Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, November 7, 2013

Park Narodowy Yosemite

Jak tylko zaklepalismy wyjazd do Kalifornii to ja juz wiedzialam, ze koniecznie chce jechac do Yosemite National Park i oczywiscie podzielilam sie ta wiedza (tajemna) ze Wspanialym.
-- Star, ale z Bakersfield do Yosemite to jest 200 mil (ok.300km) to jednak daleko jak na jednodniowa wycieczke - probowal stawiac opor Wspanialy.
-- Kryste jak za daleko na jednodniowa, to pojedziemy na dwa dni - szybko znalazlam rozwiazanie.
Jemu jest zawsze i wszedzie za daleko, taki juz osiadly typ, a mnie z kolei nawet do piekla byloby po drodze. Kto zwykle wygrywa w takim boju? Wiadomo, ze ja jesli sama wczesniej nie odpuszcze, bo czasem bywam "rozsadna" jak w przypadku Peru, ale to nie zdarza sie czesto.
I tak jak juz bylismy na miejscu to weszlam w tajemne konszachty z ciotka Dottie, ktora tak naprawde nazywa sie tylko Dottie, natomiast do Roya mowi sie "wuj Roy".
Skad sie to wzielo? Nie mam pojecia, ale tak jest:)
Dottie oczywiscie jak jej juz ujawnilam moj plan to przyklasnela i stwierdzila, ze oczywiscie skoro juz jestesmy to dlaczego nie. Przy czym dodala, ze jeden dzien to jednak nie damy rady, ale ona ma po drodze zaprzyjazniony hotel-kasyno, w ktorym moze nam zrobic rezerwacje, moze nawet uda sie utargowac dobra cene, bo oni z Royem sa tam dosc czestymi bywalcami.
Oczywiscie, ze sie dalo!!!
Nie tylko cena za pokoj (na dwa nie bylo szans, wiec dzielilismy przez te jedna noc pokoj z Tatkiem, ale co tam, dla mnie zaden problem) wynosila $99, czyli zupelnie przyzwoicie i do przezycia.
A sam hotel w odleglosci 30 minut jazdy od parku.
Wybor terminu padl na niedziele i poniedzialek, bo na sobote Roy sprosil cala rodzine i zjechalo sie luda w ilosci 23 osob (lacznie z nami) a i ciotka Mary miala wracac do Sacramento w niedziele skoro swit, bo one z Judie tez mialy do przejechania dosc spory kawal drogi.
Wspanialy juz nie stawial zadnych oporow, po pierwsze i tak zostal postawiony przed faktem dokonanym, po drugie jego rodzony ojciec juz stal po mojej stronie:P
W niedziele skoro swit zebralismy sie do wyjazdu, przy czym Roy popatrzyl na mnie i mowi:
-- Mam nadzieje, ze wzielas na wszelki wypadek dugie spodnie i sweter?
-- Nie wzielam, bo jest cieplo. Dlugie spodnie owszem mam ale na powrot do NYC a swetra w ogole ze soba nie zabralam.
-- Zapowiadaja mozliwosc deszczu na poniedzialek, a w gorach jest zawsze zimniej niz tutaj, wiec sie moze zastanow.
Oj tam, pomyslalam sobie, ja tu caly czas w krotkich portkach i rekawkach posuwam, to oni chodza okuatni, bo dla nich (Kalifornijczykow) kazda temperatura ponizej 40C to juz zimno, ja jestem przyzwyczajona. Ale patrzyl na mnie takim wzrokiem, ze krakowskim targiem wrzucilam do bagaznika kurtke. No nie bede starszemu czlowiekowi robic przykrosci.
Pojechalismy.
Droga jak droga, bardzo podobna do poprzedniej, wiec daruje Wam zdjecia, bo oczywiscie, ze klikalam jak najeta, ale zadnych tam ochow i achow nie ma.
Pierwsze co warto pokazac to miejsce gdzie zatrzymalismy sie na rozprostowanie zasiedzialych kosci, kawe i papierosa.



Przy okazji jak Wspanialy poszedl po kawe to ja z Tatkiem wypatrzylismy stojacy z boku samochod caly zaladowany porcjowanymi w torbach owocami i warzywami.
No ladne to i kusi, ale nie ma zadnego sprzedawcy, zaczelam weszyc dookola samochodu i wypatrzylam kartke z napisem, ze kazda torba bez wzgledu na zawartosc kosztuje $3 i prosi sie o uiszczenie oplaty w sklepie obok.
No teraz jestesmy w domu, wybralismy torbe pomaranczy (tak z 5kg) i torbe gruszek w podobnej wadze. Poszlam zaplacilam, a w tym czasie Wspanialy wypatrzyl atrakcje dla siebie:))


Moj maz to takie duze dziecko, nawet pytalam Tatka czy moze cierpial w dziecinstwie na brak zabawek, ale Tatek sie upiera, ze naprawde mial wszystko co inne dzieci.
No nie wiem... ten traktor to jeszcze calkiem przyzwoitych rozmiarow, ale pamietam jak w Polsce wcisnal sie do jakiegos samochodzika to pol miasta zamarlo w bezruchu i sie przygladalo:))
Jemu to zupelnie w niczym nie przeszkadza, on sie dobrze bawi i tylko to sie liczy.
Pojechalismy dalej, ale z czasem zaczynalo nam co raz bardziej burczec w zoladkach, a tu jakos nic nie widac, przeciez nie zatrzymamy sie przy zadnej sieciowce, bo jakos nie sa to miejsca gdzie chetnie sie zatrzymujemy. No ale jak juz nie bedzie nic innego... to i sieciowka moze byc dobra.
Tak sobie myslalam i nagle cos mi mignelo przed oczami:
-- Zjedz na lewo - zawolalam do Wspanialego.
-- Po co?
-- Tam jest jakas restauracja, tak mi cos przelecialo przed oczami...
-- Eeee nie sadze... - ale zjechal i faktycznie mialam racje.
Nagle w samym srodku niczego jest super male miejsce ze straganami, pierdolamentami i mala fajna restauracyjka ze stolikami nie tylko wewnatrz ale tez w ogrodzie.


Weszlismy, zerknelismy na menu... wszystko robione na miejscu i wyglada na to, ze swieze, bo o godzinie tuz przed poludniem juz nie mieli dan sniadaniowych, czyli nie robia tego hurtowo i nie przechowuja. Wybralismy stolik w ogrodzie, kazde z nas zamowilo po kanapce z dodatkami, do tego kawa, dla Tatka herbata, bo on niekawowy i zarcie bylo naprawde super.
Kanapki tak wypasione, ze nie dalo ich sie domknac i trzeba bylo jesc nozem i widelcem jako otwarte. Mnie oczywiscie kusilo, zeby polatac zobaczyc co tam jeszcze jest ciekawego, wiec zostawilismy Tatka na lawce przed restauracja i polecieli.
Zadne rewelacje, ale tak to wygladalo:







Ja tez znalazlam tam atrakcje dla siebie:)



I teraz juz prosto do mojego wymarzonego Yosemite.
Drogi tam podobne do tych, ktore pokazywalam Wam w notce o Sequoia Park, wiec tez sobie daruje, nie wszystkie oczywiscie, ale juz nie bede przynudzac kazdym zakretem i kazda serpentyna.
Tu tez rosna sekwoie wiec zatrzymalismy sie na chwile, bo ja nie potrafie nie zatrzymac sie przy takich pieknych drzewach, Wspanialy w czasie kiedy ja znow stalam z rozdziawiona geba poszedl polazic i wracajac zapytal:
-- Chcesz?
W odpowiedzi slychac bylo tylko klapniecie mojej szczeki i po chwili zawolalam:
-- Oczywiscie!! Zrobie sobie z tego swiateczna dekoracje!!


-- Ale jak Ty masz zamiar zabrac taka ogromna szyszke do samolotu?
-- Jeszcze nie wiem, ale cos wymysle.
Szyszka jest dlugosci mojego przedramienia, dokladnie od lokcia po czubki palcow wyprostowanej dloni... dam rade:))
Zapakowalam szyszke do bagaznika, zabezpieczajac reklamowkami, co by jej sie bra buk nic nie stalo.
W dalszej drodze mijalismy takie widoki, zwroccie uwage na te porosniete mchem konary drzew (drugie zdjecie), prawda, ze piekne:))



A ponizej widok nad przepascia, niesamowite uczucie jak sie tak stoi na brzegu i patrzy w dol, a ciarki przebiegaja po ciele i dna nie widac.



Caly czas jechalismy w kierunku Glacier Point, bo tak postanowilismy, ze w niedziele zaliczymy wlasnie Glacier Point a w poniedzialek doline parku.
Jak juz dojechalismy, czyli bylismy na wyskokosci ok. 4000m nad poziomem morza to ukazal nam sie taki widok:








Naprawde nie pamietam jak robilam te zdjecia, wiem, ze staralam sie uchwycic calosc od lewej do prawej, kazde drzewo, kazde zaglebienie kamiennej gory przede mna, ale nie bardzo panowalam nad soba nie mowiac o aparacie. Zatykalo w gardle, klulo w sercu i wreszcie lzy poplynely po policzkach.
Na szczescie jak juz pisalam wczesniej Tatek rozladowal sytuacje i mnie rozsmieszyl.
Ale ciagle chlonelam ten widok kazda komorka mojego ciala.... bo to tak piekne, tak niesamowite, ze w takim momencie moglabym umrzec i chyba nie byloby mi szkoda...
Ogarnelam sie wreszcie i zrobilismy sobie pamiatkowe zdjecia.




A pozniej Wspanialy wypatrzyl jeszcze dwa wodospady, ktorych powinno byc wiecej, ale wazne, ze byly chociaz dwa. Skromne bo skromne, ale byly wiec zrobilam zblizenia na ile sie dalo:



Teraz ja oczywiscie chcialam jeszcze jechac dalej, chcialam koniecznie do tej doliny... ale Wspanialy zaczal przemawiac mi do rozsadku:
-- Jest juz po 16tej, za dwie godziny w lesie bedzie juz ciemno i jazda po tych serpentynach bedzie jeszcze trudniejsza niz jest normalnie. Jutro przyjedziemy rano, nie bedziemy sie juz musieli zatrzymywac nigdzie po drodze i pojedziemy prosto do doliny...
Dalam sie przekonac, bo jak pisalam wyzej, czasem bywam rozsadna... ;)
Dwie godziny zajal nam zjazd w dol i dojazd do hotelu, oczywiscie z krotkimi przystankami. Wspanialy znow narzekal na napiecie miesni barkow, rozumiem i mu sie nie dziwie, taka jazda jest meczaca. Osobiscie bym sie nie odwazyla, ale jak juz dojechalismy do kasyna, to mezowi mojemu wspanialemu nagle wszystkie bole przeszly i radosnie oddal sie hazardowi:))
Na miejscu przy meldunku okazalo sie, ze poniewaz rezerwacja jest na moje nazwisko to dostalam kupon wartosci $40 na gre w kasynie.
Spodobalo mi sie, nie powiem:) to juz obnizylo cene hotelu o te wlasnie $40 a wiec cena zeszla nam do $60 za pokoj. I tak siedzielismy w tym kasynie, nasza wyprobowana juz wczesniej metoda, ze rozlazimy sie gdzie kto chce i spotykamy co dwie godziny w tym samym upatrzonym z gory punkcie. Przy kazdym spotkaniu meldujemy jak komu idzie i decydujemy czy to juz koniec na dzis, czy tez znow sie rozlazimy. Najczesciej konczy sie to ponownym rozlazeniem, no chyba, ze ktos jest juz tak splukany, ze decyduje sie na pojscie do pokoju.
Ale tym razem nie bylo wyjatkowo splukanych, szlo nam ze tak powiem "jako tako", ale kazdy mial jeszcze wystarczajaco duzo pieniedzy z puli przeznaczonych na straty zeby przedluzyc o nastepne dwie godziny i tak dotrwalismy do 23ciej. Ja bylam juz za tym, zeby rozsadnie pojsc spac, bo przeciez nastepnego dnia czekala na mnie wymarzona dolina, ale gdzie tam, panowie jeszcze nie mieli dosc... przedluzylismy tym razem o godzine, zeby bylo rozsadnie i w pol drogi.
I wlasnie w czasie tej godziny wygralam $300.
Ale co tam moje $300, Tatek w czasie tej godziny dwa razy wygral i to za kazdym razem po rowne $600(!!!). Tylko Wspanialy byl do tylu, ale nie tragicznie.
Postanowilismy, ze na tym koniec i poki jest jak jest nalezy isc spac.
Dopiero na gorze przypomnialam sobie, ze zapomnialam wlaczyc baterie do ladowarki. Szlag!!!
Tym bardziej, ze mialam zaladowac dwie baterie, fakt, ze w odwodzie mialam tez drugi aparat, ale ten pierwszy jest wygodniejszy zwlaszcza do zdjec przez szybe samochodu, bo jest lzejszy.
No coz gapowe trzeba zaplacic, wlaczylam pierwsza baterie a dwie i pol godziny pozniej obudzilam sie tylko po to zeby podlaczyc druga.
Ja juz tak mam, ze jak jestem czyms podekscytowana to moge nie spac, ale musze byc przygotowana.
O 7ej rano zgodnie z wieczorna zapowiedzia siadlam na lozku i wydalam rozkaz:
-- Panowie, pobudka!!!
Wstali bez zadnych oporow, Wspanialy podszedl do okna odslonic zaslony, a tam... tragedia!!!
Pada deszcz!!!
Jeszcze probowalam kozaczyc, ze przeciez my nie z cukru ani z gowna i deszcz nam nie straszny, ale Tatek wlaczyl wlasnie telewizor. A tam zapowiadaja, ze w gorach Yosemite pada snieg i juz 10 mil od miejsca, w ktorym wczoraj jedlismy te pyszne kanapki jest obowiazek posiadania lancuchow na kolach. Tatek zadeklarowal, ze jesli zdecydujemy sie jechac to on za te lancuchy zaplaci, jako wczorajszy "milioner", ale nie bylo sensu, bo widocznosc byla fatalna. Gory spowite we mgle.
Jechac tylko po to zeby jechac i nic nie zobaczyc... nie bylo sensu.
Znow rozsadek zwyciezyl.
Postanowilismy posiedziec w kasynie do poludnia i wracac do domu.
Ale nagle okazalo sie, ze jest zimno a ja jak wypierdek w tych rybaczkach i krotkim rekawku;/
Wspanialy ofiarowal swoj sweter, ale nie chialam bo to ciezkie bydle, wiec Tatek zaofiarowal mi swoja sweatshirt i skorzystalam.
Prosze jak mi ladnie:)))


Wspanialy tylko straszyl Tatka, ze jak nie upierzemy tej bluzy to zajdzie w ciaze:))) Ale Tatek sie nie wystraszyl, upralismy bluze nastepnego dnia kiedy zrobilismy pranie wszystkich szmat u Dottie.
Po sniadaniu znow rozeszlismy sie po kasynie i tuz przed planowanym wyjazdem okazalo sie, ze ja i Tatek mamy nastukane punktow na darmowe koszulki z krotkim rekawem, takie firmowki reklamujace kasyno, wiec oczywiscie poszlismy po odbior, gdzie panienka z ciekawosci sprawdzila tez karte Wspanialego. A tam, kolejna niespodzianka, Wspanialy nastukal wystarczajaco na mala podreczna torbe podrozna!!!
I juz moja szyszka miala w czym podrozowac do Nowego Yorku:))
Mowilam, ze cos sie wymysli.
Tym sposobem dwie koszulki, torba, plus moje $40 darmowego grania mysle, ze pokryly koszt noclegu, juz nie liczac tego co wygral Tatek i ja, a co wazniejsze liczyl sie wspaniale spedzony czas.
W drodze do domu towarzyszyly nam takie widoki:((



Za to juz w Bakersfield bylo sucho i ladny zachod slonca, mimo, ze tez troche z rana padalo.
Byl to pierwszy w okolicy deszcz od pol roku, a dokladnie od 175 dni.

40 comments:

  1. pierwsza ! obrazki obejrzałam teraz lecę czytać :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nalezalo Ci sie to podium za wczorajsza wytrwalosc:))

      Delete
  2. Ale cuda! Nie dziwię się, że byłaś wzruszona :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cuda, naprawde cuda. Gory zawsze robia wrazenie, a takie wielkie to juz mnie rozklejaja.

      Delete
  3. Fajna ta szyszunia.
    Nie mogę się doczekać na opowieść o Dottie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szyszunia taka malutka;))) O ciotce bedzie, bo ciotka jest tez cudem nad cudami:)))

      Delete
  4. przepiękne fotki :) góry robią piorunujące wrażenie. szyszka faktycznie niesamowita, u nas takich nie robią ;D ciekawe coś Ty robiła w tym wigwamie byłaś skło, czy plemiennym czarownikiem :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja z ta szyszka jak z jajkiem przez reszte pobytu i w drodze powrotnej;) Dobrze, ze mi sie ta ekstra torba trafila, bo mialabym problem, a tak to szyszka miala wyscielone samodzielne miejsce w torbie:)) Musze ja delikatnie oczyscic suszarka do wlosow z roznych pylkow i smieci, potem planuje brzegi posmarowac klejem i posypac jakims brokatem... to taki wstepny plan:) Co z tego naprawde wyjdzie, to nikt nie wie;))
      Do wingwamu sie tak tylko przymierzylam:)))

      Delete
  5. tak się głupio zapytam - śpisz w wałkach? takie fale się same za cholerę nie zrobią i muszę tu z zazdrością napisać, że masz ładniejszą fryzurę na wycieczce w górach niż ja miałam na weselu siostrzenicy

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, dzieki:))) Usmialam sie, bo ja mam co prawda duzo wlosow, ale one sa strasznie cienkie i codziennie musze z nimi walczyc, a potem wystarczy, ze ktos kichnie i juz klapa:))) Nie spie w walkach, robie to na lokowce takiej z wystajacymi grzebykami i robie jak wlosy sa juz tak na wpol suche. Zdrowiej dla wlosow byloby gdyby byly calkiem suche, ale wtedy zupelnie sie nic nie trzyma, wiec podsuszam naturalnie (bez suszarki) i pozniej podkrecam na tej lokowce.

      Delete
    2. mhm... znam ten ból - po ułożeniu włosów (suszenie pod włos, lokówka, lekki tapirek tuż przy nasadzie) jako tako, niestety tylko do pierwszego podmuchu wiatru!! I to bynajmniej nie musi być halny :)

      Delete
    3. Mia, toz mowie, podmuch wiatru albo kichniecie prostuja wlosy, przy halnym zostalabym lysa:)))

      Delete
    4. Klarka to ja pozwolę sobie tutaj na chwilę prywaty - Star nie krzycz :) : ja stosuję metodę z tego filmiku - http://www.youtube.com/watch?v=3fzCnJ0PCtQ i tak jak mi sie nie trzyma nic na włosach, a wałki nie pozwalają spać, tak to jest rewelacyjne.

      Delete
  6. Przypomniała mi się moja pierwsza wizyta na Kasprowym. Ze 3godziny stania w kolejce, na dole pogoda jako tako, ja całą rozemocjonowana, że już już za chwileczkę tam będę, no mało ni sikałam z radości. W dodatku pierwszy dzień lata, no szał po prostu. Wjeżdżamy na górę-mgła taka, że córki którą trzymałam na wyciągnięcie ręki, nie widziałam, Ona spanikowana, bo mnie też nie widzi... Temperatura -3stopnie i tyle było szału i widoków... Za to w środku zimy rok później-pogoda idealna :) Tatry pod tym względem są kapryśne.
    A Wasze zdjęcia jak zwykle MEGA :)
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie, dlatego uznalismy, ze to bez sensu. Tym bardziej, ze tam wysokosc 4000 metrow to tak mniej wiecej dwa razy tyle co Kasprowy, wiec juz zupelnie brak widocznosci. Pod wzgledem tempratury to chyba wszystkie gory sa kaprysne, ale ja jak zawsze mysle z opoznieniem:)) albo w ogole nie mysle:D

      Delete
    2. Może jeszcze kiedyś będzie okazja :) No moja mama wtedy na Kasprowym latem była w sandałach sportowych :) Eh, jest przynajmniej z czego się później pośmiać :)
      A zapomniałam dodać, że szyszka marzenie :)

      Delete
  7. Star, dobrze, że do tego wigwamu to się tylko przymierzałaś, bo jeszcze byś go z dymem puściła... :::))))
    jakbym tam z Tobą była w tych górach to byśmy se razem popłakały.... u mnie góry zawsze stawiają włosy na rękach w pionie :)
    cuuuuuudowne miejsca widziałaś!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Se wyobrazasz, jak bym tak puscila wigwam z dymem to dopiero by mnie z tomahawkami ganiali:))) Nawet by mnie Tatek laska nie wybronil:P

      Delete
    2. Star, ale Wspaniały na żółtym traktorku to by może dał radę :::::)))))

      Delete
    3. Mia, on by sie moze zastanowil czy mu sie to oplaca:)))

      Delete
    4. eee tam, najwyżej stracił by włosy z odrobiną naskórka :::)))

      Delete
  8. Aż zazdroszczę tych widoków jak ja bym chciała to na żywo zobaczyć, fotki zapierają dech aż uwierzyć trudno że na świecie jest tak pięknie. Pozdrawiam Ewa

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewo, jest pieknie. Kazdy kraj ma jakies zapierajace dech swoim urokiem zakatki i dobrze, ze czasem uda nam sie tam trafic:)

      Delete
  9. Powiem tylko tak: kapitalne fotografie. Ameryka jest pod kątem niesamowitości i różnorodności, niesamowitym miejscem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ameryka jest ogromna, wiec w sumie jest tu prawie wszystko. Mojego zycia pewnie juz za malo, zeby naprawde zwiedzic ten kraj.

      Delete
  10. Ja az trzy takie szyszki przytargalam do domu:)) A wiesz Star, ze sa to szyszki sosnowe, sekwojowe wbrew pozorom sa mal,takie wielkosci kurego jajka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Byliscie samochodem, to mimo bagazy moglas jakos to popakowac:)) Ja gdyby nie ta torba to mialabym problem z jedna szyszka.

      Delete
  11. Gory - TO JEST TO !!!!!!!!!!
    Na mnie tez dzialaja tak, ze klucha w gardle się pojawia. Widzialem pare relacji fotograficznych z wycieczek jakiegoś polskiego biura do parkow w zachodnich stanach USA. Sa bardzo zróżnicowane ale bajeczny jest każdy z nich. Ech - zazdroszczę Wam. A deszcz w czasie takich wyprawa wkurza mnie strasznie. Teraz zerkam tez na prognozy i wciąż się pocieszam, ze na pewno się myla prognozując to co ma być za miesiąc.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A wiesz, ze wlasnie wczoraj myslalam o Was i Waszej wyprawie wlasnie pod katem tych prognoz. Mam nadzieje, ze wszystko odbedzie sie wg planu i bez przeszkod. Niby to nie tam gdzie jedziecie ale jednak blisko.

      Delete
  12. Normalnie widoki dech w piersi zatykaja, i tez bym sie poryczala, zreszta na Grand Canyon lzy mi lecialy jak glupie.
    Yosemite to moje marzenie, tylko ten lot cholera za dlugi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Liz, tez nie cierpie dlugich lotow, dlatego rozkladam na dwa i biore lot z przesiadka. Tym razem do Las Vegas lecielismy przez Minneapolis, a z powrotem przez Memphis. Taka godzina przerwy tu czy tam robi jednak duza roznice, czlowiek moze polazic, rozprostowac kosci i jakos wytrzymuje nastepne 3 godziny lepiej niz w calosci 6 godzin.

      Delete
  13. byłam w Yosemite
    w sierpniu roku 2011

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybenko i nie zapukalas do mnie? :)))) Niedobra Rybenka, oj niedobra:)))

      Delete
    2. no przeca ciem podówczas nie znaua byua:PPPP

      Delete
    3. I nafet nic nie pszcufalas?:))) Nic ino mus poftoszyc te fyprafe:))

      Delete
  14. Jesssssso, jak ja lubię te podróże z Tobą. I jak by długa notka nie była zawsze mam żal, gdy dochodzę do tej szarej listwy z ilością komentarzy

    ReplyDelete
  15. Witam:) Nadrobiłam zaległości w czytaniu :) Star co mogę napisać tylko tyle ,że jesteś wspaniała kochana :) Dla Ciebie nie ma nic trudnego,bez problemu załatwisz wszystko .Tatko spotkał swoje rodzeństwo ,spędziliście wspaniale wakacje.Zdjęcia są cudowne - nie będę zazdrościła bo nie wypada:) Zasłużyliście sobie na taki wypoczynek i atrakcję ajjj po prostu jesteś Kochana :) Pozdrawiam serdecznie i wysyłam dużo buziaków :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wlasnie sie zastanawialam gdzie sie zapodzialas:)) Dobrze, ze juz jestes:**

      Delete
  16. Yosemite - moje "hamerykańskie" marzenie.
    Proszę, zaplanuj następną podróż coby dalej zajechać, więcej zobaczyć i oczywiście nam pokazać.
    Pozdrawiam

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...