Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, September 16, 2013

Jak Faraon przez pustynie, czyli dalszy ciag wczorajszej wedrowki

Jeszcze bedac na moscie zrobilam maly przystanek zeby kliknac kilka fotek, bo z gory to tak fajnie wyglada.  Oczywiscie ostatni rzut oka na kule, ale przyznaje, ze musialam uzyc duzego zblizenia, bo ledwie rysowala sie na horyzoncie.



Jakies palanty cwiczace gre w palanta, ktorego szumnie nazywa sie crickietem.


I drzewa, bo ja mam absolutnego hopla na punkcie drzew:)



Ale po drugiej stronie juz widzialam moje marzenie, jezioro Meadow.


W glebi po lewej widac wypozyczalnie zaglowek i juz nabralam sil, zeby tam leciec, ale Wspanialy sobie przypomnial, ze on jeszcze dzis nic nie jadl.
A skad niby ja to mialam wiedziec? Piersia nie karmie juz od lat!!
No to na moment przysiedlismy na lawce zeby pozrec jakies miesiwo grillowane na patyku.
Ja oczywiscie wykorzystalam chwile kiedy Wspanialy dokonywal zakupu miesiwa i strzelilam jeszcze fotke temu klombowi kwiatow.


Posileni co nieco, zaczelismy sie zastanawiac ktorym brzegiem jeziora isc, bo przeciez i tak nie mielismy pojecia co gdzie jest i jak jest.
A jezioro jak widac sporawe, a za nim nizej jeszcze drugie jezioro Willow, ktore tez mialam ochote zobaczyc.


I tak debatowalismy, a bylo nad czym, bo zeby isc po tej stronie co jest wypozyczalnia zaglowek, to trzeba teraz przejsc spory kawalek, zeby sie tam dostac, Wspanialy twierdzil, ze nadkladamy duzo drogi i mozemy juz nie miec sil na jezioro Willow.
No dobra, zgodzilam sie i pomaszerowalismy ta blizsza strona, ktora jak sie wkrotce okazalo jest mniej zagospodarowana i glownie przeznaczona na pikniki, boiska, place zabaw dla dzieci itp.
Nic, jak juz ruszylismy to trzeba bylo isc za ciosem.




Atrakcji, jak widac zadnych nie bylo, ale dzieki temu i ludzi mniej, co samo w sobie jest atrakcyjne:)
Od czasu do czasu jakas zaglowka, lub kaczki tudziez insze gesi.





Kacza rodzina szukajaca chlodu w cieniu przybrzeznych drzew:


I przepiekne lany traw, otulajace brzeg jeziora.


Rzut okiem na drugi brzeg utwierdzil nas tylko w przekonaniu, ze jednak tamta strona byloby bardziej atrakcyjnie, ale tez kto to wie, trawa ponoc zawsze zielensza po drugiej stronie;)
Najbardziej uciazliwe bylo to, ze przez cala trase nie bylo gdzie przysiasc, no owszem mozna bylo zrobic jak ta kobieta, ale kto by mnie pozniej poskladal:))


Wiec szlismy, moze mniej ambitnie jak uparcie, bo nie bardzo bylo inne wyjscie. Czulam jak mi z kazdym kolejnym krokiem nogi wchodza w dupe, a Wspanialy powtarzal:
-- Pojedziemy, pojdziemy na spacerek, bo tak trzeba... trzeba chodzic, no to kurwa mamy spacerek.
Ja nawet nie mialam sily mowic, wiec nie komentowalam. Zreszta co mialam powiedziec?
Faktem jest, ze "spacerek" byl moim pomyslem. Faktem rowniez jest, ze Wspanialy chcial jechac na rowerach.
I tak szlismy jak ten Faraon przez pustynie:))

 
 
 
 
Az wreszcie dotarlismy do mostu, nad strumykiem, ktory laczy obydwa jeziora.
I nie bardzo mielismy pojecie, w ktora strone dalej, wiec postanowilismy zapytac.
Trafil nam sie facet z niesamowitym poczuciem humoru i rowniez doskonale zorientowany.
Och jak ja lubie radosnych ludzi!!
-- Do jeziora Willow raczej Wam sie nie uda dojsc, bo tam robia jakis ekstra ekologiczny zakatek i dwa tygodnie temu na koniec sezonu letniego zamkneli most.
Ladnie!! Chociaz szczerze mowiac to znow nie wiem czy to nie pan bucek tak zrobil co bym jeszcze miala na czym chodzic, a nie zdarla se kopytka po same kolana.
Wypytalismy teraz o droge do jakiegos srodka komunikacji i ruszyli na spotkanie z cywilizacja.
Jeszcze machnelam jedna fotke jeziora i zebralam resztke sil w dalsza droge.
 
 
Droga do cywilizacji okazala sie znow mocno pod gorke. Kryste, czy los nie ma nade mna dzis litosci? Schowalam aparat bo juz mialam dosc, przystanelismy na papierosa przy autostradzie opierajac dupska (znaczy dupsko i dupinke) o balustrade waskiego chodnika, bo przeciez nikt nie chodzi po autostradzie poza takimi wariatami jak my:))
I wlasnie z tego miejsca zrobilam ostatnie zdjecie, miedzy drzewami blyszczy nieosiagalne chwilowo jezioro Willow.
 
 
Kryste, jak mi sie nie chcialo odejsc od tej barierki, a juz na widok gory jaka musialam pokonac zeby dotrzec do czesci mieszkalnej Forest Hills, bo tu wlasnie bylismy to mi sie slabo robilo.
Ale komu w droge, temu buty... poszlam.
Poszlam to za duzo powiedziane, powloklam sie.
Pokonalismy gore, zaczely sie ulice, jestesmy przy 112 ulicy wiec pytam Wspanialego:
-- Jak daleko jeszcze?
-- No do 108ej czyli wyglada na to, ze cztery ulice...
-- Ozesz....
-- Nie marudz, kto chcial spacerek?
-- Nie badz zlosliwa malpa i jak idziesz za mna to chociaz powiedz czy widzisz kapiacy ze mnie tluszcz.
Nie odpowiedzial, widocznie nic nie kapalo:)))
A ja poczulam, ze musze gdzies przysiasc, tylko gdzie?
Domy piekne, ale nikt nie wystawil krzeselka dla mnie, zadnej lawki, no kuzwa nic!!!
Nagle rzucila mi sie w oko droga wjazdowa do jednego z domow taka z niskim murkiem akurat jak dla mnie, no marzenie!! Zatrzymalam sie i mowie:
-- Musze usiasc chocby na chwile.
-- Ale gdzie?
-- A tuuu... - powiedzialam usadzajac dupe.
-- Ale to jest posiadlosc prywatna i wiesz, ktos Ci moze zwrocici uwage - zaczal tlumaczyc Wspanialy, moj prawy i przepisowy obywatel:)
-- A niech tylko ktos sprobuje - odpowiedzialam.
Dzizas ile to radosci nie tylko dupie ale i glowie moze sprawic taki maly murek, tak mi bylo dobrze.
Wspanialy nagle poprosil o aparat, wiec mu dalam, myslalam, ze moze chce sfotografowac jakis ciekawy dom, bo bylo ich tam naprawde duzo, albo ptoka jakiego, albo kamyczek...
A on zrobil to:
 
 
W sumie tez dobrze:)))
Tak, bylam absolutnie w stanie upadlosci fizycznej.
Ruszylismy dalej, kazdy krok byl naprawde juz wysilkiem i nawet Achilles zaczal sie odzywac, ale staralam sie o tym nie myslec.
Nareszcie dotarlismy do jakiegos rozdroza gdzie byla stacja subwaya.
Halleluja!!!
-- Moze powinnismy gdzies przysiasc zanim pojedziemy? - zaproponowal Wspanialy.
-- Ale gdzie?
-- No nie wiem, chcialas isc na Austin Street, to tylko jedna przecznice dalej.
-- Nie zrobie juz ani kroku dalej. Pierdole Austin Street - wydalam wyrok.
-- Ale czeka nas godzina jazdy do domu, ja potrzebuje isc do ubikacji.
-- No dobra, ale nie na Austin...
-- Tu naprzeciwko jest jakis Diner to moze..
-- Ja nawet nie mam sily jesc, zreszta znow pora taka, ze za pozno na lunch a za wczesnie na obiad.
-- A kawe?
Jak on wie, ze ja podobnie jak on dam sie zawsze namowic na kawe:)
Po drugiej stronie ulicy, tylko ta ulica taka szescio-pasmowa... jakos sie przeczolgalam, ale jak kelnerka doprowadzila nas do stolika to musialam sie przytrzymac, zeby usiasc.
Wspanialy polecial zaraz do przybytku, ja zamowilam kawy dla nas i jakos tak przy tej kawie odezwal sie glod. On zamowil sobie kanapke, a ja pyszna salatke ze szpinaku, bo ja kocham surowy mlody szpinak.
-- A Ty nie potrzebujesz isc do lazienki? - zapytal Wspanialy.
-- Potrzebuje tylko sie boje, ze jak siade na klopie to moge nie miec sily wstac...
-- Oj, to mnie zawolasz, ja juz zdobylem jakies doswiadczenie rano - wyszczerzyl sie radosnie.
Poszlam do tego kibelka i jak tylko zamknelam za soba drzwi to mnie taka radosc ogarnela, ze az musialam sie powstrzymywac zeby nie krzyknac w przyplywie szczescia.
A powodem tej radosci byla porecz przymocowana w scianie tuz obok kibelka, taka wlasnie po to zeby mozna bylo sie podeprzec siadajac i wstajac.
Jak to niewiele czlowiekowi do szczescia potrzeba:)))
Dotarlismy wreszcie jakos do domu, czulam, ze za moment padne, ale jeszcze odpalilam komputer, zeby sprawdzic ile pokonalismy.
I na widok odczytu z pizdryka padlam naprawde, okazalo sie, ze bez zadnego przysiadania pokonalismy 10 km. Oczywiscie w sumie, w obu czesciach parku.
Ja piernicze!!! Gdybym wiedziala wczesniej to na pewno bym sie nie odwazyla na taki "spacerek".
 
P.S.
Nie dawala mi spokoju ta rzezba z poprzedniej notki, wiec sprawdzilam, to ma byc rzut rakieta w kosmos i ma symbolizowac lacznosc czlowieka z kosmosem.
 
Teraz ide polezec.... nalezy mi sie:)))


44 comments:

  1. Replies
    1. Aniu, no niewatpliwie jest gdzie isc na maly spacerek:))) Przy okazji, jeszcze nic nie doszlo, wiec czekam, ale obie poczty dzialaja raczej jak dzialaja, wiec trzeba sie uzbroic w cierpliwosc.

      Delete
    2. Miało iść sześć dni roboczych :)
      Mam nadzieję, że jakiś urząd celny nie zarekwirował...

      Delete
    3. Nie sadze, na pewno dojdzie, ale to potrwa do 3 miesiecy:))) Ja juz kiedys kartke bozonarodzeniowa dostalam w Wielkim Tygodniu, wiec juz mnie nic nie zdziwi.

      Delete
  2. dobrze, ze ci właściciele tego murka nie szczelali!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No dobrze, cze nie szczelali:))) chociaz pewnie bym nawet nie poczula:P

      Delete
  3. Replies
    1. Przespalam sie prawie dwie godziny i juz lepiej:)

      Delete
  4. no całkiem niezła wyprawa :) podziwiam kondychę i widoki :)) nie dziwię się, że lubisz drzewa, są bardzo ciekawe, każde inne, a te Twoje bajeczne :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, kondyche to sobie wlasnie chce poprawic tymi spacerami, ale przyznaje, ze sama siebie zaskoczylam jak mi stuknleo 10km. A drzewa kocham, sa przepiekne ja zawsze fotografuje tyle drzew, ze az sie Wspanialy drapie po lysinie:)))

      Delete
  5. Podziwiam,bo to niezły wyczyn, ale kwiczałam czytając;))
    Jesteście niesamowici:)Może jutro zrobię sobie mały spacerek?
    ale mały, a nie jak Wy:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty kwiczysz, a ja sie powaznie tego kibelka balam, bo wiem co to znaczy, jak czlowiek wstac nie moze. A zebys widziala jak pokonywalam schodki do domu, trzymajac sie obu poreczy:)))

      Delete
  6. No, niezle daliscie czadu!!!! Ale nawet na zdjeciu to jezioro wyglada na giganta:) Zmeczenie, zmeczeniem ale w sumie jaka satysfakcja i powod do dumy, co nie? I jeszcze niech ktos mi powie, ze NYC to betonowa dzungla, to go wysmieje;))))Ja wiem, ze to okreslenie Manhattanu ale NYC to nie sam Manhattan. Parkow tam macie jak w Rosji wojska. My nigdy sie poza Manhattan nie wypuszczalismy (no z wyjatkiem tego koncertu na Brooklynie)ale nastepnym razem nadrobimy, bo warto.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, parkow w NYC jest duzo, zaraz obok tego Flushing Meadows jest tez Kissena park, do ktorego tez sie kiedys wybierzemy. Ja w ogole postanowilam odwiedzic wszystkie tutejsze parki. Chociaz slowo "park" to dla Polakow zamieszkujacych w Polsce troche inne ma znaczenie. Polskie parki z tego co pamietam to zwykle drzewa, alejki i laweczki, gdzies fonntanna. Tu jak sama wiesz, park to miejsce dla ludzi o roznych zainteresowaniach, czyli w parku sa korty tenisowe, boiska sportowe, place zabaw dla dzieci, jeziora (w wiekszosci sztuczne) dla milosnikow sportow wodnych, lodowiska, karuzele itd.
      Na Manhattanie oprocz Central Parku jest przeciez duzo mniejszy, ale jest Bryant park, jest Washington Square Park na dolnym Manhattanie, jest High Line, a teraz cale zachodnie wybrzeze to tez park, waski ale miejsce znow przeznaczone dla spacerowiczow, rowerzystow i dzieci. Calkiem nowy park:))
      Jest tez na Manhattanie duzy i bardzo ladny Fort Tryon Park, o ktorym juz kiedys pisalam.
      W sumie jak na tak niewielka wyspe, jaka jest Manhattan to jest to calkiem przyzwoicie zielona wyspa:)))

      Delete
  7. pięknie tam u Ciebie! Rzeźba mówisz kosmiczna :)))) zastanawiałam się co to takiego mogło być ... ale o rzucie rakietą w kosmos ni hu hu nie pomyślałam :)))
    No kochana.. po tym wyczynie żaden spacerek już nie będzie Wam straszny :)))))
    aaaa... i wszystkie osoby Cię czytające a spotykające się z Wami w realu zapewne nie dadzą się już nigdy namówić na spacerek z Tobą ... no ja bym się na przykład bała! :))))
    Buziole wielkie! :*******

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emko, tu masz link do historii tego pomnika
      http://www.nycgovparks.org/parks/fmcp/monuments/1363
      gdyby Ci sie chcialo poczytac:)))
      Nie mam osob czytajacych ktore mnie znaja osobiscie, bo nikt kto zna polski nie czyta mojego bloga, tak sie bezpiecznie ustawilam:))) O, przepraszam, jest jedna Nuska, ale Nuska jest ode mnie 10 lat starsza i jeszcze mniej chodliwa:))))
      cmok:**

      Delete
    2. to zupełnie tak jak ja :) Nikt z mojego otoczenia nie wie o blogu :) Takie TYLKO moje miejsce :)
      a co do historii pomnika to raczej nie przebrnę przez tak wielce angielsko amerykański tekst. Za głupia jestem i nie znam języka. Przedstawić się jedynie umiem i ewentualnie o drogę zapytać i kawę zamówić :(((((( aż wstyd...
      Buziaki jeszcze raz wielkie dla chodziarzy :******

      Delete
    3. Emko, moje otoczenie w 98% nie zna polskiego:)))
      Nie przejmuj sie ta historia pomnika nie jest az tak ciekawa;P

      Delete
  8. Replies
    1. Zmorko, dzieki. Przyznam, ze zmeczona, ale bylam tez zadowolona, ze mi sie udalo:))

      Delete
  9. uśmiałam się:)))
    ale 10 km.. piechotą nie chodzi ;P

    ReplyDelete
  10. rany! Normalnie można wyjść z domu, i nie opuszczając miasta pójść sobie na żaglówkę... przejść co prawda 10km, jezioro może nie duże, ale w głowie mojej maluczkiej nie miesci mi sie ani troche! Zazdrosc ;) Ale to jednak NY, kazdy u Was spacer to wyzwanie (na zasadzie - ilez tu mozna zobaczyc co jest za miedza), jakby chciec przyjechac i pozwiedzac, poczuc klimat, sprobowac to miesiac by nie starczyl. Zdjecia piekne, mnie urzekla wiewiorka-modelka z poprzedniego postu. Przyzwyczajona do sesji zdjeciowych ;) I kula swietna! Pozdrawiam ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, bo nasze blisko to polskie daleko:))) Ja wystarczy, ze zrezygnuje z autobusu i juz w drodze do pracy i z powrotem robie 5km. Wczoraj do parku wyszlismy z domu o 11:45 a wrocilismy o 17:15 :))) i przeciez nigdzie poza parkiem nie bylismy.
      No tak to jest tutaj.
      buziaki:*

      Delete
  11. Dałaś Wspaniałemu nóżki i dupinkę do rozmasowania??? To baaardzo pomaga po takim łażeniu. Następnym razem zważ się przed spacereczkiem i po spacereczku. Pięknie jest w tym parku.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, dupinka to akurat byla Wspanialego, moja juz dawno przekroczyla gabarytami kwalifikacje do tego okreslenia. A czlowiek najmniej wazy z samego rana jak jeszcze nie wykonal zadnych ruchow, wiec po takim wysilku na pewno nie bylabym zadowolona z np. 2kg wiecej:))

      Delete
  12. Patrząc na jezioro, trudno uwierzyć że jesteś w mieście, a nie na jakichś hamerykańskich mazurach np :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety to nie amerykanskie mazury, to srodek wielkiego miasta:))

      Delete
  13. Taa, doopinka i doopisko, skąd ja to znam, ech!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha, wazne, ze doopinki nie narzekaja:)))

      Delete
  14. Swietnie Cie rozumiem po osobistych wloczegach piechota po Paryzu... Nogi obolale, wrazenie, ze juz ani kroku wiecej. I pytanie: po co nam to bylo? Ale juz po chwili, gdy stopy odtajaly, uznawalismy, ze jak najbardziej bylo warto!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, to wlasnie dokladnie takie uczucie:)) Dobrze, ze juz jestes!! Siadaj i pisz wspomnienia, bo czekam:)

      Delete
  15. Widoki warte zachodu, jak tak sobie wędruję, to mam podobne myśli

    i mało tego, że następnym razem, to się lepiej przygotuję, a gdzie tam lepiej...

    ściskam pięknoty

    ReplyDelete
  16. No to faktycznie niezły spacerek Wam się udał! 10 km! Gratulacje. Wyglądasz ślicznie, mimo że widać zmęczenie :)))

    ReplyDelete
  17. p.s. a jak na pustynię, to dużo tam wody :)))

    ReplyDelete
  18. Kochana Star, skoro Ty po 10 kilometrach masz jeszcze fryzurę i okulary na nosie to jestes w niezlej formie...:-D

    ReplyDelete
  19. Witaj Star.
    10km to prawdziwa wyprawa.Ale warto było widoki piękne.
    Zdjęcia super.
    Pozdrawiam serdecznie:))

    ReplyDelete
  20. Wyglądasz cudnie i wcale nie na zmordowaną tym marszem.
    Coście się nachodzili to wasze! Ale jak się poszło to i wrócić jakoś trzeba było.
    Za to mnie miło jest oglądać zdjęcia z tego,,spacerku",że tak samolubnie stwierdzę:)

    ReplyDelete
  21. 10 km mówisz... ja bym żywa z tego nie wyszła

    ReplyDelete
  22. "Pojedziemy, pojdziemy na spacerek, bo tak trzeba... trzeba chodzic, no to kurwa mamy spacerek."

    Jępoła jak mój synek :)))))

    Pięknie wyglądasz Star. Kwitnąco.

    I jak u Was jeszcze ładnie. Tu taki syf jak w listopadzie :(

    ReplyDelete
  23. Ładny mi "spacerek" - się zahartowałaś w tym marszu - haha..
    Swoją drogą to chyba było warto, bo fotki piękne...
    Pozdrawiam
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    ReplyDelete
  24. Piękna wycieczka. Też mi czasami coś na mózg padnie, żeby "pospacerować" :p. Za to, na prowincji, to ławeczka prawie przed każdą chałupą :-D

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...