Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, September 28, 2013

Cuda medycyny i obzarstwo

Pojechalam wczoraj do pracy, choc przyznaje, nie bardzo mi sie chcialo, ale jak cza to czeba.
Ledwie wjechalam na pietro jak spotkalam doormena, ktory zamiatal korytarz, bo ktos byl uprzejmy cos tam rozsypac, no bywa.
-- Star, masz chyba paczke na dole - powiedzial Neil.
Co prawda zerknelam na te paczki na dole, jak czekalam na winde, ale bez okularow to ja sobie moge zerkac:)))
-- O kurcze, mam nadzieje, ze nic ciezkiego i bede mogla odebrac pozniej.
-- Postaram Ci sie ja przywiezc na gore - Neil jest naprawde fantastyczny i zawsze pomocny.
Zostawilam wiec otwarte drzwi, zeby jak przyjedzie z ta paczka nie musial dzwonic czy pukac.
Za moment w drzwiach pojawil sie Gene.
-- Otwarte, to wchodze - zaanonsowal - cos mi sie wydawalo, ze mialas dzis nie pracowac.
-- Dobrze Ci sie wydawalo, ale sie zmienilo.
Opowiedzialam mu w telegraficznym skrocie historie ojca Kim i ze wlasnie dlatego przyjechalam do pracy.
-- A o ktorej ona przyjdzie?
-- O 12:30.
-- Jest dopiero 12:07 to po co masz otwarte drzwi?
-- Neil mowil, ze mam jakas paczke na dole, wiec zostawilam otwarte, zeby nie musial dzwonic jak przyniesie, ale jakos go nie widac.
-- Ja lece po kawe, wiec jak bedzie cos dla Ciebie na dole to przyniose, moze mi sie uda zanim Kim przyjdzie, a jesli nie to zanim wyjdziesz zadzwon do mnie, jestem ciekawy jak to wszystko wyglada z jej ojcem.
Obiecalam, ze zadzwonie.
Zajelam sie przygotowaniem papierow do banku, bo skoro juz jestem to moze i do banku po drodze wstapie i akurat skonczylam jak w drzwiach pojawila sie Kim a zaraz za nia glowa Gene.
-- Paczka jest nie dla Ciebie, ale pamietaj daj znac zanim wyjdziesz - przypomniala glowa i sie wycofala.
Kim opowiedziala mi cala historie, ktora mniej wiecej wyglada tak.
Ojciec ma poparzenia 3go stopnia na obu nogach, od bioder az po stopy, stopy sa mniej poparzone, cala lewa reke od barku lacznie z dlonia i przedramie prawej reki, oraz lewa strone torsu od gory do pasa - to sa wszystko poparzenia 3-go stopnia, reszta mniej, plecy i prawa strona torsu sa zupelnie nie poparzone. Pierwsza diagnoza jak przyjechaly z siostra do szpitala "biorac pod uwage fakt, ze Wasz ojciec ma 74 lata i jest tak bardzo poparzony, ma 10% szansy na przezycie"
Kim powiedziala, ze w tym momencie o malo nie rzucila sie na doktora z krzykiem ale tylko powiedziala "10%... tylko 10%?"
Doktor wyjasnil, ze robia badania wszystkich organow i jesli te beda sprawne, jesli ojciec przezyje pierwsze trzy dni to szansa na dalsze zycie bedzie powoli wzrastac".
Na szczescie, ten 74-letni pan byl wczesniej bardzo zdrowy i w bardzo dobrej formie, rowniez na szczescie okazalo sie, ze wszystkie organy pracuja normalnie, wiec zyje i jest juz teraz wieksza szansa, ze bedzie zyl. Jest caly obandazowany jak mumia, lacznie z glowa i twarza.
Przez pierwsze kilka dni mial do oddychania podlaczona rurke przez usta, ktora teraz wymienili mu na aparat w krtani, a wiec jest to jedyne odsloniete miejsce. Dwa dni trwalo zanim oczyscili cale cialo z tych zweglonych kawalkow skory.
-- I tak siedzimy tam dzien w dzien z siostra i mowimy do niego... nie mamy pojecia, czy nas slyszy, ale chcemy mowic... to chyba nam ulatwia sprawe. Za kazdym razem jak wychodze ze szpitala boje sie, ze cos sie stanie, ze wlasnie dlatego ze mnie nie ma przy nim to on umrze... Dopiero od dzis postanowilysmy, ze bedziemy tam na zmiane, jeden dzien siostra i jeden ja. W koncu ja musze jakos zaczac pracowac, a ona ma dwoje malych dzieci..
Wyobrazam sobie ten jej strach, bo chyba w takich wypadkach kazdy tak reaguje, ale generalnie w ogole nie moge sobie tego wszystkiego wyobrazic.
Mam za mala glowe na to....
Zrobili juz pierwszy przeszczep skory na klatce piersiowej.
Wycieli plat skory z prawej strony (tej nie poparzonej) i rozciagneli go na 5krotnie wiekszy, tak zeby pokryc to oczyszczone miejsce lewej strony. Ta przeszczepiona skora ma sie ze tak powiem rozmnozyc i rozrosnac. Z kolei ten kawalek, ktory wycieli jest bardzo cienki tak zeby tkanka skory po wycieciu szybko odrosla, tym sposobem beda mogli juz po dwoch tygodniach wyciac nowy kawalek z tego samego miejsca.
Najgorsze sa nogi, ktore ciagle ma oblozone jakims preparatem wspomagajacym narastanie membrany, na ktora dopiero bedzie mozna probowac przeszczepiac kawalki skory wyciete tym razem z plecow, w tej chwili na nogach sa gole miesnie i nie ma do czego przeszczepic skory.
Nawet nie mam pojecia na czym ma polegac ta kolejna srodowa operacja, bo operowany jest co kilka dni i kazda z operacji trwa od 6 do 9 godzin.
To troche jak budowanie nowego czlowieka.
Przyznaje, ze wysluchalam tego wszystkiego ze lzami w oczach, nie potrafie sobie wyobrazic co one przezywaja. Rodzice Kim rozeszli sie lata temu, ale matka juz nie zyje. Natomiast co ciekawe, druga byla zona, z ktora ojciec caly czas utrzymywal kontakt mimo, ze sa po rozwodzie, zadzwonila tylko raz do szpitala i nawet nigdy nie przyszla zobaczyc co sie dzieje.
Kim chciala nawiazac z nia kontakt, ale zmienila numer telefonu, wiec w sumie widocznie nie chce brac w tym udzialu.
Nie rozumiem bylych zon w takich sytuacjach, naprawde nie rozumiem....
I tak na koniec przytulilam ja i powiedzialam:
-- Nie bede Ci mowic, ze bede sie modlic, bo to byloby klamstwo, a poza tym skoro sie normalnie nie modle, to nie wiem ile dobrego moglaby ta moja nagla i niespodziewana modlitwa zrobic, ale na pewno bede myslec o Twoim ojcu i o Was bardzo pozytywnie, bede sie starala telepatycznie przekazac jak najwiecej pozytywnej energii.
-- Star i wlasnie za to Cie kochamy, ze jestes tak naturalnie i realnie szczera - powiedziala szlochajac mi na ramieniu i dodala - Dziekuje ze przyjechalas tylko dla mnie, ale wiesz ja teraz nie moge nic planowac.
-- Wiem i naprawde nie masz mi za co dziekowac.
Dziewczyny obie mieszkaja w NYC wiec w Pensylwanii gdzies w okolicy szpitala maja wynajety pokoj hotelowy, z tzw. otwartym rachunkiem, ze moga z tego pokoju korzystac kiedy potrzebuja i na jak dlugo potrzebuja, to ulatwia sprawe. Dojazd zajmuje im ok. 2.5 godziny w jedna strone.
-- Mam nadzieje, ze nie jezdzisz samochodem - chcialam sie upewnic, bo przy takim stresie nie wyobrazam sobie, zeby prowadzic samochod.
-- Wyobraz sobie, ze dostalam z pracy samochod z kierowca do dyspozycji, jestem naprawde pod wrazeniem jak bardzo staraja mi sie pomoc i pojsc na reke.
Przyznaje, ze ja tez, to sie rzadko spotyka w duzych korporacjach, na pewno pomaga w tym fakt, ze Kim jest jednym z Vice Prezydentow firmy.
Kim poszla, a ja zgodnie z umowa zadzwonilam po Gene.
Opowiedzialam mu to co dowiedzialam sie od niej, bo tez byl ciekawy jak to wszystko wyglada, przy czym nikt nie wie jak doszlo do wypadku, bo ojciec lecial zupelnie sam i to byl taki jednoosobowy samolot. Moze kiedys, jak juz bedzie mogl mowic to sie sprawa wyjasni, narazie nic nie wiadomo.
-- Napisz Kim, ze ja sie bede modlil za jej ojca, bo wiesz... ja sie modle regularnie - powiedzial na zakonczenie Gene.
-- A teraz chodz idziemy cos zjesc - dodal po chwili.
-- Ale ja nie chce nic jesc, jade do domu.
-- Nie chcesz ze mna isc na lunch??? Naprawde? Czy mam zadzwonic do Susan (jego zona) i poskarzyc?
-- Kryste, to nie o to chodzi, ze nie chce isc z Toba na lunch, Wspanialy pracuje w domu i powiedzialam, ze zaraz wracam.. - tlumaczylam.
-- Ooo to jeszcze lepiej zaraz zadzwonie do Wspanialego zeby Ci przykazal isc ze mna na lunch. Przeciez slysze jak Ci burczy w brzuchu...
-- No dobrze, pojde z Toba na lunch, ale... bez piwa.
-- Lunch bez piwa, to nie lunch!!!
-- Oj nie marudz, albo bez piwa, albo wcale.
I tak krakowskim targiem wybralismy sie na lunch, ja bez piwa, Gene z piwem:)))
I to byl drugi raz kiedy dalam sie "tak z marszu" namowic na lunch z Gene i powiem Wam, ze ten facet wie co jest dobre:)) Ja zwykle albo przynosze cos z domu, albo wpadam gdziekolwiek i kupuje cokolwiek, a lunch z nim to jest full wypas:))
Do tego jest to jedyny mezczyzna jakiego tu znam z tak nienagannymi manierami, ze zyczylabym sobie zeby moj Wspanialy takie posiadal, chociaz Wspanialy jest calkiem poprawny.
Dla ciekawych lub mniej ciekawych, Gene jest czarny, a wiec to absolutnie nieprawda, ze biali mezczyzni sa w kwestii savoir vivre lepsi.
Obzarlam sie znow do wypeku i dzieki temu nie bylo w domu obiadu:)))
Jak przyszla pora obiadu i Wspanialy zapytal:
-- To co dzis bedziemy jedli na obiad?
Bez mrugniecia okiem odpowiedzialam:
-- Kochanie, radz sobie sam, ja bylam na lunchu z Gene.
-- No tak, rozumiem...
Cos tam zjadl, bo slyszalam, ze urzedowal w kuchni, ale nawet nie bylam ciekawa co to bylo.

18 comments:

  1. O rany, to straszne! Podobno poparzenia są bardzo bolesne i ciężko się goją. Mam nadzieję, że leczenie przyniesie mu poprawę i że nie cierpi. A córki to świetne kobiety, dobrze ze działają razem i się wspierają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na szczescie nie cierpi, bo jest caly czas na silnych srodkach przeciwbolowych, wiec w sumie nic nie czuje. A dziewczyny sa swietne i do tego maja doskonalych mezow, ktorzy tez wspieraja i przejmuja obowiazki.

      Delete
    2. nawet najsilniejsze srodki przeciwboliwe nie eliminuja bolu w 100% , co mnie lekko przeraza

      Delete
  2. o druga ale wciąż na podium! srebro tez w cenie
    ludzie , wypadki ..losy... ja też codziennie jeździłam do Mamy do szpitala bo nie wyobrażałam sobie tego że ktoś obcy może ją myć , podawać posiłek ...moze to dziwne ale nie żałuję bo jak się okazało to były nasze ostatnie wspólne dni...64

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, chyba kazdy ma taka potrzebe lub chociaz odruch bycia przy chorym. Dobrze, ze mialas te wspolne dni, pamiec o nich mozesz zatrzymac na zawsze. Ja nie mialam okazji byc przy moim ojcu jak umarl, ale z kolei wiem, ze mimo nieobecnosci bylam jedyna osoba, ktora sie z nim pozegnala tak naprawde i od serca lacznie z podziekowaniem za wszystko co wspolnie przezylismy.
      Tez pielegnuje to wspomnienie.

      Delete
  3. Serce pęka :( W takim wieku człowiek powinien korzystać z życia ,a nie walczyć o życie :( Przy takich dolegliwościach to będzie bardzo długa walka :( Star przekaż od nas pozdrowienia i powiedz ,że myślami ,sercem modlitwą jesteśmy z nimi ....

    Co do obżarstwa to nie będę zazdrościła bo nie wypada ,ale moje kubki smakowe znowu szaleją :):):)Pozdrawiam serdecznie,a dla Wspaniałego wysyłam ,,golonka w piwie,, takie kaszubskie :) Buziaki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. pozdrowienia dla osoby o tak cudownym nicku:))

      Delete
    2. Rybko, milo mi widziec Ciebie:)) Masz racje, po takim wypadku i przy takich poparzeniach to zanosi sie na rok operacji, przeszczepow i terapii. Dziekuje za Wasze modlitwy i serdeczne mysli.
      Na pewno przekaze to Kim.
      A golonke dla Wspanialego to ja sama zezre:))) On takich delikatesow nie jada:P
      Buziaki:***

      Delete
    3. star!!
      tfoja puodność ogromnom jest!
      zafsze cztam
      ale i tak nie nadanzam:)))

      Delete
    4. To ja siem pogupilam, czy rybenka i rybka 74 to ta sama ozoba???
      Kuzwa namieszata starszej kobicie pod beretem i jeszcze mata pretenzje???
      Ladnie to tak?:))))

      Delete
    5. rybenka również pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuje za tak mile słowa:)

      Star rybenka i rybka74 to na pewno dwie inne osoby ,ale jedno jest pewne obie mamy bardzo wielkie serce bo rybki zawsze są no takie ...... hehe :)Buziaki :)

      Delete
  4. Wiesz, że modlitwa neofity jest niezwykle skuteczna? Nie możesz więc już wymawiać się od modlitwy:-).

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niby tak, tylko ten neofita jeszcze musi wiedziec jak to robic:)))) A Ty wiesz, bo juz troche ze mna jestes, ze ja mam morde niewyparzona:))))

      Delete
  5. Ależ ten człowiek musi znosić bólu...płakać się chce :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. On nie czuje narazie zadnego bolu, jest caly czas na morfinie. Bol zacznie sie pozniej.

      Delete
    2. niestety fakt ze jest nieprzytomny, nie oznacza ze nie cierpi... nawet morfina nie eliminuje bolu do konca

      Delete
  6. Medycyna może wiele, to fakt, ale czasami potrzeba czegoś więcej...
    Myślę to co Rybka; dołączam do Wielkej Ponadoceanicznej grupy wsparcia i modlitwy :)xxx

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabelko, na pewno medycyna potrzebuje wsparcia, checi i wiary. Dziekuje za Twoje modlitwy i przekaze. W poniedzialek napisze do Kim, na pewno bedzie jej bardzo przyjemnie, ze tyle ludzi mysli i modli sie za wyzdrowienie ojca.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...