Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, June 16, 2013

Test odpornosci ukladu trawiennego

Mam paskudny zwyczaj... wiem, nie jeden, a duzo wiecej, ale dzis sie przyznam do jednego.
Jestem jak sroka, nie brabuk nie na swiecidelka, ale glownie na produkty spozywcze, zobacze nowy dzem, musze kupic, chociaz dzemow nie jadam, zobacze chrzan, musze kupic, chrzan co prawda jadam, ale tez nie z czestotliwoscia z jaka nabywam, bo poniewaz chrzan mam zwyczaj kupowac w polskich sklepach to jak juz tam jestem to kupuje 2-3 tak na zapas.
Wszelakiego rodzaju chutney, musze miec, bo umarlabym albo by mnie co najmniej sparalizowalo, gdybym nie kupila, nowa maka, dziwne fasolki, jakies ziarna itp.
Wszystko to mus miec, a wiec kupuje, kupuje, potem zapominam, ze mam i znow kupuje, stoi to wszystko jesli jeszcze nie bylo otwierane, to gdzies w szafkach lub duzej szafie na wszystkie cuda, lub jesli juz bylo otwarte w lodowce.
A ze szafki, szafa i lodowka sa pokaznych rozmiarow to rzadko kiedy robie tam remanent, bo dopoki jest miejsce to nie widze potrzeby i tylko dokladam.
Tak sie zlozylo, ze nigdy nie musialam sie tym przejmowac, bo zawsze mieszkalam z jakims "policjantem zywnosci". Junior od kiedy tylko nauczyl sie czytac, to wyrzucal z lodowki i szafek wszystko co mialo date waznosci pojutrze, twierdzac, ze na pewno nie zjemy tego akurat przez nastepne dwa dni skoro nie zjedlismy przez rok.
Trudno bylo dzieciakowi odmowic logiki, wiec milczaco zgadzalam sie z jego wyrokiem.
Pozniej role policjanta przejal Wspanialy, z tym, ze ten wyrzuca wszystko czego data waznosci minela dwa dni temu. Tez nie polemizuje, bo i po co?
Ale czasem tak napcham w tych szafkach, ze policja nie nadaza i wtedy zaczyna sie jazda.
Dwa lata temu w pestkach dyni wyhodowalam jakies wsciekle cmy, bo pestki, jak sie pozniej droga sledztwa okazalo kupilam dwa lata wczesniej i staly w nieszczelnym pojemniku.
Najpierw zaczelo toto fruwac, w niewielkich ilosciach, ot cma wiec myslelismy, ze wpadla z zewnatrz jak sie wychodzi na taras to czasem ciezko upilnowac zeby jakis odrzutowiec nie wpadl.
Po kilku dniach Wspanialy stwierdzil, ze to za czesto aby liczyc na przypadek.
No coz, ja sprawdzona metoda wzruszylam ramionami i stwierdzialm, ze ja sie tam nie znam na cmowatych zwyczajach.
Wspanialy natomiast zaczal wypizgiwac wszystko z szafek, no i wyszlo szydlo z worka...
Oczyscil mi szafki do samego dna i wyrzucil dwa dosc duze worki tak pieczolowicie przeze mnie zbieranych zapasow, do workow poszly jak leci wszystkie orzechy, migdalki, makarony, wszelkiego rodzaju maki, fasolki i inne chujemuje, oraz dzikie weze, a ja dostalam zakaz kupowania czegokolwiek az do odwolania pod kara smierci.
Zupelnie jak stan wojenny, tyle, ze odwrotnie, bo w stanie wojennym sie kupowalo co sie tylko dalo kupic, a tym razem nie wolno..
Wspanialy oglosil tydzien obserwacji...
Tego cmowatego gowna nie moglismy sie pozbyc, bo nawet jak szafki swiecily pustkami to jeszcze pojawily sie jakies cmowate fruwajki. Wspanialy zabarl sie do wyjmowania polek, odkrecania zawiasow, a ja obgryzalam paznokcie zeby tylko do golych scian sie nie dobieral, w koncu to nie nasza chalupa...
Jak juz wszystko porozkrecal, powymywal, powyparzal, podezynfekowal to oglosil przedluzenie okresu obserwacji o nastepny tydzien...
Tym razem juz sie nic nie pojawilo, na moje szczescie, bo ja w miedzyczasie codziennie odwiedzalam wujka google i czytalam o problemach i trudnosciach pozbycia sie cmowatych i przyznaje, ze bylam w strachu bo jakos nie sadze zeby mi bylo do twarzy bez glowy.
A Wspanialy jakos tak dziwnie strzygl wzrokiem w moim kierunku i nawet zupelnie bez proszenia zabral sie za ostrzenie nozy...
Nareszcie poskrecal polowe kuchni i juz sie zaczelam cieszyc, ze zycie moze wrocic do normy czyli moge zaczac swoja dzialalnosc... ale... nie przewidzialam jednego.
Maz moj wspanialy, zwany Wspanialym, stwierdzil, ze taka jedna jazda wystarczy mu na cale zycie i od teraz jak chce robic jakies zakupy to w ograniczonych ilosciach i wszystko ma byc przechowywane w szczelnych pojemnikach.
Coz mnie biednemu robaczkowi bylo poczac?
Siadlam ci ja przed kopem i zamowialm 4 zestawy roznych pojemnikow, szklanych, porcelanowych, plastikowych z uszczelkami wodoodpornymi, odsysaniem itp. Odczekalam cierpliwie jak juz to wszystko zostalo mi dostarczone do domu i dopiero zabralam sie za kupowanie.
Odpukac prosze w niemalowane drewno, poki co na polu cmowatym spokoj.
Inna przygoda spotkala mnie kilka miesiecy temu w czasie obiadu, na ktorym akurat byl obecny Junior. Jedlismy w kuchni, bo tak wygodnie, a cztery osoby sie tam calkiem przyzwoicie mieszcza, a nas bylo tylko troje, Junior siedzial tak, ze za dupa mial akurat lodowke. I w momencie kiedy podalam krewetki nagle zobaczylam, ze Junior siegnal do lodowki i cos z niej wyjal...
Jakis sos, no dobra, nie mu tam... ale cos mnie tknelo...
-- Synu, a moze sprawdz date waznosci zanim to otworzysz..
-- No nie mow mi, ze Ty ciagle masz w lodowce kolekcje staroci!
-- Oj tam zaraz staroci - wtracil niby oburzonym glosem Wspanialy - poczytaj, jak pisze ze przydatne do spozycia przed wojna secesyjna to wyrzuc.
W tym momencie juniorowa reka zamarla w bezruchu w polowie otwierania sloika, spojrzal na mnie, na Wspanialego po czym zaczal szukac daty waznosci na sloiku i po chwili zwrocil sie do Wspanialego:
-- Wojna secesyjna to lekka przesada, bo matki jeszcze nie bylo na swiecie, ale wlacz telewizor i sprawdz kto jest prezydentem?
-- Ooo a to cos ciekawego.. zasmial sie Wspanialy.
-- No tak - kontynuowal Junior - bo jesli prezydentem jest ciagle Bush to moge ten sos jesc.
Teraz juz pokladali sie ze smiechu obydwaj, a przeciez data na sloiku byla tylko rok 2007 to zaledwie 6 lat. Zmije wychowalam na wlasnej piersi.
-- Wspanialy Ty sie nie boisz tu jesc? - zapytal Junior jak juz mowe odzyskal.
-- Dopoki matka nie dostaje dziwnych przesylek z Polski to myslalem, ze jestem bezpieczny.
Dziwna przesylka z Polski to byla kiedys koperta z liscmi z czarnej porzeczki na nalewke, a drugim razem kilka kopert z pestkami z jablek, tez na nalewke.
Od tamtej pory Wspanialy mowi, ze jak kiedys w kopercie przyjada suszone grzyby to on bedzie na mnie testowal wszystko co znajdzie sie na jego talerzu.
-- Ja bym na Twoim miejscu byl bardziej wyczulony - rechotal ciagle Junior.
Coz, taka moja uroda... widzialy galy co braly...

54 comments:

  1. To jest piękne. A więc nie tylko ja...I w dodatku to przechodzi u nas na następne pokolenie. Młodszej kiedyś udało się ususzyć mleko w szklance...
    A te ćmy to pewnie mole były, takie specjalne, od żywności. Moja mama wygrała kiedyś na pikniku pojemnik z orzechami włoskimi - też miała potem zabawę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, jak sie ciesze, ze to nie tylko ja mam takie zdolnosci:))) Pewnie to byly wlsnie te mole, tylko ja nie mam pojecia jak sie to nazywa, jestem jedynie dobra w hodowli:))) Zasuszone mleko w szklance jeszcze przede mna, ale penicyline hoduje regularnie:)))

      Delete
  2. Jeszcze mi samo nic z lodowki nie wyszlo,ale udalo mi sie w klimacie lodowkowym sfermentowac owoce,czy uderzaly do glowy?,nie wiem,wywalilam,ale jechalo winem na kilometr:)
    A to ze lubie miec to inna para kaloszy,oliwy i roznych olejow ,makaronow,kasz,moglabym tak wymieniac i wymieniac,no miodu mam tez w takim zapasie ze niejedna pasieka zapadlaby po ziemie sie ze wstydu:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, oliwa to niby jest trwala;) Niby, bo jednak truflowa mi sie zepsula kiedys, akurat truflowa jak to cholerstwo jest drogie jak diabel. Tez lubie miec, Wspanialy tez cierpi na to zboczenie, ale on chociaz czesciej sprawdza.

      Delete
  3. zapadlaby sie pod ziemie.Juz zaczynam pisac jak przedszkolak:)

    ReplyDelete
  4. Esu. Slonce, przybij piatke! jak mam trzy pudelka z makaronami, jak ide do sklepu to kupuje czwarte, bo promocja i kto wie, moze braknac. plus ten piaty makaron, to on zupelnie inny jest i kolorowy! przeciez musze sprobowac! pomidory w puszce na sos to chyba ze 4 czy 5, bo jedne normalne, inne to diced, a te trzecie to z jakimis ziolami bo kto wie czy nie beda potrzebne! zobaczylam barley w sklepie, to wezme, bo przeciez moze w koncu zrobie te zupe, nie? zamrazarka pelna miesa, bo co ja nie sprawdzam co mam zanim pojde na zakup i jak widze jakas ladna krowke, to wezme kawalek, bo przeciez zamrozic mozna.. problematyczne, ze ja nie mam policjanta i potem mi rosnie penicylina na coniektorych rzeczach nielodowkowych :P w zeszlym tygodniu nakupilam kielbas bo planuje leczo zrobic, aczkolwiek jesli ja zuzwyje cala te kielbase, to bede to leczo zrec do przyszlego roku (bo tania byla i mam waznosc dluga, to przeciez moze zrobie znow kiedys zanim sie przeterminuje...)

    czy to sie jakos leczy? ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rino, milo mi, ze tez sie kwalifikujesz:)) Ale wiesz ja to ponoc juz powinnam byc gospodynia:))) Puszki dopoki nie robia sie ksztalu kulistego sa ponoc bezpieczne, no chyba, ze taka wybuchnie przy probie otwierania. Mieso w zamrazarce opisuje Wspanialy datami, wiec tu mam wyrazne wytyczne:) Najgorsze to sa te produkty maczne, wszelkiego rodzaju ziarna i orzechy. Nie wiem czy to sie leczy, bo nawet jak podejmowalam proby to i tak nic z tego nie wyszlo:)

      Delete
  5. Witam serdecznie :)
    Niestety te zachowania są dziedziczne. Piszę niestety, dlatego, że walczyłam kiedyś z tym nawykiem mojej mamy. Dziś już nie walczę tylko do lodówki u niej nie zaglądam, do szafek zresztą też. Widzę, za to u siebie pewne skłonności do zapominania ... ale ze sobą akurat walczę i mam przy boku policjanta od daty ważności, który mi pomaga :D

    Serdeczności!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, to moze dobrze, ze nie mam corki:)))

      Delete
  6. Mole spożywcze przyniosłam kiedyś ze sklepu w mące ... wcale nie była stara, ale mole były i zabawa z nimi ciągnęła się miesiącami. Bo jak tylko miałam wrażenie, że wyginęło tałatajstwo to pojawiało się w innym miejscu. To NIE BYŁA TWOJA WINA :)))) Każdemu mogło się to przytrafić :)))))
    Regulamin na górze strony po prostu przedni :))))
    Buziole dla rodzinki Wspaniałych :*****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, pewnie, ze nie moja wina, ja i tak na wszelki wypadek krece glowa i mowie, ze sie nie znam:))) Wlasnie w tych googlowych opowiesciach co je czytalam to ludzie pisali, ze z tym cholerstwem mozna walczyc do usmiechnietej smierci. Przyznam, ze mialam stracha:)) Jak Wspanialy rozkrecal te szafki na srubki i deseczki to taka bylam pokorna jak nigdy:))) Regulamin wrocil do lask po latach, bo mi teskno za nim bylo:))

      Delete
  7. Ja przywloklam te cmy, czyli mkliki, ze sklepu w zarciu dla chomika. Zanim sie zorientowalam, ze zarcie samo chodzi, juz mialam to badziewie wszedzie. Pozbylam sie tego, wyrzucajac doslownie WSZYSTKIE zapasy i myjac szafki octem. Pozniej nabylam Tupperware i teraz mam spokoj.
    Co to za grozna inwokacja na gorze? Czyzby jakis komentator za bardzo mendzil i robil Ci wbrew? :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inwokacja na gorze wrocila po dwoch latach, bo mi sie podoba:)) A wczesniej sie znudzila, wiec teraz wrocila do lask, az do czasu kiedy sie znow znudzi:)
      No zobacz, to swinstwo mozna zupelnie nieswiadomie przywlec ze sklepu. My tez wywalilismy wszystko oprocz puszek i sloikow, ktore z kolei byly myte, wyparzane i Wspanialy nawet zrywal nalepki zeby miec pewnosc, ze pod nalepka nie ma zalazkow.
      Jak sobie przypomne ta robote to mi slabo.

      Delete
  8. Też mam takiego cerbera w kuchni. Z tym, że ja nic nie kupuję. On napełnia lodówkę, a ja mam za zadanie zjeść przed terminem przydatności. Jest to trudne, bo nie jem dużo, a jest nas w domu tylko dwoje. I tak udało mi się go poskromić w zapędach kupowania - jeszcze parę lat temu kupował dwa razy więcej żarcia, a mnie trafiało, bo nienawidzę jak się coś marnuje! A sypkie mam od zawsze w hermetycznych pojemnikach i w rozsądnych ilościach.
    O - fajnie, że instrukcja wróciła! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, my oboje mamy swira na punkcie kupowania. Niby robimy zakupy razem, ale polowie drogi zawsze pada pytanie "czy wiemy co mamy kupic?" odpowiedz brzmi tez zawsze "mniej wiecej" no i tak kupujemy, raczej wiecej niz mniej, bo przeciez nikt nie bedzie jezdzil po zakupy co tydzien. Takie biezace robi glownie Wspanialy, ale nawet jak spisze na kartce co potrzebuje to on i tak kupi wiecej, bo "byla promocja", albo "ladnie wygladalo". W sobote kupil dwa pojemniki jezyn mimo, ze powiedzialam, zeby nie kupowal zadnych owocow jagodowych... no ale "przeciez lubisz". No querwa lubie, tylko juz mialam duzy pojemnik truskawek i dwa srednie jagod, ale "jezyn nie mialam" odpowiedzial z usmiechem. On jest tez niereformowalny.

      Delete
  9. dawaj adres wyślę Ci suszone prawdziwki mojego taty!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, prawdziwki to Wspanialy zna i sie nie boi:))) Ale jak zobaczyl te liscie i pestki to nie dowierzal, ze ludzie moga mi takie rzeczy przyslac tylko dlatego, ze chce sobie nalewke zrobic:))

      Delete
  10. no w końcu czymś się róznimy! :))) mam wręcz megaekologioczną psychozę nie marnowania żywności i specjalną półkę w lodówce pod hasłem - do zjedzenia w pierwszej kolejności. po każdych zakupach nastepują przetasowania z pólki na pólkę - bo to z poprzednich zakupów tam ląduje. i nie mam tego z domu - bo moja Mama jest taka jak Ty. Nie wiem skąd to mam. Może ze szkolenia w Pizzy Hut gdzie za młodości lepiłam pizzę z "najstarszych" produktów ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, Ty widzialas ta lodowke, te szafki... kobieto kochana nie wyobrazam sobie tego przestawiania. Moze jak bede na emeryturze i zakupy bedzie mozna robic co drugi dzien, bo wtedy to bedzie rozrywka, to nie bede kupowac takich ilosci i wtedy bede miala czas na przestawianie:))
      Ale tez watpie...
      Tak jak Ty w Piza Hut tak ja przestawiam w pracy kremy, bo wiadomo, ze te z poprzedniego zamowienia musze sprzedac wczesniej. Ale do domu jeszcze ta filozofia nie trafila:)))

      Delete
    2. Nie liczyłabym za bardzo, ze na emeryturze się coś zmieni. Moja mama już na emeryturze, mieszkają z tatą we dwoje a szafki i lodówka pękają w szwach ;)

      Delete
  11. Ło matko, zupełnie jak ja.Ale czasami miewam przebłyski przytomności , zwłaszcza odkąd jestem na diecie bezglutenowej. A teraz to w ogóle najlepiej gdy jem same wafle ryżowe i popijam wodą z cytryną. Przez tę dietę to nauczyłam się czytać skład wszystkiego co mam kupić i najczęściej, po przeczytaniu okazuje się, że to nie dla mnie produkt. Co ciekawsze, to okazało się, że nawet do śmietany kremówki, różnych twarożków itp. pakują jakieś paskudztwa z glutenem, np. skrobie pszeniczną. Ta dieta bezglutenowa ma jeszcze jedna zaletę - zakupy żywnościowe stały się dla mnie męczarnią, bo czytanie etykiet zapisanych drobniutkim drukiem to średnia frajda.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. My czytamy etykiety "od zawsze", bo sie okazuje, ze w wielu przypadkach zarcie jest robione ze skladnikow, ktore w ogole nie powinny byc konsumowane;)) I z tym jest kolejna szopka, bo ja uzywam okulary tylko do czytania, Wspanialy nosi na stale i nie rozumie dlaczego ja zapominam okularow:)
      Stoimy wiec w sklepach jak para idiotow, on czyta, ja slucham i co chwile wolam "wroc" na co on sie wscieka i mowi "powinnas miec okulary", ale jednak czyta powtornie:))
      Masz racje, do niektorych etykiet przydala by sie lupa:))

      Delete
  12. Gdybyś chciała "dziwną przesyłkę z Polski", to tylko powiedz, a zaraz coś wyślę ;-)
    A to na górze, to chętnie skopiuję (jeśli pozwolisz)i po drobnych zmianach wkleję u siebie ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anusia, a masz suszone muchomory?:))))
      Skarbie co do tego na gorze, to bardzo mi przykro, ale juz raz wydalam zezwolenie tylko dlatego, ze byl to blog zyjacy w innych kregach i dodatkowo kopia jest opatrzona moim zezwoleniem.
      Nie chcialabym zeby to bylo powielane.... mam nadzieje, ze zrozumiesz i sie nie obrazisz.
      Ale oczywiscie mozesz uzyc jako inspiracje i stworzyc swoj wlasny!! Cos na zasadzie prawie to samo, a jednak inne:)
      Ja nawet jestem prawie pewna, ze Rufi i koty pomoga:)))

      Delete
    2. Jasne, nie ma sprawy, mój blog i tak wygląda jak choinka, taki upszczony :(

      Delete
  13. hahahaha :) niezły chomik jesteś :) mój mąż tez lubi kupować, ale najgorsze jest to, że to ja gotuje i czasami nie wiem jak wykorzystać jakieś dziwadło, które on zakupił. i tez sterczy sobie miesiącami i latami, aż zacznie zdychać i wtedy ze spokojem sumienia mogę wywalić i nałożyć zakaz kupowania na przyszłość. zadziwia mnie ilość makaronu, jaką mój luby nabył, bo był w promocji. najgorsze jest to, że za makaronem nie przepada, dlatego przeważnie są ziemniaki, a makaron leży i leży i czeka... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, przyprawy tez kocham:))) I uzywam, czesto w nadmiarze, bo my lubimy ostre zarelko:)) A nowosci to juz zupelnie moja specjalnosc:))

      Delete
  14. Gwoździkiem przybiję Osobistego do laptopa i zmuszę do przeczytania Twojej notki i komentarzy :) Ja mam tylko 2 letnie produkty i przeważnie są to słodycze i przyprawy :D Więc niech się odpitoli ode mnie :D
    Ten typ tak ma i już :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Popieram!! Przyda sie Osobistemu taka lekcja pogladowa:)))

      Delete
  15. Nadalibyscie sie wiec z D.:) On ciagle dokupuje mimo, ze wciaz jeszcze jest jakis tam zapas danego produktu. Ja staram sie byc minimalistka i nie robic zbytecznych zapasow, zwlaszcza, ze wszystko w sumie sie kiedys psuje. Ale i tak sporo zarcia sie u nas wyrzuca, bo niestety ale zdarza sie, ze sie cos w lodowce popsuje. Sosy, specjalne musztardy, dzemy - zwlaszcza. Kupuje sie to-to pod wplywem chwili, sprobuje raz czy dwa a potem stoi to w lodowce az sie nie wyrzuci przy nastepnym myciu lodowki. Troche sie Wam wszystkim, opisujacym tutaj swoje chomikowanie dziwie. Moja mama twierdzi, ze to pokolenie wojenne tak ma, ze niczego nie moze zabraknac, przez to, ze w czasie wojny roznie bywalo. Czesto glod zagladal w oczy. No nie wiem, Ty Star i Twoi czytelnicy duzo mlodsi jestescie i nie mozecie zwalac winy na wojne;))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moim zdaniem to wojenne kupowanie nie ma nic wspolnego z tym co my tu teraz wyczyniamy:))) W czasie wojny brakowalo wszystkiego wiec sie kupowalo co bylo.
      Teraz na dobra sprawe jest nadmiar, a wiec kupuje sie mniej ale wiecej rodzajow i stad sie tworzy cale skladowiska. Np. potrzebuje 10 dkg orzechow wloskich do ciasta, to wiadomo, ze kupie wiecej bo moze ktos zje kilka, a przy okazji jak juz jestem w sklepie z orzechami to kupuje tez inne orzechy, ziarna itp.
      Dawniej byl jeden rodzaj maki i bylo fajnie, teraz kpujesz 12 rodzajow, bo akurat kazda maka moze sie przydac do czegos innego. I tak jest ze wszystkim.
      Jak jest dwoje tylko ludzi to jeszcze gorzej bo czy ktos kupuje jedna sliwke? Raczej nie, jak juz to kupi 4 i juz jest szansa na wino z trzech:)))

      Delete
  16. co tam mole, Wy mi lepiej powiedzcie jak się faraonek pozbyć, to ciulstwo małe włazi mi nawet do mojego pysznego chlebka na zakwasie... lubię jaja, bazwarunkowo, dopóki są kurze, ewentualnie strusie
    jak pomyślę, że zjadam mrówcze jaja.......ble, hawt, hawt....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mia z mrowkami to musisz dokladnie wysledzic z ktorego miejsca przychodza, wiesz one laza swoimi drogami i w rzadku jedna za druga. Nie zmiataj ich brabuk bo ponoc sie wtedy z jednej kolonii moze zrobic kilka mniejszych, ktore oczywiscie beda sie rozrastac. Mrowki nie lubia zapachu cynamonu, kurkumy, pieprzu kajenskiego i to mozna wysypac taka bariere na ich drodze, tam skad przychodza tylko to musi byc wstazka proszku ok 7-8 mm szeroka i musisz miec pewnosc, ze jest to ciagla linia, tak zeby nie przelazily szparami. Tym sposobem przestana przychodzic a jak sie pozbyc tych co juz sa, to nie mam pojcia:((

      Delete
    2. Trzeba koniecznie dojść ich ścieżkami do ich kolonii. Tam mają matkę i dopóki się jej nie pozbędziesz (trzeba gniazdo spalić z łachami), to nie ma mowy o pozbyciu się tego paskudztwa!

      Delete
  17. Mogę dosłać prawdziwków :-) Sama, też bym wszystko kupowała, ale u mnie Cerber stoi w czasie zakupów: "a na co? a po co? masz takie w domu". Zwariować można. Ćmowae tez kiedyś wyhodowałam :-D z groszem przywlekłam, Małżon kupił na to jakieś naklejki do szafek, poprzyklejało się i spokój był

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawdziwki? Kochana ale ja chce Wspanialego otruc a nie odzywic:)))

      Delete
  18. Też lubię mieć, tak na zapas. I moli się też dochowałam, ale same wyginęły. Rekord pobiły słoiki z kompotami, które miały prawie 20 lat i przeżyły dwie przeprowadzki. Po prostu wydawało mi się, że jeszcze są dobre.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez jestem z tych co to niczego nie moze braknac i nie cierpie latac do sklepu po kazda pierdole osobno. Ja w ogole nie lubie sklepow wiec jak juz mam isc i stac pozniej w kolejce to niech to bedzie raz na miesiac i duzo:))

      Delete
  19. Star, notka na czasie bo mam to dziadostwo od ponad 2 tygodni. Chyba z grzybami od znajomej dostalam... Az zal bylo wyrzucic pol kilo suszonych prawdziwkow. Musze chyba jednak zrobic wieksza czystke..:(((

    A z zapasami mam podobnie. Sama nie wiem skad sie tego tyle bierze.
    Znaczy wiem. Lubie eksperymentowac w kuchni.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Toya, wlasnie te eksperymenty wymagaja posiadania tylu roznych produktow, dawniej czlowiek zycie spedzil trzech daniach i nic sie nie zdazylo zalegnac. Moja rada?
      Rob czystke i to im wczesniej tym lepiej, bo to swinstwo sie legnie z predkoscia swiatla.

      Delete
  20. Kiedys tez tak gromadzilam zapasy - do czasu az mole zaczely fruwac po domu. Najprawdopodobniej przyniesione ze sklepu w ryzu. Zanim sie zorientowalam to dziadostwo bylo we wszystkim. Tak wiec wszystkie zapasy "poszly" w smietnik. Jakby tego bylo malo mole porobily sobie "domki" pod szufladami wiec wszystkie meble kuchenne musialam porzadnie czyscic, szuflady, kuchenke gazowa itp. W ten sposob zostalam wyleczona z robienia zapasow.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wiec u mnie bylo dokladnie to samo, tak jak pisalam Wspanialy rozkrecil szafki kuchenne na srubki i deseczki, dopiero to pomoglo. Ja wiem, ze moje wyhodowalam w tych wscieklych pestkach z dyni, bo o nich zapomnialam. Jak je Wspanialy znalazl, to cud, ze pojemnik nie fruwal:))

      Delete
  21. Plusem Twojego chomikowania jest to, że śmierć głodowa Wam nie grozi. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha raczej nie:))) Ale wiesz w chomikowaniu to Wspanialy jest taki sam, dokladnie, tylko on chyba uwaza, ze zagospodarowanie tego wszystkiego powinno nalezec do mnie. I nie byloby z tym zle, gdyby nie fakt, ze ten typ nigdy nie jest glodny, moze zyc powietrzem, wiec jak przy takim niejadku zagospodarowac tyle zarcia. Chyba bede musiala konia kupic:))

      Delete
    2. To się dobraliście w korcu maku. :)
      Piekielny też musi mieć lodówkę załadowaną po brzegi, wszystkie szafeczki, a w szczególności tą ze słodyczami, chipsami i zupkami chińskimi. ;) No i stojak z przyprawami, w nim też nie może być braków. Jak wraca z zakupów, to odnoszę wrażenie, że przygotowuje się na wojnę... Tylko my prawdopodobnie mamy większy spust, bo zapasy nie ustoją więcej niż 3-4 dni. ;) Z wyjątkiem mięsa, które już zaczęliśmy pomału rozdawać po rodzinie, bo w zamrażalniku się nie mieściło. :)
      Z początku był to dla mnie jakiś kosmos, bo w domu rodzinnym zawsze znalazło się coś do wyrzucenia po terminie, a jak zostawało coś z obiadu, to szukało się drugiego zastosowania, np. został rosół, to jutro pomidorowa, ziemniaki, to kopytka, kiełbasa, to przesmażyć i do sosu użyć. Teraz tylko puste gary do umycia. :)

      Delete
    3. Moka, pamietam jak jezdzilam do Wspanialego do NJ gdzie mieszkal jak zaczelismy sie spotykac. Pamietam jak kiedys cos gotowal i otworzyl zamrazalnik, a tam od dolu do samej gory pojemniki, pojemniczki, worki, woreczki wszystko opisane z datami i zapchane tak, ze palca nie bylo gdzie wsadzic. Wybuchnelam histerycznym smiechem, a on zapytal co w tym smiesznego, na co ja odpowiedzialam, ze kiedys sie sam przekona:))) Bo moj zamrazalnik byl tez zawsze wypelniony po brzegi, z tym, ze ja nie opisuje:))) Teraz poniewaz oboje cierpimy na te sama chorobe, kupilismy osobna, wolnostojaca zamrazarke i kuzwa tez jest zawsze pelna(!!!) Jak przywozimy zakupy to ja porcjuje, on opisuje. Ja jak gotuje to ilosci jak dla armii i zamrazam bo moj stosunek do gotowania jest z tych love-hate, a wiec moge gotowac pod warunkiem, ze nie codziennie. I tak zawsze w pojemnikach jest jakas zupa, gulasz, pulpety, czy inne golabki. Gotowcow oboje nie uznajemy, wiec chociaz to jest dobre:)))
      I oboje staramy sie nie wyrzucac jedzenia, w tym jestem dobra, zamroze, wykorzystam na cos innego, ale nie wyrzuce. No chyba, ze cos wyhoduje;))) Tak jak te mole, czy penicylina, bo to jak widac sie zdarzylo, a penicylina to czasem wyrasta na jakichs malych ilosciach. Bo ja jak juz sobie naloze to zjem, ale Wspanialy naklada i potrafi zostawic dwa kesy, bo juz wiecej nie moze. Szlag mnie trafia, bo on te dwa kesy wklada do pojemnika i do lodowki, potem zapomina i glownie na tym wyrasta piekna penicylina;))) Ja nie rozumiem jak czlowiekowi nie moga sie zmiescic te dwa kesy, ale to po nas widac, bo ja gruba o on jak wykalaczka:))))

      Delete
    4. No ja biję się w pierś - gotowce w naszym domu goszczą. Nieśmiertelne zupki chińskie, pizze, ostatnio nawet gdzieś się przewinął zając w sosie własnym ;)... Staram się to zmienić na zasadzie, że zupę gotuję raz na dwa dni, a drugie danie codziennie. W przypadku jeśli nie wyrobię się z drugim, zawsze jest zdrowa, smaczna zupa, którą można zjeść, ale Piekielny ma swoje racje żywieniowe, i do tych zup zabiera się jak pies do jeża, albo zarządza stan głodowy. Najlepsze jest to, że zupkę z proszku zje, a na taką kalafiorową już się krzywi, jednak do takich paradoksów już się przyzwyczaiłam, bo ma ich kilka. ;) Przykładowo mleka nie wypije, a kakao już tak. ;)
      Przypomniała mi się pewna anegdotka, jak Piekielny męczył mnie, abym zrobiła lasagnę. Na tamtą chwilę dysponowałam jedynie 5-litrowym naczyniem żaroodpornym, i nie bardzo chciałam się za to zabierać, bo produktów na taką lasagnę trzeba zużyć całą masę, w dodatku nastać się i namachać, ale koniec końców ubłagał mnie. Wojowałam chyba z 2 godziny przy garach, zjadł jeden, mały kawałek, i tyle było z konsumpcji. ;) Szkopuł jednak nie w tym, że najadł się oczami, a w tym, że nikt nie pomyślał, żeby lasagnę schować do lodówki. Zaglądamy po tygodniu do piekarnika, i pierwsze co to odurzył nas niewyobrażalny smród, a zaraz potem ukazała się naszym oczom zgniłozielona gąbka. W nagrodę za pyszną lasagnę zostałam oddelegowana na ogródek, i łopatką, z golfem zaciągniętym na nos, zeskrobywałam te pyszności. Nasza pierwsza pleśń została uwieczniona na fotkach. ;)
      Wybrałam się na przeszpiegi Twojego bloga, i żadnego grubaska nie dostrzegłam, ale uśmiechniętą, zadbaną panienkę i owszem. :) I nie mówię tu o Avi. :)

      Delete
    5. Ja nie lubie gotowcow, ale z lenistwa moglabym od czasu do czasu jednak zjesc. Natomiast Wspanialy wbrew powszechnej opinii o Amerykanach nie wezmie gotowca do pyska chocby mial z glodu umrzec:))
      Ale ta przygoda z lasagne to super jest:)))
      Przy ostatnim zdaniu spuscilam skromnie ocz blekity i dziekuje;))

      Delete
  22. Mam tak samo, i tez sie cmowate zadomowily, w mace je prztyargalam z polskiego sklepu, dzisas, ale mialam sprzatania, od tamtej pory wszystko szczelnie zamkniete. Ale nadal kupuje, nieuleczalna jestem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez kupuje, ale teraz to mam pojemnikow i pojemniczkow od chooja i ciut ciut;))

      Delete
  23. U mnie w jedzeniu moli nie ma, ale lata ich pełno po mieszkaniu...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj, nie dokończyłam. Moli w jedzeniu nie ma, ale począwszy od wiosny w mieszkaniu lata ich pełno. Włażą normalnie z dworu przez okno. We wszystkich szafkach na drzwiach (od wewnętrznej strony) mam przyklejone lepy z feromonami i łapią się ich dziesiątki. Wraz z przyjściem jesieni mole znikają. Zimą nie ma ich wcale, ale wiosną powtórka z rozrywki ;) Latają nie tylko w kuchni, ale i pokoju (ale te mole spożywcze niby) więc w lepach mam cały dom ;)

      Ola

      Delete
  24. Walczyłam kiedyś z molami... nie chciałabym tego powtarzać, więc doskonale rozumiem Wspaniałego.
    Nie wiem czy uda mi się opublikować ten komentarz, bo próbuję od dłuższego czasu i nic z tego.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...