Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, April 1, 2013

Chyba umarlam

Takimi slowami zakonczylam wielkanocna niedziele, kiedy Wspanialy wrzucil juz ostatni talerz do zmywarki, kiedy umyl ostatnia lampke po winie, kiedy odkurzyl sralon, a ja siedzialam i mialam wszystkiego dosc. Nie zebym byla obzarta, chociaz glodna na pewno nie bylam, nie zebym wypila za duzo, bo lampka wina przez caly dzien, to raczej nie to.
Mialam po prostu dosc.
Dalo sie we znaki dreptanie po kuchni przez dwa wczesniejsze dni. I nawet doszlam do wniosku, ze duza kuchnia to jest przeklenstwo. W malej czlowiek ma wszystko pod reka i moze dzialac nie ruszajac sie z miejsca, ewentualnie wykonujac polobroty i czasem jakis pelny piruet.
A ja tup-tup dwa kroki w lewo, tup-tup dwa z powrotem, tup-tup cztery kroki do tylu, sklon do dolnej szafki, tup-tup do przodu i tak przez cale dwa dni od czasu do czasu jeszcze tuptalam w gore i dol wdrapujac sie na kuchenna drabinke.
I tuptanie dalo mi wyraznie w dupe.
Owszem radosc byla ogromna jak goscie na pniu pozerali wszystko co bylo na stole.
Najciekawsze, ze jak pisalam przygotowalam specjalnie kilka potraw na stol przekasek bez wieprzowiny, zeby syn i synowa mogli zjesc i co?
Ano nic, pierwsze po co syn wyciagnal reke to byl kawalek kabanosa.
Najpierw udalam, ze nie widze, ale jak synowa wziela pasztet, to postanowilam, ze moze jednak powinnam przypomniec im, ze to nie sa potrawy koszerne.
-- Yyyyy.. wiecie... te kielbasy i pasztet to zawieraja wieprzowine...
-- Wiemy - padla rzeczowa odpowiedz.
-- Ale ja tu dla Was specjalnie... - bakalam nadal wskazujac na bezpieczne dla nich potrawy.
-- Ale przeciez wiesz nie od dzis, ze my jemy wieprzowine - powiedziala I.
-- No wiem, ale myslalam, ze w Passover...
-- Star, nasz Passover polega na unikaniu maki i to wszystko... Naprawde ja doceniam, ze Ty sie starasz, ale niepotrzebnie sie narobilas - dodala.
-- Robota to w sumie zadna, tylko, poniewaz ja sie za wiele nie znam, to pytalam ojca i robilam pod jego wskazowki.
-- Star, ustalmy raz po wsze czasy, ojciec sie na tym nie zna - wtracil A. (syn) - Nastepnym razem, zanim sie narobisz zadzwon  do mnie.
No i masz babo placek!!
Nic juz na tym swiecie nie jest prawdziwe, a na pewno nie moi zydzi;))
Owszem ucieszli sie, ze desery byly bez maki, ale zurek wpierdalali tylko im sie uszy trzesly nawet jak uprzedzilam, ze zakwas zawiera make.
Pavlowa pozarli zanim zdazylam zrobic zdjecie, wiec mam jedno, ale juz takie rozgrzebane resztki na paterze, trudno musi byc co jest.
Aviva jest przeslodka, zwlaszcza jak mowi:
-- Bapcia dam Ci buzi - i wyciaga ramiona.
W pewnym momencie podeszla do Tatka i mowi:
-- Dam Ci buzi.
A poniewaz Tatek albo nie slyszal, albo nie zrozumial to pocalowala go w kolano, bo to akurat bylo najblizej:)
Nie mialam jakos glowy do robienia zdjec, wiec w sumie mam tylko zdjecia Tatka z Josh'em, o ktore sie Tatek wyraznie upomnial.
I tak to.
A dzis bylam na spotkaniu z Evek i znow umarlam;))
To moze jutro mi sie uda cos na ten temat napisac.

29 comments:

  1. To ja może nię będę pisał, że u mnie ostatnie cztery dni polegały na wylegiwaniu czterech liter. Więc się za bardzo nie namęczyłem. Ale też nie mam żadnych pięknych wspomnień z tych świąt. Coś za coś.

    PS Ten sRalon, to tak specjalnie? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martin, zawsze w zyciu jest cos za cos;))) Tak mi wychodzi;)
      A sralon specjalnie, bo to nie jest taki typowy salon, ktory traktuje sie z namaszczeniem;)) tylko sralon, w ktorym czesto bywa "nasrane" bo nam sie sprzatac nie chce;)

      Delete
  2. tak to teraz w tym świecie jest - niczego nie mozna być pewnym - nawet własnych Żydów...:)Najważniejsze , ze już po Świetach i można zacząć spokojnie żyć..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, slowem swiat schodzi na psy;))) I nikt nie zna dnia ani godziny;))

      Delete
  3. Ja sie za to wybyczylam, bo jeden obiad dla rodziny to nie robota. A, i kuchnie mam niewielka.
    Niech Wspanialy zrobi Ci dobry masaz, glownie stop, a zaraz poczuejsz sie jak nowonarodzona.
    Swieta sa niepraktyczne i ja osobiscie bardzo sie ciesze, ze skreslilam je z listy prac kuchennych. W taki sposob tez cos z nich mam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero kofana, co Ty godos, co Ty godos? Wspanialy sie tak nadaje na masazyste, jak ja na zakonnice:))) Jemu kazdy dotyk mojego ciala kojarzy sie z seksem, a ja naprawde nie mam na to ochoty, nie teraz;)))
      Na masaz, fachowy, ide dzisiaj, juz mam umowiona wizyte, bo ja o to zadbalam juz na tydzien przed swietami. Pod tym wzgledem jestem zapobiegliwa:)))
      Swieta na pewno sa niepraktyczne, zgadzam sie z tym i przyznaje Ci racje, ale to jest ostatnia chyba rzecz, ktorej sobie jeszcze nie potrafie przelozyc w glowie i niestety poki co, swieta MUSZA byc po mojemu.
      W koncu to tylko trzy dni w roku, bo tez tylko trzy dni swiat, ale jednoczesnie to sa te jedyne trzy dni w roku, kiedy mozemy byc razem ze wszystkimi dziecmi, a to tez wazne. Ja wiem jak to bardzo wazne dla Wspanialego, a ze on jest wspanialy (z reka na sercu) przez 365 dni w roku to ja moge poswiecic 3.
      Znow jak pisal wyzej Martin, cos za cos:))))

      Delete
  4. Byłam pewna, że umarłaś i jesteś w niebie! Oczywiście za sprawą Wspaniałego :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, czyzby Twoje mysli podazaly sciezkami Wspanialgo mysli?:)))

      Delete
  5. Wspólczuję dreptania. Ja się wypiełam. Nauczona przeżyciami z Bożego Narodzenia powiedziałam sobie stop! Nie będę tyrać, tym bardziej, że nikt się nie palił do współpracy lub choćby minimalnej pomocy. Zrobiłam sałatkę, upiekłam dwa ciasta, ugotowałam żur,upiekłam też potężną karkówkę, bo białą kiełbaskę tradycyjnie gotowaną się u nas zjada, więc jaja i koniec:) I jestem szczęśliwa, że się nie narobiłam oraz nie zmęczona!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, wypielas sie, bo mialas na kogo:)) Ja nie mam corki, w dodatku takiej, ktora by chociaz mieszkala blisko. Mam jedynie to szczescie, ze jak cos robie w kuchni to Wspanialy pomaga, nie w robieniu, ale na biezaco wszystko myje a to juz ogromna pomoc. W sobote powiedzial, ze w ciagu tych kilku dni myl juz mixer i food processor po 4 razy kazdego dnia;)) Zlewozmywak to jedyne miejsce w kuchni, do ktorego podchodze w czasie pracy zeby umyc wlasne rece. No coz, chyba juz na starosc nie bardzo mam na czym stac i chodzic;)) Trzeba sie z tym powoli pogodzic.
      Gdyby nie wczorajsze spotkanie, to juz lezalabym do gory czym sie da, bo wczoraj juz u nas byl normalny dzien. Ale tak bardzo sie ciesze, ze spotkalam sie z Eva i jej chlopakiem, bo oni mieszkaja daleko i licho wie kiedy bedzie nastepna okazja:)

      Delete
  6. Wyobrażam sobie, że nadreptałaś się (pewnie noga trochę Cię nadal ma prawo pobolewać) po tej kuchni. Mam podobny problem, kuchnia spora, blaty robocze trzy i każdy na innej ścianie, jak człowiek sobie nawet urządzi robotę, to i tak co chwila po coś się musi schylać i biegać.
    Jak kiedyś sobie urządzę nową kuchnię, to tam będzie jeden duży blat roboczy do gotowania, inny tylko na kawę, czajnik, ekspres i takie tam.
    Dobry pomysł mi podsunęłaś! :)
    Faktycznie lepiej czasem zadzwonić, zamiast się narobić, ale to będziesz już wiedziała za rok! :)
    Buziaki i pozdrowienia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, ja tak pisze o tej malej/duzej kuchni, tylko pomysl, gdzie czlowiek w malej kuchni ma stawiac wszystko?
      Tak zle i tak niedobrze:)))

      Delete
  7. Jak dobrze wrócić do swojej znajomej, ciepłej, oswojonej rzeczywistości!Bo święta są fajne, jako odpoczynek od codziennosci, ale czemu przynosza ze sobą tyle niepotrzevbnego zmęczenia? Czy może bez tego zmęczenia byłyby nieważne?Wszystko siedzi w naszych głowach a tyle tam gratów i maneli, że cieżko tę przestrzeń przemblować i pozbyć sie niepotrzebnego ciężaru.Zwłąszcza, gdy sie te ciężary poniekąd kocha...
    Serdeczności poświąteczne zasyłam!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, wlasnie pisalam w odpowiedzi dla Pantery, ze "swieta po mojemu" to ten ostatni bastion, ktorego nie potrafie ugryzc:)) Z wielu powodow, sa (w moim przypadku) tylko 3 razy w roku i kazde jednodniowe, wiec... no jakos przykro sie tego pozbyc. Tyle tylko, ze ja jestem w tym przypadku tak uparta, ze nawet jak dzieci pytaja czy moga cos zrobic i przyniesc to tez krzycze NIEEEEE ;))
      Teraz z kolei jak pisze to wszystko to mysle, o tamtych swietach sprzed wielu, wielu lat, kiedy gromadzily sie pod jednym dachem cale rodziny i bylo nascie doroslych, nascie dzieci i jakos te nasze matki dawaly rade, nawet nie majac mixerow, malakserow... zupelnie nie wiem, jak dawaly rade.
      Juz nie wspominajac, ze wczesniej kazda wypucowala mieszkanie, czy dom.
      Moze ludzie byli z innego materialu?:)))
      buziaki:***

      Delete
  8. No i dlatego nie robię Świąt. Zdreptane nogi do kostek, a w naszej rodzinie to tylko złośliwości były. Dopóki żył ojciec to na mnie wymuszał organizowanie Świat i aj, dlatego, że stary ojciec "prosił", ulegałam. W te Święta przelabowaliśmy bez specjalnych potraw i przeżyliśmy:)
    Ale ja wiem, że Ty uwielbiasz tatka, Wspaniałego i resztę rodziny, i że dla Ciebie , mimo zmęczenia, to ważne dni:)Fajnie, że się udały:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, widze, ze doskonale to rozumiesz:))) Tak, robie to dla Tatka i dla Wspanialego, glownie dlatego, ze nigdy wczesniej tego nie mieli. Nigdy nie obchodzili zadnych swiat razem, dopoki ja nie znalazlam sie na horyzoncie.
      Gdybym byla sama z Juniorem, to poszlabym do restauracji, tak jak robilismy na Thanksgiving, ale juz BN i Wielkanoc byly jednak w domu, bo przeciez tez chce zeby mial jakies wspomnienia.
      Niestety, wiekszosc takich rzeczy robimy rowniez z tej prostej przyczyny, ze dzis budujemy dzieciom wspomnienia na jutro. Taka jest prawda.
      Tak jak ja wspominam swieta w rodzinnym domu, tak kiedys Junior bedzie wspominal obecne...
      A co wspominac, jak sie wypne?
      Ech... bledne kolo;)))

      Delete
  9. ta Łódź, to ja:)
    czytam od początku...
    pasjonujące:DDD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gago, bardzo sie ciesze, ale... chyba nie czytasz wszystkiego od poczatku? Troche duzo tego jest:))

      Delete
    2. zaczęłam od 2008 ...
      jak jest coś wcześniej, to dawaj, tzn. bardzo proszem o namiary:PPP

      Delete
    3. Nie ma nic wczesniej:) Podziwiam, ze Ci sie chce.

      Delete
  10. Wlasnie dlatego, zeby nie umrzec postanowilismy sie nie narobic i nie robic swiat. Dzieci daleko a Wielkanoc jakos tak po macoszemu traktuja i nie przyjechali. Sesja niedlugo i trzeba sie uczyc! Byczylismy sie jak przystalo a w niedziele na fajny brunch poszlismy i nam uslugiwano:) Lubie tak:) Tradycja tradycja ale nasze samopoczucie jest najwazniejsze tym bardziej, ze nie bylo "specjalnych gosci" a juz swojej dupie, to my dogadzac nie lubimy:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, umrzec i tak niestety, kiedys umrzemy:))) Dzieci mialas daleko, a to zmienia postac rzeczy, bo jakos trudno mi uwierzyc, ze gdyby byly na miejscu to nic bys nie zrobila.
      Gdybym byla sama ze Wspanialym to tez byloby inaczej:))

      Delete
  11. Przesłodka kruszynka :) i jakie imię ładne ma... :)
    Ja swoje święta w wielkim skrócie opiszę jutro, bo dziś mam jeszcze wszystkiego dość.
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sue, na tym chyba polega urok swiat, ze niby ciesza jak sie do nich przygotowujemy, ale jak juz sie skoncza to kazdy czuje wielka ulge:)))

      Delete
  12. Czuję to samo po każdych zakończonych Świętach :) jestem udreptana po pachy, przejedzona i zmęczona :) Chyba znalazłoby się więcej osób, które tak samo wspominają Święta :)
    Pozdrawiam i miłego poświątecznego odpoczynku życzę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, ja tez myslalam, ze takich jest wiecej, ale sie okazuje, ze wszyscy sie lituja nade mna tak jakbym naprawde umarla:)))
      Mam nadzieje, ze jeszcze nikt nie zaczal zbiorki na wieniec, bo na chooj komu tyle zieleniny?

      Delete
    2. buahahahahahahahhah... no nie wiem... tatko dostał "podusię" to może tobie spodoba się wieniec :)))))
      a ja się lituję jedynie nad sobą :P Jakbym nie musiała dzisiaj wstać do pracy to przegniłabym cały dzień w łóżku.. poświąteczny koszmar :)

      Delete
  13. Dobrze, że się odradzasz :) ściskam

    ReplyDelete
  14. No to się cieszę, że nie tylko ja czuję się taka umordowana po tych Świętach. Nie znaczy, że cieszę się, że Ty "chyba umarłaś";-))) Ale chodzi o to, że myślałam o sobie, że taka durna jestem, że znów wzięłam sobie na łeb dużo potraw. A znaczy, że to normalka jest

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...