Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, August 31, 2014

Utylizacja plodow rolnych oraz kurs krojenia cebuli

Kto czyta ten wie, ze Wspanialy zanabyl nieodpowiedni gatunek ogorkow. Do kiszenia sie toto nie nadawalo, ale sie uparlam i mniejsze okazy kisilam, mimo to i tak wychodzily jakies takie... no do niczego:) Co z tym zrobic?
No coz, wyrzucac zarcia to ja jakos nie lubie, wiec wzielam sie na sposob i wszystko co zakisilam wrzucalam do malaksera (kto by to tarl na tarce) i starte razem z sokiem mrozilam w torebkach takiej wielkosci, ze jedna to bedzie solidny gar zupy ogorkowej.
Junior sie cieszy bo on uwielbia ogorkowa, wiec sobie zabierze kilka torebek.
Wspanialy sie mniej cieszy, bo on bedzie musial polubic zupe ogorkowa.
Trudno to jego wina, takie kupil takie bedzie jadl, ja tam widze duzo zupy ogorkowej w jego najblizszej przyszlosci. Jak nie bedzie chcial ogorkowej, bedzie musial jesc grzybowa, jak nie bedzie chcial grzybowej... no coz... beda siniaki;P
Z tych egzemplarzy co to wyrosly wielkosci mojego przedramienia robilam rozne cuda typu hinduska raita, ktora owszem lubimy, ale czasem mielismy juz powyzej uszu.
Wpadlam wiec na pomysl i wymyslilam chlodnik ogorkowy.
To nie zaden wielki przepis, ot jak zawsze zaczyna sie od tego, ze pizgamy....
Pizgamy do blendera obrane i pozbawione pestek ogrorki, awokado, zabek, lub dwa czosnku, 2-3 sztuki szczypioru tego grubego, jedno zielone jalopeno, do tego dodajemy kopiasta lyzke stolowa dobrego (czytaj: gestego) greckiego yogurtu. Ja dodalam jeszcze garsc swiezych lisci cilantro (to chyba kolendra po polsku) a jak ktos nie lubi moze dodac zielonej pietruchy, lub w ogole pominac.
Dolewamy odrobine wody, doprawiamy sola, pieprzem, sokiem z cytryny i wlaczamy blender na tyle ile mu tam firma dala i po kilku minutach mamy zupe.
Naprawde smaczna i orzezwiajaca zupe krem ze swiezych ogorkow.
Tyle o ogorkach, na ktore juz patrzec nie moge.
A jeszcze jest dwie duze miski do przerobienia, na ktore nie bardzo mam pomysl.
Czesc takiej zupy krem nawet zamrozilam, tyle, ze zrobilam ja bardziej wodnista, bo i tak wiem, ze po rozmrozeniu sie tak dziwnie podzieli, wiec wtedy dodam awokado i yogurt, ktore powinny nadac jej na nowo wlasciwa, kremowa konsystencje.
Dzis natomiast postanowilam dobrac sie do skory paprykom i pomidorom, bo tez ich sie nazbieralo, chociaz pomidorow to musialam dokupic bo sobie wymyslilam, ze zrobie leczo i zamroze.
Przygotowalam stanowisko pracy i zabieram sie do dzialania.
Pacze katem oka i widze, ze Wspanialy cos tym pomidorom robi...
-- A Ty co tam kombinujesz z tymi pomidorami?
-- Krzyzyki nacinam, chce Ci pomoc.
-- A na cholere te krzyzyki?
-- Jak to na co, przeciez bedziesz je sparzac i obierac ze skorki.
-- Zostaw te pomidory i jak chcesz pomoc to mozesz pokroic cebule, do obierania pomidorow, papryki oraz wszelkich innych miekkich owocow i warzyw mam specjalny obierak. Tak jest szybciej i nie parzy w rece.
-- Ale... ale cebula szczypie w oczy!!
-- Nie bedzie Cie szczypala, bo trzymam ja w lodowce i bedziesz wyjmowal po jednej sztuce. Zimna cebula nie wydziela tyle soku i pamietaj zeby noz byl bardzo ostry, to tez pomaga.
-- Ale... ale ja nie umiem kroic cebuli...
-- Ooo naprawde? To sie zaraz nauczysz.
I zrobilam mezu mojemu szybki kurs krojenia cebuli, nawet udokumentowalam go zdjeciami, bo jak zapomni to bedzie mial sciagawke:)))
Moze Wam sie tez przyda... znaczy dla Waszych mezow, to bardzo prosze.
Metoda niezawodna, nie wazne czy chcemy mniejsza czy wieksza kostke, jak chcemy paski to nie robimy naciec tylko ciachamy paski.
Przy bardzo drobnej kostce robie dodatkowe, plytkie naciecia z boku na skos i jedno prawie poziomo, ale w tym przypadku nie bylo to konieczne, w koncu ta cebula byla do leczo.




Jak juz jest nie wygodnie trzymac to przewracamy to co zostalo na plasko i robimy tak:




A potem jeszcze raz odwracamy i dalej ciachamy:




Az mu mowe odebralo z zachwytu, ze mozna tak cala cebule ladnie pokroic i nie wyrzucic polowy:)
A potem nagle mu mina zrzedla... bo on wie, ze tym sposobem znow stracil jedna czynnosc z bardzo waznej listy "nie potrafie":)))
Tak bylo z obieraniem gotowanych jajek.
Jak obral jajko to tylko zoltko zostawalo, bo reszta "nie chciala odejsc od skorupy".
No to mu pokazalam, ze jajka tuz po ugotowaniu nalezy kazde nadtluc tak zeby pekla skorupa i blona wewnetrzna po czym zalewa sie je zimna woda i po 10 minutach jajka obieraja sie... same.
Nawet stwierdzil pozniej, ze mu sie to krojenie cebuli calkiem spodobalo i faktycznie zimna wyjeta z lodowki cebula nie szczypie w oczy, ostry noz tez robi swoje;)
Nagotowalam tego leczo na cala armie, napelnilam pojemniki i juz jest zamrozone.
Jutro jeszcze powalcze z reszta ogorkow, slabo mi na sama mysl o tym co jeszcze moglabym z nich zrobic.
-- Kochanie, czy wiesz juz na nastepny raz jakie ogorki nalezy kupowac? - zapytalam na wszelki wypadek.
-- Tak, tylko kirby i na pewno nie krzak do ogrodka tylko dwa lub trzy na salate.
Tak mowi dzis, a na wiosne znow go bedzie mysl o ogrodku krecic...

62 comments:

  1. To wy jak ten robaczek, co na okraglo jablka wpierniczal, az mu sie ulalo:)))
    W Irlandii mam akurat ten problem z glowy, bo warzywa/ owoce sezonowe sa dokladnie przez caly rok. Jak sie dwa lata temu zdziwilam w zimie w Kolobrzegu, ze nie bylo nigdzie swiezych malin, ktore mi byly niezbedne do tortu na urodziny malzonka... Caly bozy dzien jezdzil i znalazl tylko JEDNO skromne pudeleczko...:) No ale klimat may w Irlandii taki, ze ladnie rosnie tylko bluszcz. Dlatego na pytanie odwiedzajacych co nam przywiezc, krzyczymy zgodnie: papierowki, szare renety, mlode ogorki, wegierki, aronie, kurki, wisnie - niepotrzebne skreslic czyli to, co sezonowe, a tu niedostepne.
    A cebulke od zawsze kroi maz, bo on tez robi sledzie na rozmaite sposoby czyli jakos tak wychodzi.
    Pozdrow Wspanialego- wspolczuje mu z ta ogorkowa (ktora uwielbiam z reszta), ale rozumiem, bo to tak, jak by mnie ktos karmil Marmite...Brrr...:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Casa, to plony z naszego ogrodka:))) Ja jestem niezle tapnieta, ale jeszcze nie na tyle, zeby kupowac i robic przetwory:)))) Wyroslo i cza bylo cos z tym zrobic.
      Z wymienionych przez Ciebie to papierowki juz nie pamietam jak wygladaja, wiec nie wiem czy sa, ale wisni na pewno nie ma u nas zima, wszystko inne bez problemu. Pamietaj, ze my mamy Californie, ktora jest koszykiem warzywno owocowym Ameryki i Floryde, u nas nie ma sezonowych, sezon jest tutaj zawsze:)))
      Bawimy sie czasem w ogrodnikow i tak na tym wychodzimy:))) albo nam wychodzi... bokiem.

      Delete
    2. my własnie teraz mamy ten etap robaczka.... u rodziców w ogródku jest klęska urodzaju.... tata mi podrzucił "parę jabłuszek i śliwek". Była to skrzynka jabłek i spora łubianka śliwek :) Moja sis to juz nawet zupę jabłkową robi - dostała swoją skrzynkę :) a jabłuszka dalej dojrzewają nie patrząc na nic... :)

      Delete
    3. Na szczescie ja mialam tylko wlasne ogorki, pomidory, papryke i jalopeno:)))

      Delete
    4. aaa. niezwykle również obrodziła mi na tarasie maleńka żołta papryczka......chyba też bedę rozdawać, bo można jej uzywać sladowo, taka jest ostra

      Delete
    5. Alusia posiekaj ja w malakserze tak na drobniutko i wrzuc do sloika, pojemnika czy nawet do ziplocka i do zamrarzarki. Jak bedziesz potrzebowac do czegos to skrobniesz lyzeczka i masz. Ja tak robilam z bardzo ostrymi paprykami i mam czesc do dzis. Druga metoda to wysuszyc, czyli nawlec polowki na nitke, przedzielajac wezelkami, zeby sie wszystko do kupy nie splaszczylo, powies w slonecznym oknie i wyschnie, potem jak potrzebujesz to kawalek do mozdzierza, albo mlynka i masz wlasne.

      Delete
    6. to wybieram opcje z mrozeniem. Nie posaidam na tyle słonecznego okna, gdyż ponieważ mam rolety antywłamaniowe i w ciągu dnia w mieszkaniu jest ciemno, gdyż ponieważ wracamy na wieczór. Suszenia na zewnątrz nie zaryzykuję, ponieważ ciągle jakoś pada znienacka i na pewno by mi zgniło. Za pomysł dizękuję, ponieważ sama bym na to nie wpadła :) z ostatnich zaskakującyhc mrozonek to mroziłam bazylię zmiksowaną z oliwą - robi się takie kulki w folii i można sobie potem po kulce wyciągać, a w potrawie smakuje jak świeża. Oczywiście sama tego nie wymyśliłam, ktoś mi podpowiedział, nie wiem, czy aby nie Lamia :) no, a w tym roku chyba będę musiała powtórzyć, bo mam niezwykle dobrą rękę do zioła i rośnie jak głupie :) :)

      Delete
    7. Alusia, te kulki bazyliowe to prawie jak pesto tylko im czosnku i orzechow brakuje. Gdybys chciala to polecam na moim drugim blogu jest przepis na pesto. Zamrazalam w pojemnikach na kostki lodu i potem wlasnie wyjmuje kostke i mam do czego mi tam poczeba:)))

      Delete
    8. pesto też robiłam, ale nie chciałam mieć AŻ TYLE pesto, gdyż pnieważ urósł mi potwór bazyliowoy, a nie bazylia pospolita - wyślę fotę, bo jedne obraz wart tysiąc słów :) no. i stąd pomysł na kulki. Oczywiście w swojej głupocie usiłowałam tę emulsję wcisnąć do woreczka na lód - maryzło mi się, że będzie tak bajerancko wyglądać.... ale zadanie okazało się niewykonalne - wcisnęłam w dwa rządku i ani huhu dalej. Ile ja się nawkur...znaczy, nadenerwowałam!

      Delete
  2. Jesoooo
    Ty masz nowy manikir!!!!wi

    A ja do krojenia mam takie dwudziestoiglowe widelki które czymajom cebulem a ja miendzy widelkami ciach ciach

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ha, wiem jakie widelki:))) Mialam, ale jakos mi z tych widelek cebula uciekala:)) no chyba, ze to nie byly dokladnie takie widelki.

      Delete
    2. jakie znów widełki??? to ja tu jestem jak za króla Ćwieczka!!

      Delete
    3. A mi nie ucieka!
      Alusia, one z polski som!

      Delete
    4. mówiąc "tu" miałam na myśli bardzo wąsko zakreślone "tu". Może i z Polski, a le co z tego jak w zyciu nie widziałam, a i w sklepie nie rozpoznam :)

      Delete
  3. Ja też kroję cebulę właśnie takim sposobem :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olga, mowilam, ze my som z tej samej szkoly:)))

      Delete
    2. ja tesz!! :)))
      pamietam jak dzis jak mnie tej sztuczki ciotka uczyla. ;)

      a od kiedy mam szkla kontaktowe to nawet w oczy nie szczypie. :)
      ale o lodowce zapamietam, bo nie wszyscy domownicy maja szkla i nie beda sie juz lzami wymigiwac. ;))

      Delete
    3. a ja cebule myk do siekacza:))
      nie kroje
      nie lubie
      nie chce plakac i jeszcze miejsca lodowce organizowac
      tak lubie cebule :PP

      Delete
  4. ja też ja też ja tez tak kroję - jak to mówi Sznupkek - dupka zostaje na koniec..:-D a nauczył mnie tego sposobu mój szkocki szwagier, to znaczy wtedy jeszcze nie był szwagrem, wtedy jeszcze nawet mojej siostry nie znał..:) ale awansował..;-D

    P.S boski lawendowy lakier do paznokci..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, bo Szkoci sa oszczedni, wiec wiedza jak skroic cebule do samej dupki:)))

      Delete
  5. Kurde, nie doczytałam "rolnych" w tytule i przyleciałam przeszczęśliwa, że afera będzie.
    A tu dupa!
    I to cebuli;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nietypowa, Ciebie zawsze afery rajcuja:)))) Sorry, ze Cie zawiodlam tym razem:P

      Delete
  6. Bardzo podoba mi się Twój sposób prowadzenia kuchni - wszystko zostaje zaaranżowane, nic się nie marnuje. :) Mam taką samą politykę. :)
    Jednak ze wspaniałym mogłabym sobie podać rękę - choć teraz to już nie, skoro się "naumiał" :) - cebuli kroić nie potrafię. :( Wrzucam ją do takiego mikro robocika, co wszystko kroi i cieka, i po 3 sekundach mam cebulkę w ładną kostkę. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Riamone, staram sie. Na swiecie jest za duzo glodnych i staram sie o tym pamietac. Mikro robocika tez mam, ale ten robot ciacha w rozne strony swiata a czasem trzeba w miare jednakowe te kawalki, no i potem go trzeba myc:))) Mam tez takie pudelko z nozykami w roznej wielkosci kratke, kladzie sie na tym warzywo, bo nie koniecznie cebule i druga polowa pudelka trach, ale to bylo chyba za czesto uzywane i sie noze stepily. Trzeba chyba kupic nowe:)))

      Delete
    2. ja też nie lubię marnować jedzenia. Jak byłam niejadkiem w dizeciństwie, to prawie codziennie słyszałam o biednych dizeciach w Afryce, które dałyby się zabić za taki obiadek/śniadanie/kolację. I które płaczą, bo nie mają nic do jedzenia, a ja tu grymaszę. Dlatego też raz odpaliłam babci: to moze babciu wyślij im ten obiadek? Małe Murzynki się ucieszą...
      WIdać jednak mi się wdrukowało, bo też nie lubię marnować :)

      Delete
    3. Chyba wszyscy wysluchiwalismy takich bajek w dziecinstwie:)) Wspanialego "glodne dzieci" byly w Indiach:)))
      Nie lubie marnowac, a zwlaszcza jak sama wyhodowalam to ma zupelnie inny smak.

      Delete
    4. Zmywanie robocika mi nie straszne - ląduje w zmywarce :) - ale to urządzenie z kratką do krojenia warzyw jest ciekawe - będę musiała rozejrzeć się za czymś podobnym. :)

      Bajek o "głodnych dzieciach" w dzieciństwie nie słyszałam - może dlatego, że nie miałam problemów z jedzeniem. :)
      Oczywiście miałam swoje smaki i byłam bardziej uparta niż bliscy konsekwentni, więc dostawałam po prostu to co lubię i talerz zawsze wracał czysty. :)

      Delete
    5. Wlasnie na tym polega caly problem, ze nozy ZADNYCH nie powinno sie myc w zmywarce, zmwyarka tepi ostrza. I ten robocik to tnie jak popadnie, a ja lubie miec kostke do niektorych potraw. W robociku to sobie moge robic salse, bo tam nie wazne jak to jest pociete.

      Delete
  7. Ale fajne porady:). Jak długo w lodówce ta cebula musi leżeć? A jajka najpierw obtłukujemy, a potem pod zimną wodę? Ja dotąd robiłam odwrotnie.
    Na pewno wdrożę te instrukcje w życie:))).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato, 2-3 godziny. Jak wiem, ze bede do czegos potrzebowac wieksza ilosc cebuli to staram sie wczesniej wrzucic do lodowki. Bo krojenie jednej czy dwoch to nie jest taki wielki problem, ale tu potrzebowalam osiem:)))
      Jajka najpierw obtluc, a potem pod zimna wode, wtedy woda dostaje sie pod skorupke i te blony skorupkowe, nawilza jajko i skorupka ladnie odchodzi. Czasem sie trafi wybitnie oporne jajo, ale to bardzo rzadko 95% przypadkow sie poddaje:)))
      Pamietaj, ze jajko musi byc solidnie stukniete, zeby przerwac blone.

      Delete
  8. Z jajem to nie wiedzialam, ale cebulke kroje tak samo, tylko ze od dupki strony, hmmm... zalezy jak patrzec :-) to znaczy od strony ogonka, ogonek zostawiam, korzonek obcinam i dalej jade jak pokazalas. Nauczyl mnie tego kolega jeszcze na studiach, a on sie z kolei nauczyl od oszczednych Niemcow. Swoje cebule wkladam tylko pod wode, mniej piecze co prawda, ale patent z lodowka bede musiala wyprobowac. A moze ja w ogole te cebule na zawsze juz w lodowce czymac bede? Jak myslisz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwona, ja kiedys tez kroilam cebule z tej drugiej strony, ale doszlam do wniosku, ze jedak od strony korzenia lepiej sie to wszystko trzyma:))) Na zawsze to ponoc (z jakichs wzgledow, ktorych nie pamietam) nie powinno sie trzymac cebuli w lodowce.
      Wspanialy patent krojenia jeszcze ulepszyl i jak obieral cebule to te nie odrywal tych obranych powlok tylko je zostawial przy korzonkach, wtedy mial za co trzymac:))) Bal sie bidok, ze sobie paluszek ukroi:)))

      Delete
  9. No popatrz, tyle lat na tym świecie żyję, a sposobu na obieranie jajek nie znałam :) Za to na cebulę tak, więc całkiem ChPDnie jestem ...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja z tymi jajkami to wpadlam na pomysl kilka lat temu, po prostu zauwazylam, ze pekniete w gotowaniu jajko sie latwiej obiera. To mi dalo do myslenia i sie okazalo, ze to woda pomaga.

      Delete
  10. Ha! całe zycie tak tne cebulę,al;e teraz mam fajną końcówke do miksera i do niej wrzucam co mi ise podoba,noze tna, fajnie,tylko musze krócej bzyknac,jak chcę nie uzyskac miazgi:)))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, gdyby mikser, malakser, czy tez inny kombajn ciely na kostke a nie bezksztaltna miazge to ja tez jestem taka madra i mam te urzadzenia:))) Korzystam z nich do ciecia naci z pietruszki, koperku, kolendry, ale cebula do leczo to musi byc pocieta na odpowiednia i w miare rowna kostke. No tak mam:))))
      A bzykac sie lubie i nawet wole dlugo niz krotko:P:P

      Delete
  11. jajka zaraz po ugotwaniu trzbe zlać zimną wodą,a najlepiej jak nie są potrzebne cieple,to neich w tej wodzie dłużej polezą.Wtedy skorupka schodzi łatwo.No i tez jak stuknę,to pod wode,bo lepiej schodzi.Kłopot jest z bardzo swierzymi swojskimi jajkami,czasami i te wodne metody nie pomagają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ze swiezymi jajami tak prosto z gniazda to faktycznie ciezko.

      Delete
  12. Nie musisz wkładać cebuli do lodówki. Wystarczy w czasie siekania cebuli zagryzać zapałkę albo wykałaczkę. Nie wiem, dlaczemu tak działa, ale działa. Też jestem cebulowy antytalent siekaniowy i zawsze starałam się upolować jakąś ofiarę, ale teraz nie ma zmiłuj. Nie umiem też ładnie zrumienić tartej bułki :>

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo, zapalka to mojej mamy metoda. U mnie nie dziala zwlaszcza przy takiej ilosci cebuli:)))

      Delete
    2. a najlepiej pomaga zapalona? :)

      Delete
    3. Alusia ale ktorym koncem trzeba trzymac w ustach? Tym zapalonym? :))))

      Delete
    4. nie no, chyba zapalonym na zewnątrz, żeby się dymiło?
      zresztą jakbyś trzymała zapalonym do środka, to raczej byś już nie zwracała uwagi na sczypanie w oczy - więc metoda też skuteczna :) :)

      Delete
  13. uwielbiam chlodniki. Moglabym z salatami naprzemiennie na okraglo.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lola, ten ogorkowy jest naprawde godny polecenia.

      Delete
    2. wszystko mam na skladzie, jeszcze dzisiaj wyprobuje. ;)

      Delete
    3. ja sobie też muszę wypróbować, tylko musi się ocieplić, niestety chwilowo jak dla mnie za zimno na chłodnik

      Delete
  14. też tak kroję cebulę , sama wyczaiłam ale jajek nie obczaiłam ale teraz jak napisałaś to faktycznie pęknięte jajo obiera się lekuchno , co do wielkich ogórków możesz zrobić płaty , obierasz ogórki ,wydrążasz ziarna , kroisz na paski i zasalasz , czekasz aż sok puści i zlewasz ,wkładasz do słoika dodajesz ziele angielskie ,gorczycę ,koper i zalewasz zalewą 0,5 litra octu (ja biorę 5 % i mniej ) 1 litr wody i 0,8 kg cukru zalewę najpierw zagotowujesz , zaś jak ostygnie zalewasz ogóraski i zamykasz i pasteryzujesz
    można też sałatki na podobną modłę robić ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, problem w tym, ze poniewaz u nas swieze ogorki sa caly rok to nikt nie chce jesc takich salatek. Malosolne w sezonie to jedyne jakie jedza tak na zywca i wszyscy lubia.

      Delete
  15. lubię chodnik ogórkowy, a czasami robię wersję na gęsto do zimnych lub grillowanych mięs, albo na kanapkę. a kiedyś nienawidziłam ogórków na surowo, tylko małosolne.
    Cebulę kroisz jak Master Chef:P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja lubie ogorki pod kazda postacia, ale tym razem mam dosc:)))

      Delete
    2. ja też!!!! jak byłam mała, to nawet wolałam ogórki kiszone, a już zwłaszcza małosolne, od czekolady :) moja sis uważała mnie za chorą psychicznie :)

      Delete
  16. A ja stałam się fanką wódki ogórkowej! Pokazała się taka u nas pt.,,Luksusowa ogórkowa''. Wspaniale się komponuje ze Schweppsem...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, z wodek to ja tylko nalewki wlasnej roboty:)

      Delete
    2. NALEWKA OGÓRKOWA????? mów jak!!! może zaimponuję sąsiadowi od naleweczek, mozę choć raz to on ode mnie wróci windą!!!

      Delete
    3. Alusiu, nie, ja mialam na mysli, ze wodek takich kupionych to nie pije tylko nalewki. Ale ogorkowej jeszcze nie robilam:))) Pewnie mozna, bo dlaczego nie. Na pewno domowa nalewka jest lepsza od tego co sie kupuje w sklepach jako wodki smakowe, w ktorych przeciez nie ma nic oprocz chemii. A w domu to czlowiek zalewa prawdziwe owoce. Oni tam w laboratorium lacza perfumy np. malinowe z wodka i to ma byc malinowa wodka... pffff;)))

      Delete
    4. nooo, wiadomo, pojęłam to, ale jeszcze jakos nadinterpretowałam, że robisz. Moj mistrz sąsiad robi przede wszystkim pigwóweczkę, nas też nauczył w zeszłym roku, bo sobie za dużo owoców kupił :) prócz tego malinóweczkę przecudownej konsystencji. Prócz tego inne też, ae są moje ulubione. A wszystko to jest takie pyszne, ale i tak zdradliwe, że póki się pije jest ok, a potem trzeba wracać windą, bo schody jakieś takie strome się okazują, choć to tylko jedno piętro...

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...