Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, March 9, 2014

Kaszanka czyli kicha

Jak wiadomo ktos mi zajumal pogode, piekna nowojorska pogode i w to miejsce zostawil upierdliwa zime, ktora nie dosc, ze zimna i sniegowa to jeszcze trwa w nieskonczonosc.
Ale co tam, nie bede sie przeciez przejmowac zima, odczynilam juz pare cudow na rzecz zakonczenia, ale nie dzialaly (te moje cuda znaczy sie) to se dalam spokoj i udaje, ze nie zauwazam zimy. Wybralismy sie wczoraj ze Wspanialym do lokalnego parku, tam gdzie ambitnie kiedys jezdzilam na rowerze. Nawiasem mowiac, skoro juz mowa o rowerze, to musze Wam powiedziec, ze moj Wspanialy cala zime jezdzi na rowerze, oczywista w weekendy tylko i nie w dni kiedy snieg padal, ale jak tylko przestal padac to Wspanialy juz posuwal na jednosladzie.
To jest ambicja!!!
Dobra, wracam do brzegu czyli do parku. Bylo slonecznie, ale mimo wszystko jakos jeszcze zupelnie nie wiosennie, upamietnilam to tylko jednym zdjeciem, bo przy takiej scenerii to na zdjecia czlowiek nie mial ochoty.


Zrobilismy krotki obchod i przysiedlismy na lunch w greckiej restauracji, ktora znamy juz od wielu lat i jeszcze nas nigdy nie zawiodla. Tym razem bylo tak samo, z tym, ze tym razem zanim podano nam lunch to podano nam najlepszy chleb swiata.
Nie od dzis wiadomo, ze uwielbiam chleby, a juz za hinduski Naan moglabym zabic, a teraz do moich ulubionych doszedl jeszcze ten grecki, wielo- i gruboziarnisty, ciemny i tak pyszny, ze o malo nie poprosilam o zamiane mojego dania na jeszcze jeden koszyczek chleba.
Maczany w oliwce z odrobina soli i duza iloscia pieprzu oraz oregano, po prostu niebo w gebie.
Oczywiscie nie wytrzymalam i jak kelner przyniosl nasze dania to zpytalam skad maja taki pyszny chleb i czy jest gdzies mozliwosc zakupienia. Niestety chleb pochodzi z piekarni gdzies w Brooklynie, klener nie posiadal adresu, ani zadnych innych danych kontaktowych.
Wspanialy kiwal glowa z politowaniem, a ja?
No coz, chwilowo sobie odpuscilam, ale juz wiem, ze nie spoczne poki nie znajde gdzie moge ten chleb kupic, oczywiscie nie bede tam jezdzic co tydzien, ale na pewno kiedys pojade.
W miedzyczasie postaramy sie odtworzyc przepis na taki chleb na wyczucie, bo my juz od kilku lat pieczemy wlasne chleby, ale ten jest tak pyszny, ze jak zaden inny bedzie mi sie snil po nocach.
Przy placeniu rachunku spotkala mnie mila niespodzianka, a mianowicie dostalam w prezencie pol bochenka chleba(!!!) Tak, to jest restauracja, ktora wie jak prowadzic biznes, a przede wszystkim jak sprawic aby nawet przypadkowy klient stal sie stalym klientem.
Tak wlasnie bylo lata temu kiedy wpadalismy tam czesciej i nagle na stole zaczela sie pojawiac darmowa karafka wina, lub dwie butelki piwa, w zaleznosci od tego co pilismy do obiadu to wlascicielka "czestowala" od siebie i tak z przypadkowych konsumentow stalismy sie stalymi. Trwalo to przez kilka lat, teraz przyznaje, ze wpadamy tam rzadziej, ale tez jak ktos pyta o dobra grecka restauracje w okolicy to zawsze polecamy, bo wiemy, ze naprawde warto.
I tak opuscilam knajpe z chlebem, teraz przydaloby sie cos do chleba, a ze pora byla wczesna, to postanowilismy pojechac na Greenpoint, do polskiego sklepu. Przez cala zime chodzi mi po glowie smalec domowej roboty, a przeciez nigdzie nie kupie porzadnego surowego boczku i bardzo wedzonej kielbasy. Dodatkowo musze to zrobic sama, bo przeciez wiadomo jakie zapatrywania na smalec ma Wspanialy;))
I powinnam skonczyc na tym boczku, ale nie, licho ponioslo mnie na stoisko z wedlinami.
Niech mi ktos powie dlaczego te wszystkie wyroby sa tak slone?
Zupenie tego nie pojmuje, a juz tym bardziej nie pojmuje mojej sklerozy, bo przeciez o tym doskonale wiem, a jednak jak tam jestem to jakas amnezja mnie ogarnia i znow kupuje.
Za kazdym razem zarzekam sie jak zaba blota i tak do... nastepnego razu. To jest jakies sadystyczno-masochistyczne zachowanie tym bardziej, ze wiem iz Wspanialy tego do geby nie wezmie i ja sama wyzeram te kopalnie soli. Wspanialy za to kupi sobie wedline u Wlocha Rosario i ma takie jak chce, a mnie zawsze diabli podkusza.
I na dodatek wczoraj zobaczylam kaszanke.
Kaszanke, ktora juz od 30 lat wiem, ze powinnam omijac z daleka...
No ale, gdzies w glebi mozgu ciagle mam w pamieci te kaszanke, ktora prawie pol wieku temu ojciec kupowal gdzies na wsi, pozniej podgrzewal z cebulka i to byla pychota nad pychotami.
Tamta kaszanka byla oczywiscie robiona w jelicie, ktore po pokrojeniu kaszanki w grube plastry przypiekalo sie na chrupiaco i bylo rarytasem. Oczywiscie dzisiejsza, tutejsza kaszanka jest w jakims plastikowym swinstwie, ktore ma wygladem przypominac jelito i ponoc nawet jest jadalne, ale ja w to nie wierze. Po wypizgnieciu zawartosci rzekomego "jelita" na patelnie pelna przysmazonej cebulki z kaszanki robi sie mamalyga, bo ta mazia ma za malo kaszy i produkt ostateczny wyglada jakby ktos narzygal. lub jeszcze gorzej na talerz.
Czyms takim chcialam wlasnie uraczyc wczoraj Wspanialego...
Sprobowal, bo on z tych co to pewnie i gowno by wzial do geby skoro zostalo podane przez ukochana zone, ale zaraz potem zrobil zalosna mine i powiedzial, ze nie jest glodny.
Przyznaje, ze ja tez nie bylam glodna i kicha, bo przeciez nie kaszanka wyladowala w smieciach.
I tym sposobem polegly moje ostatnie i tak juz nadwatlone resztki patriotyzmu, chociaz obawiam sie, ze za jakis czas znow mnie diabel podkusi jechac do polskiej dzielnicy i znow sie dam nabrac.
Ot taka jestem niereformowalna czasami....

66 comments:

  1. Witaj, u mnie też jest niby wiosna, czyli gdy dziś rano podniosłam odwłok z łóżka to okazało się, że na samochodach i trawnikach jest biało, bo w nocy było na minusie. Potem było nawet ciepło, w południe, ale byłam w zimowej kurtce.Muszę Cię pocieszyć- u nas dzisiejsza kaszanka w niczym nie przypomina tej sprzed 20 lat.To nie jest jak kiedyś tylko kasza i krew, teraz pakują do środka kawałki podrobów, więc też z jej kupowania zrezygnowałam. Wędliny - sporadycznie trafiają się smaczne, ale tylko te powyżej 40zł/kg a i tak część z nich jest zbyt słona. I niestety trwałość najczęściej bliska zeru, czyli po 3 dniach robią się oślizgłe. Prawdziwej, cieplutkiej i słońca pełnej wiosny Ci życzę.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, nie wpadlam na te podroby, nic dziwnego, ze to smakuje jak zarcie dla kotow:))) Jak czytam blogi to mam wrazenie, ze w kazdym polskim domu jest kot, albo i wiecej niz jeden wiec wydawalo mi sie, ze podroby sie sprzedaja wlasnie dla pupilkow domowych.
      Wedliny sa strasznie slone, z tym, ze u Wlocha (Rosario) jak zapytasz to szczerze poleca cos co jest mniej slone. Dodatkowo mam problem z krojeniem wedlin w polskich sklepach jak nic nie powiem to plasterki maja grubosc 3 mm jak powiem to juz mi sie kilka razy zdarzylo, ze byly tak cienkie, ze nie daly sie rozdzielic. Zlosliwosc?
      Nie wiem.
      Wiem natomiast, ze jak u Wlocha poprosze o cienko krojona szynke to sprzedawca kroi jeden plaster i pokazuje z pytaniem czy tak moze byc. Jakos zupelnie inne podejscie do klienta. Nic dziwnego, ze u Wlocha mozna spotkach klientow roznej masci, a w polskim sklepie tylko Polacy.
      Ja tez Ci zycze wiosny, chociaz myslalam, ze u Ciebie lepiej to wyglada... ja mam juz dosc tych cieplych szmat:)))

      Delete
  2. Witaj!!!
    Wiosna jest u nas i to zupelnie ..... nie o czasie.
    Narobilas mi smaku na kaszanke, bo to jednak rarytas, prawie nieosiagalny w Szwecji. Prosze zawsze znajomych z Polski o "dostawe" jak tylko maja taka mozliwosc, tzn krotki czas podrozy.
    Gorace wiosenne usciski.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A witaj Ineczko!! Teraz jzu wiem kto mi ladna pogode zajumal:))) No dobrze, ze to Ty, bo Ci sie sprawiedliwie nalezy:))
      Mam nadzieje, ze te kaszanki, ktore dostajesz z Polski to wlasnie takiego domowego wyrobu jak te co ja pamietam. To naprawde byl rarytas.
      buziaki :**

      Delete
  3. ha! Dobrze, że zasiadłam do czytania posta z uszkami (nie swoimi oczywiście) w barszczu:)Ja też jestem mocno chlebowa, a naan...mmm...uwielbiam:)) od wędlin już dawno uciekam, smalec lubię gęsi. Polskie wędliny, ach...te dobre podobno ktoś widział.
    Na zdjęciu wyszłaś pięknie, fryzura błyszcząca, uśmiech nęcący - no, wiosna, panie, wiosna!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Uszka i barszcz? Mlask:)))
      Pieprzu lubie, no kuzwa czasem lubie te wedliny, to pewnie wspomnienia dawnych smakow, ktorych juz dawno nie ma, a ja sie ciagle daje na to nabierac:)))
      Dzieki za komplementy, chociaz przyznaje, ze czasem czuje sie jak kupa z ta zima:)

      Delete
  4. wyglądasz znakomicie, o tej porze roku prawie wszystkie kobiety powyżej 30 roku życia mają prawo wyglądać jak zombie a Ty proszę:).
    jakość wyrobów zależy od surowca, porządna kiełbasa musi być ze świni tuczonej parowanymi ziemniakami z otrębami, siekanymi pokrzywami i warzywkami;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, dzieki:) Wlasnie napisalam wyzej, ze juz z ta zima czesto czuje sie jak kupa, ale wiesz wtedy nie pozwalam sobie na fotki:)))
      Kochanie a gdzie teraz znalezc swinie tuczone parowanymi ziemniakami z otrebami, pokrzywami i warzywkami.... ech Klarko to se ne vrati:((
      Nasze tutejsze swinie sa tuczone hormonami i antybiotykami... wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr...........................

      Delete
    2. nie macie ekologicznych gospodarstw? u nas eko żywność jest kilkukrotnie droższa od konwencjonalnej ale jest,
      poza tym coraz więcej osób mieszkającym poza miastem stara się produkować żywność dla siebie, świadomie, na zasadzie "wiem, co jem".
      Nawet na blogach to widać - dziewczyny wyrabiają sery, pieką chleb, hodują kury i kozy, tłoczą soki. Byłam w zeszłym roku na zlocie blogerów, gdzie cała żywność i napoje oprócz kawy i herbaty były "swojskie". Na stole stał gliniany gar smalcu domowego, koło niego pęta wędzonej kiełbasy, boczki, szynki, sery, kiszone ogórki, pikle,
      na kolację blogerzy (panowie) robili parzone kiełbaski i żur, kiełbaski od podstaw, czyli mielili mięso itd, oczywiście cały czas były swojskie napitki, nalewki, wina, śliwowica, bimbry różne. Poszukam Ci zdjęć zresztą;)

      Delete
    3. Klarko, oczywiscie, ze mamy gospodarstwa ekologiczne:) Problem w tym, ze ja mieszkam w miescie, wiec do takiego gospodarstwa mam troche daleko, zeby tak bezposrednio zakupic mieso "od chlopa" i jaja "od baby":))) Jezdzimy do sklepow ekologicznych i tam sie zaopatrujemy w zywnosc, ale... No wlasnie na ile ekologiczne jest to ekologiczne, ktore jest obok nie-ekologicznego???
      Oczywiscie nie dotyczy to miesa, chociaz tez sie zastanawiam na ile te laki sa ekologiczne, przeciez skoro w Polsce osiadly dymy Czarnobyla to jak ma nie osiadac chemia z nie-ekologicznych gospodarstw na ekologicznych.
      Ktos zatrzyma wiatr?
      Ktos zatrzyma przeplyw wod gruntowych?
      Raczej nie. I tym najwiekszy problem, ze ekologiczne aby bylo naprawde ekologiczne nie moze koegzystowac z tym chemicznym, a niestety na to nawet Ameryka jest za mala, nie mowiac o krajach wielkosci Polski.
      Ja praktycznie nie kupuje wedliny, bo wole sobie sama upiec kawalek miesa i miec jako wedline, ale raz na jakis czas sie czlowiekowi zachce i dodatkowo jak juz jestem w tych polskich sklepach to kupuje, bo pamietam jaki to kiedys mialo smak, a teraz to nawet pies tego nie ruszy, bo zwierzeta pod tym wzgledem sa madrzejsze od czlowieka.
      My sami pieczemy chleby, ja tez robie nalewki na spirytusie zamiast kupowac gowno,chociaz i tak teo nie ma kto pic, moje nalewki stoja po 5-6 lat ale wtedy dopiero sa dobre:))) Moj maz nawet wypala kawe a wiec u mnie nawet kawa jest "swojska", mamy czesto wlasne pomidory i troche innych warzyw, to co moge w doniczkach, ale kury i swini sobie nie wyhoduje na balkonie:))) Kiszone ogorki i kapuste tez potrafie zrobic sama w domu, sokow tez nie kupuje bo na cholere mi cukier, mam w domu sokowirowke i robie wlasne soki. Pisalam o tym co jest w sklepach. Zwlaszcza, ze Polacy tak bardzo sa dumni ze swoich wyrobow i wiekszosc emigrantow pisze, ze teskni za chlebem, kiszonym ogorkiem, kielbasa... no ja nie tesknie, bo jaki widzisz nie ma za czym:))) Mam to wszystko w zasiegu 40 min jazdy samochodem i jak mnie zbiera ochota to jade a potem przeklinam.

      Delete
  5. Star, wyglądasz jak Super Star & milion dolarów :)
    Wiosnę widać tam u Ciebie, tylko te okulary Ci zaciemniają widok;P
    Kaszankę lubię, salceson też i pasztetową wędzoną i smalec, chociaż staram się nie nadużywać, co by wieprzowiny na własnej dupie nie wyhodować ;)
    Buziaki:***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Viki, no mus te okulary bo sie marszcze:))) I slonce wczoraj dawalo solidnie, chociaz nie za dlugo.
      Kaszanke lubie, ale taka jaka lubie jest juz dla mnie nieosiagalna:(( Wedzonej pasztetowej nie jadlam, wiec nie mam pojecia. Smalec zrobilam taki, ze nawet Wspanialy go pozre:))) Wiem, ta wieprzowina bywa zdradliwa, ale jak sie ochota przyczepi do jezora to sie nie moge opedzic;))
      buziam:****

      Delete
  6. Star, cudownie wyglądasz!
    I ta fryzura!!! No, bosko :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, dzieki ale Wspanialy jak sie chwale, ze mnie tak komplementujecie to mowi, ze to nie ja tylko fotograf:))))

      Delete
  7. Bella Donna !!!!!
    świetnie wyglądasz w krótkich włosach !
    kaszankę ( u mnie zwaną żużel ) czasem kupuję u lokalnego rzeźnika ! jest poprawna ! najbardziej lubimy taką z grilla zawiniętą w boczek mrrrr
    pozdrowienia dla mojego ulubieńca Tatka :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, wlasnie obciecie kudlow to mialo byc na przywolanie wiosny i guzik mi z tego wyszedl.... no moze niezupelnie bo chyba sie znow troche odmlodzilam:P Kuzwa moze kopsnij troche tej kaszanki w moja strone.
      Tatek przybywa na Wielkanoc, juz zbieram sily coby go wysciskac w Twoim imieniu:)))

      Delete
  8. Wyglądasz jak milion dolców :) i w końcu wróciła nasza Star,jak będziesz w Polsze to na kaszankę zapraszam do siebie mam takiego dostawcę ,że klękajcie narody :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszystko fajnie, tylko kiedy ja do tej Polski pojade:)))

      Delete
  9. wyglądasz przepięknie! nie widać po Tobie ani przedłużającej się zimy ani żadnych innych przeciwności :)
    podzielam Twoją pasję pieczenia chleba ... również to robię i prawie nie kupujemy chleba w sklepach a kaszanki nie cierpię... tylko nie wyglądam tak dobrze jak Ty... muszę nad tym popracować :)
    Buziaki :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Emus, pieczeniem chlebow zajmuje sie Wspanialy, mamy maszyne, wiec to zadna robota. Przez wiele lat sie opieral tej maszynie jak osiol, a teraz jak wreszcie kupilismy to stwierdzil ze to najlepszy zakup:))) A ja sie ciesze, bo nareszcie mam chleby jakie lubie i nie musze ich szukac czytajac tysiace etykietek.
      buziam :****

      Delete
  10. Star ścięła swoje piękne włosy! Ludzie, musi jakieś potężne zmiany się kroją! :)
    Chleb z oliwą, solą i pieprzem ... czy może być coś bardziej wyrafinowanego? Eh, ślinka leci.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Co nie znaczy, że krótkie niepiękne. Fryzurka bardzo, bardzo :)

      Delete
    2. Zadne zmiany Fidrygauko, to juz nie te lata i nie te oczy:))) A wlosy mi sie znudzily, juz kilka lat mialam dlugie i najczesciej szlam na latwizne wiazac w pytke i w sumie wygladalam jak wiejska gosposia. Przepraszam w tym momencie wiejskie gosposie ale jakos nic lepszego nie przyszlo mi do glowy:))) Po prostu juz czas na odmiane i dodatkowo krotkie sa wygodniejsze, nie ma przy nich tyle roboty.

      Delete
  11. fryzura swietna, wygladasz jak million bucks!
    a! myslalam, ze z tymi wedlinami to tylko ja tak mam! tyle ze mnie nikt sluchac nie chce! bo mnie przezroczyste plasterki nie przeszkadzaja, wprost przeciwnie. ale zawsze dostaje takie na pol cm. i jak to potem jesc?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeszcze jeden taki komentarz i naprawde uwierze w ten "milion bucks":)))) Mnie tez nie przeszkadzaja przezroczyste plasterki, ale uwierz mi to co dostalam na Boze Narodzenie nie dalo sie za chinskiego boga podzielic, to byly strzepy przezroczystych plasterkow. Moj niezawodny Rosario jak kroi tak cieniutko to kazdy plasterek przeklada papierkiem i wtedy mozesz sobie je rozdzielic a tu dosalam zbita mase cieniutkich strzepow.
      To kiedy ten lunch? ;)))

      Delete
  12. Krotki wlos!! Wygladasz cudnie, umm znaczy fotografa masz fantastycznego :P :D
    Kocham chleb naan, absolutnie nie potrzeba mi niczego innego na kolacje, dajcie chleba i jakies dipy do maczania i styknie :)
    Wiosna musi byc gdzies niedaleko, bo u mnie sie powoli zaczyna ochladzac (znaczy zamiast 31 jest 27 degC :P)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rino, spetalaj i nie strasz tymi 27deg:))) A jesli chodzi o naan to mieszkalam kiedys naprzeciwko hinduskiej restauracji. Po miesiacu jak wchodzilam (codziennie) to kelner juz bez slowa przynosil naan i rachunek:))) Na szczescie mieszkalismy tam wyjatkowo krotko, cos ok. 1.5 roku i tak codziennie ten naan i mi sie nie znudzil:)))

      Delete
  13. Look przedni! Kaszaneczka czasem się tylko trafia jak ,,sprzed wojny''...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, jak bedziesz przylatac to moze przywiez porzadna kaszanke:)))

      Delete
  14. oj to tak jakbyś sobie smak hamburgera w macdonaldsie przypominała Star! Jak przyjadę do Stanów to Ci przywiozę porządnej, wiejskiej kaszanki ! :)))

    a co do zimy i wiosny. My w końcu mamy obiecaną Amerykę ;))) (tydzień może zimy był a teraz już 15 stopni. ja w ciągłym rozdarciu wystawiać już kwiaty na balkon czy jednak czekać aż jakaś zima nastanie ;))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, no Wam sie naprawde trafila "moja" nowojorksa zima. Ale Wspanialy tez juz wczoraj cos brzdakal o sadzonkach na balkon, ja mysle, ze powinien sie wstrzymac jeszcze ze 2 tygodnie, ale w sumie to niech robi co chce:P

      Delete
  15. Ależ pieknie Ci Star w tej nowej fryzurce~Cudna gęstwina włosów!:-)Taka wiosenna, promienna z Ciebie dziewczyna!:-)
    Z kaszanką rzeczywiście różnie bywa. Czasami udaje nam się dostać taką pychotę w jelicie. I wówczas palce lizać! A smalec, mimo tego, że diabelnie niezdrowy często robię...Bo taki dobry do świeżego chlebusia...
    Kochana! Wiosny! Wiosny i ciepła Ci zyczę! U nas od wczoraj słonko cudne króluje. Oby i do Ciebie wreszcie dotarło i zimę zwariowaną precz przegoniło!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, no wlasnie taka pychota, juz niekoniecznie w jelicie chodzi mi po zwojach mozgowych, ale nie moge trafic;( Smalec robilam dopiero drugi raz, ale moj smalec jest taki bezsmalcu:))) zywcem bardzo chudy boczek i kielbasa. Musze go nawet dzis przetopic i dodac troche smalcu, bo sie nie daje rozsmarowac na chlebie.
      Kochana slonca to u mnie nie brakuje, NYC to bardzo sloneczne miasto i na palcach rak moglabym policzyc dni bez slonca, ale jest zimo i na podworku mam ciagle miejscami snieg:)))

      Delete
  16. No ja też nie odbiegnę od większości. Mimo że wiosny jeszcze widać, to Ty wyglądasz bardzo wiosennie i po prostu pięknie :)
    Ściskam mocno!
    Zosia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anno i teraz juz naprawde uwierzylam:))) Dzieki:**

      Delete
    2. Ciagle sie nie moge przyzwyczaic do Twojego nowego wcielenia:)))

      Delete
    3. No bo wiesz, jakoś człowiek chce chronić swoją prywatność i tak kombinuje.
      A potem wychodzi, że przekombinował i robi się "czeski film" :)

      Delete
    4. :))) To wymaga troche czasu, ale sie przyzwyczaje:)

      Delete
  17. Fryzura bomba normalnie wylaszczyłąś się na wiosnę ze ho ho. pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Joguzia, no musze sie jakos wylaszczyc, bo dokladnie za 3 miesiace stuknie mi 60tka wiec wiesz, trzeba sie spiac:)))

      Delete
    2. Star ! żartujesz sobie !!! Tobie stuknie 60 tka ??? Tobie ???eeee nie Tobie !!!! tylko metryce :-)

      Delete
  18. Jak się będziesz kiedyś do Polski wybierała to daj znać, poproszę tatę żeby zrobił taką swojską, prawdziwą kaszankę i z największa przyjemnością podrzucę ci na lotnisko;)
    W moim małym rodzinnym miasteczku tę ze sklepu jeszcze się da zjeść, ale tu gdzie teraz mieszkamy jest praktycznie niezjadliwa, tak jak piszesz robi się maź i nie smakuje jak kaszanka, a czarne (moje ulubieńsze od kaszanki) to już w ogóle szkoda mówić, na szczęście tata od czasu do czasu robi takie swojskie "rarytasy":)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Stokrotko, bede pamietac o tej obietnicy:))) Ale czy i kiedy ja przyjade to zupelnie insza inszosc:)))

      Delete
  19. No widzisz Star, Twoj Wspanialy to choc sprobuje, bo moj to nawet w tamta strone by nie spojrzal. No boi sie nowosci i juz! Nic na to nie potrafie poradzic. Choc i tak cud, ze dal sie wyciagnac na Hinduskie zarelko wtedy u Was w Nju Jorku:))) I za bardzo nie wybrzydzal. Cud!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, D. wcale nie wybrzydzal, byl naprawde grzeczny:)) A jak przyjedziecie do NYC to mu znow damy szkole:)) Tylko nic nie mow, bo sie wystraszy i nie bedzie chcial przyjechac, ale troche moze go sie uda przecwiczyc. Wspanialy to chyba ze strachu tak probuje, w koncu na pierwsza randke wybralam tajska knajpe i tak ostre jedzenie, ze biedny nie mogl trafic z powrotem do domu:))) Ale przezyl i potem juz poszlo latwo, ja nie mialam pojecia, ze on wczesniej nigdy nie jadl tajskiego jedzenia. Teraz czesto mnie zaskakuje, bo je ostrzej niz ja.

      Delete
  20. A ja ostatnio zatęskniłam za smakiem PRAWDZIWEGO sera żółtego. Takiego, który można rozróżnić po smaku, że ostrzejszy, że łagodny... Bo teraz każdy smakuje tak samo, bez względu na to, czy nazywa się gouda czy edamski. No i żaden z nich nie smakuje jak ser żółty.
    A taką prawdziwą kaszankę też bym zjadła.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, serow to mam pod dostatkiem i naprawde doskonalych. Moge nawet powiedziec, ze mieszkam w krainie dobrych serow. Wloskie, francuskie, hiszpanskie jakie chcesz i cudowne smaki. W Krakowie zrobilismy sobie kolacje serow z owocami i niestety stwierdzam, ze to co kupilismy w tamtejszym supermakecie nie dorasta do piet naszym serom. I wcale nie musze chodzic do zadnych wyszukanych sklepow dobre sery sa w kazdym sklepie, nawet osiedlowych dziurach.

      Delete
  21. Nie pamietam kiedy jakdlam dobra kaszanke,smiem twirdzic ze tutaj takowej nie zakupisz.
    Wiosne zaczelam sobie w doniczce chodowac:)
    Zreszta Star,nie ma nad czym deliberowac,Ty mi lepiej daj namiary na Twojego fryzjera bo wlosy masz obciete prima sort,zajebisciasko:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fryzjer jest w mojej dzielnicy, chodze do niego juz blisko 10 lat i zawsze sie boje zeby mi gdzies nie uciekl, bo on juz teraz pracuje tylko w soboty.

      Delete
    2. wlasnie chcialam napisac, kolor mi sie bardzo!

      Delete
  22. Stardust,
    Za mna tez "chodzi" taka wiejska kaszanka. Kupilam juz w polskim sklepie nie raz i probowalam przyrzadzic na rozne sposoby, ale nie bardzo to jadalne jest. Chyba czas wybrac sie do Polski...na kaszanke:)
    A greckie jedzonko uwielbiam. W jakiej dzielnicy jest ta restauracja?
    D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dominiko, przez 30 lat tyle juz razy nabralam sie na te rozne kaszanki, ze naprawde powinno mnie to wyleczyc:)))
      Grecka restauracja jest w Astorii nazywa sie Agnanti, przy Ditmars Bulevard i bodajze 19 Street, na rogu ulic przy parku.

      Delete
  23. Star, tylko Ty potrafisz tak ciurkiem, ciurkiem od Greka do kaszanki przejść w jednym zdaniu,a i o pogodę jeszcze zahaczyć...uwielbiam Cię czytać..;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, bo jak nie ma o czym pisac to tak sobie pitole palcami po... klawiaturze:)))

      Delete
  24. Pięknie wyglądasz! I narobiłas mi apetytu na chleb, aż się poplułam ; ))))

    ReplyDelete
  25. Chrzanić kaszankę ! Ważne, że spacerowałaś po parku :)
    Pozdrawiam tajemniczą agentkę Star w ciemnych okularach :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, a moze faktycznie trzeba bylo ta kiche pochrzanic:)))

      Delete
  26. Jeszcze całkiem niedawno, zanim moja mama wyniosła się niespodziewanie poziom wyżej (jak ja to zwę) - taką swojską, robioną w domu kaszankę w jelicie (nieszlamowanym - jak wiesz o co chodzi), z własnego mięsa (tzn. uhodowanego na własnym gospodarstwie) mieliśmy dość często. Pomagałam mamie ją robić zawsze, ale nie wiem, czy umiałabym sama ten proceder powtórzyć... W każdym razie - to był rytuał i robota na cały dzień. A kaszanka - jak dla nas - jedyna w swoim rodzaju... Kasza gryczana i jęczmienna... Jak ja żałuję, że już takiej nie zjemy! Kupne, bądź nawet robione przez zamówionych masarzy z powierzonych materiałów - niestety, nie umywają się.

    Cały post extra i będę zaglądać. Pozdrowionka!

    Poza kaszanką -

    ReplyDelete
    Replies
    1. Witaj Amisha! No wlasnie taka kaszanke w nieszlamowanym jelicie mam gdzies w pamieci... ale to se ne vrati:((
      buziam:***

      Delete
  27. bogu i niebiosom dzieki, ze u mnie chlopcy sami wedliny robia ;-)
    a u nas wiosna, az do soboty wiosna :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, no tylko mi nie mow, ze juz Dziedzica zagonilas do robienia wedlin:))) A u mnie wiosna OD soboty:)))

      Delete
    2. Star, czytam od dawna Twoj blog, ale dopiero pierwszy raz pisze i od razu mam prosbe.czy mozesz mi podac adres i nazwe tej greckiej restauracji, ktora tak zachwalasz.Bardzo chetnie sie tam wybiore.O kaszance nic nie pisze , bo akurat tak jak Twoj Wspanialy jej nie jadam:)
      Widze jedank,ze wczesniej czy pozniej dostaniesz taka o jakiej marzysz.Smacznego:)

      Delete
    3. Restauracja nazywa sie Agnanti i jest w Astorii, dokladnie Ditmars Bulevard i 19 Street. Polecam:))

      Delete
  28. Bardzo dziekuje za odpowiedz.Myslalam,ze pojde z mezem do tej restauracji juz w tym tygodniu alezostalam w trybie przyspieszonym babcia dwoch przedwczesnie urodzonych blizniakow - chlopakow i porwal mnie nowy wir obowiazkow.Jestem jednak pewna,ze gdy sie w koncu wybiore do Agnanti to nie bede rozczarowana.Po Twojej rekomendacji nie ma mowy:)))

    ReplyDelete
  29. czesc Star, ale mi sie wpasowalas z ta kaszanka. Pomagalam na polskim festiwalu i zostalam zaproszona na dziekczynny obiad. A ze na kazdy obiad ktorego nie musze robic, zwlaszcza z bigosem, pojde jak w dym wiec poszlam. Bigos pychota, ale zrobili jakas smieszna loterie i chyba pozbywali sie tego co im z festiwalu zostalo. Wyobraz sobie wygralam pakiet kaszanki, chyba ze 20 sztuk! Nie jadlam 20 lat, monsz i dzieci w nie tkna. Moze wpadniesz? ;)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...