moim planie oczywiscie Puno i Titicaca tez byly. Jak rozumiem - Juliaca to tylko jako port lotniczy (lot z Cusco?). Gdyby byla mozliwosc modyfikacji - to osobiscie sklanialbym sie do zamiany Juliaci na Arequipe, no, ale nie wiem czy to mozliwe. Ja jestem zachlanny - moj plan na Peru to 17 dni, bo i Nazca, i Islas Balestes, i Areguipa i Kanion Colca + to co u Was - nie da sie ogarnac w czasie krotszym. Ech - poki co - tylko teoria, ale jak nagadacie J. po powrocie to kurna - zeby skaly sraly....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wybralam taka wersje, bo w krotkim czasie (10dni) daje i tak najwiecej mozliwosci zwiedzenia. Nie moge nic zmienic, jedyne co moge, to zamiast jechac do Puno i Juliaca to siedziec w Cusco i tam zwiedzac. Padlo na wyjazd do Puno i Juliaca. To jest wycieczka zorganizowana z bardzo niewielkimi mozliwosciami ruchu na wlasna reke, ale jednoczesnie daje wystarczajaco czasu takiego "bez opieki" co nam obojgu pasuje, bo my raczej nie przepadamy za prowadzeniem za raczke;)
      Ja tez mam podobny problem, czyli tyle pieknego swiata, a tak malo czasu i forsy:)))
      Nie moge sobie pozwolic na zamkniecie mojego grajdolka na dluzej niz 2 tygodnie, bo ktos przeciez musi zarobic chociaz na czynsz;/ Wrrrrrrrrrrrrrr.............
      A J. tak czy inaczej przekonamy, wczoraj nawet mowilam o tym Wspanialemu i powiedzialam, ze sa tacy podobni, tylko sie usmiechnal;)

      Delete
  30. Machu Picchu wyoglądałam ostatnio w tv,wiec jestem w temacie:) Pięknie tam,ale jakoś mnie nie ciągną podróże (nie żebym się wybierała,bo i tak mnie nie stać ) w tym stylu,bo tam tłumy walą, a ja wolałabym bardziej kameralnie i po swojemu .
    No ale to takie gdybanie:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, dlatego ja unikam podrozowania w czasie wakacji szkolnych, bo jak moge jeszcze radzic sobie z tlumami doroslych, w koncu zyje w jednym z najtlumniejszym miast swiata, to dzieci mnie wkurwiaja;)))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...