Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, September 12, 2014

Emocjonalnie, czyli czasem bywam czlowiekiem

Historia zaczela sie wiosna tego roku, chyba kwiecien, a moze nawet marzec, na pewno byl to poczatek mojego zmagania sie z rakiem.
Jechalam autobusem na badanie krwi, bylo jeszcze stosunkowo chlodno, wiec lysina okutana w szal.
Bardzo lubilam te moje szale i turbany, cos mi sie wydaje, ze mimo wszystko bede kontynuowac zima ten styl.
Ale do brzegu, czyli wracamy do autobusu.
Kierowala nim nasza ulubiona Dennise, ktora juz kilka razy wczesniej widziala mnie w roznych modelach turbanow na glowie, ale ja nic nie mowilam, ona o nic nie pytala.
Poniewaz minelam przystanek, na ktorym wysiadaja wszyscy przesiadajacy sie na subway, Dennise postanowila sie odezwac:
-- Star, a Ty co? Zapomnialas wysiasc czy jedziesz gdzies indziej niz do pracy.
-- Jade na badanie krwi.
-- Hmmmm...
-- Bo wiesz ja mam lymphome i teraz badania krwi staly sie chlebem powszednim mojego zycia.
-- Rozumiem - powiedziala i znow gleboko westchnela. Ale ja jak to ja zaczelam trajkotac o pierdolach. Autobus prawie pusty, wiec stalam obok niej i gadalysmy.
-- Masz lymphome... - powiedziala i szybko dodala - ech... lepiej zmienmy temat, boje sie, ze moge powiedziec cos czego nie chce...  
-- Dennise, nie musisz mi mowic, ja wiem, ze Twoja corka zmarla na raka krwi i domyslam sie, ze to byla wlasnie lymphoma.
Zaszokowalam ja ta wiadomoscia, ona pewnie nie pamietala, ze kiedys dawno temu sama mi o tym powiedziala.
-- Ale wiesz, u niej to sie zaczelo od raka piersi, potem doszly przerzuty, a na koniec lymphoma... i to bylo 8 lat temu. Inna medycyna, inne mozliwosci, jej organizm byl juz na wyczerpaniu jak sie przyplatala lymphoma... - starala sie jak mogla wyjsc calo z niewygodnej sytuacji.
-- Dennise, ja sie nie boje takich wiadomosci, wiec prosze, nie przejmuj sie. Ludzie umieraja w roznych okolicznosciach, wypadkach czy to znaczy, ze wszyscy zyjacy powinni tych sytuacji unikac?
Moj wujek zmarl we snie... i co teraz? Powinnam bac sie spac?

Rozesmiala sie:
-- Mowisz dokladnie jak ona... moja corka. Ona tez taka byla, bylo w niej tyle optymizmu, tyle radosci zycia, ze chyba dzieki temu jest nam wszystkim latwiej... 8 lat to kupa czasu, mozna sie przyzwyczaic, bol jest zawsze ten sam, ale juz spokojniejszy.
I tak od slowa do slowa Dennise powiedziala mi, ze ku pamieci corki co roku cala jej rodzina bierze udzial w akcji marszu na rzecz badan i walki z rakiem krwi. Bardzo mi sie spodobala ta idea.
-- A kiedy? Gdzie? to ja namowie Wspanialego i tez pojdziemy...
-- My to robimy lokalnie, wszyscy mieszkamy na Long Island i jestesmy zarejestrowani w tamtej grupie, ale w calym kraju sa takie marsze jesienia wlasnie na rzecz raka krwi. Pomysl, moze lepiej zebys sama zalozyla grupe...
-- Musze to przemyslec, ale dzieki za pomysl - rzucilam szybko przez ramie bo wlasnie musialam wysiadac.
Przemyslec....
No coz nie jest latwo, przynajmniej nie komus jak ja, zwlaszcza jesli wiaze sie to konkretnie z moim przypadkiem choroby. W koncu fakt, ze ja nigdy nie uwazalam i nie uwazam sie za chora nie znaczy, ze lymphoma jest choroba.
Minal miesiac, a moze dwa... ta mysl wracala co jakis czas, w koncu powiedzialam Wspanialemu.
-- Pomysl nie glupi, ale wiesz to sie laczy z akcja zbierania pieniedzy na fundusz Leukemia i Lymphoma Society. Czy myslisz, ze bedziesz w stanie to zrobic? Moze powinnas poczekac do przyszlego roku, narazie ciagle bierzesz chemie i nie mozemy przewidziec jak sie bedziesz czula we wrzesniu...
-- Oj tam, oczywiscie, ze nie jestesmy w stanie przewidziec jak sie bede czula we wrzesniu, bo na dobra sprawe to nikt mi nie da gwarancji czy we wrzesniu bede jeszcze zyla...
-- Nie mow tak!
-- Kochanie, takie sa realia zycia i wcale nie musze umrzec na tego raka, moge umrzec z zupelnie innego powodu lub w wypadku. Zycie jest nieprzewidywalne, a smierc jest jedynym pewnikiem. Wiemy o tym oboje, prawda?
Skonczylo sie jak zawsze na "rob co chcesz - ja sie przystosuje" mojego meza.
Nie zastanawiajac sie dluzej, wzielam i sie zarejestrowalam. Dostalam potwierdzajacy rejestracje email i dalam sobie spokoj.
Potem przychodzily jeszcze jakies kolejne emaile, nawet jakas wypasiona koperta poczta, ktorej do dzis nie otworzylam, ale tez nie wyrzucilam, co uznaje za dobry znak.
Byla tez wiadomosc na moim telefonie komorkowym, bardzo mila, bardzo taktowna, ot z prosba o kontakt... no coz ja tam wiem, ze mile i taktowne tez maja jeden cel... pieniadze.
I nie mam nic przeciwko temu, sama wiem jak kosztowny jest luksus posiadania raka, ale w tym przypadku chodzi konkretnie o to, ze to ja mam prosic o pieniadze.
Nie dla siebie, absolutnie nie!!!
Dla innych, na badania, w sumie dla tych co jeszcze nie wiedza, ze zachoruja....
Cel swiatly i wielce chwalebny.... mimo to ja mam jakas bariere, ktorej za cholere nie moglam przekroczyc.
Miesiac temu mniej wiecej, w jakis czwartek dostalam email od tej samej osoby z LLS.
Nie bylo tam nic o pieniadzach, nie bylo slowa o tym, ze moje konto jest ciagle puste... ot ta osoba, konkretnie Mara (tak ma na imie) prosila, ze jesli chce aby na trasie marszu umiescic jakies zdjecie osoby, ktora jest chora, lub zmarla na raka krwi to jest to ostatnia szansa.
Oni tam w tej LLS ciagle nie wiedzieli o mnie nic, kompletnie nic poza tym, ze otworzylam konto i zostawilam go na pastwe losu swiecac pustkami... o przepraszam, sama wplacilam $50.00
Mara, napisala, ze ostatnia szansa na wyslanie zdjecia jest piatek, ponoc pisala do mnie o tym wczesniej, ale ja jak to ja...
Na koniec napisala, ze mimo tego piatku, jesli przysle jej zdjecie w czasie weekendu to ona i tak w drodze wyjatku jeszcze zdazy je umiescic.
-- Co o tym myslisz? - zapytalam Wspanialego.
-- A co ja mam myslec? To Ty musisz zadecydowac.
-- Niby tak....
-- Zrobisz jak chcesz, ale ja osobiscie uwazam, ze jestes naprawde wyjatkowym przypadkiem w tej chorobie. Od samego poczatku radzisz sobie doskonale, nie masz problemu z braniem sie za bary z tym przeciwnikiem.... Dlaczego nie pokazac tego swiatu? Mozesz byc inspiracja dla innych... wiesz ile ludzi sie boi...
Nic nie zrobilam przez weekend, bo jakos musialam sama sie z tym oswoic.
A dodatkowo pomyslalam sobie, ze napisze w poniedzialek i z glupia frant wysle zdjecie, albo dwa (chustam niech maja do wyboru) i niech slepy los zadecyduje.
Napisalam, wyjasnilam, ze ta konkretna osoba jestem ja, jak najbardziej ciagle zywa.
Dwa dni pozniej dostalam odpowiedz od Mary, piekny wzruszajacy email a w nim nie tylko obietnica umieszczenia mojego zdjecia na trasie (ciagle nie wiem ktore) ale tez propozycja pomocy, kontakty z grupami wsparcia itp.
Napisala rowniez, ze jako osoba chora nie musze zbierac zadnych pieniedzy i tak bede wyrozniona w czasie marszu (nie pamietam czym) jako ktos kto ciagle walczy.
I to mnie chyba ruszylo.
Pomyslalam sobie, ze przeciez skoro LLS oferuje pomoc i wsparcie takiej osobie jak ja, ktora w sumie sobie doskonale radzi i nie potrzebuje to chyba jednak warto zebrac troche pieniedzy...
No owszem, warto, ale jak to zrobic?
Jak prosic o pieniadze?
To jedyne czego nigdy nie potrafilam i ciagle nie potrafie....
A marsz jest w przyszly czwartek, 18tego wrzesnia...
W srode bylam w domu i wreszcie sie zmobilizowalam, zeby napisac do moich klientek.
Szczeka opadla mi na podloge jak w niecala godzine po wyslaniu maila dostalam zawiadomienie o pierwszej wplacie na moje konto. A potem przychodzily nastepne i za kazdym zawiadomieniem robilo mi sie mokro w oczach.
Powiedzialam o tym Wspanialemu.
-- To moze ja tez napisze do moich ludzi w pracy... w koncu zawsze nas wspierali w rozny sposob...
-- Mysle, ze warto.
Ale Wspanialy tez sie do tego zabieral jak pies do jeza.
Wreszcie wczoraj wieczorem usiedlismy razem, bo sie uparl, zebym uczestniczyla w redagowaniu tego listu do jego wspolpracownikow.
No to piszemy.... patrze, a mojemu Wspanialemu jakos tak... broda dziwnie podskakuje... co chwile odwraca wzrok od monitora... przeciera zaparowane okulary.... robi glupie miny...
Az wreszcie wstal, objal mnie i wydukal:
-- Nie przypuszczalem, ze to takie trudne....
Ryczelismy oboje, ja bo jak powiedzialam "ciesze sie, ze moge w tym wszystkim zrobic cos dla innych dotknietych ta sama choroba" a on bo:
-- Jak pisze Twoje imie, jak pisze ten... "Team Marla" to mi serce peka... z bolu na wspomnienie tego przez co juz przeszlismy i z radosci, ze jestes jaka jestes... ze jestes najwazniejsza czescia mojego zycia....
I jak tu nie ryczec?

42 comments:

  1. Chyba mi się coś zepsuło na stykach , bo płaczę.

    ReplyDelete
  2. chlip chlip

    bo to są emocje na najwyższym poziomie

    ReplyDelete
  3. No i jak tu nie ryczeć?... Z pewnością warto Ci było się zaangażować - choćby po to, by móc usłyszeć te piękne słowa z ust Wspaniałego. A Ty, już choćby jako przykład radzenia sobie ze złym, jesteś ogromnym wsparciem dla wszystkich chorych. Prosić o kasę trudno (oj wiem to, też mi się zdarza organizować akcje pomocy i jakoś łatwiej mi prosić o rzeczy typu ciuchy, opał, meble, sprzęt, niż o pomoc finansową dla potrzebujących), ale każdy grosik na koncie to szansa dla kogoś chorego. A o radzeniu sobie z chorobą warto mówić, bo korzyść z tego obustronna: dla innych chorych, że pozwala im się uwierzyć w wyzdrowienie, a dla Ciebie, że jesteś im tak potrzebna. Sama bywam proszona przez "moich" lekarzy o rozmowy z innymi szpitalnymi chorymi i niezmiennie spotykam się z pytaniem: "jak ty to robisz? jak możesz się śmiać i być dobrej myśli?" A ja nie wyobrażam sobie nie wierzyć, że będzie dobrze, bo wtedy na co miałabym czekać? :) Zresztą wiara jest połową sukcesu, więc zostaje jeszcze tylko starać się o to drugie pół :)

    ReplyDelete
  4. Trochę ryczeć. Pozytywne wzruszenia są dobre, a Ty jesteś źródłem pozytywnych wzruszeń :*

    ReplyDelete
  5. Star, to jest dobry i właściwy "ryk" - to "ryk", w czasie którego wyzwalają się w organizmie endorfiny, a endorfiny to samo zdrowie, w przeciwieństwie do kortyzolu, który jest hormonem stresu. To naprawdę dobry pomysł takie biegi lub marsze, bo jest okazja z jednej strony pokazania zdrowym ludziom, że obok, może tuż za ścianą są tacy, co poważnie chorują, a do świadomości chorych dociera, że nie są sami, zostawieni na marginesie życia.
    Buziam, Dzielna Dziewczyno,;)

    ReplyDelete
  6. No właśnie jak?...
    Kocham Wspaniałego :-))))

    ReplyDelete
  7. moje oczy też jakieś mokre się zrobiły.

    ReplyDelete
  8. No i ci powiem, że jak to czytam, to mi się smarka trochę.

    ReplyDelete
  9. U mnie dziś tak gorąco, że nawet oczy mi się pocą, Wspaniały jest wspaniały. A i ludzie mają serca, niekiedy ;)

    ReplyDelete
  10. Wiesz co? Faktycznie emocjonalnie... Po tym wszystkim co przesliscie oboje, a Ty wciaz taka zabiegana i pelna energii... Babo, kocham Cie jeszcze bardziej. Widzisz, z tymi ludzmi to jest tak ze oni lubia dawac, a szczegolnie bogaci ludzie, oni naprawde lubia dawac na jakies szczytne cele i uwazam ze nie wstyd prosic, nawet gdyby to mialo byc dla siebie. Hmmm, latwo powiedziec, wiem. Jestescie Wspaniali. Oboje!

    ReplyDelete
  11. Ryczeć, ryczeć... i potem uśmiech przez łzy.
    Pozdrawiam i 3mam kciuki

    ReplyDelete
  12. Wzruszasz, Star, slepia podmokle jakies... Myslenie w takich okolicznosciach o innych, ktorzy moze nawet jeszcze nie zachorowali, to niezwykle chwalebne dzialanie. Jestescie oboje wspaniali. ♥

    ReplyDelete
  13. Wspaniały Wspaniały! I Najważniejsza Część Jego Życia:))*

    ReplyDelete
  14. Dziękujemy Wam obojgu za ten wpis. Wzruszający, dający wiarę w ludzi i jak zawsze optymistyczny. Pozdrawiamy. Iza i Adam

    ReplyDelete
  15. No i się rozryczałam
    Star, dla mnie zawsze będziesz wzorem do naśladowania, przesyłam Twoje posty znajomym,żeby też mogli podziwiać Twoja siłę, optymizm i inne takie.

    ReplyDelete
  16. Piękne i... bardzo, bardzo wzruszające. Star- zdrowia dla Was Obojga.

    ReplyDelete
  17. Kochana, mokre miejsce jest dobrym miejscem dla oczu u osób, które mają serducho w odpowiednim miejscu ;) Jesteście cudownymi ludźmi i chociaż znamy się tylko wirtualnie, wnosicie ogrom światła w życie innych :*

    ReplyDelete
  18. Bo jak tu nie ryczeć, z powodu wszystkeigo i chorowania i tego ,ze tak cudownie się wspieracie i rozumiecie,i w ogóle!
    A ja ostatnio mam faze na ryczenie,wiec uciekam,żeby nie zrobić tu powodzi.
    Uwielbiam Was!

    ReplyDelete
  19. Nie ryczę tylko dlatego, że siedzę w klasie, a Dziecki piszą test. Ale jestem bliska... Jesteście genialni. Kocham Was ;***

    ReplyDelete
  20. Kurde, Marla, nie pierwszy raz jestem dumna z tego, że Cię znam. Jesteś dla mnie wzorem, moją inspiracją. Uwielbiam Cię (wstawiłabym takie serduszka, ale za cholerę nie umiem;))

    ReplyDelete
  21. Kochani, nie bardzo wiem co napisac, wiec zamiast indywidualnie dziekuje Wam wszystkim. Tak po prostu dziekuje z glebi serca, a raczej dwoch serc:)))

    ReplyDelete
  22. Podczytuję i życzę wszystkiego dobrego z całego serca!

    ReplyDelete
  23. Marylko kochana, czasem trzeba sobie popłakać. Nie wszystko da się obrócic w żart, zatrzeć, stłumic, udac, ze nie ma i nie było. Płacz jest taki ludzki a wspólne wzruszenie to takie katharsis. A w sercu dzieje sietyle rzeczy, że słowami nie da się czasem tego wyrazić. Łzy bywają najlepsze...
    Tule Cię mocno i całuję w srebrnego jeżyka na czubku Twej kochanej głowy!:-))***

    ReplyDelete
  24. Stardust, jestem, od poczatku Twoich zmagan jestem, tylko jak zwykle brakuje mi jezyka w gebie by sklecic dwa slowa. Zreszta... Ty dajesz takiego kopa sobie i innym ,ze po co Ci glaski i hugs'y?;-)
    Wiem o czym piszesz, sama przez TO przeszlam 14 lat temu, i podobnie do Ciebie nie dalam sie. Trzym siem Star:*

    ReplyDelete
  25. Od dziś podziwiam Was oboje jeszcze bardziej...

    ReplyDelete
  26. Kurde - star - odkad twój rak zaistniał - można odnieść wrazenie, ze on jest taka tylko nieco bardziej upierdliwa forma kataru. I wlasnie z tego powodu Twoja walka z ta franca powinna być pokazywana calemu swiatu.
    A wzruszenia? Hm.. Sciskam 2 serca, albo inaczej - w imieniu DWOCH sciskam DWA.

    ReplyDelete
  27. Star Ty uprzedzaj że to do płaczu kuwa! Sciskam bardzo mocno. PS.dobrze ża mam chusteczki

    ReplyDelete
  28. Star, chusteczek brak a tu kapie mi coś na klawiaturę.
    Ściskam was mocno*

    ReplyDelete
  29. Chyba sie powtorze jak powiem, ze jestes Wielka i niesamowita? Czy mozna prosic o link do strony LLS i wplaty pieniazkow? Sciskam Was mocno, bo Wspanialemu nalezy sie nie mniej niz Tobie:)

    ReplyDelete
  30. no i ja mam oczy w mokrym miejscu
    Star zawsze uwielbiałam Twoje literki
    jak dobrze że kiedyś trafiłam na tego bloga
    zdrowia Wam życzę :*

    ReplyDelete
  31. Star, Ty jesteś moją inspiracją, nie jakaś tam Ophra Winfrey, nie Księżna Diana, ale TY - STARDUST Z NOWEGO JORKU. I tak Cie kocham, że chyba wreszcie sobie wyrobię tą wizę do USA i przyjadę Cie osobiście ucałować!

    ReplyDelete
  32. Jesteś niesamowicie dzielna. A Wspaniały staje na wysokości zadania! Podziwiam Was jesteście wspaniałą parą. Aż się nie chce wierzyć, że jesteście prawdziwi.
    P.S. Też nie umiem prosić o pieniądze. Lubię dawać, a ciężko mi przyjąć. A to nie w porządku bo gdyby ci którym daję nie umieliby przyjmować, to nie mogłabym dawać.

    ReplyDelete
  33. Nastawienie do zycia na najwyzszym poziomie. Ogromny szacunek dla obojga. Zycie latwe nie jest, ale WY macie MOC. Zycze by ten koszmar mial happy end. Jak wszystkim powyzej lezka w oku zalsnila. Joanna-Jo

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...