Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, September 22, 2013

Holly Fucken Shit!!!!!!!!!!!!

Moja poranna rutyna zostala dzis wyraznie zaklocona.
Rutyna wyglada nastepujaco, wstaje cos wedle 5-6tej, ide do kuchni nacisnac magiczny guzik maszyny do kawy, ktora to maszyna zostala poprzedniego dnia przygotowana przez Wspanialego. Teraz ide do lazienki stanac na wage, po drodze zerkajac w lustro mowie sobie "star jestes ciagle zajebista dupa", w koncu to milo zaczac dzien od komplementu.
Nastepnie szykuje szklanke wody z sokiem z cytryny i cztery sliwki suszone na malym talerztku, zabieram to razem z porannym papierosem na taras. Siadam i wypijam wode, pozeram sliwki, wypalam papierosa i wracam na swieza kawe.
Tak to wyglada, dzien w dzien... a przynajmniej tak wygladalo do dzis...
Dzis wstalam o 5:14... na zewnatrz ledwie switalo, ale przeciez nie ide do lasu, wychodze tylko na taras, to co mi tam.
Jak juz siadlam na tarasie, wypilam lyk wody z cytryna i nagle patrze, a z rogu podworka, tuz przy drzewku figowym cos sie rusza... przetarlam oczy....
Krystusie!!!!!!
Jakis zwierz patrzy na mnie!!!!!!!!!!!!!
Rozdarlam paszcze na caly regulator, zwierz uciekl w chwasty miedzy drzewkami figowymi a ja szybciorem i ciagle z nieziemskim wrzaskiem przez cala chalupe do sypialni gdzie spal snem sprawiedliwych Wspanialy.
Lece i dre ryja tak, ze nie tylko Wspanialego ale i umarlego wyrwalabym z korzeniami ze snu wieczystego.
-- Co sie stalo?? - zajeczal Wspanialy.
-- Aaaaa!!!! Yyyyyy!!!!  Ooollll.... ouuaaaaa!!!!
-- Czemu skaczesz? Oparzylas sie czy co?
Teraz dopiero sie zorientowalam, ze faktycznie skacze jakbym dostala choroby swietego Wita, wiec przestalam, ale wydobyc z siebie cos artykuowanego ciagle nie moglam wiec tylko wylam.
-- Uspokoj sie i powiedz co sie stalo, bo jak nie to ja chce spac.
Dzizas, czy ja po to za niego wyszlam za maz?
Mnie jakis dziki zwierz napada, a on chce spac!!!
-- Tam.. na tarasie... ooooouuuuuu...
-- Co tam na tarasie? - zapytal zwlekajac zwloki z lozka.
-- Zwierz!!! Jakis zwierz tam jest..... Aaaaaa!!!!
-- Jaki zwierz? moze kot?
-- Nieeeee koty sie mnie boja to nie przychodza...
-- To jaki zwierz?
-- Nie wiem....  moze krokodyl....
-- Zwariowalas!!!
W miedzy czasie zalozyl jakies gacie na dupe i szedl przez chalupe w kierunku tarasu.
-- Nie chodz tam!!!
-- A co pozre mnie???
-- Ja sie boje!!!
-- To Ty sie boj, a ja chce zobaczyc co to jest.
Na wszelki wypadek zamknelam sie po drodze w lazience gdzie po chwili dobiegl mnie glos Wspanialego:
-- Zwierz jakis okropny, moze nawet krokodyl ale jak uciekalas to moze trzeba bylo chociaz drzwi tartasowe za soba zamknac.
Teraz juz mialam pelne gacie... strachu.
A co bedzie jak ten zwierz wszedl do mieszkania, na wszelki wypadek chcialm wskoczyc do wanny, ale uznalam, ze kabina prysznicowa jest bezpieczniejsza, bo ma przeciez ekstra drzwi.
-- O matko!!! To przeszukaj mieszkanie, ja stad nie wychodze!!!
-- Ty naprawde glupia jestes, ja zartuje, dzikie zwierzeta boja sie ludzi i na pewno nie przychodza do mieszkan.
-- Tak tylko mowisz, zeby mnie uspokoic...
Po drugiej stronie drzwi panowala cisza, wiec sie domyslilam, ze poszedl na ten taras, a ja sie balam wyjsc... przeciez ten zwierz mogl sie schowac pod kanapa w livingroom...
Po kilku minutach Wspanialy otworzyl drzwi lazienki i widzac mnie w kabinie prysznica zaczal sie tak smiac, ze nie mogl slowa z siebie wydobyc.
Wscieklam sie, bo jak tak mozna!!!
-- Ty sie nie smiej, ja tu przyjechalam z cywilizowanego kraju i myslalam, ze zamieszkalam w metropolii a nie zeby mnie jakies dzikie stwory po podworku chodzily!!! - wyrzucilam z siebie na jednym oddechu.
-- Dobrze, Ty cywilizowana... juz nie musisz sie bac, tam nic nie ma.
-- A skad wiesz?
-- Rzucilem kamieniem, gdyby cos bylo to by ucieklo.
-- Taaak? a skad wiedziales gdzie rzucac tym kamieniem? - zapytalam podchwytliwie i niedowierzajaco.
-- Przeciez to logiczne, jak zaden zwierz nie siedzi na srodku podworka to musi byc za drzewami lub chwastami... pani detektyw...
-- No dobrze, moze to i logiczne, ale ja tam sama nie wychodze.
-- Mam rozumiec, ze rzucilas palenie?
-- Nie, nie rzucilam i wlasnie chce zapalic wiec pojdziesz ze mna.
Nie czekajac na nic wypchnelam go pierwszego na taras a sama zlapalam jedna reka za brzeg jego szortow a druga przypalilam papierosa.
-- Wow!! - podskoczyl Wspanialy, a ja natychmiast juz w mieszkaniu.
Ten sie duren smieje, bo on tylko chcial "sprawdzic moj refleks".
-- Kiedys tak sprawdzisz, ze Ci umre na zawal i co wtedy?
-- No dobrze, juz dobrze... przepraszam...
-- Ty kuzwa przepraszaj, a ja sie boje i mowie Ci, ze kiedys mnie tak wystraszysz, ze umre... normalnie na smierc umre!!! Wtedy dopiero bedziesz sie mial z pyszna.
-- No wlasnie, co ja bym wtedy zrobil? Pewnie musialbym do tego cywilizowanego kraju jechac po nastepna... myslisz, ze tam jeszcze maja ten model?
-- Wariat!!! - ofochalam sie i poszlam do mojego biura.
Pol godziny pozniej przyszedl do mnie i pyta:
-- To co to byl za zwierz?
-- Kuzwa, przeciez mowie, ze nie wiem, bo ja sie nie znam, moze nawet krokodyl.
-- Krokodyl na pewno nie, to dobrze wiesz, moze szop pracz?
-- Nie wiem... daj mi spokoj, bo teraz i tak bede sie bala sama wyjsc na taras jak jest ciemno.
-- Ale co ten zwierz robil?
-- Patrzyl na mnie i uciekl tam pod plot gdzie sa chwasty i figowe drzewa.
-- No widzisz, zawsze Ci mowie, ze te zwierzeta bardziej sie boja Ciebie... zobaczyl, ze to Ty i pomyslal "fuck, trzeba sie ewakuowac" i uciekl. A Ty narobilas wrzasku na cala okolice. Jeszcze sasiedzi zaczna przychodzic ze skargami, ze ich pobudzilas w niedziele po 5tej rano.
-- No i chujtam, niech przychodza, jak ja sie boje to czemu oni mieli by spac?

48 comments:

  1. No faktycznie dziki zwierz, ja bym pewnie poleciała po aparat i starała się nie wypłoszyć :). Nie wiedziałam, że oprócz kotów boisz się też innych zwierzaków! :)
    pozdrowienia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja to nawet nie wiem czy sie boje, przeciez na zdrowy rozsadek to mnie toto nie zezre, ale sie brzydze takich stworow i dre morde.

      Delete
  2. Hahaha! Leżę i kwiczę ze śmiechu.. Ty nawet swój strach opisujesz jak dobrą komedię :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Natti, jak teraz czytam to tez sie smieje, ale jak to sie dzialo, to mi nie bylo do smiechu:)

      Delete
  3. Tak bladym świtem to mógł być zbłąkany wampirz albo ewentualnie wilkołak (sądząc po bogactwie amerykańskiej literatury w tym temacie to w końcu macie ich tam na pęczki). Kto wie...to mógł być przeciez początek pięknej przyjaźni albo nawet czegoś więcej.

    Mnie jednak przeraziły najbardziej te śliwki z wodą. O matko huto! Gdybym sobie coś takiego zaserwowała z rana to później chyba tylko opakowanie Stoperanu i koczowanie w toalecie.:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, musi to byl wampirz i tego sie bede trzymac.
      A z tymi sliwkami to ja akurat mam cale zycie odwrotny problem i nawet dynamit mnie nie rusza:))) A ogolnie to robie to na zalecenie mojej akupunkturzystki i ona twierdzi, ze nawet taki organizm jak moj tez trzeba przyzwyczaic, a wiec 1 sliwka przez dwa tygodnie i dodajemy nastepna, az dojdziemy do czterech. Dlaczego cztery? Nie wiem moze zeby mogly zatrac w brydza:)))

      Delete
  4. No, nie, cały dramatyzm sytuacji i tak diabli wzięli, w obliczu faktu, że ktoś z własnej woli mógłby chcieć wstawać o 5-tej rano. Masakra!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato, to sie nazywa "starcza bezsennosc":))) Ja po prostu nie cierpie wylegiwac w lozku jak sie obudze, wiec wstaje. A ze nawet w ciagu tygodnia mam gdzie uciac sobie jedna lub dwie godziny drzemki to korzystam:) Gorzej z tymi, ktorych ewentualnie pobudzilam:P

      Delete
  5. Replies
    1. Haha moze i chcialo mi toto zrobic "grizzly" ale ucieklam:)))

      Delete
  6. Ostatnie zdanie powaliło mnie na kolana :)))
    A Wasz dialog o poranku - wspaniały :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspanialy normalnie bez kawy nie kontaktuje, ja zreszta tez, ale jak narobilam paniki to sie chlop w sobie zebral i nawet zmobilizowal do zadawania konkretnych pytan:))

      Delete
    2. Widocznie Twoja panika była bardziej pobudzająca aniżeli jakakolwiek kawa ;) Nie na darmo Wspaniały jest wspaniały :))

      Delete
  7. Replies
    1. Pajaki i owady generalnie mnie nie ruszaja, no chyba, ze jakis pelzalby po mnie lub na mojej drodze zycia, to wtedy tez dre paszcze:))

      Delete
  8. Replies
    1. Podobno to byl opussom, czy tam pussom tak zeznala sasiadka, ktora tez sie tego stwora boi. Wiewiorki mamy zawsze w otoczeniu, wiec sie juz oswoilam.:))
      Kiedy sie wybierasz do NYC, bo nas w druga polowe pazdziernika nie bedzie.

      Delete
  9. Replies
    1. Nie mam co wybaczac, wlasny maz sie obsmial, a teraz to ja tez:))

      Delete
  10. Witam:)Uśmiech od ucha do ucha,ale przeżyć coś takiego to już bym nie chciała:)Pozdrawiam serdecznie:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybko, ja tez nikomu takiego przebudzenia nie zycze, bo ja na tym tarasie to jeszcze taka nie bardzo przytomna jestem:))

      Delete
  11. Ja tak samo reaguje na myszy:) Ale sie usmialam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, o myszach to mi nawet nie mow!!! Kilka lat temu pokazaly sie chyba dwie czy trzy i bylam gootowa sie wyprowadzic, na szczescie Wspanialy znalazl dziure, ktora sie dostawaly do domu, zamurowal i od tej pory jest spokoj. Nie wyobrazam sobie zycia w domu z myszami, za zadne skarby swiata!!!

      Delete
    2. Ja tez sobie nie wyobrazam:) W nocy na bank bym nie zmruzyla oka widzac (oczami wyobrazni) te myszy chodzace po mnie jak spie, brrrrrr

      Delete
  12. Mysle ze po Twoich wystepach solowych Star to juz zadne zwierze nie bedzie ryzykowac popekania bebenkow w uszach;))))
    Mozesz spokojnie wracac do rutynowych zajec z kawa,papierosem,woda z cytryna i sliwka suszona:)))
    Z jednej strony usmialam sie serdecznie,ale z drugiej szczerze Ci wspolczuje,to musi byc koszmar,taki lek przed tymi wszystkimi stworzeniami.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, wyobrazasz sobie mnie pod namiotem? :))) A mialam kiedys takiego amanta, ktory zaproponowal wakacje pod namiotem. Oczywiscie to byla ostatnia propozycja:)))

      Delete
  13. buahahhahahhahahhahhahaha
    sądzę, że zwerza odstraszyłaś raz na zawsze :))))))
    Buziole wielkie :****
    Nie wiem czy jest na świecie ktoś oprócz Ciebie, kto potrafi za każdym razem, nawet jak ryczeć mi się chce, spowodować że śmieję się jak wariatka :)))) Dziękuję Ci kochana za to :********

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, zawsze do uslug:)) Polecam sie na przyszlosc i na wszelkie okolicznosci:))

      Delete
  14. O rany! Ale wiesz, nie przejmuj się. Ja tak reaguję na pająki - wrzaskiem, panika, histerią i bardzo szybką ucieczką gdzie pieprz rośnie oraz stanowczą odmową wejścia do zagrożonego pomieszczenia :) nie jedną taką akcję mam za sobą ;) i kiedyś również osiedle dowiedziało się, że miałam pająka w kącie z włóczkami :) Kąt był przy oknie, okno było otwarte, gardło miałam zdrowe, płuca też, echo poszło aż miło.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Tygrysie ogromne, bo jak Tygrysy tak reaguja to i Star moze:)))

      Delete
    2. Kochana, jakbyś Ty mnie widziała, żwawo uciekającą z pokoju z brzuchem ciążowym, niemal 8-miesięcznym, z piskiem na ustach... patrząc na mnie wielorybią, w życiu byś mnie o takową żwawość nie posądziła.

      Delete
  15. Dokładnie opisałaś jak ja się w takich sytuacjach zachowuję. Z podskokami włącznie. A przecież wychowałam się w lesie i po tym lesie biegałam bez oporów po ciemku. Kiedy byłam sama też jakoś niespecjalnie panikowałam. A teraz nawet jak mysz leży na podłodze, to robię raban i zatrudniam Jaskóła do jej usunięcia. Może to męskie ramię będące w pobliżu zrobiło ze mnie panikarę? Całkiem niezamierzoną a spontaniczną. Ale oni ponoć to lubią, więc nie uczmy się "bohaterstwa"- nie ma to jak podnieść panom w taki sposób EGO:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, cos w tym jest na rzeczy:))) Przeciez jak bylam sama to jakos musialam sobie radzic, co prawda zwierzyna dzika mnie nie odwiedzala, bo mieszkalam wyzej i nie mialam podworka, ale czasem sie trafil jakis pajak, czy inny owad i trzeba bylo stawic czola:))) Spoconego czola, bo jak juz musialam sama sobie z tym radzic to sie natychmiast pocilam:)))

      Delete
  16. Taka duża Star, z ciągle niezłą dupą a boi się oczu patrzących?;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, jakby te oczy byly na wysokosci moich oczu, lub jeszcze wyzej i do tego mialy dwie nogi to moze bym nie wrzeszczala, ale one pelzaly..... brrrrrrrrrrrrrrrrrr....

      Delete
  17. czyli kurna jednak palenie szkodzi...:( kiedys lisa spotkalam w podobnych okolicznosciach... wyszlam poznym wieczorem na faja, cucnelam i bawie sie telefonel, ppczum odwracam wzrok a tu lisek na mnie patrzy.:(((
    nawet nie wiem jak sie znalazlam w domu... koszmar!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No szkodzi, szkodzi tylko nie na pluca a psychike:)))))

      Delete
  18. I pod kanapą go nie ma? albo za lodówką? albo pod małżeńskim łożem? Na wsi już się przyzwyczaiłam, ze coś się na mnie gapi, a to sarenka, a to lisek, a to kotek. Podskakuję jak mi coś nagle z krzaczorów wyleci, jak np. kuropatwy ostatnio. Uff, przerażające to było :-D
    A poranną rutynę uwielbiam :-) Do swojej muszę dodać spojrzenie w lustro i komplement :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, sarenki, jelonki, zajaczki to sa wszystko mile zwierzatka i nie mialabym nic przeciwko gdyby mi sie po podworku szwedaly:))) Ale toto to bylo jakiesz szczurowate i duze, cos z tej samej rodziny co szopy, a to paskudne stworzenia.
      Komplement rano koniecznie sobie strzel, od razu sie humor poprawia:)))

      Delete
  19. nieee nooo... jak mogłaś nie sprawdzić, co to za zwierze !!!???

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewa, podobno jakis pussom, czy cos w tym stylu, bo sasiadka zeznala, ze ona tez widziala i tez sie boi.
      A ja naprawde nie mam ochoty sprawdzac:)))

      Delete
  20. swoją drogą to ciekawe co to było :) a tak poza tym to do słusznych doszłaś wniosków. skoro Ty cierpisz, to dlaczego inni mają w tym czasie smacznie spać :)) jakaś solidarność sąsiedzka musi być chyba, no nie? :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, wlasnie napisalam wyzej, ze ponoc pussom, czy chujwico:))) Ja nawet nie wiem jak to sie pisze, ale tak kombinuje. Bez wzgledu na to co to bylo, bylo ochydne, szczurowate i jakby tego bylo malo to jeszcze duze.

      Delete
  21. Kurczę, Star, w jakiej okolicy Ty mieszkasz?! ;-]
    Przypomniało mi się, jak koleżanka opowiadała mi o swoim rocznym pobycie w Kanadzie. Mieszkała w jakimś małym domku przy lesie - była instruktorką jazdy na nartach - i któregoś poranka wyszła przed ten domek i... zamarła. Z lasu wyszedł wilk i gapił się na nią przez dobrą chwilę, zanim zdecydował się zawrócić! W przeciwieństwie do Ciebie moja koleżanka nawet nie pisnęła. Zamurowało ją, dopiero po wszystkim trzęsła się jak osika, choć nie wiem, która reakcja jest lepsza:-] Ja zdecydowanie reaguję tak jak Ty!:-]
    Och, stęskniłam się za Twoim blogiem. Teraz mam czas, więc nadrabiam, a Ty pisz, póki nie łażę do pracy:-] To znaczy potem też pisz, ale teraz pisz intensywniej:-]

    ReplyDelete
    Replies
    1. Siem wlasnie zapytowuje gdzie ja mieszkam:))) do tej pory myslalam, ze w metropolii:))) A tu kurwa mac jakies stwory mi pelzaja po podworku!!! Ja miewam rozne reakcje, albo sie po ciuchu poddaje, albo zupelnie nie zauwazam, ze cos sie dzieje nie tak, ale w przypadku paskudztwa na drodze to dre ryja:)))

      Delete
  22. Replies
    1. Gdybym mieszkala na poludniu to kto wie, moglby byc i krokodyl:)))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...