Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, June 14, 2014

Zarobiona

Jestem ostatnio zarobiona po kokardke, a nawet wyzej, bo przeciez kokardki nie ma na czym zawiazac:))) Troche w pracy, bo ruch wiekszy, a reszta to niestety walka z domowymi wiatrakami.
I zeby nie to, ze mam ciagle lenia, to jakos by ta walka szla, ale u mnie len zawsze byl wazniejszy.
Teraz wiecie dlaczego nie przyjmuje niespodziewanych wizyt:)))
Jak wypierdolilam szafe miesiac temu tak czesc jeszcze nie doczekala sie uporzadkowania i sama nie wiem kiedy to uporzadkowanie nastapi, ale bede rozbrajajaco szczera, mam to w odwloku.
Zycie w koncu to cos wiecej niz wylizana chalupa:P
Jak ja sobie ladnie i szybko potrafie wytlumaczyc... normalnie jestem ekspertem w tych sprawach.

Dodatkowo wkurwia mnie moja onkolog.
Ja jestem balaganiara, ale za to zorganizowana balaganiara.
Moja Vera jest tak niezorganizowana, ze nawet Wspanialy co to jest uosobieniem anielskiej cierpliwosci ma jej ochote ukrecic lebek przy samej dupie.
W zwiazku z czym wizyty kiedy biore chemie sa bezpieczne, bo Wspanialy siedzi obok i tlumaczy:
-- Musisz byc cierpliwa ona jest jaka jest i inna nie bedzie.
-- Lubisz ja jako lekarza, odpowiada Ci jej podejscie, wiec wiesz... cos za cos...
-- Jestes juz tak blisko konca, ze przeciez nie mozesz strzelic drzwiami i isc do innego lekarza.
I koronny argument:
-- Poza onkologia to ona jest profesorem hematologii a w Twoim przypadku to cudowna i bardzo wazna kombinacja.
I tym sposobem wizyty zwiazane z chemia jakos daja sie przezyc.
Ale teraz chodze tam co tydzien i za kazdym razem szlag mnie trafia, bo ona jest wiecznie nieogarnieta. Wiekszosc pacjentow to kuzwa mlodziez poruszajaca sie przy pomocy balkonikow, a wiec dla nich taka wizyta to jest swoistego rodzaju rozrywka.
Nie pracuja, spac nie moga to wstaja o 5tej rano i ida do doktora, pewnie na dlugo przed wpuszczykiem czyli odzwiernym.
Skad to towarzystwo w wieku poborowym do nieba?
Juz tlumacze, moja onkolog jest Rumunka i obawiam sie, ze 90% jej pacjentow to ludzie, dla ktorych jezyk rumunski jest jedynym jezykiem jakim potrafia sie poslugiwac zwlaszcza w tematyce medycznej. Podobnie jest przeciez z wieloma Polakami w tym wieku i staram sie to zrozumiec, a nawet przypuszczam, ze w wiekszej czesci rozumiem. W koncu gdybym ja tu sprowadzila moich rodzicow to tez nie mowili by po angielsku. To nie sa pacjenci onkologiczni, to sa pacjenci, dla ktorych Vera uprawia zwykla interne.
A wiemy, ze w tym wieku idzie sie do doktora jak sie czlowiek nie moze wysrac.
Tak, wiem o tym, bo moj Tatek tez chodzil do doktora jak nie mogl z rana postawic klocka, dopoki mu nie wytlumaczylam, ze to nie jest problem, ktorym powinien doktorowi zawracac dupe.
Ale przeciez nie kazdy ma taka madra synowa:)))
Przy calej sympatii i zrozumieniu problemu nie moge pojac dlaczego Verka jest tak nieogarnieta.
A nieogarnieta jest tak, ze normalnie mam ochote wyrwac jej piora ze lba i uczynic ja na moje wlasne, boskie podobienstwo.
Przykladowo, Vera nie wyznacza godziny na ktora pacjent ma sie pojawic. Nie pytajcie dlaczego, odpowiedz brzmi, bo nie. To taki postkomunistyczny zwyczaj chyba.
I tak wszyscy przychodza na 11ta,  a obawiam sie, ze wiekszosc tych z balkonikami przychodzi na dlugo przed 11ta, wiec nie mam mozliwosci pobic ich czasowo.
Vera pojawia sie najczesciej okolo 11:30 i wtedy zaczyna sie karuzela.
Vera sie spoznia nie dlatego, ze lubi (tak mysle) tylko dlatego, ze z rana musi byc w szpitalu, w koncu to szpital jest wylegarnia jej pacjentow.
Pamietam jak sama bylam w szpitalu to Vera czesto widziala mnie dwa razy dziennie rano i wieczorem. Rozumiem wiec, ze to jest przyczyna spoznienia, ale dalej to juz trace zrozumienie.
Bez wzgledu na to gdzie czlowiek siedzi czy na poczekalni czy juz w jednym z gabinetow to ciagle slyszy glos Very:
-- Nikki, kto jest nastepny?
-- Nikki... Nikki czy wiesz kto jest nastepny?
-- Nikki a teraz kto?
I tak kurwa mac w kolko, a ja tocze piane.
Jak w tlumie oczekujacych jest trzy osoby na chemie to zamiast ich podlaczyc najpierw i miec z glowy, w koncu raz podlaczony pacjent nie wymaga jej obecnosci i moglaby wtedy ustalac kto nastepy. Ale nie takie innowacyjne rozwiazanie nie przyszlo jej do glowy, wiec Vera lata jak przyslowiowy kot z pecherzem i pyta kto nastepny, czyli czyje nazwisko widnieje na liscie nastepne, bo kazdy pacjent sie wpisuje tuz po przyjsciu na liste.
Moje co tygodniowe wizyty sa ostatnio zwiazane ze spadkiem bialych cialek krwi, czyli przychodze tylko po to, zeby Verka pierdolnela mnie strzykawka, co trwa 15 sekund.
Poniewaz juz wiem jak to wyglada to przychodze pozniej, czyli ok 1ej w nadziei, ze Vera juz ogarnela pierwsza nawalnice. I tak tez bylo w srode poprzedniego tygodnia, a wiec czekanie nie bylo az tak dlugie i uciazliwe.
Natomiast w ostatnia srode przyszlam okolo 1:30 a zostalam przyjeta na ten kretynski zastrzyk o 4tej.
Myslalam, ze mnie szlag jasnisty trafi przez te dwie i pol godziny(!!!)
Recepcjonistka sie tlumaczyla, ze ona jej mowila i Vera wie, ze jestem i rowniez wie, ze to tylko zastrzyk wiec moze... Nie, nie bylo kurwa zadnego moze, ani nawet morza...
Ok 3:30 bylam gotowa pierdolnac drzwiami i isc do domu, z wscieklosci zadzwonilam do Wspanialego.
-- Ja Cie rozumiem i wiem, ze masz racje, ale zobacz jeszcze jedna chemia i bedziesz miala z glowy...
-- Gowno prawda kochanie, bo nawet po tej ostatniej chemii przy pomyslnych wiatrach i tak bede musiala tu przychodzic raz w miesiacu na plukanie portu!!
-- Ale to juz bedzie tylko plukanie portu...
-- Tak, a teraz jest tylko zastrzyk! Jedno i drugie trwa 15-20 sekund, a mam spierdolony caly dzien!!
-- Oddychaj, gleboko oddychaj... nie mozesz nic zrobic... i prosze nie zabij jej... - tlumaczyl Wspanialy i szybko dodal - ... i staraj sie tez nie powiedziec za duzo...
Wylaczylam sie, bo juz mnie nawet jego spokoj wkurwial.
Zadzwonilam do Juniora, ktory mial akurat wolne i czekal pod telefonem, ze dostane ten zastrzyk to pojdziemy na pozny lunch, albo... wczesny obiad w tym przypadku.
-- Synu blagam przyjdz i czekaj tu ze mna, bo ja sie boje, ze ja ugryze, albo kopne.
Na szczescie Junior mieszka jedna ulice dalej od przychodni, wiec przyszedl w ciagu pieciu minut.
-- Mamo, usmiechnij sie bo Ty nawet nic nie musisz mowic, Ty ja wzrokiem zabijesz.
Nie zdazylam sie usmiechnac bo pielegniarka mnie wlasnie zawolala.
I faktycznie musialam ten wzrok miec straszny, bo Vera byla nadzwyczajnie mila i nawet powiedziala:
-- Ja przychodzisz tylko na zastrzyk to nie musisz placic.
No ja pierdole!! Pewnie, ze nie powinnam placic, bo i za co? To ona mnie powinna placic za spierdolony dzien!!!
Doslownie po kilkunastu sekundach juz wyszlam z gabinetu.
-- I to wszystko?!?! - zapytal zdziwiony Junior.
-- Tak to wszystko i na to czekalam dwie i pol godziny.
Bo to kurwa juz nie te czasy kiedy doktor musial dezynfekowac strzykawki i igly, odmierzac lek, ktory byl w butelce wielkosci butelki mleka. Teraz jednorazowa strzykawka jest gotowa razem z lekiem w jednorazowym opakowaniu, ktore doktor musi rozerwac i przypierdolic w ramie pacjenta.
Po zabawie!
Show skonczony!!
Ale nie z Vera.
Modlcie sie w srode... nie, nie za mnie.
Za Verke.

P.S.
Jutro jest Dzien Ojca. Jedziemy spotkac sie z dzieciakami i wnukami.

P.S.2
Odrastaja mi wlosy i mi sie zupelnie nie podobaja. Chuj tam z tym, ze siwe i byle jakie, ale po prawej stronie rosna nie w te strone co trzeba, czyli bede liznieta przez krowe i bardzo mi to nie na reke, a nawet w brew. Jak sie wkurwie to zgole.

77 comments:

  1. Rozumiem Twą wściekłość, mnie też rozrywałoby ze złości. To niemal jak u nas - mam dwa leki,które muszę brać już do końca życia - kiedyś dzwoniłam do przychodni, podawałam swe dane, nazwę i dawkę leku i potem przyjeżdżałam po receptę. Teraz "udoskonalili" - muszę się pokazać lekarzowi, co oznacza, że stracę na ten cyrk ze 2 lub 3 godziny. I tak co dwa miesiące. Star, te włosy z całą pewnością zawsze tak rosły, ale nigdy ich w tym stadium nie miałaś to nie widziałaś. Przetrzymaj spokojnie, przytrzymaj je turbanem we właściwej pozycji, po prostu. Gdy będą dłuższe to się ułożą. Cholera, mnie też odrastają siwe i na dodatek z jednej strony siwych jest więcej.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nigdy wczesniej nie mialam takich problemow z doktorem. Umowiona godzina zawsze dziala, owszem czasem jest doktor spozniony, ale to tez opracowalam, bo umawiam albo pierwsza rano wizyte, albo pierwsza po lunchu i wtedy wiem, ze nie ma zadnego spoznienia.
      Ta wariatka jest wyjatkiem.
      Masz racje zawsze bylam liznieta w tym miejscu, ale przez lata ukladania wlosow jakos to umialam zatuszowac. Teraz mam w odwloku, niech se rosna jak chca, nic z tym nie bede robic. Obiecalam sobie, ze juz nigdy nie bede poswiecac wlosom tyle czasu co poswiecalam wczesniej. Beda jakie sa i tyle.
      Moje tez sa siwe plackowato:)))

      Delete
  2. Następnym razem weź od niej tę strzykawkę i sama se zrób, bez kolejki!
    Niektórzy tak mają, ze za nic się ogarnąć nie mogą, ale Ty posłuchaj jednak Wspaniałego, wytrzymasz jeszcze te kilka spotkań, nie ubij jej, bo jak by nie patrzeć jest Ci trochę potrzebna:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niestety, prawda jest taka, ze ona mi jeszcze dlugo bedzie potrzebna i to mnie powstrzymuje.

      Delete
  3. no masz, uwielbiam układać w szafach, bym Ci zrobiła w garderobie perfekcyjnie białe z krótkim do białych z krótkim, zielone do zielonych, czyli bluzeczki kolorami, spódniczki długościami, i skarpeteczki w kulkę a majtki w kostkę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. bossshhhh jesteś spełnieniem marzeń:P
      ja tego nienawidzę

      Star, jak Cie wqurfi to zgolisz;P
      nam się i tak podobasz:)
      :****

      Delete
    2. Klarko!!!!!!!!!!! Nie wierzę!:)))

      Delete
    3. niech dobry buk czymie jom z dala od moich szaf!!!

      Delete
    4. Klarko, mialam napisac, ze Cie nie lubie:))) Ale dojrzalam i doszlam do wniosku, ze przeciez nie mam za co:))) Na szczescie skarpetki w kulke i majtasy w kostke oraz wszelkie reczniki przychodza juz z pralni poskladane tak ze tylko je wkladac prosto na polki i do szuflad. Tym razem walcze o odzyskanie wiecej miejsca w szafach, a troche inna praca, bardziej organizacyjna, co nie zmienia faktu ze i tak jej nie lubie:)))

      Delete
    5. Viki, nie przejmuj sie jeszcze bylam dziecieciem jak gdzies wyczytalam, ze wielcy ludzie zawsze maja balagan:)))) I tego sie czymam wszystkimi konczynami i pazurami:))))
      A leb ogole bo i kto mi zabroni:P

      Delete
    6. Rybka bedzie bardziej specyficzna, kogo dobry buk ma czymac z dala od Rybki szaf?
      Mie czy Klarke?

      Delete
    7. no to jeszcze okna bardzo lubię myć!

      Delete
    8. Klarko, nie wytrzymam i musze zapytac:)) A seks tez lubisz, czy nie bardzo?
      Bo wiesz ja to wole seks od tych wszystkich prac domowych:)))

      Delete
    9. jakiś przemądry człowiek powiedział: jeśli bałagan na biurku ozdwierciedla bałagan w głowie, to aż strach pomysleć, co odzwierciedla puste biuro :) . Może to spokojnie odnieść do szaf :) :)
      choć u mnie jak najbardziej dotycyz i biurka...

      Delete
    10. Stardust przecież to się nie wyklucza, lubię mieć porządnie wysprzątany dom i lubię się kochać, porządek po prostu ułatwia mi życie

      Delete
    11. Klarko, nie myslalam, ze podejdziesz do tego pytania tak serio:))))

      Delete
  4. Star, ja bym tam na twoim miejscu zrobiła jednak porządek z tą kolejką! Będzie dla przyszłych pokoleń (pacjentów) :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosianko, a czy ja wygladam na Matke Terese co by sie przyszlymi pokoleniami zajmac? :)))
      W tym przypadku jestem wstretna egoistka, zreszta te 90% balkonikowych emerytow widac tak lubi, to dla nich rozrywka:P

      Delete
    2. A zebys Star wiedziala, ze tak :) Juz nie wspomne jacy dziarscy i awanturniczy potrafia byc nasi polscy "balkonikowi". Kiedys mialam niestety watpliwa przyjemnosc czekac z Nimi w jednej kolejce... To bylo bardzo pouczajace doswiadczenie. I tylko mnie naszla taka refleksja- czy tez bede taka krewka staruszka :)

      Ps. Co polecilas Tatkowi na zaparcia? :) Nigdy nie wiadomo kiedy czlowiekowi przyda sie taka wiedza :)

      Delete
    3. Nie wiem jaka bede staruszka, do balkonika jeszcze mi troche brakuje:)))
      Tatkowi nic nie polecilam tylko wyjasnilam, ze jednodniowy brak kloca to nie jest zaparcie. Zaparcia to ja mam bo robie raz na tydzien i jeszcze sie wlasnym gownem nie zatrulam, wiec to nie jest powod do latania po doktorach:)))
      Z drugiej strony jak doktor Tatkowi przepisal jakies francowate leki wlasnie wspomagajace sranko to sie Tatkowi zrobila dziura w jelitach i o malo sie nie przekrecil na tamten swiat. Od tamej pory Tatek nie cierpi na zaparcia:)))

      Delete
    4. Wiesz moze ta dziura to mialo byc dodatkowe ujscie? Nie no to oczywiscie slaby zart. Grunt, ze Tatek czuje mentalna poprawe :)

      Delete
    5. Kiepski zart, to prawda, tym bardziej ze gdyby sie Tatek nie obudzil to skoczyl by zycie w kaluzy wlasnego gowna. Tak niestety lekarze potrafia przepisywac leki bez zastanowienia.
      Ale na dzien dzisiejszy sie oczywiscie z tego smiejemy. Wtedy skonczylo sie natychmiastowa operacja.

      Delete
  5. Pani doktor jest pewnie po socjalistycznej szkole...:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Basiu, alez oczywiscie, ze tak. Pani doktor jest starsza ode mnie, a w Ameryce mieszka dopiero 13 lat.
      To jest wypisz wymaluj postkomunistyczne zachowanie:)))
      Tak samo sie zachowuja polscy lekarze, bo im sie wydaje, ze moga. Pamietam jak zaraz po przyjezdzie musialam chodzic do polskich lekarzy, bo oczywiscie nie znalam jezyka. To jednego za krawat wciagnelam do gabinetu, bo po 20 minutach zajrzal przez szpare z pytaniem czy jestem gotowa. A ja za krawat i doktora do gabinetu ze slowami "dziecko urodzilam w ciagu 20 minut, to jak doktor mysli ile czasu potrzebuje na zdjecie majtek?" bo on byl specjalista od podwozia:)))
      To byla moja ostatnia wizyta u doktora Polaka.

      Delete
    2. a co? wpisali Cie na czarną listę? :) :) umieścili na tabicy zdjęcie z podpisem: tej pani nie obsługujemy? :) :)

      Delete
    3. NIe aLusiu, to ja pana doktora wpisalam na moja czarna liste i zreszta powiedzialam mu szczerze, ze ja nie mam czasu dla ludzi, ktorzy nie szanuja mojego czasu:))

      Delete
    4. :) szkoda, że u nas nie ma aż takiej swobody, lekarze są bardziej rozwydrzeni..

      Delete
    5. Tu jest dochtorow jak psow:)) Mozna w nich przebierac i wybierac jak w ulegalkach:)))

      Delete
  6. Star - jak ja cię rozumiem!
    Nienawidzę takiego niezorganizowania, zwłaszcza jeśli ma to wpływ na życie innych ludzi. Aż dziwme że pacjenci jakoś tej twojej doktorki jeszcze nie ustswili na właściwe tory.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet, przeciez pisalam jacy pacjenci do niej tutaj przychodza:))) Prawdopodobnie w gabinecie onkologicznym na Manhattanie jest lepiej, ale mnie sie tam nie chce jezdzic, wiec jestem skazana na takie okolicznosci.

      Delete
  7. To się dzieje w Ameryce? ...
    Widać wszędzie są niezorganizowani ludzie

    ReplyDelete
    Replies
    1. A Ameryka to niby miala by byc zaludniona przez samych idealnych????
      Olgo, swiat zamieszkuja ludzie, a ludzie sa rozni.
      Faktem jest, ze generalnie Amerykanie roznych zawodow bardziej szanuja czas interesantow, ale jak pisalam w notce moja onkolog jest Rumunka, ciagle swiezo z Rumunii, bo co to jest 13 lat:)))

      Delete
  8. w Belgii, najlepszym systemie zdrowotnym jaki poznałam, wszystko działało jak w szwajcarskiej fabryce
    no, prawie
    ale generalnie rozwinęłam w sobie niesamowita cierpliwośc odkąd zachorowałam
    czekanie w kolejce do lekarza w ogóle mnie nie irytuje
    zawsze jestem uzbrojona w lekturę:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja nie mam cierpliwosci mimo, ze mam przy sobie zawsze lekture. Ale tez nigdy do zadnego innego lekarza nie czekam dluzej niz 15 min. Moja onkolog jest wyjatkiem... wyjatkowym wyjatkiem:)))

      Delete
  9. To co opisujesz przeszlam w ciazy z Eliza i uwierz- tylko "blogoslawiony" stan powstrzymywal mnie przed zrobieniem doktorkowi cytologii z odbytu. Nie znosze czegos takiego! W drugiej ciazy juz bylam madrzejsza i umawialam sie jako pierwsza pacjentka- inaczej moglabym sie juz nie powstrzymac!

    Czy ja moge sobie ta sentencje o wylizanej chalupie wydrukowac i powiesic na drzwiach?! Albo nie! W jakims bardziej oczojebnym miejscu.

    Wlosy... Moje po myciu zawsze sa takie ulizane, co wkurwia mnie od... Odkad zaczelam byc swiadoma jak beznadziejnie wygladam :)
    Star, Ty na pewno cos wymyslisz z wlosami, a i z Vera pewnie tez. W koncu kto, jak nie Ty!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, a po co Ci taka sentencja? Jak juz koniecznie chcesz cos powiesic w oczojebnym miejscu to radze takie cos "Martha Stewart tylko dlatego jest perfekcyjna pania domu, ze jest slaba w seksie, wiec musiala sie nauczyc gotowac i sprzatac. A i tak jest sama"
      Czy to nie lepsze? ;)))
      Gdyby nie to ze ta pani jest hematologiem i onkologiem a ja akurat walcze z lymphoma to na pewno by mnie nie widziala wiecej niz jeden raz. No ale to jest sytuacja wyjatkowa. Z zasady mam taki zwyczaj, ze jesli na lekarza trzeba czekac dluzej niz 15 minut to szczerze oswiadczam, ze wiecej razy nie przyjde bo nie mam czasu na kwitniecie na poczekalni.
      W koncu lekarzy jest tu od pyty i jeszcze troche mozna wybierac.
      Ta onkologia z hematologia mnie trzyma i dodatkowo fakt, ze lubie jej podejscie do choroby jako takiej. Nie znioslabym lekarza, ktory by mnie straszyl skutkami ubocznymi, czy tez szczegolami choroby.
      A wlosy?
      Tak sie przyzwyczailam do lysiny, ze naprawde nie mam zamiaru sie nimi przejmowac;))))

      Delete
    2. Po co? Czytalabym na glos, albo literowala w chwilach kiedy czuje wyrzuty sumienia, ze to albo tamto nie zrobione :) ale to o M.S. duzo lepsze :)

      No to wlasnie pani doktor ze szpitala jest w stylu: "Ola Boga co to bedzie." Szlag mnie trafia, ze jestesmy na Nia zdani, ale co zrobic...

      Delete
    3. Marto, doskonale Cie rozumiem. Uciekam od lekarzy, ktorzy procesem leczenia zawracaja dupe pacjentowi. Lekarz jest od leczenia, a nie ja, ja nie chce znac zadnych szczegolow tego procesu, nie chce zeby mnie lekarz straszyl skutkami ubocznymi bo je ich przede wszystkim nie chce miec. A jak sie juz jakis efekt uboczny pokaze to wtedy ja na pewno do lekarza trafie. Wczesniej nie chce o tym nic wiedziec:))

      Delete
  10. ha to u m nie w przychodni jest lepiej jak w ameryce !!! np u ortopedy jest tak że najpierw wchodzą " blokady " tzn zastrzyki zaś matki z dziećmi i na koniec normalnie chorzy ;-)
    i może jednak zasugeruj pani doktor takie rozwiązanie tak wiesz mimochodem żeby myślała ze to Ona wymyśliła ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko to jest jedyny przypadek, ze ja nie zrezygnowalam po pierwszej wizycie. Moj ortopeda jak mam wizyte na 10ta to 20minut po 10tej juz jestem na ulicy po wizycie. Tak samo mam z denstysta i specjalista od podwozia. Do innych lekarzy nigdy nie chodzilam, wiec nie mam pojecia co to jest czekanie w poczekalniach.
      Ona mnie tego uczy:))))

      Delete
    2. Bo wiesz nawet jak sa najpierw "blokady" potem dzieci to i tak mnie to nie rajcuje bo ja jako pacjent nie mam pojecia ile jest blokad i dzieci przede mna. Ja chce miec wizyte na konkretna godzine i to wszystko. A tu akurat sie nie da.

      Delete
  11. Star mnie imponuje Twoja odwaga, bo ja bym tej lekare ramienia a tym bardziej zyly do zastrzyku nie dala.
    Taki lekarz ma balagan w glowie i nie daj Bog przypadkowego pecherzyka nie zauwazy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pod wzgledem fachowosci medycznej mam do niej absolutne zaufanie i sam fakt, ze tak mi dopasowala koktajl, ze "masywny guz" zniknal po trzech zabiegach chemii swiadczy o tym, ze ona wie co robi:)))
      A w tym przypadku to akurat wazniejsze niz burdel na poczekalni, co wcale nie zmienia sytuacji, ze mnie ten burdel wkurwia:)))

      Delete
    2. no to ten burdel musi byc tworczy, skoro mieszanki dobiera uleczajace.
      nie podwazam jej kompetencji tylko z mojej lekliwej natury wynika strach o banalny blad.
      ale Ty moja kochana mozesz sie obczytac w tej poczekalni i.e. blogi:))

      Delete
    3. Lamus problem w tym, ze jak ja jestem wkurwiona to czytanie nie dziala i nawet rozaniec nie pomoze:)))

      Delete
  12. Star, jak to dobrze wiedzieć, że u CIEBIE wszystko w normie..:) Zacznę się o Ciebie martwić jak kiedyś napiszesz, że nie znasz aktualnie nikogo komu nie chciałabyś przypierdolić..:-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, masz swieta racje:))) Jak juz osiagne taki zen, ze nie bedzie komu przypierdolic i jak juz ogarne chalupe i te wszystkie szafy to nie pozostanie nic jak umierac:)))

      Delete
  13. Star rozumiem Twoją wściekłość:) Jestem pełna wyrozumiałości,jeśli czekam uczciwie ale kiedy widzę taki absurd w czekaniu jaki miał miejsce u Ciebie to tez szlag mnie trafia i rozrywa....
    ja zawsze ale to zawsze mam lekturę ze sobą lecz jeszcze nigdy nie przeczytałam ani strony. Albo nie umiem sie skupić albo najczęściej gadam z osobą siedzacą obok:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Margo, dokladnie o to mi chodzi. Ja moge czytac przez 15 minut, ale kazda nastepna minuta jest katorga, nie jestem sie w stanie skupic nad tym co czytam i mam mord w oczach. Pomijajac wszystko to jest brak szacunku dla cudzego czasu. Mnie to zwisa zdechlym motylem, ze ona nie szanuje swojego czasu, ale ona marnuje moj czas a to jest niedopuszczalne.
      Do zadnego inego lekarza bym po prostu nie wrocila, a do niej musze.

      Delete
  14. Ja lubie miec posprzatana chalupe, ale z reguly mam burdel. Dzieci, pies i maz najwyrazniej urodzeni sa do wyzszych celow niz sprzatanie PO SOBIE.
    A czekanie w kolejce doprowadza mnie do szalu, chyba nie ma nic gorszego. Ostatnie czekalismy ponad godzine na dentyste, ktory sie spoznil, potem przyjmowal pacjentow przed nami, a potem nas - 4 osoby. Po 3 godzinach stalam juz w drzwiach z piana na pysku a maz mnie powstrzymywal przed wyjsciem z przychodni.
    Na szczescie nie wyszlam, bo doktor calkiem dobrze nas "zreperowal" ;-)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Socjo, dentyste mam cudownego pod tym wzgledem. Jak on ma 15 minut opoznienia to recepcjonistka dzwoni i uprzedza. Akurat u dentysy jeszcze nigdy nie czekalam, jest zawsze na czas. Moja ginekolog ma tendencje do opoznien, to umawiam pierwsza wizyte albo pierwsza po lunchu i tez nigdy nie musze czekac.
      To jest jedyny przypadek, ktory toleruje. Ale juz nerwowo wysiadam:))))

      Delete
  15. A to ja z innej beczki :)
    Bardzo spóźnione, ale jeszcze bardziej serdeczne życzenia urodzinowe przesyłam :)
    Kilka wagonów zdrowia, a resztę sama ogarniesz :)
    Buziaki :* :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, dziekuje serdecznie i wiesz im bardziej spoznione zyczenia tym dluzej trwa impreza:))
      :**

      Delete
  16. Vera to male piwo:)
    W dniu mojego slubu pastor siedzial u mnie w domu i czekal, a ja jeszcze w sklepie kiecke przymierzalam,nic tylko mnie zabic;)
    Posprzatane lubie miec,ale lubienie nie zawsze idzie w parze ze chceniem;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, to jestes lepsza od Verki:))) Bez dwoch zdan!!!
      A posprzatane to ja tez lubie miec, dlatego mam Wspanialego za menza:P

      Delete
    2. Moj nie stety jest tylko Piekny;)))))))

      Delete
    3. Haha to chociaz jako dekoracja moze sluzyc, bo moj raczej do dekoracji sie nie nadawa:))

      Delete
  17. no to podejrzewam, że Vera długo nie pożyje :))))))))))
    też bym nie chciała być liźnięta przez krowę, ani nic innego :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, Vera musi zyc przynajmniej dopoki ja nie wyjde na prosta:))) A liznieta sie urodzilam i juz taka zostane:))

      Delete
  18. nienawidzę spóźnialskich, czekania, braku godzin na umawianie się i niezorganizowanych typów. dramat wyboru faktycznie zaczyna się wtedy gdy typ całkowicie niezorganizowany jest dobrym fachowcem. rozsądek nakazuje wtedy zaciskać zęby i jednak korzystać. Słuchaj męża. Po to był Co dany. I Werze przy okazji jak widać też ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam dokladnie tak samo. Sama jestem zawsze na czas, nie spozniam sie, uwazam, ze to jest to minimum szacunku do drugiego czlowieka i nic wiecej nie oczekuje od innych tylko tego samego.
      Widocznie Vera w moim zyciu to zwiazek karmiczny, byc moze w poprzednim ja bylam taka jak Vera i teraz mam sie nauczyc cierpliwosci... nie wiem... ale juz mi to wychodzi bokiem:)))
      Wspanialego sie slucham... no umowmy sie ze nie zawsze;P Ale generalnie tak, bo Wspanialy to akurat najlepsze co mnie w zyciu spotkalo.

      Delete
  19. star, w moim rejonie, mimo bezplatnej sluzby zdrowia, jest tak jakby niedobor lekarzy i moj rodzinny jest wlasnie taki. nie musze Ci mowic ze nie bylam u niego juz lata, ale na poczet tego ze kiedys pewnie bede musiala zaczac chodzic, zaczynam starania o znalezienie innego. bo nie to ze nie chodze do niego bo go nie lubie (a tez, wrecz bardzo) ale dlatego ze jak sobie pomysle ze mam tam czekac 1.5 godziny na 5ciominutowa wizyte, to wole sie zdiagnozowac sama, isc do chiropraktora lub na akupunktrure. maz ma troche czestsze z nim spotkania i jest u kresu wytrzymalosci...
    tak wiec wspolczuje bo wiem jak to jest jak sie kogos bardziej potrzebuje niz on nas. powodzenia i glebokich oddechow :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. b. jak sluzba zdrowia jest bezplatna to chujtam mozna zacisnac zeby i czekac, ale ja Verce place za kazda wizyte $40.00 samego copay, wiec chyba raczej wypadalo by sie przylozyc do pracy. Musze to jakos przetrwac, ale mnie trafia.

      Delete
  20. A może byś sie z tą Verą jakos skumplowała, na lody czy kawę gdzieś zabrałą i w tej luźnej atmosferze powiedziała co Ci na wątrobie leży? Moze ona po prsotu musi być oświecona przez kogoś tak jak Ty, bezpośredniego, szczerego i pełnego poczucia humoru? Ot, tak mi wpadło do głowy, bo przecież Vera to tez kobietka taka, jak my a nie jakiś cyborg w kitlu z głową pełną formaliny i sztywnych formułek.A do Ciebie ludzi ciągnie, boś fajna i szczera dziewczyna, wiec pewnie i Vera wkrótce chichotałaby w twym towarzystwie, dziwiąc sie, jak mogłą Cie wczesniej nie znać!
    W moich szafach też artstyczny nieład, ale mi to nie wadzi a nikogo przecież w szafie nie zamykam, żeby sie na moje porządki oburzał!
    Serdecznie Cię pozdrawiam Star kochana (ciekawam jaka podejmiesz decyzje w sprawie swych włosów - pieknie Ci bez nich i wygodnie, ale może zachce Ci sie jaki warkoczyk zapuścić i waleczną Indiankę - szamankę poudawać?)!:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, skumplowanie sie odpada absolutnie. Ja mam zelazna zasade, jak usluga (leczenie to tez usluga) wymaga zaplaty to nie ma kumplowania sie. Kumplowac sie mozna z ludzmi odpowiedzialnymi, ktorzy wiedza jak oddzielic kumpelstwo od biznesu.
      Zobacz, po 20 latach korzystania z uslug znachora mamy bardzo bliskie kontakty ale ciagle na plaszczyznie biznesowej. Juz nie jeden biznes moim zdaniem rozlecial sie przez kumpelstwo.
      A tym bardziej doktor, tu stawka jest stanowczo za wysoka, bo stawka jest moje zdrowie, a nawet zycie.
      A wlosy?
      Narazie staram sie o nich nie myslec i najlepiej byloby gdyby tak sie juz udalo nie myslec do konca zycia:))))

      Delete
  21. A w Ameryce pielęgniarki nie mogą robić zastrzyków? Wcale się nie dziwię, że masz mord w oczach.
    A potem na płukanie tego portu to musisz też do tej Very przychodzić? Może gdzie indziej będzie szybciej.
    Tak nawiasem mówiąc to mi przyszło do głowy, że w takim chaosie to ta Vera po całym dniu też pewnie umęczona jest jak sto diabłów, a z tego zmęczenia i w tym bajzlu organizacyjnym kiedyś komuś krzywdę zrobi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zastrzelilas mnie bo naprawde nie wiem czy pielegniarki robia zastrzyki. Nie mam az tak duzego doswiadczenia ze tutejsza sluzba zdrowia.
      Na plukanie niestety bede tez musiala do Very, bo po pierwsze ona jest moim lekarzem, po drugie gabinet mam naprawde blisko. Gdybym miala na plukanie isc do szpitala to dopiero bym sie wyczekala.
      Nie sadze, zeby Vera mogla zrobic komus krzywde, na to jest za madra i za ostrozna. Wiekszosc tego nierozgarniecia wynika tez z faktu, ze Vera nie ma podzielnosci uwagi. Ja to widze, jak o czyms mysli to chocby sie swiat wokol walil ona ani nie slyszy, ani nie widzi, bo jest skupiona nad tym co akurat robi czy o czym mysli.
      Nawet glupia decyzja o tym jakie badanie zrobic (w polowie chemii) PET czy CT scan to bylo przemyslane przez 10 minut.
      Zreszta wystarczy pocztac opinie chorych, ktorych Vera ma pod opieka na temat jej ekspertyzy i efektow leczenia.

      Delete
  22. A w ogole to przeczytalam wszystkie komentarze jeszcze raz i parsknelam smiechem.
    Bo nagle z komentarzy wynika, ze w Polsce sie nie czeka do lekarza, jest tak idealnie wszystko zorganizowane, ze po prostu pacjent wchodzi i jest przyjety... no tak ale o tym, ze dzis zapisuje sie pacjentow na PAZDZIERNIK 2015 to nagle nikt nie pisze:))))
    A przeciez to JEST czekanie... prawda?
    I to czekanie w czasie ktorego mozna umrzec.

    ReplyDelete
    Replies
    1. październik 2015 to w niektórych przypadkach brzmi optymistycznie...

      Delete
    2. No wlasnie, to dopiero trzeba miec cierpliwosc i zaufanie do lekarzy i systemu.

      Delete
  23. Wychodzi Star na to, ze lepiej sie leczyc w Polsce:)))))) Wracamy?
    A na powaznie, to czasem sie wlasnie zdarzaja takie kwiatki, jaki opisalas, naszym zadaniem bojowym jest nauczyc sie jak to-to olewac, wedle mentalnosci amerykanskiej. Zreszta wiesz, bo Wspanialy (D tez) to uosobienie takiej mentalnosci wlasnie. Nic nie jest go w stanie wyprowadzic z rownowagi, takim ludziom jest lepiej")))) Pelny luz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja sie zaraz zaczne pakowac, ale wczesniej zrobie lody:))) Bo mnie naszlo na lody o smaku cannoli:))))

      Delete
  24. Powiem Ci tak, Vera nie jest fryzjerem, ona dotyka życia ludzkiego w czystej postaci. Nie może być rozbiegana, musi metodycznie i na pełnej koncentracji. Poza tym uwielbiam, jak się wkurwiasz. Oops, zmykam, bo zarobię w łeb ;***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie uciekaj, nie bede bic, bo to za duzo roboty:))) Vera jest skoncerntrowana jak juz jest z pacjentem, ale zanim dotrze do gabinetu to mozna oszalec:))
      Przyznaje, ze ja tez lubie jak jestem wkurwiona:))) To chyba chore, ale tak jest, wkurw jest moim napedem zyciowym:)))

      Delete
  25. Star - ROZUMIEM Cię! oraz nie powiem niczego w stylu "oddychaj spokojnie", bo to a) nic nie daje; b) podnosi wkurwa na wyższy level :D Tak więc.... Trzymam kciuki za Verę, aby nie została w najbliższych dniach pożarta :D Plus sytuacji jest taki - na wkurwie się nieźle działa, można góry przenosić ;)

    ReplyDelete
  26. Wszysko juz zostalo powiedziane, ale... jak uslyszalam diagnoze - rak nie wiele sie wtedy dzialo w mojej glowie. Nie wiedzialam co zrobic . Dopieropo chwili przyszedl placz . Caly czas chcialam byc twarda no i nie poprosilam o tlumacza. Gdzie ..... ja ??? Ta co tak niby wspaniale gada po norwesku . Heh . Dopiero moj ,, trzezwy '' maz drugiego dnia zasugerowal mi , zebym poprosila kogos polskojezycznego, bo przeciez w tym stresie i w jezyku medycznym moge czegos nie zrouzmiec . Bogu dzieki byla na oddziale polskojezyczna onkolozka , ktorej wpadlam pod noz od razu potem . Kurka , ale bylam szczesliwa, ze moge sie pozalic w moim pieknym ojczystym jezyku, nawet sobie poklnelam, a co . No i jeszcze jedno - nie dalo sie jje mnie wkurwic . To chyba dobrze , nie ? A ta Twoja vera to mi wyglada na taka co to chce zbawic swiat. I oby jej sie udalo, a Ty glowa do gory i sie nie dawaj. Sciskam Ania

    ReplyDelete
  27. Jest środa i mam nadzieję, że dziś pójdzie sprawnie. Może już poszło. :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...