Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, July 11, 2014

Se narobilam...

Zaraz po wyjsciu ze szpitala nie moglam chodzic, bo byla zima a co za tym idzie nie tylko zimno, ale i sniegu po sama kokardke i slisko. Ograniczalam sie wiec do siedzenia jak wczasowiczka na wlasnym tarasie okutana we wszystkie akcesoria zimowej odziezy. I tylko od czasu do czasu wychodzilam w towarzystwie Wspanialego ale to nie na dluzej niz dookola domu w kwadracie czterech ulic.
Z wiosna zaczelam chodzic, ale tez nie tyle ile chodzilam przed szpitalem.
Ot udawalo sie przejsc 2-3 km dziennie, ale nie narzekalam, dobre i to. Wiadomo przeciez ze jak sie czegos nie robi przez kilka miesiecy to potem trudno wpasc w rytm.
No i ten cholerny przystanek autobusowy mam tuz za rogiem a to neci.
Ale od maja obiecalam sobie, ze musze zaczac chodzic co raz wiecej i tak sobie dodawalam, najpierw pol drogi do subwaya, kilka dni pozniej juz cala, ale z powrotem sie nie chce, bo jak czlowiek wraca z pracy to nawet jak sie nie mial czym zmeczyc, ma wymowke, ze jest zmeczony.
Natomiast w czerwcu zauwazylam na moim Fibit Force, ze robie postepy.
Wymyslilam wiec, ze aby to sprawniej szlo, te postepy znaczy sie, to bede wstawac rano po to tylko zeby zaliczyc poranny spacer, wyznaczylam sobie 3km, wtedy jest wieksza szansa na to, ze przez reszte dnia uzbiera sie te 6-7km ktore robilam codziennie przed szpitalem.
I szlo mi calkiem dobrze, Wspanialy mnie budzil przed wyjsciem do pracy (5ta rano), mialam ciagle czas na poranna kawe i potem spacer, poki jeszcze nie jest za goraco i wilgotnosc powietrza nie daje w dupe.
Dzis rano poniewaz Wspanialy pracowal w domu wstalam o 5:30.
W sumie powinnam od razu wskoczyc w spacerowe odzienie, ale bez kawy to se ne da.
Wypilam kawe i co raz mniej chcialo mi sie wychodzic, ale z drugiej strony szkoda tego dnia, w ktorym moglabym nie zrobic tych 10 000 krokow ktore powinnam robic dziennie.
No dobrze,  na razie to mam Fitbit ustawiony na 8 000 jako to co musze absolutnie zaliczyc, ale juz kilka razy udalo mi sie zrobic 10 000 a nawet 11 000 wiec daze powoli do tego zeby sobie podwyzszyc poprzeczke.
Podobno zdrowy czlowiek powinien wykonac dziennie wlasnie te magiczne 10 000 krokow.
A przecie zdrowa jestem to dlaczego nie.
Wracajac do dzisiejszego ranka, nareszcie kopnelam sie w dupe, ubralam i poszlam.
Ale zamiast zakladac obuwie sportowe to sobie pomaszerowalam w sandalach, takich z serii "najwygodniejsze sandaly swiata" miekkie jak chmurka.
W koncu nie chodze po zadnych gorskich czy lesnych sciezkach a tylko maszeruje po osiedlowych chodnikach to powinno byc OK.
Powinno, ale nie bylo.
Juz w polowie mojej trasy czulam ze mnie pieka podeszwy.
Ale co tam, pieka czy nie, moze to oznaka tego, zem diablica?
Twardym czeba byc pomyslalam i szlam dalej.
Ponoc przeciez diabel ma spieczone podeszwy.... wiec szlam, ale nie bardzo mi sie to diabelskie pieczenie podobalo to postanowilam skrocic nieco trase i tak zamiast 4 000 krokow co stanowi plus minus ok. ciut ponad 2km (nie pytajcie skad wiem, tak mowi Fitbit, a ja sie nie czepiam, w koncu nie chodzi o szczegoly ale o pryncypia) zrobilam tylko 3 400.
Niewiele obcielam, ale do domu przyszlam juz na ostatnich nogach.
Wtarabanilam sie pod prysznic, bo juz bylo goraco wiec chcialam szybko zmyc pot z ciala.
Wykapalam sie, ale za cholere nie moge se tej nogi tak wykrecic co by zobaczyc co sie tam dzieje.
Zawolalam Wspanialego, skoro juz jest to niech sie na cos przyda.
Popatrzyl, zalamal rece i rzekl:
-- Rozne juz cuda w zyciu widzialem, ale gdybym nie mial tej Twojej stopy przed nosem to bym nie uwierzyl, ze czlowiek moze sobie odparzyc piete do tego stopnia zeby sie zrobil babel.
-- Widzisz skarbie jaka Ci sie trafila "jedyna w swoim rodzaju kobieta"!! - zawolalam z entuzjazmem, bo przeciez nie daruje sobie okazji do tego zeby sama siebie pochwalic. Na innych juz dawno przestalam liczyc.
-- No trafila mi sie, teraz niech ta "jedyna w swoim rodzaju" lezy z noga w gorze przez reszte weekendu, bo chodzic to sie raczej na tym nie da.
-- Wykluczone!!! - zawolalam - Ja mam dzis co prawda jedna klientke, ale musze jechac do pracy.
-- Odwolaj, przeloz na nastepny tydzien.
-- Nie moge, ona przyleciala z Colorado. Ta wizyta byla juz umowiona miesiac temu.
-- To ja naprawde nie mam pojecia jak Ty chcesz to zrobic... ja Cie nie zawioze, bo przeciez pracuje. Mowie Ci zadzwon do tej klientki, powiedz co sie stalo i ona zrozumie.
-- Nie moge, ona ma jutro wesele siostrzenicy i liczy na mnie, chocbym umarla to pojade!!
-- Ale na tym sie nie da chodzic...
-- Oj nie da sie. Nie da to sie otworzyc parasola w dupie...
-- Wiem, slyszalem to juz od Ciebie i za kazdym razem mowisz, ze Ty i tak otworzylas juz kilka parasoli w dupie.
-- No wlasnie!!! Na szczescie nie we wlasnej!!
Ale zlitowal sie nade mna, bo poszedl do apteki i kupil takie duze miekkie plastry, ktore akurat zakrywaja cala prawie piete.
Opatrzyl mnie jak trzeba i pojechalam, wrocilam i zyje.
-- Jutro chyba za to bedziesz siedziala na tylku.... - rzucil w moja strone niby mimochodem.
-- To sie zobaczy...
Wiem, ze nie bede siedziala na tylku, bo jutro tez zapitalam na spacer.
Co mi tam babel...
Rakowi sie nie poddaje, a glupi babel ma mnie rozlozyc.




27 comments:

  1. takiego bąbelka to najlepiej przebić igłą...szybciej schodzi....a raczej szybciej się rodzi, bo jak go igłą potraktujesz to mu wody odejdą i po sprawie..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez tak kombinuje, ale sie troche obawiam, ze jak go przekluje to zaraz potem trzeba bedzie wyciac stara skore, a nowej jeszcze nie ma:)) I to chyba moze byc bardziej bolesne...

      Delete
    2. Rany boskie!!! nie przebijaj, bo jeszcze jakiejs gangreny sie nabawisz!!!
      Ale jak znam zycie, to taki twardziel jak TY "dobrych rad" nie poslucha;-))
      Usciski

      Delete
    3. .... i zapomnialam dodac, ze w Szwecji jest takie przyslowie ktore brzmi .... malych ranek i biednych przyjaciol nie wolno lekcewazyc!!!
      Usciski jeszcze raz

      Delete
    4. Tylko przebij(ja to robię w dwóch miejscach) i wyduś płyn.Reszta ładnie zaschnie:))
      Buziaki

      Delete
    5. Oj tam - zaraz gangrena. Tez zawsze przekluwam i wyciskam plyn. Skora ladnie się przyklei i odpadnie dopiero jak już pod spodem jest nowa.

      Delete
  2. oj, boli od samego czytania:)
    i boli mnie moje lenistwo- wszędzie gdzie się da jeżdżę autem:(
    oraz dzień dobry i dobranoc, bo ja tak przelotem - obudzona, niedospana ;)

    ReplyDelete
  3. Ja też dużo chodzę i staram się chodzić jak najwięcej, po powrocie ze szpitala wychodziłam na takie spacery, codziennie coraz dłuższe, pamiętam, że wybierałam trasę przez wiadukt i ćwiczyłam słabe nogi na schodach :) a taką odparzoną piętę to miałam raz w życiu na obozie wędrownym, w ogólniaku i wiem, jakie to nieprzyjemne.

    ReplyDelete
  4. Ja też się staram chodzić - choć mam to trochę utrudnione - biorę psa i chodzimy :)
    Aj, wiem jak pięta piecze :P
    Ale też jestem z tych co takimi drobiazgami się nie przejmuje, gorsze rzeczy człowiek przeżył to dupsami nie zamartwiam :-)
    Star, oby się szybko zagoiło,bo przyjemne to, to nie jest ♥♥♥

    ReplyDelete
  5. U nas są świetne plastry na pęcherze..Wysysają zawartość pęcherza i chronią to miejsce. Dopóki ich nie było, to zawsze ratowałam się przekłuciem pęcherza i zaklejeniem go zwykłym plastrem. Nowa warstewka skóry spokojnie wytworzy się pod tym przekłutym bąblem. W ratowaniu stóp z pęcherzami mam chyba mistrzostwo świata, ponieważ nie ma takiego obuwia, w którym choćby tylko na początku nie zrobiłby mi się na stopie pęcherz. A robią się w różnych miejscach, na podeszwie też. Mnie nawet kapcie obetrą, jeśli tylko chodzę w nich bez skarpetek. Ot, kalectwo.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  6. Star, ja sobie tak załatwiłam stopy ostatnio, że ledwie chodziłam. Ale po drodze była wizyta w Londynie, więc uznałam, że choćby miały mi te stopy odlecieć, to ja i tak będzie łazić i zwiedzać. Dokładnie tak jak Ty. I masz całkowitą rację - z raczyskiem dajesz sobie radę, to tym bardziej z bąblem:-] Buziaki!!

    ReplyDelete
  7. Zdarza mi się bąbel, choć nie na pięcie, na śródstopiu raczej. Dlatego rzadko kupuję buty:)

    ReplyDelete
  8. Jak ostatnio pojechałam po wizę do Ciebie, w Wawie było jakieś 40 stopni, a ja pomykałam w japonkach. Po dwóch godzinach już nie byłam w stanie pomykać. Z całego wyjazdu pamiętam tylko ulgę po naklejeniu plastra pod stopę i dyskusję z panem w ambasadzie na temat win kalifornieńskich (bo my, zdrajcy, lecieliśmy wtedy do Kalifornii/ e, nie pasuje mi pisownia, to California ;)))

    ReplyDelete
  9. Star, jesteś niesamowita! A bąbli nie lubię- zazwyczaj małe, ale jakie upierdliwe!
    Z tymi parasolami- świetny tekst. Pierwszy raz go czytam i uśmiałam się do łez :)
    Miłego weekendu, i spacerów bez bąbli.

    ReplyDelete
  10. Mnie właśnie wczoraj się taki bąbel na stopie zrobił. Też sobie spacerek, dla odmiany nad morze, zaordynowałam. W sandałkach, a jakże. Chyba musiałam sobie piaskiem zatrzeć, czy co, bo ledwo do domu doszłam. Po kąpieli przebiłam paskudę, zaplastrowałam i dziś stopa jest jak nowo narodzona:)).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Parasol w dupie to może i da się nawet otworzyć, tyle, że wyjąc go w tym stanie już za bardzo się nie da:))).

      Delete
    2. A taki mały od drinka?? Może się da?? ;)

      Delete
  11. O, tuś mi się rybko skryła :) Mam bąble od samego patrzenia na nowe buty. Zawsze przekłuwam, potem dezynfekuję i jest OK. Przekłuwania nauczylo mnie młodsze dziecko, które... uwielbia przekłuwać. Szkoda, że go nie ma i muszę sama :D Najlepiej przekłuwać sterylną igłą do zastrzyków. Goi się jak na psie potem. I dzięki za informację o 10 tys. kroków, muszę się podkręcić. Mam taki mały kieszonkowy krokomierz, dziś zrobiłam 7016 kroków (w domu nie liczę), tj. 2,60 mili czyli 4,20 km i spalilam 267,4 kcal :) Mam tez licznik w telefonie, nawet trasę zapisze, ale zapominam go włączyć często :) A z kijkami próbowałaś wędrować?? Jeszcze lepiej się chodzi i dalej się da... :)

    ReplyDelete
  12. Dawno mówiłam, że od łażenia lepsza jest kanapa.

    ReplyDelete
  13. Widze ze masz takie same zgrabne stopki jak ja, hehe. I takie samo podejscie do butow. Bo ja w tamtym roku w gory sie wybralam, w Tatry, w adidaskach bez skarpetek. Juz w polowie drogi pecherze mi sie porobily jak piesci, ale przeciez twardy cza byc a nie mientkim :-) A ostatnio po Londynie to mi sie wlasnie na piecie zrobila. Ale jak ktos ty juz napisal, sa takie fajne plastry na pecherze. Super dzialaja. Wystarczy nakleic i nic nie boli. Ale ja przezornie jeszcze przekluwam, taka szkola...

    ReplyDelete
  14. a mówią sport to zdrowie, a tu bąble sie robią

    ReplyDelete
  15. Jak to dobrze, ze sobie sandalow nie kupilam i po Poznaniu biegam w klapkach. ;)

    Pozdrawiam z tej strony :)

    niech sie goi :*

    ReplyDelete
  16. też jak poprzedniczki przebijam :-)

    ReplyDelete
  17. Mam tocka w tocke tak samo. Bable na podeszwach jak tylko laze w sandalach bez skarpet w czasie upalow. A ze zakladanie skarpet do sandalow to wielkie NO-NO tak wiec teraz, nauczona doswiadczeniem na wieksze lazenie latem tylko adidasy+skarpety:))) Czy my o tym przypadkiem nie rozmawialysmy przez telefon ostatnio?

    ReplyDelete
  18. Mnie juz dawno plaskacze na dlugie spacery wyszly z glowy.
    Teraz za sprawa wiadoma, buty musze miec sportowe, szerokie i nie zawiazane i wtedy czuje sie jakbym szla boso;))
    Mnie zawsze skora z przeklutego babla razila rane wewnatrz.
    mowia ze na bol pomaga wiekszy bol wiec rozchodz gada!

    ReplyDelete
  19. oj to se narobiłaś Star:))
    ale i ja bym poszła z tym bąblem:))

    ReplyDelete
  20. A ja sobie zrobilam 2 bable - po 1 na kazdej stopie. Nigdy nie mialam takich wielkich babli, wszyscy w domu ogladali i nie mogli uwierzyc. Tez mam limit 10000 krokow i to jest akurat cala trasa z pracy do domu. Niestety, mialam fatalne buty tego dnia, nauka na przyszlosc :-(

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...