Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, July 10, 2013

Notka z piekla

Wrocilismy od Tatka w poniedzialek wieczorem. Juz w ostatnim etapie podrozy, czyli taksowce tak sobie siedzialam i marzylam, ze wejde do domu, wlacze klimatyzacje i bede cala szczesliwa, bo bez wzgledu na to jak bardzo lubie jezdzic do Tatka, jak bardzo lubie z nim przebywac, to nie ma jak w domu.
No i weszlam prosto do... piekla.
Chalupa zamknieta na cztery spusty przez szesc dni ziala wrecz ogniem.
Wspanialy podszedl do termostatu ustawil temperature na chlodzenie i dupa mokra... nic nawet nie drgnelo, ale ciagle slychac bylo szum wentylatora.
No tak, nie przewidzielismy, ze w czasie naszej nieobecnosci temperatury na zewnatrz beda grubo powyzej 40C a termostat zostawilismy ustawiony na 32C bo taka jest gorna granica temperatury.
Szlag trafil klimatyzacje!!!
Temperatura w mieszkaniu 42C !!!
W takich momentach jestem przekonana, ze najwiekszym osiagnieciem XX wieku jest wlasnie klimatyzacja.
Najpierw postanowilismy otworzyc wszystkie mozliwe okna, na szczescie mamy je na cztery strony swiata, troche to pomoglo, ale wiatr na zewnatrz byl tak niewielki, ze trzeba bylo czasu i cierpliwosci, zeby cos sie schlodzilo. Wlaczylismy wszystkie mozliwe wiatraki, w ilosci sztuk cztery, dobrze, ze mamy. I patrzelismy w termometr jak przyslowiowa sroka w kosc.
Wspanialy biegal od bezpiecznikow do termostatu w nadziei, ze cos sie da zresetowac, moze jak wylaczymy wszystko i wlaczymy za chwile, to cos zaskoczy... nie zaskoczylo.
Przebralam sie w cienkie gacie i bluzke na ramiaczkach, z butelka wody z lodem wyszlam na taras, tu bylo chlodno, znaczy w porownaniu z chalupa.
Po dwoch godzinach temperatura w domu spadla do 31C, co w sumie nie jest zle, gdyby nie ta cholerna wilgotnosc, a tu sie wszystko lepi.
-- Zastanawiam sie gdzie bedziemy spac - przemowil Wspanialy.
-- Jak to gdzie? W sypialni.. - powiedzialam niepewnie.
-- Nie wiem czy damy rade, najchlodniej jest w livingroom przy patio.
-- Skarbie, w livingroom przy patio, czy chcesz mi powiedziec, ze bedziemy spali na podlodze?
-- Dlaczego nie?
-- Chyba zwariowales, albo Ci sie rozum przegrzal, a kto mnie z tej podlogi zeskrobie rano?
-- Ja spie w sypialni, Ty rob co chcesz - dodalam.
-- Ale w sypialni sa okna tylko z jednej strony...
-- I male okno w lazience sypialni, ktore tez troche pomaga - upieralam sie przy swoim.
We wtorek rano mialam wizyte u dentysty, a w pracy nie bylo ruchu, wiec juz sobie pomyslalam, ze tak przekombinuje, zeby w ogole nie jechac do pracy, bo to bez sensu, ale co robic?
Zadzwonilam do Nuski:
-- Jesli nie masz zadnych planow na jutro to przyjezdzam do Ciebie z wizyta - zaanonsowalam po czym wyluszczylam problem. Na szczescie Nuska na to jak na lato.
Dobra, jakos przezyje dzien, a rano trzeba zadzwonic do wlasciciela domu, zeby zawolal mechanika.
Termometr w dalszym ciagu wskazywal 31C i nie chcialo byc inaczej. Wszystkie okna otwarte, w sypialni wlaczony wiatrak na suficie, plus stojaca duza wieza.... damy rade.
W koncu kilka lat temu, rowniez w lipcu przezylismy 17 dni bez pradu, a wiec klimatyzacji tez nie bylo. I tak z etapu "kurwa mac, co robic" powoli zaczelismy przechodzic w etap "damy rade".
Wyciagnelam z szafy dwa duze reczniki, takie jeszcze z Polski:))) Naprawde nie wiem dlaczego jeszcze je mam, ale na te okazje byly doskonale, bo owszem frote ale nie za grube, nie za puszyste, takie akurat odpowiednie.
Kazalam je Wspanialemu zmoczyc zimna woda i wykrecic, bo sama nie dalabym rady, to jednak duze reczniki. Patrzyl na mnie troche bez przekonania wiec wyjasnilam, ze bedziemy spac nakryci kazde mokrym zimnym recznikiem.
-- Eeee to ja chyba wole spac na takim reczniku niz sie nim przykryc...
-- Wiem, teoretycznie to lepiej, ale cieplem wlasnego ciala szybko taki recznik wysuszysz i musisz wstawac zeby go znow zmoczyc, a jak sie nim przykryjesz to recznik bedzie duzej mokry i prawdopodobnie wystarczy do rana.
-- Myslisz?
-- Nie mysle, wiem.
I tak zrobilismy.
Spalam jak niemowle az sie obudzilam, bo poczulam, ze jest mi zimno:)) Patrze, a Wspanialy tez juz zrzucil swoj recznik na bok, czyli jemu tez zrobilo sie za zimno.
Rano przypomnialam sobie, ze przeciez Nuska ma kota (!!!) ktorego odziedziczyla w spadku od wnuka:) Ja pierdole, przeciez nie moge jechac do domu, w ktorym jest lew albo inszy tygrys.
Po wyjsciu od dentysty zadzwonilam i mowie, ze nie moge przyjechac, bo kot, na co Nuska powiedziala, ze ona moze kocidlo zamknac w sypialni, ale ja uznalam, ze to bez sensu, bo przeciez nie chce wpasc na pol godziny tylko przesiedziec kilka godzin.
A Nuska jak na przyjaciolke przystalo zapytala:
-- To co masz zamiar robic przez caly dzien?
-- A poszwedam sie tu i owdzie, przyside gdzies na kawe, moze na lunch, polaze po sklepach i jakos czas minie.
-- To ja przyjade na Astorie i sie bede szwendac z Toba - podsumowala.
To sie nazywa przyjazn i poswiecenie.
Przyjechala, poszlysmy do greckiej knajpy, do ktorej i tak juz planowalysmy sie wybrac.
Troche bylo dziwnie, bo zamiast klimatyzacji mieli pootwierane okna, ale takie duze wielkosci drzwi, no coz nie pytalysmy o nic, bo i po co, mialysmy wybor siedziec przed knajpa przy ogromnym wiatraku lub w srodku przy wiatrakach na suficie.
Wybralysmy srodek.
Zamowilysmy zarcia na caly pulk i tak nam sie fajnie siedzialo i gadalo, nikt nie poganial, nikt nie zawracal dupy. W koncu stwierdzialam, ze jednak nie bedziemy tu siedziec do usmiechnietej smierci i zawolalam kelnera, dalam mu karte kredytowa, bo gotowki jakos zadna nie miala przy sobie wystarczajaco duzo. Kelner popatrzyl na karte i powiedzial:
-- Nie macie gotowki? bo my mamy problem z elektrycznoscia i nie dziala terminal do kart.
-- Nie mamy.
-- A mozecie troche poczekac, bo mamy tu elektryka, ktory sie stara naprawic.
-- Mozemy nie ma sprawy.
No to czekamy, ale z "troche" zrobila sie juz prawie godzina, w miedzyczasie ucielysmy przemilam pogawedke z kobieta przy sasiednim stoliku, a karty ani kelnera ani widu, ani slychu.
Ja nawet powiedzialam do Nuski, ze wlascicielka tej knajpy ma drugi lokal w Brooklynie, to powinni do niej zadzwonic i niech ona skasuje ten rachunek telefonicznie na tamta knajpe, ale to sobie moglam pogadac do Nuski, bo klener przepadl.
Znaczy, nie zupelnie przepadl, krecil sie w innych rejonach, ale do nas nie przychodzil.
W koncu przyszedl i wyjasnil, ze wlasnie zrobili tak jak ja myslalam i rachunek zostal skasowany w tamtej drugiej restauracji i ze wlascicielka powiedziala mu, zeby nam zaserwowal pol butelki wina na koszt knajpy jako rekompensate za te wszystkie klopoty.
Wina nie chcialysmy, bo komu potrzebne wino w taki upal, ale powiedzialysmy, ze idziemy do parku na spacer i wrocimy na gelato. I tak tez zrobilysmy w dosc szybkim czasie, bo w parku zastal nas deszcz:)) Wiec jak tylko przestalo w miare padac to wrocilysmy do knajpy i zjadlysmy czekoladowe gelato za dramoche.
Potem przyjechalysmy w moja blizsza okolice i poszlysmy na zakupy.
Ja kupilam mozzarelle u Rosario, bo juz wczesniej zapowiedzialam Wspanialemu, ze zadne
gotowanie nie wchodzi w rachube dopoki nie ma klimatyzacji, a wiec na obiad byla mozzarella z bazylia i pomidorami.
Dzis przyjechal mechanik i stwierdzil, ze wyjebalo kondensator, a wiec nic nie moze zrobic, dopoki nie bedzie mial nowego kondensatora... a nowy musi zamowic, jesli maja na stanie, to bedzie szybciej, jesli nie maja, to moze to potrwac i tydzien.
No coz, co bym nie robila wyzej dupy nie podskocze, wiec laze jak mucha w smole, w zwolnionym tempie zeby oszczedzac energie wlasna, w czasie dnia siedze z mokrym recznikiem na ramionach, a w nocy spie pod mokrym recznikiem. Jak trza to czeba:)))

P.S.
Jak mi sie juz zwoje mozgowe schlodza, to napisze wreszcie notke konczaca cykl notek o Tatku i pozniej relacje z wizyty w Buffalo, a narazie kto chce moze sie zachwycac nowym zdjeciem w tutule bloga, to oczywiscie Niagara.

41 comments:

  1. PIERWSZA!!!! Hurraaa Pierwsza!!!

    Normalnie tęskniłąm, a najbardziej to tęsknił Sznupek, bo już 2 razy mnie się pytał, czy Star coś napisała..;P

    ReplyDelete
    Replies
    1. No masz babo placek, nawet Sznupek sie za mna stesknil:))) Pozdrow go ode mnie i powiedz mu, ze jest tak goraco, ze mi sie zwoje mozgowe rozprostwaly:)))

      Delete
  2. Oj, klima by sie zdala i u nas ostatnimi czasy! Ale patent z mokrym recznikiem tez wystarczy! Dzieki za podpowiedz!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, ja mysle, ze dopoki czlowiek nie ma tej klimy to jakos musi zyc i zyje, ale jak sie juz do dobrego przyzwyczai to ciezko, oj ciezko. A mokry recznik polecam, naprawde dziala wysmienicie.

      Delete
  3. tesknie za latem!! No dobra, nie tesknie za wilgotnoscia, ale za cieplota. powiedziala owca z krainy zimy aka 20degC :P (w nocy jest zimniej :P)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rino, nie lubie lata, tego nowojorskiego nie lubie, jest wiecznie goraco i wilgotno, a ja sie lepie, puchne i spada mi tak cisnienie, ze musze wszystko powoli... p-o-w-o-l-i jak flaki w oleju:))) Za to uwielbiam tutejsza wiosne i jesien, wtedy jest pieknie, ciagle cieplo i nie ma wilgotnosci.
      Twoja zima tez by mi sie podobala:))

      Delete
  4. naprawdę chcę to przeczytać, ale kurna, kiedy???
    ale fotka pienkniutka... i byłam tam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mia, ja tez nie mam kiedy ani pisac, ani czytac... z czytaniem mam takie zaleglosci, ze wstyd sie przyznac;// i nawet juz wiem, ze tego sie nie da nadrobic:(( Niagara mnie zawsze urzeka, bez wzgledu na to ile razy tam jestem to zawsze widze cos nowego:))

      Delete
  5. Miło było przeczytać Twoja notkę, mimo, że wcale ta awaria miła nie była :)
    Za to lody, mniam, mniam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, awaria daje w dupe, chociaz do konca tygodnia i przez weekend bedzie troche chlodniej, ale w przyszlym tygodniu znow pieklo... mam nadzieje, ze do tego czasu uda sie to naprawic.

      Delete
  6. bier siem za pisanie, bo brak klimatyzacji to żadne wytuumaczenie:PPP

    fajnie, że jusz jezdeś:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gagus, brak klimatyzacji to bardzo powazne wytlumaczenie, mnie nawet myslenie sie zatrzymalo:)) Jestem niskocisnieniowcem, taka pogoda mnie zabija, a bez klimatyzacji chodze jak mucha w smole. Moglabym wiecznie spac... i ciagle mi sie spac chce;))

      Delete
  7. a ja marudzę, kiedy mam w chałupie 25 :)) w tym roku jest wyjątkowo wilgotno, az mi się wykładzina faluje miejscami i nie idzie ani osuszyć, ani wywietrzyć :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, ja tez marudze jak mam 25C a teraz mam 27C z tym, ze dzisiejszy poranek jest wyjatkowo chlodny. Nawet w nocy polecialam wyciagnac przescieradlo, bo nagle zrobilo mi sie zimno i musialam sie czyms przykryc:)))

      Delete
  8. właśnie co to za wymówka !!! napisałaś tą notke to następną też dasz radę !!!! a fotka oczywiście wali po oczach to jest moje drugie marzenie które pozostanie w sferze marzeń ech...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, nie mam czasu. A nad Niagare, to moze ja Zmorce umowie randke z Tatkiem? Tylko pchac go trzeba, poza tym jest latwy w obsludze:)))

      Delete
  9. O moja biednaś Ty. No biedniście oboje. Wilgotny upał to gorzej niż zaraza. Ja przy klimatyzacji wysiadam. od razu- moje gardło wysiada. na szczęście dom stoi na stoku i zawsze tu dmucha, dlatego upał nie daje się tak bardzo we znaki.Trzymam kciuki, żeby ten klimatyzator jak naszjybiecej naprawiono:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No biednam:))) My mieszkamy blisko wody, wiec tez zawsze cos niby dmucha, nawet jak dmucha cieplym powietrzem to jednak jest jakis ruch. Klimatyzacje mamy centralna na cale mieszkanie, co jest bardzo wygodne a jednoczesnie w przypadku awarii upierdliwe, bo gdyby to byly pojedyncze klimatyzatory w roznych pokojach to jak jeden wysiadzie mozna korzystac z innych. Przy centralnym dupa mokra;/
      Jakos musimy to przezyc, dobrze, ze ten tydzien jest chlodniejszy bo w ubieglym bylo fatalnie.

      Delete
  10. Mam tak samo, bez klimatyzacji nie mam na nic sily ani ochoty. Chodze, mysle i mowie na zwolnionych obrotach. Trzymaj sie jakos, wiem, ze ciezko ale dasz rade, mocna kobita jestes;) A odnosnie spania na podlodze, to ponoc moja mama kilka lat temu jak byly powazne upaly w PL, otworzyla okna na przestrzal, rozlozyla sobie jakies koce na srodku, na podlodze i tak spala:) A ona juz leciwa jest:) Da sie wiec w ekstremalnych warunkach ale po co? PS A to fotka to z tegorocznej wizyty?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, to chyba urok niskiego cisnienia:)) Ale poniewaz wiem o tym, to nawet jak jestem caly dzien w pracy z klimatyzacja to i tak jak wychodze staram sie oszczedzac energie.
      Tak, fotka jest z tegorocznej wizyty, wyciagnelam ich w niedziele nad Niagare, troche sie opierali, ale sie udalo, kosztem pozniejszej wizyty w kasynie:))))
      Ale ta wizyta w kasynie akurat mnie wyszla na zdrowie, bo we wtorek mialam wizyte u dentysty i wygralam koszt calego zeba:))) Nareszcie mam wymieniony laminat na jedynce i wreszcie moge sie smiac cala morda;) Chociaz jak wiesz, ten temporary tez mi nie przeszkdzal, tyle, ze glupio wygladal:)

      Delete
  11. Aż się spociłam czytając :p u nas dzisiaj deszcz, nareszcie pada. Nie ma tego złego, przynajmniej w knajpie byłaś, połaziłaś po sklepach itd :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, tak nie ma tego zlego:))) Ciekawa jestem kiedy wymienia ten kondensator.

      Delete
  12. Nie wyobrażam sobie spania pod mokrym ręcznikiem...chyba kiedys spróbuję;)
    Buziaki Bidulki:P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miska, tu sobie nie ma co wyobrazac, jak bys miala w domu 40C to na pewno bys nie mogla inaczej spac.

      Delete
  13. Witaj Star.
    Też się stęskniłam.Przyzwyczaiłaś nas,że prawie codziennie piszesz,a tu taka przerwa.
    40C w domu, to rzeczywiście rzecz straszna:))
    Mam nadzieję,że dzisiaj masz już naprawioną klimatyzację i wszystko jest OK.
    Zdjęcie w tytule przepiękne.Nie byłabym sobą gdym nie zastanawiała się gdzie stał fotograf:))Myślę,że ma taki dobry zoom w aparacie?
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Teniu, klimatyzacja jeszcze nie naprawiona, ale na szczescie sie odchlodzilo i jest duzo latwiej.
      Zdjecie jest robione przy bardzo malym zoomie, ale tuz przed wplynieciem rzeki do wodospadu rzeka ma rozgalezienia i tam sa porobione wysepki dla turystow, wiec stalam na jednej z nich.

      Delete
    2. Stałaś tak blisko wodospadu, to i dreszczyk emocji był:))
      Gratuluję ujęcia,piękne zdjęcie Star.

      Delete
    3. Teniu, od 10 lat jestem tam przynajmniej raz w roku, wiec ten dreszczyk juz mniejszy, ale jak bylam pierwszy raz to mnie rzucilo na kolana, przyznaje. Zreszta za kazdym razem odkrywam cos czego jeszcze nie widzialam, lub to samo ale pod innym katem:))

      Delete
  14. Współczuję braku klimatyzacji. Miałam okazję ostatnio przekonać się na własnej skórze co znaczy na waszym kontynencie upał i duża wilgotność ;). Zdjęcie piękne, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się to miejsce zobaczyć w realu :). Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy "Historii Tatka...".

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haniu, tak tutaj sie nie da zyc bez klimatyzacji, mozna przetrwac, ale to nie jest zycie:)) Dzis ma przyjechac znow mechanik z nowym kondensatorem, wiec juz bedzie dobrze. A od wczoraj sie wyraznie ochlodzilo.

      Delete
  15. Wspolczuje Wam bardzo, bo wiem co oznaczaja takie temperatury. Podziwiam jednoczesnie, ja juz dawno popedzilabym do sklepu i zakupila okienne AC za dwie stowki aby chciaz w sypialni obnizyc temperature.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, a nie przyszlo Ci do glowy, ze nie kazde okno nadaje sie do wstawienia AC chocby ono bylo i za siedem stowek a nie dwie? Ten dom jest w stylu europejskim i ma okna otwierane skrzydlowo na zewnatrz. Owszem jak sie czlowiek uprze moze zerwac okno, polowe zabic deskami i jednak wstawic AC, tylko czy warto dewastowac okno na kilka nocy?
      Moim zdaniem nie warto.

      Delete
    2. Ze nie wspomne, ze pozniej moglabym sobie to AC trzymac np. pod stolem lub zawiesic nad, jako zyrandol:)))

      Delete
  16. w 40 stopniach mozg sie resetuje, a wlasnie tego mi potrzeba, wiec zazdroszcze...( troche tak..
    bo musze sie resetowac "inaczej
    poza tym jak wychodze z jeziorka to zimno
    a nie tak mialo byc
    aaaa... musisz napisac jak przezylas te 17 dni bez elektrycznosci

    ReplyDelete
    Replies
    1. Toya, o awarii elektrycznosci pisalam tutaj http://bezodwrotu.blogspot.com/2008/08/latarka.html

      Delete
  17. witam po długiej nieobecności i czytając zaległe historie Tatka nawet się cieszę, że mogłam je przeczytać jednym tchem! Gdyby miała czekać na kolejne części to chyba bym padła :) Piękna historia, a przede wszystkim piękna TY - bo niejedna osoba przyjęłaby po prostu panujące relacje i dostosowała do niech - a Ty podjęłaś trud i zmieniłaś wszystko na lepsze chociaż rezultat był niepewny! Jestem pod wielkim wrażeniem i bardzo mnie wzruszyło to co opisałaś. Gratuluję odwagi i wytrwałości - teraz możecie się już cieszyć owocami tej pracy! A z niejednego postu wcześniejszego wynika, że owoce są wspaniałe!
    Życząc jak najszybszej naprawy klimy pozdrawiam serdecznie całą Waszą Wspaniałą rodzinkę :) Buziole wielkie :****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nareszcie jestes!!!! Wiesz, ze jak pisalam te historie Tatka to nawet myslalam o Tobie:))) Jakos tak troche sie obawialam, ze mozesz to przegapic;) Wiec jest mi tym bardziej milo, ze przeczytalas.
      Klima juz naprawiona, a dzis ciagle temperatura do zycia bez klimy;) ale juz od jutra bedzie na pewno potrzebna.
      Buziaki:***

      Delete
  18. Fajnie, że już wróciłaś :)
    Rzadko się odzywam, ale czytam regularnie i normalnie brakowało mi tego.
    Serdecznie współczuję Wam, że musicie egzystować w takim tropiku.
    W moim wieżowcu z lat 70 oczywiście nie ma klimy, ale nigdy nie miałam, więc jakoś żyję. :D
    Inna sprawa, że czasami trudno jest wytrzymać...
    Nawet nie wiem czy u nas budują domy wielorodzinne z klimatyzacją. Nie ten standard ;)
    W prywatnych domach to i owszem, ludzie instalują - ci których stać, a takich wbrew pozorom jest coraz więcej. No i dobrze, że stać.
    Wytrwaj Star !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, klimatyzacja juz dziala, dzis przyjechal mechanik i naprawil, wiec mam z glowy. A w Polsce to nie bylo potrzeby do tej pory, mysle, ze z czasem to stanie sie wrecz koniecznoscia jak tutaj.
      U nas wszystkie budynki maja przewaznie okna przystosowane do takich klimatyzatorow okiennych, w poprzednim mieszkaniu mialam w pokojach takie dziury w scianach pod oknami i tam sie montowalo klimatyzatory, teraz mamy klimatyzacje centralna czyli bardzo duzy klimatyzator za domem na cale mieszkanie. A dom jest dwurdzinny i oba mieszkania maja klimatyzacje centralna. Ma to swoje plusy i minusy, plusem jest to ze w calym mieszkaniu mam zawsze taka sama teperature, jaka sobie ustawie, plusem tez jest fakt, ze nic mi nie wystaje z okien a wiec jest to bardziej estetyczny wyglad. Minusem jest wlasnie fakt, ze jak cos sie spitoli, to juz w calym mieszkaniu. No ale jak zawsze, cos za cos;))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...