Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, November 18, 2013

Syndrom bylej zony, czyli wiezniowie przeszlosci

Zamiast odpowiadac na komentarze w poprzedniej notce, na co akurat wyjatkowo nie mialam czasu, postanowilam napisac nowa notke, ze to niby tak latwiej:))
Nie wiem skad mi sie wziela tamta odpowiedz Neilowi, ale wkurza mnie jak oni za kazdym razem jak cos sie dzieje w Polsce to mnie pytaja "co ty na to?".
A ja jak zawsze "nic na to" i niewazne, czy to jest wydarzenie polityczne, ekonomiczne, czy tez sportowe, bo ja nie sledze, nie ogladam, nie czytam, po prostu rozdzial mojego zycia w Polsce zostal zamkniety prawie 30 lat temu i nie widze potrzeby gmerania w nim.
Mam wspomnienia z czasow kiedy tam zylam, niektore dobre, inne zle, staram sie skupiac na dobrych, na cholere sobie mam psuc humor i niech tak zostanie.
Widocznie nie wszyscy tak robia, a nawet mam wrazenie, ze wiekszosc emigrantow zyje w przeszlosci albo co najmniej w rozkroku. Ja nie chce tak zyc, obawiam sie, ze moglabym sie rozerwac:))) Podjelam decyzje i ide za ciosem, tu jest moje miejsce, tu jest moj dom i cala reszta sie nie liczy. Nie mam potrzeby podniecac sie tym co sie dzieje zlego gdzies indziej, bo to niestety o to chodzi, o dowartosciowanie siebie kosztem nieszczescia czy tez niepowodzenia innych.
Kazdy kraj ma swoje plusy i minusy, kazdy kraj musi sobie sam z nimi poradzic.
Mnie nic do tego czy w Polsce, Czechach tudziez Kanadzie czy Anglii dzieje sie dobrze czy zle, ja mieszkam gdzie mieszkam i skupiam sie nad tym gdzie jestem.
Niestety moi panowie w budynku pracowym chyba maja jakies kompleksy, bo fizycznie sa tutaj, ale emocjonalnie i psychicznie zyja tym co bylo.
Wolno im i mnie tez nic do tego, ale jak ktos mnie koniecznie chce wciagnac w taka gre to sie nie daje i tyle. Mnie jest szkoda dnia dzisiejszego na grzebanie w tym co bylo i nie wroci.
Tym bardziej, ze wyznaje zasade, ze stracony dzien dzisiejszy na bycie w przeszlosci to juz ukradziony dzien z przyszlosci:))
Ale takich jak moi pracownicy budynku jest wiecej, a nawet bardzo duzo.
Ludzie podejmuja decyzje o wyjezdzie, a potem spedzaja polowe energii na wyszukiwanie co sie zlego wydarzylo lub moze wydarzyc w kraju, z ktorego wyjechali.
Nie wiem co im to daje:))) Naprawde nie wiem, ale tez nie musze wiedziec.
Moim osobistym zdaniem to jest proba dowartosciowania sie na sile, udowodnienia samemu sobie, ze podjelo sie prawidlowa decyzje. Szkoda tylko, ze w wielu przypadkach tacy "madrzy po szkodzie" nie byli madrzy w swoim czasie w przeszlosci, no bo w koncu te decyzje o emigracji sa podjete chyba z niezadowolenia lub jakiejs osobistej porazki.
Ja wiem dlaczego wyjechalam i nie zaluje.
Nie powiem, ze zupelnie sie nie wypowiadam na tematy Polski i tego co sie tam dzieje, ale nie jest to jakas masochistyczna tortura, ot czasem cos wspomne, cos powiem, cos napisze, ale skupiam sie nad tym co sie dzieje w moim zyciu teraz i tutaj.
Nie madrze sie na temat polityki ani ekonomii innych krajow, bo naprawde mi to wisi, mam dosc zajecia z polityka i ekonomia kraju, w ktorym mieszkam. Jak pisze o polityce Ameryki to byl czas, ze mialam tutaj cale lekcje pogladowe w komentarzach, bo akurat ci co mieszkaja w Anglii, Polsce, Grecji czy tez Meksyku wiedzieli lepiej co Ameryce jest potrzebne niz ja, ktora mieszka to blisko 30 lat:))
Chwala niebiosom medrcy juz nie przychodza i nareszcie moje blogowanie jest przyjemnoscia:)
Dlaczego w tytule jest Syndrom Bylej Zony?
Bo dokladnie tak samo zachowuja sie byle zony:)))
Zamiast napawac sie odzyskana wolnoscia, zamiast rzucic sie w wir zycia singielki to siedza i maltretuja sie tym co robi byly maz.
Tego tez nie pojmuje.
Moi byli mezowie, byli doskonalymi partnerami tyle, ze nie dla mnie.
To byly moje pomylki, to byly moje decyzje i tak jak pozniej znalazlam powody aby sie rozejsc tak zawsze pamietam, ze kiedys mialam powody zeby wyjsc za nich za maz.
Przez szacunek do samej siebie, do mojej wlasnej przeszlosci, do moich wspomnien nie potrafila bym mowic o nich zle. Po co?
Zeby sie samej poczuc lepiej?
Alez ja sie swietnie czulam po kazdym rozwodzie, bo zylam juz nowym zyciem.
Wlasnie podobnie jak zyje nowym zyciem emigranta, tak samo zylam nowym zyciem kobiety rozwiedzionej. A kazde nowe zycie, w ktore wchodze swiadomie jest na tyle ciekawe, ze nie mam potrzeby maltretowac sie niepowodzeniami bylych mezow, czy tez bylych krajow.
Ot taka prosta filozofia, mnie osobiscie bardzo ulatwiajaca zycie:))

34 comments:

  1. Star- Ty to zawsze czlowieka wywleczesz z marazmu swoimi tytulami. Tylko go zobaczylam i sie usmialam. I nicic byly z pojscia do wyrka, musialam przeczytac :)

    A co do zycia tu i tam, to ja chyba tak mam, ze w rozkroku. Cala mase bliskich ludzi tam mam. Ale zamiast czuc sie ani tu ani tam, to czuje, ze przynaleze wszedzie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Evita, ja tez mam bliskie osoby w Polsce i utrzymuje z nimi kontakt, ale to nie znaczy, ze mam za nich rozwiazywac problemy z jakimi sie oni tam borykaja, albo w ogole wtracac sie do ich zycia i zycia kraju, z ktorego ja wyjechalam:))
      Mnie tam nie ma, wiec zamiast sprzatac tamto podwroko wzielam sie za sprzatanie tutejszego. To troche jak z myciem okien, jesli chesz miec wyrazniejszy widok przez wlasne to przeciez w tym celu nie myjesz okien sasiada:))) A tymczasem wszyscy maja najwiecej do powiedzienia o tym co sie dzieje u sasiada, a swojego nie widza. Nie tylko maja zawsze najlepsze wiadomosci co sie dzieje, a nawet co sie bedzie dzialo, wybieraja innym krajom prezydentow, bo przeciez im wolno.
      Nie lubie jak mi ktos miesza w mojej misce, wiec staram sie sama nie mieszac w cudzej i tylko tyle, a bliskie osoby sa w dalszym ciagu bliskimi osobami.

      Delete
  2. Star - pomimo posiadania przez Ciebie polskich genów (jest coś takiego?) nie żyjesz przeszłością. To fascynujące, że można się z tego wyrwać, a Ty pokazujesz co można mieć w zamian - radochę z tu i teraz.
    W Polakach to naprawdę rzadkość! Uwielbiamy grzebać się w tym co za Piłsudskiego, za Gierka, za komuny, za Solidarności, za braci Kaczyńskich. Na proste pytanie: co byś chciał/ chciała za 10 lat? większość odpowie: żeby nie było gorzej. Trochę to się wiąże z moim komentarzem pod poprzednią notką - tęcza niech będzie niepalna, a nie, żeby nikomu nie przychodziło do głowy jej palić

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, ja wiem, ze tak jest:) Tutaj w gronie polskich emigrantow ciagle sie slyszy "a w Polsce to ja mialem... bylem... " a ja zawsze pytam "a kim jestes i co masz tutaj?" bo nie lubie takiego bicia piany o tym swietnosci przeszlosci:)) Skoro ktos byl takim super-czlowiekiem to powinien byc i tutaj. Teraz wiesz dlaczego nie mam w najblizszym otoczeniu Polakow.
      Uwazam, ze jako osoba dorosla zanim podejme decyzje to powinnam przewidziec jej konsekwencje i pozniejsze pitolenie juz nie ma sensu, a juz pitolenie pod tytulem "co by bylo gdyby" to mnie przyprawia o mdlosci.
      Jak sie rozeszlam z Owczesnym to mialam taka kolezanke, ktora dziwnie dzwonila czy tez przychodzila tylko po to zeby mi powiedziec, ze "a wiesz wlasnie spotkalam twojego bylego" na co ja zawsze odpowiadalam "a swojego nie spotkalas, moze o tym porozmawiajmy", bo kolezanka byla panienka. No i po kilku razach sie chyba opamietala, bo do dzis nie dzwoni ani nie przynosi zadnych wiesci o Owczesnym.
      Ja osobiscie mam nadzieje, ze Owczesny ma sie dobrze i niech tak zostanie.
      Podobnie z Polska, mam nadzieje, ze kiedys ta demokracja zacznie pracowac tak jak powinna i zycze Polsce jak najlepiej, ale poprawiac tego sama nie bede.
      Wiem, wiem lubimy sie dekorowac orderami bohaterow historycznych... tylko co z tego?

      Delete
    2. Mówi się, że o przeszłości trzeba pamiętać. Bo to przeszłość nas ukształtowała. I tu się całkiem zgadzam. Nie znaczy to jednak, że nieprzerwane rozkminianie tego co złe i co było dobre cokolwiek wnosi do naszego "tu i teraz". Z reguły ludzie odwracający się za siebie nie są w stanie iść do przodu.
      A już całkiem nie rozumiem kobiet, które całymi latami po rozstaniu z facetem, biją pianę nad tym jaki był, co im zrobił i ile krwi napsuł. Noszszsz, już nie robi i krwi nie psuje - więc się ciesz

      Delete
    3. No wlasnie o to chodzi:)) Cos sie skonczylo, buduj nowe, a nie ogladaj sie za siebie z nadzieja, ze komus tam z przeszlosci cos nie wyjdzie. A to akurat tak dziala, ze dopoki nie patrzysz w kierunku, w ktorym idziesz to stoisz w miejscu:))
      Ja po kazdym rozwodzie mowilam "niech mu pan buk da i o mnie nie zapomnia", nie wiem czy im pan buk dal, ale wiem, ze o mnie nie zapomnial:))) Podobnie z krajem, wyjechalam i od pierwszego dnia zaczelam budowac zycie tutaj, nawet moja rodzona matka nie mogla zrozumiec, ze w pierwszym liscie (ponoc bo ja nie pamietam) napisalam o Ameryce "tu u nas":))) A jak niby mialam napisac? Tam? przeciez ja bylam juz tu:))) Nie lubie gmerania w popiele:) Wyraznie nie nadaje sie na Kopciuszka:)))

      Delete
    4. No można by Ci nadawać różne ksywki, ale "Kopciuszek" nigdy by mi do głowy nie przyszedł;-))))))))))))))

      Delete
    5. A wiesz, że mnie też znajomi zwracali uwagę, gdy przyjeżdżałam do Polski i mówiła, jak jest "u nas" na Wyspie. Zawsze mnie to wkurwiało, ale w końcu przestali. Zwłaszcza, jak oznajmiliśmy, że nie wracamy. Czuję dużą ulgę odkąd przestaliśmy się zastanawiać nad powrotem. Tu mi dobrze i powoli przestaję oglądać polską tv (zwłaszcza wiadomości!) bo za bardzo się denerwuję. Nawet nie mam wielu polskich znajomych, a ci nieliczni też nie wracają, więc gadamy o tu i teraz.
      Wiecie, ta polska martyrologia wpajana od dzieciństwa zawsze mi uwierała.

      Delete
    6. Socjo, bo to wszystko jest tylko w naszych glowach:)) Jak sobie tam czlowiek sam poprzestawia tak jak jemu jest dobrze, a niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami otoczenia, to nagle swiat jest piekny i zycie nabiera kolorow.
      Wazne zeby samemu wiedziec gdzie jest nasze miejsce na swiecie, cala reszta sie nie liczy:))

      Delete
  3. Star w poprzedniej notce zastanawiałam się dlaczego wymigałaś się z rozmowy z Neil ... teraz już wiem.
    Wymagamy od państwa wiele to znaczy czystości ,nowych dróg itp, a my co potrafimy niszczyć czyjąś pracę,czekamy jak komuś noga się powinie i mamy z tego wielką radość :( Dlaczego my jako rodzice nie widzimy co dzieje się z naszymi dziećmi bo niby kto niszczy naszą Polskę ?! Widząc,słysząc od innych np. Pani syn, przeszkadza na lekcji,wyrwał kostkę brukową tak jak w przypadku co się działo w Warszawie i zaczął nią rzucać co powinnam zrobić po pierwsze rozmowa z synem, po drugie szukanie pomocy jeśli sama nie potrafię sobie poradzić ,ale lepiej mieć pretensję do nauczycieli bo czepiają się, mieć pretensję do ludzi co zwracają uwagę bo niby źle wychowujemy i najlepiej podać wszystkich do sądu o oczernianie naszych dzieci :( Wychowujemy nasze dzieci super tylko dlaczego z naszego super wychowania Polska sama się niszczy ?!
    Powinnam ugryźć się w język ,ręce sobie związać i przemilczeć temat ,ale Star to tylko Twoja wina bo dałaś taką notkę :)
    Pozdrawiam serdecznie :)Buziaki słodziaki :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybko, wczesniej czy pozniej do ludzi dotrze, ze naprawianie panstwa zaczyna sie od siebie. To wymaga czasu, pewnie, ze wszyscy wolelibysmy, zeby to sie stalo wczesniej niz pozniej, ale jest jak jest. Rozprawianie o tym, zwlaszcza przez osoby nie mieszkajace tam nie ma zadnego sensu. To jak z oblezonym miastem, wszyscy co sa na zewnatrz wiedza co trzeba zrobic, maja "zlote" srodki i rozwiazania, ale no... cholera sa na zewnatrz... ci z kolei co sa wewnatrz patrza jak by sie wydostac. I tak do usmiechnietej smierci a miasto ciagle oblezone.

      Delete
  4. lubię taką szczerość, momentami brutalną, ale szczerość przede wszystkim. Stardust chapeau bas:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, no taka juz jestem i mimo nauk (roznych) jakos nie widac na horyzoncie nadziei na zmiane:))
      Buziaki:***

      Delete
  5. Starduscie kochany zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci. W sumie zabralam glos pod poprzednia notka ale pewnie pamietasz dlaczego? Akurat tam bylam jak sie to wydarzylo i troche sie na ten temat nasluchalam, bo w mediach prawie tylko o tym trabiono. Ja nigdy nie wspominam jak to bylo za Gierka bedac i zyjac tutaj. Zdaje sobie sprawe, ze nie kazdemu jest latwo odciac sie od przeszlosci, w koncu to ona nas uksztaltowala ale sama sie ciesze, ze nie musze stac w rozkroku. Ze sie z tego wyrwalam. Zdalam egzamin z asymilacji czy integracji na piatke

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, wiem, ze akurat tam bylas, wiec trudno sie uchronic od nawalnicy wiadomosci i przekazow roznych. Ale chodzi mi o ludzi, ktorzy od lat nie byli, albo NIGDY nie byli a maja wiele do powiedzenia.
      Pewnie tez zauwazylas, ze ludzie jakos ciezko sie godza z tym co sie w ich zyciu dzieje i to wlasnie powoduje, ze gnebieni wlasna frustracja grzebia w przeszlosci, doszukuja sie roznych powodow, oczywiscie negatywnych a by tylko polepszyc swoje samopoczucie. Nie potrafia sie pogodzic z pomylka, strata czegos itp. No wlasnie w przypadku straty to juz co niektorzy siedza i do konca zycia czekaja zeby inni tez stracili:))) Paradoks ale tak jest, przeciez cudza strata nie spowoduje ozyskania tego co oni stracili. A tymczasem jak sie dobrze przyjrzec to kazdy ma jakis burdel do sprzatniecia:))

      Delete
  6. Ja czasem wspominam rozne chwile zwiazane z Polska ,ale to nie jest jakies gmeranie tylko opowiadanie sobie przy roznych okazjach ,roznych historii,czy to smiesznych czy strasznych o tak poprostu.
    Akurat moja emigracja nie ma nic wspolnego ani z porazka ani z niezadowoleniem.
    Ale masz racje Star,wiekszosc tak ma,przezywaja jak mrowka okres to co dzieje sie w ich kraju i zyja bardziej tym co tam niz tym co tu.
    Osobiscie nie interesuje mnie polityka innych krajow czy kraju w ktorym mieszkam.Od polityki sa politycy i Stardust:)))))
    Jesli chce sie czegos ciekawego dowiedziec to wchodze na Twoj blog i czytam bo wiem ze to bedzie napisane w takiej formie,ktora uchroni mnie od palpitacji serca a jednoczesnie wprawi w dobry nastroj:)))

    Zycie jest zbyt piekne zeby nad raz rozlanym mlekiem plakac do konca swoich dni:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, kazdy czlowiek to inna historia i najwazniejsze zeby sie umiec z tym pogodzic. A politycznie mozesz na mnie liczyc:)))

      Delete
  7. Podoba mi się Twoje mądre podejście do życia, szacunek do siebie, swoich decyzji obecnych i tych sprzed lat.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bo ja naprawde nie szukam sobie problemow, nie stwarzam ich a wrecz przeciwnie staram sie unikac:)) Decyzje sprzed lat, w momencie ich podejmowania byly prawidlowe, przeciez kazdy zawiera malzenstwo z milosci i na zawsze, a ze potem sie okazuje, ze na zawsze nie istnieje, a ta milosc gdzies wybladla, to takie jest zycie. Mozna zawsze zachowac mile wspomnienia tego co bylo kiedys dobre i budowac nowe dobre:))

      Delete
  8. trudno żebyś się przez całe życie czuła odpowiedzialna i związana z byłymi mężami i miejscami, w których już Ciebie nie ma. trudno jednak się dziwić ludziom, którzy na Ciebie patrzą jak na Polkę. ludzie już tak maja, że próbują znaleźć wytłumaczenie w ludziach chociaż częściowo związanych z daną sytuacją, bo zawsze jesteśmy postrzegani przez pryzmat dawnych przeżyć i związków z kimś lub czymś :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, mnie nie przeszkadza, ze ludzie patrza na mnie jak na Polke, bo jestem Polka, tak samo jak jestem Amerykanka, ale ze ludzie nie dostrzegaja, ze ja tu mieszkam przez prawie polowe zycia to troche dziwne;)))
      Moim zdaniem jak ktos jest bardzo ciekawy co sie dzieje w Polsce to pytanie akurat mnie jest bezsensu, duzo bardziej sensowne jest kupic bilet i poleciec do Polski sprawdzic samemu:))))

      Delete
  9. jestem pod wrażeniem przeczytanego tekstu , tylko dlatego że jest niewiele osób które w ten sposób podchodzą do przeżyć swojego życia - ja mam bardzo podobny proces myślenia . Gdy dochodzą złe wspomnienia wypieram je twierdząc że nie mam na nie wpływu i świat dzisiejszy należy do mnie .

    p.s.Wystraszyłaś mnie solidnie komentarzem u mnie i bardzo proszę o sprostowanie że jest z Tobą wszystko ok.

    z centralnej - Gryzmo

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gryzmo, przepraszam za to straszenie, juz wyjasnilam:) Ze mna jest wszystko w porzadku, oczywiscie oprocz glowy:)))
      I cieszy mnie okrutnie, ze myslimy podobnie:)))

      Delete
    2. skoro to tylko głowa to jestem spokojna bo i tak medykamentu na nia jeszcze nie wymyślono .Mogę popisać to co wymyśliłam i nie zaszkodziło i pasowało .W chwili wolnej wpadnę do zoo , dzięki za małpę .
      kamień z serca

      Delete
    3. Dzieki serdeczne, jak bedziesz miala wolna chwile, to nie musi byc juz teraz natentychmiast:)
      Buziam:********

      Delete
  10. A wiesz, ze jak ostatnio zobaczylam eksia z nowa dziewczyna ( pierwszy raz oficjalnie) na pewnym portalu to mnie jednak cos cholera zakulo:) Przez sekunde, po babsku, bo jestem jak pies Pawlowa...:) Ale do rzeczy. Kilka dni temu rozmawialam kilka godzin z przyjaciolka z Edynburga, na w/w temat wlasnie. Ona sprzedaje mieszkanie w Pl, kupuje w Eddim, niedlugo wesele na wyspach. Odciela sie. Dala rade, tak wspolnie postanowili i wiem, ze beda konsekwentni w decyzji. Ja za to jestem i zostane w rozkroku. Nawet wakacje spedze na remoncie polskiej kuchni. Tak wspolnie postanowilismy. Jestesmy w Irlandii przejazdem, a za kazdym razem jak mamy juz wracac rysuje sie ciekawsza propozycja zawodowa ( i ekonomiczna oczywiscie). I wyglada to tak: jestem w Polsce to tesknie do Irlandii, jestem tu, tesknie do Polski. Nie chce inaczej, a ze mam kredyt i tu i tu, bardzo interesuje mnie ekonomia. W biurze mam wiadomosci irlandzkie, w kuchni polskie. Jestem konglomerat, dobrze mi wszedzie, jak trzeba to pcham sie lokciami i nienawidze- jak tu juz ktos podkreslil-koloryzowania rodakow jak to dobrze bylo w PL. Ale kazdy musi miec to poczucie wewnetrznej harmonii, niezaleznie od miejsca zamieszkania, inaczej nigdzie nie bedzie szczesliwy. Star, trzeba lubic siebie, zeby lubic innych (znam wielu Polakow, ktorzy tylko potrafia narzekac, a na pytanie czy ucza sie jezyka, pytaja- a po co???). Nie staram sie poprawiac zycia innych, bo z tym, ze trzeba na poczatku posprzatac wlasne cztery konty, zgadzam sie jak z niczym innym. ALE. Kocham Dostojewskiego, Kazantzakisa, Singera i Bacha. Ale placze czytajac Jasnorzewska. I sluchajac Mozdzera. Kocham polska siermieznosc i zapalczywosc. I raz na jakis czas musze jechac na mazury, zobaczyc bieszczady, ponarzekac na zatloczony baltyk, ktory kocham zima, przejsc sie krakowskim, przedmiesciem, odwiedzic znajomych na kurpiach czy podlasiu i naladowac akumulatory do nastepnego razu:) Jestem marynarzem, skonczylam szkole morska czyli jak inaczej moze wygladac moje zycie? Kocham wszystkie porty, ale tym glownym jest rodzimy, na emeryturze:) No, chyba, ze nas dalej poniesie:) Ja chyba nawet chronicznie nie lubie zyciowej stabilizacji..........:) Calusy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak to w praniu wyglada niech opisze dzisiejsza sytuacja: Wlasnie graja Polacy z Irlandczykami (w Poznaniu). Dostajemy smsa od tesciowej z Polski: "trzymamy kciuki za irlandczykow", na co Rafal odpisuje: "przykro mi, bo ja kibicuje Polsce". Tak serio, to ktokolwiek dzisiaj wygra, my bedziemy zadowoleni:)))

      Delete
    2. Casablanco, jesli Wasz wyjazd do Irlandii byl od poczatku z zalozenia tymczasowy, to jest zupelnie inna sytuacja i zrozumiale, ze jestes z Polska zwiazana, bo tam jest Wasza przyszlosc.
      Ja pisze o ludziach,, ktorzy wyjechali ponad 20 lat temu, maja obywatelstwo nowego kraju, nie planuja powrotu a ciagle w kuchni na scianie wisza dwa zegary, jeden z czasem obecnym tam gdzie sa i drugi z czasem polskim. To jest zupelnie inna sprawa.
      Ja wyjechalam od poczatku z zalozeniem, ze do Polski nie wracam i gdziekolwiek bede to tam jest moj dom, bo dom jest zawsze tam gdzie ja jestem:))) Podobnie skoro wzielam rozwod i sama sobie ulozylam zycie to ani mnie ziebi ani grzeje z kim jest Owczesny.
      A propos meczu, to moje chlopaki z budynku tez ogladaja, czy tez ogladali, bo nie wiem czy to sie juz skonczylo, czy nie, ale wiem, ze jak wychodzilam na papierosa to ogladali:))) Komu kibicuja, nie wiem:)) Nie pytalam bo i co mi do tego:)))

      Delete
  11. Są ludzie, którzy lubią żyć okrakiem, lubią się umartwiać albo żyć życiem dawno już skończonym, tak jak jedni lubią jabłka, a drudzy awokado. Mamy takiego znajomego, który za każdym razem jak już wdepnie wspomina czasy licealne. Mnie się czasem ulewa uszami bo dla mnie to był w życiu epizod ale pozwalam mu gadać bo później jakiś taki prostszy i młodszy się robi. I już:) A że cię pytają o Polskę, no cóż...to chyba naturalne. Znam Sudańczyka, który w UK żyje już 50 lat, a i tak ciągle pytają go o to co się dzieje w Sudanie i jakie jest jego zdanie na ten temat. A chłopina wie na ten temat mniej niż ja. Ot, życie:)
    Jak jestem zatabletowana to tylko czytam, a nie mogę komentować, dlatego też jedno zaległe pytanie - dlaczego, do cholery, nie można było spać na tej kupie? Kupa, jak mniemam, była miękka i leżała na łóżku...toż tylko rzucić się na kupę i odpoczywać, a ty tak zaraz nerwowo do sprzątania...
    Bużka:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu kochany:))) Ale z mnie nie przeszkadzaja ludzie, ktorzy zyja okrakiem, taka ich swieta wola i mnie nic do tego. Tylko dlaczego oni oczekuja, ze ja bede zyc na ich modle? I robia zdziwione miny jak sie okazuje, ze ja korzystajac z tego samego swietego prawa zyje po swojemu:))
      Kupa byla mientka to fakt, ale chyba sie balam, ze mi sie Wspanialy zupelnie zagubi w tej kupie:)))
      buziam:****

      Delete
  12. Po roku pobytu w USA powzielam decyzje o pozostaniu na stale, poczulam jakby ktos sciagnal ze mnie olbrzymi ciezar, zamknelam rozdzial pt. Polska, skonczylo sie ogladanie kazdego dolara bo trzeba oszczedzac, zaczelam normalnie zyc.
    Mam znajomych ktorzy od 10 lat wybieraja sie do Polski na stale, mieszkaja w okropnych warunkach wlasnie ze wzgledu na oszczedzanie, jedza najgorszej jakosci zywnosc, i wegetuja.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To oczywiscie moja subiektywna opinia, ale uwazam, ze aby zyc swiadomie i pelnia zycia to czlowiek musi zyc w otoczeniu, ktore jest bliskie jego sercu. Nie wierze w zadne bezpieczne miejsce na ziemi, ani bezpieczne okolicznosci, bezpieczenstwo ma sie w sobie, albo sie nie ma:)) Dlatego moj dom jest zawsze tam gdzie ja jestem, jak nieprzymierzajac slimak, ktory nosi dom na sobie, tak i ja nie musze byc przywiazana do ziemi, do konkretnej szerokosci geograficznej, bo dom jest i tak w zasiegu reki, to ja go tworze.
      Nie miejsce gdzie sie urodzilam, nie ludzie mowiacy tym samym jezykiem, nie zadna historia i kultura... JA i nic wiecej.
      Oczywiscie kazdy moze sobie zyc jak chce, ale ja osobiscie nie wyobrazam sobie, ze moglabym sie czuc spelniona zyjac okrakiem.
      Musze byc albo tu, albo tam, nie ma zadnego rozdwojenia jazni, bo od tego to juz tylko krok do psychiatryka.
      Mimo to gdybym nazywala domem miejsce ktore jest odlegle o 8 godzin lotu to czulabym sie bardzo nieszczesliwa.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...