Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, February 14, 2013

Ludzie opanujta sie

Przeczytalam walentynkowa notke u Iw i sie zalamalam.
Jazeszpierdole gdybym miala tak sie stresowac kazdym kalendarzowym swietem to chyba juz dawno popelnilabym harakiri.
Czy Walentynki sa po to zeby ludzie wtracali sie w zycie innych ludzi?
No ja szczerze mowiac myslalam i mysle, ze NIE!!!
Moim zdaniem Walentynki sa po to zeby jak ktos chce to sobie je celebrowal w sposob jaki chce ale nie daja nikomu prawa do wpierdalania w zycie innych.
Jesli przyjmiemy, ze jest to swieto zakochanych to niech sie kurwa mac kochaja do woli na wlasna reke i rachunek.
Chyba nikt kto jest zakochany nie zyczy sobie zeby inni interesowali sie jego zwiazkiem wiec jakim kurwa mac prawem ktos interesuje sie zyciem samotnej osoby?
Skad te pytania, o ktorych pisze Iw?
A kiedy ty?
A czemu ty tu a on/a tam?
Ja nie pojmuje czegos takiego.
Jak mozna komukolwiek zadawac tak intymne pytania?????????????????
Ja wlasnego dziecka nigdy nie zapytalam czy ma kogos, czy ma sie zamiar zenic itp.
To nie jest moj interes!!!
To nie jest moje zycie!!!
A juz zeby mnie ktos w pracy pytal dlaczego nie dostalam serduszka/misiaczka/kwiatow/czekuladek to mi sie w glowie nie miesci.
Wiem, ja mam bardzo ciasna glowe!!!
Ale kurwa mac gdybym miala zyc w srodowisku gdzie kazde swieto hallmarkowe/kalendarzowe, czyli narzucone przez kogos mialoby mnie wprowadzac w taki stres to na 100% juz bym sie dawno na wlasne zyczenie wymiksowala z zabawy zwanej "zycie".
Bo na ki grzyb (czytaj:chuj, ale staram sie ograniczac wyrazy) komu takie zycie?
Ja jestem absolutna przeciwniczka wszelkich odgornie narzuconych swiat, a juz szczegolnie tych co to maja mi przypominac, ze jestem kobieta (??? naprawde??? nigdy tego nie zauwazylam) matka (wow!!! to dopiero nowina!!!) lub ze mam kogos kochac (ja pierdole cale zycie kogos kocham i to codziennie a nie tylko wtedy gdy ktos napisal w kalendarzu).
Chce to swietuje, nie chce to nie i nikomu nic do tego.
Czy to jest jakas roznica jak mnie Wspanialy posunie walentynkowo lub tak zwyczajnie codziennie? A czy to jest jakas roznica jak mnie wcale nie posunie w Walentynki bo wlasnie posuwal przez 3 dni pod rzad i moze oboje mamy dosc.
No chyba jest roznica, wyglada na to, ze trzeba kukarde na pizde wiazac, chuja na krochmal stawiac bo sa Walentynki i zaruchac mus.
Kryste, a zycie moze byc takie piekne jak sie nie ma kalendarza.
My nie mamy:)))

63 comments:

  1. Hahahaha :)
    Spodobala mi sie bardzo kukarda na pizdzie i chuj na krochmal :))))

    ReplyDelete
  2. Również nie nawidzę wtrącania się wżycie innych osób

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nienawidze tego od dziecka. Nawet jak bylam nastolatka to juz cala rodzina wiedziala, ze mnie nie ma co pytac, bo ODPOWIEM na pewno tak ze im w piety pojdzie:))
      Mialam dzieki temu swiety spokoj.
      Nie wyobrazam sobie, ze ludzie nie potrafia raz a skutecznie zalatwic takich ciekawskich.
      Dla mnie to jest niepojete!!!

      Delete
  3. Ależ mię ucieszyłaś tym postem :)))
    Wtrącaniu w cudze życie mówię stanowcze nie!
    Pozdrawiam :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Milo mi:)) A odnosnie wtracania sie napisalam wyzej w odpowiedzi dla Mariki.

      Delete
  4. Ależ Star! Święta w kalendarzu u nas muszą być. No bo jak to? Skąd by wszyscy wiedzieli, kiedy zjeść śledzia, albo kiedy iść na sylwestrowe balety? Albo odwiedzić rodzinę na cmentarzu? Czy kiedy dać kwiatka własnej matce/żonie, kupić prezent dziecku? Wiesz, jaki byłby bałagan, gdyby tak sobie każdy w swoim terminie, na własną rękę? Poza tym nie wierzę, że ktokolwiek by o kimkolwiek pamiętał. I właśnie święta w kalendarzu są po to. Jak wielkanoc, to się je jajka, a jak wigilia to się śpiewa kolędy. I jest porządek i nikt nie pomyli. I jeszcze w kalendarzu na czerwono, żeby było wiadomo, co jest w życiu naprawdę ważne...
    Może w tej Hameryce są inne zwyczaje i ludzie bardziej pamiętliwi, ale u nas... No u nas jeden drugiego przypilnuje, a u Was jakiś taki dziki kraj... ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, w Ameryce ludzie wcale nie sa inni pod wzgledem pamietania. W Ameryce jedynie nikt nikogo nie pyta o zycie prywatne, intymne, o ilosc zarabianych/oszczedzonych/wydawanych pieniedzy, o planowanie rodziny i generalnie o zadne prywatne sprawy.
      A ludzie generalnie pod kazda szerokoscia geograficzna sa tacy sami i swiat jest pelen tych co to nie wiedza po co zyja;)) A wiec to uzasadnia potrzebe takich kalendarzowych swiat i dni. Problem w tym ze ja widze ogromna potrzebe Dnia Nie Wtracania sie w Cudze Zycie!!
      I ta potrzeba jest tak ogromna, ze taki dzien Nie Wtracania powinien byc conajmniej raz w miesiacu, a jeszcze lepiej raz w tygodniu.

      Delete
    2. Dzień Nie Wtrącania Się W Cudze Życie w Polsce by się nie przyjął. Tradycja i duma narodowa każe się wtrącać i zadawać głupie/krępujące pytania. Życie prywatne? Nie żartuj! Znasz takie przysłowie (polskie na pewno): wiedzą sąsiedzi kto na czym siedzi. Ot co!
      A myślisz,że mnie to nie wkurza? Zwłaszcza, że zawsze byłam inna, oporna i pod prąd. I zawsze ktoś coś do mnie miał. Obrzydliwe.

      Delete
    3. Tzj, zawsze mowie, ze najlepsze co mnie w zyciu spotkalo to emigracja i w dodatku tak daleko, ze nikt nie oczekuje, ze bede wizytowac co kilka miesiecy.
      Ale na wesolo, ostatni raz jak bylam to bedac u brata wywiesilam sie przez okno i palilam papierosa. Z sasiedniego okna wyjrzal sasiad, wiec ja glupia pizda sie usmiechnelam (no wiesz taki amerykanski odruch). Sasiad sie schowal a za chwile zapukal do drzwi, bo "ta pani sie do niego usmiechnela". Brat mnie zjebal, ale skad ja moglam wiedziec, ze sasiad czubek:))))

      Delete
    4. Nie przesadzacie? Naprawde to polska specjalnosc? No, moze i tak - ale nawet jesli - dla mnie nie jest takie specjalizowanie sie powodem do narzekan. Juz kiedys gdzies to pisalem - bywa, ze chodze wieczorem przy zapalonym swietle nago po moim mieszkaniu - nie czuje potrzeby zaslaniania okien - jak ktos chce zobaczyc moja gola dupe - to jego sprawa - nie obnosze sie, jestem u siebie - wolno mi. No, a niechy ktos sprobowal to gdzies skomentowac - no - niech probuje !!!!!!!!

      Delete
    5. Mariusz, nie wiem czy przesadzamy, ale jak czytasz mojego bloga, to wiesz, ze ja wiele rzeczy potrafie podkolorowac bo tak juz mam;) Faktem jest, ze moja znajoma przeprowadzila sie po smierci meza do polskiej dzielnicy i kiedys ja pytam jak jej sie tam mieszka. Na to ona: "no wiesz niby fajnie, bo mam wszystko co lubie pod reka, ale kurwa wszyscy wszystko wiedza. stoje w sklepie i prosze o pasztetowa a pani za mna (pasztetowa?? bedzie pani to jadla??) bede bo lubie odpowiedziala moja kolezanka, a co pania to obchodzi" Widzisz ja czesto widze jak ktos kupuje swinskie uszy i nie przyszlo mi do glowy, ani nikomu obok pytac czy bedzie to jadl. Tak niestety jest.
      A propos, ja tez chodze z gola dupa po chalupie i okna sa odsloniete;))

      Delete
  5. Mnie tu gdzie jestem nikt nie przepytuje, oprócz polaków, dlatego unikam jak ognia. Mentalność jednak wścibska, niestety, ale nie generalizujmy. Nie wszyscy wtykają ten przysłowiowy nos

    Pozdrawiam walentynkowo :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oczywiscie, ze nie generalizujmy, ale mam wrazenie, ze skoro taka notka sie pokazala na popularnym blogu to widocznie jest jakis ogolny problem. A nie powinno byc, no ale notka jest w formie poradnika dla tych co sa akurat sami, czy niesparowani z roznych wzgledow. Jest to chyba indywidualna sprawa kazdego i niby dlaczego ktos kto nie ma partnera mialby sie w tym dniu zle czuc?
      Przez 28 lat, ktore tu mieszkam wiekszosc bylam sama i nigdy nie mialam problemu z Walentynakmi czy Sylwestrem. Pamietam parcie na Sylwestra sprzed 30 lat w PL. Jak ciezko bylo sie przyznac, ze czlowiek przespal lub przesiedzial sam w domu, chyba latwiej byloby przyznac sie do zabojstwa. Myslalam, ze to juz zamierzchle czasy;)))

      Delete
    2. Myślę, że to indywidualna kwestia... Ja też nie miałam i nie mam z tym problemu. 6 lat byłam sama, i na pytania odpowiadałam zgodnie z prawdą, jednak i tak mi chyba nie wierzyli, później przestałam odpowiadać. Niektórzy uważają, że jestem niemiła. Właśnie dlatego, że nie pozwalam wścibiać nosa. Masz rację, jestem otwarta, ale to ja decyduję komu i co mówię, jak szybko...Tak pięknoto, w niektórych środowiskach ludzie mają inne problemy o których juz dawno zapomniałyśmy.

      Delete
    3. Haha akurat wczesniej pisalam w odpowiedzi dla Ivy, ze jestem otwarta i potrafie opowiedziec wlasny zyciorys komus kogo poznalam godzine temu, ale nie cierpie jak mnie ktos przepytuje. To JA decyduje kiedy i ile chce o sobie powiedziec.
      Tez mam opinie niemilej, gruboskornej, chamowatej i wulgarnej:) Z kazdego z tych przymiotnikow jestem dumna:)))

      Delete
    4. No i dobrze nam tak :) ja się mam świetnie, Ty jak widać - też

      uściski dla Wspaniałego :) :PPPP

      Delete
  6. Na wsi walentynki są jakoby ich wcale nie było :p
    żadnych kukard na pizdach i chujów na krochmal :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, ale to nie ma znaczenia, czy sa czy nie ma:) To jest indywidualna sprawa i prawo kazdego do decydowania nie tylko o tym czy bedzie to swieto swietowal, ale glownie do tego jak zyje i z kim zyje;))
      Wymyslilam, ze zamiast krochmalu, ktory Wspanialemu nie jest jeszcze potrzebny to udekoruje go lampkami choinkowymi, a co?

      Delete
  7. amen.

    ha ha ha..... to ludzie się jeszcze walentynkami stresują?!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewus, podejrzewam, ze ludzie sie po prostu lubia stresowac:))) Jak nie ma czym to sobie wymysla i sami znajda problem a juz na pewno uprzyjemnia zycie innym;)

      Delete
  8. A ja przeżyłam te wścibskie pytania i rodziny i koleżanek i znajomych. Byłam 16 lat wdową. Nie miałam faceta i ciągle słyszałam życzenia: "I wiesz, życzę ci, żebyś sobie w końcu kogoś znalazła"... i w ten deseń. Doprowadzali mnie do tego, że chciałam wściekła wrzeszczeć- "No co przecież nie będę po ulicy ganiać i krzyczeć- chłopa potrzebuję!" Jeszce gorsze były stwierdzenia- "Popatrz, Halinka jest tak krótko wdową, a już wychodzi za mąż" co w podtekście miało znaczyć "Chyba ci czegoś brakuje, bo ciągle jesteś sama. Albo takie pocieszanie: "Nie martw się, jeszcze se kogoś znajdziesz, dyć jeszcze młodo jesteś".
    A kiedy sobie znalazłam, to zaczęło się: "Chyba nie myślisz o ślubie? Po co wam ślub, teraz ludzie wolno żyją". w domyśle- po co wam starym trzeci raz się żenić, możecie se żyć na kocią łapę.... Wzięliśmy ślub po cichu i cała rodzina się obraziła, bo nagle chcieli być na naszym ślubie.
    No bez wodki nie rozbierosz.
    A jeszcze ci opowiem o innym molestowaniu
    Kiedy byłam w drugim młżeństwie, miałam już małego syna z pierwszego. Mój drugi teść ubzdurał sobie, ze koniecznie musimy mieć córkę. Przez cztery lata przy każdym naszym spotkaniu bez przerwy pytał: "To kiedy będzie ta mała blondyneczka?". Niedobrze mi się już od tych nachalnych pytań robiło. Tym bardziej, że chcieliśmy mieć dzieciaka, a jakoś nie mogłam zajść w ciążę. Potem już nawet mąż mi się podejrzanie przyglądał, że może coś kombinuję.Na szczęście urodziła się mała blondyneczka:))))
    Star, na polską nachalność i wścibstwo nie ma lekarstwa. Kiedy stanowczo ucinasz, to sobie tylko biedy napytasz. Jak ktoś nie jest na tyle mocny, żeby zatkać gęby rodzinie,sąsiadom, znajomym to ma jeszcze gorzej, bo jest niewdzięcznikiem. Przecież oni z troska i życzliwością o ciebie, a ty tak brzydko.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To Ci serdecznie wspolczuje.
      Ale wiesz, ja sie chyba juz urodzilam taka zmora z wielkim pyskiem, bo od malego nie pozwolilam sie nikomu wtracac do moich wyborow i decyzji.
      Mialam ponoc 3 lata jak sie sama ubralam i zalozylam buty odwrotnie (lewy na prawa stope itd) i nie pozwolilam zmienic. Tak sie ubralam i tak chodzilam!!
      Widocznie juz wtedy uznalam, ze czas na tlumaczenie mi jaka jest roznica miedzy prawym i lewym butem byl wczesniej a nie po fakcie:)))
      Taka zostalam i pewnie taka juz bede do konca zycia.
      Nie jedna ciotka i wujaszek uslyszeli ode mnie to na co zasluzyli jak sie probowali wcisnac miedzy moja wodke i zakaske.
      Teraz chyba jest jasne dlaczego nie tesknie ani za Polska, ani za rodzina:)))

      Delete
  9. Też kwestia środowiska - w okolicach korpo 30+ nikt nie licytuje się na kartki, róże i kokardy na anatomii.

    Za to bardzo lubię, jak słyszę "mamusiu, przytul mnie i daj mi całusa, bo dziś dzień przytulania".

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zuzanko i o to chodzi niech kazdy robi co chce z tym i kazdym innym swietem. Pamietam jak kilka lat temu oglosilam ze nie bede miala choinki na Boze Narodzenie i tez wszyscy sie dziwili nawet tu na blogu. No jak to tak? BN bez choinki? A przeciez ta moja choinka czy jest czy jej nie ma to i tak tysiace kilometrow dalej i nikt jej nie widzi.
      NO ale jest presja, trzeba sie przystosowac;))
      Tylko ja jakos nieprzystosowalna jestem:))))
      Alez sprawa takich swiat i dzieci to zupelnie odmienna para kaloszy. Moj Junior tez mi przyslal esesmana z zyczeniami mimo, ze ma 36 lat i ja mu odeslalam viceversa:))) Ale przy okazji nie pytalam "synus a kiedy sie ozenisz? a co kupiles swojej ukochanej?"
      Ja nie mam nic przeciwko swietom, natomiast mam swoje zdanie na temat presji i problemow jakie ludzie sobie z okazji swiat funduja. I to wszystko:))

      Delete
  10. Stardust, nic dodać, nic ująć!:-) Kocham Twój styl:-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiedzmo, bardzo mi milo, chociaz wiesz, ten "styl" nie jest ani latwy, ani popularny, ale mnie z nim dobrze;) I Wspanialy toleruje, reszta swiata sie nie liczy:)))

      Delete
    2. I tak trzymaj! Lubię takie podejście:-)

      Delete
  11. Tez zastanawiam sie z kad w Polakach taka ciekawosc zycia.Szkoda tylko ze ta ciekawosc dotyczy zycia innych,oni widza cudze pod lasem ale swojego pod nosem to juz nie.
    Ja mam teraz codziennie dwoch MEZCZYZN na lunch(nie,nie ja ich nie konsumuje;))Piekny blisko pracuje i przywozi swojego wspolnika do domu,ja go tez bardzo lubie wiec chetnie goszcze.W Polsce powiedzieliby zem kurwa albo jeszcze niewiadomo co no DWOCH!!!codziennie o tej samej porze,no jak nic kurwa;)))))
    Mialam w Polsce taka wscipska sasiadke,ta stala codziennie przy bramie i jak tylko dorwala sluchacza to nadawala,kiedys dopadla i mnie
    ---ona---a widziala pani....
    Nie zdazyla dokonczyc bo ja do niej z takim samym podnieceniem w glosie:
    ----a widziala pani mojego meza,wzial piec zlotych i poszedl na dziwki,nie bylo go u pani?
    Moze troche za ostro ale wisi mi,nastepnym razem na moj widok odwracala sie na piecie i szla do domu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No popatrz, a ja to tylko mysle, ze jestes zachlanna i dobrze, ze masz dwoch na lunch:)) Ja na Twoim miejscu jednak ktoregos bym chociaz nadgryzla:)))
      Ja tez mialam taka sasiadke w Polsce, ktora w budynku na 100 mieszkan wiedziala o wszystkich wszystko. Jak to robila nie wiem, nigdy nie pytalam bo i po co mi ta wiedza.

      Delete
  12. Im dalej w las, tym bardziej się śmiałam! Uwielbiam Twój język!:-]
    A z tym, co napisałaś, całkowicie się zgadzam. Ludzie powinni nauczyć się przede wszystkim żyć własnym życiem, a nie wpieprzać się ze swoimi mądrościami w życie innych. My dostaliśmy od wścibskich tyle "życzliwych" rad w kwestii poczęcia potomka, że niejeden raz nam się nóż w kieszeni otwierał. Nie wiem, skąd się to w ludziskach bierze. Pewnie z ograniczenia i znudzenia własnym życiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, ludzie powinni, ale widocznie cudze zycie jest bardziej ciekawe:)) Wlasnie jak mysle o takich przypadkach jak Wy to mnie szlag trafia, ze ludzie sa jacy sa.
      Jestem wrecz przekonana, ze nawet mieliscie oferty pomocy w kwestii poczecia potomka.
      Zalosne to jest, ze w dzisiejszych czasach jeszcze ludziom sie tak chce ingerowac w zycie innych i dodatkowo robic to w zupelnie idiotyczny sposob.

      Delete
  13. To taki nasz ludziki zwyczaj. I sport. po prostu lubimy się wtrącać.
    Oczywiście bez uogólniania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na to wyglada, ze to taki sport, jeszcze zeby jakies medale za to dawali to bym sie nie dziwila:)))

      Delete
  14. Bądź tak uprzejma i nie podawaj mnie do sądu za naruszenie praw autorskich, ale sobie skopiowałam oraz nauczę się na pamięć, bo może się zdarzyć, że ktoś kiedyś (np wnuki) zapyta mnie dlaczego nie obchodzę walentynek. Jasne, że zawsze mogę powiedzieć "bo nie" albo coś tam jąkać, że nie lubię narzuconych świąt. Jednakowoż maksa precyzyjnie tłumaczą to Twoje słowa.
    "A czy to jest jakas roznica jak mnie wcale nie posunie w Walentynki bo wlasnie posuwal przez 3 dni pod rzad i moze oboje mamy dosc.
    No chyba jest roznica, wyglada na to, ze trzeba kukarde na pizde wiazac, chuja na krochmal stawiac bo sa Walentynki i zaruchac mus".

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bede uprzejma:))))
      Bierz i uzywaj!!
      Niech Tobie i Twoim potomnym wyjdzie to na zdrowie.

      Delete
    2. Zante, znakomity pomysł, chyba się podepnę:-)

      Delete
  15. różni ludzie są... jedni ciekawi, lecz o nic nie pytają, inni pytają, bo nie pytać nie potrafią, jeszcze inni kompletnie obojętni etc. Różni jesteśmy. Są ludzie, którzy lubią być pytani i tacy, którzy nie znoszę tego. Szacunek każdemu się należy:) W kontekście posta Iw, przyznam, że osobiście nie spotkałam się z jakąkolwiek napastliwością w stosunku do samotnych w ten dzień. Dowolność celebrowania podobnych świat jest w moim otoczeniu powszechna i nikt nikogo do niczego nie namawia i niczemu się nie dziwi. U mnie w domu mąż nie uznaje tego dnia, uważa go za zbędny i jak każdy inny, a ja sobie walentynką jestem i jest ok, bo to... bardzo ładny dzień:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, oczywiscie, ze ludzie sa rozni i nalezy to uszanowac, szczegolnie jesli chodzi o tak prywatne sfery zycia jak zwiazek lub jego brak.
      Ja osobiscie naleze do bardzo otwartych osob i jestem w stanie opowiedziec historie swojego zycia w ciagu 15 minut, ale robie to wtedy kiedy ja mam na to ochote.
      Jak ktos mnie zaczyna przepytywac natychmiast mam blokade, nie znosze jak mi ktos zadaje pytania, albo czestuje mnie radami, o ktore nie prosilam.
      Sama nigdy nie zadaje pytan wychodzac z zalozenia, ze jak ktos chce to sam mi powie i moze miec pewnosc, ze przekazana mi wiedza zostanie przy mnie bezpiecznie. Nie przekazuje dalej zadnych informacji, chyba nawet jestem na to za leniwa:))

      Delete
    2. właśnie włażenie z butami w cudze życie i udzielanie mu jedynie słusznych rad - makabra!

      Delete
  16. Leze i kwicze,,,,,,,,,,, az mnie brzuch ze smiechu boli, wlasnie sobie wyobrazilam te kukarde ( rozowa oczywiscie) i tego chuja na krochmal, ciekawe czy ten spray starch by wystarczyl :))))
    Osoby wrazliwe na punkcie swojej "polskosci" prosze o nie czytanie ponizszego.

    Szczerze, przez 24 lata zapomnialam jak bardzo nietaktowni i wscibscy potrafia byc niektorzy Polacy, tak pisze z cala swiadomoscia Polacy, nie spotkalam sie z takimi zachowaniami ze strony innych nacji a mialam do czynienia z wieloma ludzmi.
    Polacy uwielbiaja sie wpierdalac z butami w nie swoje zycia, wiedza wszystko lepiej i oczywiscie co jest dla Ciebie najlepsze, a wszystko to pod plaszczykiem falszywej troski i szukania taniej sensacji, tylko po co i dlaczego? nie wiem jakas forma uleczania swoich popierdolonych zyc? na zasadzie "o ona, oni maja gorzej ode mnie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mysle, ze przez lata zycia na emigracji juz zapomnialysmy jak to jest w otoczeniu rodakow. Mnie zostalo dwie kolezanki Polki i mysle, ze to mi juz wystarczy do konca zycia. Obie ze stazem prawie 30 lat w Ameryce.

      Delete
  17. no właśnie dlatego 10 lat temu sobie wyjechałam i pełną piersią oddycham, a nawet dwiema. Tutaj nikt się nie spyta dlaczego jesteś sama, dlaczego nie masz dzieci, nikt ci dupy nie obrobi po kota na spacer w różowej kamizelce prowadzasz, nikt się nie zdziwi, ze rzucasz prace i do Azji jedziesz pocić się z plecakiem. NIkt się nie zdziwi, ze twój mąz jest Murzynem, Hindusem czy Kosmitą, nie będą też się smiali za plecami jezeli Twoj chłopak bedzie o 15 cm niższy i 20 kilo lżejszy. Zasada jest jedna cokolwiek jest dobre dla Ciebie jest tez dobre dla nas.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha uderz w stol:))) Moj Wspanialy co prawda nie jest 15cm nizszy, ale zaledwie 5 cm wyzszy, ale za to 15 kg lzejszy:))) I nikogo to nie dziwi poza...
      No wlasnie, kilka lat temu bylismy na pogrzebie kogos znajomego z dawnych lat i wlasnie tam znajomi Polacy i Polki zobaczyli go pierwszy raz:) Ponoc potem byla dluga i intensywna dyskusja pt. "co tez star w nim widziala i dlaczego?"
      Jak to do mnie dotarlo to odpowiedzialm ze smiertelna powaga, ze oczywiscie kierowalam sie tym co ma w spodniach i obiecalam, ze przy nastepnej okazji im pozwole zobaczyc:)))

      Delete
    2. no oczywiście, ze kierowałaś się krawatem na krochmal...:-D

      Znałam taką miłość lata temu i spoleczeństwo i rodzina brutalnie staneli im na drodze, a ze wtedy mieli lat 20cia to nie potrafili sobie z tym poradzić:(

      Obserwowałam poczynania pewnego chłopaka z programu Idol - Michała Szpaka - typ diwy, drama queen jak przystało na ludzi z ogromnym talentem muzycznym - nie ma dla niego jeszcze miejsca w Polsce, bo nie wiadomo gdzie go zaszuflatkować i zginie ten kolorowy ptak w tej polskiej szarości.

      Delete
    3. wspominałam o parze gdzie ona wysoka postawna a on maluśki chudziutki, bo jakoś niejasno się wysłowiłam,a raczej wypisałam.

      Delete
    4. Sznupciu, ja wiem, ze nie mialas mnie i Wspanialego na mysli, ale sie smieje, bo akurat trafilas w samo sedno:)))

      Delete
  18. Co ciekawe - nie interesują się wtedy kiedy potrzeba.:) Parę tygodni temu byłam świadkiem jak pani w średnim wieku potknęła się ciągnąc walizę przez korytarze lotniska. Potknęła się tak fatalnie, że rozjechała i wylądowała taka rozjechana na śliskiej posadzce. Podbiegłam żeby jej pomóc, reszta porozdziawiała geby jak pelikany, stała i patrzyła co będzie dalej. (reszta składała się z krajanów, którzy właśnie wylądowali na obcej zeimi). RĘCE opadają.:/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, wlasnie to jest przykre, ze interesuja sie tylko w ramach sensacji, ale jak nie daj buk trzeba pomoc to tylko geby rozdziawiajom i paczom;/

      Delete
  19. A ja sobie czytam, dzięki temu i tamtemu, ubaw mam po pachy albo pachwiny z jednego i z drugiego, nie powiem co mnie bardziej bawi i cieszy aby autorkom/autorom nie dać satysfakcji wirtualnej od, której jak wiadomo powariować można - za dużo tego wariactwa wszędzie, ale za tą "cipkę w kokardkę" i "chuja na krochmal" to ja sobie "biorę" (kradnę) i w literaturny notatnik pamięciowy wpisuje. A myślałem, że ja pisać potrafię. pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niech se Bareya bierze i uzywa i niech mu bedzie na zdrowie:))

      Delete
  20. Powiem tak - uśmiałam się turlając po biurku z tego Twojego walentynkowego podsumowania i gdybym kiedykolwiek jeszcze miała być wolna i usłyszeć pytania o mój stan czy obchodzenie świąt, użyję bez wątpienia Twoich argumentów odnośnie kukardki na cipce i chuja w krochmal! :)))

    Szkoda, jak pisze Pieprz, że zainteresowanie tłumów i ciotek klotek nie sięga tam, gdzie faktycznie ktoś potrzebuje pomocy, a ma jedynie zaspokajać ich potrzebę plotek albo jakieś inne potrzeby dowartościowania się czy coś :).

    Pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, dzieki za natchnienie:) Niestety ale z takimi wscibskimi ludzmi trzeba byc chamskim, bo inaczej sie nie da, zjedza czlowieka zywcem:))

      Delete
  21. :))))))))))))))))))))))))
    Serwus Siostra he he.
    Zycie z kalendarzem tez moze byc piekne. Osobiscie bylbym dotkniety, gdyby bliscy nie pamietali o moich imieninach, urodzinach, gdyby J. zapomniala o naszej rocznicy slubu itede itepe. Mnie sie nie zdarza zapomniec. I pamietam o walentynkach i swiecie wiosny tez i o tym zeby bezokazyjnie kupic kwiatka. I mam w sobie dosc asertywnosci aby reagowac na niestosowne wpieprzanie sie w moje zycia osobnikow postronnych

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, ja pamietam o wszystkich urodzinach, rocznicach, dniach i swietach i celebruje lub nie (to moja prywatna sprawa;)) ale na pewno nie uprzykrzam innym zycia wtracajac sie w to co oni przy takich okazjach robia, lub nie.
      Zycie z kalendarzem czy bez ma byc prywatna sprawa kazdego z nas i tyle.
      Asertywnosci tez mam wystarczajaco duzo i to od urodzenia inaczej nie mowilbys do mnie "siostro":)))
      Pozdrawiam bracie:)))

      Delete
  22. Ty masz szczęście ,Stardust.Masz tylko dwie koleżanki z obyczajami polskimi, a pomyśl sobie o nas....Serdeczności.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ukrywam, trafilo mi sie jak slepej kurze ziarno:))

      Delete
  23. Mamy wiec tak samo, co mnie zreszta nie dziwi;)))) Ja tez nie cierpie wtranzalania sie z buciorami w czyjes zycie. Sama tego nikomu nie robie i sobie nie pozwalam. Zreszta tutaj nie ma takiego problemu, bo z reguly kazdy zyje swoim zyciem i nic mu do zycia innych dopoki zadna krzywda sie nikomu nie dzieje! I tez jak najdalej od "polskiego piekielka", bo brak tolerancji, wyrozumialosci, chec pouczania i szybkie wyciaganie wnioskow na niczym nie opartych to dla mnie jak zaraza!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wyznajemy te sama religie:))
      Wlasnie pisalam wyzej, ze moja kolezanka, ktora przeprowadzila sie na Greenpoint zostala skrytykowana w sklepie za kupno pasztetowki. Rodacy:)))

      Delete
  24. Jak ja nie lubię nic narzucanego!
    Jeśli kocham to chcę mieć stan "walentynek" codziennie - wtedy nie trzeba odświętnie na siłę czegokolwiek robić "bo przecie to TEN dzień". Kurna, przecie KAŻDY dzień się liczy! Tak samo jak szanuję matkę zawsze a nie tylko w dzień matki. Nigdy nie obchodziłam walentynek, nie lubię tego święta bo jest tylko dla tych "szczęśliwych". Natomiast w tym roku było zupełnie inaczej bo uczestniczyliśmy RAZEM w akcji "One Billion Rising" przeciw przemocy wobec kobiet i gwałtom. To był ważny temat, a fakt, że ON chciał mi towarzyszyć i wspomóc nas jako kamerzysta - to dla mnie więcej niż tysiąc "kocham cię" i pińcet nakrochmalonych części ciała!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak samo podchodze do spraw milosci. Kocham ma byc stale i codzienne a nie od swieta i na pokaz.
      Akcja przeciw przemocy wobec kobiet jak najbardziej piekna i w odpowiednim czasie wlasnie w Walentynki.

      Delete
  25. "(...)wyglada na to, ze trzeba kukarde na pizde wiazac, chuja na krochmal stawiac bo sa Walentynki i zaruchac mus."

    Jesteś niemożliwa! :-)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...