Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, February 3, 2013

Jajo madrzejsze od kury

Wczoraj Junior przybyl byl z zalegla wizyta, co to mial ja odbyc tydzien temu, ale sytuacja byla mocno zasrana, wiec musielismy przelozyc. A ja zakopalam sie w garach i przeznaczylam ten weekend na gotowanie, a wiadomo, ze jak juz gotuje to gotuje. Wspanialy sie nawet zaczal zastanawiac czy nie zakupic mi kilka kotlow takich przemyslowych, bo kazda z trzech zup jakie gotowalam zaczynalam w jednym duzym garze, a konczylam w dwoch.
-- Wiesz, Ty sie minelas z powolaniem - stwierdzil.
-- Niby ze co? - zapytalam mieszajac w garze.
-- Niby, ze zamiast byc kosmetyczka, to powinnas otworzyc restauracje. Gotujesz dobrze, w dodatku nie potrafisz gotowac malo...
-- Chybas rozum postradal! - przerwalam mu - W restauracji trzeba gotowac codziennie, moja restauracja musialaby byc otwarta raz na dwa tygodnie.
-- Moze i dobrze mowisz - przyznal mi racje.
Na obiad mielismy chili, ktore wszyscy lubimy, a przynajmniej tak mi sie wydawalo do tej pory, bo nagle w czasie jedzenia Junior przemowil:
-- Wiesz mamo, to chili jest zawsze bardzo dobre, przede wszystkim ma niezlego kopa, ale wiesz to nie jest prawdziwe chili.
-- Kryste!! Zapros takiego, daj zrec i jeszcze widziwia! Wiem, ze nie prawdziwe, bo do prawdziwego mieso powinno byc krojone, a nie mielone jak ja daje... - zaczelam sie bronic.
-- No i prawdziwe chili jest bez fasoli - wszedl mi w slowo Junior.
-- Z fasola czy nie, to juz sprawa umowna. Nie czepiaj sie, bo na drugi raz nic nie dostaniesz - rzucilam fochem. Wspanialy siedzial grzecznie bez slowa, on wie czym to grozi;)
-- Zreszta, to Twoje prawdziwe chili to skad pochodzi? - ciagnelam dalej.
-- Z Texasu - odparl Junior.
-- Hah!! Z Texasu!! Jak miales okazje mieszkac w Texasie to nie chciales! - zawolalam.
-- Ja??? Mialem okazje mieszkac w Texsasie??? O czym Ty mowisz? To jest niemozliwe!!! Ja i Texas!!! Co Ci przyszlo do glowy?? - zial ogniem Junior.
No to mu przypomnialam jak to lat temu ok. 20 kiedy rozeszlam sie z Owczesnym mialam okazje przeprowadzic sie do Texasu na koszt firmy.
-- Nie pamietasz? Przeciez rozmawialismy na ten temat i nie chciales - zakonczylam opowiadanie.
Wspanialy siedzial ze szczeka na kolanach, widocznie sama wizja mnie mieszkajacej w Texasie byla dla niego nie do przetrawienia.
-- Nie pamietam takiej rozmowy - stwierdzil krotko Junior.
-- Nie pamietasz, bo w sumie to nie byla rozmowa. Ja powiedzialam, ze jest taka mozliwosc a Ty rozdarles paszcze tak jak przed chwila i bylo po rozmowie.
-- Cale szczescie, ze mnie posluchalas - odetchnal z ulga Junior.
-- A jakie to byloby nieszczescie gdybym nie posluchala i mieszkalibysmy w Texasie?
-- Kryste!! Mamo!! Co Ty mowisz? Ty i Texas??? Oni by Cie tam ukamienowali z Twoimi pogladami politycznymi!!!
-- No i nie poznalabys mnie - odezwal sie niesmialo Wspanialy.
-- Faktycznie, Ciebie bym nie poznala... Ale moze poznalabym kogos innego - powiedzialam tak zupelnie bez znaczenia, w proznie.
-- O tak poszlabys do tamtejszego klubu i jezdzilabys na mechanicznym byku...
-- Na pewno jak bys spadala to uratowalby Cie jakis kowboj...
-- Mialabys teraz stado krow...
-- Chodzilabys latem w kowbojskich butach z ostrogami..
-- Jezdzilabys ciagnikiem rolniczym do sklepu...
-- Glosowalabys na republikanow...
-- W zyciu nie przyszloby Ci do glowy zeby walczyc o prawa do malzenstwa dla homoseksualistow...
-- Mowilabys "y'all" i jadla grits...
Juz nie pamietam co ktory mowil, bo przescigiwali sie nawzajem w pomyslach na moje domniemane teksanskie zycie i mieli przy tym niezly ubaw.
-- Ale za to gotowalabym prawdziwe teksanskie chili bez fasoli!!! - wrzasnelam bo juz nie moglam tego sluchac.
-- Tak, po ktorym Twoj maz bekalby przy stole - dodal Wspanialy.
-- Dobrze, to ja juz wole jesc to z fasola - zakonczyl ugodowo Junior.
Nie zareagowalam, ale przyznaje, ze faktycznie Junior mial wtedy racje. Na pozegnanie Junior zapytal czy moze wziac pojemnik chili do domu. Dalam.

49 comments:

  1. Bez Wspaniałego? Nasrać na Texsas!
    Ups, jaka ja się zrobiłam niegrzeczna!fe!:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, nawet ze Wspanialym, Texas wyjatkowo nie dla nas:)) A niegrzeczna jestes, bo tu przychodzisz:))) Wiesz tu jest to miejsce w sieci, gdzie wszyscy moga byc niegrzeczni;)

      Delete
    2. bo ja zawsze chodzę tam , gdzie chcę;)

      Delete
    3. I bardzo dobrze, a jeszcze lepiej, ze chcesz chodzic tutaj:))

      Delete
  2. Dałaś? Czyli z fasolą pyszne było:) Cudowny wieczór :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, dalam:)) Zawsze robie z fasola, bo wtedy jemy samo chili, bez dodatkow ryzu, czy tez czegos innego. I zawsze mu smakuje, zawsze chetnie bierze. Ale Junior sie lubi wymadrzac bo sam dobrze gotuje;) Lepiej niz jego partnerka, do czego ona sama sie przyznaje;)

      Delete
  3. Nie miałam okazji spróbować, jak gotujesz, ale już samo Twoje pisanie o tym jest bardzo smaczne :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, dziekuje:) Maz mojej kolezanki powiedzial kiedys, ze lubi do nas przychodzic na jedzonko, bo ja gotuje "wyraziscie":)) Jak poprosilam zeby wyjasnil to powiedzial, ze moje potrawy w porownaniu z tym co gotuje jego zona maja wyrazny smak. Kolezanka jest bardzo ostrozna z dodawaniem przypraw, a ja mam ciezka reke, zwlaszcza do ostrosci;)

      Delete
    2. Rezerwuję najbliższy lot do Nju Jorku ;)

      Delete
    3. Aniu, domyslam sie, ze lubisz ostro, wiec zabierz skrzynke piwa. Przyda sie;))

      Delete
  4. Nigdy nie gotowałam chili, ale z ciekawości "przeleciałam" przepisy w internecie.
    Poza tym poczytałam co o tej potrawie piszą w Wikipedii.
    Otóż we wszystkich przepisach była obecna czerwona fasola, a w Wikipedii fasola jest wymieniona jako opcjonalny składnik czyli też jej nie wykluczają.
    Star, czyli fasola w twoim chili jest jak najbardziej na miejscu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, oczywiscie, ze wiekszosc chili robi sie z fasola. Tylko w Texasie takie "prawdziwne" chili jest bez;)) A jesli chcesz to u mnie jest przepis na chili na tym "gotujacym" blogu, mozesz zerknac;)
      Chili takie bez fasoli podaje sie z ryzem, lub czyms, no nie wiem, moze ziemniakami moze z chlebem;/ Ale dla mnie to jest idealna potrawa jednogarnkowa szczegolnie zima.

      Delete
  5. Kurcze...trochę szkoda tego Teksasu, bo byś pięknie w kapeluszu kowbojskim i flanelowej koszuli wyglądała.
    A te zupy, w takie ilości, to pewnie potem mrozisz. A jak je do tego mrożenia, że tak przy okazji praktycznie zapytam, pakujesz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, Texasu naprawde nie szkoda, z moim pogladami to nie mialabym tam zycia;) Kapelusz kowbojski i flanelowa koszule moge nosci gdziekolwiek:)))
      Zupy pakuje w pojemniki plastikowe, wielkosci takiej, ze wystarcza na nas dwoje na jeden obiad. Tym sposobem mam gotowanie z glowy na dlugi czas. Zima mam w ten sposob zamroznonych ok 5 roznych zup i kilka innych dan, jak golabki, meatballs, gulasz itp.

      Delete
    2. Ja też mnóstwo rzeczy mrożę, ale miałam nadzieję, że masz jakiś innowacyjny;-))) pomysł na mrożenie. Ja też używam pudełek plastikowych.
      No z argumentacją teksańskich poglądów muszę się zgodzić po części, bo jednak nie można wykluczyć, że przy Twojej umiejętności angażowania się w sprawy publiczne, Teksas byłby już teraz mniej czerwony

      Delete
    3. Nie mam zadnego innowacyjnego pomyslu:( Raz tylko braklo mi pojemnikow odpowiedniej wielkosci i mrozilam meatballs w woreczkach zip lock, takich z dnem, ktore stoja:)) Wspanialy trzymal, ja napelnialam, potem zamykalismy i ukladali plasko. Jest to o tyle dobre, ze nie zajmuje tak duzo miejsca jak pojemniki, a wiec pewnie praktyczne przy ograniczonej wielkosci zamrazarki.
      Wiesz z tym mniej czerwonym Texasem na skutek mojego zaangazowania, to nie bardzo moge w to uwierzyc. 20 lat temu to ja jeszcze bylam na etapie wrastania w Ameryke, w sumie w otoczenie. Kto wie, albo i strach pomyslec w co moglam wrosnac;)))

      Delete
    4. No, ale miło pomyśleć, że Teksas by dzięki Tobie miał bardziej ludzką twarz, nie? ;-)
      Woreczki stojące mówisz...coś mi się zdaje, że jeszcze nie dojrzeliśmy do takich cudów, zupełnie jak do związków partnerskich;-))))

      Delete
    5. Zante, mysle, ze macie takie woreczki, one po prostu maja dno, ale nie sa tak bardzo stabilne w staniu. Owszem jak sie cos do nich wlozy/wsypie to stoja, ale juz jak bys chciala wlac zupe, to raczej musisz trzymac. Dlatego z tym meatballs to wolalam zeby Wspanialy trzymal bo kulki male no i w sosie.

      Texas niech sobie sam radzi;)) Jest tam dosc duze skupisko demokratow na dzien dzisiejszy w Austin i okolicach, ale caly Texas to jeszcze pozostawia wiele do zyczenia. Ale moze im jest tak dobrze? ;)))

      Delete
  6. Jak dla mnie może być z fasolą, bo lubię, zwłaszcza jak mi ktoś ugotował.
    I kogo jak kogo, ale ciebie w Teksasie nie widzę, zawsze mi się zdawało że to taki "wsteczny"
    stan, ale może się myle.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, nie mylisz sie;) Wszystkie srodkowe stany sa "wsteczne" chociaz na szczescie zaczyna sie to mieszac, ale jeszcze jest wiele takich jak... Alabama na ten przyklad, gdzie slonce grabiami sciagaja:)))

      Delete
  7. ze tez ci choc na chwile przeszlo przez mysl zeby przeprowadzic sie do Texasu.... nie wierze Star:)
    a propos, ja przedwczoraj zrobilam gar chilli, tez "wyraziste" wyszlo:)
    i mam pytanie do kosmetyczki, myslisz ze ostrosc potraw odbija sie na cerze z problemami z tradzikiem?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Toyu, mnie tez teraz trudno w to uwierzyc, ale niestety, to prawda:)
      A za tradzik raczej nie obwiniala bym ostrego jedzenia, bo gdyby tak bylo to wszyscy Tajowie powinni miec tradzik. Tradzik raczej moze miec zwiazek z hormonami, uczuleniami na konkretne skladniki jedzenia, czy ze stresem.
      Wiem, ze wiesc gminna niesie, ze nie nalezy jesc ostro, lub za slodko bo od tego dostaje sie tradziku.
      No coz, nasza polska kuchnia jest w sumie mdla, wiec bronimy jej rekami i nogami, a jak trzeba to siegamy po argument tradzika:)))

      Delete
    2. dzieki Star:) ja tez tak mysle ale slysze to co jakis czas od "doradzcow" i sie wkurzam. wsparcie moralne specjalistki jak znalazl:)) u mnie to jest raczej ze stresem zwiazane.
      tajska kuchnia jest moja ulubiona:), z polskiej lubie zupy, jakies tam pierogi bogosy itd no ale tego nie jada sie na codzien

      Delete
    3. Toyu, bo tak najlatwiej:) Dawno temu przeprowadzono badania pod tym katem i okazuje sie, ze tradzik jest powiazany z uczuleniami na konkretne produkty i skladniki jedzenia. Jakis amerykanski dermatolog na podstawie tych badan opracowal diete, ktora dziala na zasadzie eliminacji i mozna samemu dojsc do tego co uczula. Oczywiscie latwiej, ale tez kosztowniej jest zrobic testy uczuleniowe. Nie pamietam czy jeszcze mam gdzies te diete, ale jedna z moich klientek stosowala, mimo, ze jest to wyjatkowo trudna i upierdliwa dieta, ale ona sie uparla, bo przy okazji traci sie wage:)) Okazalo sie, ze jest uczulona na pszenice, a wiec dosc rozlegly zakres produktow, ktore nalezalo wyeliminowac.
      Inne klientki nie mialy az tyle samozaparcia:))

      Delete
    4. ja na haslo "dieta" zaczynam myslec tylko o jedzeniu, wiec raczej odpada..:)

      Delete
    5. Ja tez:))) W ogole to samo slowo "dieta" jest uzywane moim zdaniem niewlasciwie, bo z gory okresla, ze bedzie efekt jojo. Jesli cos sie zaczyna i konczy to po skonczeniu wraca sytuacja poprzednia, a wiec znow przybieramy na wadze. Dieta to moim zdaniem nic innego jak odzywianie, bez wzgledu na to czy dobre czy zle, to jest dieta, czyli sposob w jaki jemy, a efekt tylko zalezy od tego czy nasza dieta jest zdrowa czy tez nie.
      Chyba nakrecilam, ale jakos tak to rozumiem:))

      Delete
  8. hahaha zakończenie mnie rozbawiło !!!
    no ale może Junior wyszedł z założenia że po co w dwójkę macie się męczyć żeby zjeść to chilli, on wspaniałomyślnie Wam pomoże :-)

    pozdrów Tatka przy okazji :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, Junior na haslo "robie chili" pojawia sie czasem zanim skoncze gotowac:)) No chcial sie wykazac znajomoscia tematu, i tyle;)
      Tatkowi pozdrowka sie przydadza, bo sie przeziebil, dzis przekaze, bo bede dzwonila zeby zdal raport jak sobie radzi z podanymi wczoraj wskazowkami:))

      Delete
  9. Może ja się nie znam, ale chili zawsze robi się z fasolą i to czerwoną. Nie mniej z białą też jest dobre. A mięso - najczęściej jednak mielone- nie sądzę, żeby któraś z amerykańskich pań chciała własnoręcznie siekać mięso, kupuje gotowe mielone i cześć. Ale co sobie Junior pogadał to Jego;))))
    Miłego,;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, Junior ma racje. Klasyczne teksanskie chili nie zawiera fasoli. Robi sie go nie z siekanego, ale z krojonego miesa w kawalki o boku mniejszym niz 2cm i gotuje sie w mazi z przypraw tak dlugo, az sie mieso rozpadnie.
      W Texasie sa festiwale gotowania chili i dodatek fasoli podejrzewam bylby dyskwalifikacja, zreszta nie wiem czy ktos bioracy udzial w konkursie festiwalowym wpadl by nawet na dodanie fasoli.
      Fasola przyszla z Meksyku i biedy.
      Buziam:))

      Delete
  10. Texas niet. Ale czytało się o nim świetnie :))))
    Trzymaj się ciepło :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No coz, miewalam rozne zwariowane pomysly i Texas wyjatkowo do nich pasuje:)

      Delete
  11. Nie wiem gdzie bym chciała mieszkać, pewnie gdzieś na północnym zachodzie, ale ryczałam ze smiechu w wyobraźni widząc kowbojki, byka i bekającego faceta przy stole:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Natt, oni tu sie przescigiwali w pomyslach na "co by bylo gdyby" wiekszosci nie zapamietalam, ale ten ewentualnie bekajacy to nawet mial imie:)))

      Delete
  12. oj tam oj tam, dwa lata tam mieszkalam i sie nie spsulam! :P aczkolwiek trzymanie sie z Kanadyjczykami prawdopodobnie mialo duzo do gadania ;-))) ja nawet koszulke z niewidzialnym rozowym jednorozcem (Invisible Pink Unicorn) nosilam co czas jakis.. Ale nawet ja, co sie malo wypowiada, mialam swoje wojny z niektorymi. :-)))
    No i fakt, wspanialego to tam raczej nie znajdziesz...
    dobra zolza jestes, ze dalas :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rinonko, dwa lata... my mowimy o zyciu:))) To zmienia postac rzeczy. Ja widze jak bardzo sie zmienilam i wyroslam z zycia w Polsce po tych 28 latach w NYC. A to bylo 20 lat temu, czyli w NYC mieszkalam tylko 8 lat. W sumie wtedy bylam pewnie jeszcze na etapie gdzies pomiedzy Polska a NYC, jak bym wpadla w Texas to kto wie czy nie skonczyloby sie na Unicornie:))) Po 20 latach?
      Obawiam sie, ze ani nie pisalabym bloga, ani... nie robilabym wiele innych rzeczy;)

      Delete
  13. Prawdziwe,czy nie, ważne, że pyszne! Zresztą przeciez potrawy wymyslają ludzie, i wszystko jest mozliwe, ja mam w nosie ,,prawdziwe" i ,,tradycyjne" i tak każdy gotuje inaczej:)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, ja tez sie takimi pierdolami nie przejmuje:) Wczoraj gotowalam barszczyk ukrainski z grzybami:) Dlaczego nie?
      Z drugiej strony troche to lechce moja proznosc, ze Junior sie zna, bo w koncu razem kiedys gotowalismy.

      Delete
  14. tak juz zupelnie off topic..zadziwia mnie /pozytywnie bardzo/ ze odpowiadasz na wszystkie komentarze do notki. niesamowita jestes kobieto:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Staram sie:) Nie zawsze sie udaje, ale robie co moge. Jakos jestem przekonana, ze to jedyna rzecz, ktora autor bloga moze zrobic, zeby dac gosciom do zrozumienia, ze komentarze sa mile widziane. W sumie wizyty na blogu to troche jak wizyty domowe;)) Przyznam, ze czasem zostawiam komentarze, potem zagladam i czesto moj komentarz zostaje bez odpowiedzi mimo, ze inne sa zauwazone. Wiem, ze to nie pewnie o niczym nie swiadczy, ale jak sie powtarza, to niestety nie bardzo wiem czy jestem tam mile widzianym gosciem i zaczynam milczec.
      Nie chcialabym zeby ktos z moich gosci sie tak poczul, bo to nic przyjemnego:)

      Delete
    2. Tak, tylko wiesz, bardzo rzadko sie to zdarza, ale czasem ignoruje komentarze;)

      Delete
  15. Kowbojka Stardust? Nie widzę tego zupełnie... Ja nie mogę na ostro, ze względu na Mamidło, a tak chciałabym zaszaleć...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez sie nie widze w kowbojskich butach, chociaz bylyby zdrowe dla mojego Achillesa:)) Ostro uwielbiam i czesto przesadzam z ostroscia, na szczescie Wspanialy i Junior tez lubia;)
      Rozumiem, ze musisz uwazac na Mamidlo, ja tez staram sie byc ostrozna w czasie wizyt Tatka, ale ja jestem ostrozna, a on bierze mlynek z pieprzem i kreci:))

      Delete
  16. Teksas tez ma swoje pozytywne strony, np. pogoda w styczniu jest niesamowita - dzis bylo 25 stopni Celsjusza, ludzie sa usmiechnieci i bardzo goscinni (chociaz jak dla mnie za duzo tu fanatykow broni), dom mozna zostawic otwarty na osciez, a nikt do niego nie wejdzie (to pewnie druga strona tego, ze tu pelno fanatykow broni - jako zlodziej mozesz sie spodziewac, ze wlasciciel nie bedzie sie pytal czy wpadles do niego na herbatke, tylko strzelal bez pytania). W trakcie wyborow widzialam tez duzo niebieskich tabliczek, ale poniewaz w Stanach przebywam bardziej jako obserwator (wiza h4) niz obywatel, to i moje zainteresowanie wyborami bylo zdystansowane. Osobiscie mam wrazenie, ze fasola w Teksasie jest dodawana do wszystkiego, wiec nawet jesli nie powinna byc w "prawidlowym" teksanskim chili, to i tak dodanie jej jest jak dla mnie prawdziwie teksanskie ;)Pozdrawiam cieplo z cieplych (a jakze) okolic Austin :) PS. Po dwoch latach pobytu i ciaglych podrozy po Stanach wracam do Londynu, jednak Ameryka nie jest moim domem. Mieszkalam wczesniej w Bostonie, zeby nie bylo, ze to wina Teksasu ;) Lubie Cie czytac, poniewaz czesto masz zupelnie inne obserwacje i zdanie na temat Twojego kraju i to jest bardzo dla mnie interesujace :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewelina, dzieki za komentarz, milo, ze czytasz:)
      Austin to jest enklawa demokratyczna w Texasie, mam tam dwie klientki wiec jestem (prawie) na biezaco;)
      Ale w moim przypadku chodzilo o Dallas lub Huston;/ No wiesz to troche jednak inaczej.
      Na pewno pogoda jest piekna i piekne rowniez widoki, ale to kiedys zalatwie turystycznie:)))

      Delete
    2. Na pewno tam jest inaczej, stad tez z mezem wybralismy Austin :) Zapraszam do Teksasu, zwłaszcza późną zimą, ponieważ pogoda latem niestety jest nieludzka. Oprocz zobaczenia Austin (slodkie i urocze), Houston (centrum bardzo ładne, architekture psuja jedynie wielkie betonowe parkingi oraz duza ilosc okolicznych rafinerii) czy Dallas (bardzo ciekawe, chociaz bardziej mi sie podobal Fort Worth), bardzo serdecznie polecam San Antonio oraz zatrzymanie sie w pobliskim Gruene. W okolicach Wigilii koniecznie do zobaczenia Fredericksburg. Pozdrawiam i będę na pewno dalej Cię czytać :)

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...