Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, September 19, 2014

Walk to the end of cancer

Pod takim haslem odbywaja sie marsze rakowe, bez wzgledu na to o jakiego raka chodzi.
Najwiekszy i chyba najpopularniejszy a na pewno najliczniejszy to rak piersi.
Troche mi trudno wyobrazic sobie liczebnosc tego marszu, bo na wczorajszy Leukemia i Lymphoma oraz wszelkie inne rodzaje raka krwi przybylo ok. 5 000 ludzi, a to spora grupa.
Ja oczywiscie nowicjuszka nie bardzo wiedzialam jak sie do tego przygotowac.
Wspanialy byl zdziwiony, ze nie zalozylam na te okolicznosc mojej "fuck cancer" koszulki. Nie powiem taka mysl blysnela mi na moment w glowie, ale uznalam, ze to moze byc dla niektorych troche za duzo. W koncu znakomita czesc bioracych udzial maszeruje na czesc pamieci tych, ktory te walke przegrali i ich postrzeganie raka jest diametralnie inne niz moje.
Ubralam sie wiec grzecznie:))
Przybylismy na miejsce zbiorki ok 17:45 i bylo tam juz duzo ludzi.
Tak to wygladalo na miejscu zbiorki:




Kolejki do zarejstrowania sie byly dlugie, ale okazalo sie, ze mamy szczescie, bo dzieki ilosci zebranych pieniedzy (dokladnie $2 990 ktora to suma uplasowala nas na 40 pozycji w grupie 466 osob wiec calkiem niezle) jestesmy w grupie ktora jest obslugiwana bez kolejki.
No i fajnie, tylko powstal kolejny problem, niewielki ale jednak, zeby dostac sie do rejestracji bez kolejki musielismy oboje miec na rece opaske, a opaska byla jedna i juz na mojej rece.
Postanowilam, ze jakos to dogadam z jedna z woluntariuszek.
W czasie rozmowy wyjasnilam, ze ja jestem pacjentem, a Wspanialy grupa wsparcia.
-- A jak Ty sie nazywasz? - zapytalo dziewcze.
Jak jej podalam moje pelne (dwuczlonowe nazwisko razem z imieniem) to tylko machnela reka i powiedziala do Wspanialego:
-- Ty powiedz, ze sie tak nazywasz. Zapewniam Cie, ze na dzwiek tego tasiemca nikt nie zwroci uwagi, ze "Marla" jest mezczyzna. I powiedzcie, ze opaska pomylkowo zostala zalozona na nieodpowiednia reke, bo Marla, ta wlasciwa nie potrzebuje nic poniewaz jest de facto pacjentem.
Halleluja!!!
Jak juz dotarlismy do odpowiedniego stoiska to nawet nikt nie pytal o to tasiemcowe nazwisko, Wspanialy dostal swoja opaske, oboje dostalismy okolicznosciowe koszulki, lampki o odpowiednim kolorze i cala rejestracja byla odfajkowana.
Ufff!!! bo moglo byc duzo gorzej.
Koszulki natychmiast zalozylismy na wierzch tego co juz mielismy na sobie, troche bylo goraco w tym dodatkowym odzieniu, ale czego sie nie robi dla ideii.
 

 
-- Co teraz? bo przyznam, ze jestem glodny - powiedzial Wspanialy.
Kryste, glodny??? takie cos nie zdarza sie czesto, wiec postanowilismy cos rzucic na ruszt.
Oczywiscie nie ma tam nic przyzwoitego, bo jedynie takie smieciowe jedzenie, ale jak cza to czeba, wiec strzelilismy byleco i dla przepchniecia byleczego oczywiscie piwo.
Wspanialy stal w kolejce po byleco a ja zajelam stolik i wdalam sie w rozmowe z dziewczynami z Ralph Lauren, ktore przyszly na marsz jako woluntariuszki z ramienia firmy.
Firmy wspierajace (dotacjami) marsze rakowe wysylaja woluntariuszy, to dodatkowa dla nich reklama. Rozmowa z dziewczynami zaowocowala wspolna fotka:
 
 
Woluntariat nie jest przypadkowy bo okazalo sie, ze jednej z dziewczyn ojciec, a drugiej syn mieli dokladnie te sama Lymphome co ja mam.
Przy okazji kolor lampki, bo ja mam biala jest zalezny od statusu maszerujacego.
Biale dla pacjentow z reguly juz wyleczonych, bo takich co ciagle sa w trakcie leczenia jak ja jest mniej, czerwone dla wspierajacych a zolte (zlote) dla tych, ktorzy maszeruja w imie pamieci zmarlych.
Pojedli, wypili piwo i pomaszerowali, bo maszerowac mozna kiedy sie chce, nie jest to zaden zwarty marsz, ot jestes wiec idziesz kiedy masz ochote.
A maszerowalo sie w przepieknej pogodzie i scenerii:
 

 
Po obu stronach trasy marszu na balonowych kolumnach byly wystawione zdjecia osob, ktore chorowaly lub choruja na raka krwi. I znow biala kolumna dla osob juz wyleczonych, zolta dla tych, ktorzych rak pokonal, a czerwona dla takich jak ja, czyli tych co jeszcze sa w trakcie walki.
Kolumny troj-kolorowe przeznaczone byly dla firm, ktore wspieraja marsze finansowo.
 

 
Najbardziej przykre sa te zolte, zwlaszcza kiedy na zdjeciu (jak wyzej) jest dziecko.
Za to te biale daja ogromna nadzieje i wiare, ze da sie zwyciezyc. Dziewczynka na zdjeciu powyzej zwyciezyla raka dwa razy.
I wreszcie trafilismy na moja kolumne, gdyby nie fakt, ze Wspanialy zaczal zartowac to przyznam, ze bylo mi troche dziwnie:)
 
 
A dowcip polegal na tym, ze organizatorzy umiescili tylko pierwszy czlon mojego nazwiska, na co Wspanialy powiedzial, ze jak zobaczyli calosc to im "zabraklo literek":)))
I to uratowalo mnie przed mokroscia w oczach.
Przy wejsciu na plac gdzie odbywalo sie zakonczenie marszu byly jeszcze raz wystawiane zdjecia tym razem blizej siebie i znow mialam okazje wejsc na swoje odbice.
Za kilka lat planuje zmienic kolumne z czerwonej na biala, taki mam plan.
 
 
A poki co to w przyszlym roku bede wiedziala jak to mniej wiecej wyglada i pewnie skomponuje jakis napis do zdjecia, bo tym razem bylo takie "gole":)))
I zmienila nam sie sceneria, bo za rzeka juz zachodzilo slonce:
 
 




Przed samym wejsciem na plac byly jeszcze ustawione stoiska roznych firm z drobiazgami, dla dzieci, bo wiele osob przychodzi z dziecmi, dla doroslych, takie tam rozne roznosci.
Przechodzilismy wlasnie obok stoiska jednej z firm farmaceutycznych, ktora zajmuje sie produkcja lekow onkologicznych gdy mezczyzna obslugujacy stoisko podszedl do mnie i powiedzial:
-- Mam cos dla Ciebie.
Ciutke mnie zamurowalo, bo dlaczego akurat dla mnie, ale zanim sie zorientowalam o co chodzi juz mi dal taka dresowa kurtke z kapturem i wielka kangurza kieszenia.
Dzizas!!! W sam raz na moje spacery jak bedzie zimno, bo poki co to zapitalam w szortach i krotkich rekawkach i musze to robic nie pozniej niz 7a rano, kiedy nie jest jeszcze goraco.
Kurtka jest dwustronna, jedna strona czerwona a druga popielata, kieszen sie przyda na butelke z woda.
Bosko:))))
I tak przy prawie kazdym stoisku jakos dziwnie przyciaglam ludzi, a to ktos cos mial "dla mnie" a to tylko zagadal, zywcem czulam sie jak ludzki magnes:)))
Az Wspanialy powiedzial:
-- Co oni sie wszyscy tak do Ciebie przyczepili?
-- Ba! Bo ja jestem niezwykle atrakcyjna kobieta!! Nie wiedziales o tym? - odpowiedzialam uchachana.
No querwa co ja na to poradze, ze tak sie czuje:)))
A tak wygladalo wejscie na plac:


Na scenie produktowal sie calkiem efektownie przystojny muzyk:
 
 
I ludzie, ludzie dookola, oraz stoiska z darmowa woda, owocami i roznosciami:
 




Niektorzy ubrani bardzo pomyslowo na okolicznosc "oswiecenia nocy", bo takie haslo ma Leukemia and Lymphoma Walk - Light the Night.


Bylo juz ok. 20tej kiedy postanowilismy zebrac sie do odwrotu, a ludzie ciagle przychodzili:

 
 
Wrocilismy do domu i ze zdumieniem zauwazylam, ze tego dnia przeszlam ponad 23 000 krokow, dokladnie 10 mil co w przeliczeniu na kilometry daje 16 km.
To jak narazie moj najwiekszy sukces od czasu kiedy zaczelam intensywnie chodzic codziennie, bo mialam juz kiedys 14.5 km ale 16 to juz jest duzo.  
W rozmowie z jednym z obslugujacych stoiska jakos tak wyszlo, ze powiedzialam, ze codziennie chodze co najmniej 6 mil (9.5 km) co on skwitowal:
-- Nie znam nikogo zdrowego co moze sie czyms takim pochwalic.
A potem zwrocil sie do Wspanialego:
-- Pozwolisz ze usciskam Twoja zone.
No i usciskal:)))
Tak, tak musze sie Wam pochwalic, ze chodzenie idzie mi doskonale, srednio za ubiegly tydzien mialam 12 km dziennie. Dzieki temu popchnelam juz 3.5 kg i bardzo mnie to cieszy.
Jeszcze mam sporo do przepchniecia, ale staram sie o tym nie myslec.
Wczoraj w nagrode za te 16 km padalam juz na pysk, ale zezarlam miseczke lodow:)))
A co?
Nalezaly mi sie jak psu buda!!!!
 
 
 P.S.
 
Dziekuje Wam wszystkim za komentarze pod poprzednia notka, nie odpowiadalam bo ilez mozna dac w swoja wlasna trabe? I tak dmie ile sil w plucach:)))  
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

85 comments:

  1. Star, zdjecia przecudne, gratuluje zaciecia i 10 mil, to duze osiagniecie. przesylam calusy i zycze zdrowia i Tobie i Wspanialemu. usciski. b.

    ReplyDelete
    Replies
    1. ach i jeszcze chcialam powiedziec - ales Ty atrakcyjna :))))

      Delete
    2. Hahaha pewnie, ze jestem atrakcyjna:))))) Ktos by smial powiedziec inaczej? :P
      Dzieki B. za gratualcje, przyjmuje (nie)skromnie:)

      Delete
  2. Chciałabym w przyszłym roku potowarzyszyć Wam w tym marszu.
    Może mi się uda.
    I wierzę, że będziesz miała wtedy białe baloniki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, jesli tyko jest szansa, to daj znac. Byloby fantastycznie, nawet bez marszu:)))
      A baloniki to tak latwo sie nie zmienia... niestety trzeba na to 5 lat remisji, ale piec lat tez kiedys minie:)

      Delete
    2. Bardzo bym chciała.
      Właściwie nigdy nigdzie za bardzo mnie nie ciągnęło, ale do Nowego Jorku zawsze.
      A teraz jeszcze bardziej :))

      Delete
    3. No to juz nie ma na co czekac, tym bardziej, ze wiesz... ja mlodsza juz nie bede:))))

      Delete
    4. A więc muszę zacząć wprowadzać plan w życie :)

      Delete
    5. Na to wyglada:))) NYC to miasto, ktore najlepiej sie zwiedza chodzac, wiec wiesz kondycja jest wazna.

      Delete
    6. Nad kondycją będę pracować, no i komunikacyjny angielski poprawić muszę :)

      Delete
  3. Star, gdy doszlam do waszej kolumny zaparowaly mi okulary.
    :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lolu, mnie tez bylo dziwnie... dobrze, ze mnie Wspanialy tymi literkami rozsmieszyl, bo jednak jest to mocno emocjonalny moment.

      Delete
  4. Wow, nie wiedzialam o tym marszu. A moze czytalam nieuwaznie??? Niesamowita idea, zaszczytny cel i fajnie, ze tak dobrze to chodzenie Tobie idzie:)
    16 km powiadasz? Przeciez to jest bardzo, bardzo duzo! Jak ty dajesz rade, podziwiam Ciebie i Wspanialego. Macie kurcze powera;) A gdzie sie odbyl ten marsz? Widokowa okolica, tak jakbym poznala ale jednak nie. Wiem, ze dolny Manhattan, bo widze 1 WTC w niedalekiej odleglosci (a moze to wcale nie tak blisko?) ale dalej to juz nie wiem. W pewnym momencie myslalam, ze to South Street Seaport ale chyba nie? Buzka dla Was PS Twoja fryzura niezmiennie mnie zachwyca!!!!!!!!!!!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, te 16 km to w sumie wystukane przez caly dzien lacznie z lazeniem po chalupie. Ale tak serio, odliczajac to co po chalupie robie srednio 12 km dziennie. Rano 4 km, pozniej jak jade do pracy to nastepne 4 km wskakuje bo nie biore autobusu do metra, a to jest lekko ponad 2 km w jedna strone i wieczorem znow powtarzam poranne 4 km. Czasem mi sie nie chce, ale i tak nawet jak "oszukam" i w jedna strone pojade autobusem to mi wychodzi 10 km dziennie.
      A marsz byl po zachodniej stronie dolnego Manhattanu, dokladnie deptakiem wzdluz West Street. South Street Seaport jest bardziej na poludnie i lekko na wschodniej stronie Manhattanu. 1 WTC widoczny bo wielki, ale to tez bardziej na poludnie. Sama trasa marszu miala dlugosc niewiele ponad mile, wiec cos ok. 1.5 km ale ja wczoraj zaliczylam 5 km na porannym spacerze, pozniej 2 km do metra i Gene mnie zaprosil na lunch, na ktory poszlismy z buta ok 2km. Przy okazji przesylam pozdrowienia od Gene dla Ciebie i D.
      Pozniej ze Wspanialym odbylismy marsz do metra, od metra do miejsca zbiorki, marsz wlasciwy, potem znow do metra i tak sie nazbieralo. Az sama sie zdziwilam:)))
      Dzieki za dotacje i wsparcie marszu:****

      Delete
  5. białe baloniki to chyba już?

    rak rakiem, ale te zdjęcia Manhattanu...
    ja ciągle jestem pod wrażeniem tego, co widziałam
    choć aż nie mogę uwierzyć, że NAPRAWDĘ się spotkałyśmy
    :**
    i tak jestem podwójnie wzruszona

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybciu, tez bym chciala juz biale baloniki, ale na to trzeba 5 lat remisji. Ja nawet jeszcze remisji oficjalnie nie siegnelam;//
      No nic, poczekam :))) Bede cierpliwa tym razem:P
      A spotkalysmy sie naprawde:))) Sa dowody w postaci zdjec:)))

      Delete
    2. aaa, taki przepis rozumiem?
      Ty, a od kiedy się te 5 lat liczy?
      od zachorowania czy zakonczenia leczenia?
      mam z tym zawsze problem
      a ja sfociłam torebki i będę pokazywać:))

      Delete
    3. Piec lat sie liczy od zakonczenia leczenia niestety, a ja ciagle jestem na drugim etapie leczenia. Ale tez mam juz remisje. Jak zakoncze drugi etap to bedzie chyba na wiosne i nic nie wroci to ciagle sie bedzie liczyc jako remisja. A dopiero po 5 latach remisji moge dostac biale baloniki:)))
      Chyba, ze sie wwurwie i sobie sama przyniose biale:))))
      Dziwne to troche bo lampke dostalam biala, ale to ponoc dlatego, ze chorzy w czasie leczenia raczej nie biora udzialu w marszach osobiscie, wiec nie bardzo wiadomo gdzie ich przyczepic:)))
      Ooo bendom torepki!!!!

      Delete
    4. ale nowych na długo nie wystarczy
      musze wrócić do kupowania, koniec z żebractwem!!

      Delete
    5. Tak, to jest problem kolekcjonera.

      Delete
  6. jakbym miała okazję też chciałabym Cię uściskać
    masz jakiś magnes w sobie i nawet wiem jaki - Twój uśmiech
    ściskam Cię zatem wirtualnie i przesyłam buziaczki dla mojego ulubieńca Tatka mła

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko przylataj i bedziemy sie sciskac:))) A Tatek bedzie u nas niedlugo, za 8 dni to go usciskam od Cie;))) Aaaa i wycmokac tez???
      Ty mi go rozpuscisz zupelnie:))))

      Delete
  7. Powiem Ci, ze podobasz mi sie w tych blond wlosach (i nie poprawiaj mnie, one sa blond!). Naprawde Ci w nich do twarzy.
    Z Twoim nastawieniem do onego, na 1000% bedziesz w grupie bialej, ja bym na jego miejscu tez bala sie wracac :)))
    Gratuluje owocnej zbiorki srodkow na walke, w tak krotkim czasie tyle pieniadzorow! Brawo! :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie bede Cie poprawiac:) jestem naturalna blondynka:)))) Dzieki Pantero.
      A zebrana suma jestem tez zaskoczona, w sumie to w ciagu tygodnia prawie $3 000 to kupa szmalu i to wszystko wsrod moich klientek i Wspanialego wspolpracownikow. Nastepnym razem chyba wykorzystam materialy jakie dostalam od nich na zbiorke.

      Delete
  8. fajnie, że ludzie potrafią się tak zjednoczyć... szkoda tylko, że często dopiero w momencie kiedy pojawia się choroba czy jakieś inne nieszczęście
    Manhattan... ech... było się tam 17 lat temu, WTC jeszcze stały nieświadome swego rychłego końca...
    a Twoja fryzura jest boska i nie waż się zapuszczać włosów!! teraz wyglądasz mega sexy!!!
    buziole magnesiaro ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Fryzury nie mam zamiaru zmieniac, bo mi sie bardzo podoba, ze nie wspomne o wygodzie:)))
      Najbardziej wzruszajace dla mnie w tym marszu (w innych nigdy nie uczestniczylam) byl fakt, ze biora udzial ludzie, ktorzy stracili bliskich.
      Dla mnie uczestnictwo rodziny zmarlej osoby w takim marszu to duzo wiecej niz odwiedziny grobu, to swiadectwo nieustajacej walki mimo smierci, to wsparcie dla tych co wlacza lub kiedys w przyszlosci zachoruja.
      To jest dla mnie bardzo wzruszajace, byc tam mimo, ze stracilo sie bliska osobe, byc po to zeby walczyc o innych.

      Delete
  9. Star, ten wpis wzbudził we mnie takie emocje i takie wzruszenie, że mi mowę odjęło...
    A Ty promieniejesz i cudownie wyglądasz :)
    Czy Wspaniały już po zabiegu? To miało być we wrześniu, prawda?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, Wspanialy bedzie mial zabieg w poniedzialek, jedziemy oboje.

      Delete
    2. Myślami i sercem będę z Wami :*

      Delete
    3. Haha na Was mozna liczyc bardziej niz na mnie:)))) Bo Wspanialy ma wizyte umowiana na 8:30 (dzizas jaki ranny ptaszek z tego mojego chopa) a ja zapowiedzialam, ze przyjade tak miedzy 10 a 11ta:))) Przeciez i tak wiem, ze jak zobaczy igle to zemdleje... nie musze przy tym byc:))))

      Delete
  10. Tatek przyjeżdża!!!!! A niedawno miałam pytać co u Tatka?
    W ostatnim poście już Ci pisałam , ze się zaczne o wizę starać..:) I serio poważnie o tym myślę....a Sznupek jak się dowiedział, to jeszcze bardziej mnie nakrecił...;) Nie miałam konkretnego terminu, ale teraz już mam...:) No i oczywiście NY zawsze był wysoko na liście miejsc do zobaczenia..:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu bardzo mnie ucieszyl tamten wpis i ten jeszcze bardziej. A juz szczegolnie wiadomosc, ze przeciez Sznupka nie zostawisz na pastwe losu tylko go przywieziesz:))) Daj znac kiedy, u mnie chwilowa rewolucja sie szykuje, ale to tak na teraz jeszcze przed koncem roku. Potem powinno byc juz wszystko w miare spokojnie:)))

      Delete
    2. Star jak się cieplej zrobi, tak koło wiosny złoże wniosek, bo z tej okazji musimy do LONDYNU jechać - a jak nam przyznają - to wtedy jakoś o tej porze za rok, albo przed samymi świętami, żeby poczuć magię Kevina w NY..:)

      Delete
    3. Super!!! Wyciagniemy chlopakow ogladac choinke:)) Dzieki Wam Wspanialy nie bedzie sie moze opieral:)

      Delete
  11. Uswiadomoono mi, ze "najpopularniejszy" jest rak pluc, a choroba, ktora niszczy czlowieka pod kazdym wzgledem jest cukrzyca! Rak nie jest na pierwszym miejscu, co mnie pocieszylo i dodalo skrzydel /smiech/!!!
    A Ty Kobieto pieknie wygladasz, ale ja ladniejsza i piekniejsza /smiech/!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Serdecznosci
    Judith

    ReplyDelete
    Replies
    1. Judyto, nie znam w sumie statystyk ale piszac, ze rak piersi jest najliczniejszy mialam na mysli te wlasnie marsze, ponoc tak jest.
      A z pieknoscia to wiesz jak jest, prawdziwej urody nie da sie ukryc:)))) wiec nosmy ja z duma:)))
      Najlepszego i dziekuje za odwiedziny.

      Delete
  12. Star,cudna fryzurka. Ślicznie w niej wyglądasz!
    I taka piękną parę tworzycie ze Wspaniałym! :)
    Buziaki ogromne dla Was:**

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Margo, ale wiesz w tej parze to ja jestem ta piekna, a Wspanialy... wiadomo - wspanialy:)))

      Delete
  13. Star, młodaś, pięknaś, silnaś i super ci z tymi blond włosami!
    uściski serdeczne i podziw
    :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Michalino, dzieki :) mowisz, ze taki twarzowy mi sie ten blond trafil:)))

      Delete
  14. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  15. Wspaniale, jak słabość potrafi się przekuć w siłę. I za to Was podziwiam. Do pięt Ci nie dorosłam z moimi 8-9 km dziennie, bom zdrowa jest. Chapeau bas... Jesteś i pozostaniesz moją idolką :) Najlepszego dla Was. A co ze Wspaniałym słychać??

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo bedziesz i Ty chodzic wiecej, a ja tez nie codziennie strzelam te 16, wiec wiesz, czasem sie trafi:))
      Wspanialy bedzie mial usuwane w poniedzialek, bede mu towarzyszyc.

      Delete
  16. Star jestem pod wrażeniem...wszystkiego!
    A ty tak spacerujesz z kijkami czy tak po prostu chodzisz?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet, po prostu chodze. U nas kijki nie sa tak popularne, poza tym ja chodze po okolicy, a wiec wiesz, ulice, wiadukty tam gorka tu pagorek:))) I taka lazega ze mnie:)

      Delete
  17. tylu ludzi wspiera, cudne.
    gratuluję 16 km.:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Te 16km to mi sie trafilo jak slepej kurze ziarno, ale sie ciesze, bo nie wiadomo kiedy znow bedzie taki dzien.

      Delete
  18. znasz taką książkę? "Women's Bodies, Women's Wisdom Creating Physical and Emotional Health and Healing"by Christiane Northrup M.D. jakoś intuicyjnie czuję że zainteresowała by Cię.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futti Christiane Northrup to moja idolka:)) Nawet mialam okazje poznac ja osobiscie lata temu bo bywalam na jej workshops. Ksiazke wiec oczywiscie znam:)) I milo mi, ze Ty tez znasz:*

      Delete
    2. znam i czytam już któryś raz, chyba muszę zacząć polecać:)

      Delete
  19. Przeszliście Wąwóz Samaria na naszej ukochanej Krecie (najdłuższy w Europie). Ale najwspanialsze jest to, ze tak wiele osób razem z Wami przeszło w tak szczytnym celu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rotos, dzieki. Takie marsze w intencjach sa tu bardzo popularne i maja wieloletnie tradycje.
      Przy okazji, ciagle sie zbieram, zeby do Was napisac, bo przeciez nie macie mojego adresu na te przesylke, na ktora tak sie uradowalam:))
      Alez ze mnie dupa z uszami;)

      Delete
  20. Star - TY JESTEŚ NIEZWYKLE ATRAKCYJNĄ KOBIETĄ !!!! Fryzurę masz bombową, a i reszcie nic nie brakuje :)
    Gratuluję 16 km i jestem pełna podziwu dla zaangażowania ludzi w to wydarzenie. Budujące !

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, przyznaje, ze tak doskonalej fryzury to nigdy nie mialam i jaka latwa w obsludze:)))
      Amerykanie angazuja sie w takie akcje naprawde z calym sercem.... oczywiscie nie wszyscy, ale jest tradycja wspierania szczegolnie dzialalnosci na konto badan rakowych, szpitali. To jest dosc powszechnym zjawiskiem i jak widzisz po zdjeciach uczy sie tego od malego, bo jak dzieci uczestnicza w takich akcjach to potem same maja to "we krwi".
      Szkoda tylko, ze to byl czwartek i dosc wczesna pora, bo wiekszosc ludzi pracuje do 18tej a jak maja male dzieci i mieszkaja poza Manhattanem jak nasze dzieci to juz jest prawie niewykonalne.

      Delete
  21. A mnie sie oczy zaczely moczyc jak zobaczylam te zdjecia dzieci, a zaraz po nich Twoje na dokladke... Slicznie wygladasz, schudlo Ci sie i to juz widac, kilometry swoje robia ;-) Trzymaj tak dalej, a ze pracowita babka jestes to szybko na ten bialy balonik zarobisz. Mam nadzieje ze ze Wspanialym wszystko w porzadku, bo nic nie piszesz a na fotkach on tez slicznie wyglada :-) Takie geny...
    U nas najwiekszy taki walk to jest Moon Walk do walki z rakiem piersi, gdzie babki zakladaja przepieknie udekorowane biustonosze i mozna sobie wybrac Full Moon (26.2 mil, czyli odleglosc maratonu, 6-7 godzin), Half Moon (13.1 mil, polmaraton), Over the Moon (podwojny maraton, dla twardzieli) i oczywiscie New Moon dla nowicjuszy. Dostaje sie specjalny program treningowy zeby podolac marszowi bo to wcale nie jest latwo maszerowac 20 kilometrow i to w dodatku w nocy. Ja jeszcze nie bralam udzialu, ale mam wielka ochote, kolezanka z pracy jest w takim samym momencie leczenia raka piersi jak Ty. A zaledwie pare miesiecy przed zachorowaniem stracila partnera na raka pluc. Nie skomentuje bo nie moge.
    Star, ja sie boje ze Ty sie przemeczasz... ale rozumiem bo sama lubie sobie dac w kosc. No to na razie bo sie za bardzo rozgadam a juz polnoc...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwonko, po kolei:

      Wspanialy bedzie mial zabieg w poniedzialek, pojade z nim i dam znac jak to przebiegalo.

      Bardzo mi sie podoba ta idea roznych rodzajow Moon Walk, ale odleglosc marathonu to 42km i jeszcze ciut!!! Ja piernicze to trzeba miec kondycje!!! Nawet Half Moon to ponad 20 km... nie dalabym rady.

      Ja moje nawet 12 km robie w trzech podejsciach, wiec sie nie przemeczam, nigdy nie chodze dluzej niz 45 min jednorazowo. Moglabym dluzej ale mnie goni do kibelka... slabe zawory na starosc:))))
      No i dodatkowo chodze z pollitorowa butelka wody, bo jest goraco i musze cos pic, nie dam rady wyjsc z domu bez wody bo mnie zatyka. Mam ciagle jeszcze problem z wysuszaniem to ponoc po chemii i kiedys minie, ale narazie to bez wody nie wychodze z domu.

      Jak przeczytalam o Twojej kolezance to az mnie scisnelo w gardle... ilez ta kobieta moze przezyc. Straszne to jest.

      Delete
  22. Choc nie komentuje zbyt czesto to przyznam sie ze kazdego dnia o Tobie mysle,Ty naprawde masz jakis magnes w sobie:)
    Usciskuje i zycze zeby Twoj skorupiak zostal tylko wspomnieniem:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, dzieki. Ja tez czesto czytam i nie komentuje, bo czasem naprawde nie ma co komentowac;) A pisac tylko po to zeby podpisac liste to chyba troche glupio:))

      Delete
  23. Pięknie! Pieknie to opisałaś, pieknie uzbierałaś kasę na walkę z leukomią, pieknie wyglądasz, pieknie się nachodziłaś, pięknie schudłaś i pieknie żyjesz! A ja (się staram :) ) łazić co dzień tak jak Ty i - choć bywają dni, że w ogóle nie idę - to w zeszłym tygodniu dobiłam do Twojego rekordu - 15 km wzdłuż nadbałtyckiej plaży :) Inspirujesz!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cieszy mnie to ze inspiruje:))) Lazenie mnie wciagnelo. Dwa lata temu myslalam, ze tak bedzie z rowerem, ale jednak chodzenie jest lepsza gimnastyka zwlaszcza jak czlowiek chce zrzucic troche wagi. Tez czasem mam dzien, ze mi sie nie chce i nigdzie nie ide, ale potem mi glupio:))) Najczesciej jak mi sie nie chce to sobie mowie, ze przeciez kiedys bedzie deszcz i nie bede mogla to lepiej isc traz i ide, tak zeby nadrobic na te deszczowe dni. Tylko, ze od poczatku lipca jak zaczelam chodzic to tylko raz padal deszcz z rana i faktycznie nie moglam isc, ale juz wieczorem moglam spokojnie nadrobic.
      Ale jeden dzien odpoczynku sie zawsze przydaje, organizm musi kiedys odpoczac.

      Delete
    2. Kurde, od lipca łazisz dzień w dzień? Jesteś Moim Mistrzem! :)

      Delete
    3. Na poczatek, zaraz po szpitalu to spacer w kwadracie 4 ulic gdzie mieszkamy byl wysilkiem i owszem robilam bo cos musialam robic, ale z przerwami. Musialam po powiedzmy 200 krokach przystanac, odpoczac zeby isc dalej. Od kwietnia bylo juz lepiej i zaczelam chodzic troche wiecej, ale juz bylo wiadomo, ze guz lymphomy zniknal. Wtedy chodzilam tak cos ok. kilometra na jeden raz caly czas cwiczac oddechy. 25 czerwca mialam ostatnia chemie i tydzien pozniej od 1 lipca zaczelam chodzic co raz wiecej, powoli zwiekszalam dlugosc spaceru, ale juz moglam spokojnie przejsc 2 km jednorazowo.
      Teraz chodze jednorazowo 4-5 km bez zadnych przystankow i predkosc zwiekszyla mi sie znacznie w stosunku do tego co bylo zaraz po szpitalu. Wtedy dojscie do metra zajmowalo mi 40 do 45 min. teraz robie to w 25 min.
      Chodze codziennie, lepiej sie z tym czuje, pomijajac juz fakt ze jeszcze w bonusie trace wage:)))

      Delete
    4. No dobrze, juz dobrze! Już bardziej mnie nie zawsztydzaj! Dupa w troki i idę na drugi dzisiaj spacer! (pierwszy był krótki, koło godzinki, czyli jakieś 5 km) :) Oj, znam ja dobrze te trudy starowania. Tym bardziej gratuluję Ci sukcesu! Ja zaczynałam od "spacerów" w asyście męża lub córki pół piętra w górę po schodach i w dół - powrót do mieszkania (w kamienicy, na trzecim pietrze). Gdy pierwszy raz udało mi się zejść i wejść na to moje trzecie - to aż się poryczałam ze szczęścia.Teraz to oczywiście juz bułka z masłem :) I nawet zakupy sama wniosę.

      Delete
    5. Ja nie zawstydzam tylko wyjasniam:))) I pamietaj, ze ja mialam o tyle dobrze, ze nie mialam zadnej operacji, a to ogromna roznica.

      Delete
    6. no to dołączam się do łazików:):)Trochę ostatnio zaniedbałam chodzenie [wyniki kiepskie sobie spadły i tam takie} ale już się Wami inspiruję i wracam do chodzenia....tym bardziej,ze przede mną przeprowadzka więc obchodzę nowe tereny!!!!Ha, ha Będzie gdzie chodzić!!!!
      Pozdrawiam serdecznie!!!!

      Delete
  24. Przeczytałam ze wzruszeniem:***
    A jak zobaczyłam Twoje zdjęcie to aż mi serce zabiło mocniej:)
    Świetnie wyglądasz i Wspaniały też;))
    Fajnie, że u Was takie rzeczy się dzieją!Ile dobrego z tego wynika!!!
    Uściski!

    ReplyDelete
  25. To fakt- zdjęcia dzieci powodują ścisk gardła, ale chyba swoje własne- w takich okolicznościach, również wyzwala niepohamowaną falę najróżniejszych emocji? Star, no to ja Ci życzę z całego serca, żebyś w swoim czasie 'obwieszona" była białymi balonikami.

    Pozwolę sobie zapytać, czy Wspaniały jest już po zabiegu? Jestem chyba na bieżąco z postami, a chyba nic nie wspominałaś na ten temat ostatnio? Albo mi się już terminy pokiełbasiły...

    Ps. A ja tam się wcale nie dziwię, że się tak czujesz- wyglądasz fantastycznie. Jestem pod wielkim wrażeniem Twoich włosów- i koloru i fryzury- jest absolutnie idealna i bardzo Ci pasuje. Planujesz wracać do dawnej długości?
    Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, Wspanialy bedzie mial zabieg w poniedzialek.
      Wlosy zostawiam jakie sa, ewentualnie pozwole im jeszcze podrosnac centymetr lub dwa:))))
      Jestem nimi zachwycona i juz nigdy nie bede miala innych. Wygoda jest bezcenna.
      Dzieki za zyczenia bialych balonikow, obiecuje, ze sie ich dorobie wczesniej czy pozniej, ale bede miala.

      Delete
    2. Trzymam za słowo! A to zdjęcie, pierwsze z okularami przeciwsłonecznymi- nie mogę się napatrzeć- ja, miłośniczka długich włosów.
      A Ty wyglądasz na nim tak promiennie i... I tak zdrowo!

      Kciuki zaciśnięte za Wspaniałego.
      Ściskam.

      Delete
  26. Piękna idea :-) Piękne zdjęcia
    Kurcze masz Ty power kobieto, a ja durna byłam dumna ze swoich 6 km :-D
    Wierzę, że Twoja kolumna będzie biała juz niedługo :-)
    No i ba - Ty jesteś kobieta atrakcyjna, wręcz emanujesz atrakcyjnością :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Martek:) Wszystko piekne, a najpiekniej to ja sie potrafie o komplementy upominac:))))

      Delete
  27. No querwa - Ty już nic nie poradzaj na to ludzkie przyciąganie - tak masz i nic a nic na to nie poradzisz. Zreszta - po co to zmieniac.
    Kwitniesz na tych zdjęciach.
    Dziekuje za tego posta - - się wzruszyłem wielce i tylko w jednej sprawie chce zaprotestować - biala balonowa kolumna ma być już za rok.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, z tym kolorem baonikow to nie takie proste:))) Ja uwazam, ze juz powinnam miec biale, ale de facto jestem ciagle w trakcie leczenia czyli nawet nie w remisji. A biale balony daja dopiero po pieciu latach remisji, czyli po pieciu latach zakonczonego leczenia.
      Chuj tam, moze se wlasne biale przyniose:)))

      Delete
  28. Aaaa - dopiero jak napisałem to poczytałem i komentarze - no dobra - już wiem, e za rok to za wcześnie, ale co tam - poczekamy. Teraz to za Wspanialego kciuki trzymam.
    No i wstyd mi trochę, ze Sznupki mnie wyprzedzają.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wstyd!!!!!!!!!!!!! Ja juz powoli trace nadzieje i to mi sie nie podoba:((((
      Wspanialy wlasnie pojechal, a ja pojade za jakies dwie godziny zeby go odebrac.

      Delete
  29. Jakiś inny świat w tej Ameryce. Nie przypuszczam, żeby u nas mogła się udać podobna impreza.
    Podziwiam.

    A do jakiego imienia jest Marla?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ove, ale slyszlaam ze w Polsce sa marsze, ze tak powiem "przeciwrakowe" wiec moze to narazie cos nowego ale sie z czasem przyjmie i bedzie dzialac. A Marla to od Maryli:)) bo ta jedna literka "y" robila za duzo zamieszania i Amerykanie wypowiadali Marajla. Marila a od Marili to juz blisko do "gorila":)))

      Delete
  30. podoba mi się Twój plan! biały zdecydowanie lepszy kolor!

    ReplyDelete
  31. Star milion lat mnie tu nie było, a Tobie walił się świat. Jesteś dla mnie siłą i przykładem, że nalezy iść zawsze do przodu z uśmiechem. Jesteś piękna, blond to zdecydowanie Twój kolor. Ściskam mocno! Aga

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...