Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, March 28, 2013

Cos bym zrobila...

... ale nie wiem co.
Przede wszystkim zrobilam sobie dzis dzien wolny, bo i dlaczego nie?
Wczoraj pracowalam intensywnie od 12tej az do 19tej, to mi sie dzis nalezy jak psu buda, o!!
A jutro tez mam wolne, bo Wielki Piatek to w Ameryce wazne dla katolikow swieto.
Nie, nie, nie stalam sie nagle bardziej swieta, ale jak jest okazja, to zawsze korzystam;)
Wystarczylo lata temu, ze mnie jakas klientka zapytala czy pracuje w Wielki Piatek, na co ja bardzo zdziwiona:
-- A dlaczego mialabym nie pracowac?
-- No wiesz, Ty chyba jestes katoliczka, a to jest swieto katolikow.
-- Alez oczywiscie!! No zobacz jaka ze mnie gapa, oczywiscie, ze jestem katoliczka i oczywiscie, ze nie pracuje w Wielki Piatek!!! - wykrzyczalam i tak zostalo.
Od tamtej pory juz nigdy nie pracowalam w Wielki Piatek, jak jest mozliwosc to korzystam tez ze swiat zydowskich, bo dlaczego nie, w koncu meza mam zyda.
Nikomu nic do tego, ze on taki farbowany zyd, jak ja farbowana katoliczka, swieto jest swietem i nalezy sie swietowac. Wspanialy solidarnie bedzie jutro swietowal Wielki Piatek.
Nie wiem tylko czemu on dzis tez swietuje?
Niezupelnie, bo pracuje ale do pracy nie pojechal.
To chyba na okolicznosc przylotu Tatka, ktorego trzeba odebrac wieczorem z lotniska.
Jutro bedziemy wiec swietowac w trojke, nie, do kosciola raczej sie nie wybierzemy, bo ja mam dziwne doswiadczenia z przebywaniem w kosciele.
Wiele, wiele lat temu wybralam sie do kosciola z malym Juniorem, mial wtedy ciut mniej niz 4 lata.
Bylo to w drugi dzien Bozego Narodzenia, kiedy wybieralam sie z wizyta swiateczna, do drugich dziadkow Juniora i po drodze obiecalam mojej babci, ze pojde z nim do kosciola.
Obietnica dana babci rzecz swieta, wiec poszlam.
Junior juz wiedzial co to kosciol, bo chodzil wlasnie z moja babcia czyli jego prababcia.
To byla para!!!
Ona niewiele wieksza od niego, szli sobie za raczke ogladac zlobek, lub groby, w zaleznosci od swieta i grzecznie wracali tez prowadzac sie za raczki;)
I tak wtedy po drodze do bylych (juz) tesciow wstapilam z Juniorem do kosciola. Kosciol ten byl duzo wiekszy niz ten, do ktorego Junior chodzil w towarzystwie babci, tlum ludzi, wiadomo swieta, a dziecko jak dziecko chce zobaczyc zlobek.
Jakos udalo mi sie przepachac i doprowadzilam go pod zlobek, gdzie byla ustawiona lawka dla dzieci. Miejsca juz na niej nie bylo do siedzenia, wiec szepnelam Juniorowi, zeby podszedl blizej a sama zostalam z tylu coby dzieciarni widoku nie zaslaniac.
W pewnym momencie patrze, a Juniora pod zlobkiem nie ma...
Kie licho???
Rozgladam sie dookola... jest!!!
Przy oltarzu... chodzi sobie dookola, w czerwonej copecce i gapi sie, lazi miedzy ministrantami, dobrze ze jeszcze ksiedza nie potracil, ani za sutanne nie pociagnal...
Zaczelam kombinowac jakby tam blizej podejsc i jakos go przywolac, a tymczasem podszedl do niego jakis ksiadz, ktory luzem chodzil bo mial na sobie czarna sutanne a nie ornaty, wzial go za lapke i wyprowadzil za te barierke odzielajaca oltarz od reszty swiatyni i... zostawil.
A biedny Junior zupelnie juz zdezorientowany zaczal sie bez ladu i skladu przemieszczac miedzy ludzmi. Male to bylo jeszcze i po chwili stracilam go z pola widzenia wsrod tlumu doroslych.
Juz sie natychmiast spocilam z nerwow, ale byly dwie mozliwosci albo sie Junior rozplacze i ktos zareaguje w madrzejszy sposob niz ten ksiadz, ktory owszem jak chcial go pogonic spod tego oltarza, to powinien przynajmniej powiedziec, zeby ktos kto z tym dzieckiem przyszedl odebral go, a nie wyprowadzil i puscil wolno.
Tak to sie robi z tesciowa nad przepascia, a nie z dzieckiem.
No ale od kiedy to sie ksiadz zna na dzieciach?
No dobra, nie oczekuje odpowiedzi, bo sama ja znam, ale wole tego tematu nie poruszac;)
Dotrwalam do podniesienia, ludzie klekaja, ja stoje i pacze....
Jest i to calkiem niedaleko, wiec ruszylam w jego kierunku z nadzieja, ze sie znow nie przemiesci zanim ja dojde.
Ufff udalo sie!
Junior zdowolony ze mnie zobaczyl, ale jednoczesnie naburmuszony, bo byl juz naprawde o krok od placzu, podniosl glowe do gory i powiedzial:
-- Wychodzimy.
Nie probowalam nawet nic tlumaczyc, wyszlismy.
Jeszcze na dziedzincu koscielnym Junior postanowil mi sprawic zjebke:))
-- Ale Ty niedobla mamusia jestes - rzucil fochem.
-- Synus... - probowalam sie bronic, ale on ciagnal dalej:
-- Jus nigdy nie pojde s Tobom do ksciola. Sgubilas mie, babcia Kasia mie nigdy nie sgubila - odwrocil sie i pomaszerowal w kierunku bramy a ja potulnie za nim. Dopiero na ulicy pozwolil sie wziac za reke;) No coz, milczaco przyznalam mu racje, faktem bylo, ze babcia Kasia go nigdy nie zgubila a mnie sie to przytrafilo. I nawet Junior dotrzymal slowa, bo od tamtej pory razem w kosciele bylismy pewnie nie wiecej niz piec razy, a i to chyba przesadzam.
No i siedze, marnuje czas, a przeciez moze bym cos zrobila?
Tylko nie bardzo mam pomysl co?
Na pewno dzis zrobie ten ajerkoniak, moze z rozpedu upieke makaroniki... ale co do makaronikow to nie jestem pewna.
Narazie jest wczesnie, bo jeszcze nie ma 11tej wiec czekam az slonce jeszcze bardziej rozgrzeje i wybiore sie na rower. Przyda sie, bo juz najwyzsza pora zaczac jezdzic regularnie.
Musze isc do banku, moze po drodze wejde do sklepu i kupie pare rzeczy, ktore beda mi potrzebne jutro i pojutrze... ale czy to ma sens?
Po zakupy przeciez zawsze moge wyslac Wspanialego, on lubi lazic po sklepach.
To chyba nic narazie nie zrobie...

37 comments:

  1. Wramach NICNIEROBIENIA siedze w necie. I widze, ze nie jestem sama:D

    ReplyDelete
  2. Nie masz co robic, a raczki swedza i rwa sie do pracy? Wklej lobrazecek, bo znalezc nie moge :)))
    Religia, przyjmowanie chrztu oraz bywanie w kosciolach powinno byc dozwolone od 18 lat, jak alkohol i inne uzywki. Wczesniej to za wczesnie, a przede wszystkim poza swiadomoscia dziecka. Powinno sie dac mu szanse na samodzielna decyzje, a nie zmuszac do przynaleznosci religijnej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, niestety katolicyzm dziala na zasadzie latwego narybku, wiec lapia poki gorace i poki sie nie orientuje o co chodzi:))) Ale co z tego jak pozniej wyrastaja takie jednostki jak ja:)) Junior tez dorosl i przestl sie szwedac po kosciolach.
      Ale samo szwedanie to jeszcze nic, moja babcia uczyla go pacieza znim jeszcze zaczal dobrze mowic, nie mowiac o rozumieniu co mowi i tak dziecko mowilo "przyjdz kurestwo twoje":)))))
      TO byl numer nie do podrobienia!!!

      Delete
    2. Ja przezylam:))) ale widzisz na co sie zdalo to wczesne modlenie;)

      Delete
    3. Dobrze, ze u mnie w rodzinie nie bylo fanatykow. Nawet babunia, ktora nastawala na to, zeby mnie ochrzcic, nie latala po kosciolach. A rodzice juz w ogole. Nawet przed oltarzem nie przysiegalam, bo i maz niespecjalnie pobozny.
      I majac tak dobra przeszlosc, sama ochrzcilam dzieci. No, czy ja jestem normalna?

      Delete
    4. Normalna? A co to jest normalnosc? Jakie sa parametry?
      U mnie najbardziej religijna byla babcia, co niedziela w kosciele. Rodzice chodzili z nami jak bylismy dziecmi, to chyba wszyscy tak robili, zeby dzieci przyzwyczaic, nauczyc czy cholera wie co? A pozniej to sie juz wszystko ograniczylo do swiat BN i Wielkanocy, ojciec lubil chodzic na Pasterke, ale tez nieobowiazkowo w kazdym roku.
      Bibilii obawiam sie, ze nikt z najblizszej rodziny nie mial nigdy w reku, wiec nie wiem jak to z tym fanatyzmem:)))
      Wszyscy ochrzczeni, bierzmowani itp. ja nigdy nie bralam slubu koscielnego, ale Juniora ochrzcilam, byl u Pierwszej Komunii jeszcze w Polsce (rok wczesniej niz powinien, zeby zaliczyc przed wyjazdem. Ale tej Juniorowej komunii to moj ojciec dopilnowal, chyba doskonale wiedzial, ze nasza wiara skonczy sie w momencie kiedy samoloty oderwie sie od polskiej ziemi;))) Co ciekawe Junior poszedl dobrowolnie do bierzmowania tutaj, a pozniej sie okazalo, ze zrobil to tylko dlatego, ze dziewczyna ktora mu sie podobala wlasnie szla do bierzmowania.
      No coz, jak widac wiara chodzi roznymi drogami;)
      Zaraz po tym bierzmowaniu powiedzial "ale wiesz mamo, tak naprawde to ja w zadnego boga nie wierze".
      Przyjelam do wiadomosci, bo ja najczesciej dzialam na zasadzie "robta co kceta". Zreszta sama do kosciola tutaj nigdy nie chodzilam poza zwiedzaniem, wiec co niby moglabym powiedziec.

      Delete
    5. Tak mysli i postepuje znakomita wiekszosc polskich katolikow. Chrzcza dzieci, bo babcia kazala, biora sluby, bo welon i ave Maria na organach, ksiedza zamawiaja na pogrzeb, bo co sasiedzi powiedza, a po koledzie przyjmuja, bo inaczej sakramentow nie udzieli. Wszyscy sa specjalistami w pismie swietym, nie przeczytawszy jednego wersu z biblii. Wszyscy brzydza sie niegodziwosciami ksiezy, ale slowem nie odezwie sie nikt, nikt nie zaprotestuje.
      Rzygac sie chce!

      Delete
    6. Pantero, to dziala na tej samej zasadzie jak mycie okien na swieta:))) Myja wszyscy, chocby mroz byl trzaskajacy i nikt sie nie smie wychylic z tego obowiazku.
      Wzrok sie zaostrza jak czlowiek pozyje troche w innym swiecie;) Jak przyjechalm to po 5 miesiacach zamieszkalismy na osiedlu gdzie juz bylo 6 polskich rodzin, osiedle to 20 budynkow w kazdym po 30 mieszkan. I wiesz, ze okna myli tylk Polacy:))) Ja tez, durnota egipska o malo nie wypadlam z 6 pietra, ale mylam, bo mialam to we krwi.
      Pozniej sie wyprowadzilam i przestalam myc. Nie wiem jak to sie dzieje, ale w tym domu mieszkam juz 9 lat i okna mylsmy tylko chyba dwa razy i tylko od wewnatrz i sa czyste. Naprawde jak ktos przyjezdza z PL to nikt nie wierzy, ze my nie myjemy okien, ale tutaj nikt nie myje i jest dobrze. Kilka lat temu zobaczylam sasiadke jak machala szmata po zewnetrznej szybie i sie zdziwilam a Debbie na to "no ptak mi nasral i to samo nie zniknie".
      Tak samo jest z wiara, narodowy przymus;))

      Delete
    7. A i tak to ateisci zyja bardziej w zgodzie z dekalogiem niz wiekszosc tych rozmodlonych. Wszystko na pokaz!
      Udawam sie do alkowy na zasluzony odpoczynek. Jutro i tak nie bedzie nas spod sniegu widac :(((

      Delete
  3. Ja tez jestem farbowana katoliczka:))) Ale wolne dni lubie i korzystam a co? Wyznawcy innych religii to nawet nie sa pofarbowani a tez korzystaja!!! A my przeciez w ich swieta pracujemy. Czy to jest fair?
    Wesolych Swiat Star dla Was wszystkich

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, mysle, ze tych farbowanych jest wiecej niz prawdziwych. Przeciez "od zawsze" dzieci sie chrzci bo tak trzeba, ja sama ochrzcilam bo wszyscy chrzcili;)
      A ja tam swietuje w jakie swieta chce, jak ktos chce swietowac w moje, prosze bardzo niech sie czestuje i niech mu bedzie na zdrowie;)))
      Najlepszego dla Was!!!
      Chociaz ja tu pewnie jeszcze bede pisac, bo i co innego robic? przeciez nie bede myla okien;)

      Delete
  4. Korzystaj z wolnego, jak dają, ze mnie żaden chrześcijaniń, ani wyznawca innej religii, a korzystam do oporu, gdy tylko okazja się nadarzy :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szczurciu, mnie nie daja, ja sobie sama biore:)) I niekoniecznie czekam z tym braniem na swieta lub inna okazje, jak mi sie nie chce isc do pracy, to dzwonie do klientek i przestawiam na inny dzien.

      Delete
    2. Teoretycznie też mogę sobie robić wolne, gdzie mi się podoba, aczkolwiek, przekłada się to na stan konta, więc nie przeginam :)

      Delete
    3. To jest ten jeden, ale za to powazny mankament bycia na swoim;/ Mimo to, nie ma nic lepszego niz nie miec nad soba kogos komu sie trzeba tlumaczyc;)

      Delete
  5. Wesołych Świąt więc życzę :) Rodzinne świętowanie przy zastawionym stole (aż ślinka cieknie jak się czyta co zamierzasz przygotować) to przecież jedna z większych przyjemności jakie nas mogą w życiu spotkać :))
    pozdrowionka :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, jedzenie jest zawsze przyjemnoscia:))) Wesolych dla Ciebie!!

      Delete
  6. Widzę Junior odziedziczył zdolności krasomówcze po Mamuśce... :D

    Wesołego HAlleluja ! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, Sue, Junior sie wrodzil, chociaz on jest i tak spokojniejszy ode mnie, ale trafne obserwacje mial od malego:))

      Delete
  7. Jako dziecko uwielbialam jesc swieze drozdze, no i sie tak najadlam ze jak juz mnie zaciagneli do kosciola to w trakcie swiecenia koszykow pieknego pawia na te koszyki puscilam, takim to sposobem nikt mnie juz na sile do kosciola nie ciagnal.
    Mialam co prawda epizody, ze czasem na pasterke poszlam, ale to bylo wiele lat temu.
    A wolne mam od 2 tygodni, tez sobie sama zrobilam, a co nalezy mi sie.
    Wesolych Star !!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez mialas zachcianki:)))
      Ja lubie czasem isc do swiatyni religijnej. Zupelnie nie ma to znaczenia jakiej wiary, ale w miejscach tego typu jest swoisty nastroj, ktory mi odpowiada. Ale do tego taka swiatynia najlepiej jak jest pusta.

      Delete
    2. Tez kiedys tak lubilam, ale czesto gesto klamke calowalam.

      Delete
    3. To prawda, ze niektore swiatynie sa zamkniete nawet w dzien, co sie zupelnie mija z celem, no ale co ja tam wiem o swiatyniach i wiarach;))

      Delete
  8. Przypomniałaś mi o obowiązkowym myciu okien, obowiązkowym chodzeniu do kościoła i obowiązkowym pieczeniu placków... cała Polska:)
    I jestem szczęśliwa, że już nikt mnie nie pyta czy to zrobię i kiedy...
    Od lat mam w tym temacie święty spokój i psa z kulawą nogą, nie obchodzi tu, kiedy co kto robi, a czego nie robi i dlaczego.
    Dla mnie święta są wtedy, jak ktoś do nas przyjeżdża, okna myję raz w roku jak jest ciepło, a placków nigdy nie piekłam i piec nie zamierzam:)))
    Wolnego na tę okoliczność tez nie mam, bo taka praca, więc nie jest to dla mnie żaden szczególny okres pod żadnym względem.
    Normalnie sobie siedzę i robię na drutach :))
    Bawcie się dobrze Star :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mag, u mnie jest zawsze swieto jak przychodza wszystkie dzieci, a to sie zdarza mniej wiecej trzy razy w roku. Zawsze wtedy gotuje i pieke, zawsze cos innego, bo lubie jak sa a piec i gotowac tez lubie, byle nie codzienie;)) Wspanialy raz w roku, czasem dwa myje jedno okno, a w zasadzie to drzwi na patio, bo to jedno jedyne widac, ze trzeba czasem umyc, moze dlatego, ze na patio grilujemy wiec wiadomo, dym i kurz osiada.
      Jak slowo daje, od czasu kiedy sie wyprowadzilam z tamtej pierwszej dzielnicy jeszcze nigdy nie widzialam, zeby ktos myl okna;)))
      Swieconki nie mialam nigdy tutaj, bo jedynie polskie koscioly sie tym zajmuja, a ja nigdy nie mieszkalam w polskiej dzielnicy. To co mialam jak wariatka zapitalac przez dwie godziny pociagiem w jedna strone z koszyczkiem z jajami?:))) Nie jestem pewna czy bym dojechala, czy moze ktos by mnie ubral wczesniej w kaftanik z dlugimi rekawami i odwiozl do szpitala.
      Znajomi Polacy z tamtych lat sie dziwili "jak to nie swiecisz jajek?" Na co ja odpowiadalam, ze skro zwykly czlowiek ponoc moze ochrzcic dziecko zwykla woda w warunkach ekstremalnych to ja moge poswiecic jajka:))

      Delete
  9. A ja w swieta siedze sama, wiec pewnie wykorzystam okazje i posprzatam chalupe. Mój maz wymyslil swiateczne sniadanie - brawo, wiec niech je dla nas przygotuje, ale raczej nie ma mowy o pisankach. Ja chyba w ogole nie bardzo lubie wielkanoc - wciaz pamietam jak moja matka dostawala obledu sprzatajac, myjac okna i sterczac w kolejkach. Jak ja tego nienawidzilam!
    Zaluje tylko ze dzieci nie ma w domu, bo wtedy jest co swietowac.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, pisanki???? Ja w zyciu nie zrobilam jednej pisanki;)) Taka jestem zdolna:)) Gdzies mam, ale nie wiem gdzie takie pisanki japonskie, ktore kupilam w China Town i mam tez polskie (chyba drewniane) ktore dawno temu nabylam w polskiej dzielnicy, ale nawet nie wiem gdzie sa, wiec wiadomo:))
      Wlasnie o te dzieci chodzi!!! Gdyby do nas nie mialy przyjechac dzieci i wnuki to lezalabym do gory dupa i miala gdzies, ale jak maja przyjechac dzieci to zawsze jest swieto!!

      Delete
  10. U nas w zasadzie przetrwała tylko tradycja jedzeniowa...ale ostatecznie, u nas się je w oddzielnych pokojach od zawsze, w łóżkach (więzi przy tym nie tracimy, jakby ktoś się niepokoił) więc te 5 razy w roku (BN, Wielkanoc i urodziny) siedzimy przy stole, nasze sumienia tego widać potrzebują, żeby nie odstawać od modelu rodziny promowanego w mediach.:) A w rodzinie jako pierwsza, zostałam nie ochrzczona, w wieku lat 15 pomyślałam czy to na pewno dobra droga, porozglądałam się za czymś do wierzenia ale ostatecznie uznałam, że tyle lat się obyłam to i dalej nie będzie mi to niezbędne do życia.
    Mimo, że w kościele byłam wiele razy, głównie w trakcie kolonii, gdzie podążałam za tłumem i papugowałam wszystkich, i to najdłużej mi właśnie zabrało czasu by się tego oduczyć, że skoro nie wierze, to po co mam "bluźnić" gestami, potem będąc w kościele na pogrzebach/ślubach.
    Dlatego od zawsze popierałam, żeby dać wolny wybór wiary. Tylko wiem, że skoczyłoby się to na tym, co u mnie. Nie nasiąkła skorupka od młodu to nie widzę w tym sensu w dorosłym życiu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, tradycja jedzeniowa to caly urok swiat. Moze sa rodziny gdzie przy swiatecznym stole czyta sie Biblie, moze odmawia sie paciorki i rozance, moja rodzina taka nie byla:) Kazde swieta poprzedzaly klotnie co kto zrobil, czego nie zrobil, ile sie narobil przy oskarzaniach jak to inni w tym czasie mogli nic nie robic. I to wszystko suto podlane lzami mojej rodzicielki.
      Tak naprawde jak patrze na to z perspektywy lat to zupelnie nie miala o co ani plakac ani sie awanturowac;)) Ojciec sprzatal, ja pomagalam w kuchni od malego, pozniej przejmujac pieczenie plackow i ciast.
      No ale gdyby nie bylo tych lez, tych gorzkich zalow to jak sie dzielic oplatkiem czy jajkiem? :))))
      No czego sobie zyczyc, za co przepraszac i co obiecywac jak wszystko jest normalne.
      W kwestii tego co napisalas o "bluznieniu" gestami to ja tego tak nie widze. Jak ide do jakiejs swiatyni przy okazji jakiejs uroczystosci to z prostego szacunku dla ludzi, ktorzy mnie tam zaprosili klekam, siadam, wstaje, macham lapami tak jak inni i tym sposobem wtapiam sie w tlum.

      Delete
    2. To dla mnie szacunkiem jest nie robienie gestów religijnych. Ale to nie jest tak, że uważam, że to co robisz jest złe ;) Ja nie robie bo i tak tym gestem nic nie przekazuje (bo i tak nie rozumiem genezy tego, czemu trzeba), Ty wolisz w ten sposób się zbliżyć. myślę, że oba sposoby dobre, ostatecznie kto tam na nas się w tych świątyniach patrzy ;)))
      A! I jako, że już dziś pół dnia w kuchni spędziłam, to muszę podziękować Ci za sposób na obieranie jajek! Bo pamiętałam, że Wspaniały nie potrafił, i jajka tłukłaś i wkładałaś do garka z wodą i potem skorupki same odpadały. Pomogło dzisiaj, przy świeżych jajkach z których zawsze najgorzej schodzi ;) Tym sposobem faszerowane jajka już mam gotowe i o wyglądzie jajek a nie postrzępionych skrapków białka ;)

      Delete
    3. Ucieczko, ja tez mysle, ze oba sposoby sa dobre i zdaja egzamin. Moj Wspanialy nie wykonuje gestow, ja macham, czyli kazde ma swoja metode;)) Ja nie lubie byc punktem zainteresowania, wiec jak macham to sie nie rzucam w oczy;) No takim tropem idzie moje myslenie;)))
      Sposob na jajka jest naprawde dobry, baaardzoooo rzadko sie zdarza takie uparte jajo, zeby sie nie poddalo. Ciesze sie, ze Twoje sie przystosowaly i masz ladne jajka faszerowane. A czym faszerujesz?
      Ja wlasnie wstawilam pasztet do piekarnika jeszcze dzis upieke sernik i mam z glowy.
      Jutro reszta, a w niedziele to co musi byc na ostatnia minute i jagniecina, bo to musi byc tez zrobione w dniu konsumpcji.

      Delete
    4. Pochwaliłam i dzisiejsze jaja niezbyt poszły. No nic, część do sałatki, a reszte i tak majonez i farsz przykryje ;) A farsz u nas typowy, jedyny, po prostu pieczarkowy. Duszone pieczarki z vegetą (ostatnia rzecz, która jeszcze jest doprawiana tym sztucznym tworem) i dużą ilośćią natki pietruszki. A potem zmielone z ugotowanymi żółtkami. To u nas uniwersalna potrawa na BN, Wielkanoc i urodziny taty bo uwielbia ;)

      Delete
  11. Twoja opowieść o Juniorku w kościele przypomniała mi występ mojego Synusia, wówczas chyba dwuletniego. Ślub mojego brata, wielki kościół i odległość od tego stołu (sorry wszyscy katolicy, za niepoprawne słownictwo) do pierwszych ławek duża jak pół boiska. Ceremonia trwa i nastała przydługa cisza. Synuś się znudził, wstał i poszedł równo na środek tego boiska. Stanął twarzą do ołtarza, podniósł obie ręce nad głowę i pomalutku opuszcza je na boki i głośno powtarza "yyymmmmmmmmm", "yymmmmmm" znaczy naśladuje księdza plus powtarza dźwięki jakie wydaje czarnoksiężnik z ulubionej kreskówki. Cały kościół rechotał. Para młoda nie mogła się powstrzymać i też się odwrócili co troszkę stremowało mojego czarodzieja i wrócił do nas.
    Oraz masz luzik przedświąteczny, którego zazdraszczam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, slowem Synus odprawil swoje "czary":) Kto wie, moze bez tego malzenstwo byloby nie udane:))
      Luzik przedswiateczny mam glownie dlatego, ze Wspanialy sprzata, ja sie zajmuje tylko gotowaniem, on nawet zmywa wszystkie gary i mieszadla, ktore ja brudze.
      Podchodzi do zlewozmywaka i mowi "ooo znow naprodukowalas" i zawija rekawy.
      Tak mozna pracowac, gorzej jest jak czlowiek musi wszystko sam.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...