Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, January 14, 2013

Malzenska dyplomacja czyli wojna o Peru

W niedziele postanowilam powiedziec Wspanialemu o moim pomysle na prezent dla niego w postaci wyjazdu do Peru. W koncu trzeba ustalic termin i go zaklepac, bo jak widze te wycieczki znikaja w dosc szybkim tempie.
No i sie zaczelo:
-- Ty chyba oszalalas.
-- Dlaczego zaraz oszalalam?
-- To jest droga wycieczka i ja nie chce zebys wydawala pieniadze.
-- Ale ja sie nie pytam co Ty chcesz zebym robila z moimi pieniedzmi, ja sie nie wtracam do Twoich.
-- Ale Ty nie zarabiasz tyle co ja.
-- No tu akurat przyznaje Ci racje, ale tez ja nie place zadnych rachunkow, ja nie kupuje jedzenia, Ty placisz za wszystko lacznie z moimi papierosami i jak nie daj buk kupie po drodze pomidora to chcesz mi za niego zwracac pieniadze. To czy ja moge raz zrobic cos dla nas?
-- Ale za to czasem placisz jak wychodzimy na obiad.
-- Kryste!!! $60 albo $80 dolarow raz na pol roku!!
Nadelam sie i poszlam do mojego biura, bo co sie bede denerwowac. Ale ja go znam, wiem, ze dlugo nie wytrzyma i oczywiscie nie uplynela godzina jak przyszedl i pyta:
-- Czy mozesz zrobic salate na lunch?
-- Moze i moge, ale ja chce jechac do Peru.
-- A mozemy wczesniej zjesc lunch?
-- Ja chce do Peru!!
-- To zrob te salate i porozmawiamy w czasie lunchu - cmoknal mnie w policzek.
-- Ja chce do Peru!!!!!!!!!
Poszlam zrobilam salate, siedlismy do stolu i zaczelam swoje:
-- Ja - chce - do - Peru.
-- Ja rozumiem, ale pomysl jak bylas w Mexico City to spuchlas, a to bylo ile lat temu? W Peru jest tez wysoko, teraz jestes starsza, ja nie chce zeby cos sie stalo.
-- No teraz to dajesz w dupe! Ja sie moge w tej chwili udlawic listkiem salaty i pierdolnac w kalendarz...
-- Ja mowie serio.
-- A ja serio nie slucham. Ja chce do Peru.
-- Ale moze znajdziemy cos taniej.
-- Jak taniej skoro nawet nie wiesz ile to kosztuje?
-- Domyslam sie...
Skonczylam jesc i poszlam z powrotem do mojego kompa, niech sobie gada sam ze soba jak koniecznie musi.
Nie minelo pol godziny jak mnie zawolal.
-- Jak cos chcesz to Ty przyjdz do mnie - odkrzyknelam.
-- Ale ja Ci chce cos pokazac, nie bede nosil komputera, przyjdz... prosze. To naprawde ciekawe...
Poszlam bo ja ciekawa jestem;)
-- Zobacz mozemy jechac na cruise statkiem, wszystko jest wliczone w oplate, plywasz od portu do portu i w kazdym porcie masz od 8 do 12 godzin czasu dla siebie.
-- Ehem... i gdzie niby mam wyplynac na ten cruise? Z NYC na Floryde?
-- Mozesz z NYC na Floryde, ale nie musisz, zobacz, tu sa cruise w roznych zakatkach swiata.
W tym momencie moglam znow powtorzyc swoje "ja chce do Peru" ale pomyslalam sobie, ze to niewiele da, lepiej rozegrac to dyplomatycznie, w koncu i tak wiem, ze bedzie tak jak ja chce, wazne zeby on myslal, ze on tez tego chce;)
-- Dobra dawaj... to gdzie ewentualnie chcemy plywac? Tylko wiesz, moje Peru to wycieczka 10-dniowa, wiec jak mam z niej zrezygnowac na rzecz choroby morskiej to musi byc 12 dni.
-- Dobrze, moze byc 12 dni... a choroby morskiej wcale nie musisz miec...
-- Wiem, tak samo jak i niekoniecznie musi mnie szlag trafic na wysokosciach w Peru... - zamruczalam pod nosem, ale wystarczajaco glosno zeby slyszal.
Zignorowal, nie podjal tematu czyli tez sie nastawil na dyplomacje.
Fajnie, ciekawie sie zapowiada.
Siadlam grzecznie, bo ja grzeczna tez czasem bywam, przed jego laptopem i zaczelam surfowac...
-- O!! Mam!!! Jak mam zrezygnowac z Peru na rzecz cruise to tylko ten. Tak ten chce!
Przysunal drugie krzeslo i zaczelismy przegladac szczegoly. Cruise byl 12-dniowy, zaczynal sie w Barcelonie, pozniej Francja, Wlochy, Grecja, Turcja i konczyl sie w Wenecji.
Koszt faktycznie, taniocha... z tym, ze trzeba doleciec do Barcelony i potem przyleciec z Wenecji.
A kazdy duren wie, ze bilety lotnicze w jedna strone sa drozsze niz polowa w obie strony.
-- Dobra, to ja sie zgadzam na ten cruise, ale pod warunkiem.
-- Jaki to warunek?
-- Warunek jest prosty, skoro ja rezygnuje z mojego Peru, to ja place koszt cruise, a Ty placisz koszt biletow lotniczych.
-- Dobrze, to ja teraz poszukam biletow.
Wrocilam wiec do siebie, bo uznalam, ze juz jestem w polowie drogi do celu.
Sama z ciekawosci zaczelam szukac biletow, bo chcialam wiedziec czy to aby faktycznie nie wyjdzie taniej niz moje Peru.
Ufff odetchnelam z ulga po chwili bo sie okazalo, ze cruise lacznie z lotem w te i wewte jest drozszy od mojej wycieczki. Jak by co to mam koronny argument!!
Po nastepnej godzinie Wspanialy stwierdzil, ze cruise to nie jest dobry pomysl, bo bilety lotnicze beda nas (czytaj - jego) dwa razy tyle co sam cruise.
-- Ale zamiast do Peru mozemy leciec do Islandii - dodal szybko.
Hmmm... spryciula, wie, ze Islandia jest tez wysoko na mojej liscie.
-- Dobrze, mozemy leciec do Islandii, ale wiesz to jest raz w zyciu, wiec poszukajmy czegos na tyle sensownego, zeby bylo wiadomo, ze faktycznie te Islandie zwiedzimy.
No i szukalismy ja na swoim kompie on na swoim. W koncu ja znalazlam cos co mi sie spodobalo, 8 dni w Islandii, wycieczka polega na objechaniu calej wyspy, agencja gwarantuje noclegi i samochod, ale bez kierowcy, czyli mamy pelna wolnosc, ale za kierownica.
Koszt?
Tak na pierwszy rzut oka wyglada ze rowny wycieczce do Peru.
-- Ciekawie to wyglada, tylko czy ja chce spedzic wakacje za kierownica? - zastanawial sie Wspanialy.
-- Jesli nie chcesz, to przeciez ja proponowalam i caly czas proponuje Peru, gdzie nie bedziesz musial siedziec za kierownica, nie bedziesz musial sie o nic martwic, bo wszystko jest zapewnione.
-- Daj mi pomyslec.
Mysliciel!!!
Niech mysli, ja swoje wiem.
Dwie godziny pozniej zapytal czy chce isc do wloskiej restauracji na obiad. To taka nowa restauracja dwie ulice od naszego domu, bylismy tam z Tatkiem i bardzo mi sie podobalo, ale nie az na tyle, zeby teraz wyskoczyc z domowych wygodnych szmat i ubierac sie "do ludzi".
-- Yyyyy... nie chce mi sie. Jak chcesz to mozemy zamowic z dostawa do domu... Ja chce do Peru.
-- Nie jestem pewnien czy oni maja juz kogos kto dostarcza na miejsce, to zadzwonie i w razie czego zamowie i przyniose.
Zadzwonil, zamowil, ale niestety musial sam isc pol godziny pozniej po odbior.
Poszedl, wrocil, w czasie jedzenia tylko 3 razy powtorzylam moje "Ja chce do Peru" i znow sie zaszylam w moim biurze przy komputerze.
Przyszedl po chwili i zapytal:
-- A mozesz mi powiedziec ile to Peru kosztuje?
-- Nie moge, bo zeby wiedziec ile dokladnie kosztuje to trzeba usiasc razem i zadecydowac jakie wycieczki chcemy zaliczyc, a ktore mozemy odpuscic, bo tam jest kilka dni, kiedy mozna sobie wybrac odpowiednia do zainteresowan i zyczen wersje. Ale w przeciwienstwie do mnie Ty nie jestes zainteresowany. Ja nie mialam nic przeciwko temu, zeby usiasc i sprawdzic cala liste cruise. Wiesz kochanie, jak po Twoich urodzinach ktos sie Ciebie zapyta co dostales od zony w prezencie to bedziesz musial powiedziec, ze nic, ale za to zona pojechala na wycieczke do Peru, bo ja jade do Peru z Toba lub bez Ciebie ta drobna roznica zalezy tylko od Ciebie.
Wyszedl i po chwili wrocil z krzeslem, siadl obok:
-- To pokaz mi ta wycieczke.
Nareszcie konkretna rozmowa(!!!)
Otworzylam strone z informacjami, wybralismy dodatkowe wycieczki, pokazalam mu, ze wiekszosc rzeczy jest juz wliczona w koszt, wszystkie hotele, przeloty i autobusy miedzy poszczegolnymi miastami, wszystkie sniadania, 3 obiady i chyba 2 albo 3 razy lunch, przewodnik, transfer z lotniska i na lotnisko.
-- To trzeba doliczyc do tego jeszcze jedna noc przed rozpoczeciem wycieczki na zaklimatyzowanie.
Doliczylismy, podsumowalismy koszt calosci, wyszlo na prawie $5 000 bez kilku dolarow.
-- To ja sie zgadzam, ale pod jednym warunkiem - przemowil.
-- Dawaj ten warunek.
-- Ja doplace do tego $1 000 i na miejscu ja bede placil za wszystko, czyli te obiady, ktore nie sa wliczone w koszt ogolny, napoje i wszelkie pierdoly na jakie bedziemy mieli ochote.
-- Zgoda - przypieczetowalam to radosnym calusem, bo naprawde uwazam, ze osiagnelam co chcialam.
Ustalilismy termin wyjazdu na pazdziernik, bo kwiecien i maj sa juz wykupione, ja nie moge w czerwcu, lipiec i sierpien odpada, bo wtedy sa zamkniete szkoly i za duzo ludzi podrozuje z dziecmi, wrzesien ja znow nie moge, a pazdziernik pasuje nam obojgu.
Jeszcze nie zrobilismy ostatecznej rezerwacji, bo trzeba usiasc i dokladnie przeczytac wszystkie warunki, ktore jak wiadomo sa wazne, a ich czytanie zajmuje troche czasu.
I tym sposobem mam co chcialam:D:D

64 comments:

  1. Wiesz, Stardust, jednak prościej jest mieć wspólną kasę ;-) Ciesz się swoim Peru, spryciulo!

    ReplyDelete
    Replies
    1. NIGDY!!!!!! Przenigdy w zyciu!!!!!
      Mialam wspolna kase w dwoch poprzednich malzenstwach. Czy musze wyjasniac dlaczego sie skonczyly?
      Glownie przez wieczne problemy o kase:)))

      Delete
  2. No i fantastycznie !!!!
    Wiedzialem, ze Go pokonasz - predzej czy pozniej. I bardzo dobrze, ze na kwiecien sie nie udalo - bywa, ze tam leje wtedy niemilosiernie i znam przypadek, ze w tym czasie wycieczka nie zaliczyla Machu Picchu, bo dojechac sie nei dalo (chyba bym polelnih harakiri na miejscu). Z ta aklimatyzacja, to moze byc przesada, zapewne i tak pierwszy lot jest do Limy, a to przeciez poziom morza. Aklimatyzacja wskazana na tych duzych wysokosciach.
    Ech - bede sledzil z niecierpliwoscia te Wasze przygotowania.
    Buziaki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, jesli nie czytales, to wroc do tamtej poprzedniej notki bo tam Ci tez odpowiedzialam:))
      Ty wiesz na czym to polega to przekonywanie, bo my i nasi malzonkowie sa tak podobni, ze normalnie czasem pekam ze smiechu:))
      Aklimatyzacja jest glownie wskazana w Cosco, ale ja tez uwazam, ze to przesada, natomiast jeden ekstra dzien w Limie na pewno nam sie przyda, tak na luzie i chocby po to zeby odwiedzic tamtejsze muzeum.

      Delete
  3. Ja to rozumiem, mamy podobnie - kłocimy się czy zamowic kawior czarny, czy czerwony, a potem i tak wpieprzmay jajecznicę z truflami, jak zwykle ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, bo tak to jest jak dwoje ludzi chce naprawde tego samego, ale przeciez potargowac sie warto;))

      Delete
  4. "Biedny" Wspaniały, myślał,że z Tobą coś wywalczy. Popatrz, taki dorosły i mądry facet, a nie wie, że z kobietą żadem facet nie wygra, gdy sobie kobiecisko coś do głowy wbije.Gdy toczę z moim "wojnę" o coś, to zawsze wpierw upieram się przy swoim pomyśle, potem nagle odpuszczam i....wtedy wychodzi na moje. Jego bardzo niepokoi fakt, że ja nagle rezygnuję z czegoś.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, dokladnie o to chodzi;)) Jestesmy tak wspanialomyslne, ze nawet potrafimy zrezygnowac;) A im bardziej my rezygnujemy z naszych pomyslow tym bardziej oni sa nimi zainteresowani;)

      Delete
  5. Ile to się człowiek musi nagimnastykować, żeby uświadomić facetowi, czego tak naprawdę sam chce i o czym naprawdę marzy... ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trafilas w samo sedno!! Peru zawsze bylo wysoko na liscie Wspanialego, ale tu chyba chodzi o sam fakt, ze to my podejmujemy te decyzje samodzielnie bez wczesniejszego uzgodnienia. I juz sie nie liczy fakt, ze przeciez decyzja nie zostala sfinalizowana, ze przeciez jest jej tylko ogolny zarys. Nagle w facecie budzi sie LEW i zaczyna walczyc:))) No to niech sobie powalczy, niech nawet ma swiadomosc ze wygral pojedyncze bitwy ale wojna jest po naszej stronie;)))

      Delete
  6. A ja myślę,że....przestanę Cię czytać!
    Ja się chyba zakochuję we Wspaniałym;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, ale to bezpieczne, po pierwsze ze wzgledu na odleglosc, po drugie on jest zajmany:)))

      Delete
  7. Czy to nie miś Paddington był z najdzikszych zakątków Peru? Przyjechał do Londynu, nazwano go od stacji. Słodkie było zwierzątko. Jedź.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moze to wstyd, ale przyznaje sie, ze naprawde nie wiem:((

      Delete
  8. małżeńska dyplomacja nie ma sobie równych:))
    Dla ciekawości podaję ofertę wyjazdów >>> do Peru z mojego ulubionego biura:)
    Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  9. Replies
    1. Dorko, no gramy:))) Ale wole to niz klotnie, wrzaski i strzelanie drzwiami:))

      Delete
  10. Brawo Star! Tak się rozmawia z facetami...:-D Teraz tylko bookowac i odliczać dni do wyjazdu..;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bookowac bedziemy w weekend, a do wyjazdu, oj to jeszcze bardzo dlugo;) Ale cieszyc sie mozna:))

      Delete
  11. Gierki są super jeśli ten, którym się gra nic o tym nie wie lub akceptuje widok pantofla nad sobą. Ogólnie to trochę dziwne tak manipulować miłością swego życia, nie przedstawiając najpierw argumentów tylko bawiąc się w podchody. A słowa: bitwa czy wojna nie pasują do związku, chyba, że stoi się po tej samej stronie. Ale to tylko moje skromne zdanie... Wpis napisany świetnie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cos mi sie wydawa, Niewidzialny, ze Ty bardzo mlody jeszcze jestes;)
      Nawet ludzie, ktorzy sie kochaja bardzo czesto maja odmienne zdanie, spojrzenie na swiat, opinie o rozych rzeczach czy nawet innych ludziach. Bo to przeciez sa ciagle dwie rozne osoby, no chyba ze jedna z nich z gory zrezygnuje ze swojego zdania i bedzie sie slepo zgadzac, wtedy nawet nie ma o czym rozmawiac, nie mowiac o tym, zeby o cos grac, czy tez prowadzic wojne podjazdowa:)
      Znam malzenstwa, ktore sie ciagle o cos kloca a jednak sa razem i nawet uwazaja, ze sa szczesliwi.
      Roznica zdan wcale nie stawia ludzi po przeciwnych stronach a tylko daje szanse do rozmow i wypracowania wspolnego frontu to sie nazywa kompromis.
      W tym konkretnym przypadku oboje zawsze chcielismy zaliczyc Peru, a roznica w sposobie i czasie realizowania tego pomyslu wystapila tylko dlatego, ze ja w jakims sensie podjelam juz decyzje. Ale zauwaz, ze ja tej decyzji nie sfinalizowalam bez uzgodnienia, prawda?
      I przy okazji, co/kto to jest milosc zycia?

      Delete
    2. Masz rację, wydawa się Tobie.
      Zawsze będę zdania, że ilu ludzi tyle też sposobów na życie. Nie mam co prawda wieloletniego czy wielozwiązkowego doświadczenia, a tylko swoje skromne zdanie wyraziłem.
      W tym wypadku, rozmawiając o związku dwojga ludzi to chyba dość jasne, że miłością życia jest partner(ka).

      Delete
    3. :)) No tak, dzieli nas nie tylko wiek w sensie liczby lat;)) ale tez ilosc doswiadczen zyciowych zebranych przez te lata. Oj jest tego troche;)
      Widzisz, milosc zycia to chyba z zalozenia powinna byc ta jedna, jedyna milosc ktora przetrwa cale zycie. Tak ja to rozumiem.
      Biorac jednak pod uwage fakt, ze Wspanialy jest moim trzecim mezem i za kazdym razem wychodzilam za maz z milosci i z zalozeniem "do grobowej deski" to troche mi sie poglady zweryfikowaly:))
      Teraz wiem, ze miloscia zycia jest czlowiek sam dla siebie, bo tylko sami ze soba musimy przezyc do grobowej deski, nie ma innej mozliwosci:))

      Delete
    4. Mądrze prawisz. Żeby kochać innych trzeba kochać samych siebie.
      Udanych wakacji w Peru, tylko proszę nie kupujcie tych tandetnych chullo;)
      Do przeczytania!

      Delete
    5. Kupowac to raczej nie mam zamiaru, bo znow, ja jestem juz na etapie zycia kiedy trzeba pomyslec o pozbywaniu sie badziewia a nie gromadzeniu:)))

      Delete
  12. Wiedzialam, ze Wspanialy spasuje. Cruise? Ty? Wspanialy? to jakos mi do Was nie pasuje:)))))) To Peru za to nosi Twoje i Wspanialego imie tylko Wspanialy musial to sobie uzmyslowic, przetrawic. Przeszedl maly szok i dlatego sie opieral. Ale i tak niezbyt dlugo:) Forsa jest po to aby ja wydawac, zyje sie raz, potem bedziecie mieli co wspominac:) Bukujcie szybko, zeby sie nic nikomu nie odwidzialo!
    PS My tez jestesmy w trakcie planowania tegorocznych wakacji (oprocz FL oczywiscie, bo to to musowo i juz niedlugo)i tez nie mozemy dojsc do porozumienia:)))) Ja chyba nie potrafie tak "czarowac" D jak Ty Wspanialego;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha, ja mysle, ze cruise to bedzie kiedys dla nas dobry, jak juz czlowiek nie bedzie mogl chodzic (mnie raczej do tego blizej niz Wspanialemu) wtedy moze plywac caly dzien i noc, po to zeby polazic potem kilka godzin.
      No jak bede miala 80 lat to zobacze;))
      Wspanialy sie nie opieral dlugo, bo Peru i tak bylo na jego liscie, wiec w sumie zaskoczeniem bylo tylko moje "teraz, natychmiast":)
      Oj mysle, ze nie zdajesz sobie sprawy jak potrafisz czarowac D. To widac w jego oczach jak patrzy na Ciebie:))

      Delete
  13. Ćwiczenia czynią mistrza....czy jakoś tak i trzeba przyznać, że doprowadziłaś do perfekcji "pozytywną manipulację". Teraz Wspaniały, zaczepiony przez znajomego pytaniem o świętowanie urodzin powie bez wahania: no są różne koncepcje, ale ja najbardziej chciałbym do Peru

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ja mam na lodowce taki magnes, na ktorym pisze, ze "pierwsze dwa malzenstwa to tylko dla praktyki" :)) Widocznie sie sprawdza, przynajmniej w moim przypadku;)

      Delete
  14. Dyplomatka :)))) Październik pewnie będzie prześliczny i wycieczka się uda :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, w Peru temperatury nie maja za wielkich roznic miedzy zima i latem, w pazdzierniku tam bedzie wiosna. Temperatura w pazdzierniku to cos ok. 20C w dzien i 3-4C w nocy, ale wazne, ze nie jest to pora deszczowa, chociaz tam zawsze troche pada;)) Mysle, ze jest to zdecydowanie lepszy wybor niz miesiace wakacyjne kiedy temperatura w nocy spada do 0C lub nawet ponizej.
      Ale pogody sie nie da przewidziec;))

      Delete
  15. mądra z Ciebie kobieta !!!
    ja też zazwyczaj tak kieruję rozmową że Paskud myśli że to jego decyzja hahahaaha
    no to czekamy na wspomnienia z Peru !!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale u Ciebie to juz zupelnie niemozliwe, zeby PASKUD wygral ze ZMORKA:))) No nawet nicki na to wskazuja:P
      A na wspomnienia to Zmorka cierpliwie poczeka, bo do pazdziernika jeszcze hohoho albo i jeszcze dalej;))

      Delete
    2. do października Kochana to zleci ino mig bo wiosna i lato to na przyspieszeniu pędzą co nie znaczy ze do tego czasu mozesz sobie odpuszczać notki !!!!

      Delete
    3. Prowde godocie Zmorko, czas pedzi na przyspieszeniu nawet zima, zobacz juz polowa stycznia, a ja jeszcze sniegu nie widzialam:)

      Delete
  16. Z Peru mam kilka koleżanek i nawet parę gadżetów z tej okazji :))
    Ziemniaki i kurczaki, to ich przysmaki...:)
    Jeśli mieli by zamknąć Machu Picchu, to rzeczywiście warto zobaczyć, tym bardziej, że nie macie daleko. To teraz trzeba tylko kondycję szlifować:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie tylko kurczaki i ziemniaki, bo maja duzo owocow morza i doskonale ceviche, co prawda bedzie ciezko uniknac kukurydzy, ktorej normalnie nie jadamy, ale to tylko 10 dni:)) Damy rade.
      Jak narazie Machu Picchu zamkneli kilka razy, znajomy Peruwianczyk mowil, ze niestety turysci dewastuja, wiec rzad sie przymierza. Jak sie to skonczy, nie wiadomo, bo w sumie to Peru zyje z turystyki, a MP jest jego glowna atrakcja.

      Delete
  17. Bosko! Tez zazwyczaj sie okazuje ze jak jestem do czegos przekonana to i ta moja wieksza polowa w koncu sie zgodzi. Zdarzylo mi sie nawet uslyszec ze to jego pomysl byl od poczatku... Dla rownowagi dodam ze mna tez czasem latwo maipulowac.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie znam sie na definicjach slow i okreslen, ale mam wrazenie, ze to o czym napisalam i co ewentualnie Ty masz na mysli to nie manipulacja, tylko negocjacja:) Manipulacja moim zdaniem zawiera klamstwo, ktore ma prowadzic do celu czy jakiegos rezultatu.
      Np. kobieta wydaje 300 zl na sukienke a po przyjsciu do domu mowi mezowi, ze sukienke kupila za 50 zl na wielkiej przecenie. TO jest manipulacja!!!
      Ja tez chetnie daje sie przekonac, jesli ktos ma mocne argumenty, bo dlaczego nie? Nie jestem alfa i omega, nie jestem madrzejsza od partnera i wystarczy, ze jego argumenty sa w danym momencie sluszne i potrafie zrezygnowac z wlasnego zdania.
      Gdyby ten cruise nie mial tak drogich lotow to dalabym sie przekonac, podobnie zrezygnowalabym z Peru na rzecz Islandii gdyby...
      Co z kolei nie znaczy, ze zrezygnowalabym z Peru juz zupelnie i po wsze czasy:)))
      O nie!!! Peru tylko przesuneloby sie w kolejce;)

      Delete
  18. Super wycieczka sie wam szykuje:) Rowniez sto razy bardziej wolalabym jechac do Peru niz na cruise. Mialam pisac tez zebyscie lecieli w listopadzie nawet, bo tam wiosna wtedy, no ale ty wiesz o tym przeciez:)
    Bardzo zazdroszcze - i ciesze sie juz na twoje sprawozdania. Musisz sobie na te okazje tablet jakis sprawic, zebys relacje spisywala na zywo.
    Ah, i jezeli bys mogla do tego Peru leciec przez PDX to goroaco zapraszam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, notatek na biezaco nie przewiduje, nie bede miala na to czasu, nie zabieram zadnego sprzetu poza aparatem fotograficznym. To juz jest ustalone. Dwutygodniowa odwykowka bardzo mi sie przyda, zwlaszcza w takim miejscu jak Peru.
      Lecimy bodajze przez Huston, ale za zaproszenie bardzo dziekuje. Ja mysle, ze kiedys dotre i do Portland:))

      Delete
  19. OJ, oj! Stardust zawsze postawi na swoim! Tak trzymać!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie zawsze, ale jak mi bardzo zalezy to sie jakos udaje;)

      Delete
  20. zeby oblac wasza decyzje, to ja pojde do peruwianskiej restauracji w niedziele, a co! Do Peru mam troche za daleko, a szkoda.. Ameryka poludniowa to u mnie duzy wazny punkt. zeby mi tylko biura nie zamkneli w kraju X i mnie tam zrzucili dnia pewnego.. Marzenia dobrze miec, nie? :D
    ciesze sie ze sie Wspanialy zdecydowal, wiedzialam ze go przekonasz :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wyobraz sobie, ze najlepsza peruwianska knajpa jest w mojej dzielnicy zamieszkania;)) Nawet o tym nie wiedzialam, wyszukalam wlasnie wczoraj.
      Mnie tez fascynuje Ameryka Poludniowa, Azja (ale tam cholernie daleko).
      To jest wlasnie najwiekszy problem, ze swiat jest taki piekny i ogromny, a czasu i forsy malo:))

      Delete
  21. No tak! Kobieca dyplomacja (skąd ja to znam?). Jako męskiemu szowiniście brak mi słów... ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj obudziles we mnie feministke:)) A tak grzecznie spala:))) Ja wcale nie pisalam o kobiecej dyplomacji tylko malzenskiej, jak widac druga strona tez walczyla dyplomatycznie czego dowodem jest pomysl Islandii:)))
      No, ulzylam sobie;)

      Delete
    2. Ta małżeńska, to tylko zasłona dymna. :-) Wspaniały wiedział, że wyskakując z Islandią nie ma żadnych szans, skoro zapisałaś się do jakiejś sekty, powtarzającej mantrę: "ja chcę do Peru". Sprawa od razu przegrana, ale szacun, że nie poddał się bez walki. ;-)))

      Delete
  22. Wspaniały to chyba żywcem do nieba wzięty będzie ! (ja bym udusiła najdalej przy piątym powtórzeniu). Gratuluję skutecznych negocjacji :)

    ReplyDelete
  23. Nigdy nie watpilam w Twoje zdolnosci negocjacyjne, a tak w ogole to wydaje mi sie, ze Wspanialy tez chcial jechac do Peru tylko o tym nie wiedzial.
    A taka gra slow nie jest mi obca, najwazniejsze to dojsc do porozumienia:)
    Swietnie, ze pojedziecie do Peru! Ciesze sie razem z Wami:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspanialy ZAWSZE chcial jechac do Peru, problem w tym, ze Wspanialy uwaza, ze to nie ja powinnam za to placic. Jak ja chce nam zrobic taki prezent to powinnam nas zabrac na wyjazd do Philly:)) a nie do Peru.
      Dlatego sie zgodzilam na te 1000 dolarow doplaty, bo tym sposobem on ma poczucie, ze mnie odciaza, a ja nie bede sie wyklocac, bo to nie warto.

      Delete
  24. Haha! Ach ta sztuka negocjacji! Sama sobie pomalutku przypominam jak to się robi :D
    Ale nie powiem - bywa wesoło :P
    Faceci rzeczywiście stają okoniem jak ich się znienacka zaskoczy jakim konkretem. Fajnie, jak przy negocjacjach zamiast wojny, jest dobra wola. I fajnie, że udało wam się wybrać najlepszą opcję i że Twój pomysł się tą najlepszą opcją okazał :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobra wola, spokoj i brak krzyku. Nie rozumiem ludzi, ktorzy zalatwiaja wszystko krzykiem, na szczescie oboje nie nalezymy do krzykaczy.
      Pomysl jest w sumie nasz, bo Peru jest i zawsze bylo wysoko na liscie Wspanialego, tylko wlasnie chodzi o ten fakt zaskoczenia. Masz racje, oni tego nie lubia i nie potrafia sie w tym odnalezc;))

      Delete
  25. Takiej cierpliwości chyba nabywa się z wiekiem :)
    Ale i ja staram się już od dłuższego czasu pewne moje pomysły forsować tak, żeby on myślał, że to jego pomysł :))
    Mnie akurat do Peru nie ciągnie, bo to strasznie daleko.
    Na wiosnę chcę się wybrać odwiedzić paru znajomych, za którymi się stęskniłam - w góry i nad morze :)
    A od Ciebie już niejeden raz pisałam, że można się wiele nauczyć!
    pozdrowienia serdeczne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, z wiekiem na pewno przychodzi cierpliwosc i madrosc, czlowiek po prostu wie, ze o wiele drobiazgow nie warto kruszyc kopii a powazne sprawy zalatwia z rozwaga.
      Peru jest dla Ciebie tak bardzo daleko jak dla mnie Krym i ja to rozumiem, dlatego ja sie nie wybieram do Krymu czy Rzymu ale tu gdzie mam blizej;)))
      Zreszta oboje jestesmy bardziej za egzotyka.
      Buziaki:**

      Delete
  26. Świetny Stardust z ciebie negocjator i dyplomata :)).
    Już nie mogę się doczekać notki z opisem tej wycieczki:), tym bardziej, że dla mnie to miejsce jest nieosiągalne finansowo. Z PL te wycieczki do Peru są cholernie drogie, ale kto wie co przyniesie przyszłość? Na razie wybieram się po raz pierwszy na wiosnę tego roku za ocean i już się nie mogę doczekać;).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haniu, wybierasz sie za ocean, czy mam rozumiec, ze do Stanow? A masz moze NYC w programie?

      Delete
  27. Niestety nie, będę tylko w Chicago, ale następnym miejscem na mojej liście jest NYC, tylko kiedy nastąpi realizacja? Hmm, tego nikt nie wie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szkoda, ale zawsze moze byc ten nastepny raz:))

      Delete
  28. Ooo ja też chcę do Peru :* ale to następnym razem ;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...