Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 3, 2013

Ciagle jedziemy i konca nie widac... cz.II

Nudna ta jazda jak cholera, po lewej plaza, po prawej plaza, czyli gory pustyni i tylko droga przed nami. Nawet Wspanialy, ktory slynie z niesamowitej cierpliwosci juz mial dosc i co chwile powtarzal:
-- Mowcie cos bo zasne.
Albo:
-- Jeszcze kolejne 100 mil i zaczne miec zwidy jak na pustyni.
Na szczescie bylo radio, ktore nie pozwalalo zasnac i Tatek, ktory co i rusz tryskal dowcipem.
Wreszcie zdecydowalismy, ze trzeba gdzies przystanac i cos zjesc, bo po szybkim sniadaniu juz nam burczalo w brzuchach. A sniadanie mielismy wyborne:)))
Nie chcialo nam sie zejsc do hotelowej restauracji to Wspanialy zadeklarowal, ze on moze przyniesc kawe i cos na slodko, np. donuts, czyli amerykanskie paczki. Przyklasnelismy z Tatkiem, szczegolnie ja, bo oczywiscie mnie zawsze najdluzej zajmuje poranne pitraszenie sie do wyjscia.
Po ok. 10 minutach Wspanialy wrocil z duza papierowa torba pod pacha i trzema kubkami na tacy, dwie kawy i plynna czekolada dla Tatka. Polozyl torbe na stole, Tatek popatrzyl na mnie, pomacal torbe i mowi:
-- Ja piernicze, czy on jakis bochen chleba kupil? Przeciez chcielismy tylko po donut'cie na glowe.
-- Nie wiem, ale otworz torbe i zobacz. Ja mam zajete rece - powiedzialam bo wlasnie dokrecalam kolejnego loka spirala.
Tatek rozerwal torbiszcze i oczy wyskoczyly nam z orbity!!!
Moj bowtie, ktory normalnie ma ok. 15 cm dlugosci mial 38cm, Tatkowy zawijaniec z orzechami byl najskromniejszych rozmiarow, bo nie przekraczal 20cm, ale najbardziej nas zachwycil donut Wspanialego, ktory byl kwadratowy i mial ni mniej, ni wiecej tylko 24cm kazdego boku.
Mierzylam to wszystko, bo sie okazalo, ze w mojej kosmetyczce mialam miarke krawiecka.
Nie pytajcie po co?
Oczywiscie nie dalo sie tego zjesc, tylko Tatek dal swojemu rade, a my ze Wspanialym wyrzucilismy polowe naszych porcji ptakom na parkingu.
Teraz jednak po dwoch godzinach jazdy zaczelismy sie rozgladac za czyms konkretnym.
Co jakis czas na bilbordach pokazywala sie reklama restauracji zwanej Peggy Sue, reklamowano ja jako Diner z lat 50tych poprzedniego stulecia i jakos przyciagala nasza uwage, wiec postanowilismy tam pojechac i cos zjesc.
Wyczucie nas nie mylilo, knajpa ma nie tylko doskonale jedzenie, ale i wystroj z jajem, a ja bardzo lubie takie klimaty.


Wejscie jak i cale wnetrze kiczowate, ale za to z jajem.





Najpierw skierowalam kroki do lazienki, bo nie tylko pecherz dawal sie we znaki, ale i rece przyjemnie umyc przed konsumpcja, a tam taki malunek na scianie kabiny:))


Calosc ma trzy sale jadalne i jedna gdzie serwuja tylko pizze i ruch jak widac jest calkiem przyzwoity, a juz o dobrym jedzeniu zapewnia rzad ciezarowek stojacych na parkingu. Kto jak kto, ale kierowcy ciezarowek na pewno wiedza gdzie jest dobre jedzenie.





Obsluga sprawna i szybka co tez jest wazne, bo sama knajpa jest na srodku pustyni i w sumie klientela to glownie przejezdni turysci, chociaz Wspanialy twierdzi, ze dostrzegl kilka osob miejscowych jak wynikalo z zachowania i rozmow z kelnerkami.
Ja o malo nie dostalam zeza rozbieznego od czytania roznych napisow, ktorymi knajpa jest obwieszona.







Tatek-detektyw szybko wypatrzyl, ze po drugiej stronie czesci jadalnej znajduje sie sklep z badziewnymi caculkami, wiec po zjedzeniu pysznego zarelka polecielismy tam poogladac te roznosci.
A badziewia jest tam pod dostatkiem!!!






Po jednej stronie sklepu jest ustawiona lada, a przy niej siedzaca figura "konsumentki" i po drugiej stronie figura "kelnerki". Bede szczera, ze z rozbiegu o malo nie wzielam tych figurek za zywe postacie:))) Jak czlowiek ma tak rozbiegane oczy od roznosci to juz przestaje myslec.



I dostalismy glupawki w tym krolestwie badziewia:)) Zaczal Wspanialy:


Zaraz za nim oczywiscie ja:


A potem to sie nawet udzielilo Tatkowi:


Panowie juz szykowali sie do wyjscia kiedy mnie jeszcze rzucily sie w oczy te okulary sloneczne i koniecznie musialam... bo i kto by nie musial?


Wreszcie opuscilismy lokal, ale z solidnym przyzeczeniem, ze w drodze powrotnej na pewno tu wrocimy na postoj z jedzeniem.
Dalsza droga do Bakersfield byla ciagle nudna, ale juz od czasu do czasu trafialy sie perelki urozmaicenia.
Jak na przyklad nazwa tej drogi. Nie mam pojecia jak to ktos moze wypowiedziec, ale Tatek stwierdzil, ze ze wzgledu na te wszystki "z" jest przekonany, ze taka nazwe musial wymyslic pijany Polak. No coz, moze powinnam sie obrazic, ale nie moglam, bo w duchu przyznalam mu racje, zwlaszcza jak sobie przypomnialam opowiastke mojej kolezanki Eli sprzed 40 lat.
Ela wracala z libacji i byla tak napruta, ze jak wsiadla do taksowki to nie mogla wymowic nazwy wlasnej ulicy tylko powtarzala wlasnie jakies "bzzz" i do dzis jest tajemnica jak kierowca sie domyslil gdzie ja zawiesc:))) Ponoc byl bardzo cierpliwy i prosil "niech sie pani skupi i sprobuje powoli", moze jej sie udalo wybzyczec cos wiecej.
A tu rzeczona nazwa:


Oczy cieszyla kazda wieksza roslina na horyzoncie:




A jak na horyzoncie pojawily sie pola wiatrakow to juz wiedzielismy, ze jestesmy na ostatnim etapie tej dlugiej i nudnej drogi.



Na widok co raz czesciej mijanych pol pomaranczy Tatek juz podskakiwal z podniecenia na fotelu.
-- Teraz juz naprawde jestesmy blisko - oznajmil z radoscia w glosie.
I faktycznie mial racje, ale o tym pozniej...

45 comments:

  1. czy ja już pisałam, że uwielbiam Twój blog?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, chyba pisalas, ale ja tak lubie jak sie powtarzasz:))))

      Delete
  2. Elvis rządzi ;) jego popiersie ze skrzydełkami najfajniejsze ;)
    Zawsze to jakieś urozmaicenie nudnej drogi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Elvis nie tylko rzadzi, tu sa tacy co wierza, ze on ciagle zyje:))) Slowem Elvis jak Lenin wiecznie zywy:))

      Delete
  3. Replies
    1. A wiesz, ze Wspanialy sie dziwi, ze ich nie kupilam:)))

      Delete
  4. To najbardziej amerykańskie miejsce jakie widziałam! Czadowe, a te hasła - super!
    I jak to nie kupiłaś tych okularów?! Poważny błąd, tak ci w nich ładnie ; ))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, mnie sie tez tam bardzo podobalo, a te hasla to takie taktowne ustawienie klienta do pionu:))) Sama mam podobne u mnie w zakladzie i nawet mam pojemnik, na ktorym pisze "ashes of difficult clients". Stoi ten pojemnik na honorowym miejscu, nie da sie go uniknac wzrokiem:)))
      No fakt, ze jako wariatka powinnam te okulary kupic:)))

      Delete
  5. cudownie !!!! jakbym z Wami podróżowała !!!! kocham Twoje opowieści :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, to zapraszam na dalsze czesci:))

      Delete
  6. Mnie się najbardziej podobała Twoja opowieść o koleżance w kontekście nazwy drogi :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozo, pamietam, ze pekalismy ze smiechu z tego epizodu jeszcze przez wiele lat. A teraz mi sie przypomnialo, Ela mieszkala przy Armii Czerwonej, ale tamtego wieczora bylo ja tylko stac na jakies "ammm czzzzy" jak nam to opowiadala to o malo sie nie posikalam ze smiechu. Kierowca jak wreszcie wykapowal co to za ulica i wjechal to prosil zeby sie znow skupila i powiedziala gdzie ma stanac:)) Na co Ela jak juz podjechal pod blok zdobyla sie tylko na uderzenia piescia w tyl jego siedzenia i pobrzekiwanie "hmmm, hmmm, hmm".
      Bosze, to byly czasy... straszne, ze 90% naszego pokolenia nie jest alkoholikami to cud:)))

      Delete
  7. Star... jak ja ci pierońsko zazdroszczę to ty normalnie nie masz pojęcia :)))))
    i jak ja się cieszę że masz bloga!!! uwielbiam Cię po prostu .... tak jak i cała reszta czytelników :)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emus, zazdroscic to nie ma czego, kazdy kraj jest piekny, tyle, ze Ameryka niewiele mniejsza od calej Europy wiec i tych cudow troche wiecej:))

      Delete
  8. bardzo siem mnie post podobal
    oczywiscie kcem wiedziec, po co ta miarka!!
    I pragnem kazdom czenściom mojego ciaua tych okurarów kieliszkowych!!!!!!!!!!!!!!
    i w ogole ta Ameryka jest dla nas egzotyczna, marzy mi sie następna podróż
    ,podnioeciuaś mnie podróżnoczo!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miarka? Zwykla krawiecka, taka jaka uzywaja krawcowe do mierzenia czlowieka:))) Tylko nie mam pojecia dlaczego mialam ja w mojej kosmetyczce:)))
      No te okurary to faktycznie dalam dupy, ze ich nie kupilam... coz moze jeszcze kiedys bedzie okazja.

      Delete
    2. no tak, dałas dupy, bo przecież już wiesz, że w Fariatkovie wszyscy ciongle pijom, bo co rusz jakas okazja ;P

      Delete
    3. Viki, myslisz, ze do picia te okurary by siem nadafaly? Za plaskie som:)))

      Delete
    4. ale jaki lans by był w takich brylach :PP

      Delete
    5. To prowda, Rybenko. No niestety przepukalam sprawe;/

      Delete
  9. Pożyczam określenie ,,badziewne caculki''. Jest kapitalne. Mogę, prawda?...

    ReplyDelete
    Replies
    1. A pewnie, ze mozesz:))) Uzywaj na zdrowie:))

      Delete
  10. Faktycznie kicz straszny, najwazniejsze jednak jest to, zarcie bylo dobre. Sklep przypomina troszke nasze polskie odpustowe stragany tylko produkty troszke inne. W czapkach kazde z Was wyglada odlotowo, najbardziej podoba mi sie okrycie glowy Wspanialego - kosmita jak nic:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mysle, ze odbieramy to jako straszny kicz, bo to wszystko (lacznie ze sklepem) jest stylizowane na lata 50te ubieglego stulecia, a my tego nie widzialysmy:)) Ale ludzie ciagle kupuja taki kicz, szczegolnie w malych miastach Ameryki. Tatek np. koniecznie musial tam wypic milk shake, bo byl robiony starym sposobem w takiej dziwnej maszynie, ktora "trzyma" szklanke.
      On to zna z mlodosci, dla mnie to tylko dziwolag:)))
      A mnie sie najbardziej podoba czapka Tatka:))) Taka szczegolnie do niego dopasowana, bo Tatek uwielbia piwo.

      Delete
  11. A ja bym bardzo chciała zjeść u Peggy Sue, a najbardziej to znaleźć się w Las Vegas:-] Och, Star, ja też takie wakacje! Nawet z nudnym krajobrazem za szybą auta!:D
    Wczoraj wlazłam na Twojego bloga i nadrobiłam wszystko, czego ostatnio nie czytałam, a efekt jest taki, że śniło mi się, że odwiedziliśmy Was z Żółwiem w NY. Wspaniały siedział z nami przy stole i mało się odzywał, a my przypuszczaliśmy, że to ze względu na nasz marny angielski i że Wspaniały nas po prostu nie rozumie, co my tu do niego bredzimy. Natomiast Ty ciągle latałaś między kuchnią a salonem i nawijałaś jak nakręcona, ale to pewnie by się zgadzało z jawą, prawda?;-D Generalnie rano czułam się tak, jakbym naprawdę Was poznała osobiście:-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico, przylataj!!! Bedzie dokladnie jak napisalas:))) Ale nie dlatego, ze Wasz angielski moze byc za slaby, tylko dlatego, ze Wspanialy jest generalnie malomowny:)) a moze tak wyglada przy mnie:))) Latac miedzy kuchnia a salonem to raczej on bedzie:P
      Wspanialy ma doskonala zdolonosc rozumienia nawet tych co im sie wydaje, ze mowia po angielsku dodajac do polskich slow angielskie koncowki:))) Ech to by byla wizyta!!!! Pomysl o tym.

      Delete
    2. Star, pewnie już nie raz wspominałam, że Stany to jedno z tych naszych wielkich marzeń, a że my lubimy dążyć do ich spełniania, to pewnie kiedyś...:-] A wtedy na pewno, na pewno damy Wam znać!! :-D

      Delete
    3. Super!! Tylko prosze, zrobcie to zanim bede na wozku inwalidzkim:)))

      Delete
  12. Jestem tu po raz pierwszy, i poza oczywistym zachwytem zdjęciami i poczuciem humoru i dystansu, coś jeszcze mnie oczarowało :) Kilka słów do czytelnika-chyba taki drogowskaz jak należy zachowywać się na danym blogu, powinna umieszczać każda blogująca osoba :) Zwłaszcza, że ostatnio mam jakieś szczęście wchodzić na takie, gdzie na autorce nie zostawia się suchej nitki, a Ona jeszcze się tłumaczy, dlaczego zrobiła tak a nie inaczej, i dlaczego napisała to, a nie tamto... Chryste!
    Czekam na dalszą relację z podróży :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto witam serdecznie!! Ja tez sie kiedys tak tlumaczylam, az w koncu zmadrzalam:)) Napisalam "regulamin obslugi":))) i zablokowalam komentarze dla anonimow, teraz mam swiety spokoj i blogowanie jest prawdziwa przyjemnoscia.

      Delete
    2. Bo blogowanie właśnie tym powinno być, czy się mylę :) Chociaż w sieci, stwierdzam, jest tylu wariatów, że każdy wchodzi na blogi w innym celu chyba...
      Czy miałabyś coś przeciwko, gdybym skopiowała ten regulamin, zamieściła w komentarza na blogu u tej Dziewczyny, i podała link do Ciebie, jako bloga, na którym miałam przyjemność przeczytać ten swoisty dekalog czytającego :)
      Dziękuję za odpowiedź i serdecznie Was pozdrawiam.

      Delete
    3. Marto, jesli skopiujesz i wpiszesz w tresc komentarza, to oczywiscie sie zgadzam, gorzej bedzie jesli ta dziewczyna kopie przeniesie na strone glowna bloga jako jej wlasny regulamin... dobrze przesadzam, wiem, a przynajmniej wierze, ze tego nie zrobi.
      Tak, blogowanie powinno byc przyjemnoscia, podobnie jak czytanie blogow, tylko niestety czesto czytajacy zapominaja, ze ta ich przyjemnosc jest niejako drugorzedna:))) Po prostu nie bylo by jej gdyby wczesniej ktos nie pisal.
      Najgorsze co mnie spotykalo tutaj to ustawianie mi pogladow:)))) Szczegolnie w przypadku, kiedy robily to osoby wyksztalcone, uwazajace sie za inteligentne i kulturalne oraz przy okazji byly mlodsze od mojego syna.
      No wiesz, to juz byla lekka przesada:P
      Buziam:**

      Delete
    4. Zdecydowanie :)
      A z prośby jednak się wycofuję, bo autorki bloga nie znam dobrze, zaglądam tam raczej sporadycznie, ale co wejdę, to Dziewczyna takie joby dostaje, że aż żal czytać, a jeszcze większy żal czytać jak Ona się kaja innym mamom, że nie pracując ma opiekunkę do synka, bo nie chce Małego ze sobą ciągać... Ot, takie matkowanie innej matce :) Miałabym ochotę sama Nią trochę potrząsnąć, żeby nauczyła się stawiać granice, bo na to, że ludzie się zmienią-nie liczę.
      A dekalog będę sobie czytać, ilekroć mnie samej zachce się wejść w czyjeś życie z buciorami i ustawiać im poglądy choćby :)
      Ściskam!

      Delete
  13. Świetna relacja - Star, zaciekawiona czekam na ciąg dalszy

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lvlid, pisze ile moge, ale ze wzgledu na duza ilosc zdjec musze to jakos dzielic:)))

      Delete
  14. Star!!! No łykam jak swieże bułeczki każde słowo, kazde zdjęcie.... Peggy Sue - no radość na mój pusty żołądek - marzy mi sie taka podróż przez USA i zatrzymywanie sie na noc w motelach i śniadania w tych wszystkich kultowych sieciówkach!!! Od razu przypomina mi sie film "Peggy Sue wyszła za mąz" Lata 50te sa the best!!! Tatek z kuflem piwa na glowie - powalający!!!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, Peggy Sue to nie jest sieciowka, to chyba wydanie jednorazowe w calym kraju i jedyne w swoim rodzaju. Bardzo lubie takie miejsca i szkoda, ze to tak daleko i pewnie juz nigdy nie trafi sie okazja.
      Do wedrowek po Ameryce takich na luzie i bez samolotow to trzeba juz byc na emeryturze niestety... Tatek z E. wlasnie w ten sposob zjezdzili wszystkie stany Ameryki i tez bym tak chciala... moze sie kiedys uda, czas pokaze.

      Delete
    2. No teraz trochę sobie poczytałąm i faktycznie jedyna w swoim rodzaju , az dziw bierze, ze nei zrobili z tego sieciówki....tym bardziej warta odwiedzenia . Całkiem nieświadomie trafiłas na perełke na skale światową - smakosze amerykńskich dinnersów walą tam drzwiami i oknami..:)

      Delete
  15. Super taka podroz:) Uwielbiam roadtrips, uwielbiam!!!! Dlatego bardzo zazdroszcze, bo w Kalifornii wprawdzie bylam ale nie samochodem i takich perelek nie widzialam. Jeny jak ja bym chciala miec tak duzo urlopu aby moc samochodem pojechac do Kaliforni. Pewnie z tym zamiarem trzeba bedzie poczekac do emerytury? Amerykanskie diner'y sa wspaniale, my tez zawsze przy takich przystajemy, juz sie przekonalismy, ze jedzenie tam zawsze swojskie, swieze, wysmienite. Sporo jest takich na Florydzie rowniez a takze na calej trasie od nas na FL:)) Prawie zawsze z jakims sklepikiem. Czekam na wiecej.
    PS Wspanialy na zdjeciu w smiesznej czapce wyglada jak Walter White z Breaking Bad:))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, na prawdziwe roadtrips to musze poczekac do emerytury:)) Teraz przejechalismy tylko z Las Vegas do Bakersfield a to tak naprawde 4 godziny jazdy, nam oczywiscie zajelo dluzej, bo byly przystanki na papierosa:)))
      My tez jak gdzies jedziemy to przystajemy przy przydroznych diners, zawsze patrzymy ile jest samochodow na parkingu i jak sa duze ciezarowki to wiadomo, ze musi byc dobrze:))

      Delete
  16. czekam na więcej! ;) kocham te Twoje opowieści, ale zabrakło dodatku o tym co Wy tam dobrego zjedliście!
    a i chociaz urlop i o polityce penie nie myslisz, to wkleje na zaś komentarz polityczny ktory mi sie spodobał a o ktorym pewnie zapomne na czas ewentualnych notek w tym temacie - https://scontent-a-ams.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/1383849_10151745523857945_1705756758_n.jpg :)))
    okulary z kieliszkami mega! musze sobie takie sprawić.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, nie pisalam co jedlismy, bo w takich knajpkach to nie jest istotne. Tam nie ma zadnych rewelacji, jest po prostu dobre, domowe jedzenie. Dzieki za komentarz polityczny:))) Taka niestety jest prawda;/

      Delete
  17. Strasznie nie lubie takiej pustynnej jazdy ale bez niej nie ma tych wszystkich badziewnych unikatow,ktore co by tu nie gadac maja swoj urok:)
    Okulary zarombiste:)
    Star nie masz wrazenia bedac w takich rejonach Ameryki ze czas tam sie zatrzymal?bo ja ilekroc bylam to wlasnie takowe mialam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, Maga, wlasnie takie mam wrazenie i jak patrze na te polacie ziemi i ani sladu czlowieka to jest niesamowite jak niewielki procent tego kraju jest zamieszkaly. W sumie Ameryka jest niewiele mniejsza od calej Europy, ale Europe zamieszkuje ponad 2 razy tyle ludnosci. To jest niesamowite.

      Delete
  18. Skoro nazwę ulicy wymyślił pijany Polak,to pewnie wymawia się ją "zysk" ;-)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...