Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, July 1, 2013

Historia Tatka czyli jak zostalam najlepsza synowa (cz3)

Wiedzialam jedno, ja nie moge zrobic nic za nich, to oni musza dojrzec do pragnienia blizszych stosunkow, ja moge im tylko pokazac, ze to jest mozliwe i nie boli.
Dlaczego chcialam to zrobic? Z kilku powodow.
Sama nie mam tu zadnej rodziny, moj ojciec zmarl 3 miesiace po moim wyjezdzie z Polski. Wiem jak bardzo to przezylam i wiem tez, ze ukojenie znalazlam po dlugim czasie w fakcie, ze tak naprawde to ja bylam jedyna osoba, ktora sie z nim pozegnala. Mimo, ze oni tam wszyscy byli na miejscu, ale przeciez nikt nie idzie z wizyta do chorego do szpitala i nie mowi pod koniec wizyty "to wiesz na wypadek gdybys jutra nie dozyl to chce ci powiedziec, ze cie kocham i dziekuje za wszystko co dla mnie w zyciu zrobiles". Nikt sie tak nie zachowuje, bez wzgledu na stan chorego.
Ja jedna mialam okazje powiedziec ojcu jak bardzo go kocham, mialam okazje podziekowac za to ze byl tak wspanialym ojcem i przeprosic za wszystkie trudnosci i przykrosci jakie mu sprawilam.
Mam tamten dzien zachowany gleboko w sercu i nikt mi tego nigdy nie zabierze.
Mialam te okazje, bo ja wyjezdzalam. On zostawal zdrowy i w pelni sil, ale oboje nie wiedzielismy kiedy sie ewentualnie znow zobaczymy.
I chyba pamiec mojego wlasnego ojca odegrala tu ogromna role. Pamietajmy, ze Wspanialy jest jedynym dzieckiem i w dodatku mieszka w odleglosci 700km od ojca.
Moj ojciec tez nie potrafil mowic o uczuciach, mozna je bylo odczytac w jego spojrzeniu, w lzach wzruszenia, ktore ocieral ukradkiem, ale nigdy nie padlo slowo "kocham".
W zasadzie padlo, ale wlasnie znow tylko dlatego, ze wyjezdzalam i ostatnie miesiace mojego pobytu w Polsce spedzilismy bardzo blisko i na wielu godzinach rozmow, rozmow, ktorych ojciec pewnie nigdy nie mial okazji przeprowadzic z moimi bracmi.
Tak wiec jak los postawil na mojej drodze Tatka, to czulam, ze nie moge dopuscic, zeby ci dwaj bliscy mi mezczyzni zaprzepascili szanse, jednego juz kochalam, a drugi byl przeciez jego ojcem.
Jak sie kocha kogos to kocha sie i jego bliskich, to dla mnie zupelnie naturalne.
Wracajac do tematu, uplynelo dwa tygodnie od naszej wizyty i w weekend powiedzialam do Wspaniaego:
-- Zadzwon do ojca.
-- A po co?
-- Po nic, po prostu zadzwon, pogadaj.
-- Ale o czym mam gadac, przeciez nic sie nie dzieje.
-- Czy to znaczy, ze dzwonic mozna i trzeba tylko jak cos sie dzieje?
-- No nie... ale o czym bede z nim rozmawial? Dopiero co sie widzielismy.
-- Nie wiem o czym, zapytaj go jak sie czuje, jaka jest pogoda w Buffalo.. po prostu rozmawiaj...
-- No dobra.
Zadzwonil, po drugiej stronie tez bylo zdziwienie, ale wymienili jakies tam grzecznosci, potwierdzili, ze po obu stronach nic sie nie dzieje i Wspanialy zapytal:
-- Chcesz rozmawiac ze Star?
-- Bardzo chetnie - padla odpowiedz.
Wzielam telefon i jak to ja potrafie zaczelam trajkotac, obrzucilam go pytaniami, co robil, gdzie byl, co slychac u E. i juz gadalismy przez dobre 10 minut.
Zanim sie rozlaczylismy powiedzialam:
-- Do uslyszenia, kocham Cie.
Po drugiej stronie oczywiscie zapadla cisza, wiec sie wylaczylam, przeciez takiej wlasnie reakcji sie spodziewalam, nie bylo to dla mnie zadna niespodzianka.
Wyobrazam sobie jak to zamurowalo starszego pana;) tym bardziej, ze widzialam mine Wspanialego, ktory zupelnie nie mial pojecia co ja wyczyniam.
Ale tego sie tez spodziewalam, wiec przeszlismy do naszych zajec bez zbednych wyjasnien.
W nastepny weekend znow powiedzialam:
-- Zadzwon do ojca.
-- Ale przeciez dzwonilem tydzien temu.
-- To zadzwon tez w ten tydzien.
-- Ale naprawde, to nie ma o czym rozmawiac... ani on... ani ja.
-- Zadzwon to ja pogadam.
Patrzyl na mnie glupawo i z niepewnoscia, wiec wzielam telefon i mu podalam.
Wybral numer, po drugiej stronie znow zdziwienie, znow jak poprzednio pogadali moze ze dwie minuty i Wspanialy zadal to samo pytanie:
-- Chcesz rozmawiac ze Star?
-- Oczywiscie.
I znow jak poprzednio wzielam telefon i cwierkalam przez 10 minut, Tatek tez zadowolony, a na koniec znow powiedzialam to samo "kocham cie" i sie wylaczylam nie czekajac na nic, bo przeciez wiedzialam, ze na cud trzeba dluzej poczekac .
Ale tym razem Wspanialy zareagowal:
-- Wiesz, ze ojciec Ci nie odpowie na to Twoje "kocham cie", bo on chyba tylko matce powiedzial, ze ja kocha i to pewnie nie wiecej niz raz, a potem uznal, ze skoro nie odwolal to powinno wystarczyc.
-- Przepraszam bardzo a czy Ty jestes inny?
-- Ja Ci mowie, ze Cie kocham codziennie, a nawet czasem kilka razy dziennie.
-- Hmm... no tak mowisz, masz racje mnie mowisz - usmiechnelam sie, bo przeciez to ja go nauczylam. To ja podalam za przyklad wydarzenia 11 wrzesnia dwa lata wczesniej i powiedzialam, ze "kocham cie" to byly zawsze dwa ostatnie slowa w kazdym przypadku rozmowy z bliskimi tuz przed smiercia. Kazdy kto zginal tamtego dnia, a wczesniej mial okazje wykonac ten ostatni telefon obojetne czy do zony, meza, matki czy ojca mowil wlasnie "kocham cie". Ja wiem, ze wiekszosc ludzi sie smieje, ze "kocham cie" jest tak czesto na amerykanskich ustach, ze juz nic nie oznacza.
Nie kloce sie w takich przypadkach, ale wiem, ze to nie jest tak, bo byc moze, ze to codzienne "kocham cie" niewiele znaczy ale jesli przyjdzie taki dzien, ze juz nie mamy komu tego powiedziec to wtedy znaczy wszystko. Wiec lepiej mowic za czesto niz potem do konca zycia zalowac, ze sie ten jeden raz nie powiedzialo.
-- No dobrze, oboje wiemy, ze masz racje, ale ojciec jest inny i ja tylko uprzedzam, zebys nie byla rozczarowana.
-- Skarbie, dzieki za troske, naprawde. Ale skad Ty wiesz, ze ja na cos czekam? I skad wiesz, ze ojciec nigdy nie powie? Czy dlatego, ze Ty mu nigdy nie powiedziales ze go kochasz?
Nic juz nie powiedzial, po prostu zajal sie czyms, a ja udalam, ze nie zauwazylam braku odpowiedzi.
I tak bylo co tydzien, w kazdy weekend, ja upieralam sie zeby dzwonil, on dzwonil, ja rozmawialam i za kazdym razem konczylam niezmiennie tym samym "kocham cie" i zaraz potem grzecznie, powoli odkladalam telefon.
W miedzyczasie z rozmow z E. wiedzialam, ze po kazdym naszym telefonie ojciec dzwoni do niej i zawsze zaczyna rozmowe od "moj syn dzwonil".
I to mi narazie wystarczylo...

cdn.

33 comments:

  1. To fascynujące, cudowne!
    Jesteś kochana Star.
    :*

    ReplyDelete
  2. Tym razem, miałam przy sobie chusteczki....niech cię drzwi w cyckach ścisną Star, tak mnie tu od rana za serce chwytać....mi też dużo czasu zajęło zanim zrozumiałąm, że słowo "kocham cie" wcale nie boli. Ale u mnie w domu tego nie słyszałam, miłosc była, ale słowo jako słowo nie istniało, no może jedynie w rozmowach z małymi dziećmi. Ja zaczęłam od siebie, bo największą sztuką jest wyznać miłość samej sobie i dalej już jakoś poszło..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, bo ludzie wypracowali juz tyle roznych teorii na temat tego "kocham cie" kto powinien powiedziec i dlaczego, w jakich okolicznosciach, kto pierwszy, komu nie wypada, ze czasem az dziw, ze jeszcze sa tacy co sie nie boja, co maja na tyle odwagi, zeby tych slow uzywac. A zycie plynie i najczesciej jest tak jalowe, ze szkoda zyc:))

      Delete
    2. Zgadza się Star, dlatego też się buntuje przed takim jałowym i żałosnym życiem.

      Delete
  3. Jesli mamy,nie doceniamy,czesto zaczynamy doceniac jesli juz przestalismy miec.
    Madra kobieta jestes Star.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie, a czy to tak wiele kosztuje zeby docenic jak jest? Nie, to nie tylko nic nie kosztuje ale jest proste, tylko wiekszosc poddaje sie jakims idiotycznym regulom, ktore naprawde utrudniaja zycie.

      Delete
  4. Ależ Ty jesteś spryciula :) metodą małych kroczków...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bo juz mnie zycie wczesniej nauczylo ze duzymi krokami to mozna wpasc w przepasc, z czegos sie spierdolic albo se co najmniej nozke zwichnac:))

      Delete
    2. To jest bardzo dobra metoda. Osoba będąca przedmiotem działania, nawet się nie zorientuje, że została lekko zmanipulowana i nauczona czegoś :) Jak się domyślam, skoro jednego Pana udało Ci się czegoś nauczyć, to z drugim też się ta sztuka udała? Mój mąż jest z gatunku tych, co uczuć nie okazują. Muszę go uczyć, że czasem warto podejść i np. żonę przytulić - tak po prostu, bez powodu.

      Delete
    3. Tygrysku, wiekszosc mezczyzn jest taka. Oni mysla po mesku, a po mesku przytulanie to juz gra wstepna:)) I sie boja, ze jak przytuli to musi isc za ciosem, a moze pora lub miejsce nieodpowiednie, a moze dzieci sie wlasnie bawia klockami tuz obok.
      Ale nie bede uprzedzac faktow, bo o tym tez bedzie w serii Tatkowych historii:))

      Delete
  5. Piękne to :) najważniejsze żeby umieć okazywać uczucia swoim bliskim, bo czasami jest na to za późno i żal...a w każdym człowieku można je rozbujać, tylko trzeba chcieć, tak, jak Ty. Buziaki :)) idę sobie pobuczeć w podusię

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, nie bucz... Ty na buczka nie wygladasz:))

      Delete
  6. Star a napiszesz co się dzieje z E ? bo pamiętam że przed wyborami była bardzo słaba
    szkoda że nie widziałaś miny Tatka po każdym wyznaniu bo przecież pisałaś ze podczas wizyty u Tatka Wspaniały nie był wobec Ciebie zbyt przytulaśny i Tatek mógł sobie pomyśleć że się w nim zakochałaś ;-)

    ReplyDelete
  7. i f takim momęcie pszerywasz???
    :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. A niech pokasze paluszkiem lepszy momet? :))

      Delete
  8. Replies
    1. Twoje zachowanie jest karygodne!!!!!!!!!!!!!!!

      Delete
    2. pisz no kobieto natentychmiast co było dalej!!!!!!!!!!!! i mam pytanie , bo to i od niedawna siadam na progu domu Twego .A mianowicie kim jest E.???????

      Delete
    3. E. jest rowniez wdowa, a kiedys byla zona najlepszego przyjaciela Tatki jeszcze z lat szkolnych. Oba malzenstwa przyjaznily sie przez w sumie cale zycie. Helen (zona Tatka) zmarla 20 lat temu w styczniu, a Bob (maz E.) tego samego roku w czerwcu.
      I tych dwoje tak zostalo i ciagna te przyjazn, ktora jest juz chyba bardziej zwiazkiem bratersko-siostrzanym niz czymkolwiek innym:))
      Wspanialy zawsze wspomina, ze E. uczyla go jak wiazac buty:))
      Tatek jest ojcem chrzestnym syna E. i Boba, tak sie to wszystko zazebialo przez lata.

      Delete
    4. podziękowała, podziękowała i oczekuje na ciąg dalszy !!!!!!!!!!!!!!! bardzo niecierpliwie oczekuje

      Delete
  9. Ech
    Gdybym ja była taka mondra jak w rodzinę męża wchodzilam
    Ech
    Tyle było do naprawienia
    W swojej trochę ponaprawialam

    :**

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybenko, mnie ten rozum przyszedl dopiero w trzecim malzenstwie, to wiesz, wiek i doswiadczenie zyciowe robia swoje.
      buziam:*

      Delete
  10. Coz, ja mojego tescia nijak nie moge nauczyc sie kochac. Staram sie jak moge byc dobra synowa - zawsze mila, uczynna..itp. Ale jak tu kochac kogos kto jest rasista, antysemita, homofobem, nienawidzi psow i nie wiadomo kogo lub co jeszcze... i zawsze mnie sie czepia bo ja jestem tolerancyjna i bardzo lubie psy (a swojego wrecz uwielbiam)
    Kazdy powienien miec takie same poglady jak on.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Megan sa tacy ludzie i szkoda ich nawet ludzmi nazywac, tego nie zmienisz, to przypadek niereformowalny. Jedyne co mozesz zrobic to sie odciac na ile sie da. Ja mialam wyjatkowe szczescie, ze trafilam na takiego Tatka i rowniez takiego Wspanialego. To sa chlopy dobre z gownami jak mowila moja babcia:)) tylko czasem nie potrafia przelamac pewnych schematow, albo nie wiedza z ktorej strony sie za to zabrac. Takim mozna i warto pomoc, bo potrafia to odwzajemnic.

      Delete
    2. Masz racje, odcinam sie na ile sie da ale ze wzgledu na meza nie moge calkowicie. Teraz juz sie uodpornilam na jego glupie zaczepki i gadki lecz czasem nie wytrzymuje i mowie to co mysle. Cale szczescie (moje), ze syn nie jest podobny do ojca.

      Delete
    3. Megan, mialam raczej psychiczne i emocjonalne odciecie sie na mysli, wiem, ze fizycznie sie nie da. A jednak odciecie psychiczne i emocjonalne, moze zapewnic Ci komfort przebywania w jednym pomieszczeniu bez denerwowania sie. Wiem jak to ciezko, ale czlowiek musi bronic sam siebie i swoja psychike.

      Delete
  11. Witaj Meg.
    Był taki dzień, kiedy odkryłam,że nie mówimy sobie"kocham cię".Moi rodzice nie nauczyli mnie wyrażać glośno swoje uczucia.Zdawałam sobie sprawę,że teraz moja kolej,albo nauczę moje dzieci i wtedy będą szczęśliwsze,albo .....
    Udało się.Nie mówimy sobie tego codziennie ale co jakiś czas słyszę od moich dzieci i one słyszą ode mnie ,że ich kocham.
    Nie jestem w stanie nauczyć tego mojej mamy.Od wielu,wielu lat ,gdy kończę rozmowę telefoniczną mówię -kocham Cię mamo-a nigdy nie usłyszałam tego od mamy.Ja wiem ,że ona po prostu nie potrafi tego powiedzieć.Może kiedyś się doczekam.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teniu, nie zrazaj sie, moze kiedys sie doczekasz, to bardzo dlugi proces, bo to sa gleboko zakorzenione zwyczaje.

      Delete
  12. Piękne. Mój Tata też nie mówił "kocham", ale widzę w jego spojrzeniu, ze tak właśnie jest. Z drugiej strony chce, żeby Dziedzic słyszał te słowa, żeby nie musiał się domyślać po spojrzeniu, po gestach..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, bo takie jest tamto pokolenie, czyli w Twoim przypadku pokolenie Twojego Taty to moje pokolenie, a wyobraz sobie teraz pokolenie Tatka. Im naprawde ciezko, bo oni tak byli wychowani, ze nie slowem a czynem okazuje sie milosc. A dlaczego nie czynem i slowem?

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...