Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, March 13, 2013

Kiedy zyc Droga Redakcjo, kiedy?

Takie mam pytanie, bo ostatnio nie wyrabiam na zakretach, wrecz brakuje mi czasu na zycie.
I sie zastanawiam co by tu zrobic, zrezygnowac ze spania?
Chyba sie jednak nie da...
A ja na nic nie mam czasu bo albo cwicze bociana, albo leze jak przyslowiowy len, a wiec kiedy zyc?
Lezenie i cwiczenie bocka to przeciez nie zycie, a przynajmniej nie w pelni.
Ale od poczatku...
Wszystko sie zaczelo jakis miesiac temu jak poszlam do mojego doktora od konczyn dolnych na sprawdzian. I tak sobie jak zawsze ucielismy towarzyska pogawedke, w czasie ktorej to pogawedki rzucilam, ze wybieramy sie jesienia do Peru.
Doktor zastygl bez ruchu w tym momencie, potem wykonal powolne pol obrotu, zeby moc spojrzec na mnie i wydusil:
-- Do Peeerruuu?
-- Tak do Peru! - potwierdzilam radosnie.
-- Star, rozumiem, ze chcesz sobie w tym Peru polezec w hotelu, bo z Twoim Achillesem, to raczej nie wyobrazam sobie, ze bedziesz tam mogla chodzic.
-- Ale!!! - wpadlam mu w pol slowa kiedy lapal oddech - przeciez jest lepiej.
Przysunal krzeselko do lezanki, na ktorej spoczywalam, usiadl i zaczal.
-- Posluchaj, ja wiem, bo znam Cie juz na tyle, ze jak sobie cos uroisz w glowie to nikt nie jest w stanie przekonac Cie, ze nie masz racji, ale jednak sprobuje, bo to moj obowiazek.
Opadlam wygodnie na oparcie lezanki i wydalam z siebie tylko jakies bezwiedne:
-- Uffff...
A doktor jechal dalej:
-- Chodzisz lepiej bo caly czas chodzisz na obcasie, czy do Peru masz zamiar tez jechac w szpilkach?
-- No nieeee, ale przeciez juz zamowilismy nowe wkladki ortopedyczne do sneakersow...
-- Tak, zamowilismy, co nie znaczy, ze bedziesz w nich mogla chodzic, a przynajmniej nie od razu po gorzystym terenie przez 8 godzin dziennie... Star, chodzenie w sneakersach z wkladkami po ulicach Manhattanu to nie to samo co Machu Picchu.
-- Ale ja chce jechac dopiero jesienia, wiec mam czas pocwiczyc - upieralam sie przy swoim.
-- Owszem masz czas, ale pamietasz jak calkiem niedawno juz bylo wszystko dobrze i nagle krzywo stanelas i znow sie spierniczylo. (w tym momencie uznalam za stosowne przemilczec fakt, ze kilka dni przed wizyta wysiadajac z autobusu, ktory stanal troche dalej od kraweznika znow sobie spierniczylam nozke, bo musialm zrobic za duzy krok).
-- Jak sie upierasz, to moze dam Ci skierowanie na fizykoterapie i zobaczymy jak to pojdzie - dodal doktor patrzac na moja mine, a wygladalam na pewno zalosnie i kaciki ust wisialy juz na ramionach.
-- Fizykoterapia nie wchodzi w rachube!! Nie z moja praca! Oni tam nigdy nie sa na czas, ja sobie nie moge pozwolic na to... nie dam rady. Ja mam klientki i musze byc punktualnie a to jest nieosiagalne jak sie chodzi na fizykoterapie. Chodzilam, wiem!
-- Rozumiem i przyznaje Ci racje, bo slysze to od wielu pacjentow.
Nareszcie jakas zgoda - pomyslalam.
I teraz ustalilismy co ja moge sama robic jesli naprawde nie chce rezygnowac z tego Peru.
I tak okazalo sie, ze cwiczenia Achillesa to sie zaczynaja od cwiczen miesni za uszami, a nie jak ja do tej pory myslalam, ze polegaja tylko na lezeniu w bucie rozciagajacym przez 2 godziny dziennie.
Okazuje sie, ze samo naciaganie bez wzgledu na to jak wazne nic nie da jesli nie wzmocnie wszystkich miesni towarzyszacych, a te towarzyszace zaczynaja sie tak mniej wiecej jesli nie za uchem to na wysokosci zoladka.
Dobra, dostalam od doktora zestaw cwiczen i obiecalam zabrac sie solidnie do roboty.
-- Pamietaj jesli chcesz jechac na poczatku pazdziernika to musisz do konca czerwca doprowadzic te stope do takiego stanu, zeby przez nastepne 3 miesiace (lipiec, sierpien, wrzesnien) nie bylo zadnych, absolutnie zadnych problemow. W przeciwnym wypadku obawiam sie, ze nie tylko nie bedziesz mogla tam chodzic, ale wrocisz prosto na operacje, ktorej od pol roku oboje staramy sie uniknac.
Przyjelam do wiadomosci z ciezkim sercem, ale przyjelam.
Ta akurat operacja jest jedyna jakiej chce unknac ze wzgledu na stopien skomplikowania i dluga rekonwalescencje, gdyby nie to juz dawno bylabym po operacji.
Na szczescie jeszcze tej wycieczki nie zabukowalam, wiec jest czas na decyzje.
Na wszelki wypadek przy nastepnej wizycie u znachora tez podjelam temat wyjazdu do Peru i mojego Achillesa. Zanchor potwierdzil wszystko co powiedzial doktor.
Zmowili sie czy co?
Na dodatek znachor polecil mi oprocz normalnych rozciagajacych cwiczen rowniez cwiczenia balansu na specialnej macie. Popatrzylam na ten kawalek grubej gabki i pomyslalam sobie "zglupial? przeciez to pestka".
Ale jak stanelam na macie to sie okazalo, ze nie taka pestka, bo i owszem tego bocka moge robic stojac na zdrowej stopie, ale z ta chora to majtam sie po scianach.
-- Rob to powoli i w skupieniu, tu musi nastapic polaczenie mozgu ze stopa - odradzil znachor.
Dobra, kupilam mate.
Wspanialy sie tez smial z tego dopoki sam nie sprobowal. Okazuje sie, ze oboje mozemy z tego kawalka gabki korzystac mimo, ze na dobra sprawe zadne z nas nie odczuwa brakow w balansie ciala i nie mamy jeszcze sklonnosci do przewracania sie.
Uzbrojona wiec w mate, cwiczenia i but rozciagajacy zaczelam szukac dalej, moze cos jeszcze uda sie dorzucic do zestawu, zeby na pewno na koniec czerwca byc w formie.
Znalazlam!!!
Acupunctura!!!
Swietnie, tym bardziej ze acupunctura zajmuje sie moja kolezanka Sheila. Zadzwonilam do niej, oczywiscie moze mi pomoc i oczywiscie acupunctura dziala pomocnie w przypadku wzmocnienia sciegien.
Dwa tygodnie temu mialam pierwszy zabieg.
Kryste!!! Tam sie dopiero dzialo i dzieje raz w tygodniu, bo jezdze na te zabiegi w poniedzialki.
Nie przyszlo mi do glowy, ze te igly to moze Sheila musiec wbijac w spod stopy.
A wiec leze grzecznie, igly tu i igly tam, jedna i druga stopa juz najezone dookola kostek i na wierzchu i nagle.... ups!!!
O malo taka najezona nie zeskoczylam z lezanki, ale i tak noga potracilam jakas lampe.
-- O rety!! Ty masz az takie laskotki - zasmiala sie z niedowierzaniem Sheila - nastepnym razem zaczniemy od tej igly i na szczescie to tylko jedna musi isc pod stope - dodala wkluwajac mi jeszcze po dwie igly w kazda dlon.
Przy nastepnej wizycie, faktycznie zaczelysmy od tej igly, ale poniewaz ja wiedzialam, to mimo, ze mialam zasloniete oczy wierzgalam jak diabel racicami.
Biedna Sheila, ona jest akurat w ciazy;) W koncu wpadlam na pomysl, zeby moze siadla na moich nogach, ale balysmy sie, ze jak wierzgne to ja moge zrzucic. Koniec koncow, Sheila opiera przedramie lewej reki na moich stopach z taka sila, ze az mi kosci trzeszcza i trzymajac mocno za palce stopy czeka cierpliwie kilka sekund az ja sie przyzwyczaje i lekko zrelaksuje i wtedy wali igle. Jakos to dziala, ale chyba jest karklolomnym wyczynem skoro Sheila stwierdzila, ze owszem miala juz rozne przypadki z laskotkami ale nie az tak ciezkie.
-- Jak Tobie robia pedicure? - zapytala ocierajac pot z czola.
-- Zapewniam Cie nie chcesz wiedziec, ani nie chcesz w tym samym czasie byc w tym samym salonie. Na szczescie od ponad roku moja manicurzystka przychodzi do domu i ona juz dobrze wie czym grozi dotkniecie spodu moich stop.
I tak Droga Redakcjo dochodzimy do poczatku posta, czyli kiedy zyc?
Moj dzien zaczyna sie od kawy, pozniej przez 10 minut cwicze bocka na tej gabczastej macie, idzie lepiej ale narazie robie to z otwartymi oczami. Zamkniecie oczu jest kolejnym stopniem wtajemniczenia, a potem jak mowil znachor sa jeszcze inne stopnie, o ktorych narazie nie mysle, bo i po co sie stresowac przed czasem.
Jak juz skoncze bocka, to zaczynam gimnastyke rozciagajaca, ktora trwa 20 minut i codziennie skupia sie na innych czesciach ciala. Po gimnastyce mam pol godziny masazu w maszynie.
Teraz zostaje czas na kapiel i pojscie do pracy.
Po powrocie z pracy leze dwie godziny w bucie naciagajacym i gapie sie w telewizornie, bo i co mozna innego robic na lezaco?
Czasem jeszcze po lezeniu w bucie robie masaz w jacuzzi, tak srednio udaje mi sie to robic 3-4 razy w tygodniu. Po jacuzzi znow cwicze bocka, bo bociek idzie najlepiej jak czlowiek jest zrelaksowany czyli rano lub wieczorem po relaksujacej kapieli.
Wyliczylam kiedys, ze tak naprawde to Achilles zajmuje mi teraz 4 godziny dziennie, czyli takie pol etatu. Jakie sa efekty?
Narazie mizerne, niestety, chociaz zdaje sobie sprawe z faktu, ze to wymaga czasu.
Wlasnie w sobote zalozylam pierwszy raz sneakersy z nowymi wkladkami i niestety jeszcze za wczesnie, bo znow czuje to czego nie powinnam i nie chce czuc.
Ot i tak to.
Strach pomyslec co bedzie jak jeszcze do tego wszystkiego dojdzie Helga tak regularnie codziennie, bo do tej pory to odpalilam ja tylko w wekendy...
Kiedy zyc?

36 comments:

  1. Coś kosztem czegoś. :) Nikt nie mówił, że będzie lekko.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda, ze nikt nie mowil, ale i tak mi sie to nie podoba:))

      Delete
  2. Ty wiesz ile czasu zyskasz jak kiedyś skończysz te wszystkie terapie??? Nagle okaże sie że masz go tyle że nie wiadomo co ze sobą zrobić :) Zupełnie jak w tym dowcipie, stary i wszyscy go na pewno znają, ale przypomnę ;)
    W skrócie: Mosze przychodzi do rabina pomarudzić na warunki mieszkaniowe. Żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki - hałas, ścisk, rwetes. Nie daje się wytrzymać. Na to mądry stary rabin mówi: Mosze, ty kup sobie kozę. Mosze zdziwiony ale przecież rabin mądry i słuchać go trzeba.
    Mosze kupuje kozę, po tygodniu przychodzi kompletnie załamany. Cóżeś mi doradził rebe, żona, dzieci, synowe, zięciowie, wnuki - hałas, ścisk, rwetes. A jeszcze koza beczy, śmierdzi, wszystko zżera, katastrofa, totalne pobojowisko.
    Rabin: Mosze, ty sprzedaj kozę. Mosze kozę sprzedaje, wraca rozanielony. W domu sielanka - cisza, spokój, mnóstwo miejsca, wszyscy szczęśliwi.

    A tak na poważnie....współczuję!
    Ja i bez dodatkowych ćwiczeń, kąpieli, bociana, leżenia i tak nie wyrabiam sie z życiem na zakrętach. A jakby mi ktoś jeszcze 4 godziny dziennie zabrał, no to faktycznie przyszłoby się spać o połowę mniej.
    Ale życzę Ci, żeby Ci sie to Peru spełniło :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Julio, slowem ten moj Achilles to jak Moszkowa koza:)))
      Jest w tym duzo racji i mam nadzieje, ze tak sie to skonczy. Peru musi sie spelnic, nawet nie chce myslec inaczej. Juz poszlam na uklad ze Wspanialym, ze nawet jesli sie nie uda w tym roku, to na pewno w przyszlym, ale ciagle licze na ten rok.
      To w koncu nie jest tak, ze ja nie moge chodzic... trzeba tylko jakos zwalczyc to uparte sciegno i... no wszystko jest jeszcze do naprawienia:)))

      Delete
  3. No bo to właśnie jest życie!!! Mnie też ostatnio mało wesoło, krążę pomiędzy rehabilitacją, przychodniami, lekarzami , badaniami, drżę za każdym razem gdy mi coś "przeskoczy" w kolanie,że zaraz będę musiała gnać na operację tej rozpirzonej łąkotki.No właśnie, jak żyć, kiedy nie wolno dzwigać, chodzić po schodach, schylać się, stać a na dodatek trzeba chodzić tylko w butach typu walk maxx, codziennie flirtować z duuużą piłką a do tego druga połówka uprzejmie choruje.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, sypiemy sie?
      Kuzwa ja sie nie zgadzam:)))

      Delete
  4. Jesteś uparta -dasz radę;))))
    Ja trzymam kciuki,żeby tak było!
    I mam w tym swój interes!Nigdy nie byłam w Peru -chcę widzieć Twoimi oczami:)
    Buźka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misiu, musze dac rade:)) Jak nie na ten rok, to nastepny, ale Peru mam wpisane w zyciorys:))

      Delete
  5. Do Peeeruuu? weż coś na zatrucia, malarię, żółtaczkę typu A, żółtą febrę, chorobę Chagasa,dur brzuszny,japońskie zapalenie mózgu, nie drażnij dzikich zwierząt, nie jedz, nie pij i baw się dobrze....lol

    Achillesa masuję Ci czule:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, wezme to wszystko i jeszcze na wszelki suczaj torebke suszonego lajna czarownicy i worek kociego wrzasku;) Trzeba byc przygotowanym na najgorsze:)))

      Delete
  6. Oj biedna! Mam nadzieje, ze nie boli cie nozka! Ja bym zwiala na widok igiel w moim ciele, albo przezornie zemdlala, bo sie panicznie boje ; ))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, wiem, ze Ty jak moj Wspanialy boicie sie igiel, on sobie nawet zastrzegl, zebym mu nie odpowiadala:)) Taki bohater;) A nozka nie boli dopoki nie chodze za wiele, wiec trzeba to zmienic, bo w Peru niestety chodzenia jest do oporu.

      Delete
  7. Zawsze możesz jeszcze wykorzystać czas przeznaczony na jedzenie i spanie. Nie namawiam, żebyś nie jadła lub nie spała, bo się przekręcisz jak naleśnik z farszem. Możesz za to jeść lub spać robiąc boćka. Ale to chyba następny stopień wtajemniczenia. Znam też takich, którzy załatwiają procesy fizjologiczne śpiąc, na czym oszczędzają nieco czasu, ale tej wersji Ci nie proponuję - za długo potem trzeba korzystać z kąpieli. ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz racje, zawsze jeszcze cos sie da obciac zeby wykombinowac troche czasu. Czasem mysle, ze jak juz bede emerytka to bede miala czas, ale moja kolezanka, ktora od 3 lat jest na emeryturze twierdzi, ze to nie prawda;)
      Slowem juz nic nie wiem;)))

      Delete
  8. Star nie daj się Dla Peru warto cierpiec ;)

    p. dzisiaj mamy -14 ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Peru jest mocno motywujace, jeszcze tylko zeby sie to wszystko dalo zrobic szybciej:))
      A u mnie tez dzis zimno i ma byc tylko +3 co po +12 jest naprawde bardzo nieprzyjemnie odczuwalne. No ale, nie ma chyba co narzekac;)

      Delete
  9. Ano,to jest na obecną chwilę to życie,by później mogło być intensywniejsze.Chociaż jak piszesz o bocianie i gimnastykach stopy to pracy sporo!Powodzenia,niech pomaga wszystko co stosujesz,żebyś mogła bez obaw wędrować w Peru.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, zajmuje to strasznie duzo czasu i na 100% machnelabym reka, gdyby nie fakt, ze naprawde boje sie tej operacji. Za duze ryzyko, wiec robie co moge.

      Delete
  10. Ale Ci zazdroszczę tego samozaparcia i systematyczności. Ileż razy ja się zacinałam, że będę ćwiczyć. Już nie wspomnę o chodzeniu na jakieś jogi czy pilatesy. Zapał gaśnie mi po góra 3 dniach, a intelekt pracuje na najwyższych obrotach, żeby wymyślić dla samej siebie usprawiedliwienie. A wiem, że powinnam bardzo systematycznie i intensywnie bo chwila, że któregoś ranka nie wstanę z wyra jest coraz bliższa.
    Zaraz mi powiesz, że masz mega motywację i to dlatego. Mój leń jest większy niż wszelkie motywacje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, zawsze mialam tak jak piszesz, dokladnie tak. Ja nawet przez chyba 15 lat placilam regularnie za gym, do ktorego sie mobilizowalam isc raz na 3 miesiace:)))
      Tym razem sie zaparlam, bo nie chce tej operacji to raz a do Peru bardzo chce pojechac.
      Gdybym juz nie pracowala to pewnie tez machnelabym reka i poddala sie operacji, chociaz perspektywa lezenia plackiem przez 4 tygodnie po brzmi strasznie.
      Ale pracuje i nie moge sobie pozwolic na 4 tygodnie nawet medycznej przerwy. Ot urok bycia na swoim;((

      Delete
  11. No to życzę powodzenia i spełnienia marzeń :)
    Ciekawa jestem efektów tej akupunktury.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja juz czuje pozytywny efekt kazdego zabiegu ale chodzi o to zeby sie one jeszcze nakladaly, bo narazie to jest efekt jedno lub dwudniowy, a to troche za malo.
      Akupunkture juz mialam robiona wczesniej, bo ja kiedys pracowalam z Sheila w jednym zakladzie, wiec jak tylko mi cos dokuczalo natychmiast igly:) Zawsze pomagalo.
      Tylko do tej pory nie mialam pojecia, ze mozna to tez stosowac na sciegna, ale okazuje sie, ze tak, wiec probuje.

      Delete
  12. Oj, to sie porobilo z tym Twoim Achillesem!!! mam nadzieje, ze dzieki cwiczeniom sie poprawi na tyle, ze pozwoli spelnic plany i marzenia:) CZego Tobie Star zycze:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, przypierniczyl sie do mnie ten Achilles jak nichciany kochanek i sie odczepic nie chce:)))

      Delete
  13. masz plan to go realizuj! Swoją drogą ciut Ci zazdroszczę samodyscypliny:))) Gratuluję! I trzymam kciuki z pozytywne skutki procederu:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, nie masz czego zazdroscic:)) Pierwszy raz w zyciu wykazalam sie samodyscyplina przy okazji nauki angielskiego i teraz jest drugi raz. Jak na prawie 60 lat zycia, to nie ma sie czym chwalic:))
      No i zobaczymy jak to dlugo potrwa;P

      Delete
  14. star, zrobilam Inca Trail trekking w listopadzie 2011, bylo super, 46km w dziczy. Jakkolwiek - high altitude sickness may apply. ale warto :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. b. ale o tym zeby Inca Trail wziac z buta to ja nawet nie marze, nie w tym zyciu:)) Ale generalnie to co przygotowalam na te wycieczke to jest dwa tygodnie lazenia.

      Delete
  15. To widzę, że każdy ćwiczy dla formy - ja dla ogólnej, Ty dla Peru! :))
    Powodzenia w ćwiczeniach.
    Nie doczytałam wcześniej, że masz takie łaskotki, ale sorry, musiałam się uśmiechnąć na myśl, jak ona Ci tę igłę wbija, a Ty kopiesz jak przewijany niemowlak! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, co raz czesciej mysle, ze cwicze bardziej dla formy ogolnej niz dla Peru, bo jednak wyglada na to, ze cwiczenia chocby w minimalnym stopniu musza wrosnac w moje zycie;) Owszem jak sie Achilles naprawi to czesc z tych upierdliwych zabiegow, ktore teraz wykonuje, odpadnie ale bociek i gimnastyka rozciagajaca to jednak powinny juz zostac jako chleb powszedni:)
      Akupunktura, gdyby nie ta jedna igla pod stopa wcale mnie nie rusza, ale ta jedna igla... och na sama mysl mam stres;)

      Delete
  16. OMG. Masakra taki dzień po brzegi wypełniony. Podziwiam, podziwiam.
    Pamiętaj, ze to wszystko dla Peru. A na leżąco, hmm, no różne rzeczy robić można :p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, taki dzien wypelniony po brzegi jest mocno wkurwiajacy, bo na nic innego nie ma czasu, nawet jak stoje w kuchni to na jednej nodze a druga krece mlynki;)))
      Z tymi rzeczami, ktore mozna robic na lezaco to sie ladnie wpisalas w religie Wspanialego;)))
      On sie tylko boi, ze go moge kopnac tym butem;)
      Niech sie boi, bo faktycznie moge:P

      Delete
  17. Ten Twoj Doktor, znachor i Achilles to jakas mafia wredna (nie wiem o co biega z Helga, ale moze i ONA jest czescia ukladu).
    A tak na powaznie - NIE DAMY SIE stardust. Tez sie biore za swoja kondycje i wage - nie pod Peru co prawda, ale pod moja wyprawe tez krzepy trzeba. Mam stracha przed upalami (J. mnie udusi)
    Pieprzu - nie dramatyzuj z tymi plagami peruwianskimi - tak zle nie jest.
    Stardust - a kiedy ostatecznie impreze musisz zaklepywac?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, ten Achilles to wlasnie obchodzi (dokladnie teraz) czwarte urodziny:(( To dokladnie 4 lata temu sie zaczelo i tak sie uczepilo jak rzep psiego ogona. Szlag mnie trafia, ale musze cos robic bo widze, ze inaczej nic z tego nie bedzie;/
      Helga to rower. Chyba Ci umknelo, ze w czerwcu ubieglego roku zakupilismy sobie rowery (Helga i Helmut) wiec teraz zaczynam sezon.
      Kiedy musze zaklepac wycieczke? To troche ciezko okreslic, caly czas obserwuje i termin pazdziernikowy jest jeszcze wolny, wiec niby jest czas. Ale obawiam sie, ze za miesiac to juz tam bedzie ruch. A ja przeciez nie zaklepie jak nie bede wiedziala, ze na pewno moge chodzic.
      Kuzwa narazie wroslam w obcasy, a to sie do Peru nie nadaje. J. Cie nie udusi, bo J. jest jak moj Wspanialy:)))
      No mamy oboje szczescie, ze nie trafilismy na takich cholerykow jak sami jestesmy:))

      Delete
  18. Kurczę, Star, ja dla Peru to jakoś bym przełknęła ten brak czasu, te ćwiczenia i nawet te cholerne łaskotki!;-] Mam nadzieję, że do czerwca będziesz jak nowa i przekonasz doktorka, żeby Ci 'pozwolił' jechać - choć jak sam słusznie zauważył, trudno chyba Ciebie zatrzymać...;-]

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...