Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, March 17, 2013

O dobrych uczynkach i Zielonej Wyspie

Weekend prawie mija, a ja leze:))
Zaczelo sie od tego, ze w piatek pomoglam kobiecie z dzieckiem w wozku wtarabanic sie na peron stacji subwaya (50 schodkow w gore) i sobie znow spierdolilam nozke.
Szlag!!
Jestem wsciekla, a jednoczesnie ciesze sie, ze pomoglam.
Jak zwykle, w poblizu nie bylo nikogo ani silniejszego, ani mlodszego, a jak byli to wygodnie "nie widzieli".
Zeby ich posralo, nawet po smierci.
Najpierw pomoglam tej samej kobiecie wtaszczyc sie do autobusu, co bylo latwe, bo tylko wzielam dziecko na rece a ona jakos poradzila sobie z wozkiem, torba i kocykiem dzieciecym.
W autobusie bylo na tyle ludzi, ze liczylam na to, ze ktos jej pomoze wysiasc.
I dobrze liczylam, bo jeszcze na dwie ulice przed przystankiem, na ktorym mielismy wysiasc uslyszalam jak mezczyzna siedzacy tuz za nia powiedzial:
-- Nie denerwuj sie, ja Ci pomoge.
Nawet mi przez glowe przemknelo, ze taki gentelman.
Ale jak wyszlam z autobusu i zobaczylam kobite z dzieckiem na jednej rece, torba zawieszona na drugim ramieniu, wozkiem w drugiej a "gentelman" w tym czasie zawieszal jej kocyk dzieciecy na glowie, bo on szedl w "innym kierunku", to sie zagotowalam.
Na jaki chuj sie rwal do pomocy jak wiedzial, ze nie pomoze??
W autobusie bylo na tyle innych mlodych ludzi, ze moze ktos poszedlby z nia do samej stacji, bo akurat sam tam szedl i naprawde by pomogl.
A tymczasem zanim ten chuj szesnasty (bo juz nie gentelman) ja poobwieszal to sie juz wszyscy rozeszli i zostalam... ja!!
Oczywiscie podeszlam i zapytalam czy idzie do subwaya.
-- Tak.
-- To daj mi dziecko, ty rozloz wozek, bo ja nie wiem jak to zrobic, wlozymy dziecko do wozka i pojdziemy razem.
-- Ale jak ja sobie tam poradze?
-- A jak dojdziesz tak obwieszona jak wielblad? Pojdziemy razem i ja ci pomoge.
-- Naprawde? - zapytala niedowierzajac - czy ty tez idziesz do subwaya?
-- Tak.
Podala mi dziecko, rozlozyla wozek, wsadzilysmy mala i poszlysmy.
Tuz przed schodami zapytala:
-- Ale czy to nie za ciezko dla ciebie?
-- Ciezko czy nie, jakos nie widze armii ochotnikow do pomocy - zazartowalam biorac sie za podniesienie wozka z jednej strony. Juz na schodach czulam, ze sobie zrobilam "kuku" no ale co mialam zrobic?
Rzucic dzieckiem i wozkiem o ziemie i zostawic ja?
Odnoze napierdalalo mnie juz przez caly dzien, ale jakos dotrwalam do konca.
Wczoraj (sobota) przelezalam grzecznie na zmiane w bucie rozciagajacym i w jacuzzi i troche sie poprawilo.
Wspanialy chyba z nudow wzial sie za sprzatanie z przesuwaniem gratow w kuchni i tak pucowal przez prawie caly dzien. Wypucowal dwie lazienki i kuchnie tak ze strach tam wchodzic.
Przyznam, ze mnie nie przyszloby do glowy mycie nog krzesel i stolu pod spodem... no owszem jak by sie tam jakis klebek kurzu przczepil to pewnie bym ogarnela, ale zeby to myc??
Zawsze mowilam, ze Wspanialy jest lepszy od wielu platnych sprzataczek, co prawda nie robi tego pucowania co tydzien, ale jak juz pucuje, to pucuje.

A dzis bawimy sie w Irlandczykow:)
Wiadomo, swieto Patryka, a wiec swieto Zielonej Wyspy, slowem swietowac nalezy.
Juz w ubieglym tygodniu Wspanialy zanabyl kawalek corned beef brisket, taka wolowina w specjalnej marynacie i dzis bedziemy gotowac.
Raz w roku moge zjesc irlandzki obiad.
Wczoraj jeszcze dokupil kapuste i ziemniaki i caly zadowolony ze spelnionej misji powiedzial:
-- Wiesz, jak ta noga bedzie Cie ciagle bolala, to ja moge ugotowac sam, przeciez to zadna filozofia.
No zadna filozofia, bo Irlandczycy jakos nie sa moim zdaniem wybornymi kucharzami, a moze tylko ja mam pecha i nigdy nie trafilam na Irlandke, ktorej kuchnia bylabym zachwycona.
Oni po prostu biora te wolowine pizgaja do gara i gotuja przez iles tam godzin, pozniej wrzucaja do tego ziemniaki, kapuste pokrojona na cwiartki i marchew i jak sie juz to wszystko ugotuje i ziemniaki sa miekkie to misja spelniona.
Takie to nie bardzo wiadomo zupa czy gulasz?
Nie przepadam, wiec powiedzialam, ze noga noga, ale ja sama to zrobie;)
Owszem to mieso to musi byc gotowane a nie na ten przyklad pieczone, bo skoro ma byc irlandzkie to niech tak bedzie, ale juz kapusta i ziemniaki... na mily buk mozna to zrobic troche inaczej.
I tak sobie wydumalam, ze ziemniaki poniewaz kupil takie mlode czerwone pokroje w kawalki i zrobie z rusztu razem z marchewka, a kapuste podgotuje troche razem z miesem, a pozniej skarmelizuje na patelni cebule, dodam do tego poszatkowana kapuche i razem poddusze.
Jakos mi to tak lepiej brzmi;))
Niestety nie nadawalabym sie do Irlandii, ale swietowac z nimi raz do roku lubie.
Nawet Guinnessa, za ktorym nie przepadam wypije.
Za zdrowie i szczesliwosc Zielonej Wyspy i wszystkich Irlandczykow!!!
Na zdrowie!!!

18 comments:

  1. I ja tez wypije za zdrowie .... ale Twoje !!! Bo takich wyczulonych na ludzi, to juz zostalo na tym swiecie niewilu i o nich musimy dbac.
    Zdrowko!!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niewiele jest chetnych do pomocy, to fakt. Chociaz z drugej strony widzialam kiedys faceta, ktory czekal na kogos w samochodzie i wysiadl tylko po to zeby wlasnie pomoc w podobnej sytuacji.
      Wiec roznie to bywa, ale czasem faktycznie nie ma nikogo chetnego i trzeba sie upomniec o pomoc:)) Nie wszyscy sa na tyle asertywni;) Ja poniewaz sama pomagam to i krzycze jak mnie jest pomoc potrzebna;)))

      Delete
  2. Zdecydowanie na zdrowie!
    Szczególnie Twoje, bo niestety widzę, że pomoc bliźniemu na ulicach Nowego Yorku podobnie jak w Warszawie, czyli żadna - dobrze, że czasem zdarzają się takie osoby, jak Ty. Też zawsze się dziwiłam w autobusach i tramwajach, że byłam "jedyną" osobą, która wiedziała, że matce z dzieckiem trzeba pomóc wózek wnieść czy wynieść.
    Zdrówka Twojej stopie :)!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, najczesciej jest wlasnie tak, ze kobiecie z dzieckiem pomoze inna kobieta, bo WIE i ROZUMIE jak to ciezko.

      Delete
  3. Mam kilka osób z rodziny w Irlandii więc wznoszę tost Razem z Tobą - niech im się darzy! :)
    Życzę szybkiej regeneracji, a opowiastki o pomocy nawet nie mam siły komentować. Ja miałam dwoje małych dzieci i wózek - więc mam co do tej sytuacji własne zdanie, niekoniecznie pochlebne dla wszystkich "odwracaczy oczu w drugą stronę". Po kilku różnych sytuacjach kiedy to umierałam ze strachu że jedno moje dziecko zostanie na przystanku a drugie pojedzie z autobusem - kupiłam sobie samochód.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, zdrowie Irlandczykow jak najbardziej bo lubie ich, mimo, ze z gotowaniem jakos im chyba nie po drodze;))) Ale to bardzo radosny narod i to mi sie u nich podoba.
      Samochod nie jest dobrym rozwiazaniem w miescie typu Nowy York, niestety nie ma gdzie parkowac, a wiec nawet samochodem kobieta z malym dzieckiem i tak musi brac wozek, bo w ciagu dnia to ma jedynie szanse zaparkowac na platnym parkingu. Kosztuje to tez slono, bo srednio $18 za pol godziny. Jak sie jedzie z dzieckiem np. do lekarza to wiadomo, ze pol godziny nie wystarczy. I tak najczesciej ludzie korzystaja z publicznych srodkow komunikacji, bo przede wszystkim taniej. Za $2.50 mozesz dojechac gdzie chcesz, w obie strony kosztuje to tylko $5 wiec porownujac z kosztem samego parkingu, nie liczac benzyny jest ogromna roznica.

      Delete
    2. no to faktycznie problem. NY znam tylko z telewizji ale jeśli są tam takie tłumy jak kojarzę z tych migawek - to nie zazdroszczę młodym matkom :/

      Delete
    3. Najwiekszym problemem jest ruch samochodowy. Nowojorczycy jesli juz jezdza po miescie (wiekszosc unika) to jezdza zdecydowanie, bo wiedza gdzie jada;) Gorzej z tymi co to nie znaja miasta, a jednak wybieraja sie samochodem, ci kreca sie w kolko jak gowno w studni:))) Na ulicach parkowac nie wolno, z wyjatkiem okolic wyjatkowo rezydencyjnych, a tych jest jak kot naplakal:))) W centrum tylko parkingi platne, cholernie drogie i stad sie bierze problem. Ale dzieki temu komunikacja miejska dziala 24 godziny na dobe, bez zadnych przerw nocnych czy tez swiatecznych. I to jest z kolei ogromny plus.
      Minusem nowojorskiego metra jest za malo wind, ale metro bylo budowane ponad 100 lat temu i chyba wtedy nie przewidziano, ze ludzie na wozkach inwalidzkich, z rowerami czy tez wozkami dzieciecymi beda sie masowo przemieszczac.

      Delete
  4. Zawsze mówiłam, że nie można się wyrywać z pomocą bliźniemu ;-)))))))))))))))))))))))))))
    A poważnie to mnie nawet nie zaskakuje, że ludzie udają ślepców w takich prozaicznych sytuacjach publicznych. Nie zaskakuje, bo większość ludzi ma w dupie totalnej innych. Od zawsze i wszędzie. A tych, co rzucają się z pomocą traktują jak frajerów, co często widać po minie i wydętych z lekceważeniem wargach.
    Natomiast chciałabym jednak wiedzieć, którędy biegły myśli młodej mamy z wózeczkiem. Nie wiedziała, że po drodze ma tor z przeszkodami w postaci kilkudziesięciu schodów? Nie pomyślała co zrobi, gdy nie znajdziesz się na jej drodze, tudzież ktoś inny z nielicznej grupy ludzi gotowych pomóc? Nosidła i chusty wymyśliły chyba Indianki, w czasach jeszcze przed amerykańskich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ja ja rozumiem, dziecko ma 14 miesiecy, a wiec troche duze na chuste. Dodatkowo ubrane ciagle zimowo, bo sie znow oziebilo. Chusty sa dobre i dosc popularne w przypadku mniejszych dzieci i latem.
      Wiesz, praktycznie to zawsze ktos pomoze, czasem trzeba sie o te pomoc upomniec, ale jakos to dziala, bo codziennie niezmiennie widze matki z dziecmi w wozkach w subwayu, a nie wszystkim pomagam:))))
      W tym przypadku akurat godzina taka, ze ruch maly i chetnych automatycznie mniej.
      No coz zrobilam co zrobilam, ciesze sie, ze pomoglam, bo mnie tez dawno temu pomagali, akurat mieszkalam w takim miejscu ze musialam przechodzic przez tunel przy dworcu i z malym dzieckiem w wozku tez.
      No szlag, stalo sie i kuracja sie troche przesunela nie w tym kierunku co trzeba;)

      Delete
  5. O takich rzeczach, jak wnoszenie wózka po jakichkolwiek schodach to nawet nie mam siły mówić. Mam tak odruchowe takie zachowania, że dopiero jak targam, to patrze na tych dupków dookoła. Jak przyuważę niestosowną minę, to komentuję. Raczej mało sympatycznie. Ostatnio w pobliskim CH, gdy obładowana siatkami z automatu chwyciłam za wózek przekładając reklamówki do jednej reki, wyrwało mi się do takiego gieroja ok. 40: I co się Pan gapi? Rączki odjęło czy refleks już nie ten?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mysle, ze dla normalnych ludzi to wlasnie jest taki naturalny odruch, czlowiek nie mysli o sobie, o tym, ze moze juz nie powinien, bo mu samemu zylka w dupie peknie, czy se nozke uszkodzi (jak ja) tylko bierze i targa.
      Ale wiesz, czesto opierdalam Wspanialego, bo wchodzimy do subwaya, wszystkie miejsca zajete i nagle ktos wstaje, ja zawsze dziekuje i siadam. W tym momencie ktos siedzacy obok wstaje i chce oddac miejsce Wspanialemu, ale ten sie wymawia, ze on caly dzien siedzi, wiec teraz chetnie postoi. I opierdalam za nic wiecej tylko za to, ze taka odmowa daje przyzwolenie na brak wrazliwosci, bo taki mlodzieniec nastepnym razem mysli "a nie bede oddawal swojego miejsca, bo staruchy sie obrazaja, ze im wiek wymawiam". Bez wzgledu na wszystko zawsze korzystam jak ktos mi daje miejsce siedzace, zawsze dziekuje i wrecz chwale, ze "to tak rzadko ostatnimi czasy widziana uprzejmosc". Moim zdaniem takich mlodych trzeba jeszcze podbudowac, a nie podziekowac i niech sobie siedza.
      Moze nie mam racji, ale jakos tak mam wrazenie, ze to tak dziala;))

      Delete
  6. Twoje zdrowie i nóżki.Dobra kobieta jesteś.Oj pamiętam jak czasem mordowałam się z wózkiem dzieckiem po schodach,a potem z dwójką. Bywało ciężko,ale jakoś dałam radę,no ale niem usiałam przemieszczać się środkami lokomocji,tylko z buta drzeć i np.pchać wózek pod ostrą górkę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, ja tez pamietam jak taszczylam wozek do i z tunelu ilekroc wyszlam z dzieckiem na spacer. Co gorsze to tez pamietam, ze najczesciej proponowali pomoc panowie w stanie wskazujacym na spozycie. Kryste jak sie balam, ze taki padnie na siekacze w polowie marszu po schodach, a czasem musialam skorzystac z ich pomocy, bo akurat nikt inny sie nie rwal. Pozniej dopiero ktos wpadl na genialny pomysl zacementowania czesci schodow i zrobienia podjazdu. I tu tez by sie tak przydalo, bo w koncu przy kazdej stacji jest az 4 wejscia, kazde po schodach, przy roznych rogach ulic. Jedno z nich mozna by spokojnie przerobic na podjazd dla wozkow, ale nikt o tym nie mysli. Zawsze latwiej ten wozek pchac niz taszczyc, chociaz to pierwsze wcale latwe nie jest, wiem:))

      Delete
  7. Tak jest z gentelmenami... aż ręce i cycki opadają :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Opadaja Mamusiu, opadaja:) Ja to juz swoje bede na dodatkowych szelkach nosic;)

      Delete
  8. Star, mój kolega zawsze mówi, że każdy dobry uczynek musi zostać ukarany - i wiesz, coś w tym jest, rozpatrując choćby Twój przypadek. A nie masz jakiegoś skutecznego mazidła do tej nóżki? Mnie kazali (na achillesa i początki ostrogi piętowej) robić okłady z sody czyszczonej raz dziennie, a potem smarować 3 razy dziennie maścią borowinową. Tą maścią to mam nadal smarować, żeby "odżywić" to ścięgno- to mu przywraca elastyczność, podobno. W każdym razie jak na razie jest dobrze.I muszę jeszcze nosić podpiętki żelowe.I najzdrowiej gdy chodzę w butach walkmaxx, z zaokrągloną podeszwą.Fajnie się w nich chodzi a i wzrostu mi dodają.Faceci u Was to tacy sami jak u nas - nie widzą nigdy kobiety z wózkiem ani w ciąży. Kobiecie w ciąży najczęściej miejsce ustąpi inna kobieta.
    Ale jeśli chcesz jechać do Peru, to musisz być mniej uczynna:)))
    Poprawy życzę.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, o masci borowinowej nie slyszalam, dobrze ze o tym piszesz, bo w przyszlym tygodniu bede na Greenpoincie to pojde do apteki. Oni tam na pewno maja, wiec kupie.
      Ja oprocz cwiczen biore tumeric w pastylkach, to jest po polsku chyba kurkuma. I jem siemie lniane, miele i dosypuje do prawie wszystkich potraw. W butach typu walkmaxx nie moge chodzic, przynjamniej jeszcze nie teraz, moj doktor mi tez o tym mowil, ale narazie to wszystko dookola sciegna jest za slabe. Wkladki mam ortopedyczne, robione na zamowienie, wiec one pomagaja, ale tez jeszcze musze wzmocnic miesnie. Probowalam wlasnie buty z tymi wkladkami w ubieglym tygodniu i jeszcze jest za wczesnie. Narazie wszystkie buty w jakich moge chodzic bez problemu to obcas tak ok. 5cm. No ale w tym do Peru nie pojade:((

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...