Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, November 9, 2013

Ciotka Dottie

Ciotka Dottie w kilku slowach?
Takie nic, male, drobne, do niczego nie podobne, rozbiegane, takie sie urodzilo i takie zostalo...
Tyle mozna by napisac o Dottie w kilku slowach, bo faktycznie taka jest. Jej twarz poza jak sama twierdzi "jakims mazidlem o nieznanej nazwie" nie zaznala zadnych innych srodkow pielegnacyjnych czy nie daj buk upiekszajacych. Nie dlatego, ze ciotka ich nie zna, czy tez ja na nie nie stac, ciotka po prostu nie ma czasu i cierpliwosci na zajmowanie sie "pierdolami".
W twarzy ciotki wyraznie widac indianskie pochodzenie, gdzies tam po przodkach, licho wie z ktorego pokolenia, bo ciotka sama nie wie. A kto by to liczyl i tego dochodzil, po co mi to? - mowi i zamyka dyskusje.
Bo ciotka zyje TU i TERAZ i dobrze jej z tym.
Ciotce nie zalezy czy sie komus podoba, podobnie jak nie zalezy jej czy ja ktos lubi i wyraznie o tym mowi "lubisz mnie to fajnie, nie lubisz, twoj problem, bo mnie na tym nie zalezy".
Kocham ciotke!!!!
Dlaczego?
Bo nie mozna inaczej, rzadko kiedy sie spotyka kogos kto jest tak bardzo SOBA jak ciotka Dottie.
Tu nie ma zadnych znakow zapytania, zadnych niedomowien, wszystko jest jasne, czyli JEST co JEST, bez okrasy, bez dodatkow, bez udawania, kreowania sie na cos lub kogos.
Ciotka ma tysiace talentow, ktore prawdopodobnie wyksztalcily sie ze zwyklej potrzeby przetrwania.
Osierocona jako 3 letnie malenstwo trafila do sierocinca, bo "chyba mnie kurwa nikt nie chcial".
W sierocincu odwiedzala ja tylko babcia, ktora niestety byla juz za stara i do tego fizycznie niepelnosprawna, zeby zajmowac sie malym brzdacem.
Ciotka do dzis to rozumie i mowi o babci bardzo cieplo, pamieta jej opowiesci o zyciu, pamieta jej porady na przyszlosc, babcia, a raczej jej wspomnienie jest najblizsza namiastka dziecinstwa i wiezow rodzinnych. Miala 12 lat jak jakas ciotka ze strony matki postanowila ja przygarnac w imie "szkoda zeby sie poniewierala w sierocincu jak ma rodzine".
Tylko Dottie byla wtedy juz na tyle duza, zeby wykalkulowac, ze przeciez w wieku trzech lat kiedy w wypadku zgineli jej rodzice to ta sama ciotka gdzies byla i byla taka sama rodzina jak teraz, dziewiec lat pozniej. Ale co tam, niewiele miala do powiedzenia, ciotka i sierociniec zalatwili wszystkie formalnosci i zostala przekazana jak paczka do przesylki w rece nieznanej zupelnie ciotki.
Niedlugo potem zmarla babcia i ciotce Dottie zawalil sie caly swiat emocjonalny, odeszla jedyna osoba, z ktora byla zwiazana emocjonalnie.
"Jedynym pozytkiem z przebywania pod opieka ciotki byl fakt, ze szybko nauczyla mnie jak gotowac, prac, prasowac, robotek na drutach i szydelku, wszystkiego" - wspomina Dottie.
W wieku 15 lat zajmowala sie juz calym domem ciotki i jednoczesnie chodzila do szkoly, chociaz do tej szkoly to nikt nie przywiazywal wielkiej wagi oprocz samej Dottie, ktora miala ogromna potrzebe chloniecia wiedzy gdzie sie dalo i jak sie dalo.
A wiec chlonela, oprocz zajec typowo kobiecych nauczyla sie tez robic wiele rzeczy meskich pomagajac wujkowi przy remontach domu. Tym sposobem dla 16 letniej Dottie zycie nie mialo juz wiele tajemnic i wlasnie wtedy postanowila, ze ma dosc. Wyprowadzila sie od wujostwa i zaczela samodzielne zycie. Nie znam wiele szczegolow z tamtego okresu, bo niewiele mowila.
Natomiast wiem, ze kiedy miala cos ok. 20 lat to pewnego dnia jechala autobusem z kolezanka i spodobal jej sie kierowca autobusu, a on tez zwrocil uwage na dwie mlode dziewczyny i troche z nimi romansowal.
-- Wiesz co? Ja wyjde za niego za maz - powiedziala Dottie do kolezanki takim tonem jak by to nie ulegalo zadnej watpliwosci.
I jak powiedziala tak tez zrobila. Jim oprocz tego, ze byl przystojny, byl tez dobrym czlowiekiem.
Dwa lata pozniej urodzila syna i wszystko wskazywalo na to, ze zycie sie nareszcie usmiechnelo do naszej Dottie. I owszem usmiechnelo sie ale nie na dlugo.
Maly Jimmy mial 5 lat jak Jim zginal w wypadku.
Dottie zostala wdowa. Trzy lata pozniej poznala naszego wuja Roya i nie, nie zakochala sie tak z marszu, bo dla niej najwazniejszy byl Jimmy i warunkiem zdobycia jej serca bylo zdobycie wzgledow malego chlopca. Roy sobie dosc szybko z tym poradzil, bo jak twierdzi ujela go jej niezaleznosc i silna wola oraz chec zycia.
"To byla jedna z niewielu kobiet, ktore wiedzialy czego chca i jak do tego dojsc" mowi dzis Roy i to mu zaimponowalo, wiec robil wszystko zeby sobie zaskarbic wzgledy malucha.
Pewnego dnia Dottie stala na drabinie i wymieniala zarowke w kuchni kiedy przyszedl Roy, popatrzyl i zapytal:
-- Czy przyszlo Ci kiedys do glowy, zeby wyjsc za maz za elektryka?
-- A po kiego grzyba? przeciez widzisz, ze sobie radze - odburknela Dottie.
I w tym momencie ja olsnilo, przeciez Roy jest elektrykiem (!!!)
Caly czas stojac na drabinie odwrocila sie do niego i zapytala:
-- Cos Ty powiedzial? Czy to ma byc propozycja malzenstwa?
-- Tak myslalem... - wyjakal niesmialo Roy.
-- Dobrze - zgodzila sie Dottie ciagle stojac na drabinie - pod dwoma warunkami. Pierwszy - kupisz dom dla nas, drugi - bedziesz traktowal mojego syna jak swoje wlasne dziecko.
-- To moze zejdz juz z tej drabiny - zaproponowal Roy.
-- Poczekaj, jeszcze nie dokrecilam zarowki - odpowiedziala Dottie dokrecajac zarowke.
Wreszcie zeszla a Roy ustawil priorytety:
-- To Ty zacznij szukac domu, jak juz cos kupimy to wezmiemy slub i wtedy jesli sie zgodzisz to ja zaadoptuje Jimmiego.
Zgodzila sie, to bylo 40 lat temu i do dzis mieszkaja w tym samym domu.


Dwa lata pozniej wzieli slub w Las Vegas, Roy adoptowal Jimmiego i przez 38 lat malzenstwa kolejno wszystkie dzieci Roya (w ilosci sztuk 5 chociaz jedna corka zmarla 2 lata temu) przez jakis czas ich dorastania mieszkaly z nimi.
Slowa danego Roy dotrzymal, ale tez Dottie jest jak sam mowi "najlepszym co sie w jego zyciu zdarzylo" i zartobliwie dodaje "takie male nic, a tak cieszy".
Nasz Tatek mowi, ze "jest to jedno z nielicznych malzenstw gdzie panuje pelna wolnosc, swoboda i tolerancja ale to wszystko jest oparte na ogromnym zaufaniu i szacunku z obu stron".
I ja Tatkowi wierze, bo to widac.
Kazde z nich ma swoje upodobania, zainteresowania, tak rozne, ze w zaden sposob nie mozna ich polaczyc, ale nie stoja sobie na drodze, nie sa przeszkoda do wspolnego zycia.
Roy jest zapalonym milosnikiem wszelkiego rodzaju pociagow, ciagle aktywny w roznych stowarzyszeniach i klubach, ciagle jak maly chlopiec raz w tygodniu jezdzi na spotkania klubu pociagowego. Kiedys w tym miejscu gdzie obecnie stoi stol przy ktorym spozywalismy posilki byl stol do billarda, pozniej tenisa stolowego to wszystko oczywiscie dla Roya i jego kolegow.
Dottie miala swoje maszyny hazardowe w piwnicy w tamtym czasie.
Pozniej Roy wymyslil, ze juz co raz mniej jest chetnych na billarda lub tenisa, wiec postanowil, ze tam wlasnie ustawi sobie na duzym stole makiety swoich pociagow.
Dottie sie zgodzila, ale tez miala wlasny pomysl na zagospodarowanie tego miejsca, bo juz co raz trudniej bylo schodzic do piwnicy zeby sie pobawic hazardem wiec postawila sprawe jak zawsze jasno:
-- Umowmy sie, ze masz 6 miesiecy na zagospodarowanie tego miejsca na swoje pociagi, a jak nie wyrobisz w czasie to ja przytaszcze tu swoje maszyny z piwnicy.
Roy sie zgodzil, bo chyba nie bardzo wierzyl, ze ta mala kruszyna naprawde wytaszczy te maszyny z piwnicy, w koncu jest to strasznie ciezkie. Odliczyli pol roku w kalendarzu, zaznaczyli dzien ostateczny i Roy sie nie wyrobil.
W zwiazku z czym Dottie przytaszczyla swoje maszyny.
-- Ja piernicze, Dottie jak Ty to zrobilas? Przyznaj sie, ze Roy Ci pomogl - powiedzialam, bo dla mnie wyniesienie jednej takiej maszyny z piwnicy byloby zadaniem absolutnie niewykonalnym, a tych jest az 12(!!)
-- Cos Ty, wcale mi nie pomogl, nie moglam nawet prosic, bo przeciez ja mu nie pomaglam z ulozeniem makiet pociagow. Zrobilam to sama z pomoca sasiadki. Ulozylysmy deski na schodach do piwnicy, oproznilysmy wszystkie maszyny z monet, co automatycznie obnizylo ich wage i kazda maszyne osobno przewiozlysmy na wozku do przewozenia mebli. Roy siedzial z opadnieta szczeka i niedowierzal.
To wlasnie cala Dottie, slowo dane, musi byc dotrzymane, to samo dotyczy umowy.
Sam dom byl juz tez przerabiany na kilka roznych sposobow i oczywiscie wszystko robili sami. Oryginalnie dom mial tylko jeden kominek, ale jak podzielili bardzo duzy livingroom na dwie czesci to Dottie wymyslila, ze przydalby sie jeszcze jeden kominek.
Roy zrobil, ale jej sie nie podobalo jak jest obudowany, wiec obudowala sama ceglami tak jak pierwszy. Na ponizszych zdjeciach pierwszy kominek i nizej ten drugi, ktory Dottie sama obudowala.




Dottie ma jedna wade, nie cierpi sie fotografowac i z tego powodu jest tylko na kilku zdjeciach.
Najbardziej podoba mi sie Dottie na tym zdjeciu ponizej, ktore zrobilam jej w czasie wizyty u Roya w szpitalu. Byl to jedyny raz kiedy nie oponowala, widocznie uznala, ze jest to tak zwariowany moment, ze warto go udokumentowac:))



Tak, tak Dottie siedzi tutaj na sraczyku dla pacjentow i to ja bardzo cieszy:)
Co jeszcze mozna o ciotce Dottie.
Duzo mozna, a co najwazniejsze, Dottie kocha zwierzeta i zawsze musi miec maly zwierzyniec.
A wiec sa rybki w oczku wodnym przed domem.




Sa dwa zolwie wodne w akwarium:




Jest tez piec pieskow, bo trudno to nazwac psami, cztery rasy Chihuahua i jeden mieszaniec.
Kazdy z psow zostal przygarniety ze schroniska, wiekszosc z problemami. Jak mala GiGi, ktora nazywa sie tez Budda, bo jest bardzo znieksztalcona, ma krociutkie nozki i jest gruba po wypadku.
Na zdjeciu ponizej GiGi (Budda po lewej) i Casey(po prawej) obie przyjazne, ale za leniwe na bycie towarzyskimi.


Bardziej towarzyska DiDi:




Jest tez TiTi, ktora ciotka przygarnela jak miala zaledwie dwa tygodnie. TiTi urodzila sie w schronisku i Dottie twierdzi, ze jak ja zobaczyla to juz nie mogla opuscic schroniska bez niej. Przyniosla malenka TiTi w kieszeni bluzy. Mowi, ze po raz pierwszy obawiala sie, ze Roy moze sie nie zgodzic, bo w tamtej chwili w domu juz bylo cztery psy, ale postanowila zaryzykowac. Weszla do domu i Roy oczywiscie zauwazyl, ze kieszen ciotcynej bluzy zyje swoim wlasnym zyciem.
-- Co tam masz? - zapytal.
-- Psa - odpowiedziala wyluskujac malenka glowe TiTi na zewnatrz.
Jak Roy zobaczyl to sie zakochal i wcale mu sie nie dziwie, bo ja sie tez zakochalam w TiTi od pierwszego wejrzenia, bo i jak moglo byc inaczej?
TiTi jest bardzo ostrozna w nawiazywaniu "przyjazni". Wspanialy byl zawiedziony, bo zwykle psy do niego lgna, a tymczasem TiTi juz drugiego dnia przyszla do mnie a jego omijala szerokim lukiem i zajelo jej az cztery dni, zeby nabrac do niego zaufania.
Najcudniej wyglada TiTi jak stoi przed siedzacym czlowiekiem i zalotnie patrzy czekajac na pozwolenie zeby wskoczyc na kolana. Jest cudna!!



Jest jeszcze Chloe, ktora ciotce spadla z nieba, a dokladnie zza plotu.
Ktos po prostu wrzucil Chloe na podworko za domem przez plot i tak zostalo. Ciotka podejrzewa kto to mogl byc, ale nic nie mowi. Tego samego dnia znalazla w skrzynce pocztowej notke o tresci "mam na imie Chloe i szukam domu, w ktorym ktos moze mnie pokochac".
I to byl na pewno odpowiedni dom.
Poczta pantoflowa ciotka dowiedziala sie, ze poprzedni wlasciciel Chloe, starszy pan zmarl i nikt z jego rodziny ani znajomych nie zechcial zaopiekowac sie mala Chloe.
-- Chloe jest wiec taka sama sierota jak ja. Czy moglabym jej nie pokochac i nie przyjac? - podsumowuje caly incydent ciotka Dottie. A sama Chloe jest przeszalona i najbardziej przylgnela do Roya, widocznie to prawda z tym zmarlym starszym panem.
Chloe uwielbia wszelkie piszczace pluszaki, ktore wszystkie psy dostaja w prezencie na Boze Narodzenie, ale Chloe uwaza, ze wszystkie zabawki sa jej i potrafi sie nimi bawic przez caly okragly dzien. A jak juz znajdzie kompana, ktory rzuca zabawke po to tylko zeby ona ja z powrotem przyniosla to juz Chloe jest przeszczesliwa i nie da kompanowi spoczac.
Czy musze pisac, ze Chloe owinela sobie mnie wokol wlasnego ogona?



A nizej Chloe, ktora przyszla do nas do lozka rano, kiedy ja nie zdazylam zamknac bramki oddzielajacej sypialnie od reszty mieszkania. Nawet probowalam ja wykolowac i udawalam, ze jednak nie chce isc do sypialni wiec zrobilam pare krokow w strone kuchni, ale Chloe cwaniara siedziala przed drzwiami sypialni i patrzyla tylko na mnie wzrokiem mowiacym:
-- Czy ty naprawde myslisz ze ja jestem taka glupia?
Nie bylo sensu probowac innych sztuczek wiec wrocilam, Chloe umoscila sie na poscieli miedzy nami i tak spala.


Z wyjatkiem Chloe, ktora przyszla juz z wlasnym imieniem i Casey, przy ktorej ciotce Dottie zabraklo weny, wszystkie inne psiaki sa dwojga imion, a wola sie na nie tak jak napisalam z pierwszych liter imion, a wiec TiTi, DiDi, GiGi.
I wszystkie z wyjatkiem leniwej Casey i GiGi sa bardzo towarzyskie, az sie czasem ciezko ogonic:)





Nie dziwcie sie wiec, ze wujek Roy zapowiedzial, ze zanim wyjedziemy to sprawdzi nasze bagaze czy na pewno nie zabralismy zadnego psiaka:)) Dottie ograniczyla sie do przeliczenia glow rozbieganych po mieszkaniu:))
Ja oczywiscie nie byla bym soba, gdybym nie zapytala:
-- Masz psy, masz zolwie, rybki a co z kotami?
-- Mialam raz w zyciu kota, ale koty to nie moja bajka - odpowiedziala jak zawsze rzeczowo Dottie.
Wiecej pytan nie zadawalam, bo tylko o to mi chodzilo, czy moge tu bezpiecznie wrocic:)))
O niespotykanym hobby ciotki Dottie bedzie jeszcze jedna notka, bo tu juz ciezko pomiescic.

25 comments:

  1. bardzo lubie historie o ludziach, wszak kazdy ma jakaś niepowtarzalna:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadza sie Rybenko, kazdy czlowiek to jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna historia. Szkoda tylko, ze czesto sami nie zdajemy sobie z tego sprawy.

      Delete
    2. Stardust, a ja jestem ciekawa jak by brzmiała Twoja historia, jakby ktoś bliski tak Cię nam tu opisał :) Pewnie wierni czytelnicy wiedzą dużo więcej o Tobie, ale wiesz-ja dopiero debiutuję tutaj :)

      Delete
    3. Hmmm, na szczescie dla mnie:) nikt nie moze tego zrobic:))) A ja sama pisze to co pisze, mimo, ze wszystko jest prawdziwe, to jednak jest to tylko skromny wycinek mojej historii. Lubie zostawic cos tylko dla siebie;)

      Delete
  2. Replies
    1. Ja tez tak mysle, dlatego postanowilam poswiecic Dottie wlasny kawalek mojego bloga:))

      Delete
  3. pięknie opisałaś Ciotkę Dotti ! ktoś powinien to przetłumaczyć i dac Jej do przeczytania
    generalnie Star piszesz z taką lekkością że czyta się Twoje literki z rozdziawioną gębą
    przynajmniej ja tak mam !
    zdążyłam na podium :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, tyle tylko, ze citoce Dottie na tym tez nie zalezy:))) Ja powiedzialam do niej, ze jest naprawde ciekawa postacia i podziwiam ja, popatrzyla na mnie, usmiechnela sie, po chwili dopiero podziekowala, a zaraz szybko dodala "i co z tego, kazdy jest ciekawy i godzien podziwu". Taka juz jest, taki typ:)) Na pierwszy rzut oka robi wrazenie chlopowatej:) oschlej i wrecz szorstkiej. Dopiero przy blizszym poznaniu mozna sie doszukac wielkiego serca.
      Gratuluje pozycji na podium:))

      Delete
  4. Ciocia Dotti - wspaniała! ja tez miałam taką ciocię :) Była malutka, szczuplutka i bardzo niezależna. Nauczyła mnie bycia kobietą, taką z klasą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moze te male drobne juz tak maja:)) Ona ledwie siega Royowi do polowy przedramienia i chyba dlatego przyjela te propozycje slubu stojac na drabinie, na wszelki wypadek miala wyzsza pozycje:)))

      Delete
  5. postać niesamowita a do tego opisana tak, ze czyta się jednym tchem. Proszę o więcej.

    ReplyDelete
  6. Ciotka cudowna!
    A chichuachuy lubię; moja starsza córka ma takiego pieska :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez lubie te psiaki:) chociaz nasza siasiadka miala i ta jej suczka byla akurat upierdliwa i na wszystkich szczekala a to bylo meczace, bo czasem potrafila caly dzien ciamotac:))) Nawet na domownikow.

      Delete
  7. Chociaż sama taka nie jestem (albo po prostu do tej pory nie miałam okazji się o tym przekonać) ale uwielbiam takie zaradne, samowystarczalne kobiety. A poza tym piękna historia... i tak czy inaczej-i dla Dottie na dobre zaświeciło słońce!
    Zdjęcie na sraczyku-kapitalne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ciotka jest taka jaka jest prawdopodobnie z koniecznosci, raczej nikt sie nad nia nie rozczulal i nikt nie ulatwial jej zycia, wiec wyrosla na osobe, ktora sobie musi radzic samodzielnie i to ze wszystkim:)

      Delete
  8. piękna historia. pełna miłości i pasji :)

    ReplyDelete
  9. Zwykla a jednoczesnie niezwykla Kobieta, wiele w zyciu przeszla ale pozostala soba. Juz ktos z komentujacych to napisal aby przeslac jej ten post, ja rowniez jestem za, a moze przeslij jej ten tekst w formie listu.
    Dottie jest moze mala kobieta ale serce ma olbrzymie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Obawiam sie, ze Dottie pomyslalaby, ze sobie albo jaja z niej robie, albo koniecznie nie wiadomo w jakim celu chce sie jej podlizac:)) To naprawde nie ten typ.

      Delete
  10. Replies
    1. Futti, ja nie wiem co jest nie tak z kotami w przypadku Ciotki Dottie, wiem natomiast, ze ja sie zwyczajnie kotow boje. Dlatego tez zanim tam pojechalam to sie juz Wspanialy upewnil, ze w domu nie ma kotow. A ciotka widocznie zwyczajnie woli psy i rybki:)))

      Delete
  11. Zycie nie rozpieszczalo Dottie, ale za to zahartowało jak stal!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak to z zyciem bywa, albo rozpieszcza i z czlowieka powstaje rozmemlaniec:) Albo hartuje i wtedy sie czlowiek kulom nie klania:)))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...