Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, June 24, 2013

Historia Tatka, czyli jak zostalam najlepsza synowa

Od czasu kiedy poznalam Wspanialego zawsze mowil, ze kiedys pojedziemy nad Niagare, bo on sie tam wychowal i tam mieszka jego ojciec. Niagare widzialam juz wczesniej, ale przeciez wypada dac czlowiekowi szanse dotrzymania slowa, wiec zaczelam sie wyraznie upominac o te wycieczke, bo ja juz taki typ jestem. I wreszcie nadszedl ten dzien, ustalilismy, ze jedziemy na weekend, spakowali manele i ruszyli w podroz autem. Pamietam, ze mialam wtedy jakis wsciekle czerwoniasty kolor wlosow, ktory farbowal posciel:)
Na wszelki wypadek wiec zabralam swoja wlasna poduszke, co by plamy nie robic juz na wstepie.
W koncu mialam tam robic dobre wrazenie.
Osiem godzin jazdy to wystarczajaco duzo, zeby porozmawiac i ewentualnie wybadac czego nalezy sie spodziewac. Ale Wspanialy byl jakis bardzo oszczedny w informacjach, serio to moglam podejrzewac, ze sobie tego ojca wymyslil. Trudno nie chcial rozmawiac to przeciez nie bede zmuszac, ale juz jak dojechalismy do Buffalo to zapytalam:
-- Czy na powitanie to ja mam powiedziec "how do you do mister....."?
Wspanialy o malo nie stracil panowania nad kierownica z wrazenia i powiedzial:
-- Niech Cie pan buk broni! Moj ojciec jest zwyklym prostym czlowiekiem i na cos takiego gotow wyskoczyc przez okno z wrazenia. Skad Ci cos takiego przyszlo do glowy?
-- Jak to skad? Z filmow, ksiazek... no wiesz w sumie to nic nie mowisz i ja nie mam pojecia czego sie spodziewac, jak sie mam zachowac.
-- Badz soba i to wszystko.
W tym momencie to mnie ogarnelo przerazenie, bo przeciez wiedzialam, ze Wspanialy jeszcze nie ma pojecia do czego ja jestem zdolna jak mi sie pozwala byc soba. Trudno, niech sie dzieje wola nieba. Gdzies w jakiejs knajpie zjedlismy jeszcze obiad, zeby starszemu panu nie robic problemu i ruszyli w dalsza droge. Troche mnie zastanowilo, ze tak naprawde to Wspanialy nie znal drogi i jechal jak slepiec we mgle, ale sie nie odzywalam, bo i co moglam powiedziec.
Jakos wreszcie dojechalismy, zabralismy manatki z bagaznika i maszerujemy, ja oczywiscie z poduszka pod pacha. Nie mam pojecia czego sie spodziewac, ale co tam, nie pierwszy raz w zyciu nie mam pojecia, wiec to w sumie zadna nowosc.
Weszlismy na pietro, Wspanialy nacisnal dzwonek i z drugiej strony odezwal sie meski glos:
-- Otwarte, prosze wchodzic.
Wspanialy otworzyl drzwi i przepuscil mnie pierwsza. Zrobilam krok na przod i stoje z ta poduszka pod pacha jak pizda rozwielitka, baknelam jakies "dobry wieczor".
A starszy pan unoszac wzrok nad moja glowe powiedzial:
-- A Ty nie uprzedziles, ze ja mam poduszki? - i zaczal sie smiac, po czym podal reke, wymienilismy grzecznosci i w sumie poduszka zeszla na dalszy plan.
Ojciec zapytal czy chcemy cos jesc, ale podziekowalismy, wiec padlo nastepne pytanie:
-- Czy ktos chce piwo?
-- Ja! - wyrwalam sie ochoczo, bo uznalam, ze piwo dobrze mi zrobi;)
I tak zasiedlismy przy piwku, jakies owoce i sery na ewentualna przegryzke, gdyby jednak ktos sie skusil. Siedzielismy w sumie do 2-ej w nocy i gadali.
Chociaz z tym gadaniem to tez bylo dziwnie, bo najwiecej to oczywiscie gadalam ja i ojciec, a Wspanialy siedzial i w wiekszosci sluchal.
Wreszcie poszlismy spac, nastepnego dnia na sniadanie miala przyjsc E., o ktorej juz wczesniej slyszalam, ale przeciez tez nie znalam. Rano jak juz wstalismy i dokonali cudu doprowadzenia sie do jakiego takiego wygladu, starszy pan poszedl do kuchni przygotowywac jajecznice na sniadanie.
Cos mnie tknelo, pomyslalam sobie, ze chyba wypada zaproponowac pomoc, weszlam wiec do kuchni i zapytalam:
-- Czy moge w czyms pomoc?
-- Tak! Wyjdz z mojej kuchni! Tu kobiety nie maja prawa wstepu - powiedzial i wskazal na miejsce gdzie plytki kuchenne stykaly sie z parkietem pokoju - tu jest granica, ktorej nie wolno przekraczac kobietom.
Tyz piknie - pomyslalam, ale ze ja jak wiemy gotuje tylko kiedy musze, to bylo mi to calkiem na reke. Ale przeciez nie bylabym soba, gdybym nie zareagowala:
-- Ladnie, ostatni raz to tak mnie okrzyczal wlasny ojciec - zazartowalam.
-- A Twoj ojciec jest tutaj czy w Polsce? - zapytal kierownik kuchni.
-- Moj ojciec juz nie zyje.
-- To ja go chetnie zastapie - szlismy z ta rozmowa leb w leb.
-- Czy to znaczy, ze mnie adoptujesz?
-- Ja Cie juz zaadoptowalem jak stalas w drzwiach z ta durna poduszka - padla odpowiedz.
I od tamego momentu juz nie bylo starszego pana, a byl dad, bo tak sie do niego zaczelam zwracac i widac bylo, ze mu sie to spodobalo, bo sie odwzajemnil corka.
Pozniej przyszla E. zjedlismy sniadanie, znow pogadali i pojechalismy nad wodospad. Sami, bo to bylo za duzo chodzenia dla ojca. Wrocilismy bardzo pozno, a ze wzgledu na poprzednia zarwana noc bylismy padnieci wiec pzostalo tylko pojsc spac.
W sumie spedzilismy tam trzy dni, glownie w czworke z E. i bylo bardzo sympatycznie, tylko Wspanialy byl jakis... dziwny.
Tak dziwny, ze mialam ochote dac mu w leb czymkolwiek, ale jednak zrezygnowalam z tego pomyslu, bo to chyba byloby przekroczenie jakiejs niewidzialnej granicy.
W dniu kiedy mielismy wyjezdzac, jak przez te wszystkie dni E. znow przyszla na sniadanie i zeby sie pozegnac, bo wyjezdzalismy zaraz po sniadaniu. Z E. rowniez przypadlysmy sobie do gustu, bo ona taka kobieta w moim typie, co w glowie to i na jezyku.
I tak tez bylo w czasie tego sniadania, bo E. nagle zwrocila sie do Wspanialego:
-- Wyobrazam sobie, ze nie bedzie Ci to na reke, ale musze powiedziec, co mysle, bo wiem, ze ojciec Ci tego nie powie. On jest co raz starszy i wypadaloby, zebys go czesciej odwiedzal, a przynajmniej czesciej dzwonil.
Uuuufffff ciezko sie zrobilo nagle przy stole, Wspanialy spasowial, ojciec milczal, a ja? Coz ja moglam powiedziec? przeciez zupelnie nie mialam pojecia o czym mowa, wiec bez wzgledu na to jak glupio mi bylo, ze to sie stalo w mojej obecnosci to tez milczalam.
-- Ja wiem, ze nie powinnam tego tematu poruszac przy Star, nie przy pierwszej wizycie, ale ona mi wyglada na rzeczowa kobiete i mam nadzieje, ze mi to wybaczy, a ja naprawde nie wiem kiedy bede miala nastepna okazje, zeby to powiedziec.
Wspanialy zaczal cos bakac o tym jak to kazdy jest zajety i zanim pomysli to juz czas plynie...
Ja pierdole! co on wygaduje? - wkurwilam sie z letka i postanowilam wlaczyc sie do akcji.
-- Skoro juz tu jestem, to pozwolcie, ze tez cos powiem. Ja nie znam sytuacji, nie mam zielonego pojecia o co w zasadzie chodzi, ale obiecuje, ze dopoki bedziemy razem to bedziemy odwiedzac Buffalo dwa razy w roku. Daje na to moje slowo, ja to wrecz przyrzekam.
Tatek nic sie nie odezwal, tylko spojrzal na mnie i glosno przelkna sline, a ja do konca zycia nie zapomne tego jego wzroku w tamtym momencie.
Sytuacja sie troche rozladowala i teraz zaczeli wszyscy mowic, opowiadac, jak to bylo.
A bylo tak, ze w poprzednim malzenstwie liczyla sie tylko matka bylej zony i ja odwiedzalo sie co drugi tydzien, bo mieszkala w NYC a wiec z New Jersey to bylo blisko, natomiast rodzice Wspanialego zostali zepchnieci zupelnie na dalszy plan.
Wspanialy cos tlumaczyl, ze byla zona (ja ja nazywam Nasza Zona) i matka sie nie lubily, ze matka nie byla latwa i jakos tak to wyszlo. E. dolozyla troche do pieca i juz za moment cala wina zostala zwalona na Helen (niezyjaca matke Wspanialego). Tatek sluchal i nic nie mowil, ale czulam, ze na pewno nie jest mu milo to wszystko slyszec, wiec znow wkroczylam do akcji.
-- Wiecie co? To nie wazne czyja wina, czy Helen czy Naszej Zony. Wspanialy wina jest glownie Twoja bo na to pozwoliles. A poza tym skoro juz mowimy o dwoch nieobecnych osobach to pamietajmy, ze jedna jeszcze zyje wiec jak by co to moze sie bronic. Druga juz takiej szansy nie ma od wielu lat. Skoro Helen byla tak strasznie trudna i tak bardzo z wzajemnoscia sie nie lubily z Twoja zona to ja mam pytanie, czy zona kiedykolwiek powiedziala Ci "wez dzieci i jedz do rodzicow, a ja zostane, bo jak wiesz nie bardzo mam ochote na spotkanie z Twoja matka"?
-- Nie, nigdy tego nie zrobila - powiedzial Wspanialy.
-- No wlasnie, a dlaczego nie? I dlaczego teraz mowi sie tylko o winie Helen? A dlaczego Ty nigdy nie powiedziales "biore dzieci i jade do moich rodzicow, chcesz, mozesz z nami jechac, nie chcesz, zostan"?
-- Ty chyba zartujesz - powiedziala E. - jak by tak zrobil to pewnie by sie rozwiedli 10 lat wczesniej. Ty oczywiscie nie masz pojecia jaka jest byla zona.
-- Nie mam, ale to nie ma znaczenia. Zreszta to wszystko juz nie ma znaczenia, obiecalam, ze jak dlugo jestem to bedziemy tu dwa razy w roku i slowa dotrzymam.
-- Mam nadzieje, ze nic zlego sie miedzy Wami nie stanie - wtracil nareszcie Tatek i po chwili dodal zwracajac sie do mnie - ale Ty mozesz tu zawsze przyjechac i zawsze bedziesz mile widzianym gosciem, nawet gdybys przyjechala sama.
-- Wiem - usmiechnelam sie do niego - w koncu mnie adoptowales.
-- No wlasnie, wiec teraz juz nie mozesz sie wykrecic, ojca trzeba odwiedzac - powiedzial z usmiechem.
I tym sposobem jakos udalo mi sie wybrnac z sytuacji. Reszta sniadania przebiegla juz w lzejszej atmosferze i nadszedl czas pozegnania. Usciski, calusy, zyczenia szczesliwej podrozy.
Pakowalismy bambetle do bagaznika jak zerknelam w gore, a w oknie staly dwie glowy machajac nam dlonmi na pozegnanie.
Odmachalismy, wsiedlismy do samochodu i jak tylko wyjechalismy z parkingu nie wytrzymalam i powiedzialam:
-- Ja tu nigdy wiecej z Toba nie przyjade!!

cdn.

26 comments:

  1. normalnie jak cie pacne to sie nie pozbierasz!! Kto to widzial konczyc w polowie!? Ja tu pracowac musze, czytam ukradkiem, a ty co? a idzze pan z taka pania... Domagam sie zakonczenia!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie pacaj, bo to moze bolec;( A historia jest troche dluga...

      Delete
  2. Nielatwe pieknego poczatki, przeszlosc i jakies zony wloka sie za obydwoma Panami, jak bezpanski pies w nadziei na poczestunek. Pierwsze lody zostaly jednak gladko przelamane i na dzien dzisiejszy Ty znalazlas tate, a Tatko corke. Mysle, ze Wspanialy musi byc z Ciebie bardzo dumny i szczesliwy, ze ma taka zone.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przyznaje, ze nie rozumiem Twojego komentarza Pantero. Co maja oznaczac "jakies zony", czy "jakas zona" jest zona z ktora sie mezczyzna rozwiodl, czy moze "jakas zona" jest zona, kotra smiala umrzec?
      Szczerze, to wyczuwam tu zlosliwosc i mysle, ze nie jest konieczna.

      Delete
    2. Sama pisalas, ze poprzez postepowanie bylej zony Twojego Wspanialego, Tatek i Mama zostali zepchnieci na plan dalszy, co w jakis sposob zawazylo na poczatkowej nieufnosci w Waszych wzajemnych stosunkach. Jedynie w tym sensie napisalam o wplywie przeszlosci i "jakichs zon" na obecna sytuacje, na brak wiary, ze moze byc inaczej. Zlosliwosci w tym nie bylo. Na ogol zwykle czlowiek sugeruje sie przebiegiem pierwszego zwiazku, zanim nie przekona sie, ze moze byc inaczej. Stad ta wlokaca sie za nami przeszlosc.

      Delete
    3. Niestety Pantero, ale dla slow "jakies zony wloka sie za obydwa Panami, jak bezpanski pies w nadziei na poczestunek" nie widze tlumaczenia. Jedna z tych "jakichs zon" jest moja tesciowa, ktora zmarla 20 lat temu. Druga jest byla zona Wspanialego i jesli czytasz ze zrozumieniem, to powinnas rowniez doczytac, ze mimo iz on sie tlumaczyl wina obu kobiet, to ja powiedzialam (i o tym napisalam), ze wina jest glownie jego. Wlokaca sie przeszlosc wlecze sie za kazdym czlowiekiem, nie tylko rozwiedzionym, czy wdowcem, ale porownywanie przeszlosci ludzi, ktorych zupelnie nie znasz do bezpanskich psow jest przegieciem.
      I nie wiem gdzie Ty widzisz nieufnosc w naszych stosunkach, bo ja ani jeje nigdy nie widzialam, ani nie odczulam, a to chyba ja tam bylam obecna. Nigdy w zyciu nie ocenialam ludzi na podstawie doswiadczen innych ludzi, lubie zdobywac wlasne doswiadczenia, doskonale wiem, ze kazdy czlowiek jest inny w innym zwiazku. To my ksztaltujemy naszych partnerow i oni nas, a wiec wszelkie sugerowanie sie jest zupelnie bezpodstawne i bez sensu.
      Naprawde nie mam ochoty na te rozmowe.

      Delete
  3. Kobieto! Czy Ty chcesz mi podnieść ciśnienie?Nie musisz!
    Mam nadzieję,że siedzisz i piszesz ciąg dalszy:)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Misko, nie pisze. Dopiero wstalam i czytam Wasze komentarze, oraz odpowiadam na nie:))

      Delete
  4. całe szczęście, że z domu to czytam, bo przy waszym dialogu w kuchni to już mi się oczy mocno spociły! Mnie to łatwo wzruszyć. Kurna moze ta poduszka to patent na wszystkich tesciow? moze wyprobuje na jakims w przyszlosci :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, a co bedzie jak tescowie beda mieszkali w tym samym miescie?:))) Chociaz zawsze mozna wymyslic jakis pretekst dla poduszki:)))

      Delete
  5. buuuu kiedy cd?! ja chcę dalsza część!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bedzie, bo juz od dluzszego czasu nosilam sie z zamiarem spisania tej historii.

      Delete
  6. Zazwyczaj "nasze żony" właśnie takie są:):):) Kichać na nie:):):)Teraz się liczy i teraz trzeba dbać o związek i o tatka:):)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To co bylo w czasie tamtego malzenstwa w ogole mnie nie dotyczy. W przypadku "naszych zon" zawsze kieruje sie solidarnoscia jajnikow i uwazam, ze nalezy im sie szacunek jak kazdej kobiecie:))

      Delete
  7. no wiesz co???? Pobeczałam się jak mops i jak ja teraz ze smarkami w nosie mam czekac na ciąg dalszy, a raczej ile mam czekać? Normalnie kocham Tatka, i Wspaniałego kocham i nawet E kocham! I chyba was wszystkich adoptuje!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, no przepraszam... ale moze kup jakies chusteczki higieniczne;))

      Delete
  8. Wiesz Ty co Star...jesteś kochana i masz klasę!! Poryczałam się. Ja też uważam, że rodzina jest najważniejsza, a rodzice to naj naj naj. Jak Mój się pokłócił ze swoimi i to na długo, to jak ten rozjemca gadałam z każdym z osobna i łopatą kładłam, że tak nie wolno. Brat Mojego ma taką żonę, co ciągnie tylko do swoich, aż kiedyś nie wytrzymałam i go ochrzaniłam. Rodzice nie będą żyć wiecznie i trzeba ich kochać i szanować póki są. Domyślam się, dlaczego na końcu tak powiedziałaś, ale nie będę ubiegać faktów i niecierpliwie czekam na dalszy ciąg. Buziole :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, ja wiem, ze bywaja "rozne" rodziny i nie zawsze sie da, nawet jak sie bardzo chce. Ale tez trzeba wiedziec, ze to jest "two way street", trzeba umiec i chciec wykazac te odrobine dobrej woli. Rodzina jest wazna, najwazniejsza, a juz szczegolnie jak jest sie jedynym dzieckiem. Niestety, mezczyzni bardzo czesto ida na latwizne, a my kobiety czesto potrafimy manipulowac. Tylko po co? Czy ja naprawde zyskam cos we wlasnych oczach jesli bede manipulowac? Raczej nabawilabym sie niecheci do samej siebie:)

      Delete
    2. Z tą manipulacją to masz świętą rację! Osoba, która manipuluje w pewnym momencie zostaje sama, to wszystko po prostu wraca. Myślę, że jeżeli nie potrafimy komuś okazać miłości (myślę tu głównie o teściach), to lepiej odsunąć się w cień, ale nie burząc przy tym emocji całej rodziny. wiadomo, że nie jesteśmy w stanie kochać wszystkich, wystarczy szanować, to i tak dużo :)

      Delete
    3. Polly, nie kazdy pamieta, ze zawarcie malzenstwa wiaze sie z "wejsciem" w inna rodzine, a nie tylko powiekszenie wlasnej. Mozna nie kochac tesciow, ale trzeba ich szanowac chocby za to, ze wychowali naszego meza, czy nasza zone. Chociaz z przykroscia stwierdzam, ze wiekszosc konfliktow to Matka/Synowa a nie Ojciec/Ziec;)) Czy naprawde jestesmy takie wredne:))) Czy koniecznie musimy udowodnic mezowi, ze jestesmy lepsze od jego matki i jednoczesnie jako matki udowodnic synowi, ze my wiemy lepiej? No do jasnej marszalkowskiej jaka tu konkurencja? Jedna jest matka, a druga zona, niby dorosle kobiety powinny wiedziec, ze rola matki i zony jest zupelnie inna, mimo, ze obie sa kobietami... a jednak...

      Delete
  9. Obstawiam że w tym ostatnim zdaniu należy skupić się na "z Tobą " więc sama chciałaś jeździć ???
    rano ledwo zdążyłam na bus no bo musiałam przeczytac do końca .Jak napisałam w notce niżej jesteś bardzo mądrą kobietą i bardzo się cieszę ze trafiłam na Twój blog ;-)
    no ale już teraz mogłabyś dokończyć historię :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorka, miej litosc, jak skoncze to o czym bede pisac? ;))

      Delete
  10. Jestes niesamowita - zjedujesz sobie ludzi w tri miga :D jestem Twoja fanką, jesli mozna tak to nazwać, oki bardzo Cię lubię, choć Cię nie znam :) A nade wszystko uwielbiam podczytywac ;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...