Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, March 9, 2013

Diabel stworzyl bachory, a pan buk gwizdek

Pisalam juz kiedys, ze nasi sasiedzi z gory sie rozeszli, a dokladnie to sasiadka wyrzucila sasiada.
Dlaczego? Nie wiem, ani mnie to nie obchodzi.
Ale tak szczerze mowiac to nie wiem jak ten chlopina wytrzymywal z tym babskiem.
Tak, tak nie ma co u mnie liczyc na solidarnosc jajnikow, babol ma taka morde, ze jak ja otworzy to slychac przy stacji subwaya, ktora to stacja jest ok. pol godziny marszu od nas.
Ja klne, to wszyscy wiedza, ale w zyciu nie naklelam tyle co ta kobita potrafi w ciagu pol godziny.
Jak bym miala tak ryja pilowac, to chyba juz dawno wymiksowalabym sie z interesu zwanego zyciem.
No ale, ona sie nie wymiksowala, a w zamian za to wyrzucila meza, ktorego glos slyszalam przez dwa lata kilka razy jak mowil mi dzien dobry.
I teraz nastaly dni straszne.
Babsko nie tylko piluje morde, ale jak robi zakupy to targa to wszystko na gore i rzuca na podloge, co powoduje, ze nasz sufit sie trzesie. Wyobrazcie sobie zgrzewke 24 litrowych butelek wody rzucona na podloge.
Jest to niezly huk!
I tak robi ze wszystkim, na gore i pizg o podloge.
Na szczescie my rzadko bywamy w domu, a i ona te duze zakupy tez robi nie codziennie, wiec to jeszcze jakos udawalo nam sie przezyc.
Ale od kilku miesiecy babe odwiedza kuzynka... z dziecmi.
Nie wiemy ile tych dzieci jest, ale kiedys naliczylam 5 sztuk drobiu w wieku na oko 2 do 6 lat.
Ja wiem, ze sama juz dawno dzieci nie mialam, a nawet jak mialam to jedno, a jedno to nie dwoje czy piecioro. Ale tez wiem, ze jesli rodzic sam bachora nie sadza lub stawia na stole to temu bachorowi  nie przyjdzie do glowy wdrapywac sie na stol, szafki kuchenne czy tez inne urzadzenia typu pralka.
No niestety, sami uczymy a potem albo mamy pretensje, albo sie dziwimy, ze "inne to takie grzeczne, a moje to zywe srebro".
No coz jak sie dziecka nie wychowuje, nie uczy, to dziecko niestety wychowuje nas, rodzicow, dziadkow i babcie tudziez inne ciotki.
Tak, wiem dzieci maja niespozyte zapasy energii, ale mozna albo pozwolic im walczyc z ta energia hustajac sie na zyrandolu lub mozna wyprowadzic je na plac zabaw niech sie tam wyzyja.
A plac zabaw jest na rogu ulicy po drugiej stronie od naszego domu, przy szkole.
Zawsze otwarty i zawsze mozna tam wyprowadzic dzieci z nadwyzka energii. Sami tak robimy jak przychodza dzieci z Aviva i ta nagle zaczyna sie nudzic, to ktos z nia wychodzi na godzine na plac zabaw, lub czyta jej ksiazke, albo zajmuje ja w inny sposob, tak zeby innym nie przeszkadzala.
Jakos nigdy nie przyszlo nam do glowy, zeby pozwolic jej bawic sie w trzaskanie drzwiami lub skakanie ze stolu.
Chyba jestesmy zboczeni...
Odwiedziny dzieciatej kuzynki nie bylyby moze tak upierdliwe gdyby rowniez byly sporadyczne, w najgorszym wypadku moglibysmy sami wychodzic z domu.
Ale byl taki okres czasu, ze te odwiedziny byly codzienne, a juz na pewno zaczynaly sie w kazdy piatek i konczyly w poniedzialek rano.
I tak jest godzina 5 rano, czlowiek spi snem sprawiedliwych a tu nagle huk!!
Jakis bachor sie obudzil i zaczyna skakac z mebli, w ciagu nastepnych 10 minut budzi sie reszta bachorstwa i zaczyna sie bonanza. Za nastepne pol godziny budzi sie matka z ciotka i zamiast to wszystko uciszyc zaczynaja jedna przez druga drzec ryja.
Jak nie daj buk ktos przychodzi czy wychodzi z domu to zaczyna sie trzaskanie drzwiami takie, ze u mnie szyby w oknach drza.
I tak w kazdy weekend.... od 5tej do 23ej kiedy cale towarzystwo pada ze zmeczenia.
Nie wytrzymalam kiedys i zadzwonilam do naszych gospodarzy.
Rosa powiedziala, ze kiedys tu byla i wlasnie widziala te wszystkie dzieci ale Francine stwierdzila, ze to tylko chwilowo bo kuzynka poszla do kina i dzieci zostawila pod jej opieka.
No coz wyjasnilam Rosie, ze to kino to jakies maratony trwajace co weekend od 2 miesiecy.
Kilka tygodni temu obie "panie" wsadzily cala ta czerede bachorstwa do jacuzzi i zajely sie czym sie tam zajely... nagle u mnie woda sie leje z sufitu w lazience strumieniem.
Szlag mnie trafil, poszlam na gore, pukam... nic, wale w drzwi piescia... nic, zeszlam na dol i dzwonie ich dzwonkiem do drzwi... tez nic.
Wyslalam Wspanialego.
Jakos sie dopukal, dobil nie wiem jak to zrobil, ale wrocil i stwierdzil, ze tam nie ma z kim rozmawiac, bo one obie zdziwione, ze "jaka woda? leje sie? a skad?".
Poszlam jeszcze raz ja.
-- Francine, masz dzieci w jacuzzi to moze sprawdz co one tam robia!
Odeszla na chwile od drzwi i poszla do lazienki, wraca z okrzykiem:
-- Kryste!! Ja przepraszam, ale troche im sie wanna przelala.
-- Troche? U mnie jest 4 galony wody na podlodze i leje sie z kazdego zakatka lazienki.
Wrocilam do domu, bo i co bede z durna baba rozmawiac.
Zadzwonilismy znow do gospodarzy.
Tego samego dnia jeszcze bylo trzaskanie drzwiami, ktore tym razem wkurwilo nawet Wspanialego, co to jest ostoja spokoju.
Wkurwiony Wspanialy zaczal trzaskac naszymi drzwiami, a ja patrze i niedowierzam:
-- Co Ty robisz kochanie?
-- No kurwa staram sie im dac sygnal.
-- Skarbie to tak nie dziala, one sa tam odporne na takie sygnaly... A Ty jedynie wyrwiesz nasze drzwi z zawiasow.
-- To co mozemy zrobic? Ja juz sam nie daje rady.
Poprosilam go zeby usiadl spokojnie i wyjasnilam, ze na takich trzeba tylko metoda.
Ale to musi byc metoda, ktorej oni sami nie znaja, ichne metody nie dzialaja, bo oni sa juz odporni.
Przeszukalam chalupe i znalazlam gwizdek.
Moj osobisty gwizdek, ktory kiedys zakupilam jak mialam telefony od jakiegos zboczenca w srodku nocy. Kilka razy zagwizdalam zboczencowi prosto w ucho i telefony sie skonczyly.
Teraz polozylam gwizdek na stole w livingroom i powiedzialam:
-- Jak cos sie dzieje, wez gwizdek i gwizdaj. Zobaczymy czy to zadziala.
Wysluchal ale jakos tak bez przekonania.
Bylo to chyba tydzien temu w piatek, Wspanialy pracowal w domu a ja pojechalam do pracy.
Wrocilam a tam na gorze sadny dzien jakis nastal. Matki ani ciotki chyba nie bylo, bo nie bylo przed domem samochodu, bachorstwo zostalo pod opieka nastoletnich corek naszej sasiadki i robilo co chcialo. Trzaskanie drzwiami, darcie ryja, skakanie po czym sie dalo, co tam jeszcze nie zostalo zalamane, swoja droga musi kobita miec solidne meble.
Popatrzylam na Wspanialego, ten tylko przewrocil oczami i mowi:
-- Tak jest juz od 2 godzin.
-- Gwizdales?
-- Nieee... jakos nie mysle ze to cos da...
Przebralam sie i zanim siedlismy do stolu zeby zjesc obiad do normalnych odglosow doszlo jeszcze jezdzenie na wrotkach po golej marmurowej podlodze. To zupelnie jakby traktor zaczal wam jezdzic po golym mozgu bez ochrony czaszki.
Nie wytrzymalam, wzielam gwizdek, wyszlam na korytarz i zagwizdalam ile sil w plucach tuz przed schodami do ich mieszkania.
Uslyszalam tylko przerazliwy "fuck" i jakies odglosy spadajacych lub upadajacych bachorow.
Wrocilam grzecznie do mieszkania, bo uznalam, ze misja zostala spelniona.
Na gorze zapanowala cisza, a my zaczelismy jesc.
-- Ty tam jakos dlugo juz ta cisza trwa... a jak sie ktores zabilo, albo sobie cos zlamalo? - odezwal sie Wspanialy.
-- Najwyzsza pora na to zeby sobie ktos cos zlamal, a jak sie ktores zabilo to bedzie o jedno mniej - stwierdzilam zupelnie nie wykazujac zadnych wyrzutow sumienia.
Od tamtego dnia minal tydzien.
Na gorze jest cisza, nikt nic nie mowil, nikt nie przyszedl z pretensjami, bachorstwo sie chyba wynioslo, albo moze zostalo uspione.
A my zyjemy jak u pana boga za piecem, nareszcie w spokoju.
Mowilam, ze gwizdek to jest potega.

59 comments:

  1. Kocham święty spokój i zawsze biorę mieszkania na ostatnim piętrze :)
    Włosi jazgot mają w genach :))))

    Pozdrowionka :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mag, ale ona nie Wloszka:) Wlosi to nasi gospodarze, tyle, ze oni sie wyprowadzili do NJ juz 6 lat temu, przez prawie 3 lata byl swiety spokoj, bo mieszkanie bylo puste. A 3 lata temu wprowadzili sie nowi lokatorzy. Ona jest chyba z Dominikany, cos mi sie tak wydaje. Ale bez wzgledu na to skad sa, to przeciez trzeba troche myslec.
      Kazdemu sie przytrafi podniesc glos, no ale zeby morde drzec na okraglo:)))
      Ale widac nauka nie poszla w las, jest tak cicho jak makiem zasial. Wspanialy sie zastanawia czy ich grupowo nie sparalizowalo;) Moze mu teskno?

      Delete
  2. pokwiczalam sie ze smiechu, a w robocie jestem i jest zagrozenie, ze osoby do tego nie powolane, uznaja mnie za mila, czort z nimi, najwyzej im gwizdne, niekoniecznie gwizdkiem ;)))

    ze zboczencem mialam podobnie, tyle tylko, ze bydle dzwonilo o drugiej, trzeciej w nocy, a ja dawalam nura z tym gwizdkiem i telefonem, w salonowa kanape, zeby tam gwizdac w sluchawke, a sasiadow i moich bachorow nie pobudzic, w efekcie zboczeniec przestal, ale i mi lekka gluchota kilka dni towarzyszyla, bo gwizdek byl piekny, stalowy, prosto od kolejarza, znaczy mial moc razenie, ze hej ... i tak sie zastanawiam czy by ten gwizdek nie pomogl w tym, aby gnojek jakis nie rysowal do zywej blachy samochodow, zaczal w pazdzierniku, na odwiedzajacego mnie Oksydka blotniku, w miedzyczasie oblecial wszystkie trzy samochody sasiadow nam najlizszych i kilku dalszym tez upieknil blacharke, naszego busa obrzucil tylko jajkami, ale moze dobrac sie do mercedesa, w sumie myslimy o zakupie kamer, ale gwizdek w koncu juz mam! :)))

    ps. jak to dobrze wiedziec, ze nie istnieje sama na tym swiecie jako radykal barcholcowy :))))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marga, kocham dzieci, ale nie cierpie bachorow. Przy czym za bachorstwo winie rodzicow.
      Gwizdek moze i zdal by egzamin w Waszym przypadku, ale musialabys zagwizdac jak typ jest przylapany na goracym uczynku, a to troche nierealne w tej sytuacji.

      Delete
  3. Star, omal się nie posikałam ze śmiechu. Ja mam sąsiadów, vis a vis, których bachor (chyba ma 9 lub 10 lat) cholernie trzaska drzwiami, więc co jakiś czas, wyłażę przed swoje drzwi i zwracam mu uwagę. Pomaga na.... 3 dni.Ale ostatnio zauważyłam,że każde z nich trzaska drzwiami.
    Zacznę chyba przyklejać im dobrym klejem kartkę, że drzwi to się zamyka, a nie wali nimi. Gdy nie będą mogli jej odkleić to może coś się poprawi?
    Miłego,;)
    P.S.
    Może myśleli,że ktoś na ich nasłał policję i to gwizdał policjant????

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, zrob sasiadom lekcje zamykania drzwi:) Serio, ja tak zrobilam bodajze 8-letniemu Juniorowi. Trzasnal drzwiami, wiec poprosilam zeby wrocil i powiedzialam, ze ja mu pokaze jak sie zamyka drzwi. Po czym wyjasnilam, ze jak sie nacisnie klamke, to ten dzyndzel sie chowa samoczynnie i wtedy mozna spokojnie powoli doprowadzic drzwi do futryny, zwolnic klamke i dzyndzel zamyka drzwi.
      Zrobilam to tak spokojnie, a on patrzyl troche zdezorientowany ale z zainteresowaniem wiec na koniec poprosilam, zeby sam sprobowal czy potrafi;)))
      POTRAFIL!!!! I do dzis umie;)
      To jest jednak prawda, ze "jak sie Jas nie nauczy to Jan nie bedzie umial".
      Nie sadze zeby mysleli, ze to policjant gwizdal, bo tu nie znaja policjantow z lizakami albo gwizdkami juz od chyba 100lat:)))
      Nie wazne co mysleli, wazne, ze podzialalo i mam nadzieje, ze juz tak zostanie.

      Delete
  4. Współczuję, nie do zniesienia są biegające nad głową dzieci, dlatego, gdy nasz kolega kupował niedawno mieszkanie i prosił nas o radę, doradziliśmy by kupił mieszkanie na ostatnim pietrze (3/3 z windą). Nie posłuchał - kupiła na 2., w listopadzie będzie się wprowadzać, okaże się czy dobrego dokonał wyboru.
    Gdy mieszkaliśmy w swojej kamienicy nad nami mieszkała babcia, do której rano przychodziły wnuki na cały dzień. Mieszkanie 120 metrowe, przez środek którego biegł długi korytarz, a na nim... możesz sobie wyobrazić - tup, tup w jedną stronę, tup, tup w drugą stronę. Prośby męża nie skutkowały. Nie wytrzymałam i poszłam sama, z natychmiastowym sukcesem. Przemówiłam odpowiednią podwyżką czynszu. Dzieci przychodziły, ale na paluszkach chodziły:) Dobrze, że gwizdek zadziałał.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ivo, tez mieszkalam najczesciej na ostatnim pietrze, ale to w sumie nie ma znaczenia, bo to tylko trzeba myslec, ze chodzi sie komus po suficie:) Problem z mieszkaniami na ostatnim pietrze jest taki, ze ogrzewanie zima i szczegolnie chlodzenie latem takiego mieszkania kosztuje wiecej niz czynsz, a to jest bardzo powazny problem.
      Wyglada na to, ze poki co gwizdek spelnil swoje zadanie i dodatkowo tez pewnie nie jest bez znaczenia, ze gospodarze tez nie sa zadowoleni z tej lokatorki. Mysle, ze oni tez odbyli z nia powazna rozmowe po naszych telefonach.

      Delete
  5. Ciekawe czy pomoże gwizdek na petardy odpustowe?. Niezłą jazdę odstawiłaś.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha nie wiem:) Nie mam doswiadczenia z odpustami, ale moze... ;))

      Delete
  6. Wow,swietny sposób!:) Gwizdek górą!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gwizdek dziala:) Wzielam ich z zaskoczenia.

      Delete
  7. może ten mąż głuchawy był i mu ten hałas nie przeszkadzał?
    Kupuję pomysł i będę gwizdać na nachalne reklamy telefoniczne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, ten maz to byl (jest) tak przystojny facet, ze nie moglam sie nadziwic jakim cudem w ogole jej sie udalo za niego wyjsc za maz:)) Ona taki babsztyl, on wyglada jak jej syn;))

      Delete
    2. Ach zapomnialam dodac, ze dopoki on mieszkal to byla cisza, poza tym, ze ona darla paszcze glownie na niego. Ale nie bylo zadnych klopotliwych gosci.

      Delete
  8. Nienawidzę upierdliwych sąsiadów, a bachorów to już organicznie!
    Nie spodziewałam się, że gwizdek da radę... ale odetchnęłam z ulgą!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez nienawidze, sami jestesmy spokojnymi i cichymi sasiadami i tylko tego samego oczekuje od innych. Rozumiem, ze czlowiek czasem ma jakas impreze, sama takowe miewalam i czasem jeszcze miewam, ale to w przyzwoitych godzinach i nie glosno.

      Delete
  9. Jak ja Cię rozumiem. Miałam sąsiada, który głośno muzykę puszczał. Tak, że mi drzwiczki od kominka skakały na równi z żołądkiem. Basy mocne, podobno audiofilski sprzęt, bodaj by go obesrało. Zatrułam życie landlordowi tak, jak ten typ zatruwał życie mnie i sąsiadom z całej ulicy. Typ już tu nie mieszka. Czy mnie landlord bardziej kocha, to inna kwestia:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justm, to wlasnie maz, ktory sie wyprowadzil lubil taka muzyke, ale uprawial to muzykowanie tylko wtedy gdy my bylismy w pracy. Raz sie zdarzylo, ze wrocilam do domu wczesniej a tu sufit chodzi od sprzetu:)) Zadzwonilam, otworzyl drzwi i od razu zanim zdazylam cos powiedziec przepraszal, ze myslal, ze nas nie ma w domu i wyciszyl sprzet. To rozumiem, ale te bachory to mi daly w dupe. Ja mysle, ze tutaj to tez nie tylko moje gwizdanie pomoglo ale landlord musial jej cos powiedziec.

      Delete
  10. Star, u mnie codziennie od siedmiu miesięcy o świcie w kółko przez dwie godziny rano słyszę tylko, now, now, now, go, go, go, fuck, fuck, fuck i tak w różnych powtarzalnych zestawieniach. Kiedy opowiadałam o tym Paddy'emu, śmiał się, że mam obsesję. Dzisiaj nigdzie o świcie nie wychodził i się od tych wrzasków obudził. Przyznał, że to rzeczywiście szaleństwo. Trzaskanie drzwiami, szufladami, to już standard. Mieszkamy w bliźniaku, cudna okolica, uwielbiam ją. Ale sąsiadka wypruwa mój mózg tymi okrzykami. Jak się zacznie lato, to będzie słychać bardziej

    ech

    kupię sobie gwizdek, spoko

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marg, gwizdek - polecam:))
      Ja tez lubie moja okolice, bo cicho i spokojnie to mi sie trafila zwariowana sasiadka. Zobaczymy na jak dlugo ta moja terapia bedzie dzialac. Zeby tylko nie zapeszyc;))

      Delete
  11. A ja nie umiem się oduczyć trzaskać drzwiami.
    Na szczęście robię to tylko wtedy, gdy wychodzę do domu bądź do niego wchodzę ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, nie wierze, ze nie umiesz:) Po prostu nie przywiazujesz do tego wagi i nie zastanawiasz sie, ze to moze byc upierdliwy odglos dla sasiadow:))

      Delete
  12. Każdy sporadycznie czasem trzaśnie, też nie jestem święta jak mi przeciąg w domu lata...ale 5tka dzieci z taką energią - dziwie się, że Wam tynk nie pospadał. I jak ty w takim hałasie musiałaś wytrzymywać i układać w głowie to gratuluje, że dałaś radę! Ale z tymi meblami i nauką dzieci to racja. Jako ciotka potwierdzam - odwrócić się na chwilę, a dziecko już gdzieś na wysokościach a ja zawał serca. "Bo na oknie się ustawiało, żeby coś pokazać/jak była mała by szybko zmienić pieluchę" "Bo na stole siada, żeby się nie kręciło pod nogami w kuchni", a potem ja zakazuje i jestem zła i najgorsza w oczach dziecka. Pomijając, że szczęśliwy to wiek, kiedy w głowie jeszcze nie ma się wielkiego sloganu KONSEKWENCJE. A tak, to człowiek już najgorsze widzi i by owinął w folie bąbelkową bachorstwo i mieszkanie ;)
    Zapamiętam sposób z gwizdkiem na przyszłość. Do głowy mi by nie przyszło zastosowanie na adoratorów i na sąsiadów. Dzięki! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, czasem a zawsze to jest ogromna roznica:)) Na przeciag tez nie bardzo jest rada i o tym wiem, ale zeby dzieciaki staly i trzaskaly drzwiami w lewo i prawo bo nie maja co robic to juz inna spiewka;)
      Z tym stawianiem lub sadzaniem na stolach i szafkach to ludzie chyba robia to bezmyslnie. Dziecko nie odroznia stolu w domu czy w restauracji jak wolno w domu to potem sie wspina na stol w restauracji.
      A przeciez powinno sie uczyc od malego, ze stol jest do tego zeby przy nim siedziec jak sie je, lozko do spania, krzesla i fotele do siedzenia... itp. Skakanie powinno sie odbywac w miejscach do tego przeznaczonych.
      Widze jak nasze dzieci uczyly i ucza Avive. Jak jeszcze nie miala roku to faktycznie w specjalnym foteliku (podobne to do nocnika:))) stawiali ja na stole na czas posilkyow doroslych. Od czasu kiedy skonczyla rok siedzi przy stole na wysokim krzesle dla dzieci i wie, ze ma tam siedziec tak dlugo dopoki wszyscy jedza, nawet jesli sama odmawia jedzenia. Oczywiscie nikt jej nie katuje siedzeniem przez caly wieczor, ale jak jest podany obiad to ma siedziec. Jak wszyscy inni skonczyli jedzenie to moze odejsc sie bawic mimo, ze dorosli jeszcze siedza przy stole i gadaja, ale juz nie jedza.
      Robia to zawsze i konsekwentnie i widze, ze sa doskonale wyniki, dzieciak nie marudzi, nie lazi pod stolem ani po stole i co wazne, wie, ze stol jest do jedzenia.
      Mozna, tylko trzeba chciec:))
      Wcale Ci sie nie dziwie, ze Ci serce podchodzi do gardla, bo sama umieram jak widze dziecko zwisajace z jakichs mebli, czy tez wspinajace sie po nich.
      No mialam zaprawe bojowa z tymi bachorami, ale jak czlowiek musi to w najgorszych wypadkach da rade;))

      Delete
  13. No popatrz! A ja myślałam, że jak baba faceta się pozbędzie z chałupy to albo rozkoszuje się ciszą albo zrobiła miejsce dla nowy model. A ta Twoja sąsiadka, głupia cipa, jeszcze sobie bachory dokooptowała.
    A może to mąż nie wyrobił i sobie poszedł, a nie został wyrzucony?
    Nie dziwię się Wspaniałemu, że powątpiewał w skuteczność gwizdka. Oraz jestem pod wrażeniem, że zadziałał. Ciekawe, w sumie, jakim cudem zamilkli tam na górze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, no glupia cipa:)) Wspanialy to nawet probowal tu taka teorie wymyslic, ze moze te wizyty byly zwiazane ze skutkami huraganu Sandy. Ale jak go zapytalam gdzie w takim razie mieszkaja te bachory w ciagu tygodnia to juz teoria padla.
      Ja mysle, ze to tez jakas samotna kobitka i sobie chcialy we dwie poszalec a bachory zostawialy z corkami naszej Francine. Dziewczyny sa nastolatkami i maja gdzies gleboko co bachory robia.
      Gwizdek zadzialal, chociaz zdaje sobie sprawe, ze sam gwizdek moglby niewiele pomoc gdyby nie interwencja tez gospodarzy. W koncu to gospodarzom zalezy zeby lokatorzy nie zdewastowali domu, a jak to mieszkanie wyglada po najazdach takiej mini armii tatarskiej to ja nie wiem, ale domyslam sie, ze slady sa.
      Wiem, ze od czasu gwizdka nie ma dzieci i jest cisza zupelnie jakby nikogo na gorze nie bylo.
      A sa, bo samochod stoi przed domem, wiec sa w domu.

      Delete
    2. Ciekawe, czy wyrzucony mąż czuje ulgę, że nikt na niego ryja nie drze.

      Delete
    3. Podejrzewam, ze czuje ulge:)) Ja bym na pewno sie cieszyla. Bardzo rzadko go widze, bo raczej nie odwiedza, a z corkami sie chyba spotyka pod szkola, czyli na neutralnym gruncie.

      Delete
    4. Ciekawe jak się potoczą losy szanownej małżonki, gdy już się naimprezuje

      Delete
    5. Nie mam zielonego pojecia. I wiesz, dla jasnosci, to nie jest jakas zupelnie zla kobieta. Tak naprawde to nie wiem czy pamietasz, ale pisalam kiedys jak gotuje:) Nawet wtedy gotowala na impreze charytatywna dla chorych na raka i jak ja zaczepilam o zapach gotowania jaki sie roznosil w holu na dole to zaraz powiedziala, zebym nie gotowala obiadu. Chcialam wtedy "kupic" porcje, ale odmowila przyjecia pieniedzy bezposrednio tylko prosila zebym jesli mam ochote wplacila na konto chorych.
      Wiec to nie jest jakis przypadek patologiczny, tylko chyba ma kilka drucikow rozlutowanych:))
      Gdyby nie te bachory to nie jest tak zle.
      Ale juz minal weekend i na gorze jest ciagle jak makiem zasial...

      Delete
  14. Genialny sposób! Wykorzystam na nachalne reklamy telefoniczne, które mi wmawiają, że maja dla mnie :ofertę życia", czy "wspaniałą niespodziankę" :)
    Jak im gwizdnę, to przynajmniej będziemy kwita.
    Cudny tekst!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu jesli to reklamy "na zywo" to podziala:)) Ale jak takie z tasmy to niestety nic z tego. U nas na szczescie raz na 5 lat rejestruje telefon na specjalnej stronie internetowej i telemarketing nie moze dzwonic na te numery, ktore zostaly zarejestrowane. Upierdliwe to tylko, bo trzeba pamietac co 5 lat zeby znow zarejestrowac, no ale jest spokoj, wiec warto;)

      Delete
  15. noooo proszę..jak sobie Star pogwizdała, płuca przeczyściła to i ochota na blogowanie wróciła..:) Oj tak gwizdek to potega, muszę sobie taki zakupic, będę Sznupkowi gwizdać:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A co Ci Sznupek winien, ze chcesz go tak do pionu ustawiac:)) Uwazaj, bo sie moze wystraszyc i bedzie sie jakal:)))

      Delete
  16. Faktycznie, czasem zaskakująca metoda spełnia swoją funkcję, ale patent z gwizdkiem podziwiam i dziękuję za podpowiedź, przyda mi się być może w sezonie :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, ja juz nie pamietam jakim sposobem wpadlam dawno temu na pomysl gwizdka, ale dziala. Warto miec:))

      Delete
  17. No prosze. Mala rzecz, a jaka skuteczna...

    ReplyDelete
  18. Może faktycznie powymierali ze strachu? Ale rozumiem, że nie wybierasz się do nich, żeby sprawdzić?;-]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, nie wybieram sie:) Jakos nie jestem ciekawa:))

      Delete
  19. Tego posta mógłbym sam napisać. Hałas bachorów, jebanie głośnikami, darcie ryjów i wieczne sąsiedzkie remonty są moim dniem powszednim. Tutaj nikt na to nie reaguje, nie wiem, czy to taka norma, czy wszyscy są głusi. Wierz mi, gwizdek nie pomaga, półtoragodzinny koncert black metalowy nie pomaga i nawet pistolet hukowy nie daje rady. Kultura hałasu jest obecnie najbardziej rozpowszechnioną formą kultury. Niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na szczescie nie musze wysluchiwac remontow i walczyc z brudem, ktory ze soba niosa.
      Ja nie rozumiem ludzi, ktorzy nie potrafia (nie chca) uszanowac, ze nie sa na ziemi sami.

      Delete
  20. dobre, dobre:)chociaz nie miałam szansy przeżyć. Zawsze mieszkałam na najwyższym piętrze i z tego powodu należałam do tych, którzy tupią, a nie im sie tupie.
    Przez dwa lata wynajmowalismy mieszkanie w Katowicach. Miejsce ciche, wokół sami emeryci, zieleń itp. No i...już na drugi dzień okazało się, że jesteśmy pod obstrzałem." Państwo chodzą po mieszkaniu po 22!", "Pani sobie robi herbatę o 23!!!A pan spuszcza wodę po północy!To niedopuszczalne". Zaczęliśmy poruszać się po domu w skarpetach, ruchami posuwistymi, grzać wodę o 21 i wlewać do termosu, a wode spuszczać dopiero nad ranem. Kiedy doszliśmy do obłędu wyprowadziliśmy się daleko, daleko, jak najdalej stamtąd.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, nie dajmy sie zwariowac. Nie oczekuje, ze ktos bedzie wstrzymywal potrzzeby fizjologiczne tylko dlatego, ze ja spie. Sama ogladam tv czesto do polnocy, albo i dluzej, ale robie to tak, ze nawet Wspanialy obok moze spac. Mieszkanie na najwyzszym pietrze tutaj wcale nie rozwiazuje problemu, pisalam o kosztach chlodzenia mieszkan na najwyzszych pietrach w odpowiedzi dla Ivy. Zawsze wybieram mieszkania w dwu, gora trzy-rodzinnych domach i mysle, ze przy dobrej woli trzech rodzin mozna zyc normalnie, szanujac sasiadow, za sciana czy tez wyzej lub nizej. Trzeba tylko troche chciec i bardziej niz troche zdawac sobie sprawe z faktu, ze ziemia i zycie na niej nie kreci sie wokol nas;)))

      Delete
  21. Co do uważnego panowania nad odgłosami ,to wiem coś o tym,zawsze starałam się zachowywać tak by innym nie przeszkadzać,ale odkąd urodziła się moja pierwsza córka,jestem jeszcze bardziej wrażliwa na zbętne dźwieki, trzaskanie drzwaimi,szeleszczenie workami ,tłuczenie sie naczyniami w kuchni itp,itd.
    Można ciszej,można zapanowac nad wszystkim o ile się o tym pmieta i jesli chociaz raz samemu sie przekonało ,jak to bardzo drażni i przeszkadza.

    :))
    Córki juz dorosłe,a mnie to pozostało:))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, ja w ogole nie pojmuje jak mozna walic garami o kuchenke, trzaskac drzwiami czy pilowac morde na caly regulator tylko dlatego, ze jestem zla.
      A zla bywam czesto:)) Pamietam jednak o tym, ze moja zlosc nie powoduje utraty sluchu otoczenia. Jak jestem zla, obojetne czy na dziecko czy na doroslego partnera, to mowie spokojnie i cicho, ba nawet wtedy nie klne:)))
      To ostatnie jest pewnie ciezkie do zrozumienia w moim przypadku, ale wlasnie w zlosci najbardziej uwazam na dobor slow, zeby kogos nie zranic.

      Delete
  22. Czarny Pieprzu,no jak śmiałaś robić sobie herbatę o 23:))))

    ReplyDelete
  23. genialny sposób i świetny tekst :) Doceniłam mieszkanie w dwurodzinnym domu i to w dodatku na drugim piętrze :)
    pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, od czasu kiedy mieszkam w Stanach unikam budynkow wiekszych niz 2 lub 3-rodzinne domy. W sumie w ciagu 28 lat tylko 7 lat mieszkalam w wiekszym budynku ale wtedy wlasnie na najwyzszym pietrze. Male domy sa fajne ze wzgledu na ograniczona liczbe sasiadow:)) Problem z mieszkaniem na samej gorze jest z chlodzeniem latem i ogrzewaniem zima. Takie wlasnie mieszkanie mialam poprzednio i szczegolnie lato dawalo mi w dupe, bo czesto rachunek za klimatyzacje byl niewiele mniejszy niz czynsz. A wtedy jeszcze oplaty za energie byly nizsze. Parter ma ten ogromny plus, ze latem sie nie nagrzewa od dachu a zima tez nie potrzebuje wiele ogrzewania, bo jest w srodku i ma izolacje tak z gory jak i z dolu.
      Pozdrawiam i witam, bo Ty tu chyba pierwszy raz:)

      Delete
    2. tak.. pierwszy raz :) ale bardzo mi się spodobało, więc będę bywać częściej jeśli nie masz nic przeciwko :)
      Niestety problemy z dogrzewaniem zimą i ochładzaniem latem już znam - ale ten brak sąsiadów to naprawdę duży plus :)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Delete
    3. Alez bywaj!! Bede Cie goscic z przyjemnoscia:))
      W kwestii mieszkan, wiesz co jeszcze ma duze znaczenie z wiekiem? Schody!!! Tak moje poprzednie mieszkanie bylo na drugim pietrze (liczac po polsku) i oczywscie jak to bywa w takich malych domach bez windy. No ale jak sie tam wprowadzilam bylam 18 lat mlodsza i radosnie smigalam po tych schodach nawet z zakupami. Teraz na sama mysl o pokonywaniu wiecej niz 10 schodkow mam zawroty glowy:))) Nie mowiac o dodatkowym obciazeniu w postaci zakupow.
      Jak widac wszystko sie zmienia z wiekiem, niestety;/

      Delete
  24. Swietny sposob i najwazniejsze, ze skuteczny. Jestes niesamowita, a pomysl kradne moze kiedys wykorzystam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, kradnij i uzywaj:) Mam nadzieje, ze nie bedziesz musiala w podobnych okolicznosciach.

      Delete
  25. Miszcz! Leżę i wyję:D
    Gratuluję patentu:) Wredne rozpaskudzone bachory mają znać swoje miejsce:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Katrina i tak i nie:) Bo po pierwsze ja nie wprowadzilabym sie do domu z taka liczba bachorow, po drugie nasi gospodarze tez nie wynajeliby mieszkania rodzinie z malymi dziecmi, wiec bachory niech ida skad przyszly:)))
      Pierwsze pytanie jakie nam zadano (telefonicznie) zanim sie umowilismy na ogladanie mieszkania to czy nie mamy malych dzieci.

      Delete
  26. Sąsiadka widocznie jest zwolenniczką "bezstresowego wychowywania" - nie wiem tylko co z tych dzieciaków powyrasta. Najważniejsze,że sobie poradziliście z problemem. Swoja drogą na lekcjach WF nauczyciel własnie gwizdkiem dyscyplinuje rozbiegane i rozwrzeszczane dzieciaki :))

    Ps.aż mnie uszy rozbolały, jak przeczytałam, ze gwizdnęłaś w słuchawkę telefonu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mado, bezstresowo to sa wychowywane nasze wnuki, bo ani dzieci ani rodzice nie maja stresu, tym bardziej otoczenie. Tamte dzieci zyja w stresie, bo nie moga sie doczekac uwagi rodzicow wiec musza z tego stresu tak szalec zeby matka zauwazyla, ze w ogole istnieja. Tymczasem zestresowana ciaglym krzykiem i hukiem dzieciakow matka nie potrafi nic innego jak drzec paszcze, co z kolei w polaczeniu z szalenstwem szaranczy powoduje stres dla calego otoczenia w tym przypadku sasiadow.
      Nasze wnuki nie musza sie upominac o uwage, maja spokojnie tlumaczone co wolno, czego nie wolno i dlaczego nie wolno, to wszystko odbywa sie wlasnie bezstresowo.
      Tak ja rozmumiem wychowanie bezstresowe.
      Szkoda, ze dla leniwych rodzicow bezstresowo to oznacza puscic samopas i pozwolic na wszystko.
      No coz niektorzy chyba w ogole nie powinni byc rodzicami;)

      Delete
    2. Tylko jedna rzecz, nie czekając na odpowiedź kogoś takiego jak pani. Bachor to dziecko z nieprawego łoża, które nieraz wiele się wycierpiało od takich buców jak pani. I ten jak go pani nazwała bachor wyrasta nieraz na lepszego człowieka niż ziemniak, którego wydała pani lub pani podobne indywidua na świat. Tyle od syna diabła.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...