Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, August 31, 2013

Podroze ksztalca

Stara to prawda i jakze prawdziwa:)
I wcale nie mam tu na mysli tych dalekich podrozy wymagajacych posiadania paszportu, wystarcza takie zwykle dojazdy do pracy. Im dluzej taki dojazd trwa tym wiecej sie czlowiek uczy, jesli oczywiscie chce mu sie miec oczy i uszy otwarte.
I tak jakis tydzien temu wracalam z pracy, lubie siedziec przy drzwiach, bo juz mnie podroze nauczyly, ze siedzac przy drzwiach bede miec tylko jednego sasiada zamiast dwoch.
Sasiedztwo nie jest zle, pod warunkiem, ze sasiad nie zieje niedomyta paszcza, bo akurat ziewa z nudow z czestotliwoscia co 4 sekundy,  w czym celuja Azjaci.
I naprawde nie wiem w czym tu problem, ale to chyba kwestia raczej diety niz niedomycia paszczy, ale sasiad/ka Azjata/ka bywa najczesciej uciazliwa ze wzgledu na oddech.
A wiec siedze sobie grzecznie jak pan buk przykazal, na moim ulubionym miejscu i czytam, bo ja lubie wykorzystywac czas dojazdow na czytanie. Na nastepnym przystanku zwolnilo sie miejsce obok wiec usiadla mloda, piekna laska, jak sie szybko okazalo odrzut z samego Paryza.
Paryzanek bylo dwie, jedna siadla obok mnie, druga z ogromna waliza stala, bo nie bylo wiecej miejsc siedzacych, no coz bywa.
Ale na kolejnym przystanku zwolnily sie dwa miejsca siedzace naprzeciwko mnie, tak po przekatnej, bo po drugiej stronie drzwi i stojaca do tej pory Paryzanka, przesunela ciezka walize i usiadla na jednym z tych miejsc. Druga pozostala tam gdzie byla czyli po mojej lewicy.
I teraz sie zaczela jazda, bo panienki przecudnej urody zaczely rozprawiac przekrzykujac sie nawzajem. Miejsce obok tej z walizka jest ciagle puste, ale po kiego licha meczyc paryska dupe przesiadaniem sie jak mozna wrzeszczec na caly wagon.
Ciagle usilowalam czytac, ale na wiele sie to nie zdalo, bo nawet jak czytalam jedno zdanie po kilka razy to i tak nie wiedzialam o co w nim chodzi bo przy lewym uchu rozlegalo ciagle:
-- Buzuszu... motemonsi... wuwuzetu... parapatisjon...
I natychmiast w odpowiedzi dobiegaly podobne dzwieki z przeciwnej strony po przekatnej tak ze 3 metry od miejsca gdzie siedzialam.
Zaczelo mnie to wkurwiac, poczatkowo myslalam, ze to tylko ja widze w tej scence cos niezwyklego, ale jak zaczelam zerkac na innych pasazerow to sie okazalo, ze wszyscy patrza na Paryzanki. Nie powiem, faktycznie piekne byly, szkoda tylko, ze inteligencja wyraznie nie dorownywala urodzie. Zamknelam ksiazke i zaczelam sie im przygladac, tak na zmiane, w zaleznosci od tego ktora wlasie parlowala. Robilam to wyjatkowo osentacyjnie w nadziei, ze moze sie zorientuja o co chodzi.
Ale gdzie tam? Mam chyba wyraznie za wysokie oczekiwania, panienki ciagle parlowaly i wcale im nie przeszkadzalo, ze teraz juz nie tylko ja ale cala reszta ludzi w wagonie nie robi nic innego tylko sie im przyglada.
No i nie zdzierzylam i w pewnym momencie powiedzialam:
-- Widze, ze sie doskonale bawicie rozmowa, ale czy nie rozsadniej byloby usiasc obok siebie zamiast przeszkadzac innym? Osobiscie przyznaje, ze Wasz francuski nie robi na mnie zadnego wrazenia, ani nie wywoluje zachwytu.
Widocznie powiedzialam to wystarczajaco glosno, bo pasazerowie siedzacy naprzeciwko mnie zaczeli mi bic brawo i powoli dolaczyla do nich reszta wagonu.
Panienka siedzaca do tej pory obok mnie wzruszyla tylko lekcewazaco ramionami i posuwistym krokiem, kolyszac zgrabnymi biodrami przesiadla sie obok kolezanki.
Moglam znow czytac, szkoda tylko, ze polowa mojego czasu na czytanie poszla juz psu w dupe.
Kilka dni temu kolejna lekcja z serii "podroze ksztalca".
Czekalam na pociag wyjatkowo dlugo, pozniej okazalo sie, ze na trasie rozkraczyl sie pociag gdzies w tunelu i niestety nie ma dojazdu moja normalna linia. Komunikaty jakie podawali byly na poczatek zupelnie bez sensu, ale poniewaz ja jezdze na tej trasie juz od wielu lat to wiem co zrobic, zeby jakos dojechac. Jednak nie chcialo mi sie maszerowac znow po schodach raz w gore, raz w dol, w tunelach jest tak goraco, ze naprawde czlowiek ledwie stoi i ostatnia rzecza o jakiej marzy sa kolejne schody. Jak tak stalam i czeklam, chyba na cud to podeszla do mnie kobieta z malym chlopcem. Ona z laska i dosc powazna nadwaga, dzieciak jak sie pozniej okazalo 6-letni.
-- Przepraszam, czy Ty rozumiesz cos z tych komunikatow? - zapytala mnie kobieta.
-- Prawdopodobnie tyle samo co Ty - odpowiedzialam - bo tak naprawde to oni nic nie mowia w tych komunikatach poza tym, ze N i R nie jezdzi chwilowo normalna trasa.
-- No wlasnie, a ja musze jechac N do Queensu i nie mam pojecia co zrobic, bo nie znam tej trasy.
-- Jedyne co mozemy zrobic to isc do 7 jechac 7 do Queensboro Bridge i tam przesiasc sie na N zakladajac, ze N jezdzi w Queensie, czego niestety nie mowia w komunikatach.
-- Nie bardzo mam ochote na kolejne schody z ta laska...
-- Doskonale Cie rozumiem, bo ja nawet bez laski tez nie mam ochoty.
W czasie kiedy rozmawialysmy zauwazylam, ze naszej rozmowie przysluchuje sie starsza kobieta, ktora teraz widzac, ze ja to dostrzeglam odezwala sie:
-- My z mezem to juz w ogole nie wiemy co robic, bo my jestesmy z wizyta z Wisconsin i mieszkamy w hotelu, w Astorii.
-- Tez fajnie - zaczelam sie smiac - to juz jest nas piecioro i widze, ze ja jedna wiem co zrobic, to co idziemy atakowac te schody?
Kobieta z laska i dzieckiem nie byla przekonana czy to naprawde jedyne wyjscie z sytuacji.
-- Ale skoro Q jedzie do 57 ulicy to moze ja pojade?
-- I co zrobisz dalej? Na 57tej nie ma zadnej mozliwosci polaczenia, wiec utkniesz tam i bedziesz albo musiala znow wrocic tutaj, albo wziac taksowke, bo tam nawet autobusu do Queensu nie ma.
Poddala sie, wlasnie dochodzilismy do schodow gdy z glosnikow rozbrzmiewal komunikat potwierdzajacy, ze moja wersja jest jedyna mozliwoscia.
Jak dotarlysmy do 7 to pociag byl juz solidnie zapakowany, ale jeszcze udalo nam sie wejsc.
Ktos nawet chcial ustapic miejsca Dianie (tak wymienilysmy w miedzyczasie nasze imiona), ale poniewaz to bylo doslownie kilka przystankow to wolala sie trzymac grupy, a moze przewodnika;)
Dojechalismy do Queensboro Bridge, a tam kolejne schody i jeszcze jedna kobieta dolaczyla do naszej grupy. Znow czekanie na nie wiadomo co, az wreszcie okazalo sie, ze niestety musimy przejsc na inny peron.
I jak poprzednio zanim doszlismy gdzie trzeba to pociag znow byl zaladowany do ostatniego miejsca siedzacego. Diana i malzenstwo z Wisconsin mieli do pokonania tylko trzy przystanki, ale ja juz nie bardzo mialam ochote stac, wiec zaczelam sie rozgladac.
I co widze?
Wszystkie miejsca zajete?
Niekoniecznie, wystarczy sie tylko rozejrzec... bo nagle zobaczylam, ze na lawce, na ktorej normalnie miesci sie trzy osoby siedzi tylko dwoch mezczyzn.
Jeden calkiem mlody, siedzial wrecz skromnie zajmujac nawet mniej miejsca niz teoretycznie przypada na osobe na tej lawce, ale za to drugi...
Hmmm pan w mniej wiecej moim wieku, siedzial rozkraczony do granic wytrzymalosci portek, bo ustawil sobie walizke miedzy nogami. Walizke, ktora rownie dobrze mogla stac obok.
No nie, nie ze mna takie numery:)
Od pana i upragnionego miejsca siedzacego dzielilo mnie kilka osob, niektore z nich znaczaco spogladaly na to miejsce, ale nikt sie nie odezwal. Znow sytuacja podobna jak z Paryzankami, wszyscy widza, nikt nic nie mowi.
-- O ile sie nie myle, a na pewno sie nie myle, to ta lawka jest przeznaczona dla trzech osob. W zwiazku z czym ja chce tam usiasc - powiedzialam.
Mezczyzna niechetnie przesunal walizke obok, ludzie sie rozstapili i usiadlam.
Za moment dobiegl mnie glos Diany:
-- A gdzie nasza przewodniczka?
-- Diana, jestem, ale udalo mi sie znalezc miejsce w pierwszej klasie - odpowiedzialam.
A pan po chwili z kieszeni walizy wyjal gazete i zaczal czytac.
I skoro podroze maja ksztalcic to teraz zagadka dla Was drodzy czytajacy, w jakim jezyku byla gazeta?

34 comments:

  1. :)Doskonale poradziłaś sobie ,a jeszcze zmontowałaś ekipę,której przewodziłaś,jesteś niesamowita.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, ekipa sie sama zmontowala:)) Ludzie jak nie wiedza co w takich sytuacjach robic to wlasnie automatycznie szukaja kogos kto wie:)

      Delete
  2. No i zapomniałam o tej gazecie, czy to była gazeta polska?:)

    ReplyDelete
  3. Replies
    1. chciałabym tak umieć jak Ty radzić sobie w tych wszystkich sytuacjach! Niestety ja byłabym jedną z tych srok gapiących się na paryżanki czy też rozpartego na ławce gościa. Jesteś urodzoną przewodniczką stada! Całuję :***

      Delete
    2. Emko, ja kiedys dawno tez nie bylam taka "zaradna" ale zycie uczy i wiesz... w moim wieku to mi juz wszystko wolno:))

      Delete
  4. to na pewno byuo "dojcze welle" :P

    ReplyDelete
  5. Ja obstawiam że gazeta była po polsku...

    ReplyDelete
  6. Dziewczyny swierzbi mnie, zeby napisac jaka to byla gazeta, ale jeszcze sie wstrzymam:)))

    ReplyDelete
  7. Gazeta Kraj Rad!;))
    teraz hurtem - Twój kolor włosów i cała nowa fryzura bardzo mi się podoba i zazdroszczę jak nie wiem co!
    Oraz podziwiam elokwencję, tak pięknie powiedziałaś tym dziewczynom, że nie powinny krzyczeć. A że też nikt wcześniej nie krzyknął - stul pysk jedna z drugą!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, nie przesadzajmy z ta elokwencja;) bylam tak wkurwiona, ze o malo sama nie wrzasnelam po polsku "zamknijcie dzioby pizdy":)))) ale sie w pore powstrzymalam. A nikt inny nic nie powiedzial, bo one najbardziej mnie przeszkadzaly, bo nie moglam czytac, dla innych to po prostu bylo widowisko.

      Delete
  8. Stawiam sto dolców na PL:))))))))))))))

    ReplyDelete
  9. Frąsuska, mon ami ;) a jak nie, to jestem de Gaulle ;)

    ReplyDelete
  10. PS cieszę się, że wróciłaś :D***

    ReplyDelete
  11. Nie chce odpowiadac na komentarze, bo mnie kusi ta gazeta:))) Ale umowmy sie, ze rozwiazanie zagadki podam o 21-ej polskiego czasu:)))
    O! Tak bedzie sprawiedliwie;)

    ReplyDelete
  12. Le Parisien zapewne ;)
    Powiastki piękne, Ty to potrafisz... :))

    ReplyDelete
  13. Już nudna będę ale: polska. :)
    Podziwiam nieustannie :)

    ReplyDelete
  14. Podziwiam Cie, bo ja bym sie pewnie wydarla, "shut up frogs"

    Gazeta jak przypuszczam byla polska, jakis Nowy dziennik, albo inne badziewie.

    ReplyDelete
  15. ja obstawiam że francuska bo skąd u Cię polskie gazety ?!

    ReplyDelete
  16. O matko napisz jaka, bo skoro wszelkie nasuwające się propozycje już padły, to ja łapy rozkładam :)

    ReplyDelete
  17. Jeszcze 15 minut do rozwiązania zagadki :-) w pierwszym momencie stawiałam na polską, ale później zaczęła przemawiać francuska. Ja się nauczyłam kilka lat temu, że jak mi się coś nie podoba to mam o tym mówić głośno, a nie później hodować wrzody marudząc jaki to świat zły a ludzie podli. Chociaż fakt, czasami się ugryzę w język, bo "dyskusja z niektórymi to jak granie z gołębiem w szachy - poprzewraca pionki, nasra na szachownicę i jeszcze się będzie puszył, że wygrał" ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, tego golebia biore i uzywam, bo mi sie bardzo podoba:)))))

      Delete
    2. ja go też podłapałam gdzieś w necie i używam na potęgę :-D

      Delete
    3. Haha... gołąb obłędny, to ja też pozwolę sobie go przywłaszczyć :)

      Delete
  18. a ja jestem zolza i ma pytanie.. skad wiesz ze to byly Paryzanki....?
    a pan z gazeta ..? nie mam pojecia .. to moglby byc kazdy egoista, narodowosc nie ma tu znaczenia..

    ReplyDelete
    Replies
    1. w podobnych sytuacjach wysylam " spojrzenie" i ... miejsce samo sie robi..:)
      pozdrawiam serdecznie i ciesze sie ze wrocilas..:) x

      Delete
  19. Witaj Star.
    A ja wiem ,bo czytam Twoje posty od końca:))
    Masz rację ,że podróże kształcą.Nie znam żadnego Greka,więc nie wiem jak się zachowują,ale znam kilku Polaków którym wydaje się ,że świat tylko do nich należy.Omijam ich z daleka.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...