Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, May 22, 2013

Akcja prawie kryminalna

Wczoraj w polowie dnia pracy nagle przypomnialam sobie, ze jeszcze nie przywiezli mi prania z pralni. Spojrzalam na zegarek - ciut po 14tej, mam zamiar pracowac nie dluzej niz do 18tej, moze jeszcze zdaza.
Zadzwonilam.
Zawsze mnie szlag trafia jak dzwonie do tej firmy, bo niby maja podzielone miasto dzielnicami, co powinno usprawnic zalatwianie spraw, ale przy telefonach to zatrudniaja jakies takie panienki, ktorych glowna uroda jest fakt, ze zawsze brzmia zaspane.
-- Dzwonie z firmy "blablabla", zeby sie dowiedziec czy jest mozliwosc dostarczenia mojego prania jeszcze dzis, czy musi to byc jutro?
-- Jakie nazwisko?
-- Nie ma nazwiska, jest nazwa firmy i brzmi "blablabla".
-- Ale jakie nazwisko?
-- Mowie przeciez, ze to jest usluga dla firmy a nie prywatnej osoby, w Waszym komputerze istnieje nazwa firmy a nie moje nazwisko, badz uprzejma wpisac w wyszukiwarke kont "blablabla" i zobaczysz - naprawde nie wiem skad mi sie wziela cierpliwosc, ze powiedzialam to wszystko spokojnie. Po chwili uslyszalam:
-- Ooo faktycznie jest - i cisza, bo w czasie stukania panienka juz zapomniala jakie bylo moje pytanie.
Cycki opadaja do wod gruntowych jak sie ma z takimi do czynienia. Zawsze sie zastanawiam jak takie pizdy maja prawo zyc tak dlugo, bo nawet 20 lat z taka ulomnoscia to jest dlugo.
-- To mozecie jeszcze dzis przed 18ta dostarczyc to moje pranie, czy musze czekac do jutra? - powtorzylam pytanie w miare szybko, co by mi panienka znow nie zapadla w sen.
-- To ja sie skontaktuje z kierowca i do Ciebie zaraz oddzwonie.
-- Dobrze, dziekuje.
Minelo pol godziny, ale "zaraz" ciagle nie nadchodzilo wiec zadzwonilam jeszcze raz.
-- To co z ta dostawa dla "Blablabla"? - postanowilam tym razem krotko i rzeczowo.
-- A tak, kierowca powiedzial, ze zdazy i on do Ciebie zadzwoni jak juz bedzie blisko.
Kryste!! Odlozylam telefon, bo to i tak bez sensu gdybym przypomniala, ze przeciez miala "zaraz" oddzwonic. Gadanie z wlasnym butem mam przyjemniejsze i zdecydowanie bardziej konstruktywne.
No to czekam, ale juz sie nie ma powodu denerwowac, bo kierowca zadzwoni na moja komorke, wiec nawet jak wyjde na papierosa to mam komorke przy sobie.
Po jakims czasie dzwoni kierowca:
-- Jestem w poblizu, bede za ok. 10 minut.
-- Dziekuje, czekam.
Od razu wiedzialam, ze z tych 10 minut zrobi sie 20 albo i 30 bo wczoraj w okolicy byly takie korki, ze szybciej sie szlo niz jechalo. Ale co tam, jest dopiero 15:30 czy cos wedle tego, do 18tej mam czas. Ok. 16tej nie dalam rady i postanowilam isc na papierosa, zabralam ze soba na wszelki wypadek oprocz telefonu rowniez karte kredytowa zebym mogla zaplacic jak go ewentutalnie spotkam przed budynkiem, a pranie... no coz zawsze moge liczyc na pomoc Neila w doniesieniu do windy, albo i do samych drzwi zakladu.
Stoje przed budynkiem i pale, patrze idzie, juz z daleka poznalam moje bluzki wiszace na wieszakach. Poprosilam zeby zostawil wszystko na dole w lobby, chcialam zaplacic ale sie okazalo, ze kierowca nie ma telefonu z tym ustrojstwem do placenia, wiec podal mi numer telefonu do jakiejs Melissy, ktora bedzie mogla przyjac oplate telefonicznie.
Poszedl, a ja patrze na to co przyniosl i mi cos kurwa nie gra... malo tego!!!
Ja pierdole lece za nim. Zdazylam zanim odpalil samochod.
-- Wiesz tego prania to jakos malo?
-- Jak to malo?
-- No tak na oko to dales mi 1/3 tego co ja Wam dalam.
-- Niemozliwe.
-- Mozliwe, ja Wam dalam duzy worek upchany po brzegi a Ty przywiozles teraz maly worek w dodatku moje pranie bylo w fioletowym worku z materialu i tak zawsze dostaje zwrot.
-- Ale moze ten fioletowy worek zlozyli i wlozyli miedzy inne rzeczy.
-- Mmmm teoretycznie tak mogli zrobic, ale po co? skoro klient ma wlasny worek, w ktorym pranie zawsze zdaje i odbiera?
-- No to ja nie wiem... masz ten rachunek przy sobie?
-- Mam - wyciagnelam rachunek z kieszeni i mu podalam.
-- Tu pisze 30 funtow...
-- No wlasnie! 30 funtow to nie jest cos co ja bym podniosla bez wysilku jedna reka.
A podnosilam, bo chcialam przestawic w inne miejsce, zeby nie przeszkadzalo zanim wroce na gore.
-- Nie mam pojecia co powiedziec, ja juz nie mam nic wiecej w samochodzie.
No coz, nie bede sie przekomarzac z kierowca, on rozwozi to co mu dali.
Wrocilam do budynku, zabralam to co przywiozl na gore, otworzylam.
I teraz sie dopiero wscieklam na serio, z 12 duzych grubych recznikow mam jeden, z 12 przescieradel mam 4, wraps dla klientek to nawet nie liczylam ile oddalam, ale na 100% tez mam nie wiecej niz polowe.
Zerknelam na rachunek, $52 z groszami, nawet jak im nie zaplace to i tak nie pokryje kosztow tego co musze kupic i to kupic w trybie natychmiastowym, a na to tez nie mam czasu.
Szlag, wzielam telefon dzwonie, ale tym razem juz sie nie cackam z zaspana panienka tylko od razu prosze zeby polaczyla mnie z menadzerem Manhattanu.
-- Hallo mowi Jason Xxxx - uslyszlam po chwili.
-- Dzien dobry Jason tu Star z firmy "Blablabla" dostalm przed chwila pranie, ale dostalam tak na oko tylko 1/3 tego co Wam dalam.
-- O kurde! Star tu mowi Jason.
-- Dobrze, ze Jason, tylko co z tym praniem?
-- Nie pamietasz mnie? Ja bylem kierowca jak zaczelas korzystac z prania w naszej firmie. Pamietasz, taki grubasek z poczuciem humoru?
-- Ooo teraz pamietam! No to Jason co Ty teraz robisz, bo kuzwa jak Ty jezdziles to nie mialam problemu teraz przyjeli jakiegos ciula co mi pranie zgubil.
-- Ja teraz jestem menadzerem.
-- Gratuluje, dobrze dla Ciebie, gorzej dla mnie.
-- Star, nie denerwuj sie, ja zaraz biore sie za szukanie.
-- Jason, pamietaj w moim praniu sa tylko reczniki, przescieradla i wraps dla klientek, fioletowy duzy worek, bo worka tez nie ma, mysle, ze on po prostu nie zabral wszystkiego, bo czasem mam zwrot pakowany w moj fioletowy worek i dodatkowo czesc w waszych plastikowych.
-- Dziekuje, to duza pomoc. Zadzwonie do Ciebie jak cos bede wiedzial.
-- Licze na to - odpowiedzialam z usmiechem.
No i zadzwonil, zajelo mu to nawet mniej niz godzine. Okazalo sie, ze kierowca pomylil numery rachunkow i zostawil czesc mojego prania gdzies indziej, a tam ktos nieswiadomie przyjal.
Kierowca tez zadzwonil z pytaniem czy moze ta odnaleziona reszte podrzucic dzis rano.
Rano??? Moje rano to poludnie... ale powiedzialam, zeby zostawil w lobby i obiecal tak zrobic.
Opowiadam historie Wspanialemu a ten slucha i na koniec mowi:
-- Ale jakim cudem ktos inny mogl nieswiadomie przyjac Twoje pranie jako swoje?
-- Kochanie, zupelnie bez cudow. Czy Ty myslisz, ze jak James przywozi nasze pranie, a Ciebie akurat nie ma w domu to ja wiem, ze to nasze?
-- Jak to nie wiesz, nie poznajesz worka?
-- Worek moge poznac, ale to nie znaczy, ze ktos inny nie moze miec worka tego samego koloru, a przeciez nie rozbebeszam, zeby sprawdzic.
-- No tak, od rozbebeszania to jestem ja...
Udalam, ze nie slysze, po co sie wdawac w czcze dyskusje;)

34 comments:

  1. Ale numer, że pranie podzielili na 1/3 i 2/3 (no ciężko napisac na pół) i troche tu, trochę tam zawieźli. Widać zaspane panienki zatrudnili też do pakowania. Ale jak masz takie kontakty z managerem... ;) w sumie fajnie, że od kierowcy do managera awans. A uważam, że tym lepiej jeśli ktoś w ramach firmy awansuje, i w ten sposób Jason doskonale wie jak to wygląda od kuchni i pewnie dlatego tak szybko się pranie znalazło, niż gdyby nagle zatrudnili na to miejsce kogoś kto pralnie ogarnia tylko jako produkt ;)
    Szczęściem sie znalazło.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widocznie bycie menadzerem nie jest az tak skomplikowane jak by sie wydawalo i kierowca moze awansowac:) Ja zupelnie nie pamietam tego faceta, ale wazne, ze on mnie pamietal i sie udalo.
      Bo ja to oczywiscie wszystko zalatwiam na gebe, czyli nie licze, nie spisuje, po prostu upycham wor i oddaje. Jakos do tej pory mialam szczescie, ale na dobra sprawe gdyby nie znalezli tej pozostalej czesci moich szmat to nie mam zadnego dowodu, ze wyslalam wiecej. Taka juz jestem traba i wierze, ze co wyslalam to do mnie wroci;))

      Delete
  2. No to stres nawet przez glupie (sorry) pranie;)))) A moze Ty, Star wrzucilas to wyluzowana na klate? Ja tam bym sie wsciekla. Dobrze, ze sie odnalazlo, co bylo zreszta do przewidzenia:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, oczywiscie, ze to glupie pranie, ale gdyby sie nie znalazlo to mialabym klopot akurat przed dlugim weekendem kiedy nie mam czasu latac za recznikami i przescieradlami:)) A w koncu na jednoosobowy zaklad to tez nie mam tego buk wie ile tylko tyle ile potrzeba.
      Off topic, czy dostalas moj email?

      Delete
    2. Ostatni email, jaki dostalam jest z 19 maja. Odpisalam Tobie 20 maja i na niego juz nie dostalam zadnej odpowiedzi.

      Delete
    3. Querva, cos mi sie dzieje ze skrzynka... Jestem w pracy, dzis napisze jeszcze raz i podam Ci nowy adres. Sorry.

      Delete
  3. To i takie rzeczy w Hameryce sie zdarzaja? Cos podobnego! :)))
    A myslalam, ze tam panuje wiekszy porzadek.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale dlaczego w Ameryce mialby panowac wiekszy porzadek? Przeciez to Niemcy slyna z porzadku:)))

      Delete
    2. Tutaj tez dzieja sie rzeczy, o jakich sie fizjologom nie snilo. :)))
      Hameryka nie jest w wariactwach pralniowych oraz innych takich odosobniona.

      Delete
    3. Eee jak w Germanii tez cuda, to znaczy, ze burdel jest juz globalny:)))

      Delete
    4. No jak nie, jak tak? A po otwarciu granic nazjezdzalo sie roznych bandziorow,
      wiec oprocz globalnego burdelu, jest dodatkowo niebezpiecznie.

      Delete
    5. Nie strasz, bo jak czytam to sobie mysle, ze czas sie wymiksowac:))

      Delete
  4. Zawsze twierdzę, ze najważniejsze to znac tego właściwego człowieka, co w razie czego poda pomocna dłoń.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, najsmieszniejsze, ze ja go nawet nie pamietam:))

      Delete
  5. A ja myślałam, że tylko u nas takie niekumate siedzą w różnych punktach:( co wcale nie jest dla mnie/nas pocieszeniem.
    Dobrze, że odzyskałaś resztę w miarę szybko. Bo u nas.... BO U NAS... najpierw byłaby karczemna awantura i dopiero później ktoś w końcu poczułby się do odkręcenia sprawy po myśli klienta.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, nie wazne czy u Was, czy u nas, wszedzie na swiecie sa ludzie, ktorzy w pracy pracuja i sa tacy co chodza do pracy;))

      Delete
  6. Grunt że wszystko załatwione :) Przejścia z pralniami znam od podszewki (nomen omen) bo po ostatnim moim zostawieniu pieczątki w ubraniu miałam okazję przegrzebać z miłą panią pralniową chyba z 30 worków w których moja zguba mogła być. Skończyło się dobrze, organizacja pracy w tej firmie jaka taka no ale teraz już wiem ile brudów dziennie moje miejsce pracy wytwarza ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieczatka?? Syn mojej kolezanki zostawil w kurtce do prania zapalniczke!! ze to nie wybuchlo w suszarce to cud. Wspanialy ma zwyczaj wkladania dlugopisu do kieszonki koszuli i kilka razy przytrafilo mu sie wlozyc otwarty dluopis, a poniewaz uzywa tych dlugopisow z atramentem to po prostu wycieklo na koszule. Tyz madry!! ale sie oduczyl:)

      Delete
  7. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze :) i to jednocześnie taka nauczka na przyszłość, że jednak to pranie trzeba rozbebeszać i sprawdzać. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wieksza nauczka byloby liczenie sztuk przed wysylka do pralni i robienie zlecenia online, ale ja leniwa, wiec wszystko zalatwiam na gebe:)))

      Delete
  8. No zobacz jak łatwo można stracić na zaufaniu do zleceniobiorcy.;-))
    Jak mi przywozili zakupy spożywcze, ze sklepu internetowego, to nigdy tego od razu nie oglądałam i zawsze było git. Razu jednego, po dwóch godzinach dopiero zabrałam się za wyładowywanie i odkryłam, że mam wielki karton pieluch jednorazowych i żarcia dla niemowląt w słoiczkach. Myślałam, że cholery dostanę. Do mnie, poza Miasto, kierowcy zawsze przyjeżdżali na koniec zmiany, więc o zamianie tego dnia nie było już mowy. Zostaliśmy bez napojów, fajek, mleka i paru innych, za to mieliśmy w chuj pieluch. Odtąd, mimo częstego zniecierpliwienia kierowców nigdy nie zapłaciłam za dostawę przed otwarciem pudeł.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante;) Pieluch trzeba było wysłać do ans;)A bez fajek miałaś wieczór w zdrowiu;P

      Delete
    2. Wybacz, ale pisze i chichotam bez opamietania:))) Wieczor bez fajek jest nie do przezycia, ale na wypadek sraczki z padaczka na skutek niepalenie byliscie zabezpieczeni:)))

      Delete
    3. Taaaaaa, ale to zdaje się był mały rozmiar -)))

      Delete
    4. Moze daloby sie polaczyc np. trzy szuki w jeden przyzwoity rozmiar:)))

      Delete
  9. Chwała tej pralni, bo gdyby nie oni ominęłaby nas tama fajna opowieść z dreszczykiem:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Taaaa, a ja mialam autentyczne dreszcze, ze przed dlugim weekendem zostalam bez wystarczajacej ilosci przescieradel i recznikow;))

      Delete
  10. Nie wyobrażam sobie oddać rzeczy do pralni.Ale gdyby u nas się coś takiego stało nie wierzę w wyjaśnienie sytuacji w ciągu tygodnia!
    A takich niekumatych panienek u nas w bród!
    Ostatnio Pysia kupiła buty - wymieniła pudełko, bo jeden but miał wadę -nie zauważyła,że dostała dwa lewe.Zawiozłam do wymiany, a pani przyniosła mi prawy z wadą i twierdziła,że to ostatni!
    Powaliła mnie - zapytałam jakim cudem, skoro ja mam dwa lewe?Logika trudna JEZD:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miska, dla mnie oddawanie prania do pralni to normalka, pamietaj ja jestem klasyczny len, a tym bardziej jesli chodzi o pranie tych zakladowych szmat, to co mialabym je wozic do domu?
      O dwoch lewych butach nawet mi nie mow!!! Junior na wesele syna Wspanialego zakupil cale nowe oprzyrzadowanie w postaci garnituru, koszule, krawat i oczywiscie buty. Owszem nawet pokazywal te buty, tzn. otworzyl pudlo, pochwalilam i na tym sie skonczylo. Do czasu kiedy wlasnie na ostatnia minute przed Rehearsal Dinner dotarlismy do hotelu majac tylko czas na szybkie przebranie sie. Ja se maluje oko i w tym czasie dzwoni moja komorka, odbieram a to Junior ze swojego pokoju hotelowego "mamo te buty to sa dwa lewe". Miska, ja o malo zawalu nie dostalam!!! Jestesmy w hotelu, 100km od domu i on nie ma zadnych innych butow poza sportowymi, w ktorych przyjechal. Kryste, ja zaczelam cos paplac oczywiscie po polsku ale widocznie mialam rozpacz w oczach, bo Wspanialy mi zabral telefon. Wysluchal problemu i spokojnie powiedzial "na ten dzisiejszy obiad zaloz buty sportowe, gdyby ktos zwrocil uwage, to powiesz, ze miales operacje stopy i to jedyne buty jakie chwilowo lekarz zalecil, a jutro rano pojade z toba do jakiegos sklepu w najblizszym miescie i kupimy inne buty".
      Wspanialy jest w takich stytuacjach niesamowity!!!
      A po weselu pojechal do sklepu wymienic te nieszczesne lewe i dostal dodatkowo druga pare za darmo, pod warunkiem, ze ta druga para nie bedzie drozsza od pierwszej. To tak w ramach rekompensaty za spowodowanie trudnosci i narazenie klienta na zakup awaryjnych butow na to nieszczesne wesele, bo Junior opowiedzial jakie mial dzieki temu przygody tylko dlatego, ze ktos z ekipy sklepu nie dopelnil obowiazku sprawdzenia co daje klientowi.

      Delete
    2. wow! a mi cholera, nawet za bilet nie zwrócili;)

      Delete
    3. Ale Wspaniały podoba mi się coraz bardziej - chciałabym Go poznać..wiesz, żeby wymienić się doświadczeniami na temat oparzeń na przykład;))

      Delete
    4. Miska, jakem niewierzaca, tak wierze, ze Wspanialego to mi niebiosa zeslaly:)) Oj cos mi sie wydaje, ze jak by byla okazja sie poznac to byloby jak z Marinikiem i jego zona, u ktorych spedzilismy trzy cudowne dni. A na pozegnanie Wspanialy i zona Marinika stali i tak sie trzymali za rece, jedno nie mowi po angielsku, drugie nie mowi po polsku. Wspanialy tylko powtarzal "dzienkui" jak papuga a po twarzy Marinikowej zony plynely lzy. A ja i Marinik dwie dupy wolowe, stalismy jak cieleta patrzac na ten obraz i zadnemu nie wpadlo do glowy uwiecznic to na zdjeciu.
      A to byla tak wymowna chwila, ze takie zdarzaja sie naprawde rzadko;/ Wrrrrrrrrrrr...........

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...