Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, February 13, 2013

Nastepnym razem...

... jak bede miala taki dzien z wkurwem gigantusem to sie poloze grzecznie na podlodze i przeczekam na lepsze czasy. Na podlodze, bo z lozka mozna spasc.

Ale zanim napisze wiecej to bardzo dziekuje za komentarze, czytalam, ale nie mialam czasu ani sily odpowiadac, oraz przekazuje serdeczne podziekowania od Wspanialego za zyczenia urodzinowe.

A teraz do rzeczy...
Wczorajszy dzien zaczal sie wkurwem, ktory narastal w roznych dziedzinach zycia, ale to normalka, ze na ten przyklad polityka mnie wkurwia, bo wiadomo, ze wkurwia. Wkurwiaja mnie jeszcze inne rzeczy, na ktore nie bardzo mam wplyw i czasem wlasnie przychodzi taki dzien, ze zanim czlowiek otworzy oczy to juz jest wkurwiony, ale ze czlowiek wie, ze wstac musi to wstaje.
Potem czlowiek wylewa sobie kawe na klawiature laptopa i to tak, ze musi tym laptopem potrzasac zeby sie wylalo to co sie tam wlalo a nastepnie reszte suszyc suszarka.
W taki dzien wkurwiajaca jest nawet pogoda, bo wkurwiony czlowiek tuz przed wyjsciem do pracy stoi przed szafa i nie ma pojecia w co sie ubrac.
Kozuch za goracy, plaszcz za ciezki, kurtka wiosenna... no odpowiednia na teraz, ale czlowiek wie, ze dzis akurat bedzie wracal pozno wiec moze byc jednak troche za zimno w tej kurtce, bo ona jakas taka... krotka.
I tak za kazdym ciuchem zalozonym na siebie w towarzystwie, lub bez czapki i szalika wychodzilam na patio, postalam kilka sekund, zeby stwierdzic, ze to... nie to.
Wracalam do mieszkania zdejmowalam szmaty i kladlam na kanape, bo przeciez wkurwiony nie ma czasu na wieszanie w szafie, tym bardziej, ze przeciez ciagle nie wie czy aby ktoras z tych rzeczy nie bedzie odpowiednim odzieniem.
Jak sie juz nagimnastykowalam z tymi ciuchami i jak kanape ustroilam juz po sam czubek to sobie przypomnialam o jeszcze jednej kurtce, ktora moze byc odpowiednia, jest cieplejsza i troche dluzsza od tej wiosennej i co wazne mozna kolnierz zasunac pod sam nos, wiec na wypadek wypadku nie potrzebny bedzie szalik.
I w tym momencie uslyszalam, ze moj zegar wybija godzine wyjscia.
Zegar jest ustawiony na piec minut przed, wiec jak go slysze, to znaczy, ze nalezy sie zebrac i jak najszybciej opuscic domowe pielesze, bo w przeciwnym przypadku spoznie sie na autobus co z kolei oznacza, ze bede kwitnac na przystanku przez 15 min.
Dobra stanelo wlasnie na tej kurtce, na wszelki wypadek wrzucilam czapke i rekawiczki (bez palcow) do torby, kanape zostawilam w spokoju, jakos mialam wewnetrzne przekonanie, ze sobie nigdzie nie pojdzie i polecialam na przystanek autobusowy.
Kurwa zimno!!
Na patio jakos nie czulam wiatru, a tutaj na otwartej przestrzeni wieje.
Szlag, wyciagnelam czapke i rekawiczki z torby i przy okazji jakos mi sie torbiszcze wymsknelo z reki i cala zawartosc pizgnela na ziemie, niektore przetmioty zgrabnie toczac sie w roznych kierunkach. Oczywiscie wlasnie w tym momencie nadjechal autobus.
Ja pierdole, zgarniam co moge, na szczescie ludzie oczekujacy na autobus mi pomagaja.
Pizgnelam wszystko jak popadnie do wnetrza torby, copecke nasadzilam na leb, podziekowalam ludziom oraz kierowcy, ktory grzecznie czekal az sie pozbieram z tym majdanem i pojechalismy.
Siedze w tym autobusie i mysle... gdzie ja mam klucze?
Macam sie po kieszeniach... nie ma.. pewnie sa gdzies w torbie... jesli nie zostaly na chodniku przed autobusem... mam nadzieje, ze nie... w koncu jesli nie ja, to ktos inny pewnie by ten pek kluczy zauwazyl...
Siedze wiec i bije sie z myslami, bo na przeszukanie torby nie ma ani czasu ani miejsca.
W pociagu tez przeciez nie wysypie wszystkiego na podloge i nie bede szukac.
Trudno postanowilam, ze dojade i na miejscu bede szukac, mialam nadzieje, ze znajde.
Dojechalam i w lobby budynku wyrzucilam wszystko na podloge i odetchnelam z ulga.
Sa!!!
-- A Ty co taka dzis niezorganizowana? Zwykle wchodzisz juz do budynku z kluczami w rece - powiedzial Neil (doorman).
-- Bardzo Cie prosze nie wkurwiaj mnie, bo ja mam dzis jakis ciezki dzien.
Nie komentowal tylko skwitowal to krotkim "bywa" i na szczescie, bo ja juz bylam spocona i za 5 minut przychodzila pierwsza klientka, a jeszcze przeciez musze dojechac na gore, otworzyc, przebrac sie.. Jakos dalam rade, co prawda nie styklo czasu na zrobienie kawy, ale ta pierwsza klientka to tylko 15 min. dam rade bez kawy.
Klientka poszla wiec wzielam sie za robienie kawy, wlalam wode, wlaczylam co trzeba, podstawilam kubek, na szczescie madra maszyna nie wlaczy sie jak nie ma kubka na odpowiednim miejscu.
Za chwile patrze... ki diabel???
To nie kawa, to czysta tyle, ze goraca woda???
No tak, zapomnialam wlozyc pojemnika z kawa i madra maszyna nie kopnela mnie w dupe, bo myslala, ze gotuje wode na herbate.
Na szczescie udalo sie przed przyjsciem nastepnej klientki naprawic blad.
Jakos tak odruchowo spojrzalam w lustro...
Kurwa!!! Co to jest??
Gore lewego ucha mam czarna... szlag zaraza jakas czy co?
Podeszlam blizej do lustra i... no tak, jak spryskiwalam odrosty, to sobie prysnelam niechcacy na ucho. Dobrze, ze zalozylam czapke to moze nikt nie widzial, a nawet jak ktos widzial to pewnie pomyslal, ze tak juz mam.
Umylam ucho.
Dzien w pracy byl zwariowany, bo klientek sporo i musialam odeslac pranie do pralni, co tez jest wkurwiajace. Korzystam z tego serwisu juz od lat i generalnie jestem zadowolona, bo piora dobrze i skladaja tak, ze nie musze nic poprawiac, wszystko idelanie pasuje do wymiaru moich szuflad i polek, ale kuzwa jak zglosze, ze chce zeby przyjechali miedzy 15ta i 17ta to na pewno beda albo miedzy 9ta i 11ta albo dlugo po 17tej. I tak jest zawsze, a ja tak nie lubie nie slownych i nie punktualnych ludzi. Rozumiem, ze czasem ciezko umowic sie na konkretna godzine, ale zmiescic sie w dwugodzninnym okienku, to nie powinien byc problem.
Trudno, pogodzilam sie z tym, pranie stoi w worku w kacie poczekalni, niech sie dzieje wola...
W miedzyczasie przyszla klientka, dzwoni do drzwi, a ja kuzwa nie moge otworzyc.
Galka kreci sie w kolko i ni cholery nie otwiera zamka.
-- Marki, bo domyslam sie, ze to Ty, nie moge otworzyc drzwi to moze sprobuj z Twojej strony - powiedzialam przez zamkniete drzwi.
Sprobowala, udalo sie, wiec o tym zupelnie zapomnialam.
Pozniej przyjechali po pranie, przyszla tez inna klientka, ta ma jakiegos jebla na punkcie zarazek, wiec wiedzac o tym nie zmieniam przescieradla i recznika wczesniej jak to robie przed przyjsciem innych klientek tylko czekam cierpliwie az przyjdzie i niech widzi ze zmieniam.
Nigdy nic nie powie, ale widze to po jej twarzy, ze jest zadowolona, ze robie to przy niej.
No chuj tam, juz sie przyzwyczailam do roznych zboczen...
Ale wczoraj napadlo ja na Purell (to takie gowno odkazajace, ktore uzywa sie do rak).
Zmienilam posciel, umylam rece babsko lezy na lezance, podchdze a ona:
-- Star, wiem, ze mylas rece ale czy mozesz jeszcze uzyc Purell, prosze...
Chuj moge!! Od tego pierdolonego Purell to juz mam takie suche paznokcie, ze od tygodnia mocze je w oliwce z oliwek i ciagle jeszcze nie wrocily do formy.
Zrobilam jej brwi, siadla zeby woskowac przedramiona i znow:
-- Czy mozesz jeszcze raz ten Purell?
Chuj moge!!! Nie odzywam sie nawet w takich sytuacjach bo i po co?
Wzielam wiec ten pierdolony Purell i znow psiknelam porcje pianki na dlonie.
Skonczylysmy, teraz kolej na bikini, baba lezy i znow:
-- Wiesz ja przepraszam, ze jestem namolna, ale ten... Purell?
Jak mi buk mily w tym momencie mialam ochote wcisnac jej caly ten atomizer do dupy!!!
Ale tego nie zrobilam, natomiast powiedzialam z glupkowatym usmiechem:
-- No jestes namolna, bo przeciez jakbys myslala, to od 20 minut nie dotykam nikogo ani niczego oprocz ciebie.
-- Masz racje, ale wiesz...
-- Wiem - przerwalam jej mimo, ze nie wiedzialam, ale za to wiedzialam, ze absolutnie nie chce wiedziec.
I tak mniej wiecej bylo do wieczora, czyli do 19tej kiedy to przyszla klientka, z ktora mialam roboty na cale dwie godziny, wiec wiedzac o tym, powiedzialam juz wczesniej Wspanialemu zeby spokojnie pojechal do domu sam.
Nie bardzo mi byla na reke ta wizyta, akurat w tym dniu, bo przeciez w tym dniu do narodu przemawial prezydent, a ja zawsze ogladam te przemowienia. No ale ona przyjezdza z Chicago, wiec niestety jak juz jest to musze sie przystosowac do jej mozliwosci.
Prezydenckie przemowienie ustawilam na nagrywanie, ale za to zglosilam sie na telefon z prezydentem o godzinie 22ej bo o tej porze bede juz bezpiecznie w domu.
No tak myslalam...
Przed 20ta zadzwonil Wspanialy:
-- Dzizas, co Ty robilas? Dlaczego te wszystkie plaszcze i kurtki leza na kanapie?
-- Wyprowadzam sie - odpowiedzialam glupio bo i co moglam powiedziec, leza, bo leza, bo same nie wrocily skad je wyciagnelam.
-- Ha ha bardzo smieszne, ale ja sie zastanawiam w czym Ty pojechalas do pracy.
-- A moze nie pojechalam do pracy tylko siedze w szafie na miejscu tych kurtek i plaszczy.
-- No dobra, mam to powiesic?
-- Nie musisz, ale jesli chcesz to sobie ulzyj, a teraz to ja nie mam czasu na pogawedke bo pracuje.
Wylaczyl sie, ja skonczylam na 15 minut przed 21a i jeszcze na koniec przypomnialam wychodzacej klientce, ze budynek jest juz zamkniety wiec zeby otworzyc drzwi glowne musi nacisnac taki guziczek po lewej stronie i poszla.
Sprzatanie i przygotowanie do wyjscia zajelo mi ok. 20 minut i gaszac swiatla przed wyjsciem pomyslalam, ze przy dobrych warunkach subwayowo-autobusowych moze uda sie zdazyc na koncowke prezydenckiego przemowienia.
Juz mialam wychodzic jak wszystko jebnelo!!!
Ja za klamke a ona... zostala mi w rece.
Ozeszwmorde!!! Ja pierdole!!!
Zaswiecilam swiatlo, niby zalozylam te galke tam gdzie powinna byc, ale kreci sie w kolko i nie otwiera drzwi!!! Normalnie w ciagu sekundy oblal mnie pot.
Jesli tak wygladaja hot flashes to moge uznac, ze doznalam pierwszego w zyciu!!!
W glowie zawirowal mi jakis tajfun mysli:
"Budynek zamkniety"
"Jestem tu w calym budynku sama"
"Nie ma nikogo kto moglby otworzyc te pierdolone drzwi od strony korytarza"
"Owszem moge tu spac, ale... nie mam lazienki"
"Ja pierdole, bede sikac do miski i wylewac do umywalki"
"Moge zrobic kawe"
"Nie bede sie miala gdzie umyc nie mowiac o kapieli"
"Kurwa jesc moge tylko czekoladki i migdaly"
"Migdaly chociaz zdrowe"
"Wspanialy nawet jak by chcial przyjechac mnie uwlonic to nie ma karty otwierajacej drzwi"
"Jestem uwieziona jak pierdolona krolewna na wiezy"
"Mam nadzieje, ze poza sikaniem nie bede miala innych potrzeb"
"Kurwa!! Nie moge zapalic!!!"
Zdjelam kurtke, bo goraco mi bylo jak w piekle, zadzwonilam do Neil'a mimo, ze przeciez wiedzialam, ze na pewno jest juz w domu.
-- Neil jestem uwieziona w moim zakladzie.
-- Jak to?
-- Nie moge otworzyc drzwi od wewnatrz, klamka zostala mi w rece i za cholere nie moge sobie poradzic... - tlumaczylam - Ty jestes juz w domu? - zapytalam na koniec jakbym miala nadzieje, ze moze poszedl na piwo do baru gdzies w poblizu i moze przyjsc w ciagu nastepnych 10 min.
-- Tak, jestem juz w domu... ale to ja przyjade.
-- Nie, daj spokoj, jakos przezyje tu noc...
-- Poczekaj ja zadzwonie do Uri'ego on ma polaczenie z nocnym monitorem... poczekaj...
No to czekam, slysze jak cos tam gada, ale nie moge odroznic co dokladnie gada...
Uri mieszka w New Jersey tez daleko...
Kurwa!!!
-- Star! Jestes? - odezwal sie Neil.
-- Jestem
-- Ktos jest w jednym z biur na 10tym pietrze, ale musimy znalezc w ktorym biurze i poszukac numer telefonu. Miejmy nadzieje, ze ten ktos ciagle tam bedzie i bedzie mogl pomoc. Ja do Ciebie zadzwonie. W najgorszym przypadku przyjade.
-- Nie, nie przyjezdzaj, to bez sensu, zajmie Ci to godzine w kazda strone, ja tu naprawde moge spac - staralam sie brzmiec przekonywujaco, ale szczerze, perspektywa spania nie byla czyms na co czekalam z radoscia.
Wylaczylam sie, teraz zadzwonilam do Wspanialego.
-- Jestem uwieziona w pracy.
-- Nie rozumiem...
-- Nie moge stad wyjsc - opowiedzialam cala historie z klamka.
-- Szlag! Nawet jak bym przyjechal to nie mam karty do drzwi...
-- Wiem, bo ja mam ja zawsze w portfelu. Trudno, dzwonilam do Neil'a moze cos wymysli, ponoc ktos jest jeszcze na 10tym pietrze...
-- Nie chce Cie dodatkowo wkurwiac, ale mam nadzieje, ze nagrywasz przemowienie Obamy.
-- Oczywiscie, ze nagrywam! Jestem nawet umowiona na telefon z Obama o 22ej, ale na szczescie tutaj tez mam komputer. Dam znac co sie dzieje, a teraz musze czekac na telefon od Neil'a.
-- Dobrze, to sie rozlaczmy.
Spojrzalam na zegar, byla 21:35 i uslyszlam cos na korytarzu... czy mi sie wydaje?
Podeszlam do wizjera... kurde ktos czeka na winde!!!!
-- Hallo, hallo!! czy mozesz mi pomoc??
Facet, bo to byl mezczyzna odwrocil sie i zaczal rozgladac skad ten glos a ja wrzeszczalam dalej:
-- Jestem tu w 306 i zepsula mi sie klamka od drzwi, nie moge wyjsc!!!
OK!!! Jestem uratowana!!! Mezczyzna zaczal podchodzic do moich drzwi...
-- Nie moge otworzyc od wewnatrz wiec prosze, sprobuj czy sie uda od strony korytarza...
Udalo sie!!!
Kryste!!! Bylam bliska placzu ze szczescia!!!
-- Dziekuje, dziekuje - powtarzalam jak katarynka.
-- O rety, jak dlugo tu siedzisz?
-- W zasadzie to niedlugo... od momentu kiedy chcialam wyjsc jakies... 35 minut. Dziekuje Ci bardzo, bo juz sie pogodzilam z faktem, ze bede musiala spedzic tu noc.
-- No to milo mi, ze sie znalazlem w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu - powiedzial z usmiechem i poszedl.
Zaczelam sie na nowo ubierac i w tym momencie dotarlo do mnie, ze nigdy wczesniej nie widzialam tego czlowieka. W koncu na moim pietrze jest oprocz mnie tylko trzy inne biura i wszystkich znam.
Moze ktos nowy?
Nie wazne, wazne, ze mnie uratowal.
O rety!!! Neil!!!
Zlapalam za telefon i szybko zadzwonilam:
-- Tak Star, ja juz dochodze do stacji subwaya i zaraz tam przyjade.
-- Nie!!! Nie!! Nie przyjezdzaj!!! Juz jestem uwolniona!!!
-- Jak to?
-- Ktos byl na pietrze, nie mam pojecia kto, ale zawolalam i otworzyl drzwi od zewnatrz! Ale dlaczego Ty juz idziesz do subwaya? Miales do mnie wczesniej zadzwonic?
-- Bo zanim znalezlismy kto jest na 10tym pietrze, to ten ktos juz opuscil budynek, wiec pomyslalem sobie, ze przyjade i Cie uwolnie, jak zadzwonie to sie bedziesz upierac zebym nie przyjezdzal...
-- Och to cale szczescie, ze zdazylam zadzwonic!!! Wracaj do domu, a jutro musicie mi ten zamek naprawic. Dziekuje za pomoc i przepraszam za klopot.
-- Oj tam pomocy nie bylo, a klopoty? No coz sa czasem rozne sytuacje. To wracam do domu i zobaczymy sie jutro.
-- Tak, dziekuje i dobranoc.
Szybko jeszcze zadzwonilam do Wspanialego, ze wracam.
Nawet udalo mi sie zdazyc na czesc rozmowy telefonicznej z Obama.
Tylko przemowienia jeszcze nie widzialam, ale to nadrobie dzis.
Wazne, ze nie musialam tam spac.

56 comments:

  1. O matko ale mialas dzien!!!! Faktycznie od poczatku do konca same niefarty. Ale przezylas go a dzis jest nowy dzien:)))) Lepszy! No i ja jestem z powrotem i czytam, bo sie stesknilam, ze nie wiem!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A to klientke od Purella, to bym zamordowala. Nie cierpie takich typow

      Delete
  2. Dobrze, ze juz jestes, ja tez sie stesknilam:))
    Dzien mialam zwariowany od poczatku do samego konca, a dzis dla odmiany napierdala mnie leb. Wzielam tabletki, chociaz rzadko to robie, moze pomoga.
    Tak, ta od Purella jest wyjatkowo wkurwiajaca, ale tak to jest jak sie pracuje z ludzmi, jak wiemy ludzie som rozne:))

    ReplyDelete
  3. przy "Wyprowadzam sie" ryknęłam śmiechem na cały openspace. ale potem emocje były!

    ReplyDelete
    Replies
    1. ds, bo Wspanialy jak wiemy jest wspanialy, co nie przeszkadza mu zadawac durne pytania. Wrecz jest mistrzem w zadawaniu takich pytan:))

      Delete
  4. Moja empatia poszła spać chyba, bo czytając Cię...kwiczałam ze śmiechu!
    Ale i tak bardzo się cieszę,że nie musiałaś robić kupy w papierowy ręcznik;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, robienie w papierowy recznik to jeszcze pestka, ale co dalej? Wyrzucic bombe przez okno:)))

      Delete
  5. Ze wkurwiającej hstoryji wyszło całkiem fajne opowiadanko z humorem i z aniołem, którego nie powinno być a był i drzwiczki pomógł we właściwym czasie i miejscu otworzyć i uwolnić "królewnę". pozdro

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tego aniola to mi naprawde jakies dobre duchy zeslaly:))

      Delete
  6. leze pod stolem i sie kulam, a Grubel patrzy na mnie jak na kretynke!
    :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Grubel nie wie o co biega;) A tu emocje jak na rybach. Dzisiaj to ja tez sie smieje, ale wczoraj nie bylo mi do smiechu, jak wreszcie dotarlam do domu to czulam sie tak zmeczona jakbym zaorala kilka hektarow pola, bez konia i traktora:)))

      Delete
  7. Boszsz czyta się jak kryminał,aż muszę zapalić :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A Ty wiesz jak mnie sie wczoraj chcialo palic:)) A tu kurde nie mozna. Chyba to palenie bylo najwiekszym problemem.

      Delete
  8. Dobre! Czytało się jak dobrą powieść sensacyjną, a do tego śmieszną. Miałaś szczęście z tym facetem przy windzie!

    Przytrafiło mi się podobne zdarzenie z klamką, ale uwięzieni zostaliśmy we własnej sypialni o 6 rano w sobotę, ze szczeniakiem w pokoju, bez dostępu do łazienki i bez telefonu. Uratowało nas to, że mamy dom typu cape i mąż przeczołgał się przez niewykończoną część strychu (crawl space) po wacie szklanej do drugiej sypialni, a stamtąd udało mu się nas otworzyć. Od tamtej pory trzymam w sypialni śrubokręt.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to mieliscie podobna przygode... Wlasnie mi naprawiaja drzwi i teraz tez wiem, ze moglam to przekrecic. Co prawda srubokreta nie mam, ale moglam to zrobic nozyczkami, tylko musialabym caly ten bolec wypchnac najpierw a pozniej wlozyc na miejsce od wlasciwej strony.
      Mam nadzieje, ze mi ta wiedza nie bedzie potrzebna;)

      Delete
  9. Ojojoj to się porobiło. Hmm, tajemniczy mężczyzna mówisz :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzis sie dopiero dowiedzialam, ze tu jest takie nocne biuro, do tej pory myslalam, ze to slepe drzwi i nic za nimi nie ma. Okazuje sie, ze to jakas kompania ktora pracuje w nocy i tam jest tylko dwoch facetow.
      Tak czy inaczej, udalo mi sie, bo oni sie wyprowadzaja w przyszlym miesiacu i ten maly pokoik, ktory zajmuja przejmuje biuro obok.

      Delete
  10. Nie wiem, która jest teraz u Was godzina i czy 13 Feb to wciąż jeszcze 13 Feb, ale u nas wciąż środa i wciąż urodziny Wspaniałego! Więc happy birthday, Wspaniały!
    Ja trochę nie w temacie, bo nawet notki nie przeczytałam, wpadłam tu tylko i wyłącznie po to, żeby złożyć życzenia kolejnemu fajnemu wodnikowi. Poczytam jutro!:-]

    ReplyDelete
    Replies
    1. A pewnie, ze u nas jest 13 i nawet luty tez:))) My jestesmy 5 godzin pozniej za Twoja Wyspa Smiechu i 6 godzin pozniej za Polska, wiec wszystko gra, jak u Was 5 rano to u mnie dopiero polnoc:))
      Za zyczenia w imieniu Wspanialego dziekuje, a jutro jak poczyta to moze tez cos napisze:)))

      Delete
  11. Serdeczności z okazji urodzin dla Wspaniałego:)

    A przygody ...no trochę się tego uzbierało ...:))
    Ciekawe kim był ten wybawiciel ???:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Mag, ja tak na wyrost za Wspanialego bo ja w pracy, a on w domu:))
      A tego tajemniczego wybawiciela to wyjasnilam w odpowiedzi dla Martek, nie bede powtarzac, bo musze pracowac;)
      buziam:*

      Delete
  12. O rany! Co za dzień! A ja siedze i sie nad soba uzalam, bo i u mnie jakos pod gorke. Ale za duzo zeby to opisywac.
    Trzymaj sie kochana i zycze jak najwiecej spokoju i zadnych wiecej niespodzianek - tych niefajnych oczywiscie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trafil mi sie dzien "z piekla rodem":))) Od samego poczatku wszystko szlo nie tak. I teraz wiem, ze w takich przypadkach czlowiek naprawde powinien odlezec az przejdzie:)

      Delete
  13. Niech Wspaniały zyje nie sto, a sto pięcdziesiąt lat, Szczęściaro ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Jedzo, no udal mi sie chlop:)) Niech zyje jak najdluzej byle mnie przezyl.

      Delete
  14. Faktycznie dzień masakryczny, ja bym sie pewnie poryczała ze złości gdzieś w połowie!!!
    Ale przemyślenia w zamkniętym gabinecie :)) tuż przed czekającą Cię tam nocą....powaliły mnie :))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak na jeden dzien to faktycznie mialam dosc atrakcji:)

      Delete
  15. jak weszłam i zobaczyłam ilość literek pomyślałam no będzie się działo ! oby nie o polityce !!!
    uwielbiam Twoje opowieści !!! a jak ten gość co Cię uwolnił to jakis psychopatyczny włamywacz ???? hahaha

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ale polityke tez byc przelknela:)) W koncu przeszlas juz caly okres wyborczy ze mna;)
      Gosc nie tylko, ze nie byl wlamywaczem to i nawet nie gwalcicielem:)))

      Delete
  16. Ci powiem, że gotowy (bez poprawek!) scenariusz na fantastyczny film. Napięcie serwowane w odpowiednich dawkach, pierwsze pojawienie się w tekście klamki od razu nasuwało myśl, że musi byc ciąg dalszy.... no rewelka. Ty zapewne całą historię wspominasz bez tak fantastycznych doznań z towarzystwem jakich to się czytało;-)))))))))))
    Możesz w klik słowach powiedzieć jak taka rozmowa z Prezydentem sie odbywa? Bardzo mnie to zaintrygowało

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, bo ta wspomniana klamka przyszla mi do glowy jak siedzialam zamknieta i wtedy sobie uswiadomilam, ze to byl sygnal, ze cos sie znow dzieje z tym zamkiem, bo to nie pierwszy raz tak mi sie przytrafilo. Tylko pierwszy raz kiedy budynek byl juz zamkniety. A z klamka jest problem bo moje klientki kreca ta gala w lewo i prawo i to powoduje, ze poluzowuja sie sruby i caly zamek szlag trafia.
      Chcialam normalna klamke - wajche ale mi takiej nie zamontuja, bo to niezgodne z wystrojem korytarza;/
      Teraz bede pamietac raz po wsze czasy, ze jak tylko czuje luz to natychmiast powinnam zglosic.

      Rozmowa z prezydentem to w zasadzie jest jednostronna.
      Nigdy wczesniej zaden prezydent nie robil nic takiego, to jest pierwszy raz kiedy Obama tak zorganizowal partie i ludzi, ktorzy go popieraja. Wspominalam kiedys juz, ze zaraz po zakonczeniu wyborow ludzie, ktorzy brali czynny udzial w poparciu zorganizowaniu poparcia dla Obamy nagle nie mieli co robic, bo prezydent zostal wybrany. I ktos wpadl na pomysl zeby cala ta armie ludzi wykorzystac w inny sposob. Wykorzystac to nie jest odpowiednie slowo, bo przeciez jest to armia ochotnikow, ktorzy interesuja sie polityka i chca brac w zyciu kraju aktywny udzial. Tym sposobem powstala organizacja Organizing for Action, ktorej zadaniem jest znow oddolne dzialanie na rzecz poparcia dla nowych reform, projektow i glownie na uswiadamianiu innym jak warto brac udzial w zyciu politycznym.
      Ja sie oczywiscie do tej OfA zapisalam, bo skoro juz troche liznelam aktywnosci dlaczego nie ciagnac tego dalej.
      Jest to organizacja ktora glownie popiera Obame w walce z republikanskim oporem. A wiec to my organizujemy cala siec walki z bronia, to my popieramy ochrone srodowiska i reformy na rzecz ograniczenia negatywnego wplywu dzialan czlowieka na srodowisko naturalne i klimat itp.
      Jednym ze sposobow bezposredniego kontaktu z prezydentem i przedstawicielami demokratow jest internetowy "telefon".
      Polega to na tym, ze dostajesz zawiadomienie, ze w konkretnym dniu i o konkretnej godzinie prezydent czy tez ktos inny bedzie "na telefonie". Zglaszasz swoja chec obecnosci w takiej jednostronnej "rozmowie" i o odpowiedniej godzinie sie logujesz na stronie organizacji.
      I po chwili slyszysz prezydenta.
      Wczorajszy "telefon" byl szczegolny o tyle, ze Obama chcial podziekowac wszystkim czlonkom organizacji za to co do tej pory zrobilismy i przedstawic plan na przyszle dzialania.
      Moim zdaniem to bardzo mily i wazny gest, bo w ten sposob ludzie czuja, slysza, wiedza, ze ich praca jest doceniana.
      Po Obamie zabrala jeszcze glos jedna osoba a pozniej wszyscy sluchacze maja okazje wypowiedziec swoje opinie, prosby o konkretne instrukcje dzialania itp. Ale my "szara masc" wypowiadamy sie juz nie "na zywo" tylko na forum.
      Wczorajszego telefonu wysluchalo ponad 5 tysiecy ludzi, wiec trudno zeby kazdy sobie zabieral glos na zywo.

      Delete
    2. Kumam. I rzeczywiście to bardzo interesujące. Najpierw pomyślałam, że to by było straszne źródło bluzgów i popaprańców, ale nie, bo przecież to są w jakimś sensie sprawdzeni ludzie, a po drugie nie ma możliwości bezpośredniej i wprost rozmowy.Poza tym jest to logowanie i bardzo łatwo namierzyć ewentualnych szaleńców.
      Naprawdę interesujące i dużo bardziej "bezpośrednie" niż np Twitter

      Delete
    3. Zante, mysle, ze to jest nie tylko interesujace ale bardzo innowatorskie (czy to odpowiednie slowo?) bo chyba nigdy w historii zadnego kraju nie bylo takiej wiezi prezydenta z narodem. A tu wszystko powstalo oddolnie, narodzilo sie wrecz z potrzeby ludu i ze strony Obamy wykorzystana zostala umiejetnosc nawiazywania kontaktow i organizacja ludzi. W koncu opozycja sie z niego smieje, ze byl Community Organizer, tak byl i to wlasnie owocuje.
      Ja mysle, ze przez te 8 lat (dwie tury prezydenckie) Obama zmieni bardzo oblicze Ameryki i to w sposob pozytywny, przede wszystkim ludzie zaczynaja miec wiare w sile demokracji. Zobacz jakie jest w tej chwili poparcie dla reform w sprawie posiadania broni.
      90% spoleczenstwa jest ZA gruntownym sprawdzaniem komu sie sprzedaje bron a 80% jest ZA ograniczeniem amunicji, niewiele mniej ZA zakazem broni automatycznej.
      Tego sie nikt nie spodziewal jeszcze w grudniu i to wszystko rodzi sie na dole.
      Sila polityczna ludzi jest ogromna, a w tym kraju nigdy do tej pory nie byla odpowiednio wykorzystana.
      Wiesz, popaprancow nigdzie nie brakuje, ale tez popaprancy to nie sa ludzie, ktorzy sie angazuja nie tylko slownie ale i finansowo w polityke. Popaprancow stac tylko na darcie ryja, ale mysle, ze nawet jakby sie jakis wpisal do tej organizacji, bo w koncu zapisac sie kazdy moze, to natychmiast zostalby namierzony.
      Twitter i Facebook odgrywaja w tym bardzo duza role, bo sa ciagle najszybszym sposobem na rozprzestrzenianie sie informacji. Jak wiesz mam konto na FB, ale mam tam kontatkty tylko z klientkami i w sumie moja aktywnosc ogranicza sie do przesylania wiadomosci politycznych;)) Nie mam zadnych zdjec (poza jednym) nie pierdole o tym jaki mam kolor paznokci i co jadlam na sniadanie, czy co kupilam. Za to jak tylko podpisze jakas petycje, to natychmiast umieszczam wiadomosc o tym na FB.
      Na Twitterze mam wiecej kontaktow, ale to glownie wlasnie dzieki polityce;))

      Delete
    4. Myślę, że to zmienia funkcjonowanie ludzi w USA, ale ma szansę zmienić, jeśli nie aż sposób działania, to przynajmniej sposób myślenia o władzy z jednej strony i o wyborcach z drugiej, także w Europie. Demokracja europejska to mnożące się instytucje, może i demokratyczne jak najbardziej, ale to instytucje, fundacje itp, a zwykły, pojedynczy człowiek coraz bardziej ma poczucie, że nie ma na nic wpływu i jest tak naprawdę zupełnie nieważny. Jego głos i zdanie jest zwyczajnie niesłyszalne. Nie twierdzę, oczywiście, że w Stanach każdy człowiek jest wysłuchany - to utopia, ale na pewno nie czuje się total zlekceważony i ograniczony do łapki z kartką wyborcą

      Delete
    5. Kurde, to jest bardzo rozlegly temat, ale ciagniemy, bo i kto nas moze powstrzymac:))
      Zeby cos sie zmienilo musi powstac w ludziach potrzeba zmian, to musi sie stac na samym dole wsrod zwyklych ludzi. Nikt jeszcze nikomu nie przyniosl zmian na srebrnej tacy, a juz na pewno nie politycy, ktorzy sa przy wladzy.
      W Ameryce przez prawie 200 lat ludzie nie interesowali sie polityka, bo uwazali, ze od tego sa politycy. Ba, mocno i gleboko wierzyli, ze ZLO dzieje sie tylko gdzies indziej ale przeciez nie tutaj, nie w demokratycznym kraju.
      Dopiero od czasow Reagana, ktory zaczal rozpierdalanie kraju dosc ostro zaczely sie pojawiac jednostki, ktorym powoli otwieraly sie oczy. Ale jak widzisz to jest dlugi proces. Ludzie bardzo niechetnie otwieraja oczy, sa na to po prostu za leniwi. Zwlaszcza jesli wybor ogranicza sie do prawicy i lewicy jak tutaj gdzie od wielu wielu lat sa dwie partie i zadna inna nie ma szans przebicia, bo polityka jest opanowana przez pieniadz. Dopiero jak ludzie dostana tak solidnie w dupe, ze juz kurwa nie ma ich z czego doic to zaczynaja myslec.
      Lapka z kartka wyborcza to nasza najwieksza bron i bardzo skuteczna bron!!
      Tylko trzeba sobie zdawac sprawe, ze to przeciez NASZA lapka, to MY mamy prawo decydowania na kogo nasza lapka odda glos. Tymczasem dla wielu kryterium oddania glosu jest "och byl demokrata, to teraz kolej na republikanina" albo odwrotnie, albo i jeszcze gorzej "ten jest taki przystojny to oddam na niego glos, bo fajnie bedzie miec przystojnego prezydenta".
      Jakos niewiele osob interesuje co ten przystojny robil do tej pory, jak glosowal siedzac w kongresie, a to powinno byc najwazniejsze kryterium.
      Tu ciagle jest za malo ludzi z taka swiadomoscia, ludzi, ktorzy naprawde przed oddaniem glosu siadaja i sprawdzaja rekord kandydata.
      Ale jest ich na tyle duzo, ze przy dobrej organizacji potrafia uswiadomic, przedstawic dowody, argumenty tym, ktorzy sami tych dowodow nie odszukali.
      Internet to jest ogromna sila, tu mozna znalezc wszystko tylko trzeba nawet nie tyle umiec, co chciec szukac.
      Jak juz jest tych swiadomych troche wiecej to wlasnie oni zaczynaja sie organizowac, kazdy ze swiadomych jest otoczony armia nieswiadomych i zaczyna nad nimi pracowac, wystarczy mowic, nie bac wdac sie w rozmowe polityczna.
      I taki proces ma miejsce tutaj od ok. 8-10 lat.
      Ludzie sami organizuja sie w rozne grupy, kazda z tych grup zajmuje sie roznymi dziedzinami zycia, a to wszystko laczy sie z polityka.
      To jakie jedzenie lezy na polkach supermaketu zalezy od politykow, tak samo jak od politykow zalezy sluzba zdrowia, szkolnictwo, drogi po jakich jezdzimy i podatki jakie placimy.
      Nie wystarczy narzekac, trzeba zakasac rekawy i wziac sie do roboty.
      To jak nas traktuja zalezy od nikgo wiecej tylko od NAS SAMYCH.
      Jesli maz na mnie krzyczy, to znaczy, ze ja mu na to pozwalam tak samo jak pozwalam 2-latkowi mnie kopac bo uwazam, ze to "takie slodkie a on taki malutki ze nie rozumie". My sami kreujemy to co nas otacza i to jak nas widza i jak nas traktuja.

      Delete
    6. Przypomnij sobie czasy Solidarnosci... to jest dokladnie to samo. Ludzie wreszcie zaczeli miec dosc.
      oznica miedzy kapitalizmem i komunizmem jest tylko w nazwie, bo tak naprawde to i jeden i drugi system jest do dupy:))) Ale jak one dzialaja zalezy od tego na ile pozwolimy sobie byc kopani w dupe i ignorowani przez wladze.
      Wladza, ktora wie i doswiadcza zaniteresowania od dolu zaczyna sie liczyc z tym dolem.
      Ja na kazda petycje ktora podpisuje dostaje najpierw automatyczne podziekowanie z biura politykow do ktorych petycja zostala wyslana, a pozniej jak cos jest w tej sprawie zalatwione lub nie, albo sa jakies problemy to znow dostaje wiadomosc z wyjasnieniem DLACZEGO ta sprawa stoi w miejscu.
      Ale nie trzeba sie politykow bac, oni w niczym nie sa inni niz my, a tylko sa tam od tego, zeby dzialac w naszym imieniu skoro my ich wybralismy.
      Z tym tylko ze zaden polityk nie bedzie sie nadwyrezal jesli go wyborcy nie poganiaja. On woli sobie siedziec cieplutko przy pelnym korytku i na pewno jest mu wygodniej jak nikt nie pogania go do roboty.
      Taka jest ludzka natura, tak robi sprzataczka, kucharka, nauczyciel, doktor, prawnik... itd. i tak rowniez robi polityk, ba ksiadz robi jeszcze gorzej:)))

      Delete
  17. :)) Medialna historia. Film można by nakręcić o tym Twoim dniu i odniósł by sukces! Oczywiście Ty musiałabyś grac rolę główną :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, zwlaszcza z perspektywy 24 godzin to ta historia nawet mnie sie podoba:)) Wczoraj nie bylo mi tak do smiechu, bo jak sie czlowiekowi sypie wszystko czego dotknie, to wesole nie jest.
      Ale dzis, owszem fajnie sie czyta nawet wlasna notke;))

      Delete
  18. Szczerze współczuję wczorajszego dnia.
    Przy takim skomasowaniu wk*** zdarzeń mam nadzieję, że wyrobiłaś normę na ładnych parę lat. Czego Ci życzę ! :)
    PS. Klientka - czyścioszka kwalifikuje się do psychiatry. To jest jakaś fobia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, tak zapas wkurwa wykorzystalam chyba na ten rok, albo chociaz pol roku:))
      Klientka ma faktycznie fobie, wiec staram sie nie dyskutowac jesli nie musze;))

      Delete
  19. Replies
    1. Dokladnie qurwa to najlepsze slowo, ktore oddaje cala sytuacje w skrocie:))

      Delete
  20. zmeczyłam się ;)))

    Star - czym Ty psikasz odrosty? U nas chyba nie ma takiego wynalazku. Daj cynk to się rozejrzę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, to jest taka "mgla w sprayu" nazywa sie Gray Away tu masz link

      https://www.grayaway.com/?gclid=COewrZbdtbUCFcRT4AodH1gALg

      Jestem w tym zakochana:)))

      Delete
  21. uwielbiam takie wkurwinesy.....trochę nerwów, ale ile śmiechu póżniej przynajmniej dla Nas...:) Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak z perspektywy czasu, chocby to byl jeden dzien to naprawde jest fajne:))

      Delete
  22. Ojjjj, zapomnialam zlozyc Wspanialemu zyczen urodzinowych we wlasciwym czasie, za co przepraszam. Wszystkiego naj, naj, naj i usciskaj go od nas:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sie nie przejmuj, on i tak wie, ze mu dobrze zyczycie:)) Przekaze oczywiscie.

      Delete
  23. Star, jak czytałam, jak wywalałaś kolejno te ciuchy, to mnie głupawka wzięła, bo ja też tak mam jak się spieszę albo chuj jakiś mnie strzeli. Tyle że ja najczęściej dochodzę do wniosku, że wszystko, co mam w szafie, jest do dupy, bo wszystko fajne zostało wcześniej upieprzone przez Gabiszona i aktualnie czeka w koszu na pranie...;-]
    Ale Ci się wkurwiający dzień trafił! I przyszło mi do głowy coś abstrakcyjnego - jakoś tak mi się skojarzyło z historiami o duchach - no wiesz, ten facet, który Cię uwolnił, a którego nigdy wcześniej nie widziałaś... Może to jakaś zjawa była?? Ha ha ha! :-]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico tajemniczy facet juz zostal wyjasniony:)) Jest na pietrze takie male biuro, o ktorym ja nie wiedzialam, bo oni pracuja rzadko i tylko w nocy. Jest tam dwoch facetow i przychodza tez nie co noc, tylko jakos tak... sporadycznie. To byl jeden z nich, no mialam szczescie:))

      Delete
  24. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  25. Stardust, a ja się cieszę, że z takiego wkurwiającego dnia taka trzymająca w napięciu i zabawna notka wyszła :) I super, że wyjaśniłaś na czym polega rozmowa telefoniczna z prezydentem, bo też mnie to zaciekawiło. Z pozdrowieniami z Irlandii :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...