Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, April 9, 2014

Najwazniejszy jest spokoj

Pierwsze dni w szpitalu byly jak sen, zly sen. Co jakis czas rozgladalam sie dookola i nie wierzylam, ze to sie naprawde dzieje... ze tu przy "moim" lozku stoja jacys ludzie i mowia.
Mowia uzywajac slow:
- ogromny guz
- lewe pluco
- biopsja srodklatkowa
- bronchoscopy
- ciecz w plucach
- mozliwa operacja
- serce mocne
- czyste zyly
Querwa to nie moze byc o mnie?!!!
A jednak bylo...
Wspanialy siedzial w fotelu naprzeciwko mnie i wydawal sie taki malutki.. no dobrze wszyscy wiemy, ze Wspanialy to nie jest kawal chlopa, ale wtedy tam byl naprawde malutki... taki... tyci.
Nie odzywalismy sie do siebie slowem poza "czy cos ci podac?", "jak sie czujesz?", "zjedz jeszcze troche", "wyjde na zewnatrz i kupie ci jakies owoce"...
I tak przez pierwsze dwa dni. Od czasu do czasu przychodzil przysiasc na brzegu mojego lozka i robilismy "support hug" czyli uscisk wsparcia. W kazdym z tych usciskow byla pelna kumulacja uczuc jakie nas lacza od lat.
Ale bylo tam jeszcze cos wiecej, cos co wiem, ze chcial ukryc, ale nie zawsze sie dalo... byl lek.
Lek o mnie... o nas...
I powiem Wam, ze w calym tym chorowaniu nie ma nic gorszego niz czuc ten lek najblizszych, widziec go w ich oczach, ktore na sile staraja sie to ukryc ale sie nie daje.
Ten widok, to uczucie boli najbardziej.
I nie ma na to zadnego lekarstwa.
Mysle, ze jest latwiej byc chorym niz tym bok czlonkiem najblizszej rodziny.
Najgorszy byl wieczor, kiedy on wracal do domu i ten lek byl jeszcze glebszy, bo bal sie, ze zostane sama i bede myslec, a w takich sytuacjach nie ma nic gorszego niz przebywanie we wlasnej glowie.
Bal sie, ale jednoczesnie nie mowilismy o tym, to bylo takie tabu.
Raz tylko powiedzial:
-- Cokolwiek by to nie bylo, to damy rade, mamy siebie i pamietaj, ze moja firma ma kilka nowych lekow rakowych ciagle w fazie prob... jesli bedzie taka potrzeba, to bedziemy je mieli.
Osobnym rozdzialem byl Junior, ktory byl tak wystraszony, ze przy drugiej wizycie musialam go poprosic zeby wiecej nie przychodzil.
-- Jak to?! Nie chcesz zebym przychodzil Cie odwiedzic??? - nie mogl tego zrozumiec.
-- Przykro mi synu, ale nie chce, nie moge sobie na to pozwolic. Bez wzgledu na to jak bardzo sie starasz ukryc co sie w Tobie dzieje, to pamietaj ja jestem Twoja matka. Przede mna tego nie ukryjesz, a mnie ten Twoj strach w niczym nie pomaga. Ja nie moge teraz skupiac sie nad Twoimi lekami, bo musze sie skupic nad tym co ja czuje i jakos to ogarnac.
-- Mamo, ale...
-- Przpraszam skarbie ale nie moze byc zadnego "ale" nie stac mnie na to. Ja bede zupelnie inaczej wygladala w domu i tam bedziesz mogl przyjezdzac jak czesto chcesz, ale prosze... nie tutaj.
A wygladalam fatalnie, zwlaszcza w czasie tej drugiej jego wizyty, pokluta i posiniaczona, cale ramiona i nawet dlonie w sinicach, bo ja mam fatalne zyly i do tego dren w plucach a obok lozka walizeczka z jakims swinstwem, ktore z pluc sciagali.
Na sama mysl o tej walizce to mnie przedwczorajsze jedzenie podchodzilo do gardla, a tu co chwile przychodzil ktos madry i sie temu przygladali, mierzyli a ja na sile probowalam nie rzygac.
Do dzis nie wiem czy zrozumial, wazne, ze zaakceptowal i to byla jego ostatania wizyta w szpitalu.
Potem byly tylko telefony i esemesy, jeden z nich tez mnie rozlozyl bo nie bylo to nic wiecej tylko "tak bardzo cie kocham".
Serce mi o malo nie peklo, ale odpisalam "odejdz od komputera".
Po chwili zadzwonil:
-- Dlaczego napisalas zebym odszedl od komputera?
-- Bo przeciez wiem, ze siedzisz i kazda wolna chwile pewnie poswiecasz na google...
-- Hmmm....
-- Nie rob tego! Ja sama tego nie robie, to jest nam niepotrzebne. Internet jest zbiorowiskiem wiadomosci, roznych wiadomosci, opartych na roznych przypadkach, a ja jestem JA!!!
Milczal a wiec chociaz sluchal a ja ciagnelam dalej:
-- Poza tym my ciagle nie mamy diagnozy, dopiero wyslali probki biopsji i to zajmnie ok. trzech dni zeby wrocily wyniki. Nie mozesz sie dobijac chorobami innych... wystarczy, ze masz chora matke.
Dotarlo.
A moze i nie, ale wazne, ze juz zachowywal sie inaczej.
A potem wrocily wyniki i zapanowala ogolna radosc, ktorej ja tez nie rozumialam podobnie jak wczesniejszych rozmow. Teraz kazdy wchodzil z usmiechem i mowil:
-- To swietna wiadomosc!! Ma pani Non-Hodgkin's Lymphoma!! Jesli juz miec jakiegos raka, to wlasnie tego. Ma najwyzszy procent uleczalnosci!!
Po polsku to jakis chloniak, ale nie mam pojecia ktory:))
Brzmialo to prawie jak "gratuluje ma pani raka, ale w bonusie jest szansa uleczenia":))
A ja patrzylam z glupim wyrazem twarzy i myslalam "a co mnie obchodzi jakis procent? ja jestem ja i obchodzi mnie tylko to co dotyczy mnie, procenty na mnie nie robia wrazenia, ani negatywnego, ani pozytywnego". Poza tym ja naprawde nie chcialam o tym wszystkim myslec.
No dobra, przyznaje, ze jest to zdecydowanie lepiej niz np. rak pluc, czy tez innych narzadow, przyznaje, ze cieszy mnie fakt, ze nikt nie musial mnie kroic i zagladac w czeluscie mojego jestestwa celem segregacji sprzetow. Ale to wszystko.
Rak jest rakiem.
Czyli jest choroba jak kazda inna, nie zgadzam sie, ze jest straszniejszy od innych chorob, bo jest wiele chorob ktore wiaza sie z cierpieniem tak fizycznym jak i emocjonalnym, to po prostu zalezy od indywidualnego nastawienia.
A ja od poczatku postanowilam nastawic sie pozytywnie.
Nie bedzie mi tu zaden rak robil balaganu w zyciu. Tak jak jeszcze jesienia chodzilam dziennie osiem do dziesieciu tysiecy krokow dziennie tak w szpitalu robilam ok. siedmiu tysiecy, bo przeciez nie mialam nic innego do roboty. Nie bylo co prawda gdzie chodzic, bo mialam tylko trzy korytarze, ktore tworzyly litere C i calosc w lewo i prawo stanowila zaledwie cos ok. 480 krokow.
Trzeba sie bylo niezle nachodzic zeby uzbierac te 7 000 w tak krotkich odcinkach ale jak tylko moglam to chodzilam. Nie moglam spac, bo bylo francowato goraco to wstawalam i chodzilam.
Pierwsza w nocy?
Czwarta rano?
To bylo bez roznicy, caly oddzial mnie znal z tego chodzenia, niektorzy mi nawet bili brawa i dopingowali :)) Jak trzeba bylo to ciagnelam za soba stojak z kroplowka i chodzilam.
Po tygodniu nawet kilkoro innych pacjentow dolaczylo do moich "spacerow po parku" jak je nazywalam, widocznie zobaczyli, ze niekoniecznie trzeba lezec bezczynnie.
Pamietam jak przyszla kiedys w nocy pielegniarka, taka z tych wspomagajacych rozmowami.
Mary weszla cichutko do pokoju, pewnie chciala sprawdzic czy spimy, a ja nagle jak banka-wstanka zrobilam ku-ku:)
-- Star, nie spisz?
-- No nie spie - potwierdzilam ale nie wyjasnilam dlaczego nie spie, bo przeciez nie pytala.
A powodem bylo nic innego jak temperatura w pokoju, ja nie potrafie spac w piekarniku, zdecydowanie wole lodowki:))
-- A chcesz porozmawiac? - zapytala delikatnie.
-- Pewnie, ze chce - zawolalam ochoczo i dodalam - ja zawsze chce rozmawiac, bo ja jestem gadula.
Przysiadla na brzegu mojego lozka i pozwolila mi mowic, bo tak to wyglada, ze te wspomagajace musza wyczuc gdzie sa slabe punkty chorego i dopiero wtedy wiedza jak pocieszyc.
No to ja napierdalam jak karabin maszynowy tak zupelnie o wszystkim i o niczym, ale raczej nie o chorobie... geba mi sie nie zamyka, cala jestem w skowronkach... a Mary w koncu zapytala:
-- Star, ale Ty jeszcze nie masz diagnozy?
-- No nie mam, ale tak czy inaczej to wyglada na to, ze bedzie jakis rak.
-- No wiesz, nawet jak bedzie rak, to rak w dzisiejszych czasach nie jest wyrokiem smierci... - zaczela znow delikatnie.
-- Mary, oczywiscie, ze nie jest!! Wyrok smierci to kazdy z nas dostaje w momencie narodzin tylko nie chcemy o tym pamietac i kazdego roku swietujemy zblizanie sie do smierci. Zupelnie nieswiadomie... czlowiek to takie dziwne stworzenie..
Drzwi do pokoju byly otwarte i z korytarza wpadalo na tyle swiatla, ze widzialam jak oczy Mary robia sie okragle ze zdziwienia, ale nie przerywala, wiec ciagnelam dalej... nareszcie mialam jakies audytorium i moglam sobie pogadac.
-- .. ja sie nie boje smierci, co oczywiscie nie znaczy, ze chcialabym umrzec juz teraz, ale nie widze powodu dla ktorego w czasie zycia mialabym myslec o wlasnej smierci. Zycie jest smiertelna choroba! Kazdy kto sie urodzil musi umrzec! Ja mam prawie 60 lat, mialam fantastyczne zycie, chocby z powodu posiadania trzech mezow... nie mam zadnego problemu z umieraniem.
Poniewaz Mary siedziala cichutko, troche jakby jej mowe odjelo to dawalam dalej:
-- Niesprawiedliwe jest jak umieraja dzieci, a tez nie ma na to sily i trzeba sie z tym pogodzic. Zobacz ludzie umieraja codziennie w roznych okolicznosciach.. ktos przechodzi przez jezdnie, inny nie panuje nad kierownica i juz przechodzien jest skasowany... ktos inny idzie do kina, wpada szaleniec z karabinem maszynowym i juz jest masowa kasacja. Zyjemy w takich popierdolonych czasach, ze wcale nie trzeba miec raka zeby umrzec. I ci wszyscy ludzie nie boja sie smierci, bo nawet nie maja czasu o niej myslec, a tu ona przychodzi nagle, niespodziewanie i juz jest po fakcie...
Dlaczego ja mialabym sie bac? Bo mam raka? Wrecz przeciwnie, ja uwazam, ze rak to choroba wybrancow, choroba na ktora trzeba sobie zasluzyc. A dostajemy ja od losu po to zeby docenic kazdy dzien zycia... i tak wlasnie bede robic. Nie zgadzam sie na zdane zmiany. Owszem moge przyjac do wiadomosci, ze moje cialo ma cos co sie nazywa rak... to tak jak... kurzajka na nosie ale poza tym ja nie jestem chora. Choroba to stan umyslu, na ktory ja sobie nie pozwole tak dlugo jak tylko bede mogla.
Zrobilam chyba przerwe na zlapanie oddechu i Mary wykorzystala ten moment:
-- Star? Ja Ciebie przyszlam tu pocieszac?
-- Ooo naprawde? Przepraszam, ze nie potrafilam sie zachowac, ale wiesz ja nie mam zadnego obycia szpitalnego, to moj pierwszy raz - zazartowalam.
-- Nie tylko nie dalas mi szansy, ale za to dalas mi argumenty do rozmow z innymi chorymi, takimi co sie boja, bo ich jest naprawde duzo.
Juz po diagnozie rozmawialysmy jeszcze raz, tak troche w przelocie, przed pierwsza chemia, bo pierwsza chemie zazyczylam sobie w szpitalu.
-- Wiekszosc kobiet najbrdziej boi sie utraty wlosow, to jest szokujace i ciezkie do zaakceptowania - powiedziala Mary.
A ja tamtego dnia bylam trzeci dzien bez prysznica, czyli myta tylko gabkami przez pielegniarki, ale bez mycia glowy, moje wlosy wygladaly tak zalosnie, ze byloby mi bosko obojetne gdyby wypadly natychmiast wszystkie.
-- Mary, Ty widzisz moje wlosy? a po czym ja niby mialabym rozpaczac? Zupelnie sie tego nie boje, pierwsze co zrobie jak wroce do domu to obetne tak krotko jak sie da, a potem niech wypadaja.
-- Dla wielu kobiet wlosy to atrybut kobiecosci...
-- Rozumiem, piekne wlosy moga byc atrybutem, ale to co zwisa mi na glowie dzisiaj jest zalosne. Mary, wlosy to nie ja, to wszystko co widac tutaj lezace na tym szpitalnym lozku nie ma nic wspolnego ze MNA z tym co sie naprawde liczy. A tego co sie naprawde liczy nie zniszczy zaden rak, zadna inna choroba, a nawet smierc, bo dusza jest niesmiertelna i nawet ja niewierzaca tez w to wierze.
Nic nie powiedziala tylko mnie przytulila.
Nie chce sluchac o zadnych objawach, nie chce sluchac o zadnych skutkach ubocznych... na cholere mi ta wiedza? Co ma byc to bedzie i na pewno mnie nie ominie, a jak ominie to moje szczescie.
Kiedy wychodzilam wszyscy po kolei lekarze pytali czy mam jakies pytania.
Nie mam.
Nawet Wspanialy byl zdziwiony:
-- Naprawde nie masz zadnych pytan?
-- Nie mam, bo ja nie chce zeby mnie lekarze straszyli odpowiedziami czyli tym co sie ewentualnie moze wydarzyc, mnie to nie interesuje. Jak sie wydarzy to na pewno zadbam o to zeby caly swiat uslyszal. Lekarze maja mnie leczyc a nie straszyc.
I poki co nie mam zadnych typowych skutkow ubocznych, nie wiem co to sa mdlosci. Po pierwszej chemii mialam zapalenie jamy ustnej, teraz juz wiem jak temu zapobiec i jest z glowy.
Jedyne to czuje sie oslabiona, tak trzeciego dnia po chemii nie mam za grosz energii i najchetniej leze w lozku, no to wyleguje, odpoczywam, odsypiam tak przez dwa dni i piatego dnia jestem nowka.
Tydzien po chemii ide do pracy.
Nie wyobrazam sobie, zebym teraz nie pracowala.
Nie wyobrazam sobie, ze moglabym teraz siedziec sama w domu i nic nie robic, nie miec zadnego obowiazku poza mysleniem.
Oj na pewno po tygodniu, gora dwoch wymyslilabym sobie niejedna dodatkowa chorobe i pare smierci. Nie pracuje codziennie, przewaznie dwa, trzy dni w tygodniu, czasem pol dnia, czasem pelny dzien, ale wiem, ze jestem potrzebna, ze musze wstac i zyc.
Bo zycie jest najwazniejsze!!!!

146 comments:

  1. Star Kochana!!! Ty to jesteś niesamowita! Może Ty do roboty jako pielęgniarka powinnaś iść? Nie dość, że pocieszenia Ci wychodzą, tak, że innych inspirujesz, to byś jeszcze jakąś sekcję sportową utworzyła z tymi Twoimi spacerami ;-P
    PS. Mądra i trudna decyzja z Twoim synem, nie wiem czy mnie by było na to stać, ale popieram...
    PS2. Wciąż tysiące ciepłych myśli ze Śląska ślę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olu, z Juniorem faktycznie bylo trudno, ale w tej sytuacji nie ma innego wyjscia. Te cudze leki rozwalaja Ciebie. Wspanialy jakos sobie radzil z tym ukrywaniem, najwyzej siedzial i nic nie mowil, a Junior byl w absolutnej rozsypce, zywa kupa nieszczescia.
      Niestety ale w takich momentach chory musi zadbac o wlasna psychike, nie ma czasu na nianczenie otoczenia.
      Jak juz sie to skonczy to mam zamiar sie udzielac w grupie wsparcia dla chorych na raka. Narazie nie chce, bo wlasnie tam dopiero sie wysluchuje cudzych strachow i bolaczek, tez nie moge sobie pozwolic na to zeby mnie taka grupa sciagnela w dol.
      Jak juz zakoncze leczenie to wtedy sie tam przydam chyba bardziej niz teraz.

      Delete
  2. ot razu fiedziauam, żeś fajna baba !!! :PPP

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Gagus, ale tylko fajny fajnego rozpozna:))

      Delete
  3. Uściski i buziole wysyłam z pochmurnej Anglii :)))
    Dziękuję za e-maila Star
    Gosia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosiu, a ja dziekuje ze sie jeszcze odezwalas, bardzo sie ciesze:))

      Delete
  4. Star masz całkowitą rację. Szkoda zycia nad samozadręczaniem się. Zdrowia zyczę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nicka, no szkoda, tylko tak latwo o tym zapomniec, tak latwo sie litowac nad samym soba. Dziekuje za zyczenia:))

      Delete
  5. Uczę się od Ciebie podejścia do życia. Jest niesamowite i bardzo mi takie odpowiada :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozo, ja jestem tylko realistka:) Nawet w stosunku do samej siebie, a Ty chyba jestes bardzo podobna, takie mam wrazenie jak czytam Twojego bloga.

      Delete
    2. Oczywiście, że realistka - do bólu. I lubię mieć wokół siebie takich samych ludzi, podobnie myślące kobiety, choćby i wirtualnie i z Nowego Jorku :)) Zawsze można się jeszcze czegoś nauczyć od takich jak Ty, podpatrzeć. Powspieramy się nawzajem, a jak nie damy rady, to popłaczemy, poleżymy - chwilkę, a potem...do roboty! Jak już trafię czasami do szpitala, to lekarze też mają ze mną "trzy światy" :))

      Delete
    3. Czyli ciagnie nas na zasadzie "swoj swojego zawsze znajdzie":))

      Delete
  6. Czytam i czytam bez końca. Jestem dumna, że cię znam. Uczę się od Ciebie. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. GosiAnko kochana, ucz sie jesli uwazasz, ze mozesz i chcesz sie czegos ode mnie nauczyc, ale zycze Ci z calego serca, zebys nigdy nie musiala z tych nauk korzystac.
      buziam:***

      Delete
    2. Wiesz, nie wiem czy pamiętasz, ale byłam po drugiej stronie. Mój Tato przez to przechodził. To jest, chciałam napisać, że równie trudne, ale przecież tego nie wiem, a więc: to jest też trudne.

      Delete
    3. Pamietam. I po tej drugiej stronie, gdzie Ty bylas jest trudniej. Ja mysle, ze latwiej jest choremu niz rodzinie chorego. Ciagle o tym mysle i kto wie, moze nawet taka notke machne, bo to warto sobie wymienic doswiadczenia i poglady w tej sprawie.

      Delete
  7. Kurna Star, sorry, że jestem płytka jak kałuża na pustyni, ale właśnie przeczytałam hurtem Twoje trzy ostatnie notki i powiem Ci jedno - jaką Ty jesteś niesamowicie piękną kobietą! Masz tak obłędnie piękne oczy - i właśnie brak włosów moim zdaniem bardzo Twoją urodę podkreśla. Nie lubię roztkliwiania się i jojczenia, więc kitów Ci nie wciskam, tylko mówię jak jest. :D

    P.S.1 Mnóstwo uśmiechu i ciepła ode mnie i same dobre myśli. :)
    P.S.2 To gówno co się do Ciebie przyczepiło nie wie z jaką Twardą zawodniczką zadarło. Będzie wypieprzać w podskokach tam skąd wróciło. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. M, przesadzasz, ale za to jak milo przesadzasz z ta pieknoscia, dziekuje:) Tez licze na to, ze sie to gowno znudzi szybko moim towarzystwem.

      Delete
  8. Ubóstwiam Cię, zajebista Kobieto:***
    Tak mądrej, dojrzałej postawy należy życzyć sobie samemu.
    Wiem, że nie oczekujesz takich słów, ale ja Cię szczerze podziwiam, zresztą już od dawna.
    Jesteśmy bardzo podobne charakterki, podobne zouzy ;P
    no i 1000 uśmiechów ślę :DDDDD
    i całuję w łysą glacę ;****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Viki, ja tez widze bardzo duzo podobienstwa miedzy nami:)) Troche to przerazajace, takie dwie zouzy:P ale mnie cieszy:)))
      buziam:***

      Delete
  9. Kciuki trzymam, by się wszystko ułożyło! Bo komu, jak nie Tobie?!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, dobrze byloby zeby wreszcie kazdemu sie udawalo zwalczyc to swinstwo. Na tyle techniki, na tyle wynalazkow medycznych, az sie wierzyc nie chce, ze ciagle nie ma na to 100% lekarstwa. To jest straszne, szczegolnie w przypadku ludzi mlodych i dzieci.
      Dziekuje za kciukasy:))

      Delete
  10. Ja sie tylko powtorze, jestes fantastyczna Kobieta! Uwielbiam Twoj optymizm i dzieki Tobie mysle znacznie bardziej pozytywnie niz kiedys (serio serio) :)
    Pozytywna energia idzie do Ciebie nieustannie z moich stron :)
    Buziaki :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rino, bardzo sie ciesze, ze ten optymizm sie udziela:))) i dzieki za energie:) Cmokasy ogromne:***

      Delete
  11. Replies
    1. Maga, guru czy nie, Ty lepiej popitalaj do medyka z tym karkiem, bo widzisz na co mnie przyszlo? tez unikalam medykow jak ognia piekielnego a teraz nadrabiam zyciowe zaleglosci.

      Delete
    2. Bylam juz poznym wieczorem wczoraj u znajomej lekarki i wszystko wskazuje na to ze jestem zawiana:),to moze troche potrwac zanim przejdzie calkowicie,tym bardziej ze nie chcialam zadnych zastrzykow...miziam sie masciami:)))))
      Mam tez prikaz na przeswietlenie.

      Delete
    3. Ufff kamien z serca:) To sie miziaj i nie rob nic glupiego:))

      Delete
  12. Kochana, jestes Wielka. Jesteś najmadrzejsza Wiedzma jaka znam. Chcialabym choc w polowie być taka jak Ty...
    Dobrze, że Cię odetkalo, pisz i wyrzucaj z siebie wszystko to, co gryzlo Cie przez ostatnie trzy miechy.
    Całuję!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Baboruda, na pewno nie bedzie to blog rakowy, bo ja nie poswiecam temu az tyle czasu. Ale teraz na poczatek te kilka notek dla informacji, zebyscie wiedzieli z czym sie zmagam. A potem to juz bedzie normalne zycie, owszem od czasu do czasu jakis update, ale pisac o tym ciagle tez nie dalabym rady:)))

      Delete
  13. Star, czytam cie od dawna i ubostwiam ...... za pozytywna energie, humor, caloksztalt.... zdrowiej... bo sie nie moge oderwac od ostatnich wpisow.... calusy i pozytywna energie sle. anna p. z wielkopolski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Anno, robie co moge, wiecej sie nie da. Ale mysle, ze mam duze szanse przegonic tego drania:)

      Delete
  14. Ja to nabardziej podziwiam Cie za nieustajaca energie :) Sciskam mocno! Bardzo bardzo bardzo mocno:) Zebys jak najszybciej i bezbolesnie tego cholerstwa sie pozbyla.
    Trzymaj sie kochana - i jakie to wzruszajace, ze takie tabuny osob przesylaja ci tyle dobrej energii. jak bardzo to swiadczy o tym jak dobrym czlowiekiem jestes!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, na szczescie w przypadku lymphomy nic nie boli, a to juz bardzo ulatwia zycie z tym cholerstwem. Nie mam nieustajacej energii:)) Czasem zupelnie nic mi sie nie chce, szczegolnie w tych okolicznosciach atmosferycznych (czy ta wiosna moze przyspieszyc czy czeka ze kopne ja w dupe?) Wlasnie jak mi sie tak nic nie chce, to musze sama siebie kopnac w dupe, popchnac i ruszyc, bo stac w miejscu jest latwo.
      Jestem bardzo zaskoczona tak duza iloscia komentarzy jak szczegolnie ich wartoscia, balam sie litosci, biadolenia, pocieszania... a tu nie ma:))) Jest za to setki usmiechow i kupa pozytywnej energii, tak wlasnie lubie:))

      Delete
  15. Star, wiem, że to może nie jest dobry moment na rozrachunki (a może akurat najlepszy). Wirtualnie się znamy, więc lubię cię w zależności od notki, bardzo lub wcale:). Przecież wiesz. Łatwa nie jesteś:). Ale wiesz, co jesteś? Jesteś źródłem energii. Od pierwszego przeczytanego zdania, jesteś w pobliżu i życzę sobie, żeby tak zostało. Wzruszyłaś się dzisiaj.

    ReplyDelete
  16. Replies
    1. Domyslilam sie:)
      Wiesz, ze bez wzgledu na to jak czeste lub wrecz sporadyczne sa nasze kontakty wirtualne, to ja Cie kocham, nic na to nie poradze, po prostu Cie kocham. A teraz jeszcze bardziej za to"Latwa nie jestes:)" Oj nie jestem, wiem o tym i powiem szczerze, najtrudniejsza jestem chyba dla samej siebie. Wszyscy inni moga gdzies uciec chocby na chwile a ja cale zycie z ta zolza:)))
      Moze dlatego nie boje sie smierci? hahahahhaha

      Delete
    2. To dobry powód, żeby się śmierci nie bać:) Łatwa nie jesteś, bo jesteś widzialna, wyraźna. Jest taki wiersz Leśmiana "Trupięgi". Piękny i mądry i moim zdaniem o życiu. Napisałaś, że życie najważniejsze. Jesteś jak ten nędzarz z wiersza - bogatsza od niejednego milionera

      Delete
    3. Musialam sobie przeczytac wiersz, bo ja juz wiele rzeczy nie pamietam. Przez moment poczulam, ze koniecznie chce takie trupiegi posiadac, bo wlasnie przydadza sie do tupania w zaswiatach. Ale w pore sobie przypomnialam, ze przeciez bede skremowana, wiec tupac nie bardzo bedzie czym:))

      Delete
  17. Mój ślubny też latał po korytarzu z kroplówka. Miał o tyle ławiej, że szpital był okrągły, więc mógł latać w kółko, bo korytarz nie miał poczatku ani końca. Od pielęgniarek dostał ksywkę Speedy Gonzales :-) Star, pieknie wyglądasz w nowej fryzurze, a twoje oczy są teraz jeszcze bardziej niebieskie. Co do tego, że wyzdrowiejesz nie mam żadnych wątpliwości!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bee, z zazdroscia przeczytalam o tym okraglym korytarzu:))) Ja mialam takie trzy kawalki przez oddzial i na tym koniec, nie moglam wychodzic poza teren mojego oddzialu i patrzyli na mnie jak mijalam ten kawalek ktory prowadzil do wyjscia na zewnatrz:) Tak jak bym mogla uciec:))) w koszuli i z kroplowka... chociaz licho wie czego sie po mnie mozna spodziewac:)))

      Delete
  18. I jak tu Cię Star nie kochać, no jak ??? Buziaki i lecę do pracy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lec Basiu do pracy, ja dzis tez lece na kilka godzin:)))
      Milego dnia:***

      Delete
  19. Star! Własnie odczytałam na głos Twego posta męzowi i oboje zgodnie orzeklismy, ze tak silnej psychicznie, zbuntowanej a jednocześnie niesamowicie wrazliwej osoby, to ze świecą szukać. Ogromnie nam zaimponowałaś. A ja dodatkowo poczułam się dumna jak paw, ze dane nam było kiedys poznać sie lepiej w naszych szczerych rozmowach forumowych, które duzo rzeczy ukłądały w mojej głowie i pozwalały spojrzec na sprawy z innej perspektywy. Star! Ty jestes po prostu jak lek. Jak terapia. Jak gwiazda przewodnia (! Star***)dla słabszych, niepewnych siebie, zagubionych w nadmiarze przeróznych uczuć. Pisząc te słowa usmiecham sie do Ciebie kochana i w sercu pulsuje mi gorące uczucie radości i wdziecznosci, ze mogłam Cię poznać, nie znam nikogo, kto umiałby tak pozytywnie wpływac na innych ludzi, dzielac sie z nimi swoją energia, siłą i prostym, mądrym podejściem do zycia i wszystkich jego na pozór bardzo trudnych spraw!:-)))***
    I jeszcze jedno - też uwazam, ze spokój jest najwazniejszy. W każdych okolicznosciach. Nie wdawanie sie w puste, do nikąd wiodące dyskusje, kłótnie, roztrząsanie nie wartych tego spraw. Całym zyciem powinien rządzic spokój, poczucie niepowtarzalności wszystkich chwil i radość z tego, ze jestesmy i dane nam jest codziennie cieszyc sie tym naszym skromnym, bezcennym zyciem. Po to z męzem zamieszkaliśmy na końcu świata i razem z naszymi zwierzętami zbudowaliśmy tu naszą maleńka, niepowtarzalną krainę łagodności. Po to nawiazujemy znajomosci i przyjaźnie z pozytywnie myslącymi ludźmi. Nie dajemy sie zatruc truciznami płynącymi z malkontenctwa, zawisci, plotkarstwa, konwencjonalnego, stereotypowego myslenia. Jestesmy i zamierzamy zawsze byc sobą i ocalić nasze prywatne, niepowtarzalne szczęście! Tak, jak Ty!:-)***
    Ściskamy Cie oboje mocno, mocno, mocno, Ty serdeczna, bliska duszo!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, wzruszylas mnie tym komentarzem. To bardzo wazne ocalic siebie, wydaje sie pozornie proste, a jednak tak nie jest.
      A wiesz jesli masz Skype to moze nam sie kiedys uda umowic na mala sesje:))) W koncu nawet przy tej 6 godzinnej roznicy czasu jest to chyba mozliwe. Moj email w profilu gdybys miala ochote:))
      Buziaki dla Ciebie i Cezarego:****

      Delete
    2. Pewnie, że mozliwe (mam Skype, tylko rzadko korzystam z braku czasu)!Cieszę się, ze o takiej formie rozmowy pomyslałas, ze chcesz!Napisze Ci adres na e-maila i mam nadzieje, ze mimo róznicy czasu kiedyś uda nam sie spotkać, w oczy popatrzeć, usmiechnąc sie do siebie.
      Ściskam Cię gorąco i Cezary też!:-))***

      Delete
    3. Olenko, dzieki juz widzialam email, ale odpisze jutro, bo dzis jakos "nie mam glowy":)))

      Delete
  20. Cudo Ty moje! Aleś mi nakładła do głowy. Nie czczym gadaniem. PRZYKŁADEM! :******

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czasem tak robie;))
      buziam:***************

      Delete
  21. Star jednych tchem przeczytałam i nawet sobie chlipnęłam ale nie nad Tobą:)) tylko nad relacją Twoją z Synem,bardzo mądre i dojrzałe podejście:*
    Tak jak kiedyś wpisałam,ze podczytuję ale mało komentuję,teraz sobie myślę....co za gupia baba ze mnie,ze tyle czasu straciła na milczenie:PP

    I jeszcze Ci powiem,że Mamma Mia mi mówiła,że jesteś WSPANIAŁĄ Kobitką !!! Ale to tajemnica Poliszynela jakby co:)))

    Ściskam Cię mocno:***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Margo, nigdy nie jest za pozno, a wrecz przeciwnie, ja wierze, ze zawsze wszystko dzieje sie w odpowiednim czasie:))) I bardzo mnie cieszy, ze jestes:))
      A Mamma to gada gupoty, bo kto fie moze ona fcionga jakies siano:))))))
      Zaraz przyjdzie i mi pewnie opluje ten lysy leb za to co napisalam:)
      buziam:***

      Delete
    2. Mia teraz w lumpie buszuje,więc co nie uniknione to sie odwlecze:))))
      Nafet ja cuś fciąga to mądrze gada Star!!!
      A co tam,jeszcze jednego Ci śle :*

      Delete
    3. Dobrze, ze sie chociaz odwlecze:)))
      A ja niedlugo lece do pracy to tez mnie nie bedzie jak ona tu wpadnie robic porzadek:))))
      :**

      Delete
  22. Star dziękuję za energetycznego kopa z rana:) Jak już zaczniesz się udzielać to nieźle namieszasz!

    ReplyDelete
  23. Tyle napisały moje poprzedniczki załączam uśmiech :) jestem z Tobą.

    ReplyDelete
  24. Dzieki Star za tego posta, byl mi bardzo, bardzo potrzebny.
    Jestes Wielka!!!
    Usciski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieszy mnie to Inko, niech wiec ten post dziala co zdzialac powinien.
      buziam:**

      Delete
  25. Star Twoje podejście do choroby, a raczej do życia jest po prostu niesamowite! A może Ty ksiązkę jakąś powinnaś napisać?! Na pewno wielu ludziom byś z takim podejściem pomogła.
    Jesteś wielka!
    Brak mi wiecej słów, bo wszystko już napisałś albo Ty albo inni komentujący!
    Ja wiem, ze ten rak to zadnych szans nie ma z Tobą, a włosy odrosną bujne i piękne;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Stokrotko, ksiazki sa przezytkiem:)) dodatkowo nie kazdego na nie stac i nie wszyscy maja miejsce na wiecej ksiazek:)))
      A takie pisanie w proznie netowa moze akurat trafic tam gdzie powinno... nie zajmuje miejsca, nic nie kosztuje, a przydac sie moze, wiec niech tak zostanie.

      Delete
    2. E tam wiele ludzi kocha ksiażki, net netem, a papieru jednak nie zastąpi we wszystkim;)
      Tak czy inaczej ja sobie tę Twoją teorię życia wydrukuję i będę obdzielać nią ludzi dookoła;)

      Delete
    3. Obzielaj, jesli tylko beda chcieli brac:))

      Delete
  26. Powinnaś jeszcze zarażać Star. Swoim podejściem do choroby, życia oraz rzeczywistości "wogle"!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Akularku, wtedy musialabym zmienic nick na Zaraza:))) albo Nagla Cholera:))))

      Delete
  27. Star!!! Kolejny raz muszę przyznać - Uwielbiam Cię!!! Twoje podejście do życia!!! Twoją "politykę" codzienności!!! Ciebie całą, Twoje dialogi, słowa, rozumowanie!!! Jesteś wspaniałym człowiekiem i pozostań Nim, bo to jesteś cała Ty... wiadomo są dni gorsze, przeciez każdy je miewa, choc niekoniecznie o nich mówi, wiem też, że lęk równiez jest obecny, bo to niemożliwe by nie był, ale póki z nim walczymy i trzymamy go w garści nie zdominuje nas i zyczę Ci tej silnej ręki trzymającej wszelkie obawy na dystans od siebie. Bardzo się cieszę, że tutaj kiedyś trafiłam, że choć Cię nie znam to znam:) Tak troszeczkę... Bliskaś mi, choć nieznana:) Buziaki :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Siedze i mysle, bo jakos nie zauwazam tych slabszych dni... ale przeciez nie jestem cyborgiem, wiec jednak je mam:)))
      Tak, mam. To sa te 2-3 dni po chemii, ale je przesypiam, bo tak najlatwiej, czasem tylko narzekam ze "dupa boli" od lezenia, nawet Wspanialy juz wie co znaczy "dupa boli":))) Ale nie pozwalam sobie na myslenie, na rozkmninianie, na gdybanie... zupelnie swiadomie nie dopuszczam do tego. Jak mi nawet jakas "slabowita" mysl zaswita to zamykam oczy, biore gleboki powolny oddech i mowie "wiem, ze sie tu czasem blakasz, ale odejdz, bo ja nie mam czasu dla ciebie". Tak, gadam do wlasnych mysli:)))
      I czasem wystarczy ten jeden oddech, czasem trzeba ich dwa lub trzy ze szczegonym skupieniem na oddychaniu i mysl odchodzi...
      Tak to jakos dziala...

      Delete
  28. Mowę mi odebrało, więc usmiecham się dalej do Ciebie . Chciałbym mieć Twoją silę.No może nie Twoją, bo ona jest tylko Twoja i Tobie potrzebna , ale choćby troche podobną do Twojej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Beato, bierz, takie rzeczy sie powielaja jak sie je dzieli z innymi:) Nie przejmuj sie, ze to moje, bo jak nie podziele sie tym z innymi to umrze smiercia naturalna, a tak jak kazdy sobie z tego troche uszczknie dla siebie, to mnie tez przybywa:)))
      Ciesze sie niezmiennie, ze tu jestes:****

      Delete
  29. Jesteś WIELKA :D Ten post powinni przeczytać wszyscy zmagający się z jakimikolwiek trudnościami. Uśmiechy ślę :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dlatego o tym pisze, bo sama sie kiedys uczylam od innych:)

      Delete
  30. Już Ci kiedyś pisałam, że mądra z Ciebie kobieta, więc nie będę się powtarzała. "Kibicom",tym z rodziny trudno ukryć lęk, to prawda. I czasem ten lęk w nich pozostaje (do dziś sprawdzam nocą czy i jak ta moja druga połówka oddycha). Czasami mam wrażenie, że łatwiej być chorym niż kibicem.Teraz Twoim zadaniem jest dbać o własny "dobrostan"- czyli wypoczywaj ilekroć czujesz taką potrzebę i staraj się robić to wszystko, co Ci sprawia frajdę.
    Buziaki,;)
    P.S.
    A te nowe włosy będą nawet ładniejsze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze, ze to napisalas, bo myslalam, ze to tylko ja sobie tak wykombinowalam, ze choremu jest latwiej. A przeciez nie bede pytac Wspanialego. Ty jestes kibicem i wiesz jak to jest.
      Nie mysle o nowych wlosach:))) Ja len jestem, wiec widze wiele pozytywnych stron nieposiadania wlosow:)))

      Delete
  31. Pamiętam, jak ja, kilkunastoletnie dziecko stałam w szpitalu i pytałam 'co ci w końcu jest mamusiu?'. 'Mam jakiegoś lokatora w mózgu, ale nie martw się, nie zamierzam się z nim zaprzyjaźniać'.- powiedziała. Potem patrzyła, jak kończymy szkoły, rodzą się nasze dzieci, odnosza swoje małe sukcesy. Dotrzymała słowa. Żadnej przyjaźni z dzikimi lokatorami. I jak tak czytałam, co piszesz, słyszałam Ją, Moją Najdzielniejszą na Świecie Mamę. ;***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jakos mi mokro w oczach jak czytam...
      xoxox Dreamu.

      Delete
    2. Wcale nie chciałam Cię zmoczyć ;DDD

      Delete
    3. Wiem, ja tez nie chcialam sikac oczami:)) Ale jakos tak samo sie zrobilo...

      Delete
  32. Z zapartym tchem przeczytałam, co napisałaś. Jesteś naprawdę wzorem postępowania w trudnych sytuacjach życiowych i to nie tylko w tej, która aktualnie jakoś bardziej dominuje. I wiesz, że bardzo mi pomagasz swoją postawą właśnie teraz? Podziwiam Cię, że masz zawsze tyle odwagi. Serdecznie pozdrawiam Ciebie i Wspaniałego!
    Zosia Kurakowa :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekujemy oboje Zosiu:) I ciesze sie, ze trafilam z tymi notkami w czas kiedy Ty potrzebujesz. Niech beda przydatne, bo takie maja byc.
      Usciski.

      Delete
  33. Star, przy tym fragmencie o synu, nie wytrzymałam... Ale myślę, że masz rację.
    To, co napisałaś, jest bardzo potrzebne - jak dobrze, że to zrobiłaś! Każde słowo ważne i niemądrze byłoby nie czerpać z Twojej dojrzałości, którą w nich przekazujesz..
    Od wczoraj prawie nie wychodzisz mi z głowy, a ten wpis to chyba sobie wydrukuję, żeby przypadkiem o czymś nie zapomnieć. :)
    Ściskam Cię mocno - znów z Pomorza, tylko chwilowo z jego bardziej zachodniej części. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jolu, nie moglam postapic inaczej z Juniorem. Ja sobie ukladalam to wszystko w glowie w czasie tych spacerow po szpitalnych korytarzach, w czasie tych bezsennych nocy i wyszlo na to, ze problemem wielu chorych jest fakt, ze rozdrabniaja sie na wspomaganie rodziny zapominajac o wlasnych potrzebach. Doszlam do tego, ze skoro i tak zawsze bylam egoistyczna, to teraz bede egoistyczna suka:)))
      Nie ma innej mozliwosci, dopoki nie zadbasz o siebie i swoje potrzeby to nie jestes w stanie pomoc tym, ktorzy Ciebie wspomagaja. Oni sie zawsze beda rozlatywac na drobne kawalki jak chory jest slaby. A skad chory ma czerpac sile jak widzi tyle nieszczescia wokol siebie?
      Tak to wyglada realnie i nie ma tu prostej drogi, gdzies trzeba po drodze kogos chwilowo skrzywdzic, zeby w ogolnym rozrachunku wszyscy na tym skorzystali.
      buziaki:***

      Delete
    2. Nie wydaje mi się, abyś skrzywdziła Juniora swoją decyzją - on na pewno zrozumiał; przeczuwam, że on na pewno wie, że choćby i czegoś nie rozumiał, to może Ci zaufać, bo... po prostu, bo Cię zna i umie rozeznać, że nie zrobiłabyś niczego wbrew niemu, choćby to się takim wydawało. :)
      A mnie tak to poruszyło, bo mając syna, odbieram to zapewne bardziej osobiście, zwłaszcza że Igor jest bardzo wrażliwym chłopcem; choć nie było do tej pory okazji do sprawdzenia, jak ja bym postąpiła. No i dobrze. Dobrze także dlatego, że teraz już wiem (jakby co), jak należy postąpić w takiej sytuacji. Dziękuję, Star, niezwykła kobieto. :)

      :***

      Delete
  34. wybacz ale wyobraziłam sobie taką scenę:
    -JAKIŚ PACJENT
    półmrok,zaraz gdzie ja jestem ? aaaa szpital,no tak TEN oddzial.No prosze nawet udało mi się zdrzemnąć,jest prawie północ.Ale zaraz co to tak...??
    -szur...szur...człapp...człap...szurrr....szurrrr...skrzyp,człap...człap....
    -Jezu to już idziesz po mnie kostucho?!? (święci pańscy,anioły w niebiesiech,buddo,zielony ogórku ) to JUŻ ?!?
    -szur...szur...człapppp,człaaappp...
    -dlaczego kostucho tak się wleczesz?!? dawaj,bierz i niech to się już skończy !
    -szur,szur....człaaaap.
    -no i dlaczego jesteś taka dziwna? a gdzie masz kosę,co kroplówką chcesz mnie skosić?!?

    Kurwa STAR !!! to ty ?!?
    nice to see you...NICE TO SEE YOU !!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ubawilas mnie setnie:)))))))))))))))))
      Chorzy to chyba nawet w dzien w wiekszosci nie widzieli ze laze:)) Najczesciej zaslaniaja te kotary wokol lozka i sie izoluja od wszystkich i wszystkiego. Ja bylam chyba jedna, ktora w nocy upominala pielegniarki zeby zostawialy otwarte drzwi na korytarz, bo jak ktoras zamknela to sie czulam jak w klatce.
      Doping mialam glownie od pracownikow szpitala, przy kazdym korytarzu przechodzilam obok stacji lekarzy i pielegniarek, oprocz tego mijalam ich na korytarzach i zawsze byl to jakis komentarz typu "dobrze robisz" albo usmiech, czy kciuk w gore.
      Chorzy to olewaja innych chorych:))))
      Chociaz ciagnac za soba wieszak z kroplowka moglam wygladac jak kostucha:))))))

      Delete
  35. Star, a wiesz, ja po operacji też nie mogłam uleżeć w łóżku i też ciągle spacerowałam po szpitalnym korytarzu, a miałam tylko jeden :) czułam, że jak zalegnę, to osłabnę, że trzeba się ruszać, no to dreptałam :) Zaraz po operacji pielęgniarki nie chciały się zgodzić, żebym poszła sama do toalety, bały się, że upadnę, ale ja twardo, przy ścianie, przy ścianie, ale poszłam! :)
    Zachwyca mnie Twoja rozmowa z synem, mnie krótko po diagnozie trudno było rozmawiać z bliskimi, bałam się o nich, bałam się ich strachu. To prawda, że ten strach o bliskich był może nawet większy niż strach przed tym, co przede mną.
    Buziaki Star, jesteś Wielka! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. zapomniałam jeszcze dodać, że też ciągnęłam do pracy, żeby zachować zdrowie psychiczne ;)
      potem trochę może żałowałam, że nie skorzystałam z dłuższego zwolnienia, bo jednak czułam się dość długo słaba, ale to, że byłam między ludźmi, że czułam się potrzebna, było dla mnie bardzo ważne
      :*

      Delete
    2. Olgo, ja wrocilam ze szpitala 31 stycznia akurat w samym srodku najstraszniejszej zimy w Ameryce:)) W lutym bylam w pracy tylko 4 razy, bo ze wzgledu na snieg najczesciej nie moglam wyjsc z domu. Nie to, ze bylo go az tak duzo, ale ja bylam za slaba, zeby sie gramolic przez gory sniegowe na ulicach:) Jedynie moglam sie ubrac i posiedziec na tarasie, jak pierdolona turystka w Tatrach:)))
      Myslalam, ze oszaleje!!!!!!!!!!!!
      Mialam za duzo tego odpoczynku jak na moje potrzeby:)) Na szczescie Wspanialy przez wiekszosc tych dni tez byl ze mna, bo chyba gryzlabym sciany z bezsilnosci.

      Strach najblizszych paralizuje, wiem i dlatego postanowilam to ucinac krotko jak sie da.
      Taka amputacja jednym cieciem, ale jakos czulam, ze na dluzsza mete to zaprocentuje pozytywnie i faktycznie tak jest:)

      Delete
  36. a ja będę trzymać kciuki, żeby tej siły wystarczyło Ci jak najdłużej :)
    nie potrafię powiedzieć nic więcej....

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Polly, nic wiecej nie potrzeba... to jest wszystko co chce uslyszec:)))

      Delete
  37. jesteś po prostu zajebista ... i tyle... :))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha... zajebista i nie do zajebania:)))))))))))))
      To mi sie podoba:))

      Delete
  38. Star.... mam zamiar przeczytac ten tekst mojej mamie, która 3 tygodnie temu miała udar mózgu i trochę się nad sobą rozczula, zamiast cieszyć się, że dostała drugą szanse od zycia i ruszyć pełną parą, to jakby osiadła na laurach..;) NIech Twoja postawa będzie dla niej motywacją!
    Co do Juniora, to myślę, że synowie w ogóle nie są przygotowani na takie sytuacje, to jest całkowicie wbrew ich naturze. Moja mama tez nie chciała widzieć mojego brata, jedna wizyta jej wystarczyła, a on siedział z wytrzeszczem przy niej i po ręce głaskał..:-D TEŻ BYM SIE WKURZYŁA.

    Zawsze życze ludziom zdrowia i poczucia humoru, a więc Tobie dzisiaj zyczę zdrowia, bo poczucie humoru już masz...;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, mezczyzni chyba w wiekszosci sa slabsi w takich sytuacjach, a juz na pewno potrzebuja wiecej czasu zeby spojrzec realnie na to co sie dzieje i jakos sie ogarnac. W koncu natura wiedziala co czyni, ze rodzenie dzieci przeznaczyla nam kobietom:)))
      Wyobrazasz sobie Sznupka jako pacjenta na porodowce?
      Bo ja nawet mojego Wspanialego tam nie widze:)) On uciekal za kazdym razem jak pielegniarka pobierala mi krew na cukier, gdzie jak wiemy nawet igly nie widac:P

      Delete
  39. Niezmiennie, od dawna mnie inspirujesz i ucze sie wiele od Ciebie. Przede wszystkim pozytywnego nastawienia do swiata i znajdowania pozytywow w kazdej sytuacji. Kiedys tak nie potrafilam, wszystko widzialam w czarnych kolorach, teraz jest lepiej, bo poznalam taka jedna kobiete z Nowego Jorku:))))) Jestem dumna, ze moge Cie zaliczyc do moich przyjaciol, nie tylko wirtualnych!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko i bardzo mnie to cieszy:))) I juz sie nie moge doczekac lipca kiedy sie wreszcie zobaczymy na zywo !!!!!!!!!!!!!!!!

      Delete
  40. jednak jestesmy podobne, na wiele spraw patrzyłyśmy tak samo
    tylko
    ja jednak znam swoje procenty
    i jak patrzylam na 7letniego synka, to mialam w sobie bardzo dużą niezgodę na śmierc
    2,5 roku pozniej ciągleją mam
    zazdroszcze ci tej postawy!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybenko, nie jestesmy podobne, JESTESMY takie SAME:))) Roznica polega na tym, ze moj synek w momencie mojej choroby jest 30 lat starszy od Twojego, a to zupelnie zmienia postac rzeczy:)))
      Jak moj synek mial 14 lat to ja mialam cala liste osob, ktore zobowiazalam orzeczeniem notarialnym do zajecia sie nim na wypadek mojej smierci bo tak bardzo balam sie, ze gdyby cos mnie sie stalo to jego odesla do Polski.
      To byl koszmar, ktory mnie przesladowal cale lata.
      I wtedy bardzo, bardzo balam sie smierci.
      To normalne, to zupelnie naturalny strach i nawet nie chodzi o nasza smierc i nasze nieistnienie, ale CO sie stanie z naszymi dziecmi.
      Na szczescie to mija;)) bo tak sie nie da zyc cale zycie, to jest paralizujacy strach.
      To juz mowmy sobie "siostro":))))

      Delete
    2. Obie jesteście godne naśladowania i brania z Was przykładu!!

      Delete
    3. uffff
      SIOSTRO!!!
      :**
      a wracajac siostro do tych nieszczesnych wlosow, to ja tez wcale nie martwilam sie ich utrata :) ( siostro)
      ja tylko konsekwentnie twierdze, że we włosach jestem ładniejsza :))) ( siostro)
      chociaz dzisiaj moje odbicie w lustrze każe mi sądzić coś wręcz przeciwnego :PPPP 9 SIOSTRO)

      Delete
    4. Rybciu, kazda z nas wyglada lepiej z wlosami to chyba nie podlega dyskusji. Ale ja wyjatkowo lubie moja lysine, siedze jak zawsze do tej pory siedzialm przed lustrem (lustro stoi obok laptopa) i zerkam na siebie z umilowaniem i cmoki sobie posylam:))
      Wiem, wariatka, ale przeciez inaczej nie przyjelybyscie mnie do Fariatkowa:)))
      Czasem nawet sobie komplementem strzele w to odbicie w lustrze.. nic nie poradze na to, ja sie po prostu kocham.

      Delete
    5. cos czuje, ze byłaś w dziecinstwie wykochana do bulu!!!
      Tak czymiej :***

      Delete
    6. Wlasnie, ze nie:(( Dlatego chyba musialam sie szybko nauczyc kochac sama siebie.

      Delete
    7. aj
      hm
      ja myślę, ze byłą bardzo kochana, tylko moi rodzice w żaden sposób nie umieli tego okazywać

      ciągle uczę sie miłości do siebie:)


      Delete
    8. Wlasnie o to mi chodzilo:) W tamtych czasach wychowywalo sie dzieci "na sucho":))) Moi rodzice wierzyli, ze mizianie konczy sie w momencie kiedy dzieciak zaczyna sam chodzic i juz bylo po kochaniu:P
      Zadne pochwaly, nie mowiac o komplementach w okresie np. dojrzewania, a juz zeby dziecku powiedziec ze jest sie z niego dumnym to chyba bylo przestepstwo. Nie mowie tego z poczucia zalu, bo rozumiem, ze tak wtedy bylo i nie ja jedna bylam tak wychowana.
      Owszem byli pewnie i tacy co kochali, miziali i rozpieszczali do dnia slubu, ale to chyba rzadkie przypadki i kto wie czy nie bardziej niezdrowe.

      Delete
    9. oj tak było, siostro, oj tak...
      bez dwoch zdan mielismy tych samych rodziców

      ale ich rodzice i ich warunki, to jeszcze inna historia, odkąd ją poznałam, żupełni inaczej wszystko widzę...

      Delete
    10. Tak to jest, kazde pokolenie ewoluje i dobrze, ze tak jest w koncu trzeba sie uczyc na bledach innych nie zapominajac tez o tym co robili dobrze.

      Delete
  41. Star, pomimo tego, że mi z Margo obrabiacie moją chudą dupę, lofju forever !
    i skoro Rybcia może do Ciebie siostro, to czy ja mogę Mamo?? ;)
    kiedy moja mama 20 lat temu zachorowała na raka, odniosłam wrażenie, że oczekiwała ode mnie łez i lamentowania..
    moją postawę odebrała jako lekceważenie powagi sytuacji...
    swoją drogą nie wiem dlaczego ja się wtedy w ogóle nie bałam... czyżbym była pewna, że ona z tego wyjdzie??
    i teraz też się nie boję :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No zaraz jebne za ta Mame:))) albo mozesz, ale w formie "pani Matko":)))) A dupe to my Ci obrabiamy z milosci:P
      Moja mama nawet jak miala katar to lubila zeby ja miziac i plakac razem z nia... taka juz byla jej uroda, dlatego uwazala, ze ja to jestem zupelnie bez serca:)))
      Mia, ja tez sie nie boje, to juz jest nas dwie a dwie to juz sila:)))

      Delete
    2. dzień dobry Pani Matko ::)))
      jak tam dzisiaj w Astorii?? ;)

      Delete
    3. Dzień dobry!
      miłość jest cudowna:P

      Delete
    4. Mia, cos mi sie wydawa, ze sie doigrasz:))))

      Delete
  42. Star, masz bardzo zdrowe podejscie do sytuacji, tez bym tak chciala, w razie czego.
    Masz racje, najgorzej ma rodzina, bo nic nie moze zrobic.

    ReplyDelete
  43. Chciałabym kiedyś, gdyby coś - właśnie tak jak Ty, Stardust. Silna kobieto. Ta notka we mnie zostanie.
    Dziękuję Ci.

    No i jak zwykle od paru dni - ślę do Ciebie uśmiech, dobre myśli i puchate kotki... eeee, nie, kotki raczej nie :D Za to jak najwięcej takiego spokoju o którym piszesz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Daisy, wysylaj te usmiechy, wysylaj, ja je tu wszystkie odbieram i morda mi sie za kazdym razem tak raduje, ze niedlugo to beda do mnie przysylac chorych na zabiegi radiacji:))) Normalnie promieniuje jakas kosmiczna energia.

      Delete
  44. Matko! ale sie narobilo. po pierwsze - kiedy lunch piekna kobieto!!!?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Justyna, nic sie na szczescie nie narobilo, gdyby mnie madry doktore nie wyslal do tego szpitala to wtedy bylaby klapa bo pewnikiem juz bym sie przekrecila.
      Lunch??? Any time? Ja teraz glodna jak wilk, bo mnie karmia sterydami:)))
      Poniedzialek moze byc, bo bede na 57 na acupunkturze i koncze o 1:30 wiec mozemy sie spiknac.
      Daj cynk na telefon czy Ci pasuje.

      Delete
  45. Powtórzę po raz kolejny JESTEŚ ZAJEBISTĄ KOBIETKĄ:)Uwielbia Cię absolutnie:)
    M

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez powtorze:)) Zajebista i nie do zajebania:)))
      buziaki:***

      Delete
  46. U Ciebie zawsze było wiele komentarzy, ale łatwo było się domyślić, że cichych czytaczy też masz sporo. Ale wkurwiało Cię to milczenie, nie?;-)) To se raka zafundowałaś, żeby zmusić do odezwania się wszystkich. Teraz widać jaki masz wielki rząd dusz w sieci.
    Twoja jawna wielbicielka, zante.
    ;-)))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widzisz, jak czlowiek chciwy na slawe, to tak sie to konczy:)) Chciwosc nie zna granic;)

      Delete
    2. ;-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) Chciwa na sławę ;-)))))))))))))))))))))))))) Dobre, dobre

      Delete
    3. Haha to i tak chyba lepiej niz chciwa na pieniadze:)))))))))))))))

      Delete
  47. Weszlam na Twojego bloga, ucieszylam sie, ze sa nowe wpisy. Zaczelam wiec przewijac w dol strony, a gdy zobaczylam Twoje zdjecie, to mi prawie serce stanelo. A pozniej spojrzalam w Twoje piekne i usmiechniete oczy i juz wiem, ze wszystko bedzie dobrze! Trzymaj sie cieplo :* Przesylam usciski, buziaki i caly bukiet usmiechow :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ewelino, dzieki:)) Jakos od samego poczatku nie mam watpliwosci, ze to przygoda, ktora sie pozytywnie zakonczy.

      Delete
  48. :)"Potrzebne są siły, siły; bez sił nic człowiek nie wskóra; siłę zaś zdobywa się też siłą, oto czego oni nie wiedzą." Ściski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak Pieprzu, na szczescie jakos wytwarzam te sile bez zuzycia wiekszej ilosci posiadanej juz sily, takie troche perpetum mobile:))))

      Delete
  49. Chwile mnie nie było, a tu takie niespodzianki! Nie zdążyłam z uśmiechem pod poprzednimi, i przyznam się, że nie zdażyłam się zmartwić, bo nie trafiło na słabą jednostkę, tylko na Ciebie a ty tej siły to pewnie miałaś na cały szpital. , także ciesz sie chwilami, daj znać co słychać, uściski, uśmiechy, całusy czyli xoxo! :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ucieczko, niestety zycie zaskakuje na kazdym kroku, czasem milo, czasem plata nam figla. Ot takie juz jest:))

      Delete
  50. Star, ja też jestem jednym z tych cichych wielbicieli Ciebie, ale nie pozostawiasz mi wyboru ;) Muszę się odezwać i napisać, że uwielbiam Cię Kobieto!!!! Uściski i buziole ślę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje bardzo i mam nadzieje, ze to nie pierwszy i ostatni komentarz:))

      Delete
  51. Star, odmlodnialas co najmniej 10 mniej, skora piekna, zeby jak perelki, oczy sie blyszcza !!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie? tylko chorowac, a juz jak daja raka z promocja to brac dwa:)))

      Delete
  52. Wiesz Star, czesto zastanawiam sie skad biora sie tacy ludzie jak Ty, i juz wiem, z kosmosu:) Twoja sila charakteru, podejscie do zycia jest nieoceniona. Jestem pelna podziwu dla Ciebie ( chyba Ci jakis pomnik ufundujemy - co Ty na to?!) czy Ty kobietko kochana masz jakies wady, slabosci.
    No tak masz, kotow sie boisz:)))

    Przegon tego skorupiaka jak najszybciej a wiem, ze to zrobisz!
    Zadarl z niewlasciwa osoba - calusy:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ataner, ja sama nie wiem skad sie taka wzielam bo na tle mojej rodziny to jestem naprawde z zupelnie innej galaktyki:)))
      mam nadzieje, ze tego nie przeczytaja:P

      Delete
  53. Nie załapałam się na uśmiechanie do Ciebie pod poprzednim postem, zatem teraz uśmiecham się do Ciebie szeroko, najszerzej jak mogę :) Dzielna z Ciebie dziewczyna i posyłam tyle dobrych fluidów, ile się da. A łysinka przepiękna, a Jej właścicielka jaka urocza :) Bo my, rocznik 1954 (mylę się, to mnie popraw) jesteśmy nie do zdarcia :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo, nigdy nie jest za pozno:) Tak, tak my ten 1954 rocznik to jestesmy ze specjalnego materialu :))) I taki mi los sprawil prezent na 60te urodziny. Mam nadzieje, ze sie poprawi i ta ostatnia chemia w czerwcu faktycznie bedzie ostatnia, bo to przeciez miesiac moich urodzin:)))

      Delete
  54. Kochana Star! Właśnie wróciłam ze szpitala i z małym poślizgiem odczytałam Twoje ostatnie posty. I chcę Ci napisać:
    po pirewsze: z ta gołą głową wyglądasz super kobieco. Brak włosów podkreśla Twoje wielkie oczy i gładką cerę.
    po drugie: mnie zdiagnozowali 2 lata temu, wycieli całe jelito i założyli stomię. I wiesz co? Nawet w workowatych ciuchach mających ukryć stomię, nawet gdy ważyłam 43 kg (ponad 170 cm wzrostu), nawet gdy nie ruszałam się z domu, bo 19 godzin na dobę byłam pod kroplówką - byłam szczęśliwa i wierzyłam, że każdy dzień przybliża mnie do końca... choroby :) Nie mogłam wychodzić - to po prostu spotkania towarzyskie na ponad rok przeniosły się do mojego domu.
    po trzecie: nie pracuję. już od 10 lat (z powodu innej niż rak choroby), ale jestem szczęśliwa, nie nudzę się i mnóstwo czasu spędzam z ludźmi. Czytam, piszę, gotuję, gadam, spaceruję, ćwiczę, spotykam się z ludźmi, znowu czytam. Nie nudzę się i nie czuję się odrzucona. Jestem szczęśliwa (szczęściarą?) i cieszy mnie każdy kolejny dzień. Tak jak Ty, nie myślę o swojej śmierci - tym niech przejmują się Ci, którzy zostaną.
    po czwarte: źle mi z tym, że chorujesz, ale cieszę się, że umiesz wykorzystać tę chorobę, by nas pocieszyć, zainteresować, rozśmieszyć.
    Cieszę się, że nie zgubiłaś sposobu na siebie i na swoje życie. Jest piękne, na tyle, że czekamy wszyscy na każdy Twój kolejny wpis.
    Trzymaj się ciepło i nie zaniedbuj nas!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agnesk, dzieki za Twoja historie, jestes dowodem na to, ze choroby sie leczy i z nimi walczy. Masz racje nie trzeba sie poddawac i zyc pelnia zycia. buziam:***

      Delete
  55. Pisałam to już pod poprzednią notką, ale napiszę jeszcze tutaj, bo tam komentarze zwariowały.
    Jesteś wspaniale zakręconą osobą, normalną inaczej ;)))))
    Więc śmieję się do Ciebie pełnym pyskiem :DDDDDDDD

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haniu, dziekuje, zbieram te usmiech pelnymi garsciami od Was:)))

      Delete
  56. Podziwiam bardzo. I uśmiecham się. Gratuluję też pomysłu chodzenia po korytarzach szpitala. W ruchu jest moc i uzdrawiająca siła. A jaka inspiracja dla pozostałych chorych.
    Myślę, że w fajne miejsce trafiłam.
    Pozdrawiam serdecznie i dużo szczęścia życzę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Witaj Dewa, troche to dziwny moment w moim zyciu, ale mam nadzieje, ze nie bedzie tu nudno:))

      Delete
  57. Podziwiam Cię, Star, naprawdę. Za Twoją postawę nie tylko wobec choroby, ale wobec życia w ogóle. I mam wrażenie, że już Cię słyszę, jak marudzisz, że nie ma za co podziwiać ;-], ale wszyscy dobrze wiemy, że jest tych powodów do podziwu mnóstwo. I wiem, że już to pisałam, ale chciałam to zrobić jeszcze raz. Jesteś wielka, kobieto! Ściskam przeokropnie mocno!!!!:-]

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...