Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, June 15, 2013

Dziewczynka z... wyobraznia

Ta notka mieszka w mojej glowie juz od tygodnia, wiec chyba czas sie z nia rozprawic, bo polowe zapomne. A chodzi mi o wyobraznie naszej wnuczki Avivy, dla tych co nie wiedza, lub nie pamietaja dodam, ze Aviva skonczy 31 sierpnia 3 lata, a wiec niby to jest wiek, w ktorym mozna sie spodziewac ze dziecko duzo mowi, ale wyobraznia polozyla nas na lopatki:))
Jak wrocilismy do domu z parku to zapytalam czy moze ze mna posiedziec i porozmawiac, na co dostalam odpowiedz tej tresci:
-- Bapcia, nie moge bo ja teraz ide do pracy.
-- Hmmm a czy ja moge tu posiedziec i poczekac az wrocisz z pracy? - wychylilam sie z zapytaniem.
-- Tak, oczywiscie, ze mozesz ja nie pracuje dlugo.


Z ulga odetchnelam na to przyzwolenie, a do rozmowy wtracil sie dziadek:
-- Widze ze zabierasz do pracy torebke?
Ale dziadek uzyl slowa "purse", ktore moze oznaczac zarowno mala damska torebke jak i portfel. Sojrzala na niego z politowaniem, poleciala do swoich rzeczy i wrocila z czyms takim.


I teraz pokazujac dziadkowi najpierw zawieszona na szyi torebke, ktora wlasnie ode mnie dostala, a potem na konia z zawieszka powiedziala:
-- To jest torebka, a TO jest portfel!
Dziadek uswiadomiony, teraz mozna sie udac do pracy.


Ale dzieci tez nie moga wyjsc w pore, bo przeciez czesto zatrzymuja ich pytaniami nieodpowiedzialni rodzice.
-- A daleko masz do tej pracy? - zapytal ojciec.
-- Niedaleko, ja pracuje blisko domu.
-- Ale wiesz mamy gosci to moze wezmiesz dzis dzien wolny - probowal cos utargowac ojciec.


-- Nie moge, bo moj szef mnie potrzebuje... wiesz Tato... mamy terminy..
-- No dobrze, skoro juz musisz isc, to czy po pracy mozesz zrobic male zakupy?


Jak przystalo na rasowa kobiete nie byla z tego zadowolona, ale sie zgodzila:
-- Moge.... ale ja nie mam pieniedzy...
-- A moze masz karte kredytowa i mozesz zaplacic karta - wtracilam.
-- Mam, to dobrze, zaplace karta - powiedziala juz z usmiechem.
-- A do ktorego sklepu pojdziesz? - kontynuowal ojciec.
Tu wymienila nazwe sklepu, w ktorym widocznie czesto robia zakupy, ale nie zapamietalam nazwy.
-- A co mam kupic? - zapytala.
-- Josh potrzebuje mleko, kup jeszcze krakersy... moze dziadek i babcia cos chca?


Pytajaco zachecajacym spojrzeniem obrzucila mnie i dziadka po kolei, ja chcialam czekolade, a dziadek lody.


-- Pamietasz co masz kupic? - zapytal ojciec, bo mezczyzni wiadomo, upierdliwi bywaja, wiec juz prawie w biegu wydeklamowala:
-- Mleko, lody, czekolade i krakersy...
I poszla. Mieszkanie ma taki rozklad, ze z livingroom mozna przejsc do korytarza, kuchni i potem z kuchni znow do livingroom, wiec ta praca polegala na obejsciu dookola.
Przyszla i po kolei siegajac reka do pustej torebki rozdala kazdemu zakupione rzeczy. Kiedy dostalam moja "czekolade" to powiedzialam z pelnym zachwytem:
-- Dziekuje! Jaka pyszna czekolada, a skad wiedzialas, ze ja lubie ciemna czekolade?


-- Bo ja tez lubie taka - odpowiedziala.
Teraz musiala isc ze swinka na spacer, swinka robi za lalke, bo Aviva nie lubi lalek i czasem rodzice zartuja, ze ich wnuki beda raczej czworonozne:))
Zapakowala szmaciana swinke do wozka i znow jezdzila dookola, ale tak szybko, ze nie mialam mozliwosci zrobic zdjecia, tzn. zrobilam i to nawet kilka, ale zadne nie nadawalo sie do rozpoznania o co na nim chodzi, wiec je skasowalam.
Za ktoryms okrazeniem przystanela i zaczela opowiadac ojcu co widziala bedac na spacerze ze swinka.


-- Bylam ze swinka w parku... i na lawce siedzial... chory chlopak!!
-- A skad wiesz, ze byl chory?
-- Bo.. bo on tak siedzial.. i mial pochylona glowe... i sline na buzi.. na pewno jest chory...
-- A moze on jest glodny i trzeba mu cos ugotowac? - dopytywal ojciec.


-- Jest chory... widzialam... na pewno jest chory... ale mu ugotuje steka...
-- Jak jest chory to Ty mu ugotujesz steak?



-- No dobrze.. to mu ugotuje steak... i... owsianke...
-- A ten steak to nie jest za ciezki dla chorego?


-- Tato! przeciez mowie... ugotuje mu steak i owsianke! - odpowiedziala wymachujac reka dla podkreslenia waznosci swojej decyzji.
Znow pojezdzila dookola i za chwile wrocila z nowa opowiescia.



-- Tato wyobrazasz sobie? Ja spotkalam w parku dziewczynke.. i ona miala... dwa lata... tak jak ja.
-- No widzisz, bo w parku jest duzo dwuletnich dziewczynek takich jak Ty.
-- Ale ona... miala tez na imie.... Aviva!! Wiesz?
-- Ooo to naprawde zbieg okolicznosci - odpowiedzial ojciec.
-- Tak i ona jeszcze byla tak ubrana jak ja i miala taka sama torebke!!
I znow kontynuowala spacery ze swinka, a za chwile sie zdenerwowala bo widocznie swinka byla niegrzeczna i powiedziala:
-- Swinio! prosilam siedz spokojnie bo wypadniesz! - wyciagnela swiniaka z wozka i posadziala pod sciana ze slowami - teraz bedziesz siedziec w kacie dla niegrzecznych dzieci.
Wymienilismy porozumiewawcze spojrzenia, bo to juz wplyw zycia szkolnego, gdzie mala uczeszczala przez caly rok trzy dni w tygodniu, a ojciec zapytal:
-- A co to jest kat dla niegrzecznych dzieci?


-- Tato jak mozesz nie wiedziec co to jest kat dla niegrzecznych dzieci? - zapytala zdumiona.
-- A czy Ty kiedys siedzialas w kacie dla niegrzecznych dzieci? - zapytal ojciec.


-- Jaaaa??? Nieeee... - padlo w odpowiedzi, ale jakos nas to nie przekonuje;)
I tak nadszedl czas, ze trzeba sie bylo zbierac do domu. Zapytalam czy moge dostac calusa na pozegnanie.
-- Nie - dostalam krotka i rzeczowa odpowiedz.
-- A dlaczego nie? - zapytalam ze smutkiem w glosie.
-- Bo ja nie mam calusow...
-- Jak to nie masz calusow?
-- Skonczyly mi sie - powiedziala rozkladajac rece.
-- Oj Aviva co Ty opowiadasz, calusy sie nigdy nie koncza - wtracil ojciec - Daj babci i dziadkowi calusa bo oni juz musza jechac do domu.
-- Koncza sie koncza, moje sie skonczyly - odpowiedziala z przekonaniem.
-- Bzdury opowiadasz, ale - ojciec pochylil sie nad nia i pocalowal ja w policzek - teraz ja Ci dalem calusa, wiec juz masz duzo nowych calusow i mozesz dac babci i dziadkowi.
Dala calusa dziadkowi a mnie wyraznie olala:)) i tylko sledzila kazdy moj ruch.
-- Bapcia a dlaczego ty juz musisz isc? Idziesz juz spac? - zapytala.
-- Tak musze jechac do mojego domu, bo musze isc spac, moze jeszcze poczytam jakas ksiazke przed snem - odpowiedzialam wiedzac, ze rodzice zawsze czytaja jej przed snem.


Wstala podeszla do regalu z ksiazkami gdzie na dwoch dolnych polkach sa miedzy innymi jej ksiazki i powiedziala:
-- Jak chcesz to ja Ci pozycze moja ksiazke.
-- Babcia ma ksiazki takie dla doroslych jak ja i mama, wiec nie bedzie czytac Twoich - odwiodl ja od zamiaru wcisniecia mi ksiazki ojciec.
Cmoknela mnie tak w przelocie bez przekonania, ale juz sie nie upominalam o wiecej, zeby nie bylo "dac kurze grzede":))
Juz mielismy wychodzic kiedy Wspanialy majac na mysli torbe z parasolkami, ktore sie uparl zabrac, zapytal:
-- A wzielas ta druga torbe?
I w tym momencie dziecko spojrzalo na mnie takim wzrokiem, jednoczesnie dotykajac niepewnie torebki ciagle wiszacej na jej szyi, ze o malo mi serce nie peklo na pol i szybko powiedzialam:
-- Nie, Skarbie, ta torebka jest Twoja, dziadek pytal o te torebke - i pokazalam torbe z prasolkami.
Odetchnela z ulga a A. powiedzial:
-- Ona pewnie bedzie spala z ta torebka dzisiaj.

30 comments:

  1. Cudowne są takie dzieciaczki :)
    Strasznie dawno moje były takie małe...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Naprawde cudowne i ta wyobraznia:))) Ledwie toto od ziemi odroslo juz dziadka uczy roznicy miedzy torebka i portfelem, wie co to karta kredytowa:))

      Delete
  2. Moja Młoda tez ma swoje ukochane drobiazgi, z ktorymi jeszcze niedawno spała. A jej ulubions zabawa jest zabawa w restaurace - zbiera zamówienia, serwuje potrawy a na koniec... Podaje rachunek! I kaze placic prawdziwa kasą, mała spryciara!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przez okres spania z ulubionymi, szczegolnie nowymi zabawkami to chyba wszystkie przechodza:)) Junior jak byl maly to mial w jedym rogu pokoju dom, w drugim sklep, w trzecim bylo pogotowie ratunkowe i juz nie pamietam co bylo w czwartym. I tak chodzil z kata w kat odgrywajac rozne role. Najbardziej mi sie podobal sklep bo byl zrobiony z krzesla i po stronie siedzenia stawal jako sprzedawca na siedzeniu byly ulozone klocki, ktore robily za artykuy spozywcze a pozniej przechodzil na strone oparcia, gdzie stal jako kupujacy przed lada:)) Ale cos mi sie wydaje, ze byl wtedy starszy od Avivy.
      Twoja Mloda tez dobra, wie ze nie ma sie co za darmo wysilac:)))

      Delete
  3. eehhhh... czytam to wszystko i wydaje mi się po prostu niewiarygodne :/ Nie wiem czy do końca życia wyobraźnia moich dzieci wyprodukuje tyle obrazów :/ to musi być wspaniałe żyć mając TAKIE zdrowe, cudowne dziecko :)
    Na pewno pękasz z dumy :) Cudowna wnusia!!! A jak wnuczek urośnie i zaczną się bawić razem to czuję, że tutaj będą całe epopeje :))))))
    Buziaki dla Bapci i Dziatka :*****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko :(
      A Aviva, nie jest moja biologiczna wnuczka, tylko Wspanialego, ale my juz tacy jestesmy, ze wszystkie dzieci sa "nasze" a wiec wnuki tez:)) Ja kocham dzieci, nawet te, ktorych moge nigdy w zyciu nie zobaczyc na oczy, a wiec np. Twoje. Taka jestem, jest mi z tym dobrze i nie widzie potrzeby zmian:)))
      Buziam:***

      Delete
  4. Bapcia, a powiedz nam, czy ta "bapcia" jest po polsku? Czy Aviva jest dwujezyczna?
    Ksiazki mozna pisac i dzieciecej fantazji, mnie by tam nigdy do glowy nie przyszlo, ze caluski to towar deficytowy i nagle skonczyc sie moga...
    Kiedy Owsik byl maly i bardzo rozrabiajacy, kiedys moja mama w desperacji zagrozila jej, ze jesli sie nie uspokoi, to zadzwoni po policje. Minely tygodnie i wracaja do Niemiec pociagiem, a Owsik pyta co 5 minut, czy juz mineli granice. Kiedy to w koncu nastapilo, Owsik oznajmil babci rezolutnie:
    - A teraz ty uwazaj, jestesmy w Mienczech (tak wymawiala) i jak bedziesz niegrzeczna, to zawolam nasz polizei.

    Milej niedzieli!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie Pantero, Aviva nie mowi po polsku, bo i z kim niby mialaby mowic w tym jezyku, no chyba ze "w pracy":))) W calej rodzinie tylko ja i moj Junior mowimy po polsku, a my akurat jestesmy taka rodzina z umowy, czyli umowy aktu malzenskiego miedzy mna a Wspanialym. Jak wiesz Wspanialy tez nie mowi po polsku i tak jest dobrze:)
      Numer z policja super!!!

      Delete
  5. To znaczy, że się dziewczątko prawidłowo rozwija. W tym wieku dzieciaki zaludniają swój świat różnymi postaciami i przygodami. Mój starszy wnuczek (w styczniu skończył 4 lata), gdy był rok młodszy opowiadał niesamowite historie- miedzy innymi , że ma córkę. A opisując ją powiedział, że ma ona.....21 zębów.
    I oczywiście w swych opowieściach twierdził, że mieszka w zupełnie innym miejscu niż w rzeczywistości. Zresztą to dziecko, któremu buzia się nie zamyka, swoim zabawkom też coś ciągle opowiada. A Twoja wnusia jest cudna!
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, 21 zebow mnie powalilo:)))) Dzieci sa niesamowite:)

      Delete
  6. hhahahahaah fantastyczne, dzieci w tym wieku sa najcudowniejsze bo szczere, potrafia doksonale obserwowac i przedstawic swoje spostrzezenia ktore w dzieciecej glowce sie reeca, pieknosc sie konczy z chwila kiedy ida do szkoly, po zaczynaja sie male klamstewka i udawanie

    ReplyDelete
    Replies
    1. LO, ja wlasnie uwielbiam ta dziecieca niewinna szczerosc:) Szkoda, ze z czasem my sami zasmiecamy im glowy tym co "wypada" lub nie, tak sie konczy dziecinstwo.

      Delete
  7. Replies
    1. Lady, jak do tego dodac mowe ciala, to normalnie mozna sie zwinac ze smiechu. Ja tylko siedzialam i robilam zdjecia trzymajac sie za brzuch, zeby nie wybuchnac smiechem, bo to wszystko jest przeciez takie powazne;)

      Delete
  8. :) - dzięki, u Ciebie zawsze jakoś poprawia mi się nastrój

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chwilko to dobrze, bo wiem, ze teraz akurat jest Ci to potrzebne. Przytulam i buziam:***

      Delete
  9. Replies
    1. Dzieki Jaskolko, ja oczywiscie zakochana, moze jeszcze nie zupelnie zwariowana;)

      Delete
  10. Jest świetna :)) Ogromnie lubię takie rezolutne dzieciaki, od nich można się wiele nauczyć. Niesamowite co im siedzi w głowie. Nam też siedziało zanim życie tego nie zweryfikowało i zafałszowało prawdziwy obraz :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w ogole lubie dzieci, nie lubie rozwydrzonych, ale walsnie takie, z ktorymi mozna juz pogadac. Tak niestety, zycie zabija w nas te niewinna radosc i szczerosc. Mozna sie nie poddawac, ale jednak duza czesc gdzies zostaje zaprzepaszczona na zawsze.

      Delete
  11. Grzdyl młodszy dokładnie o rok - a ja nie potrafię wyobrazić sobie jak będzie gadał - na razie minimalista.
    Jest cudowna, wspaniała, mądra - jak mawiała moja babcia "do żdżarcia":)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chlopcy zwylke mowia pozniej i oszczednie;) w koncu maja wyrosnac na konkretnych mezczyzn, chociaz roznie z tym bywa;))

      Delete
  12. Aviva jest WSPANIALA!!!!!
    Kilka razy tu wlazlam zeby nacieszyc nia oko:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, mniod lejesz na bapcine serce:)))

      Delete
  13. Mój syn ma blaciska (czyt. braciszka), który mieszka tam daleko, w bloku naprzeciwko. Braciszek dzwoni do niego z domofonu lub czasem z kalkulatora, bawią się czasami na polku, w piaskownicy i blacisek jest fajny baldzo. W wózeczku nosi butelkę nałęczowianki, która robi za dziecko - dzidziusia i regularnie śpi, a on mu musi gotować objadek. W tym celu połowa zawartości szuflady jest wywlekana pod stół w kuchni, gdzie mieszka syn, blacisek i dziecko, które śpi. A wiesz, że patycki majom ocka? i patsą na mnie?

    Szczerze mówiąc, czasami rozważam pobranie próbki jedzenia w przedszkolu i zawiezienia do analizy, może do sanepidu? Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja pierdykam, teraz bede sie przygladala tym patyckom i szukla ocek, bo jestem przekonana, ze na mnie tez patsa:))) Uwielbiam takie dzieci:)))) Ale wiesz, ze moj syn poniewaz jest jedynakiem, a wszyscy dookola zawsze mieli jakies rodzenstwo do piatego roku zycia nie mial kolegow i kolezanek tylko wszyscy byli wlasnie blaciski i siosczycki:)) Czytam i az mam ochote wytarmosic Twojego malego za tego blaciska:)))
      Ochota sie musze obejsc;/

      Delete
    2. Mój młody nie jest jedynakiem - ma starszą siostrę. I tak jak ten aniołek na zdjęciu, ma 3 lata - 3,5 dokładnie. Starsza siostra też została przyłapana kiedyś na machaniu łyżeczką w powietrzu. Na pytanie co robisz, odpowiedziała ze zdziwieniem w oczach "Jak to co? Karmię Zuzię!". Też się goopi rodzic pyta.... Wyobraźnia dzieci jest dla nas niepojęta! Jak sobie przypomnę nasze zabawy - na drzewie był nasz dom, a my byliśmy Indianami! Drzewo czasami zmieniało się w zamek. Uwięzione królewny w krzakach, które robiły za więzienie lub komnaty :) Gdzie te czasy minęły?

      Delete
    3. "karmie Zuzie" BOSKIE!!!!
      Co ciekawe ja to latwo wpadam w takie rozmowy z Aviva, a dziadek zadaje goopie pytania i ona patrzy na niego z wzrokiem pelnym politowania:))) Ja tez sie bawilam w Indian i cowboyow, walki byly, mieso pieklismy na ogniu kuchni weglowej nadziane na matki druty do robotek, potem sie dziwila co tez sie z tymi drutami stalo ze powyginane i jakies takie osmalone:)))
      Tak to byly swietne czasy:))

      Delete
  14. Uwielbiam uwielbiam dziecięcą wyobraźnie, jest nieograniczona, niesamowita! Moja siostrzenica ma stadnine koni i codziennie idzie do ogrodu je karmić poić i czesać. Ja nie wiem tylko dlaczego ta cudna wyobraźnia umyka gdzieś w wieku lat sześciu , zaczyna sie szkoła i jak dziecko jakimś cudem jeszcze chce tą swoją wyobraźnią świat upiększać to mówią, że kłąmczuch i zabijają w dziecku kreatywność..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, dorosli sa toksyczni i z zazdrosci zabijaja w dzieciach te wyobraznie:))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...