Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, March 29, 2013

Tatkowe z podroza przygody

Tatek przybyl wczoraj, ale nie obylo sie bez przygod.
Mial przyleciec samolotem po 18tej, a tuz przed 17ta Wspanialy leci do mnie wystraszony z dzwoniacym telefonem w rece.
-- Ojciec dzwoni, cos sie stalo! - patrzy na mnie jak byk na rzeznika zamiast odebrac.
-- Kryste!! Odbierz, jak to on dzwoni to przynajmniej wiadomo, ze zyje.
Odebral, chwile pogadal, ja nie sluchalam bo bylam zajeta to raz, a dwa to nie moja rozmowa;)
Skonczyl i mowi:
-- Siedzi na lotnisku w Buffalo, spoznil sie na samolot.
-- Spoznil sie na samolot? Twoj Ojciec? To niemozliwe, on jest zawsze gotowy na 5 godzin wczesniej, zereszta Ty masz tak samo. Czy cos sie stalo, ze sie spoznil?
-- Podobno nic, powiedzial, ze nie bedzie gadal przez telefon, jak przyleci to wszystko opowie.
-- No dobra, ale kiedy przyleci?
-- Podobno jest szansa, ze dzisiaj, zadzwoni jeszcze raz jak bedzie wiedzial na pewno.
No to czekamy, ok 18:30 zadzwonil jeszcze raz.
Przyleci, ale z przesiadka w Washingtonie i na LGA bedzie po 22ej, czyli nie jest tak zle, zwlaszcza biorac pod uwage, ze LGA mamy doslownie za plotem;)
Fakt, ze dojechac trzeba, bo przyloty i odloty nie sa dokladnie za plotem, ale to i tak 10 minut jazdy w jedna strone.
W tym wypadku, poniewaz nie mialam co robic wzielam sie za zrobienie ajerkoniaku. Oczywiscie zostalo mi od pyty bialek, odlozylam czesc na Pavlowa, reszta na ciastka (macaroons) po polsku to chyba kokosanki sie nazywaja.
I z nudow machnelam 2 rodzaje kokosanek, jedne z suszona zurawina, drugie z chipsami czekoladowymi. A dzis rano zrobilam jeszcze trzecie puste, ale o smaku pomaranczowym, bo dodalam do nich otarta skorke  z pomaranczy. Pychota:))
Wspanialy z Tatkiem dotarli do domu po 23ej bo w zwiazku z ta przesiadka Tatek musial nadac bagaz bezposrednio do NYC zeby sie z nim nie klopotac, ale linie lotnicze zachowaly sie naprawde wyrozumiale i odpowiedzialnie.
Powodem Tatkowego spoznienia byl zegarek!!!
Bateria sie wyczerpala i Tatek nie mial pojecia ktora jest godzina. Jako starszemu czlowiekowi nie przyszlo mu do glowy, ze juz dwa razy patrzy na zegarek i widzi te sama godzine, po prostu nie zwrocil na to uwagi.
Pojechal na lotnisko, a tam panienka mowi:
-- Wszystko fajnie Mr. Tatek, ale Twoj samolot wlasnie odjechal na pas startowy.
Tatek myslal, ze ona zartuje, mezczyzni w kazdym wieku tak maja, ze mysla, ze ktos z nimi flirtuje i powiedzial:
-- Jak to na pas startowy? beze mnie?
-- Jestes spozniony.
-- Spo.. znio... ny?? - wydukal Tatek i spojrzal znow na zegarek i dotarlo. To ta sama godzina, ktora widzial wychodzac z domu.
Mowi, ze o malo sie nie rozplakal tak mu bylo przykro i glupio, a przede wszystkim dla kogos w jego wieku wizja powrotu do domu i wielka niewiadoma kiedy bedzie mogl leciec to jednak okropna wizja.
-- I co ja teraz zrobie? Syn przyjedzie odebrac mnie z lotniska.. ja mam tam byc na swieta... teraz wracac do domu? - walczyl glosno z myslami - to ja wole tu siedziec i czekac na jakis lot gdzie jest dla mnie miejsce...
-- Nie denerwuj sie, nie rozpaczaj takie rzeczy sie zdarzaja, postaram sie cos dla Ciebie znalezc jeszcze dzis, zebys nie musial wracac do domu - uspokajala go panienka, ale Tatek mowil, ze az mu sie rece trzesly z nerwow.
-- Usiadz na lawce na poczekalni i postaraj sie uspokoic, ja bede szukac i dam Ci znac.
I to wlasnie wtedy Tatek zadzwonil do nas pierwszy raz. Za jakis czas panienka sama przyszla do niego i powiedziala, ze owszem ma lot ale z przesiadka w Washingtonie.
Troche go to przerazilo, bo z jego kolanami chodzenie po nieznanym lotnisku tez nie nalezy do przyjemnosci, ale kobieta wykazala sie rzadko spotykana inteligencja. Widocznie widzac jego zaklopotana mine szybko powiedziala:
-- Nie martw sie o bagaz, mozemy go nadac bezposrednio do NYC i tam odbierzesz.
-- Bagaz to tylko polowa zmartwienia - wyjasnial Tatek - Ja mam problem z kolanami i nie wiem czy dam rade przejsc z jednego stanowiska na drugie... Ile czasu mam na przejscie?
-- Czasu jest duzo, bo ponad godzine, ale ja Ci moge zapewnic wozek inwalidzki i nie musisz sie o to martwic. Odbiora Cie z jednego samolotu i wsadza do drugiego, tylko za nadanie bagazu bedziesz musial troche doplacic.
-- A to nie jest problem - uspokoil sie Tatek.
Kobieta zajela sie wszystkim, nowym biletem, nadaniem bagazu, wozkiem inwalidzkim i nawet przyniosla mu butelke wody do picia zeby nie musial chodzic.
Sa jeszcze normalni ludzie, to pocieszajace, moze ten swiat nie zejdzie zupelnie na psy...
Wszystko skonczylo sie szczesliwie.
Tylko dzis rano Tatek wstal i poskarzyl sie, ze nie mogl spac w nocy.
-- A to pewnie z nerwow po tych przygodach z lotem - powiedzial Wspanialy.
-- Nie z nerwow, tylko nie dostalem na noc ajerkoniaku. Dzisiaj dopilnuje, zeby nie isc spac bez napitku uspokajajacego - odparowal Tatek.
Slowem po wczorajszych nerwach, dzis jest juz w pelnej formie;)

35 comments:

  1. Trafił Ci się Tatek. Uściskaj go ode mnie świątecznie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Trafil mi sie naprawde:) Dzieki za usciski dla Tatka.

      Delete
  2. Tacy Tatkowie to prawdziwy skarb rodzinny, a przez goopi zegarek straciliscie kilka godzin bycia razem :(
    Najmocniejsze usciski dla wszystkich, a szczegolnie dla Tatka. I nie zapomnij ajerkoniaku!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, Tatek jest nie do podrobienia:))) Nigdy w zyciu nie zapomne jak na 80te urodziny zrobilismy mu surprise party i ja bylam oczywiscie osoba prowadzaca cala impreze. Na ostatnia chwile jeszcze cos kupowalismy i latajac miedzy polkami zobaczylam taka fajna poduszeczke do drzemek (Tatek uwielbia drzemki na siedzaco) a poduszka byla o tyle fajna, ze byl do niej dlugopis i mogli ja podpisac wszyscy goscie pisalo tez na niej Over the Hill wiec szybko bez zastanowienia i szczegolnego ogladania kupilam.
      W czasie imprezy jak juz wszyscy goscie podpisali, to posadzilismy Tatka na scenie na specjalnie udekorowanym tronie i przyjmowal prezenty. Czytal kartki z zyczeniami, ogladal prezenty, dziekowal wiesz... takie normalne jak sie przy takich okazjach robi. No i przyszedl czas na poduszke, do ktorej byla tez kartka ode mnie. Tatek obejrzal, ucieszyl sie ze wszyscy podpisali ja z mikrofonem pod jego nosem, a Tatek nagle mowi "ooo tu jest jakis guziczek, zobaczymy co to gra" no to ja mikrofon do poduszki a z poduszki wydobyly sie dzwieki... marsza pogrzebowego:)))) Na sali cisza przez moment, a Tatek wybuchnal takim smiechem, ze o malo nie spadl z tronu i powiedzial "to znaczy, ze bede dlugo zyl!!"
      I tak mnie kocha, a ja jego:))
      Wspanialy twierdzi, ze to dlatego, ze ja jestem kobiecym wcieleniem Tatka;) Moze i cos w tym jest, a teraz uciekam, bo wlasnie pijemy ajerkoniak, tylko my oboje, bo Wspanialy musi jutro zmywac naczynia a to odpowiedzialna praca:P

      Delete
    2. Ja chyba bym umarla po takim niedopatrzeniu z poduszka! Dobrze, ze Tatek to uosobienie dobrej energii i dystansu, ktos inny moglby nie zniesc tego z humorem.
      Juz wczesniej chcialam spytac, z jak daleka Tatek do Was dojezdza?

      Delete
    3. Wiem, w przypadku innego tescia, a juz nie daj buk tesciowej mialabym przesrane az do sadnego dnia:)))
      Tatek mieszka w Buffalo tuz przy wodospadzie Niagara. Jeszcze kilka lat temu jezdzil do nas samochodem, ale teraz juz zrezygnowal za takich pomyslow, wiec albo samolot albo pociag. Z Buffalo do NYC to jakies 600km, troche ciezko za kierownica jak sie juz ma 85 lat;)

      Delete
    4. Pewnie, ze to zbyt duzy dystans na ten wiek, samolotem jest jednak duzo wygodniej (pod warunkiem, ze zegarek nie sfiksuje)

      Delete
  3. no to jak już macie Tatka u siebie to sobie spokojnie świętujcie - zajadajcie kokosanki i popijajcie ajerkoniakie, mozecie też moczyć kokosanki w ajerkoniaku, a co bedziecie sobie zalowac..;)Wesołych!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, ostatnia partie kokosanek, a jest ich od cholery i ciut ciut, bo z 4 bialek to wychodzi tego cos ok. 60 sztuk postawilam przed Tatkiem, bo siedzial przy komputerze. Spojrzal, usmiechnal sie i pyta "mam pilnowac?" a ja na to "alez oczywiscie komu innemu moglabym zaufac w tym domu". To on patrzy na gore ciastek na talerzu i mowi "ale tu juz widze kilka nieudanych":)))

      Delete
  4. Miło się na sercu robi, jak się historie o takich ludziach, jak ta pani z lotniska czyta. Tatek powinien na drogę powrotną buteleczkę ajerkoniaku dla tej dobrej duszy zabrać. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martin, tez jestem milo zaskoczona taka reakcja tej kobiety. Nie to zebym sie spodziewala, ze ktos kto tam pracuje powinien Tatka zjechac za spoznienie, ale ta pani akurat wykazala naprawde ludzkie zainteresowanie.

      Delete
  5. Orzeszku włoski! zdżarło mi komentarz...

    Nie wiem jak to jest, ale takie perypetie na lotnisku u mnie też wywołują trzęsienie rąk.
    Z mniej trzęsących historii, chciałam opowiedzieć jak to kiedyś przez mgłę w Poznaniu leciałam do Pragi przez Wiedeń. Gdy w końcu wysiadłam na płytę lotniska we Wiedniu - głęboki wdech, poczułam zapach lasu sosonowgo, i nie wiem dlaczego pomyślałam, że Wiedeń leży gdzieś wysoko w górach wśród lasów ;) - i do docelowego samolotu.
    Obiecałam sobie jednak, że skoro tu już dotarłam, to muszę przyjechać i Wiedeń zobaczyć.
    Pani obsługująca Tatkę to istny anioł.
    Chyba w Stanach to częstsze zjawisko, nieprawdaż?
    A Tatek jest cudowny:D:D:D
    Ajerkoniak koniecznie!

    I wszystkiego naj naj naj naj lepszego dla wszystkich Was :****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabelko, to jest tutaj tak samo czeste jak w kazdym innym zakatku swiata. Sa osoby, ktore mowia "spozniles sie" i zanim zdazysz gebe otworzyc czy spojrzec na zegarek to juz slyszysz "next" i nastepna osoba z kolejki jest przy okienku czy ladzie. A sa takie jak ta kobieta.
      Dziekujemy za zyczenia i wzajemnie wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Twoich bliskich:***

      Delete
  6. o matko! Padłam ze śmiechu :))))) Post jak zwykle rewelacyjny ale opowieść o podusi przednia! :) Jesteście świetną rodzinką! Gratuluję Tatka i życzę miłego spędzenia wspólnego czasu (przy ajerkoniaku oczywiście):)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, nareszcie trafilam na odpowiednia rodzine:))) Przy pierwszym spotkaniu z Tatkiem jak robil sniadanie rano, a ja weszlam do kuchni (nozesz chcialam sie wykazac jako odpowiedni material na synowa) i grzecznie zapytalam "czy moge ci w czyms pomoc?" Tatek odpowiedzial "tak, wyjdz z mojej kuchni".
      No padla kosa na kamien, chociaz ta podusia nie jednego mogla przyprawic o zawal:)))
      Ale czego sie po MNIE spodziewac????

      Delete
  7. Już myślałam, że to tam normalne, bo ludzie inni, a Ty dopisujesz że się ktoś "normalny" trafia :)
    W kazdym razie - całe szczeście, że się udało Tatkowi na taką pomocną osobę trafić w tym wszystkim.

    :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Babo, to jest tak samo normalne jak i nienormalne. Owszem jak bywam w PL (rzadko) to dostrzegam, ze kultura uslug jest jednak tutaj na wyzszym poziomie. Roznica polega glownie na tym, ze tutaj ludzie w urzedach, na dworcach czy tez w restauracjach zalatwiaja interesantow z usmiechem i staraja sie byc pomocni jesli moga pomoc. Na tym polega praca w uslugach, z tym ze w uslugach pracuje 90% spoleczenstwa, bo prawnik czy doktor to tez usluga.
      Ale w przypadku Tatka ta kobieta mogla powiedziec "przykro mi, ale nic nie moge zrobic", albo "postaram sie cos znalezc" ale juz niekoniecznie musiala troskliwie podejsc do niego jak siedzial na poczekalni, tak samo jak nie musial dac mu tej butelki wody, bo tego juz naprawde nie musiala zrobic.
      Z drugiej strony jak w grudniu ubieglego roku zabralam Tatka na lunch i czekalismy na autobus, powiedzialam mu, zeby siedzial na lawce, a jak autobus podjedzie to podejdzie do mnie do kolejki.
      Autobus podjechal, jak tylko Tatek wstal zeby do mnie przyjsc (bylam gdzies w srodku 30 osobej kolejki) to wszyscy sie zatrzymali i czekali, ze Tatek wejdzie do autobusu pierwszy.
      Widok czlowieka w tym wieku i dodatkowo z laska widocznie wyzwala w ludziach jakies ludzkie uczucia;))
      Kobieta z dzieckiem w wozku robi mniejsze wrazenie o czym pisalam kilka notek wczesniej.
      No tak to jest, jak wszedzie sa ludzie i ludziska:))
      Cmok:*

      Delete
  8. No bez nasennika posłałaś Tatka spać?;-))))
    A przygoda Tatka i dla mnie jawiła by się porażająco. Poza tym u nas pies z kulawą nogą by się nie zainteresował starszym człowiekiem i jego strachem, że sobie nie poradzi. Mówisz, że jest nadzieja, że świat nie zejdzie na psy....ale chyba w Stanach. Bo u nas nawet na psy nie wszedł.
    Uściski świąteczne.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, juz wyzej wyjasnilam jak to wyglada:) Moge tylko dodac, ze tutejsi interesanci sa tez milsi. Tutaj 80% ludzi korzystajacych z autobusu mowi kierowcy "dzien dobry" i wychodzac "dziekuje". Oczywiscie zdarzaja sie przypadki z piekla rodem, co to wychodza z zalozenia "place i wymagam", ale tacy dostaja to samo zwrotnie.
      Glupia sprawa pisalam o kobiecie wybierajacej przez pol godziny karczek w polskim sklepie, gdyby tych karczkow na polce bylo 28 moglabym zrozumiec, ale ich tam bylo 7. Dokladnie siedem sztuk, ktore sprzedawczyni na zmiane kazdy przewracala z kazdej strony, zeby sobie paniusia obejrzala. Trwalo to bite pol godziny. Jestem jakos wewnetrznie przekonana, ze ta paniusia po powrocie do domu i tak nie byla zadowolona z tej sztuki, ktora wybrala.
      Ja kupowalam po niej. Sprzedawca pyta "jaki pani chce boczek?" ja na to "mozliwie najchudszy jaki pan ma" on: "to ja pani pokaze" ja z usmiechem: "niech mi pan nic nie pokazuje, pan jest fachowcem nie ja i wierze, ze da mi pan to co tam jest najchudszego"
      Wczoraj robilam pasztet i jak wyciagnelam boczek to Wspanialy zaniemowil na moment, a potem stwierdzil, ze tak chudego boczku jeszcze nie widzial:)))
      Bylam mila, wykazalam zaufanie do sprzedawcy... takiego typa ciezko oszukac;)) Tak to dziala, bo sama tak robie.
      Mialam babe, ktora w telefonie zapisalam jako "Do NOT Answer" czyli "NIe odbieraj" i nigdy nawet nie odebralam telefonu od niej, bo po co mi klopot?
      Niech idzie gdzies indziej i komus innemu truje dupe. A potrafie byc cierpliwa do bolu i jak by mi dzis zadzwonila klientka ze przyleciala z Bombaju i moze przyjsc tylko jutro, to tak przestawilabym dzien, ze jutro bym ja przyjela:)))
      Z nasennikiem nadrobilam;)
      Buziaki i najlepszego:***

      Delete
  9. fajnie mieć takiego Tatka:))) Dbaj o Niego, zresztą On o swoje potrafi się też upomnieć:))) Zaciekawiły mnie te kokosanki ... bo na Pavlowa to ja się chyba nie porwę.
    Radosnych, rodzinnych i spokojnych Świąt Wielkanocnych życzę, bo u nas to raczej na Boże Narodzenie wygląda.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mado, przepis na kokosanki jest na moim drugim blogu:
      http://www.gotujebomusze.blogspot.com/2010/12/twelve-days-of-christmas-xi.html
      http://www.gotujebomusze.blogspot.com/2010/12/twelve-days-of-christmas-x.html
      Robi sie je bardzo szybko i nie moga sie nie udac:))
      Masz racje Tatek sie potrafi o swoje upomniec, ale to tylko chyba tutaj, bo czuje sie tu swobodnie. Wszedzie indziej jest raczej niesmialy, to juz taka natura mezczyzn w tym rodzie. Wspanialy i jego syn sa dokladnie tacy sami:))
      U Was faktycznie zima troche przesadza z tym sniegiem w tym roku, ale juz niedlugo skonczy sie jej panowanie.
      Wesolych swiat pomimo sniegu zycze!!

      Delete
  10. Ja w podróżach boję się najbardziej przesiadek, które są zaplanowane w miejscach, w których mnie jeszcze nie było. Boję się, że nie będę wiedziała gdzie iść, którą stroną, a jak już się dowiem (bądź zorientuję ;) ) to będzie za późno, dlatego też po części się z Tatkowym stresem w tej historii utożsamiam. ;) Na szczęście wszystko się dobrze skończyło, tak naprawdę po części dzięki ludzkiemu podejściu "panienki" :)

    Życzę Wam radosnych, spokojnych, zdrowych Świąt Wielkanocnych, ze smacznym jajkiem, bogatym zającem i mokrym dyngusiem. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sue, chyba kazdy sie stresuje w takich przypadkach, zwlaszcza jak czas na przesiadke jest krotki, a z wiekiem jest jeszcze gorzej. I tak myslimy, ze Tatek byl wyjatkowo dzielny:)) A panienka naprawde zasluguje na uznanie.
      Dziekujemy bardzo za zyczenia i wzajemnie przesylam w imieniu mojej Trojki wszystkiego najlepszego Tobie:))
      A czy masz pojecie, ze tylko Tatek wie co to jest Dyngus:))
      Ale to dlatego, ze mieszka w Buffalo gdzie jest duza i bardzo silna Polonia organizuja wlasnie w poniedzialek po Wielkanocy parade lacznie z oblewaniem woda i ponoc jeszcze jest zwyczaj "smagania" dziewczyn po nogach galazkami bazi. O tym ja nawet nie wiedzialam, bo nigdy nie slyszalam o takim zwyczaju.

      Delete
  11. :)O Tatku już chyba wszystko napisałaś by żył 100 lat to za mało minimum 120 tylko czy będzie chciał.Ja życzę wszystkiego najlepszego.Koniecznie na śniadanie "zimną" jajecznicę.Czekam co nowego się wydarzy przecież musi :):)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, o Tatku napisalam bardzo duzo;)) Czy wszystko?
      Nie, absolutnie nie i czasem przychodzi mnie ochota poswiecic kilka notek specjalnie dla Tatka i mojej z nim przygody, bo to jest przygoda;)) I dosc dluga droga rozwoju naszych stosunkow, mysle, ze warto to zrobic chocby tylko po to zeby zostalo "ku pamieci".
      A Tatek sie "odgraza", ze musi zyc co najmniej 96 lat, bo jego przyjaciel, ktory chcial zyc 97 zmarl majac 95 lat.
      Tatek ma ambicje zyc dluzej niz Jack, zeby mu to "wytknac" jak sie spotkaja w niebie:)))

      Delete
  12. podbudowałaś mnie tą historią, jest nadzieja, że nie wszystkie panienki z okienka są "pindami z poczty".
    Świąt pełnych radości!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, ja sie tez uczepilam tej historii, bo naprawde budzi duze nadzieje. A "pindy z poczty" sa wszedzie, moze kiedys ta mentalnosc tez sie wyzeruje:))
      Dziekuje i nawzajem Klarko radosnych i cieplych w sercu jesli nie mozna na zewnatrz miec wiosennego ciepla.

      Delete
  13. Kojarzę obyczaj smagania po nogach witkami, a dotyczyć miał głownie dziewcząt, takie zaloty w stylu usia-siusia cepeliada. Jak i oblewanie wodą. Jak Cie nie obleją - to nikt Cię nie chce i słaba szansa na zamążpójście.
    Pani, która pomogła Tatkowi, po prostu wiedziała, że nie ma do czynienia z byle kim! I pewnie zauważyła, że Tatek jest fajna dupa:)
    A poważnie, takie zachowania podbudowują wiarę w gatunek ludzki.

    Wszystkiego dobrego, i niech Cię Wspaniały po łydkach wysmaga lubieżnie:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justm, powiedzialam Tatkowi, ze jest "fajna dupa" i mu sie to bardzo podoba tylko sie boi, ze zapomni zanim wroci do siebie;)) Samo "dupa" to on zna, tylko ta "fajna" robi problem.
      Wsolych jaj Ci zyczymy!!!

      Delete
  14. no właśnie Justm ma rację !!!
    Tatek to fajna dupa jest !!!
    mam nadzieję że Go ucałowałaś i wyściskałaś od mnie :-)
    uwielbiam Go i wielbic będę a teraz jeszcze doczytałam ze mieszka blisko Niagary to w ogóle będę się podlizywać
    (wiem że nigdy nie spełnię marzenia by zobaczyć Niagarę i Wielki Kanion ale co ? marzyć można :-)

    dużo dużo zdrowia Wam życzę ,spokojnych i pogodnych świąt

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, Tatek wysciskany i wycalowany od Ciebie zanim zdazylas to napisac, ja juz wiem co napiszesz wiec dzialam pro-aktywnie:))
      Marz, marz, bo marzenia sie spelniaja!!

      Radosnych i wesolych dla Was od nas.

      Delete
  15. Star,życzę Tobie i Twojej rodzinie zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teniu, dziekujemy serdecznie i Tobie oraz Twoim bliskim rowniez zyczymy radosnych swiat:))

      Delete
  16. Serce rośnie jak się czyta,że podróżny może liczyć na tak fachową i uprzejmą pomoc. Szczęśliwie Tatek dotarł i już możecie świętować!:)))
    Pięknych świąt dla was !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, czasem moze, czasem nie moze... jak w zyciu:))
      Swietujemy, szykujemy, wszystko na luzie, ja sobie wlasnie urzadzilam dwu-godzinna drzemke;)
      Buziaki i wesolych swiat dla WAS!!!

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...