Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, January 5, 2013

Wspanialy gotuje

Wspanialy tak ma dobrze, ze raz, czasem dwa razy w tygodniu nie musi jezdzic do pracy, wtedy pracuje "z domu". Generalnie mnie tam zwisa, ale gorzej jest jak taka praca z domu pada na dzien kiedy akurat ja tez jestem w domu, bo jego praca glownie polega na brzeczeniu przez telefon.
Tak sobie siedzi i brzeczy... godzinami...
Nazywa sie to bardzo powaznie "telekonferencja", a ja biedna nigdy nie wiem czy on te tele.. odstawia przy wylaczonym mikrofonie czy tez nie i na wszelki wypadke staram sie byc cicho, nie tluc garami i co gorsze nie przeklinac.
No stresa mam i tyle.
Jak praca z domu wypada w dzien kiedy ja ide do pracy, to jest mi glanc pomada, biore swoje zabawki i wychodze. Ale zanim wyjde, to Wspanialy zawsze pyta:
-- Co mam ugotowac na obiad?
Znam dziada jak zly szelag, wiec wiem, ze rzucajac takie pytanie liczy, ze ja wykaze sie inteligencja i powiem "a to wyjmij cos tam z zamrazarki". Natomiast ja wiem, ze to co jest w zamrazarce zostalo ugotowane przeze mnie, a on przeciez wyraznie pyta "co ma ugotowac". No taka malo inteligentna, ale za to logiczna jestem, wiec odpowiadam pytaniem prostym:
-- A co mozesz ugotowac?
I w tym momencie Wspanialy zaczyna piskorzyc, czyli wic sie jak piskorz:
-- No wiesz, to nie moze byc nic skomplikowanego... wiesz ja tylko teoretycznie jestem w domu, ale przeciez pracuje.
W tym momencie albo ja sie poddaje i ide wyjac cos z zamrazrki, albo pada na ravioli, bo ravioli to kupujemy gotowe (nawiasem mowiac bardzo dobre) i trzeba je tylko wrzucic na gotujaca wode a potem w odpowiednim momencie wylowic. Skomplikowane to nie jest.
Ale konczy sie zwykle tym, ze jak ja dzwonie, ze wlasnie czekam na autobus to Wspanialy dopiero wtedy nastawia wode, co oczywiscie powoduje, ze w momencie kiedy ja wchodze do domu, woda "sie wlasnie zaczela gotowac", ja myje rece, wrzucam pierozki do wody i ide sie przebrac.
W tym czasie Wspanialy nakrywa stol i czeka, az ja zrobie reszte.
Ozesz dziadu!!!
Nareszcie do mnie dotarlo, no tepa jestem jak but czasami, ale wczoraj postanowilam, ze dosc tego i skoro to sie nazywa, ze on gotuje, to bedzie gotowal.
Zamiast dzwonic z przystanku autobusowego to zadzwonilam jak bylam jeszcze w pociagu przezornie dajac czas tej wodzie na nie tylko zagotowanie, ale i wygotowanie.
Kto zgadnie co uslyszalam jak weszlam do domu?
Oczywiscie!!!
-- Super, woda sie wlasnie zaczela gotowac.
Pomyslalby ktos, ze on gotowal kociol wody, a to zaledwie garnek o pojemnosci 2 litry.
-- Swietnie to dzialaj dalej a ja ide sie przebrac.
Przebranie sie i mycie rak zajmuje mi ok. 3 minut jak wrocilam do kuchni to Wspanialy stwierdzil, ze obiad jest juz gotowy. Przeczuwalam problem, ale dlaczego mialabym to mowic wczesniej, wiec tylko powiedzialam:
-- Fajnie, jak gotowy to dlaczego nie podajesz?
Troche dziwnie spojrzal, ale nakryl szybko stol (zadna filozofia, szmaciane podlkadki pod talerze, talerze i widelce, bo przeciez do ravioli nie trzeba nozy) i zabral sie do wylawiania pierozkow.
Dziabnelam jednego widelcem i zrobilam mine.
-- Coooo???
-- No nic, one sa nie ugotowane.
-- Znaczy al dente?
-- Znaczy nie ugotowane, al dente to jest ugotowane, ale nie rozciapane.
-- To co teraz?
-- Nic, pizgaj je z powrotem do wody i gotuj przez jakies 5 min.
-- Ale dlaczego? Przeciez wyplynely.
-- Wyplynely, to nie znaczy, ze sa ugotowane, od wyplyniecia trzeba jeszcze gotowac ok. 5 min.
Zabral pierozki z talerzy i wrzucil do wody, nastawil timer i zasiadl gotowy do rozmowy.
-- Hmmm zanim zaczniemy rozmawiac, to czy przygotowales juz chleb?
-- Oo zapomnialem o chlebie, a gdzie jest chleb?
I tu nalezy sie wyjasnienie, zawsze po zjedzeniu ravioli, ktore polewamy oliwka robimy sobie z pozostalej na talerzach oliwki maczanke z ziolami, ktora jemy maczajac w niej chleb czosnkowy.
Chleb tez kupujemy oczywiscie gotowy, po czym ja zaraz po zakupie kroje go w kawalki "na jeden raz" i wrzucam do zamrazarki.
-- Chleb jak zawsze jest w zamrazarce - podpowiedzialam ze slodkim usmiechem, wiec juz wiedzial, ze nie pobiegne sama szukac tylko on musi to zrobic.
Poszedl, gmeral tam przez dobre 3 minuty, ale wrocil z kawalkiem chleba, ktory owinal recznikiem papierowym i wrzucil do mikrofali. Oczywiscie zapominajac ja wlaczyc, bo akurat odezwal sie timer i trzeba bylo wyciagac ravioli. Tym razem byly ugotowane.
Zaczelismy jesc.
-- Kochanie ten chleb w mikrofali to ma sie sam wlaczyc, czy moze trzeba mu pomoc? - zapytalam miedzy jednym a drugim kesem.
-- No zapomnialem, tak mnie zestresowalas tym, ze ravioli nie sa ugotowane, ze zupelnie zapomnialem.
Wstal, podszedl do mikrofali:
-- A na jak dlugo Ty ustawiasz ten chleb?
-- Minute i 15 sekund.
Nareszcie moglismy jesc.
Po obiedzie jak sprzatal ze stolu to stwierdzil:
-- Praca mezczyzny domowego jest nigdy nieprzerobiona.
Udalam, ze nie slysze, bo i po co mi to slyszec, podziekowalam za obiad i poszlam.

43 comments:

  1. A oni sobie zawsze myślą, że to takie proste, gdy ciepły obiad na talerzu pod nosek podstawiony:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oni nie tylko mysla, ze to proste, ale w znakomitej wiekszosci przypadkow poproszeni o zrobienie czegos, natychmiast kombinuja jak by tu spieprzyc co by nastepnym razem prosba sie nie powtorzyla:))
      Znam te numery;)

      Delete
    2. Scwane bestie:D Mój Lu. taki sam jest, ale na szczęście jakoś mi to nie przeszkadza - rekompensuje innymi kwestiami;)

      Delete
  2. Zajebisty kucharz! ;-)))) A jakie ładne wytłumaczenie! Niedoróbki powstały ze stresu! Stres ma swoje konkretne źródło oraz winnego! ;-))))
    A praca mężowskiego w domu to naprawdę jest katorga. Mój tak pracuje od września. Jak ma dużo roboty, to idzie na górę, do pokoju co to został po zamążpójściu Córci, a tam urządzone jest biuro. Jednak często nie chce Mu się tam siedzieć. Schodzi na dół i tu: niekończące się telefony przychodzące i wychodzące, co powoduje, że non stop muszę być cicho, nie trzaskać garami (mam otwartą kuchnię), co rusz sprawdzać czy już mogę włączyć mikser czy ekspres... No jakaś masakra na dłuższą metę. Prośba, żeby jednak poszedł na górę i dał mi normalnie funkcjonować kończy się obrazą, że Go wyrzucam, że po cholerę On tam będzie siedział sam, skoro TYLKO CZEKA NA WAŻNY TELEFON. No żeż kurwa mać!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ale zauwaz jak ja ladnie bylam slepa i glucha na te wszystkie niedorobki i tylko cierpliwie przypominalam;)
      Moj jak pracuje w domu to chocbys do niego strzelala on nie slyszy, nie widzi, normalnie zamienia sie w slup soli jak zona Lota:))
      Ja tez mam otwarta kuchnie, a ekspres do kawy daje jak solidny traktor:)) Na szczescie rzadko nam sie pokrywaja te dni.

      Delete
  3. Równie dobrze ten post mógłby mieć tytuł "Żółwica gotuje" ;-}

    ReplyDelete
  4. Star jesteś okrutna !!!
    przekaż Wspaniałemu ze na drugi raz nie ma sie stresować bo dzielny jest ! sam w zamrażarce chleb odnalazł !!!mój Paskud musi chwilę pomyśleć co by zamrażarkę zlokalizować hahahaha a znaleźć w niej coś to juz wyczyn !!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, oczywiscie, ze jestem okrutna. Nauczylam sie tego w dwoch poprzednich malzenstwach:)
      Wspanialy tez wczoraj stal przed wieszakiem rozne lyzki cedzakowe itp. pierdoly i nie mogl wydedukowac czego nalezy uzyc do wyciagania tych ravioli.
      Ale ja jestem konsekwentna, kiedys na pytanie gdzie jest tarka do jarzyn odpowiedzialam (zgodnie z prawda) "w kuchni". I musial znalezc;) Gdybym tak wstawala za kazdym razem i podawala potrzebne przedmioty i sprzety to do konca zycia by nie wiedzial.

      Delete
    2. a to ja tez stosuje taka zasadę że mówię że w kuchni i że czasem nalezy zgiąć kręgosłup a czasem po prostu mówię mamy tylko 54 metry odlicz łazienkę i kibelek to zostanie mniej do przeszukania :D

      Delete
    3. Zmorko, zupelnie jakbysmy mieszkaly w labiryncie:))

      Delete
  5. No ja właśnie muszę chyba wziąć się za siebie, by nie dopuścić, by Osobisty się zepsuł :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kamyku, zdecydowanie musisz o tym pomyslec. Dobra zona nie pozwala na to, zeby w przypadku jej naglego zejscia maz musial umrzec z glodu zanim sie powtornie ozeni:))))
      Ja tylko jestem dobra zona:))

      Delete
    2. Zaplułam monitor :) My dopiero dywagujemy, czy się pobrać, a ja tu mam już myśleć na zaś :D
      Swoją drogą pod wpływem tejże notki dziś zaczęłam się "stawiać" :) W trakcie pytania w czym ma pomóc już brał kurs na komputer :) Mocno się zdziwił, jak wydałam 3 krótkie komendy i potem przypominałam :)

      Delete
    3. Kamyk, dokladnie o to chodzi!!! Pyta co zrobic, ale z nadzieja, ze sie da wymigac:))) A my durne sie czesto na to nabieramy. Mowie serio, mnie zajelo 2 malzenstwa zeby dojrzec do tego na czym ta gra polega:)))
      Oni to robia w sposob mniej lub bardziej swiadomy, a my nie mamy cierpliosci i wyrywamy im z rak robote o ktora sie sami dopominali;))
      A tu wystarczy zacisnac zeby w usmiechu i poczekac, wynajal sie wiec niech robi:))

      Delete
    4. No więc właśnie :) W gorszych chwilach będę wracała do tej notki, co by sił nabrać i taktykę sobie przypomnieć :D

      Delete
  6. Hej, chleb na porcje, gotowe mrożonki, tylko wyjąć i podgrzać... oj rzeczywiscie, przyda się więcej takich akcji buntowniczych :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, nie moge przesadzac z tymi akcjami, bo pamietajmy, ze Wspanialy sprzata. I tez moglby sie kiedys zbuntowac i na ten przyklad sprawdzic czy ja wiem do czego sluzy odkurzacz;) To wszystko musi byc rozegrane taktycznie i z duza doza dyplomacji:P

      Delete
  7. miałam w życiu etap pracującej matki polki i zdarzało się, że w trakcie rozmowy telefonicznej z klientem w tle pojawiał się wrzask

    mammmoooo - KUPĘĘĘĘĘ !

    co tam trzaskanie garami ;)))

    ReplyDelete
  8. Replies
    1. Justm, to nie jest smieszne:) Zajelo mi dwa malzenstwa zeby sie tego nauczyc;)))

      Delete
  9. To taki półkucharz, bo nie mogę powiedzieć, że udaje półgłówka:) Ciekawe, ze najbardziej fajni mężczyźnie często w kuchni stosują wyuczoną bezradność.Ale powolutku osiągniesz cel- zacznie sam wszystko robić. Tylko się nie złam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, oczywiscie, ze udaje polglowka!! On doskonale potrafi gotowac, przez pierwsze 9 miesiecy naszego randkowania to ja bywalam u niego a nie odwrotnie i on gotowal. Teraz jest troche inaczej, bo ja nie cierpie sprzatania, wiec on to przejal, a ja za to gotuje, co nie znaczy, ze od czasu do czasu nie moze ugotowac jak zajdzie taka potrzeba. Jak przez pierwszy tydzien po operacji stopy musialam lezec, to nawet krewetki scampi robil. Fakt, ze troche sie dopytywal zeby sie upewnic, ale potrzeba jest matka wynalazku.
      Cel to ja juz chyba osiagnelam, gotowanie mi nie przeszkadza, tym bardziej, ze nie gotuje codziennie. Natomiast nie nawidze sprzatac i tego nigdy nie robie;))

      Delete
  10. U mnie dziś Sołtys robił gulasz....po pytaniu, czy trzeba tłuszcz stałam obok i nadzorowałam;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, gulasz to juz jest szkola wyzsza, wiec sie nie dziwie, ze nadzoworwalas. Ale ravioli:)))

      Delete
    2. Ciekawe, czy zapamięta, czy następnym razem będzie tak samo:)
      Generalnie w kuchni noga:)no, ale ...nie można mieć wszystkiego;)))
      A co do glosowania masz rację - czy oni myślą,że blogerzy mają jakieś granice?;)Niesprawiedliwe to, bo wśród czytelników może być wielu właśnie bez możliwości oddania głosu, a szkoda.
      Chociaż dla mnie to fajna zabawa)i tak wiem,że Ci co odwiedzają to "lubią", więc aż tak bardzo się nie denerwuje, choć zastanawiam się dlaczego tak jest?W czym tkwi problem?

      Delete
    3. Czas pokaze:))
      Nie wiem o co chodzi Onetowi z tym ograniczeniem. Bodajze 3 lata temu zglosilam wlasny blog i wtedy nawet pisalam do WLADZ organizujacych konkurs z pytaniem "dlaczego?". Niestety nie dostalam zadnej sensownej odpowiedzi, wiec chyba mam prawo obawiac sie, ze odpowiedz brzmi "bo mozemy tak zrobic", "bo co nas to obchodzi, ze 40% czytelnikow to czytelnicy zamieszkali poza Polska" lub wreszcie "bo jestesmy za glupi zeby zorganizowac inaczej".
      W koncu jesli twierdza, ze oplata z esesmanow idzie na jakis szczytny cel charytatywny, to nie pojmuje dlaczego obcinaja polowe dochodow, bo przeciez oplata z kraju jak USA bylaby np. trzykrotnie wyzsza niz z PL.
      No coz sa ludzie, ktorzy potrafia robic ineresy i sa tacy, co... jak zawsze potrafia tylko spierdolic:))

      Delete
    4. Upss zjadlam "nie" w "bo nas NIE obchodzi, ze 40% czytelnkow to czytelnicy zamieszkujacy poza Polska"... glodnam czy co?;)

      Delete
    5. Dobrze napisałaś - "bo co nas to obchodzi, ze 40% czytelnikow to czytelnicy zamieszkali poza Polska" :))
      Racja - ktoś nie umie liczyć;) A szkoda

      Delete
    6. Sami sobie strzelaja w stope, ale uplynelo juz tyle lat od czasu kiedy zaczeli te konkursy organizowac, ze wypadaloby cos z tym zrobic, tylko oczywiscie nikomu sie nie chce.
      Moze im trzeba kupic globus:))) Moze oni mysla, ze swiat sie zaczyna i konczy w granicach Polski;)

      Delete
  11. Są tacy, co im się woda na herbatę przypala, są też szefowie własnej kuchni, którzy mają kilka "popisowych" dań, a do codziennego gotowania się nie nadają. Jam Ci jest z kategorii drugiej, to znaczy robię tylko niektóre rzeczy, ale za to dobrze. Mam taką nadzieję obserwując, jak wszystko znika. ;-)

    Wspaniały potrzebował od Ciebie kilku podpowiedzi licząc po cichu, że się zmiłujesz, lub pokłady spokoju Cię opuszczą i szybciej zrobisz te "niewdzięczne" rzeczy. :-)

    Ja z kolei robiąc coś nie znoszę, no wręcz nie cierpię, patrzenia mi na ręce i "życzliwych" rad. Zawsze reaguję: "Nie tak? To sama gotuj/piecz/smaż!" :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zawsze mowie, ze ja jestem mezczyzna, a przynajmniej baba-chlop:)) Tez nie lubie jak mi ktos patrzy na rece, a nie daj buk podpowiada jak trzeba robic, umiesz lepiej, rob, ja nie bede sie wtracac.
      Mnie glownie chodzi o fakt, ze po cholere pyta "co ugotowac" jak wie, ze ani nie musi, ani mu sie nie chce.
      Chyba tylko dlatego, ze wypada:)))
      Od dawien dawna jest u nas podzial, ze on sprzata i ewentualnie latem grilluje, a ja gotuje, to po jasna anielke wykracza poza zakres wlasnych obowiazkow. No ale jak chce, to ja z tego chetnie skorzystam, bom jak napisalam wyzej baba-chlop;)))

      Delete
  12. Co ja czytam?! Każdy mąż taki dwie lewe? Bo szczerze mówiąc dla mnie to normalne ugotować coś dla swojej bejbe. Może ja jestem jakimś muzealnym eksponatem? Współczuję Szanownym Paniom.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sprzatasz i pierzesz tez? bo moj nie gotuje jak widac, ale za to pierze i sprzata, czego ja szczerze i z calego serca nienawidze.

      Delete
    2. Sprzątam, pierze pralka, tak ogólnie to nie takie trudne ani straszne, trzeba chcieć. Czasem chce się mniej.

      Delete
    3. Domyslam sie, ze pierze pralka, jakos nie podejrzewam, zeby ktos jeszcze chodzil z kijanka do rzeki:)))
      No to jestes idealny, zebys jeszcze przestal na kobiety mowic "bejbe" moglabym sie pokusic o zamiane Wspanialego na Twoj model:)))

      Delete
    4. No więc nie jestem idealny... Dziwne, raczej nie używam słów typu "bejbe", ale żeby coś zmienić najpierw musiałbym wiedzieć, że jest to coś złego.

      Delete
    5. Zapewne nie ma w tym nic zlego, w sensie karygodnego. To pewnie moje osobiste widzenie sytuacji. Po prostu ja uwazam, ze jesli kobieta wyszla juz z pieluch i nadaje sie do wspozlycia seksualnego to okreslanie jej slowem "bejbe" jest co najmniej... dziwne, zeby nie powiedziec ubezwlasnowalniajce (chyba stworzylam nowe slowo).
      Jesli jej to pasuje i Tobie to na zdrowie, ja bym sie obrazila, ze partner traktuje mnie jak bezrozumna maskotke. I tylko tyle;))

      Delete
    6. Jakby trochę za daleko idące wnioski i tak zaleciało feminizmem lub złymi wspomnieniami... Smutno.

      Delete
    7. Nie ma w tym zadnych zlych wspomnien ani feminizmu, ot po prostu uwazam, ze nalezy mi sie szacunek stosowny do wieku i tyle:)

      Delete
    8. Więc wiek może predysponować do różnych określeń, no i ilu ludzi tyle sposobów na życie i nazywanie się wzajemne, Szanowna Pani Gwiezdny Pył;)

      Delete
    9. Tak jest Niewidzialny Panie:))) Dlatego tez wyrazamy swoje wlasne, idywidualne preferencje:))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...