Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, March 23, 2013

Jestem wszechstronnie dwujezyczna

Dwa razy w roku mam potrzebe pojechac do polskiej dzielnicy, po zakupy, bo przeciez nigdzie indziej nie kupie zurku, czy tez oplatka. Juz wiecie, jade tam przed Bozym Narodzeniem i przed Wielkanoca i wlasnie padlo na dzis. Jakis czas temu odkrylam, ze zamknieto sklep, w ktorym robilam zakupy "od zawsze" i mam zagwozdke, bo mimo iz pojechalismy kilka miesiecy temu w celu znalezienia zastepczego miejsca, nie moglam znalezc sklepu, ktory by mi odpowiadal i mial w miare dobre wyroby, bo jak juz jestem to i polskiej kielbasy mi sie chce.
Dzis pojechalismy do takiego nowo-znalezionego sklepu, jest tam wszystko, wiec nie trzeba sie walesac od Iwana do Pogana czego ja bardzo nie lubie, tu moge kupic wszystko w jednym miejscu.
Mowilam juz wczesniej Wspanialemu, ze potrzebuje kupic kawalek surowego boczku do pasztetu, ale wiadomo jak ja mowie to on nie slucha i pozniej w sklepie zadaje tysiace pytan.
A tu ruch jak w Rzymie, jedna pani wybierala karkowke przez pol godziny tak conajmniej jak by te karkowke miala oprawic w ramki i po wsze czasy powiesic w salonie "niech ogladaja i zazdroszcza".
Zawsze mnie dziwi ile czasu ludzie potrzebuja na wybranie kawalka chabaniny, ktory i tak zamieni sie wczesniej czy pozniej w gowno.
No wiec stoje w tej kolejce jak chuj na weselu, paniusia wybiera, Wspanialy lazi miedzy regalami i co chwile przychodzi z durnym pytaniem typu "co to jest...." czego ja z kolei nie potrafie rozszyfrowac, bo jemu sie wydaje, ze przeczytal po polsku a tylko ja jestem taka niekumata, ze nie potrafie sie domyslic. No ale kto byc sie domyslil tak na szybko co to jest "krzin", albo "kelfa"?
Naprawde jestem malo inteligentna wiec wysylam go zeby przyniosl to co wyczytal to mu powiem. I tak on lazi, ja stoje... i co raz bardziej chce mi sie sikac, a paniusia ciagle przebiera miedzy karkowkami.
Szlag by to jasnisty trafil!!!
Teraz juz mam wizje powrotu do domu w mokrych gaciach, bo nie wytrzymam.
Z pospiechu i nerwow opierdolilam Wspanialego syczac mu do ucha, zeby juz stal na miejscu, bo kazdy por mojej skory zaczyna wydzielac mocz zamiast potu.
-- Ooo to nie wiedzialas, ze sie trzeba wysikac przed wyjsciem z domu - wyszeptal z przerazeniem w oczach. Widocznie jemu tez nie bardzo pasowala wizja powrotu z posikana zona;)
-- Wiedzialam i zrobilam to, ale wczesniej wypilam 4 litry kawy, prawda? - wysyczalam mu prosto w ucho.
-- To moze zapytaj kogos z obslugi sklepu czy pozwola Ci skorzystac z lazienki.
-- Moze zapytam, ale kurwa stoj tu niech chociaz Ciebie nie musze szukac, najpierw potrzebuje juz zrobic te zakupy, nie bede dwa razy stala w tej samej kolejce.
Posluchal i juz stanal grzecznie obok, ale nie przestal zadawac pytan. I teraz ja tak, ze sprzedawca po polsku i co chwile do Wspanialego cos po angielsku. Zobaczyl, ze sprzedawca podaje mi cielecine.
-- To dla Ciebie?
-- Tak.
-- A co to?
-- Cielecina.
-- Cielecina? A na co Ci cielecina?
Nie zdazylam odpowiedziec bo juz musialam zwrocic sie do sprzedawcy po polsku zeby mi ukroil kawalek boczku, ktory chce do pasztetu.
-- Co to jest?
-- Boczek.
-- Surowy boczek? Co Ty bedziesz robila z surowym boczkiem?
-- Mowilam juz dwa tygodnie temu, ale nie sluchales to teraz nie pytaj.
Gdyby nie fakt, ze juz mi mocz zalewal zrenice i wszystko dookola widzialam na zolto, przy czym musialam dyskrenie przestepywac z nogi na noge, zeby jakos wytrzymac to chyba bym go zabila.
Nareszcie udalo sie zalatwic co trzeba, do kasy moge go wyslac samego, wiec klusem polecialam do pierwszej dziewczyny z obslugi sklepu, zeby zapytac (znow dyskretnie) czy pozwola mi skorzystac z lazienki i tu dalam w dupe, bo chcialm po cichutku wiec delikatnie pochylajac sie nad dziewczeciem wyszeptalam po polsku:
-- Ja mam troche nietypowe pytanie...
-- Sorry but I don't speak polish (przepraszam ale nie mowie po polsku) - przerwalo mi dziewcze.
-- That's OK, I can pee in english (nieszkodzi moge sikac po angielsku) - wyrzucialm z siebie pospiesznie. Obie jednoczesnie parsknelysmy smiechem i juz bylo jasne, ze wie czego ja poszukuje. Niestety nie mogla podjac takiej decyzji, bo ona tu tylko pomaga w weekendy, jak wyjasnila. Potruchtalam wiec do nastepnej, ta z kolei powiedziala, ze niestety jedyna ubikacja jest na zapleczu, a tam nie wpuszczaja klientow. Na szczescie poradzila, ze obok slepu jest stacja benzynowa gdzie mozna bezbolesnie zalatwic te sprawy.
Nie wiem, wiec nie pytajcie, jakim cudem Wspanialy zrozumial te "stacje benzynowa", moze sie domyslil, bo dziewczyna chyba uzyla nazwy.
Dolecialam na ostatnim oddechu:)) Wysikalam sie dwujezycznie:P

35 comments:

  1. Aż mi się sikać teraz chce!(A swoją drogą ja też z tym sikaniem mam przerąbane. Dzisiaj sikałam u mechaników samochodowych. Nie było tam pieknie, ale grunt, ze klopik mieli!!)
    Usmiałam sie znowu czytając o boczkach, cielęcinach i dwujezycznym Wspaniałym- czemu ja wcześniej na Twój blog nie trafiłam?!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, nie mam pojecia jak to sie stalo, ze nie trafilysmy wczesniej na nasze blogi, ale nigdy nie jest za pozno:))
      A u nas to zwykle Wspanialy goni za sikalniami, mnie sie to przydarzylo pierwszy raz w zyciu;)))

      Delete
  2. Zwykłe zakupy i sikanie - a tyle radości :) Uśmiałam się setnie :)))))) Fajnie, że przynajmniej udało ci się kupić to co chciałaś :) Teraz życzę więc miłego gotowania :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, cale szczescie, bo ja nie cierpie sklepow, wiec jak juz musze, to moge sie wysilic na jeden sklep a nie wiecej;)

      Delete
  3. oj, gdybym chciała opisać wszystkie moje przygody z sikaniem skończyłabym w okolicach świąt;)
    rozumiem Twój ból;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, ja sie zawsze chwale, ze mam dobre zawory, w koncu bylam kiedys zona hydraulika;))) Ale to bylo za wczesnie na mnie, Wspanialy mnie wywiozl po te zakupy o 9tej rano(!!!) ledwie zdazylam wypic 4 kubasy kawy i juz musialam byc w drzwiach... no to ma;))

      Delete
  4. A może... miałaś żółte oczy? Albo mocz przez ciebie przemawiał?;)

    ReplyDelete
  5. Mój to zawsze mówi, że ze mną na mieście jak z dzieckiem, bo wciąż mnie zmiata po drodze do toalety. Ale jest sprawiedliwość na świecie, od czasu operacji serca mój musi brać furosemid (moczopędne to jak piorun) i poznał dolegliwość gdy mocz w oczy szczypie.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jestem zwykle z tych co to wyjda i wroca bez odwiedzania sikalni, bo nie lubie chodzic do publicznych przybytkow. Ale dzis ten wyjazd po zakupy mnie zaksoczyl, bo nie planowalam to raz, a dwa nie tak wczesnie. Godzina 9 rano, ledwie wypilam wiadro kawy a ten mnie pogonil po zakupy:))) To on zwykle szuka sikalni, a tym razem sie odmienilo:))

      Delete
  6. Oj, przypomnialas mi moja straaasznie smieszna przygode z sikaniem, chyba opisze ja osobnym postem, bo warta jest upublicznienia.
    A oni w tej Ameryce nie maja normalnego boczku w sprzedazy? I cieleciny nawet, ze az musisz wybierac sie na drugi koniec miasta, co skutkuje zalewaniem oczu, bo wycieczka to dluga i daleka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, sprawa jest skomplikowana, bo ja nie cierpie sklepow, wiec jak juz musze to ma to byc jeden sklep, w ktorym moge kupic wszystko co mi jest potrzebne.
      Gdyby ten zurek mozna bylo kupic w amerykanskim sklepie to nigdy w zyciu nie przyszloby mi do glowy jechac do polskiej dzielnicy, bo to katorga straszna. Po pierwsze nie ma gdzie parkowac, po drugie musisz stac w kolejce, bo sprzedawca podaje takie rzeczy jak miesa czy wedliny, po trzecie polska klientela to wlasnie w 90% jest jak ta baba z karczkiem. A mnie szlag trafia!!!
      Cielecine moglam kupic wszedzie, boczku surowego w kawalku chyba nie widzialam w amerykanskich sklepach, ale tez nie jestem pewna, bo ja sama kupilam ten boczek trzeci raz w ciagu 28 lat, wiec cholera wie:)))
      Wierz mi wyjazd do polskiej dzielnicy nie jest zadna przyjemnoscia, ktora lubie sobie fundowac, a tym bardziej Wspanialemu, ktory sie zawsze pieni, bo nie moze znalezc parkingu. Polacy parkuja gdzie sie da i jak sie da to nawet na trzeciego, moj Amerykanin czegos takiego nie zrobi chocby mial krecic sie w kolko przez 4 lata w tym samym miejscu, wiec parkujemy 12 ulic od sklepu i popierdalamy z buta:)))
      No przesadzam z tymi 12 ulicami, ale 4 to nam sie zdarza bardzo czesto;)
      Opisz to swoja historie, jestem ciekawa.

      Delete
  7. Hehehe! U nas ten sam problem - zawsze musi być opracowany plan na wypadek, gdyby trzeba było skorzystać z wc.
    Jak jechaliśmy na wycieczkę do Londynu ze znajomymi musieliśmy zatrzymywać się kilka razy, choć to tylko 2 godziny drogi od nas - tym razem moja przyjaciółka musiała oddawać kawę.
    Było z tym śmiechu co niemiara bo wystarczyło na nia spojrzec zeby wiedziec co jest nie tak. Więc juz tylko stwierdzalam - znowu chcesz siku? - zeby sie nie krepowala pytac o postoj.
    Az juz w Londynie, kiedy krecila sie baaardzo nerwowo, pytam ją o to samo, a ona szeptem - nie siku, KUPE. I wtedy ja sie prawie posikalam - ze smiechu oczywiscie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A u mnie jest zawsze odwrotnie, to Wspanialy musi stanac na kazdym postoju przy autostradzie, ja moge wytrzymac. Z tym, ze jak wiem, ze wyjezdzam czy wychodze gdzies na dluzej to nie pije tyle kawy. A tym razem to jemu sie tak uwidzialo, widocznie chcial miec te wyprawe z glowy wczesniej. Ja sie ozlopalam kawy jakby jutra mialo nie byc i polecialam, bo o 9tej rano ten juz byl gotowy do wyjazdu;))

      Delete
  8. Ja też lubię wszystko załatwić w jednym miejscu, nie cuduję z wyborem mięsa godzinami, jak nie którzy. Cenię sobie wygodę.
    A z sikaniem tao mam koszmar. Wiecznie muszę szukać przybytków, bo wciąż mi sie chce. szału można dostać, ale tak już mam i koniec. Musze się z tym pogodzić. jak jedziemy gdzieś dalej, to wcale nie piję, żebyśmy nie musieli 100 razy stawać.
    Dobranoc (u mnie) :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, nie cierpie sklepow, wiec jak juz musze, to chce wejsc i wyjsc:))

      Delete
  9. To z toaletami wszędzie jest podobny problem

    dobrze, że dałaś radę, boczek to jednak ważna sprawa i dobrze, że mi przypomniałaś :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marg, toalet publicznych jako takich w NYC nie ma, mozesz wpasc do McDonald lub innego fast food przybytku (jak musze to wybieram Dunkin Donuts) gdzie zwykle ubikacje sa czyste, bo pod kluczem. Ale, tu jest catch, klucz daja tylko konsumentom, a wiec kupujesz co? KAWE:))) po to tylko zeby sie pozbyc juz wczesniejszego nadmiaru kawy:)) Paranoja.
      W wiekszosci duzych sklepow tez nie ma problemu, a male sklepy... no coz... jak widac;)

      Delete
  10. Mi się chyba tylko raz przytrafiło powiedzieć coś do Niemca po polsku. Ale do Polaka po niemiecku z każdą kolejną wizytą w kraju, coraz częściej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Heh, Marcin, u nas na wsi to się z takich podśmiewali - szczególnie tych co na pół roku wyjechali, a już polskiego języka w gębie zapomninają ;)
      A są tacy ;)

      Delete
    2. Dopóki mi się to nie zaczęło przytrafiać, to też się z takich sytuacji śmiałem, bo uważałem, że to niemożliwe, żeby tak nieświadomie język pomylić. A tu proszę - niespodzianka. O swoich 'wpadkach' dowiadywałem się po reakcjach rozmówców, którzy śmiali się z nieśmiesznych rzeczy. Widząc moje zdziwienie tłumaczyli, że jednak było śmiesznie. ;)

      Delete
    3. Ja sie raczej pilnuje, ale takie nagle przeskakiwanie z jednego na drugi jezyk co raz czesciej konczy sie wpadka:)) to chyba... ten... wiek?:)))

      Delete
    4. Ja też się pilnuję. Moje wpadki dotyczą póki co małych wstawek, które wypowiada się automatycznie, typu 'genau', 'ach sto' itp. Choć znajomy zwrócił mi uwagę, że nawet 'ok' mówię po niemiecku...

      Delete
  11. Nie próbowałaś przekonać, że albo udostępnią Ci toaletę, albo będą zmywać podłogę? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, obawiam sie, ze gdyby przyszlo do sprzatania to musialabym to sama zrobic;) W polskiej dzielnicy nie rozpieszcza sie ludzi, zwlaszcza rodakow;))

      Delete
  12. Teraz to o mało ja się posikałam, monojęzycznie rzecz jasna

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, po fakcie to ja sie tez smialam, ale byl moment, ze mi nie bylo do smiechu;))

      Delete
  13. z tym sikaniem to urwanie głowy, a raczej pęcherza. Kiedyś na mieście tak mnie sikanie dopadło, ze wiedziałąm,że jak się gdzieś na chwilę zatrzymam to się posikam, więc ze sciśnietymi jajnikami parłam przed siebie, aż zobaczyłam wielki budynek PZU, wpadłam tam jak szalona, pamicznie się rozglądając za kibelkiem, ale nigdzie ani widu ani słychu, złapałam więc w locie ochroniarza pod łokieć, ciągnąc go za sobą, bo bałam sie zatrzymać , wyszeptałam mu prawie do ucha - prowadź pan do kibelka. Strażnik, tak zatkało,że bez słowa mnie do tegoż kibelka zaprowadził a nawet na mni epoczekał i następnie z budynku wyprowadził...hehe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, wybacz, ale biedny straznik:))))))

      Delete
  14. kochana, jak ja się wybieram na świąteczne zakupy to mam "wycelowane" toalety;))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, ja mam tez "wycelowane" i nie mam problemu, ale tam jezdze naprawde tak rzadko, ze nie musialam do tej pory opracowac strategii. Teraz juz bede wiedziala:))

      Delete
  15. Sklep to pewnie Staropolski co?
    Widze, ze zakupy z Wspanialym zupelnie jak z Chrisem :)))
    Ostatni tekst: A po co ci mleko w puszce, przeciez nigdy nie kupowalas, Nozesz querwa mac, a z czego nadzienie bylo w ciasteczkach orzeszki ktore robilam 3 dni temu? Aha.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lukrecjo, Staropolski wlasnie zamkneli jakos tak w ubieglym roku tuz po Wielkanocy, bo pamietam, ze na Wielkanoc jeszcze tam bylam (rok temu). I mysle, ze jednak w Staropolskim kobitki wpuscily by mnie do tego przybytku:)) One tam byly bardzo mile. Bardzo jestem zawiedziona, ze juz nie ma tego sklepu:((

      Delete
    2. Ja tez, mieli bardzo smaczne wyroby i faktycznie dziewczyny byly przesympatyczne,
      Szkoda.

      Delete
  16. Wspaniale ! mnie tez szlag trafia jak sie wybiore do Toronto do polskiego sklepu - te paniusie co kupuja 2 plasterki jednej wedliny, 3 drugiej itd .. ile ona kanapek da rade zrobic z jednego pasterka ? juz zapomniala jak to w polsce na kartki wszysko bylo ? bo po akcencie to widac ze dosc niedawno przeszczepiona na ten zachodni grunt...
    A sikanie ? to cala inna , dluga, zabawna dopiero po fakcie sprawa - Kanada wcale nie jest latwiejsza...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...