Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, June 13, 2013

Trauma sikalni czyli notka sponsorowana

Notka jest sponsorowana, a w zasadzie natchniona postem Polly anny , ktory polecam przeczytac zanim bedziecie czytac dalej.

A wiec kto przeczytal ten wie, kto nie to zyje w nieswiadomosci, ze post Polly anny dotyczy problemu z ubikacjami dla niepelnosprawnych w Polsce. Troche mna trzesie, bo stan jest ze tak powiem delikatnie niedopuszczalny, zwlaszcza, ze w innej notce Polly doczytalam, ze nawet w ZUS ubikacja dla niepelnosprawnych jest zamknieta na cztery spusty.
W zwiazku z tym przypomnialy mi sie przygody Wspanialego z polskimi ubikacjami jakie przezyl w czasie naszej tam wizyty prawie 5 lat temu.
Najpierw musze nadmienic, ze z nas dwojga to wlasnie Wspanialy jest tym osobnikiem ze slabymi uszczelkami, a ze w Ameryce, a przynajmniej w NYC nie istnieja publiczne ubikacje to Wspanialy na wszelki wypadek jak juz widzi mozliwosc skorzystania to korzysta.
Nie wazne czy musi, czy mu sie chce, on zawsze jest zdolny kilka kropel z siebie wycisanc. A wiec jak jestesmy w restauracji to moj maz korzysta z lazienki trzy razy. Pierwszy raz zaraz po przyjsciu, drugi raz w czasie konsumpcji i trzeci juz po zaplaceniu rachunku po to zeby nadrobic na zapas.
Taka ma metode;)
Mnie z reguly wystarcza raz.
No i oczywiscie jak widzimy Starbucks to wiadomo, ze wchodzimy, bra buk nie na kawe, ktorej szczerze nie cierpimy, ale do sikalni, ktora jest dostepna dla wszystkich nawet bez zakupu kawy. Podobnie jest w Dunkin Donuts i McDonalds.
Niestety maz moj majac tak opanowane metody zupelnie nie byl przygotowany do sikalni na terenie Polski, a ja mimo, ze staralam sie przygotowac go na rozne niespodzianki o tym akurat nie pomyslalam.
I tak zaczelo sie juz trzeciego dnia pobytu kiedy to mielismy odbyc podroz z Kielc do Lodzi autobusem. I nagle zaswiecila mi sie zarowka - ubikacja!!!
-- Czy w tym autobusie bedzie ubikacja? - pytam brata.
-- A skad ja mam wiedziec? - wzruszyl ramionami w odpowiedzi - Ja tam autobusami nie jezdze.
Wspanialy patrzy ale nie znajac jezyka jest zupelnie nieswiadom o czym mowa, wiec mowie:
-- Skarbie Ty sie lepiej odcedz, bo w autobusie nie ma lazienki - celowo uzywam "nie ma", zeby go przygotowac na najgorsze, a ten patrzy na mnie jak bym wlasnie z Ksiezyca spadla i pyta:
-- Jak to nie ma lazienki?
-- Normalnie nie ma.
-- No co Ty opowiadasz? Mowisz, ze bedziemy jechac trzy godziny, to jak to? bez lazienki?
-- No kurwa bez lazienki, idz sie odcedz i nie trac czasu na glupie pytania.
Poszedl. Od brata do stacji autobusowej jechalismy cos ok. 10 min. Ledwie wylozylisymy bagaze i czekamy na autobus a ten nagle:
-- To moze ja na wszelki wypadek jeszcze na dworcu pojde do lazienki.
Widac nauka nie idzie w las, wiec mowie:
-- Dobry pomysl, idz.
Poszedl, ale za chwile wraca, bo on nie moze znalezc lazienki, nie ma nigdzie na drzwiach zadnych rozpoznawalnych przez niego napisow. No dobra mysle sobie, chlop troche po swiecie jezdzil ale w Kielcach to on jeszcze nigdy nie byl, a tu akurat nie ma napisow w rozpoznawalnych dla gosci zagranicznych jezykach, wiec mowie do brata:
-- Idz pokaz mu gdzie jest szczalnia, a ja tu postoje, bo akurat pale.
Poszli, ale moj brat tez niegramotny pokazal mu z daleka drzwi i Wspanialy radosnie popierdala a za nim babcia klozetowa z krzykiem. A ten przeciez nie reaguje, bo co go to obchodzi, ze ktos krzyczy jak krzyk w nieznanym mu narzeczu wiec wchodzi prosto do upragnionego przybytku.
Babcia rzucila sie do biegu, moj brat za nia z kolejnym krzykiem, ze "ten tam to po polsku nie rozumie". Dobra, zaplacili, wrocili.
Wspanialy mi opowiada i znow zdziwiony, ze to trzeba placic.
-- Ano trzeba, co kraj to obyczaj - zbylam go, bo i jak to wytlumaczyc.
A ten mi serwuje dodatkowe pytania jak by to querwa turniej byl:
-- A co ta kobieta by zrobila jakby Twoj brat jej nie zatrzymal?
-- Nie mam pojecia, ale moze wpadla by za Toba do sracza i wyrwala Ci fajfusa z korzeniami, wiesz te polskie babcie to maja krzepe.
Podjechal autobus, na wszelki wypadek zapytalam o lazienke, ale kierowca potwierdzil, ze nie ma, natomiast jest postoj gdzies tam po drodze 15 minutowy i bedzie mozliwosc skorzystania.
Dobra, pojechalismy, dojechalismy do postoju i mus isc z moim mezem do szczalni, bo co prawda oboje nie znamy tych polskich pieniedzy, ale z nas dwojga on bardziej.
W Lodzi pamietam jedna przygode.
Zwiedzalismy, ja nawiasem mowiac (pisalam juz ale sie powtorze) zachwycona Lodzia i towarzystwem, poszlismy na kawe. A bylo to przy jakiejs ciekawej budowli, co to bylo to juz nie pomne, siedzimy popijamy kawe, teraz czas na lazienke.
A ze kolega, ktory byl nam gospodarzem i przewodnikiem wiedzial gdzie jest to mi wytlumaczyl i trzeba bylo zejsc do jakichs podziemi ale to zaden problem. Problem nastapil w momencie kiedy stnelismy przed dwojgiem drzwi, z ktorych jedne mialy namalowane kolko, a drugie trojkat.
I badz tu czleku madry. A jak na zlosc tutaj nie bylo babci klozetowej.
Stoimy i sie gapimy.
-- To gdzie ja mam isc? - pyta Wspanialy.
-- A skad ja mam wiedziec? Trzeba otworzyc drzwi i zajrzec.
Dookola ani zywej duszy, to co tam, ja wybralam trojkat bo jakos mi tak sie wydawalo, potem mnie pouczono, ze to mialo byc chyba odwrotnie. Trudno siki poszly w nieodpowiednie miejsce.
Dziwne bylo dla nas, ze w ubikacjach restauracyjnych tez jest obowiazek oplaty, bo na zdrowy rozsadek ubikacja powinna byc czescia uslugi gastronomicznej, no ale z tym byloby jeszcze pol biedy, gdyby te oplaty byly stale, a tu sie okazalo, ze w sumie kazde miasto moze miec inna oplate.
Za pierwszym razem Wspanialy nie mogl pojac dlaczego ma placic skoro on chce tylko umyc rece przed jedzeniem. Tez nie mialam na to rozsadnej odpowiedzi, ale trudno, plac i myj, albo pluj w serwetki i wycieraj.
W Krakowie na rynku poszlismy na kawe i ciastko, oczywiscie moj maz musi do lazienki.
Dobra, nie wstajac z miejsca rozejrzalam sie po pomieszczeniu ktore wygladalo na cos jakby dwa pomieszczenia polaczone korytarzem wiec mowie:
-- Patrz na ten korytarz jak tam sie kreca ludzie, to znaczy, ze tam jest lazienka.
Bylo to juz w trzecim tygodniu naszego pobytu w Polsce i Wspanialy zapoznal sie juz co nieco z monetami wiec poszedl sam, za chwile wraca:
-- Ktos tam chyba jest, bo zamkniete, to bede obserwowal.
-- Obserwuj.
Minelo piec minut i nikt nie wychodzi, wiec poszedl jeszcze raz.
-- Ja nie wiem o co chodzi ale ciagle jest zamkniete, tylko na drzwiach wisi skrzynka i cos na niej pisze.
Zwidy ma jakie z nadmiaru moczu, czy co? jaka skrzynka na drzwiach?
Poszlam z nim.
Faktycznie jest skrzynka z nacieciem na monete i pisze na niej, ze aby otworzyc drzwi nalezy wrzucic monete. Wrzucilismy, drzwi sie otworzyly ale w kabinie nie bylo ani papieru toaletowego, ani recznikow papierowych.
W morde za co ta moneta?
Za samo otwarcie drzwi???
Nawiasem mowiac ciekawa jestem czy magiczna moneta otwiera tez drzwi jak ktos siedzi w kabinie na klopie? Ale tej tajemnicy juz nie zglebialam tylko zostawilam Wspanialego w tych otwartych drzwiach i pomaszerowalam po papier, ktory na szczescie dostalam w lape oczywiscie, a nie ze sie ktos nie daj buk pofatygowal zeby uzupelnic, ze o zwyklym "przepraszam" nie wspomne.
Jeszcze lepiej bylo gdzies w okolicach Kazimierza gdzie jezdzilismy zwiedzajac sama juz nie wiem co, pogoda byla raczej gastronomiczna dulo, wialo i lalo, ale my na szczescie w samochodzie. Jedziemy z jednego miasteczka do drugiego, droga prowadzi przez las, nagle Wspanialemu az kierownica wypadla z rak.
Patrze co jest? Aaaa to tylko facet stoi przy brzegu drogi i leje do rowu, obok zaparkowany samochod, taka bezplatna ubikacja pod chmurka. Od razu sie poczulam swojsko, ale dla Wspanialego to byl szok pierwszej wody, bo on niezwyczajny takich widokow:)
Nic to, jedziemy, ale wreszcie przyparlo do muru cala czworke, bo mielismy w samochodzie jeszcze mojego brata i bratowa, no to zaczelo sie szukanie jakiegos przybytku. Na szczescie na horyzoncie ukazalo sie jakiejs miasteczko, ale wszystko tam zamkniete, nie ma zadnej kawiarni, jedyny pub zamkniety, co robic?
Krazymy w kolko i nagle moja bratowa mowi:
-- Po wechu czuje, ze cos tu musi byc, jakis szalet miejski.
Faktycznie wyczula, jest szalet miejski na skwerku, od ktorego odchodza wszystkie bodajze cztery ulice miasteczka. Zaparkowalismy, idziemy. Smrod niesamowity, ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma, doszlismy do celu.
Szalet zamkniety na klodke, tak meski jak i damski.
Zaklelismy szpetnie i jednoglosnie i w tym momencie zza szaletu ukazala sie postac babci klozetowej z pekiem kluczy w reku. Juz nie pamietam kto zapytal czemu to przybytek zamkniety a babcia na to, ze ona ma wlasnie przerwe obiadowa, ale moze nam w drodze uprzejmosci otworzyc, ale pod warunkiem, ze wszyscy skorzystamy z jednego pomieszczenia, bo przeciez nie ma sensu otwierac dwoch. Dobrze niech otwiera.
Padlo na damski, nas troje Polakow wpierniczylo sie do przybytku bez slowa, bo kazdy probowal wstrzymac oddech i modlil sie zeby tylko na tym jednym oddechu dalo sie zalatwic sprawe, bo odor jaki sie rozwiewal wokol calego skwerka to pikus z tym co sie dzialo po otwarciu przybytku.  
Wspanialy natomiast stwierdzil, ze on pierdoli raczej woli sie wlasnym moczem zatruc, ale tam nie wejdzie. Wpadlam do kabiny, zamknelam drzwi i... pograzylam sie w ciemnosci.
Kurwa mac, nawet nie widze gdzie dziura!!
Okazalo sie, ze jedyna zarowka byla owszem ale na korytarzu i po zamknieciu drzwi do kabin nie docieraly zadne promyki swiatla. Uchylilam jeszcze drzwi na moment zeby bez pozniejszego nie daj buk macania wykombinowac gdzie ta dziura, a i tak nie jestem przekonana, ze trafilam.
Wyskoczylam z przybytku z predkoscia pocisku nuklearnego, a zaraz za mna brat z bratowa.
Zaplacilismy babci grzecznie za przysluge, ale babci chyba moj Wspanialy wpadl w oko, bo zapytala:
-- A ten pon w zoltym to nie idzie?
Wspanialy jak sie domyslacie mial na sobie te sama przeciwdeszczowa kurtke co w jednej z poprzednich notek.
-- Nie, nie pon w zoltym nie musi - powiedzialam szybko i pojechalismy dalej szukac przybytku na tyle godnego, zeby pon w zoltym mogl z niego skorzystac.
Ale to i tak bylo nic w porownaniu z przybytkiem w jakim zaliczylam sikanko w czasie mojej pierwszej wizyty w Polsce, po 10 latach.
Jechalismy z Warszawy do Kielc i nagle rzucila mi sie przy drodze knajpa, taki zajazd, ladnie to wygladalo to mowie:
-- Fajne to, zatrzymajmy sie tu i cos zjemy.
Jedzenie bylo naprawde dobre, wszystko fajnie, ale dyskretnie rozgladam sie po sali za lazienka i nic nie widze, w koncu postanowilam zapytac kelnera.
-- Aaa ubikacja jest na zewnatrz, za budynkiem restauracji - odpowiedzial.
No dobrze, moze byc i na zewnatrz ale szybko pytam czy potrzebuje jakis klucz.
-- Nie, tam nie potrzeba klucza.
Poszlam.
Ja pierdole!! Klucz nie byl potrzebny bo drzwi sie w ogole nie zamykaly!!!
No ale jak mus to trza kreatywnym byc.
Caly przybytek to dziura w desce i tysiace much wokol.
Jedna reka trzymam drzwi druga sciagam gacie i jeszcze staram sie odgonic muchy, bo sie boje, ze jak nie bede ruszac lapa, albo zadkiem to ani chybi z tuzinem much w dupie moge skonczyc.
Tak wiec droga Polly anno nie tylko niesprawni fizycznie maja problem, my niesprawni umyslowo tez mielismy calkiem fajne przygody.
Dziekuje za natchnienie:)

51 comments:

  1. Wstyd, hanba, syf, kila, mogila!!!
    My zwyczajne takich niewygod, ale te turysty to nadziwic sie nie moga. Jesuuu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niestety dla kogos kto sie w Polsce pojawil pierwszy raz to jest szok, chociaz ja tez nie bylam zupelnie przygotowana, bo bywam raz na 10-15 lat a to sie zapomina.

      Delete
  2. jeśli ktoś z Twoich znajomych wybiera się do Polski to warto mu powiedzieć, że na firmowych stacjach benzynowych są czyste, przestronne toalety, w galeriach handlowych również (nawiasem mówiąc zawsze się ryję do tych dla niepełnosprawnych bo tam to dopiero jest szeroko a kolejki nie ma nigdy) i niech nie idą do tej pod Wawelem, chyba, że chcą zwiedzić taki kibel jak były za komuny. I przykro mi bardzo, że Was spotkały takie niedogodności, mam nadzieję, że teraz jest znacznie lepiej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, Tobie nie powinno byc przkro, bo przeciez to nie Twoja wina. I masz racje, ze w galeriach handlowych pewnie jest inaczej, tylko turysta nie lazi po galeriach handlowych. Stacje benzynowe nie przyszly mi do glowy.

      Delete
  3. Na Dworcu Centralnym (w pasażu podziemnym) jest nowoczesna toaleta za 2,-pln (automat wydaje paragon!) W zależności od tego w którym miejscu Polski Wam się zachce, warto zacisnąć zamki, docisnąć gazu i ulżyć sobie na Centralnym. Komfort gwarantowany.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pistacjowy, SWIETNA rada, ja sie komus zachce na molo w Sopocie to zaciska zawory i zapierdala na Dworzec Centralny w W-wie:)))) Bosko!!!!!!!!!!!!

      Delete
    2. A w ogole to co to za pomysl platna ubikacja na dworcach? Czy aby podrozny nie placi za bilet? Czy moze w pociagach tez beda platne ubikacje? Paranoja.

      Delete
    3. Co to za pomysł płatna ubikacja na dworcach...hmmm...czy aby podróżny nie płaci za bilet? nie mam pewności, ale chyba na ogół płaci...czy może w pociągach też będą płatne ubikacje? tego wykluczyć nie można. Paranoja, to kluczowe określenie dla naszego kraju.

      Delete
  4. śmieję się szalenie! :DDDDD Ale śmiech powoduje jedynie twoje zabawne pióro, bo sytuacja w gruncie rzeczy to naprawdę wcale zabawna nie jest. Kurna.... ale wstyd!!!!
    Niestety i my mamy kilka przygód za sobą, a już w drodze z dziećmi to mam straszny problem bo Starsza nie umie na narciarza! To co przechodzimy w poszukiwaniu godnych warunków do sikania to przechodzi ludzkie pojęcie!
    Buziaki :*********

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, nie dziw sie Starszej, bo ja tez nie umiem na narciarza. Owszem jak musze to jakos kombinuje, ale i tak sobie wiecznie cos obsikam:))

      Delete
  5. Star, przecież Polska folklorem słynie:) Ja widzę dużą poprawę w stanie toalet. Ale nie tak dużą, jaka mogłaby być. niepełnosprawnych to u nas traktuje się"specjalnie" we wszystkich obszarach życia. Można cholery dostać, kiedy widzisz, ze wysoki krawężnik, a przed nim bezradny niepełnosprawny na wózku. Polska to taki specyficzny kraj ( powiem wręcz- kurewski), w którym nie szanuje się, a wręcz lekceważy młode matek z dziećmi, niepełnosprawnych i starszych ludzi, dlatego nikt się nie przejmuje takimi duperelami jak toalety dla niepełnosprawnych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak to jest kraj tylko dla pieknych, mlodych i sprawnych. Polly nie jest pierwsza osoba, ktora sie z tym boryka, slyszalam wiele tego typu problemow od kumpla, ktory porusza sie na wozku.

      Delete
  6. Bo jak sie chce sikac, to sie nie szuka miasteczka,tylko lasu. Nie placi sie, nic nie smierdzi i jasno jest, o ile to dzien, oczywiscie. A w miastach to tak jak ktos juz powiedzial - galerie i stacje benzynowe. Tam jest amerykanski szyk :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, na pewno masz racje z tymi stacjami, bo i Klarka wyzej pisala, ale akurat na to nie wpadlam, chociaz przyznaje, ze powinnam, bo u nas tez sa przybytki na stacjach. No ale tez stacja nie zawsze jest pod reka. Co do lasu, to Wspanialy raczej wolalby chyba zeby mu pecherz pekl z nadmiaru ale nie zalatwi zadnej potrzeeby w lesie. Las jest dla wypoczynku ludzi a nie powinien sluzyc jako ubikacja publiczna, w lesie maja prawo ludzie bezpiecznie rozlozyc koc, dzieci powinny moc sie bawic bez narazenia na wejscie w mine. Las to w mentalnosci Amerykanow taki duzy park:) A w parku sie nie leje pod drzewami:))

      Delete
  7. Szczytem buractwa jest wymaganie oplaty za kibelek od gosci restauracji. Czy to sie jeszcze zdarza? Jako ze dorosle zycie zaczynalam poza Polska to bylam tym zawsze zniesmaczona i w restauracjach w Pl zawsze pytalam na wstepie, i jesli okazywalo sie ze toaleta platna to wychodzilam. Pamietam ze siostra moja byla nieco tym skrepowana, ale jako ze uparta jestem nigdy nie zaplacilam... I nie chodzi tu o pieniadze, ale o zasady.
    Chetnie daje sute napiwki, nie tylko w restauracji, ale rowniez u fryzjera, kosmetyczki wiec nie o skapstwo tu chodzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Toya, mnie tez to bulwersuje, bo skoro jest restauracja gdzie sie placi za jedzenie i picie to juz wydalanie powinno byc za darmo, a nie zawsze jest. W wiekszosci restauracji, w ktorych bylismy jest oplata, jesli nie w postaci babci, to wlasnie ta magiczna skrzynka otwierajaca drzwi.

      Delete
    2. toya - ja bezczelnie wytknę palcem taką cukiernię - centrum Krakowa, skrzyżowanie Grodzkiej, ciastka ok, ale te drzwi do kibla na złotówkę, zgroza! Nie idźcie do tej kawiarni:D

      Delete
    3. masz racje Klarka, robmy anty-reklame takim przybytkom..:)

      Delete
  8. Padam na nos, nie na wspomnienie smrodu, ale ze śmiechu :)))) Wszystko to prawda, święta prawda. A z tymi muchami, to mi się od razu skojarzył pobyt w jakimś sanktuarium. Toalety drewniane, masakrycznie brudne i cuchnące i caaaaała pielgrzymka ludzi. I wszyscy w pośpiechu przydeptywali sobie garderobę na osikanej podłodze, no nie było się czym delektować :))) Kiedyś trafiliśmy do kibelka z automatem na monety. Mieliśmy tylko jedną odpowiedniego kalibru i brak możliwości zdobycia pozostałych. Drzwi przekazywaliśmy z rąk do rąk, bo zdesperowanych i wkurzonych turystów było więcej. Jest to jednak okropny wstyd, że kibelków brak. :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Twoje przygody również czytałam :) Niby cywilizowany kraj, a czasami jak u jaskiniowców :)

      Delete
    2. Polly, ale przekazywanie drzwi z rak do rak to przedni pomysl:)))

      Delete
  9. Oraz miło mi, że jesteś przeze mnie natchnioną :))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. A masz pojecie jak ja sie ciesze:))) A najbardziej sie ciesze, ze nas los rzucil w odpowiednim kierunku:)

      Delete
  10. Ło matko z córkom, normalnie się prawie popłakałam :)))))))) Osobiście odradzam stację za Lublinem (w kierunku Białystok) - kibel śmierdzi jak skunks i jest brudno. Ale normalnie bosko to opisałaś :) :))))))) To nie ma ubikacji w autobusie? Buhahahahaha a no nie ma :))) chociaż to się powoli zmienia, jeśli korzystasz z linii prywatnych :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Witaj Tygrysie:)) Wiesz z czestotliwoscia z jaka ja odwiedzam Polske, to jest szansa, ze nastepnym razem albo sie kibel na tej stacji poprawi, albo stacji juz nie bedzie:))

      Delete
  11. Star, znow sie posmieje i pobulwersuje z Toba:) Bo przeciez o tych polskich klopach dopiero co rozmawialismy;) Niezly wstyd, zwlaszcza przed cudzociemcami i turystami z innych kultur, tych bardziej cywilizowanych kultur, bo jak wiemy np w Indiach nie ma wystarczajaco toalet i ponoc maja tam wiecej telefonow komorkowych na glowe niz toalet. Widzialam na wlasne oczy w moim obecnym miescie, w ktorym mieszkam, niedaleko Toronto jak maly hinduski chlopiec idacy ulica z babcia nagle przykucnal i zaczal sie zalatwiac na srodku chodnika. I to byla grubsza sprawa:) Babcia stala i patrzyla. Serio!!!! Autentyk, ktory sama widzialam. Ale wracajac do naszego polskiego podworka, no coz mnie i mojemu niepolskiemu partnerowi tez sie przytrafilo kilka takich wpadek w kraju nad Wisla, kiedy to odor z toalety byl taki, ze nie szlo wytrzymac (w Oswiecimiu przy muzeum) Natomiast placic za toalete publiczna trzeba takze i w innych europejskich krajach, np w Rzymie czy Paryzu na dworcu kolejowym, wiec to chyba europejska przypadlosc??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moze to i europejska przypadlosc, ale dla mnie zupelnie bez sensu bo przeciez na dworcach z ubikacji korzystaja glownie turysci, ktorzy juz zaplacili za bilet. No chyba nikt zdrowy na umysle, nie leci przez pol miasta z domu lub pracy po to zeby skorzystac z dworcowego klopa... chociaz Pistacjowy wyzej poleca goraco jeden porzadny kibel na cala Polske, wiec kto wie....
      A ten kucajacy chlopiec z babcia mnie wbil w ziemie! Jak zyje tu blisko 29 lat jeszcze nigdy nie widzialam nawet malego dziecka sikajacego pod drzewem a co dopiero stawiajacego klocki na chodniku.
      SZOK!!!

      Delete
    2. Jasne, ze bez sensu:) Jesli zas chodzi o bezsens tego, ze w niektorych restauracjach tez trzeba placic za skorzystanie w wychodka, to dodam jeszcze, ze przeciez w tym kraju bezsens goni bezsens:)))) Malo takich kwiatkow? Nam kazano zaplacic extra za pranie obrusu w restauracji na Rynku Starego Miasta w Wawie kiedy to moj 6-letni syn wylal na bialy obrus kakao! Byl to rok 1995 wiec mozna ich usprawiedliwic, ze sie dopiero uczyli zasad marketingu ale mimo to szczeki opadly nie tylko nam, zamieszkalym w Kanadzie ale tez naszej warszawskiej rodzinie.

      Delete
    3. Moniko, wybacz, ale siedze w pracy i rechocze:)) Oplata za pranie obrusa:)))) Szkoda, ze nie za uzywanie sztuccow:)))))

      Delete
  12. oczywiście że się śmiałam lada świt gdy post czytałam .ale to był bardzo współczująco histeryczny śmiech.
    teraz piszę ja

    a więc...kilka lat temu , będąc w Angoli w niejakim Londynie , pokazywane miałam cudawianki i oczywiście od razu zapoznawano mnie z zasadami postępowania .Sobie chodziliśmy i chodziliśmy i chodziliśmy i ...nagle poczułam że muszę oddać mocz. Na ulicy stał niejaki Toy Toy , bratanica paluchem mi go wskazała i wlazłam w celu popełnienia ulgi.,,Najsampierw" zaczęłam lokalizować co i gdzie .Doopa blada, toaletnuju bumagi moje gałki oczne nie zobaczyły.Więc otwieram drzwi i zażądałam chusteczki , a bratanica z małżonem wyciągają mnie na siłę z przybytku ulgi , ja się zapieram , oni agresywnie ciągną , ja się zapieram i niestety byli silniejsi.Głupkowato się cieszyli okołom 20 minut i dopiero potem mi wytłumaczyli że: pierwsze otwarcie petent włazi, drugie otwarcie oznacza że wyłazi i po zamknięciu drzwi wszystko się chowa i następuje całościowe mycie.

    macham prawdopodobnie słonecznie- Gryzmo

    ReplyDelete
    Replies
    1. Takie toalety, które - po powtórnym otworzeniu drzwi - same się myją, są też w Berlinie. I to jest świetne rozwiązanie. Ale - trzeba znać instrukcję obsługi ;)))

      Delete
    2. ano trzeba znać , oj trzeba.,,Dzisiaj" zawsze proszę o instrukcję obsługi

      Delete
    3. Gryzmo, witaj!!!!!! Teraz ja rechocze z Twojego komentarza:D:D:D Takich samomyjacych sie Toy Toy jeszcze nie widzialam, wiec tez wszystko przede mna. Ale dobrze wiedziec, ze sa bo Toy Toy'ow to ja sie boje, bo zwykle sa niestety smierdzace i brudne, a to dlatego, ze wystepuja przy okazji duzych zbiorowisk ludzi np. concert w parku. Wtedy raczej zaloze pieluche:)))))

      Delete
    4. Stardust licz otwarcia przybytku nadziei - bardzo proszę . Detergenty mogą za ostro wyszorować człeka , a z drugiej strony : pranie gratis bo to i suszenie się odbywa też . I teraz będę kontynuowała watek :a więc.
      owłosienie swoje na czaszce mam niczym Afroamerykanin .Gdy łba nie umodeluję , mogę spokojnie grać w ,,planecie małp" bez charakteryzacji i tu dochodzę do konsensusu , a mianowicie : w jakim stanie byłaby moja kudłata po kosmetyce w toy toy ?

      p.s. same problemy z sikaniem , oj same

      Delete
    5. Przestan, wlasnie sobie wyobrazilam jak wychodzisz po tym praniu i suszeniu:D:D

      Delete
    6. wieczorowo - Gryzmo która przestała chociaż wątek c.d. miała

      Delete
  13. Stardust - poprawiłaś mi humor, oj poprawiłaś:)
    Że tak powiem: Takie rzeczy tylko w Polsce :)

    A ja faktycznie nigdy się nie zastanawiałam nad czyms podobnym, chyba trzeba dłużej pomieszkać zagranica, by to zauważać - powaznie nigdy nie zwracałam uwagi na cos podobnego. Zwłaszcza z powodu braku kibelka w autobusie - faktycznie tylko w Polsce się z czym podobnym spotkałam, że brak nawet w autobusach dalekobieżnych (oki w tych nowych już są - chyba autokary z "zachodu" zakupiono). Faktycznie zagranica na trasach dalszych niz podróż trwająca godzinę są w autobusach kibelki:)

    Trudno zatem jest widzę obcokrajowcom w naszym kraju, Polakom wybywającym zagranicę łatwiej - są nastawieni na najgorsze, mając krajowe doświadczenia, także nie spotyka ich zawód w o wiele lepszej jakości kibelkach zagranicznych :)

    Post rewelacja !!! Buziaki:* i dla Wspaniałego pozdrowienia i wyrazy szacunku, za cierpliwość i wyrozumiałość polskich realiów:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie jest lekko zagranicznemu turyscie w Polsce. Sprawy niby proste jak oznakowanie publicznych ubikacji, czy naprawde nie mozna we wszystkich wsiach i miastach jednakowo, standartowo, zrozumiale dla tych co nie znaja jezyka, laleczka w sukience i laleczka w portkach i juz wszyscy wiedza o co chodzi.
      A tu masz, kolkami i trojkatami daja po oczach:))))
      Kto sie na tych trojkatach i kolkach jeszcze wyznaje oprocz Polakow zamieszkalych w Polsce?
      Prawdopodobnie nikt.
      Ale najwiekszy mam ubaw jak co jakis czas Polacy krzycza ze trzeba Amerykanom w odwecie wprowadzic wizy.
      Naprawde, Polska to tak ineresujacy turystycznie zakatek swiata i w dodatku tak przychylnie nastawiona na przyjmowanie turystow, ze moze sie na cos takiego porwac. Pomijam fakt, ze jedyni Amerykanie jacy tam jezdza to polskiego pochodzenia, a jak widac po moim przykladzie tych tez nie jest wielu;))
      Buziaki dla Ciebie i Lu:***

      Delete
    2. Powiem Ci, że ja w tych trójkątach i kółkach też się niejednokrotnie gubię:) Jednak czasami całkiem zabawne sytuacje z tego wynikają :)

      Delete
  14. Niestety,takich powodów do wstydu jest sporo, bo i brak,lub byle jakie toalety,a tam brak papieru, syf (nie rozumiem ludzi korzystających ,dlaczego zostawiają po sobie taki syf)
    Chroniczny brak podjazdów dla wózków a Polacy uwielbiają schody i schodeczki pakować gdzie się da.

    Ja mam mocne zawory i mam obrzydzenie do korzystania z publicznych toalet,wiec nawet w dłuższej podróży daje radę .No i faktycznie wolę siknąć na trawce:)

    Współczuję wszystkim, którzy muszą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dora, ludzi zostawiajacych po sobie syf w ubikacjach nie brakuje nigdzie. A ja tego nie rozumiem, bo kurwa mac nikt nie lubi smierdzacych i brudnych ubikacji, kazdy chcialby wejsc do czystego pomieszczenia, wiec niech zostawia czyste. Nie pojmuje tego i za cholere juz nie dam rady pojac.
      Z drugiej strony jak sie juz pobiera oplate to wypadaoby zeby ktos byl odpowiedzialny za czystosc.

      Delete
  15. Co wyprawia się jadąc na wycieczkę zagraniczną to też podobno granda,w autobusie jest kibel,ale nie wpuszczają,trzeba mieć w obcej walucie drobne na kibel na stacji benzynowej w danym kraju,przez który się akurat przejeżdża (Czesi np.niekoniecznie kochają euro,trza mieć korony)

    ReplyDelete
  16. Star, jestem na Islandii, wiem, ze chciałas zawsze ja zobaczyć. Dla zachęty podsylam linka do bloga na którego będę wstawiać zdjęcia i ogólne wrażenia z pobytu na wyspie. Będę tu do końca sierpnia wiec jeśli nawet teraz nie ma na blogu nic ciekawego, to z cała pewnością ciekawiej bedzie pózniej :)
    http://icelandiabyderek.blogspot.com/

    ReplyDelete
    Replies
    1. Derek, dzieki za info, postaram sie zajrzec, ale wiesz, ja juz zupelnie nie ogarniam tego blogowego swiata:))

      Delete
  17. Pozdrawiam serdecznie, zakładająca tu derek ;)

    ReplyDelete
  18. Zasrany problem...Zaszczany znaczy... Niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Natti, nie przejmuj sie, zasrane tez miewam:))

      Delete
  19. Stardust! Wejście niewątpliwie trzecie – ale wcale nie to, które poniekąd zapowiedziałam jakiś czas temu u Baby ze wsi. Teraz piszę – bez związku z tym, co Ty napisałaś tutaj – bo z mojego łuku wypuszczono strzały, które, przypuszczam, miały Cię boleśnie ugodzić, jeśli nawet nie zabić (chodzi o komentarze na blogu Miśki). Odbiły się od Twojej tarczy, ale i tak przepraszam – to ja przetarłam cyberszlak i ja nie wykazałam się przezornością. Co mogłam zrobiłam, żeby zdarzenie było wyłącznie incydentalne. Pozdrawiam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bexa, siedze, patrze, czytam i niedowierzam. Skad sie biora tacy ludzie jak TY? W czasach kiedy wiekszosc tylko patrzy jak tu drugiemu dokopac anonimowo oczywiscie, Ty przychodzisz i przepraszasz za cos czego nie zrobilas i ja nawet nie widzialam zadnego zwiazku z Twoja osoba mimo, ze dokladnie wiedzialam, ze tamten kometarz "pije" do mojej wypowiedzi w dyskusji z Toba.
      Co ja mam powiedziec?
      No kocham Cie Bexo!!! I jestem przekonana, ze swiat bylby lepszy gdyby bylo na nim wiecej takich ludzi jak TY.
      Dziekuje i pozdrawiam serdecznie:**

      Delete
  20. To ja cie Klarko rozczaruje jesli chodzi wlasnie o stacje benzynowe.Jezdzimy do Polski zawsze ta sama trasa.Zaraz za byla granica Polsko-Niemiecka w Boleslawcu jest duza stacja benzynowa Orlen jakby nie bylo to jednak firmowa stacja jest.I niestety za kazdym razem przez 7 lat kiedy tak jezdzilismy zawsze trafialam do brudnej smierdzacej bez papieru toalety,czesto z zalegajaca woda na podlodze,chociaz na kartce na scianie zawsze bylo odhaczone,ze jakies pol godziny temu bylo sprzatane.Malo tego jest tam wlasnie druga toaleta dla niepelnosprawnych,fakt ze dosc duza i obszerna ale ubikacja jest zrobiona na takim podwyzszeniu,ze mnie osobie sprawnej jest ciezko z niej skorzystac ,a co dopiero osobie niepelnosprawnej na wozku inwalidzkim.
    Zawsze mezowi mowilam ,ze ja kiedys nie wytrzymam i powiem co mysle,maz mnie zawsze uspokajal.W koncu kiedys niewytrzymalam jak weszlam do ubikacji a tam wody prawie po kostki,i czlowiek nie wie czy to rzeczywiscie tylko woda.Moj maz jak zobaczyl moja mine to od razu zaplacil i wyszedl.Ja zapytalam kto jest odpowiedzialny za sprzatanie ubikacji,pan powiedzial ,ze to on,ale cale szczescie ,ze trafilam na kierownika ,ktory sie przysluchiwal rozmowie i od razu zapytal o co chodzi,wiec wytlumaczylam ,ze moge zrozumiec jesli by to byla sytuacja jednorazowa,ale za kazdym razem kiedy tu jestesmy jadac do Polski i z powrotem ,sytuacja brudnej cuchnacej lazienki bez papieru i woda zalegajaca na podlodze jest ciagle ta sama.A kpina jest ta ubikacja dla niepelnosprawnych,zapytalam pana czy probowal skorzystac z tej ubikacji nie stojac ,a siadajac na niej?I skoro jest kierownikiem tej stacji,to na pewno wie i nic nie robi z tym ze ta ubikacja tak wyglada i jest dyskomfortem dla ludzi korzystajacej z niej,w takim razie ja poprosze o telefon do siedziby glownej.Fakt pan przeprosil ,ale telefonu nie dostalam.
    Jadac do domu z powrotem wstapilismy a jakze do owej stacji i jakiez bylo moje zdziwnienie,bo ubikacja bez wody na podlodze,czysta nie smierdzaca i w dodatku z papierem,czyli mozna jak sie chce.Do tego na drzwiach wewnetrznych przyklejona kartka,jesli nie jestes zadowolony z czystosci ubikacji zadzwon pod numer i podany numer komorkowy.Nie rozumiem dlaczego za kazdym razem trzeba wytykac wady ,czy ktos odpowiedzialny za czystosc w lazience nie moze sie przylozyc do swojej pracy,przeciez ma za to placone.Gdyby szanowal swoja prace ta ubikacja by tak nie wygladala przeciez.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...