Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, July 21, 2013

Niagara

Skoro poprzedniego dnia zachod slonca zaszedl beze mnie to w niedziele (ostatni dzien pobytu w Buffalo) uparlam sie na Niagare.
Z samego ranca pojechalam ze Wspanialym do sklepu po ten klimatyzator, skoro nie dalo sie kupic beze mnie to musialam, ale na szczescie ogarnelismy to wszystko w rekordowym czasie, tylko problem byl z wsadzeniem tego olbrzyma na tylne siedzenie samochodu, bo ja niestety baba jak grzmot, ale sily nie posiadam:))
Na szczescie trafil nam sie jakis chetny pan do pomocy, ktory akurat przechodzil obok jak probowalam sila sugestii i perswazji, bo przeciez nie miesni przekonac klimatyczne bydle zeby sie posunelo na tylne siedzenie samo. Bydle wazy ciut mniej niz 40kg wiec nie tak ciezkie jak niewygodne bo olbrzymie pudlo.
Przed domem czekal juz Tatek z dosc poteznym wozkiem takim jak sie robi w sklepach zakupy, wiec znow trzeba bylo bydlaka wysadzic z samochodu i przesadzic na wozek, ale tutaj panowie wykazali sie kreatywnoscia i ja tylko mialam umiejetnie podjechac wozkiem, a on bydlatko wypchneli prosto z siedzenia na wozek.
W mieszkaniu juz bylo latwiej, bo Wspanialy ustawil karton na dywaniku lazienkowym i pociagnal po plytkach podlogi na odpowiednie miejsce.
Misja spelniona.
Teraz zaczelam sie upierac przy Niagarze.
-- Ale przeciez mowia, ze bedzie padac - argumentowal jak zwykle Wspanialy.
-- Mowia juz od pieciu dni, a jeszcze nigdy nie padalo, wiec niech sobie mowia, a my robimy swoje.
Urzedowalam w kuchni przygotowujac piknik, bo na obiad Tatek chcial nas zabrac do polskiej restauracji, bra buk nie przez sympatie do polskiego jedzenia, ale pewnie chcial sie podlizac za te francuskie tosty, ktorymi go uraczylam az dwa razy w ciagu pieciu dni.
Nawet mi pokazywal strone internetowa tej restauracji, ale o tym w innej notce.
Wspanialy ciagle mial "lepszy" pomysl, a mianowicie proponowal, zeby ze wzgledu na "niepewna pogode" jechac do kasyna, a pozniej do tej knajpy, ale ja sie twardo upieralam przy Niagarze.
Co ja na to poradze, ze uwielbiam ten wodospad i bez wzgledu na to ile razy tam jestem, za kazdym razem mnie zatyka piekno natury.
Tatek jak zwykle bral moja strone i perswadowal Wspanialemu, ze przeciez kasyno tylko kilka ulic od Niagary, wiec mozemy nawet zrezygnowac z tej polskiej restauracji i zjesc obiad, w ktorejs restauracji kasyna.
Juz ubijali interes wiec sie wtracilam:
-- Kochani, ja do kasyna bardzo chetnie, tylko, ze ja juz nie mam pieniedzy, bo sie splukalam poprzednim razem, a mialam nadzieje, ze wygram chociaz na pokrycie reszty oplaty za dentyste, do ktorego ide we wtorek.
-- To ja Ci dam pieniadze!!! - zawolal ochoczo Wspanialy - I zobacz moze akurat wygrasz na tego dentyste, ile tam Ci jeszcze zostalo do zaplacenia?
-- 350 dolarow i mialam nadzieje, ze nie bede musiala placic karta.
-- No widzisz sama, ze trzeba dac losowi jeszcze jedna szanse, a tym razem nawet jak przegrasz to nie swoje tylko moje pieniadze.
Rozbraja mnie ten moj maz swoja logika myslenia;)
Zapakowalam piknik, ktory mielismy zamiar zjesc gdzies nad Niagara jako lunch, a obiad w tym ukladzie juz bylam pewna, ze bedziemy jedli w kasynie.
Jedziemy na dol winda i Wspanialy sie odzywa:
-- A jak Ty dlugo chcesz byc nad wodospadem, bo wiesz tam teren ciezki dla wozka?
-- Oj nie przejmuj sie - wtracil Tatek - wcale nie musze wszystkiego widziec. Podjedziemy troche bliziej pokazemy jej wode i pojedziemy. A co? Wode widziala? Widziala, to znaczy, ze nad Niagara byla.
Widzicie jak to nie mozna takiemu zaufac, ze zawsze bedzie po mojej stronie?
-- Ja Wam dam, "wode widziala" jak nie bedziesz grzeczny, to puszcze wozek wolno i tyle - zagrozilam.
Dojechalismy, przesadzilismy Tatka na wozek i wjechali do parku, zatrzymalismy sie przy pomniku jednego z wodzow indianskich:


I zanim ruszylismy dalej to Tatek wymusil na nas przyrzeczenie, ze nie puscimy go wolno:))
Faktycznie z wozkiem jest tam dosc ciezko, bo ciezko pchac pod gore, ale tez ciezko utrzymac wozek z gory. Ja tym razem nawet nie probowalam pomoc, ale Wspanialy sie napracowal solidnie.
-- Tato, mowiles, ze doktor kazal Ci schudnac, tak?
-- No mowil, ze powinienem troche zrzucic, ale nie wiem czy mi sie uda.
-- To ja Ci mowie, ze lepiej zeby Ci sie udalo, bo jak nie to nastepnym razem wypozyczymy wozek z duzymi kolami przednimi i bedziesz sam sie wozil - powiedzial ze smiechem Wspanialy.
A Tatek przez te kilka dni byl tak zachwycony wozkiem i mozliwoscia odbywania spacerow, na ktore nigdy juz o wlasnych silach nie dal by rady, ze nawet wymyslil, ze jak bedzie jechal do nas, to tez wypozyczy ten wozek.
-- Alez nie zawracaj glowy, jak Ty bedziesz jechal z wozkiem? Jak przyjedziesz to sie wozek wypozyczy w NYC, przeciez u nas tez wypozyczaja - powiedzialam.
-- Ale ten jest naprawde fajny bo lekki i latwy do skladania i rozkladania.
-- Tato, wszystkie wozki do wypozyczenia sa latwe i lekkie, bo na tym to polega, naprawde - uspokoilam go, bo naprawde widzialam, ze jest gotow targac wozek z Buffalo do NYC.
A to zupelnie bez sensu.
I kto by pomyslal, ten sam czlowiek jeszcze miesiac temu na wspomnienie o wozku krzyczal "a komu potrzebny wozek?" a dzis mowi, ze to byl doskonaly pomysl.
-- Wiadomo, ze doskonaly! Jaka glowa takie pomysly! - podsumowalam;))
W parku nad Niagara jezdza tez takie trolejbusy, za niewielka oplata mozna z tego korzystac, ale mniej sie wtedy widzi, ja tam wole per pedes.


Zaczelismy spacer od parku po stronie rzeki przed wodospadem, przez ten most bedziemy zaraz przechodzic:


Widok rzeki z mostu:




Park po drugiej stronie:



I doszlismy do miejsca gdzie musialam ich zostawic, bo w dol byly schody i bylo ich zdecydowanie za duzo, zeby Tatek mogl zejsc. Wiec panowie zostali na gorze:


A ja polecialam na dol, zeby wszystko obfocic z dolnych tarasow.
Widoki po drodze na dolny taras:




Widok z dolnego tarasu:


Ja na dolnym tarasie:


Nie bylabym soba gdybym kogos nie poprosila o zrobienie zdjecia:))
Statek wycieczkowy, ktorym podplywa sie pod sam wodospad, zaliczylam to tez kiedys:


Kolejna atrakcja czyli mala czesc wodospadu zwana welonem, w dole widac wycieczke:


Jeszcze zdjecie tej wycieczki, bo tam sie podchodzi pod sam prawie "welon" i dlatego ludzie chodza w takich plaszczach przeciwdeszczowych:


Widok na port, z ktorego wyplywa statek wycieczkowy, ktory podplywa pod glowny wodospad, jest tam tak mokro, ze ciezko zobaczyc ludzi stojacych obok.


I wrocilam do moich panow, na pocieszenie strzelilam im jeszcze jedna fotke z lepszym widokiem na wodospad:


I znow ich zostawilam, zeby poleciec dalej:)) Z innej strony, tym razem, na zdjeciach jest widok kanadyjskiej podkowy wodospadu, ale od strony amerykanskiej:



Z bliska nie widac nic wiecej poza mgla, im blizej tym wieksza mgla i slabsza widocznosc:

 
Na zdjeciu ponizej to juz tylko mgla:


 
 
Na zdjeciu ponizej widac, ze teren tutaj dosc ciezki do pchania wozka, wiec nie dziwcie sie, ze ich ciagle gdzies zostawialam:
 
 
I jeszcze jedno ciekawe ujecie:
 
 
I kilka zdjec rzeki wykonanych w drodze powrotnej przez most, ale z drugiej strony:
 


 
 
I tak zakonczylismy spacer nad wodospadem, oczywiscie teraz skoro juz wiem, ze mozna tam z Tatkiem, to na pewno bedziemy czesciej wracac:)
Teraz nie pozostalo juz nic wiecej jak na reszte wieczora jechac do kasyna.
Wspanialy dal mi dwie stowy, bo jak zaznaczylam, ja juz swoje przeznaczone na ten cel pieniadze przegralam, wiec skoro chcial, to nie mial innego wyjscia.
Ustalilismy, ze spotykamy sie za dwie godziny i kazdy poszedl w swoja strone.
Dwie godziny pozniej, mialam juz moje $350 i nawet extra $80, ktore chcialam od razu oddac Wspanialemu, ale to oczywiscie oznaczaloby koniec zabawy, wiec panowie zaprotestowali.
Poszlismy na obiad i po obiedzie jeszcze zabawa trwala przez nastepne dwie godziny.
Na koniec Wspanialy sie uparl, ze on jeszcze chce zagrac na maszynach za dolara. Osobiscie uwazam, ze to glupota, bo za dolara to jest przy maximum $5 dolarow za kazde nacisniecie guzika, a wiec $20 idzie psu w dupe w ciagu mniej niz minuty.
Tatek juz byl zmeczony, wiec Wspanialy wpadl na pomysl, zebym usiadla z Tatkiem a on jeszcze poleci poszukac maszyny.
Posadzilam Tatka i powiedzialam:
-- Cos mi sie wydaje, ze ja lepiej za nim pojde, bo Ty wiesz jak to jest, my tu mozemy siedziec jeszcze dwie godziny.
-- To dobry pomysl - przyznal mi racje Tatek, wiec poszlam.
Siedlismy przy tej samej maszynie i umowa byla, ze on daje dwudziestke i naciskamy guzik na zmiane raz on, raz ja. I tak zrobilismy, dwudziestke szlag trafil, ale Wspanialy nie byl by soba gdyby nie sprobowal jeszcze raz, wiec wlozyl nastepne dwadziesicia dolarow.
Tym razem bylo lepiej i nawet nam niezle szlo, az kiedy byla moja kolej nacisnelam na guzik i wygralam jednym nacisnieciem $190 i tym sposobem wygralam wszystkie pieniadze jakie dostalam od Wspanialego wczesniej. Dyche mi darowal:)
W sumie wlozylismy do tej maszyny $40 a wyciagneli $272.
Uznalismy, ze to wystarczy i wrocili do domu, bo nastepnego dnia trzeba bylo wczesnie wstac na pociag.
 
 
 
 


28 comments:

  1. Ta Niagara... kiedyś muszę zobaczyć na własne oczęta:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, jak tylko bedziesz gotowa, to daj znac:)) Nad Niagare z Tobe pewnie nie pojade, ale chetnie pokaze Ci NYC.

      Delete
    2. Nowy Jork to moje marzenie od dawna, więc pewnie kiedyś się zdecyduję :)

      Delete
    3. Aniu, nie czekaj za dlugo, ja w przyszlym roku koncze 60 lat (!!!)

      Delete
  2. Uwielbiam twoje foto - relacje. Prawie jakbym tam była z tobą! Dzięki Star!!!

    ReplyDelete
  3. Piękne zdjęcia! Wprawdzie nie byłam , ale już kilka razy oglądałam film stamtąd i zawsze tak samo mi się podoba. Wiesz, to bardzo fajnie, że wygrałaś!Miałaś tym razem nie tylko emocje ale i zysk!
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, no udalo mi sie:)) Cieszylam sie jak wariatka, bo to jedna trzecia licowki:))) A bardzo rzadko mi sie tak udaje, chociaz w tym samym kasynie wygralam juz raz $1 800 i w Yonkers $2 500 TO byla wygrana.

      Delete
  4. To taki niewinny, rodzinny hazardzik? Myślałam, że przybytki, w których uprawia się gry hazardowe, postrzegane są przez porządnych, rozsądnych ludzików co najmniej jak jaskinia diabła:-)))))))).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato, w Ameryce nie ma jaskin diabla i bardzo dobrze:))) Hazard jest wrecz ulubiona rozrywka starszych ludzi, jezdza cale autobusy z roznych miast do najblizszych kasyn i te autobusy sa glownie wypelnione rencistami. Kosztuje ich taki wyjazd cos ok. $35.00 i w tym $30.00 jest przeznaczone na granie a czesto jest jeszcze darmowy lunch. Inny swiat, zamiast siedziec w kosciolach i obracac rozaniec to amerykanscy emeryci i rencisci sie bawia, korzystaja z zycia.
      A tak nawiasem mowiac, to co to? kto to jest porzadny, rozsadny czlowiek?:))))
      Jak nie robi krzywdy innym to moim zdaniem juz jest porzadny i rozsadny:))

      Delete
  5. W ramach moich podróży palcem po... ekranie monitora ;) często odwiedzam Niagarę: http://www.earthcam.com/canada/niagarafalls/ i zawsze zachwyca mnie ona nawet z tej perspektywy. Brakuje mi tylko tych kropelek wody na twarzy (bo szum jest). Nierealne, żebym kiedyś w realu, to chociaż tak sobie popatrzę...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tzj, Niagara jest piekna, nawet wlasnie takim sposobem jak Ty ogladasz, ale na zywo naprawde zapiera oddech. Nigdy nie mow nigdy:))) Bo nigdy nie wiesz co sie moze wydarzyc jutro.

      Delete
  6. Jejku... jakie piękne miejsce! Ja już, kiedy umieściłaś zdjęcie na stronie głównej, zrobiłam wędrówkę po mapach google i street view, nawet zlokalizowałam taras, z którego robiłaś zdjęcie. A teraz dopełnienie, tyle fotek! Dzięki Tobie mogłam pozwiedzać to piękne miejsce, jesteś Wspaniała :)))
    Ale nie napisałaś, co z obiadem? Byliście w tej polskiej restauracji?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, nie bylismy w tej polskiej restaruacji, moze kiedys, ale mnie jakos nie ciagnie:) Przyznam, ze przez te wszystkie lata jeszcze nie mialam okazji jesc tutaj nigdzie dobrego polskiego jedzenia. Wszystko jest jakies takie bez wyrazu i za slone a ja z kolei uzywam sol w naprawde minimalnych ilosciach, wiec pozniej sie czuje jak smok wawelski:))

      Delete
  7. Ja rozplynelam sie "we mgle", we mgle marzen ......o Niagarze. Wodospady inne siklawy to moje milosci milostki wiec chyba rozumiesz. Jak narazie musze sie zadawalac tymi "moimi" czyli skandynawskimi.
    Usciski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inko, Ty chyba podobnie jak ja lubisz wode. Mnie ten zywiol przeraza a jednoczesnie uspokaja a juz na pewno zachwyca. I nie musi to byc Niagara, wystarczy byle jaki strumyk i juz mi jest dobrze:))

      Delete
  8. Najpierw zastanowiłam się, czy Ty aby nie zwiałaś ze statku z t wycieczką. Kolor bluzki zgodny z pelerynkami:):) Woda to żywioł ogromny, a spadająca z takiej wysokości to jeszcze w dodatku malowniczy żywioł.:)Co do naprzemiennego naciskania guzika... chyba wiesz, że: "Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, ja tam na tych spolkach wychodze na swoje, wiec nie narzekam:)))

      Delete
  9. Nie wiem czy ja spokojnie wyszłabym majac 275 dolarów...wole nie wchodzić do takich miejsc:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beata, bo to jest wlasnie najwiekszy problem hazardu - umiec wyjsc w odpowiednim momencie:)))

      Delete
  10. Szczerze? Bylam nad Niagara sama juz nie wiem ile razy ale nigdy po stronie amerykanskiej:)))) Kiedys musimy i to zaliczyc, bo przeciez w amerykanskiej Niagarze bywamy ciagle ale nigdy nad wodospadem! Star, szczesciara z Ciebie, czy zawsze wychodzisz na plus, tzn czy w ogolnym rozrachunku wiecej wygralas czy przegralas? Nas jakos nie ciagnie do tego, moze to i dobrze, bo znajac moje szczescie, to bym byla ciagle do tylu;))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja po kanadyjskiej stronie bylam tylko raz i to tak w biegu, bo byly takie tlumy, ze oszalec mozna. Teoretycznie to na pewno kanadyjska strona przyciaga bardziej, bo tam jest wiele atrakcji, sklepow, knajp, cudawianki jednym slowem, ale tez jest to meczace, bo lazi czlowiek na czlowieku, dzieciska calymi peczkami i to jest meczace. Moze mialam akurat pecha, ale ja lubie troche wiecej spokoju, lubie przystanac i pomilczec, po prostu pobyc;))
      A z kasynem to niestety bardzo rzadko trafia mi sie wygrac, ale tez nie przegrywam wiele, bo ja sobie z gory wyznaczam kwote, ktora moge stracic i sie nie wychylam ponadto. Czasem trace to co przeznaczylam w calosci, czasem czesc, a czasem tez sie udaje pobawic i wyjsc na czysto.
      Ale lubie kasyna, co do tego nie ma watpliwosci:)))

      Delete
  11. Ja "zaliczylam" Niagare dwa lata temu ale bylismy po kanadyjskiej stronie. Jestem zachwycona i mam nadzieje jeszcze kiedys tam wrocic. W internecie znalezlismy fajny hotel trzy ulice od wodospadu. W cenie za dwie noce byly bilety na prawie wszystkie atrakcje "wodospadowe" i przejazdy pomiedzy nimi specjalnymi autobusami. Zaliczylam statek pod sam wodospad (niezapomniane wrazenie, dobrze,ze mialam aparat wodoodporny), tunel pod wodospadem, spacer kladka wzdloz wirow ponizej wodospadu, przejazd kolejka linowa nad wirami i oranzerie z tysiacami przepieknych motyli. A i zapomnialabym jeszcze o wieczornym pokazie sztucznych ognii. Calosc naprawde robi wrazenie i chce tam wrocic!!!
    Tu moj filmik "Niagarowy"
    http://www.youtube.com/watch?v=nGahI9h-78I

    ReplyDelete
    Replies
    1. To ja z kolei zaliczylam wszystkie atrakcje, ale po naszej stronie:))) Po kanadyjskiej stronie bylam raz, ale nawet nie zaparkowalismy samochodu, bo cene mieli jakas z ksiezyca chyba, po amerykanskiej stronie parkujesz za $6.00 na caly dzien i masz z glowy.
      Ale tez wiele sie zmienilo po naszej stronie na lepsze, jest teraz wiecej restauracji, natomiast nie ma przesady sklepow z badziewiem. Cale szczescie, bo to robi wlasnie wraznie cyganskich odpustow:))) No ale przyciaga i robi tez kase, wiec cos za cos.
      Mnie sie marzy zeby byc tam w ciszy, co jest raczej niemozliwe ani po jednej ani po drugiej stronie.

      Delete
  12. twojego posta przeczytałam rano... zaczęłam nawet pisać komentarz jak pięknie i takie tam ble ble ble.. ale pisanie komentarza mi przerwano i dopiero teraz mogłam usiąść spowrotem do kompa. I niech najlepszym komentarzem dla Ciebie będzie kochana fakt, że przez cały dzisiajszy dzień miałam te zdjęcia pod powiekami. Przepiękną Niagarę ale tak przez Ciebie przybliżoną, owsojoną i udomowioną. Cieszę się, że trafiłam do Ciebie!
    Buziaki dla całej Wspaniałej familii!!! :****

    ReplyDelete
  13. Ale cudowne zdjęcia! Pięknie!

    P.S. A najbardziej podoba mi się tutaj u Ciebie, na samej górze dekalog dla czytelnika! :) Świetny!

    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  14. Zgaduję, że zdjęcia nie oddają uroku tego, co widać "na żywo" :)
    Super!

    ReplyDelete
  15. Piękny ten wodospad.
    Wiesz, tak lubię tutaj u Ciebie czasem poczytać coś z doskoku, i tak się zastanawiam- dlaczego nigdy nie miałam takich marzeń, żeby tam pojechać. O, już wiem- bo moje marzenia są zawsze bardzo realne :)
    Ale fakt faktem- zdjęcia cudne.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...