Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, February 8, 2014

Matrix

Od nowego roku zyje jak w matrixie. Czasem sie zatrzymuje i przygladam temu co sie wokol dzieje z boku i nie moge uwierzyc, ze to moje zycie.
Nie bede pisac o tym w szczegolach, bo to bez sensu, ale chce sie z Wami podzielic moimi nowymi doswiadczeniami z zycia w Ameryce.
Tak, tak nawet po prawie 30 latach ciagle mozna sobie zafundowac nowe doswiadczenia:))
W drugiej polowie stycznia wyladowalam w tutejszym szpitalu. "Ot tak z wizytacja, na chwile tam wpadne, bo przeciez szpital tez kiedys wypada zaliczyc" - pomyslalam kiedy zadzwonil moj doktor (ten co sie zna) i powiedzial:
-- Jeszcze dzis chce zebys pojechala do Lenox Hill, ja tam juz przefaksowalem skierowanie i wszystkie wyniki.
Napisalam "moj doktor" i sama widze jak glupio to brzmi, przeciez do tej pory jedynym "moim doktorem" byl dentysta, cala reszta po prostu nie istniala. A u tego doktora (co to sie zna) bylam raz jeden w zyciu 10 lat temu i drugi raz w polowie stycznia. Ale skoro on sie zna, to sie poznal i wlasnie zadzwonil z taka wiadomoscia.
Wspanialy wpadl w lekka panike, zadzwonil po Juniora. I tak dobrze, ze nie po ksiedza z ostatnim namaszczeniem, ja tez wpadlam w panike, ale ze zgola innego powodu, a mianowicie braku garnituru do spania zwanego pizama. A wiem, ze przynajmniej dol takiego garnituru jest niezbedny, bo szpitalne koszule mimo iz teoretycznie posiadaja tyl, to praktycznie nigdy nie zakrywaja dupy.
Miotalismy sie przez chwile, ale jakos problem (garnituru) zostal zalatany a i Junior przybyl w rekordowym czasie.
Pakowalam zupelnie nie majac pojecia jakies szampony, mydla w plynie, myjki-rekawiczki, odzywki, kremy i chujwicojeszcze, bo przeciez nie mialam zielonego pojecia co nalezy zabrac do szpitala. Gdzies po glowie kolatala mi sie tylko mysl, ze jak moja mama byla w polskim szpitalu cos ok. 6 lat temu to potrzebowala wlasny kubek i bodajze sztucce, ale zrezygnowalam z tego pomyslu na rzecz kosmetykow do makijazu:)))
Wspanialy patrzyl na te moje poczynania i nic nie mowil, albo sam nie mial pojecia co moze mi byc potrzebne, albo po prostu swiadomie dawal mi sie wyzyc. Na haslo, ze jestem gotowa zadzwonil po taksowke i pojechalismy. Przyjecie do szpitala jest koszmarem, zwlaszcza w piatek przed dlugim weekendem. Najpierw siedzi sie na sali, z ktorej delikwent wraz z osoba towarzyszaca po dluzszym lub krotszym oczekiwaniu dostaje sie do ER, gdzie delikwent zostaje rozebrany do rosolu (pozwalaja zostawic gacie), odziany we wspomniana wyzej koszulke i lezy na lozko-wozku, bo teraz beda go co i rusz gdzies wozic.
Lozko-wozek ma doczepione wszelkiego rodzaju monitory potrzebne do obserwacji delikwenta i tak sobie delikwent lezy, od czasu do czasu wpada ktos, kto nakluwa delikwenta raz tu, raz owdzie celem glownie utoczenia krwi. Osoba towarzyszaca objuczona dobytkiem delikwenta siedzi w tym czasie na krzeslku obok i boi sie odejsc bo krzeselka maja wyjatkowe powodzenie na ER.
Delikwenta w miedzyczasie woza na roznego rodzaju przeswietlenia, CT scany, tudziez inne pierdolamenty, osoba towarzyszaca ma wybor albo zostac i czekac, albo towarzyszyc delikwentowi az do drzwi gabinetu.
Moja osoba towarzyszaca, jak sie domyslacie nie odstapila mnie na moment i tak biegala z tobolkami za lozkiem-wozkiem. Trwalo to wszystko bite 9 godzin az wreszcie kilka minut po polnocy przewieziono mnie na sale. Oczywiscie Wspanialy z ekwipunkiem przybyl razem ze mna, w sumie to sie dziwie, ze nie wpadlismy na pomysl, zeby tamtej nocy zostal, ale chyba zadne z nas nie potrafilo myslec logicznie.
Przy okazji, trzeba Wam wiedziec, ze w nowojorskich (nie wiem jak w innych stanach) szpitalach nie ma zadnych ograniczen odwiedzin. Wizytujacy moga przychodzic i siedziec 24 godziny na dobe jesli tylko pacjent nie zglosi wczesniej, ze wyraznie nie zyczy sobie odwiedzin konkretnej osoby, bo pacjent takie prawo posiada. Jesli osoba wizytujaca chce pozostac na noc to dostaje rozkladany fotel-lezanke i tez nie ma problemu.
No chyba, ze tak jak sie zdarzylo w noc sztormu sniegowego, ze chetnych na lezanki bylo wiecej niz lezanek, wtedy Wspanialy poniewaz nie mogl sie zdecydowac czy zostaje czy nie i spoznil sie na lezanke dostal poduszke i koc i spal na kanapie w poczekalni szpitala. Czyli jak sie chce to rozwiazanie zawsze sie znajdzie.
Pokoje sa dwuosobowe, w kazdym duza lazienka (do uzytku TYLKO dla pacjentow) w lazienkach sa trzy alarmy, przy umywalce, sraczyku i prysznicu. Zaleca sie zeby pacjent nie zamykal zamka drzwi a tylko zamknal same drzwi na klamke, bo gdyby komus sie zrobilo slabo wtedy pociaga sznurek alarmu i pielegniarka wie dokladnie w ktorej lazience, ktorego pokoju ktos potrzebuje pomocy.
Odpada problem otwierania drzwi, chociaz domyslam sie ze maja do tego celu klucze-wytrychy.
Dwuosobowy pokoj jest przedzielony zaslona miedzy lozkam, tak ze mozna spokojnie nie widziec wspolokatora, dodatkowo sa zaslony dookola kazdego lozka zapewniajace prywatnosc w czasie badan, lub mycia pacjentow nie wstajacych.
Kazdy pacjent dostaje bez ograniczen plyn do kapieli, ktory jednoczesnie sluzy jako szampon do wlosow, a ze plyn jest nawilzajacy to i zalatwia sprawe odzywki do wlosow, takie trzy w jednym.
Oprocz tego dostaje sie rowniez bez ograniczen kremy nawilzajace, inny plyn do mycia, ktorego nie trzeba splukiwac jesli pacjent nie moze skorzystac z prysznica. Kazdy tez dostaje hermetyczne opakowania specjalnych myjek, ktore doskonale odswiezaja cialo tak w dzien jak i w nocy bez potrzeby uzycia mydla i wody. Nieograniczona ilosc recznikow i myjek (male frottowe szmatki) do ciala, codziennie. Dostaje sie tez codziennie swieze skarpety przeciwposlizgowe, w ktorych pacjent moze spac, lezec, chodzic bez obawy, ze upadnie.
Przyznam, ze mialam dlugie zeby na te skarpety, bo pokoj byl wyjatkowo goracy, ja jestem przyzwyczajona do nizszych temperatur wiec skarpety dodatkowo mnie ogrzewaly. Mialam ze zoba wlasne kapcie, ale po dwoch dniach zrezygnowalam z kapci na rzecz skarpet, bo sie okazalo, ze kazdy lekarz, kazda pielegniarka zupelnie nieswiadomie wkopywali mi te nieszczesne kapcie pod lozko i nie dawalam rady ich wyciagnac, bez schodzenia boso i do pozycji kleczacej, wiec przeprosilam sie ze skarpetami:)
Lozko to osobna sprawa:))) Wszystkie lozka maja powietrzne, przeciwodlezynowe materace i wystarczy, ze czlowiek zmieni lekko pozycje jak materac zaczyna pulsowac, przystosowujac sie do nowej pozycji ciala. W pierwszej chwili nie mialm pojecia co sie dzieje, myslalam, ze jestem juz tak zmeczona tym wielogodzinnym pobytem na ER, ze moj mozg zaczyna robic mi psikusy, ale po kilku minutach kiedy darlam paszcze na Wspanialego "co ty robisz z moim lozkiem" wreszcie wybuchnelismy smiechem, bo sie zorientowalismy w czym rzecz.
Cale lozko jest podlaczone do sieci elektrycznej i pacjent moze sobie zmieniac wszelkie pozycje w zaleznosci od wlasnego widzimisie, mozna rowniez przystosowac dlugosc lozka do wzrostu pacjenta, mozna pacjenta zwazyc na lozku, mozna ustawic tak alarm, ze jak tylko pacjent, ktory nie powinien sam wstawac wystawi stope za lozko to w dyzurce pielegniarek zaswieca sie alarm.
Kazdy pacjent ma swoj wlasny odbiornik telewizyjny i tak to jest zrobione, ze mimo iz te odbiorniki sa w odleglosci ok 3 metrow i wisza na tej samej scianie, to nie slychac glosu odbiornika sasiada.
Kazdy ma tez mozliwosc oswiecenia swojego wlasnego terytorium, bez inwazji w zycie i potrzeby sasiada. Kazdy pacjent ma tez swoj wlasny telefon, chociaz chyba juz malo kto z tego korzysta, bo wiekszosc ludzi przybywa do szpitala z wlasnymi komorkami.
Zeby nie bylo za kolorowo, jedzenie jest do dupy.
Najbardziej ekscytujacym punktem dnia jest zamawianie jedzenia, a najbardziej rozczarowujacym jest kiedy sie to zamowienie dostaje:))) Wyglada to tak, ze w czasie sniadania przychodzi ktos, kto przyjmuje zamowienie na lunch i obiad, kazdy posilek ma trzy dania do wyboru, z roznymi mozliwosciami przystawek i deserow, napoi itp. Sniadanie nastepnego dnia zamawia sie w czasie obiadu.Problem w tym, ze jak czlowiek to dostanie i otwiera pokrywe (wszystko jest naprawde elegancko podane) to nie moze za chuja rozpoznac co zamowil, na szczescie na tacy lezy wydrukowane zamowienie:)))
Zajelo mi dwa dni puszczania oczek do przemilego czarnoskorego mlodzienca, zeby sie nauczyc, ktore potrawy sa bardziej zjadliwe. Mlodzieniec pytal:
-- Mrs Stardust to co pani wybiera?
A ja oczko, on usmiech i powtarza pytanie, to ja znow oczko:)) Po czym on mowi:
-- Ja lubie indyka, jest podany z dobrym sosem, wiec nie jest suchy... kurczak brzmi ladnie.... szwedzkie pulpety sa naprawde dobre...
I tym sposobem flirtujac po dwoch dniach wiedzialam jak zamawiac jedzenie, zeby dalo sie zjesc chociaz troche, bo owszem Wspanialy dowozil, ale on bidok nie robil nic w domu tylko kupowal na zewnatrz, a to tez nie zawsze bylo to co bym chciala. Robic w domu nie mial kiedy, bo spedzil te cale dwa tygodnie przy mnie, kazdego dnia po 8-10 godzin, a na poczatku to i 12 sie zdarzylo, wiec w domu bywal tylko po to zeby sie przespac, wykapac i zmienic ubranie.
Jestem cholernie wdzieczna jego dyrekcji i wspolpracownikom, ze tak nam poszli na reke, ze mogl przywozic sluzbowy komputer i wykonywac prace siedzac przy mnie. Zreszta wsparcie psychiczne i emocjonale od tych ludzi mamy do dzis ogromne.
Jeszcze jedna ciekawostka z zycia szpitala. Raz w tygodniu (czwarek) miedzy godzina 16 i 17ta jest organizowana Happy Hour dla chorych. Na czym to polega? Glownie jest to godzina muzyczna, a wiec przychodza woluntariusze (muzycy terapeuci) i graja, spiewaja dla pacjentow.
Pierwszy raz, byla to skrzypaczka, ktora chodzila od pokoju do pokoju i zgodnie z zyczeniem pacjentow grala lub nie, bo przeciez sa tez pacjenci, ktorzy sobie nie zycza.
Ja sobie zyczylam i na szczescie moja wspollokatorka tez nie miala nic przeciwko lagodnej klasyce na skrzypcach. Nastepnego tygodnia za to byl pelen bal:)))
Przyjechala terapeutka, ktora grala na gitarze oraz emerytowany spiewak operowy i dawali koncert. Odbywalo sie to na korytarzu, gdzie rowniez byl ustawiony stol z przekaskami (wedlina i chleb na kanapki, owoce, ciasta, ciastka, napoje) to wszystko dostarczone przez woluntariuszy. Pielegniarki robily za kelnerki, dla chorych byly ustawione krzesla, ja siedzialam w towarzystwie kroplowki, Wspanialego i Nuski, ktora sie rowniez zalapala na koncert, bo akurat przyszla z wizyta.
Nuska jest przekochana w tym wszystkim i tez bywala u mnie prawie codziennie, ech dobrze miec kogos takiego, a Nuska sie zawsze sprawdza nawet w najgorszych bojach.
Tyle na temat warunkow pobytu, a jak wyglada sprawnosc i efektywnosc sluzby zdrowia?
Moim zdaniem idealnie. Juz nastepnego dnia, po wstepnych badaniach mialam gotowa ekipe lekarzy roznych specjalnosci przygotowana do dzialania, oczywiscie trzeba jeszcze bylo zrobic tysiace innych badan i biopsji. Pierwsza biopsja robiona we wtorek (ten dlugi weekend stanal mi w poprzek) i juz w piatek bylo wiadomo na czym stoimy, a ostatnie wyniki wrocily w poniedzialek czyli 10tego dnia od przyjecia mnie do szpitala.
Moge stwierdzic, ze jestem przebadana jak nigdy w zyciu nie bylam wczesniej, kazdy wlosek na ciele ma swoja historie na dzien dzisiejszy:)))
Lekarze rzeczowi, ale tez trafili na rzeczowa pacjentke, wiec nie ma sie co dziwic. Mialam takiego jednego doktorka (rezydent, czyli taki co to jest swiezo po studiach i musi odrobic w konkretnym szpitalu panszczyzne pracujac po 60 godzin tygodniowo) przesympatyczny dzieciak. Przychodzil codziennie ok 10:30 i zawsze staral sie spelnic jakies zyczenie, odpowiedziec na kazde pytanie chciaz na wiele sam nie znal dopowiedzi, bo tym zajmowaly sie twarde glowy szpitala. Ale jak mialam jakies badania przewidziane na ten konkreny dzien, a wiadomo, jest to przewidziane, tylko pacjent nigdy nie wie o ktorej godzinie to dr. Hall sprawdzal na komputerze, wracal do mnie i mowil na ktora godzine jestem zapisana. Niewielka to pomoc, ale jakze mily gest.
Do pielegniarek tez nie mam zadnych zastrzezen, z wyjatkiem jednej, ktora o malo nie doprowadzila mnie do placzu raz w nocy, ale jakos dalam rade i te wariatke okielzac. Najlepsza byla Katie, pod ktorej opieka spedzilam trzy pierwsze noce i tak sobie przypadlysmy do serca, ze pozniej przychodzila mnie odwiedzac, bo ona tez rezydentka wiec przerzucali ja na rozne sale, taka rotacja pacjentami w roznym stanie chorobowym. Z Katie gadalysmy o mezach, mimo, ze to mlode dziecko i jeszcze panienka, ale ja jej radzilam zeby sie wziela za dr Hall, bo mnie sie ten mlody czlowiek bardzo podobal. Ona na to:
-- A co myslisz o Di Caprio?
-- Katie, Di Caprio ma ladne nazwisko, ale mnie sie nie podoba jego tylek.
I zaczela sie dyskusja na temat DiCapriowego tylka:)) W koncu sie poddalam kiedy Katie stwierdzila, ze musi sie przyjrzec temu tylkowi.
-- Katie poczekaj, ja jestem stara baba to moze ja sie nie znam na meskich tylkach, za moich czasow moze inne tylki byly modne, to wiesz nie przywiazuj wiele wagi do mojej opinii.
Kryste tarzalysmy sie ze smiechu w tym momencie.
Ale najwiekszym zaskoczeniem bylo dla mnie jak pewnego dnia Katie przyszla na chwile zeby sie ze mna zobaczyc i zanim odeszla wyjela z kieszeni tabliczke ciemnej czekolady.
-- To dla Ciebie, mowilas, ze lubisz.
-- Dziecko, ale dlaczego?
-- Bo Cie lubie - powiedziala i cmoknela mnie w czolo:))
I to byl ostatni raz kiedy widzialam Katie, bo dwa dni pozniej wyszlam do domu, a ona miala wolne.
Ale przypomnialo mi sie jak to wiele lat temu, w PRLowskim szpitalu urodzilam syna i czekolady oraz paczki kawy wciskalo sie pielegniarkom zeby czlowiekowi daly wiecej ligniny... ech.
Oprocz lekarzy i dyzurujacych pielegniarek oraz pomocy pielegniarskich i salowych chorego odwiedza ekipa pracownikow socjalnych, dietetykow, ktorych zadaniem jest wspierac psychicznie, pomoc w odpowiedzi na wszystkie pytania, rozwiac watpliwosci, wskazac osrodki i zgrupowania poza szpitalne, ktore zajmuja sie darmowym wsparciem i pomoca w czasie dalszego leczenia.
Akurat w tym przypadku to ze mna niewiele mogli robic, bo ja jestem za bardzo realistka i potrafie doskonale przygotowac sie sama na najgorsze (gdyby byla taka potrzeba), ale przyznam, ze to bardzo mile i pomocne, ze szpital dba o pacjenta nie tylko w momencie kiedy ten pacjent tam jest, ale zapewnia srodki i formy pomocy po wyjsciu i zakonczeniu leczenia.
Podobnie z dietetyczka, mimo, ze nie potrzebowalam to i tak dala mi ksiazke z przepisami zdrowego jedzenia na rozne okazje, bo taka ksiazka sie pacjentowi nalezy jak psu buda.
Od tygodnia jestem w domu, odpoczywam, bo jednak pobyt w nawet najlepszym szpitalu oslabia. Odpoczywam i w sumie sie ciesze, ze tegoroczna zima stulecia przechodzi jakos tak obok mnie.
A ja sobie zyje w moim wlasnym matrixie:))

125 comments:

  1. Star, brzmi jak bajka to jak się Tobą zajęli w szpitalu i jakie panują tam warunki i atmosfera.Jednak jakby to dobrze nie brzmiało, bardzo smuci mnie fakt,ze musiałas skorzystać i zapoznac sie z nimi osobiście.
    Zycze Ci kochana powrotu do sił i zdrowia.
    Przytulam*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czasem tak bywa Dorko, ze i szpital potrzebny:) Dzieki za zyczenia.

      Delete
  2. całość brzmi jak mega Matrix. to co piszesz o szpitalu mogę obejrzeć tylko w serialu "ostry dyżur" :) u nas niewiele się zmieniło od czasów prl-owskiej czekolady ;)
    życzę Ci zdrówka i mniej pobytów nawet w takich luksusach :D

    ReplyDelete
  3. Najważniejsze, ze jesteś już z nami:)) no, takie warunki to miałam przed laty w Poznaniu w prywatnej klinice Korvita, jak wyglada teraz w tzw.państwowym, lepiej nie mówić, a najlepiej nie sprawdzać ! Trzymaj się ciepło !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ten szpital tez prywatny, ale jesli sie ma tylko jakiekolwiek ubezpieczenie nawet takie zwykle dla starszych ludzi to nie maja prawa odmowic. W szpitalach miejskich jest pewnie gorzej, z tego co slyszalam to juz nie ma sal dwuosobowych ale czteroosobowe, a to tez kolosalna roznica, ale tam trafiaja w wiekszosci ludzie, ktorzy nie maja zadnego ubezpieczenia.

      Delete
    2. Czteroosobowe to u nas nadal luksus...dziewczyno, jakkolwiek by tam było, to już tam nie wracaj, bo znowu zamilkniesz, a bez Ciebie tu gorzej!

      Delete
    3. Basiu, nie robilam rezerwacji na nastepny turnus, wiec moze sie uda nie wrocic:))

      Delete
  4. Star, cieszę się, że już jesteś w domu, po operacji. U nas też się teraz zdarzają dobre szpitale, tyle tylko, że nie zawsze wszystko gra. Ale nie narzekam, ostatni mój pobyt na chirurgii był w porządku, tylko mnie z lekka zagłodzili. Mam nadzieję, że wszystko zostało wykryte i usunięte na czas, a Ty wrócisz szybko do sił. Jesteś to winna Wspaniałemu:))))
    Przytulam Cię i życzę byś szybciutko teraz wydobrzała i wróciła do formy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, nie mialam zadnej operacji, nie bylo takiej potrzeby. Ekipa byla po prostu gotowa na wypadek potrzeby jeszcze zanim zrobiono kolejne biopsje i scans.
      Wracam do formy, a nawet czuje sie bardzo dobrze, tylko pogoda utrudnia, wiec byle do wiosny:)

      Delete
    2. No i oby tak dalej, szkoda życia na chorowanie:))) Przydałaby się wiosna, taka łagodna, w miarę cieplutka i konieczne z dużą ilością kwiatów.
      Miłego, ;)

      Delete
    3. Tez mysle, ze szkoda, dlatego bez wzgledu na to co sie dzieje, uwazam ze nie jestem chora:)) Ot mam chwilowa kondycje ciala i tyle:P

      Delete
  5. Normalnie prawie Ci pozazdrościłam ;). Trzymaj się kobieto i ciesz, że to nie polski szpital. Na porodówce już się nie wciska czekolady, teraz to po prostu oficjalnie ligninę i inne dobra trzeba mieć swoje, przypuszczam, że na innych oddziałach podobnie. A zasłonki to może w przyszłym wieku się pojawią :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha z ta zazdroscia to nie przesadzaj:))) Lepiej zebysmy nie musialy przebywac nawet w dobrych i najlepszych szpitalach.

      Delete
    2. This comment has been removed by the author.

      Delete
  6. Dużo zdrówka Ci życzę, żebyś jednak nie musiała wracać do tych luksusów :)
    A opowieść o warunkach w szpitalu czytałam jak jakąś baśń ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Olu, mam nadzieje, ze nie bede musiala wracac, ale czas pokaze. Narazie czekam na wiosne, bo chce mi sie powrotu do normlanego zycia:)

      Delete
  7. to prawie jak hotel a nie szpital:)
    Pozdrawia,m

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futrzaku, ale "prawie" robi w tym momencie duza roznice:))) Po tygodniu marzylam juz o wlasnym lozku, mimo, ze to szpitalne mialo tysiace udogodnien, o wlasnym prysznicu i mezu, ktory lezy obok a nie siedzi ciagle w fotelu:))

      Delete
  8. Replies
    1. Jestem Zmorko, jeszcze nie na pelny gwizdek, ale jestem :))

      Delete
  9. Star, Ty się trzymaj i nie dawaj nikomu, ani niczemu. A propos amerykańskiej służby zdrowia, wyrywano mi zęba w USA, doświadczenie magiczne. Jak już chciałam wstać i wyjść (jak to w Polsce bywa), zaczęły się tańce wokół z mierzeniem ciśnienia, dietą, głaskaniem i zamówieniem taksówki do domeczku ;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dreamu, o ja piorkuje, to Ty trafilas na lepszego dentyste niz moj, musze mu to powiedziec przy najblizszej okazji. Moze zacznie zamawiac te taksowki, ale serio to po rwaniu sie naprawde ceregiela, wiem, bo Wspanialy rwal i tez go nianczono, az przyszlam odebrac, bo on chcial sam zapitalac do domu, a tu nie wolno.

      Delete
    2. Zupełnie tego nie rozumiałam, kazali mi po kogoś dzwonić, a jak powiedziałam, żeby nie robili obciachu, zamówili taksówkę i zadzwonili... że jadę, żeby mnie odebrali ;D

      Delete
    3. Takie sa przepisy, nawet po glupim Jasiu nie wolno pacjenta wypuscic samego, ktos musi odebrac.

      Delete
  10. Witaj Star.
    Warunki owszem super, ale życzę Ci Star żebyś nie musiała z nich korzystać.Dużo zdrówka życzę i ściskam serdecznie:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. I tego bede sie trzymac Teniu. Dziekuje :***

      Delete
  11. Basia!Byłaś o rzut beretem ode mnie:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miska, tak jakoś podejrzewałam, ale nie miałam śmiałości zapytać...

      Delete
  12. Stardast! Ważne, że trafiłaś w dobre ręce;)
    :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Miska, ekipa byla miedzynarodowa, nawet Polak byl wsrod nich i to jeden z najwazniejszych dla mnie.

      Delete
  13. Też kiedyś byłam w podobnym szpitalu na drobnym zabiegu i mówiłam, że jest w nim tak fajnie, że przyjadę do nich kiedyś na wczasy. No i wykrakałam. Kilka miesięcy później wylądowałam w nim w trybie nagłym w środku nocy i w środku wakacji i już nie było tak różowo. Mnóstwo badań, dwie operacje, ale żyję i mam się świetnie. Ja też z tego gatunku, co Ty - od lekarzy jak najdalej :)
    Pozdrawiam ciepło i cieszę się, że wszystko OK :) Szpital też jest dla ludzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozo, pewnie, ze szpital dla ludzi i jak juz ludz musi to mu lepiej jak warunki sa przyzwoite, ale mimo to, szpital to szpital, wiec ja sie nie zapislam na nastepny turnus:)))

      Delete
  14. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  15. Zeby jeszcze dawali do wyboru przystojnego mena na noc to za chiny ludowe nie chcialabym w szpitalu byc.
    Mam jakas alergie na takie szpitalne atmosfery nawet gdy brzmi to jak najwspanialszy wywczas.
    Stardust!!!nie daj sie chorobskom,zycze zdrowia...poczucie humoru juz masz:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga i masz swieta racje, a ja co by to nie bylo to wezme i toto smiechem zabije:))

      Delete
  16. Star, dobrze, ze miałas takie luksusy, zawsze to łatwiej znosić chorobę.
    Zdrówka Ci życzę kochana, za resztę płaci się kartą MC;P
    :*******

    ReplyDelete
    Replies
    1. Viki, o taaaak rachunki zaraz zaczna naplywac i pewnie dostaniemy oczoplasu mimo, ze ubezpieczenie pokrywa znaczna czesc, to jednak do zaplacenia zostanie sporo. Narazie o tym nie mysle:))

      Delete
  17. Mam mieszanke myslowa
    I dumam
    Co star przeżywa teraz naprawdę?
    Sciskam cie mocno!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybenko nie mysl za wiele, bo ja nie mysle. Ja po prostu nie mam czasu myslec, mam tyle zajec tyle do nadrobienia, przeczyania, obejrzenia, ze na myslenie nie styka czasu:))) Kon ma wielka glowe niech on mysli:)

      Delete
  18. z ogromną radością widzę Cię tu z powrotem, chyba przeczytam to teściowej, będzie miała co opowiadać kolezankom z pzychodni;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, moze tego nie rob, bo sie kobitki jeszcze bardziej rozchoruja:))

      Delete
  19. Nareszcie na to wpadłam ! Wznoszę toast za zdrowie Stardust! Czym kto ma i czym lubi! Pijemy za powrót Star do blogowej rzeczywistości!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Basiu, dziekuje i chetnie sama bym dolaczyla, ale chwilowo nie nada:)))

      Delete
  20. Starduście, wracaj do zdrowia. Mam nadzieję, że z badań wyszło, że da się naprawić i staniesz na nogi? Pamiętaj, że ja mam w planach za lat niewiele najechać NY z córką, więc wiesz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No prosze to jest MOTYWACJA!!!! Obiecuje, ze bede naprawiona:)))

      Delete
    2. e, tam! Jak to ma być Motywacja, to ja zamknę oczy na ten długi lot i tez Cię nawiedzę! :)))

      Delete
    3. a my z Poznania jestesmy bardzo konkret, rzeczowe i solidne, więc strzeż się strzeż...a dla miłej kompanii zabierzemy Miśkę i Futi, chyba. że ona doleci z NL !

      Delete
    4. Swietnie!!! Zrobimy zlot Poznaniakow, trzymam Was za slowo!!!

      Delete
  21. zdrowiej! i idzmy w koncu na lunch :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justyna, przepraszam bo ten lunch to moja wina. Nie masz pojecia jakie mam mega wyrzuty sumienia, ze nawet nie zadzwonilam. Ale niech tylko sie troche ociepli to na pewno sie spotkamy. A zaraz Ci wysle esesmana to bedziesz miala moj numer.

      Delete
  22. Star...zdrowia życzę...i od dzisiaj na Wspaniałego będę mówić MegaWspaniały..:)

    Czytając Ciebie, poczułam się w jak w pracy, choc właśnie z niej wróciłam. Ja wiem, że szpitalne pizamki powinny być praktyczne, ale one sa praktycznie nie do poskromienia....heheh i późnie j łażą i tyłkami świecą, a Panowie to święcą tyłkami i jajcami tyż....;-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, no swieca i dzwonia:))) I got mooned by some old guy:) Powiedzialam o tym Katie to sie smiala, ze jestem tak uradowana bo to moj pierwszy mooning:)))

      Delete
  23. TY jesteś pewna, że nie porwali Cię kosmici na te 10 dni? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A zebys wiedziala Zgago, ze do dzis sie tak czuje jak by mnie wlasnie porwali:))

      Delete
  24. Star man nadzieję, że cokolwiek to nie było już wszystko w porządku. Trzymaj się w zdrowiu i obyś poprzestała na tych pojedynczych odwiedzinach w tym przybytku. Stęskniłam się za Tobą.
    Całuję i pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Tasiu, bedzie mnie pewnie troche mniej, ale bede sie starala:)

      Delete
  25. Jak dobrze, że wróciłas :-D smutno tu było bez Ciebie.
    Ciesze się, że jesteś w domu i zapitalasz po swojemu, tego Ci trzeba.
    Wspaniały niezawodny, w końcu wiemy, dlaczego jest wspaniały, potwierdził to, że zasłużenie Go tak nazywamy.
    Pisz, uwielbiam Twoje historie :-)
    Szpital jak z bajki, aż zatesknilam za swoją dawną praca. ..
    Buziaki, Starr!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspanialy naprawde zapracowal na te ksywke solidnie:)
      Dzieki i buziam :***

      Delete
  26. Trochę się różnią szpitale polskie od tych w NY. ;)
    W zeszłym roku spędziłam sporo czasu w szpitalach. Przeszłam poważną operację.
    Jak na polskie realia i fakt, ze nie były to szpitale prywatne to warunki były niezłe. Jednak nawet gdybym miała tak dobrze jak Ty w szpitalu to nie chciałabym tam znowu się znaleźć. Nienawidzę szpitali !
    Dobrze, że się Tobą zaopiekowali jak trzeba i, że wszystko odbyło się w porę.
    Oczywiście jak to Ty, nawet o pobycie w szpitalu potrafisz napisać z jajem :)
    Zdrowiej jak najszybciej ku naszej i Twojej rodzinki radości :)
    Pozdrawiam i wirtualnego buziaka posyłam :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, bo nawet najlepszy szpital to ciagle szpital. Ja tez wierze, ze nie bede tam musiala wracac, a co bedzie to czas pokaze.
      Buziam:**

      Delete
  27. Nareszcie! Dlugo cie trzymali w tym szpitalu:( Odpoczywaj, nabieraj sil i zdrowiej kochana szbyciorem! pozdrawiam serdecznie:)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, no dlugo mnie trzymali bo im tez ze mna bylo wesolo:))) Dr. Hall jak zobaczyl, ze wychodze to nawet rozmowe telefoniczna przerwal, zeby mnie jeszcze raz usciskac:)

      Delete
  28. dobra Star,. chuj że skarpety i mydło. CO POKAZAŁY BIOPSJE ???

    ReplyDelete
    Replies
    1. Biopsje pokazaly, ze bede zyla dlugo i szczesliwie:)) Tez mysle, ze chuj ze skarpetami ale taki materac na lozko to by sie przydal:)))

      Delete
    2. UFFFF :) no to teraz zdrowiej, a w luksusy i nawilżacze to już tylko do SPA :*

      Delete
  29. Matrix, matrixem, ale już wystarczy tych przygód ze szpitalem. Nawet tak dobrym. Buziaki

    ReplyDelete
  30. Jestem zachwycona Twoim szpitalem Star! To jakiś kosmos, bajka, marzenie. W porównaniu z nim tutejsze szpitale to jakieś średniowieczne miejsca kaźni!
    Skoro wyszłas do domu, to czujesz się lepiej. I mam nadzieję, że nie dolega Ci nic bardzo powaznego. Trzymam kciuki by los był dla Ciebie łaskawy w tym roku i byś w zdrowiu i radości płodzila jeszcze mnóstwo świetnych tekstów w Twoim niepowtarzalnym, "starowym" stylu!
    Ściskam najserdeczniej!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo dzis konczy mi sie leniuchowanie, wracam do pracy, wiec i tematow do pisania bedzie wiecej:)
      Dziekuje za usciski i odwzajemniam z ogromna przyjemnoscia i serdecznoscia [[[[[ ]]]]]]

      Delete
  31. Zdrówka Stardust") cóż...właściwie nic dodać nic ująć. Zamilknę.

    ReplyDelete
  32. Star cieszę się że jesteś ale i martwię się, bo ta twoja opowieść wcale taka wesoła nie jest.
    Bądź zdrowa.
    Wyrazy uwielbienia dla Wspaniałego.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet, bede a nawet jestem zdrowa. Nie mysl za duzo, bo to naprawde szkodzi:))) Nawet Wspanialy mowi, ze przebywanie we wlasnej glowie jest niebezpieczne.
      buziam:***

      Delete
  33. Musialas niezle narozrabiac skoro tak dlugo Cie trzymali w szpitalu:) A tak powaznie, ciesze sie, ze jestes, bardzo wszyscy za Toba tesknilismy, my! blogowicze.
    Szpitale to ja mam tak "obcykane" jak malo kto, i naprawde wielki uklon w strone opieki zdrowotnej w USA, czytajac Twoj post przypominam sobie te wszystkie sytuacje szpitalne i tak wlasnie jest, pacjent jest najwazniejszy.
    Wierze, ze szybko wrocisz do zdrowia i tak w ramach zartu skoro nie lezalas w tzw "jedynce" to bedzie dobrze!
    A nawet z jedynek ludzie wychodza, przykladem jest moj p.

    Zdrowia, zdrowia Ci zycze, bo lekarze robia swoje. Wielkie uklony w strone Wspanialego - dbaj o siebie, buziakow sto:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A wiesz, ze nie wpadlam na to z tymi "jedynkami" mialam wrazenie, ze jest to "izolatka na zyczenie" za ktora sie po prostu wiecej placi. To teraz sie ciesze, ze mnie nie umiescili w jedynce:))
      Masz racje, Twoj p. jest najlepszym przykladem, ze ze wszystkiego mozna wyjsc i wszystko mozna pokonac.
      Buziam Wam obojgu:****

      Delete
  34. Mialam zle przeczucia!Niestety,wizja sie sprawdzila.Pomimo wszystko duzo zdrowia i sily do walki .Tacy ludzie jak Ty z kazdej walki wychodza zwyciezko.Trzym sie Marylko,a ja beda mocno trzymac kciuki za Ciebie i Twoich bliskich.Ja 4 lata zyje juz w Matrixe.Powodzenia.JolavdHB.

    ReplyDelete
  35. Mialam zle przeczucia!Niestety,wizja sie sprawdzila.Pomimo wszystko duzo zdrowia i sily do walki .Tacy ludzie jak Ty z kazdej walki wychodza zwyciezko.Trzym sie Marylko,a ja beda mocno trzymac kciuki za Ciebie i Twoich bliskich.Ja 4 lata zyje juz w Matrixe.Powodzenia.JolavdHB.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jolu, dziekuje za wsparcie, bede sie trzymac. Twoje 4 lata Matrixu mnie troche przerazily, wiec bede trzymac kciuki za Ciebie i oby sie ten Matrix jak najszybciej skonczyl oczywiscie powodzeniem. To trzeba po prostu zwalczyc. Badz dzielna i silna. Jesli moglabym w czyms pomoc to napisz na prive.

      Delete
  36. Star - Ja tez ogromnie sie ciesze, ze jestes juz z nami, choc nie bede sciemniac - zasmucilas mnie. Ale dobrze wiedziec, ze Twoj optymizm jest na miejscu, ze wracasz do sil (I hope) i odpoczywasz w domu. Trzymam kciuki za wszystkie nadchodzace wyniki badan i za Twoje samopoczucie.:-*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Odpoczywam w domu, ale mnie juz szlag trafia z bezczynnosci. Chdze na spacery, ale to malo, wiec sie ciesze ogromnie, ze pogoda juz na tyle zelzala, ze w tym tygodniu moge wrocic do pracy, do normalnego zycia.

      Delete
  37. Te szpitalne luxusy dobrze ze sa, ale zdrowko to prawdziwy luxus!!!
    Wiec zycze Ci zdrowka w ogromie!!!
    Usciski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Swieta prawda Inko, ludzie sie uganiaja za "dobrami doczesnymi" a tymczasem zdrowie jest najwazniejsze i bezcenne.
      Dziekuje kochana i buziam :***

      Delete
  38. Dobrze,że już jesteś... dużo bardzo dużo zdrówka.Czytałam o tych szpitalnych luksusach z otwartą paszczą,w październiku miałam tę wątpliwą przyjemność być pacjentką przez 9 dni polskiego szpitala oddziału ortopedycznego i nie było tam tak kolorowo jak u Ciebie,aż zazdroszczę ;)powiedziałam sobie nigdy więcej ale los jest wredny i niestety będę musiała tam wrócić znowu w październiku ,france;) włożyli mi coś w nogę i chcą to z powrotem ;) Buziaki i zdrówka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspolczuje seredecznie. Doktorek platynowa karte kredytowa w Twojej nodze zostawil i sie dopatrzyl, ze mu zniknela czy co?
      A serio to pewnie jakas platynowa plytka, ktora po roku trzeba wyjac. Moze i dobrze, bo nie bedziesz dzwonic przy kazdej bramce wykrywacza metalu:)))
      buziam :****

      Delete
    2. Gdyby swoją kartę zostawił to sama bym już sobie operację zrobiła ;) a tak to tylko pięć śrub i płytkę stabilizującą eh jak pech to pech ;)

      Delete
    3. Ale moze sie dowiedz czy oni naprawde musza wyjac te plytke, bo wiesz jak nie ma takiej koniecznosci to w sumie decyzja powinna nalezec do Ciebie. Jeszcze we wczesnej mlodosci mialam w Polsce kolezanke, ktora po wypadku miala plytke gdzies w stawie barkowym i mimo, ze lekarz chcial wyjmowac to ona sie nie zgodzila bo posiadanie plytki nie stanowilo zadnego zagrozenia. Ale zaznaczam to bylo jakies 40 lat temu, wiec pewnie jak wszystko to tez sie zmienilo.

      Delete
    4. Muszą,mam dwie w szyjce kości udowej,płytka stabilizująca i plus trzy kolejne w w poprzek kości udowej,kiepsko wygląda napisane dopiero jak się widzi zdjęcie to robi wrażenie ;)

      Delete
  39. nie mów, że wizja spotkania z Housem wzięła górę i sfałszowałaś wyniki badan? ;)
    bo przecież były książkowe...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Byly i SA ksiazkowe, co nie przeszkadza w innych objawach, a tak naprawde to ja jestem zdrowa jak kon z malutkim wyjatkiem:)))

      Delete
    2. kochana, czym się i jakby co to badaj się na borelię ;)
      też miałam wyniki książkowe ;)
      wiem wiem, jestem mekekeke ;)
      ale Cię uwielbiam i nic na to nie poradzę!

      Delete
    3. Sama wiesz, ze sa takie przypadki co to maja ksiazkowe wyniki, zadnych objawow i padaja na pysk na srodku ulicy w sloneczny dzien:))) bywa...

      Delete
    4. Gdyby nie bylo OK to bym nie pisala, bo ja nie naleze do narzekaczy:))) Napislam o doswiadczeniu szpitalnym bo dla mnie to cos nowego i chcialam sie tym podzielic. Nie ma tu zadnych podtekstow.

      Delete
    5. no właśnie bałam się, że Ty dobrą minę robisz, bo nie zwykłaś narzekać :)
      ale skoro jest jak piszesz, robię dwa razy uf uf :)
      a szpital faktycznie, całkiem całkiem :)

      Delete
  40. Kochana Twarda Star! Twój opis pobytu w szpitalu chyba skopiuję i prześlę do Ministra Zdrowia w Polszy, oczywiście...
    Nie komentuję tego, bo znasz mój stosunek.... wrrrrrrr.....
    Sprawiłaś mi WIELKI prezent urodzinowy Swoim wpisem, i to jest cudownie piękne!
    Piękne jest też to, że jesteś w swoim domku i wszystko gra!
    CAŁUSY! gekon.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Happy Birthday!!!! Wodniki to dobre ludzie som:)) Urodziny Wspanialego sa w czwartek, wiec cos wiem na ten temat:)

      Delete
    2. no Wodniki som dobre, fakt, tylko czasem panikują :)

      Delete
    3. No prosze ile Wodnikow!!! Najlepszego dla najlepszych z okazji Waszych urodzin.
      Mia Wodniki moze i panikuja, chociaz ja tego jakos nie zauwazam, ale Ryby to sa dopiero panikarze pierwszej wody:)))

      Delete
  41. Dobrze, że wróciłaś i opuszczaj częściej swój matrix, żeby tu do nas napisać :)
    Ja 9lat temu idąc na usunięcie woreczka żółciowego posiadałam nawet swój domowy termometr- i bynajmniej nie była to moje fanaberia :) Ot, takie realia!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marta, ale wiesz 9 lat temu, dzis juz nie potrzebowalabys swojego teromometra:))

      Delete
  42. Replies
    1. Ja tez nie:))) Dlatego juz dzis ide do pracy:)))

      Delete
  43. Cudownie że jesteś! Strasznie było pusto bez Ciebie! zdrówka , zdrówka.

    ReplyDelete
  44. brzmi to strasznie mimo wszystko, mam nadzieję że zdrowiejesz skutecznie i na dobre!

    ReplyDelete
    Replies
    1. DS, a ja przepraszam, ze nie odpisalam na Twoj email, ale wiesz w tym kotle po prostu nie mialam czasu ani weny myslec o niczym innym. A email ciagle mam w folderze, wiec kto wie moze sie teraz zmobilizuje.

      Delete
  45. Stardust, ja Ci życzę, aby ten upadek nie miał na przyszłość żadnych konsekwencji dla Twojego zdrowia. Niech się wszystko dobrze zagoi. A o tym pobycie w szpitalu czytałem jakbym czytał opowieści z innej planety. I chyba tak właśnie jest.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki, chociaz oboje wiemy , ze zycie bywa bardzo nieprzewidywalne, ale licze na to, ze nie bedzie powtorki z rozrywki.

      Delete
  46. wow, ja bym się chętnie zalogowała na parę dni do takiego szpitala! z polskiego to chciałam spieprzać po pierwszej godzinie... PS. dobrze Cię widzieć w blogosferze - my tu wszyscy stęsknieni!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, to sie tylko tak mowi, ale jak bys musiala tam byc to tez mialabys dosc:))

      Delete
  47. cos nie bardzo sie ten rok zaczal dla wielu osob...:( ale jak wiadomo nie jest wazne jak sie zaczyna, wazne jak sie konczy:)
    Zdrowia Star zycze! x

    ReplyDelete
  48. Boszszsz... tylko chorować w USiech :) Rozpusta, rozrywka i bachanalia

    ReplyDelete
  49. Ja tez chcę tak :)
    Najarać się i odlecieć :)

    ReplyDelete
  50. Dobrze, że już jesteś ;). Ta długa cisza na blogu była niepokojąca. Zdrówka życzę, bo to najważniejsze, jak ono będzie to na resztę się zarobi ;).

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...