Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, October 10, 2014

Niech ktos zatrzyma te pierdolona karuzele... ja wysiadam

Nie odpowiedzialam na ostatnie komentarze pod poprzednia notka, ale naprawde mam dzis dosc. Los w tym roku wyjatkowo dba zeby nam sie nie nudzilo.
Najpierw powitalismy rok moim rakiem, potem nos Wspanialego, moja kolejna biopsja, ktora zapowiada sie super i nagle...
Wczoraj wieczorem bylismy juz w lozku, bo my ostatnio wczesnie chodzimy spac, bylo doslownie trzy minuty przed 22 kiedy zadzwonil telefon komorkowy, oczywiscie nie wiadomo czyj, bo telefony takie same, ale cos mi mowilo, ze to nie moj.
-- Nie chce Cie straszyc, ale chyba musisz ruszyc dupe, bo to Twoj telefon - powiedzialam.
-- A skad wiesz, ze moj?
-- Nie wiem na pewno, ale lepiej zebys sprawdzil, do Ciebie rzadko ktos dzwoni, a tym bardziej o tej porze.
Pomruczal, ale wstal.
Oczywiscie zanim doszedl do telefonu to juz bylo za pozno (ta chalupa jest czasem za duza).
Wrocil po chwili i mowi:
-- To byla Nasza Zona, Y (corka) miala wypadek w Wirginii nic wiecej nie powiedziala wiec musze zadzwonic.
-- No toz kuzwa dzwon! Na co czekasz?
Zadzwonil, ale NZ tylko powiedziala, ze oddzwoni bo wlasnie z kims rozmawia.
No to czekamy... kurwa dokladnie 27 minut(!!!)
Mogla chociaz powiedziec, czy dziewczyna zyje czy nie, czy jest gdzies w szpitalu pod jakas opieka czy moze ciagle lezy gdzies na drodze... nic.
Oczywiscie oboje myslimy o wypadku samochodowym.
A tak czlowiek siedzi i nie ma zielonego pojecia co sie stalo, a ona gada. Juz nie wazne w tym momencie z kim, bo w sumie kazda rozmowe mozna skrocic, przerwac, cokolwiek...
Ale to jest cala NZ...
Nareszcie zadzwonila, w sumie sama nic nie wiedziala poza tym, ze wypadek rowerowy, ze Y jest w szpitalu uniwersyteckim i ze ma momenty kiedy odzyskuje swiadomosc, ale jest zdezorientowana co moze tez byc skutkiem lekow na usmierzenie bolu.
Dodala, ze ona tam pojedzie z samego ranca i ze rozmawiala z synem i A prawdopodobnie tez pojedzie ale dopiero dzis (piatek) bo musi isc do pracy.
Wspanialy tez wyjatkowo musial dzis isc do pracy, przewaznie w piatki pracuje w domu, ale ten akurat piatek byl wyjatkowy.
Poprosil tylko zeby informowala go co sie dzieje jak tylko bedzie wiecej wiedziec.
-- Co ona ma z tym rowerem? Dopiero dwa tygodnie temu sie wypierniczyla i miala szyta brode i teraz znow sie wywalila?? - powiedzial Wspanialy w sumie bardziej sam do siebie niz pytajac.
-- Nie mam pojecia - odpowiedzialam rowniez bardziej w proznie niz do niego.
Juz nie moglismy zasnac, ja sobie pomoglam Melatonina, a on jakos dal rade bez wspomagaczy.
Wstalam dzis o 4 rano razem z nim, sama tez szlam do pracy i to wyjatkowo wczesnie.
Poprosilam tylko zeby mnie tez informowal jak cos bedzie wiecej wiedzial i tyle bo co ja moge wiecej po za denerwowaniem sie.
Zadzwonil tuz przed 9ta i teraz wiedzial juz, ze Y byla na grupowej wycieczce rowerowej i co najdziwniejsze nikt nie zauwazyl kiedy upadla, byc moze jechala ostatnia(?)
Dopiero po jakims czasie zorientowali sie, ze jej nie ma i wrocili zeby jej szukac.
Znalezli ja na poboczu nieprzytomna.
Zadwonili po pogotowie, pogotowie z kolei zalatwilo transport helikopterem do szpitala.
Ma niewielki wylew krwi do mozgu, ale ponoc to jest pod kontrola, uszkodzony pierwszy krag szyjny (miala kask na glowie) i cos z koscia policzkowa.
NZ wyjechala o 3ciej rano z New Jersey gdzie mieszka i dojechala na miejsce po 11tej.
Y lezy na ICU ale pozwolili jej do niej wejsc zeby mogla ja chociaz zobaczyc.
-- A Ty co? Pojedziesz? - zapytalam.
-- Jeszcze nie wiem, mam mieszane uczucia... wiesz jak ja lubie byc z ta wariatka w jednym pomieszczeniu...
-- Wiem, ale tu nie chodzi ani o Ciebie, ani o wariatke tylko o Y. Zrobisz jak zechcesz, ale ja mysle, ze powinienes jechac... wiesz ICU to jest powazna sprawa.
-- Masz racje, pogadam z A i moze pojedziemy razem.
Normalnie przez caly dzien nie potrafie myslec, leb mnie napierdala, bo ja kuzwa mam swoja teorie na ten temat.
Tuz przed Wielkanoca jak Wspanialy zadzwonil zeby zaprosic dzieci na swiateczny obiad to Y cala roztrzesiona powiedziala mu, ze sa z mezem w seperacji, ze ona sie wyprowadzila i mieszka gdzies na dolnym Manhattanie.
Jak zapytal dlaczego nic nam wczesniej nie powiedziala to odpowiedziala, ze nie chciala nam dokladac swoich problemow, bo przeciez mamy dosc wlasnych zwiazanych z moja choroba.
No tak, ale w tej glupiej rodzinie sie nie rozmawia.
Moze nie mam racji, mam nadzieje, ze ona rozmawia chociaz ze swoja matka, ale znajac NZ to te rozmowy moga przyniesc wiecej zlego niz dobrego, a emocje sie w dziewczynie akumuluja.
Prawdopodobnie stres doprowadzil do pierwszego upadku dwa tygodnie temu.
Owszem zszyli jej wtedy te brode, ale byc moze juz wtedy doznala jakiegos wstrzasu lub niewielkiego uszkodzenia mozgu, ktory teraz spowodowal calkiem powazny wypadek.
Przed chwila rozmawialam ze Wspanialym.
Jest w drodze do domu, przyjedzie sie spakowac i pojedzie do A na noc tak zeby mogli rano (planuja znow na 3cia) wyjechac i spedza weekend w Wirginii. Najprawdopodobniej w szpitalu.
Wtedy juz pewnie beda jakies wyniki badan.
Narazie wiadomo, ze konczyny ma nie uszkodzone i moze nimi poruszac mimo, ze trzymaja ja caly czas unieruchomiona, zaczyna kojarzyc fakty, nawet rozmawiala przez moment z matka, a wiec moze mowic. Widzi narazie na jedno oko, bo to drugie ze wzgledu na opuchlizne policzka sie nie otwiera, ale ponoc nie jest uszkodzone.
A u mnie?
Zadzwonil dzis znow dr. Wojtek.
-- Wie pani dzwonie, bo chce zeby pani wiedziala wszystko co ja wiem zanim polece - zaczal rozmowe.
Mile to i rzadko spotykane, gdyby moja onkolog byla taka to nie mialabym odruchow morderczych.
No i wychodzi na to, ze to co mi tam rosnie na tej grasicy to jest grzyb.
Podobno to sie czesto zdarza u pacjentow po chemii bo organizm jest oslabiony i zachwiana odpornosc. Jeszcze nie ma wszystkich wynikow ale dr. Wojtek obstawia jednego konkretnego grzyba.
-- No to dobrze, doktorze - powiedzialam - Jesien jest to prawidlowo grzyby rosna.
-- Pani tak zawsze na wesolo?
-- No a jak mam reagowac? Placzem i lamentem?
-- Nie, no slusznie, ze pani tak podchodzi, ale wie pani z tego grzyba to pierogow nie bedzie - zaczal sie smiac.
-- I bardzo dobrze, bo kto by te pierogi robil? Nie mysli pan chyba, ze ja.
Uspokoil mnie, ze przez tydzien jego nieobecnosci nic sie nie stanie, a jak wroci to juz bedzie reszta wynikow i bedzie na 100% wiadomo co to za grzyb i czym go potraktowac.
No to niech i tak bedzie.
Narazie to ja sie martwie o Y, jest mi jej cholerycznie szkoda a nic nie moge zrobic.
Moge sobie tylko wyobrazic co czuje, bo przeciez dwa razy przeszlam przez podobne emocje, ale dopoki ona nie mowi to ja tez nie mam prawa pytac.
Nie lezy to w mojej naturze, owszem chetnie pomoge i posluze ramieniem oraz rekawem do smarkania ale pierwszy krok nalezy do niej.
Jak nie mam zwyczaju prosic o trzymanie kciukow w moich sprawach, tak tym razem prosze Was wyslijcie dobre mysli do Wirginii.


72 comments:

  1. Tak jest, dobre mysli juz lecą! Niech się dziewczyna zbiera w siły i wychodzi bez szwanku.A rower niech lepiej odstawi na jakiś czas!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, dzieki za mysli. A co do odstawienia rowera, to licho wie. Y od zawsze uprawiala jakies sporty, dodatkowo bieganie, teraz rower... jak to bedzie - nie wiem. Wiem, ze na pewno bedzie miala teraz przymusowy urlop od wszelkich sportow po za rehabilitacja.

      Delete
  2. Toć ja mam dziś całkiem cudny wieczór - to przekierowuje wszystko, co w nim dobre w Waszą stronę!
    Heh, swoją drogą - jak się coś rypie, to masowo - przynajmniej w mojej rodzinie tak jest. A później wszystko odwraca się w dobrą stronę, także :)
    :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, dzieki Skarbie, ale nie oddaj wszystkiego zostaw sobie troche na wszelki wypadek.
      Mam nadzieje, ze to sie jakos odwroci, bo juz naprawde strach myslec co jeszcze moze nas spotkac.

      Delete
  3. A tak chcialam byc pierwsza z komentem :-(( to mi sie blogger wywalil i musze od nowa pisac.
    Niech sie ten cholerny rok juz wreszcie skonczy, bedzie lepiej dla wszystkich. I jeszcze jakies grzyby na Tobie rosna, choc dobrze ze to grzyby a nie co bardziej paskudnego (tak jakby grzyby nie byly paskudne...). Co ja mam tu napisac? Wiazke zdrowia przesylam dla Y, niech dochodzi do siebie jak najszybciej, dla Wspanialego przesylam koszyczek promyczkow coby mu rozswietlily troche te mroki rzeczywistosci, a dla Ciebie calusy bo Ci sie tez cos slodkiego nalezy :-*** I niech leca przez ocean jak najszybciej!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwonko, grzyba sie prawdopodobnie zaatakuje antybiotykiem. Nie jestem z tego powodu szczesliwa, ale lepsze to niz kolejny rak i chemia. Wspanialy wlasnie wyjechal do A i rano pojada do Wirginii, beda mnie na biezaco informowac co sie dzieje, a ja przekaze tutaj.

      Delete
  4. O tak, niech ten rok się skończy!
    Dobre myśli dla Y!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosianko, dziekuje i wstyd mi ze w nawale tych wszystkich wydarzen nie mam czasu nawet zajrzec do Ciebie - wybacz.

      Delete
  5. Wysyłam, chociaż nie wiem, czy takiej bezbożnicy jak ja dobre myśli się liczą? Mam nadzieję, że nie przepuszcza się ich przez filtr katolicyzmu...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgago, dlatego nie prosze o modlitwe:)) A dobre mysli nie maja zadnej jedynie slusznej wiary. Zreszta Ty wiesz, ze mnie jeszcze bardziej nie po drodze z wiara, a po za tym Y jest Zydowka, wiec wiesz modlitwy moglyby zatkac katolicki filtr:)))

      Delete
    2. a ja się pomodlę;))
      i jestem przekonana, że ważne, że każdy jak umie i chce;)

      Delete
    3. Tez racja Misiu, tylko wiesz gdybym ja prosila o modlitwe to juz byla by gruba nicia szyta hipokryzja, a az taka zaklamana nie jestem:)
      DZiekuje:***

      Delete
  6. Juz wysylam............................................

    ReplyDelete
  7. Replies
    1. Lolu, jak nie urok to przemarsz wojsk napoleonskich. Dzieki.

      Delete
  8. Leca lotem buyskawicy
    sprawy maja to do siebie ze sie prostuja i ja gleboko Wam tego zycze
    ale zanim dopadla mnie ta eureka, wiem jak to jest byc w oku cyklonu problemow.
    bardzo zdrowia zycze !!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lamio, ponoc tak to dziala, ale narazie to ciezko w to uwierzyc a nawet dostrzec.
      Dziekuje i buziam:**

      Delete
  9. Wysyłam całe pokłady dobrej energii!
    :***

    ReplyDelete
  10. Niech sie Y ta zła passa odwróci i szybko zaleczy rany duszy oraz ciała! Niech uwierzy, ze jeszcze będzie dobrze. Czasem samej lepiej niz w męczarni łatania i cerowania tego, co już nie do naprawienia.Z całego serca zycze jej wszystkiego dobrego a Tobie Star kochana, by grzyba pieruńskiego szybko wyeksmitować i nareszcie cieszy csie zdrowiem!***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, Ty to wiesz i ja tez, ona jeszcze nie... i przykre bo to bylo fantastyczne malzenstwo ja i Wspanialy do tej pory bardzo lubimy jej meza. Oczywiscie nie widzimy go, ani nie rozmawiamy ale nie potrafimy powiedziec zlego slowa, bo to dobry facet, naprawde.
      Cos sie komus odwidzialo? Zupelnie nie wiem i moge nigdy nie wiedziec... tak tez bywa.
      Tylko niech ona z tego wyjedzie z jak najmniejszym uszczerbkiem na zdrowiu, cala reszta to nic.
      Grzyba potraktujemy jakims antybiotykiem i pognamy precz, ale to jak juz dr. Wojtek wroci:)

      Delete
  11. Star,znam takie kumulacje,w momencie można oszaleć.

    Wagony mocy lecą do Was Kochani :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mozna oszalec Aneczko, mozna. Siedzialam wczoraj w pociagu i cudem zatrzymywalam lzy, zeby sie nie rozryczec.

      Delete
    2. Star ja tam do płaczu jestem ostatnia,prędzej bejnąć kogoś bym poradziła:p ale z doświadczenia wiem,że czasem wypłakać się i wykrzyczeć daje niesamowitą ulgę.
      A jeszcze nic nie cerować, wywalać jak tylko idzie.

      Delete
    3. Ja tez do placzu nie jestem skora, ale tak mi jakos bylo wczoraj "mokro na duszy":))

      Delete
  12. wysyłam. w celu odegnania tych emocji. a Tobie wysyłam megafluida odgrzybiacza. jak nie urok to sraczka :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Spt. Nikt nie lubi sraczki, ale w tym przypadu bylaby chyba ulga. Cholery mozna dostac.

      Delete
  13. Dobre myśli posłałam ( ha, spojrzałam na mapę, czy to w dobrym kierunku, bo nie mogłam tej Wirginii dokładnie umiejscowić:) ja tam nienawidzę rowerów... ale trzymam kciuki, mocno!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Basiu. Rowery lubie, ale teraz to sie zastanowie trzy razy zanim znow wsiade.

      Delete
  14. Zalatwione, Star! Musi byc dobrze! ♥
    A rok jest rzeczywiscie zly, nie tylko dla Ciebie i najwyzszy czas, zeby dobiegl nareszcie konca. Przyjdzie nowy, a z nim nowe nadzieje na lepszosc.
    Jedyne pocieszenie w tym wszystkim, to ze masz jedynie grzybice, tyle ze w dziwnym miejscu. To pikus i doktory szybko sobie z nia poradza.
    Sciskam Ciebie i kciuki. :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, tak z nowym rokiem przyjda nowe nadzieje. To tak zawsze jest, a czy dziala? Zobaczymy:)
      Pamietam jak w ostatniego Sylwestra Wspanialy zyczyl mi zdrowia bo juz bylam bylejaka tylko nie wiedezielismy co to jest.
      W sumie mozna uznac, ze sie zyczenie spelnilo, bo jest dobrze, grzybowi da sie po berecie i bedzie spokoj:))
      Dziekuje:***

      Delete
  15. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  16. ..... i ja przesylam dobre mysli ze Skandynawii, dla Was wszystkich!!! Usciski

    ReplyDelete
  17. Replies
    1. Viki, dziekuje. Ty tez przeszlas wiecej niz sie przecietnemu czlowiekowi nalezy w tym roku, wiec wiesz jak to jest jak sie wali:((

      Delete
  18. Dobre myśli nadziei i wiary w stronę Wirginii posyłam, oby jak najmniejszy uszczerbek na zdrowiu był!!! Buziaki! Trzymam mocno kciuki z Y.!!!

    ReplyDelete
  19. A Ty czym prędzej zrób to grzybobranie, do koszyka grzyba i wyrzucić, bo do jedzenia to chyba on się nie nadaje!!! Posyłam moc serdecznych myśli do Ciebie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lady jakos musimy dac rade. Y musi sie poskladac, a ja rozprwawic z grzybem.
      Dziekuje Ci kochana:***

      Delete
  20. Czymam kciuki. Czy oni ją tam porządnie przebadają?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futti, uniwersyteckie szpitale sa z reguly najlepsze w calym kraju, a o transporcie to narazie nie ma mowy.

      Delete
  21. Trzymam kciuki za zwariowaną rowerzystkę, wiem że szybko się pozbiera, tylko czasu trzeba...
    A po jakiego grzyba tego grzyba sobie wyhodowałaś, mało to grzybów na świecie? KOniecznie musiałaś mieć swojego? Żeby to jeszcze jakiś organiczny zdrowy był, a to na samej chemii hodowany. Już Ci doktor WOjtek szybko tego grzyba z głowy wybije..:)
    Star na szczęscie to tylko grzyb, chciałam napisać, tak dla pocieszenia, że od grzyba to jeszcze nikt nie umarł, ale pomyślałam o tych wszystkich muchomorach i niechcianych teściowach..;-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Widzisz Sznupciu jako baba zachlanna to se musialam wlasnego grzyba wyhodowac:) Wiesz jak jest co Twoje to Twoje:)
      Ja tez sie ciesze, ze to tylko grzyb, Wspanialy przed wyjazdem tez westchnal gleboko i powiedzial "dobrze, ze z Toba dobrze, bo nie wiem co bym zrobil". Rozdwoic sie chlop jeszcze nie potrafi:))

      Delete
  22. prosisz czy nie, fariatkowe moce są zTobą i tak, gdzie ich Tobie potrzeba
    :*

    ReplyDelete
  23. A po burzy zawsze wychodzi słońce i na pewno też Wam zaświeci.Póki co,to ściskam za Was kciuki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kasiu, wiem ze to slonce kiedys wzejdzie, ale czasem chcialabym go szybciej przyciagnac.. gdyby sie dalo.

      Delete
  24. z tego grzyba to bym się chyba ucieszyła bardziej niż z pięknego wielkiego borowika :). Zawsze wolałam grzyby bardziej niż raki ;)
    ja właśnie podczas leczenia boreliozy bardzo musiałam uważać żeby się nie "zagrzybić"... stąd ta drakońska dieta!
    trzymam kciuki za Y, Star !!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mia, ja sie z mojego grzyba ciesze, bo to lepsze niz kolejny rak. Nie ma on nic wspolnego z dieta, moj jest airborne i lata sobie w powietrzu, wszyscy go w sumie lykamy, ale w przypadkach jak moj to akurat udalo mu sie wyrosnac, bo bez wzgledu na wszystko co robie to nie da sie ukryc, ze ta chemia nie byla odzywcza. Ale z grzybem sobie poradze, tym sie akurat nie martwie.
      Teraz to siedze i nie moge sie doczekac kiedy oni tam dojada i dadza znak zycia.

      Delete
  25. Wysyłam, choć chciałbym się jeszcze dowiedzieć, kto to taki, owa Y. Córka NZ, ale nie Wspaniałego?
    Twoje pozytywne podejście do tematu "grzyba" na pewno przynajmniej trochę go unieszkodliwi, a więc tak trzymaj:))).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato, widze ze masz luki informacyjne:))
      Nasza Zona to byla zona Wspanialego:)
      Y jest ich corka, wspolna corka, czyli moja pasierbica.
      A swoja droga to czas wymyslic jakies ladniejsze slowo na okreslenie step-daughter w jezyku polskim, a tu ciagle sie posluguja terminologia z Jasia i Malgosi:)))

      Delete
  26. ślę,ślę.
    W tym roku i mnie się uzbierało aż nadto więc jako tako się wczuwam.Zadziwiające jest to że nie zauważyli od razu jej zniknięcia!
    Może faktycznie jechała na końcu?
    Może Wspaniały o to zapytać bo mnie męczy ?
    I zaraz, gdzie dolny Manhattan a Wirginia? to daleka wycieczka rowerowa była;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Matyldo, widze, ze wszystkim nam ten rok doskwiera. Rozmawialam przed chwila ze Wspanialym. Nie sadze, zeby ktos ja teraz pytal jak do tego doszlo. Ona jest caly czas na kropolowkach, w wiekszosci spi a jak sie budzi to jest wsciekla - slowa Wspanialego.
      Wirginia daleko od Manhattanu, masz racje, ale ona duzo podrozuje, glownie z pracy i teraz tez byla w delegacji. Wypozyczenie roweru to zaden problem widocznie zebrali sie w kilka osob i urzadzili sobie wycieczke.
      Jak ktos jezdzi tak jak ona codziennie to w sumie nie ma znaczenia gdzie sie jest.
      Nic narazie wiecej nie wiadomo.

      Delete
    2. Dementuje poprzednia informacje. Y nie byla tam sluzbowo, u nas jest dlugi weekend, bo mamy swieto w poniedzialek, wiec wziela sobie wolny czwartek i piatek i pojechala na wycieczke rowerowa, do ktorej sie przygotowywala od wiosny. Pech chcial, ze pierwszego dnia wycieczki wyladowala w szpitalu.

      Delete
  27. Jejuuuu wszystkie moje dobre myśli kieruję do Y :-/
    A grzyb niech znika ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Martek:** A z grzyba to moze grzybowa na Wigilie ugotuje:))

      Delete
  28. Dziękuję za odpowiedź.
    Dużo jeżdżę na rowerze i nie ukrywam że ewentualnie wsiadając jutro na rumaka mocno się zastanowię...
    Biedna Y.
    Dobrze że Wspaniały pojechał.Chucham,dmucham,zaklinam,mantruję.
    Będzie dobrze.

    A grzyb? cóż. Nie sądzę byś sobie z nim nie dała rady;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Matyldo, nie da sie wszystkiego przewidziec i wszystkiemu zapobiec, mozemy byc tylko ostrozni, a i tak co ma byc to bedzie.
      O grzybie nawet nie mysle teraz, bo to malenstwo jest - widzialam i przez ten tydzien wiele nie urosnie. Jak sobie poradzilam z lymphoma to i grzybowi dam rade:))

      Delete
  29. Tego grzyba da się przepędzić lekami, prawda?
    Wyjątkowo pechowa ta wycieczka. Gdyby dziewczyna była niedoświadczona rowerowo to by jakoś łatwiej było ogarnąć co się stało. Czy ja dobrze Cię zrozumiałam, że przyszło Ci do głowy, że ten wcześniejszy wypadek wcale nie był taki lajtowy ("tylko" szycie brody), ale, że jakieś skutki pozostawił tak, że teraz mógł wywołać taki paskudny wypadek?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, grzyba sie da potraktowac lekami jak to nie pomoze, ale sadze ze pomoze bo on jest malutki to wtedy trzeba podjac inne metody, ale o tym narazie nie mysle.
      Ja nie wiem jak bylo z tamtym wypadkiem, to sa tylko moje domysly, cos musialo byc przyczyna tego wypadku, ale co to jeszcze nie wiemy. Odnosnie tego wypadku to kolega Wspanialego, ktory jezdzi na rowerze codziennie po 30 - 40 km powiedzial, ze byc moze zostala w tyle za grupa a potem chciala nadrobic i dolaczyc, wiec jechala szybko. John twierdzi, ze z tych obrazen mozna sie domyslac, ze przy duzej szybkosci stracila panowanie i przekoziolkowala przez kierownice. Musiala uderzyc w cos twardego twarza skoro ma uszkodzona kosc policzkowa. Nikt tego nie widzial wiec nie ma swiadkow a ona sama moze nie pamietac.
      A moje domysly sa spowodowane faktem, ze to jest dziewczyna z doswiadczeniem, a nie ktos kto pierwszy raz wsiadl na rower i sie poslizgnal. Mnie to wyglada na chwilowy blockout mozgu, taki wiesz moment ze cos Ci wypadnie z reki, mnie sie czasem cos takiego zdarza jak jestem zmeczona. Ale to wiesz wypadnie mi widelec i biore nastepny, a tu jesli jechala szybko i na sekunde stracila panowanie to stalo sie co sie stalo.

      Delete
  30. Może to tylko takie gadanie, ale mam nadzieję, że wraz z tym starym rokiem odejdzie wszystko co złe, i czeka Was rok lepszych wiadomości.
    Twoja teoria na temat Y. może być wielce prawdopodobna. A wtedy nie robili Jej żadnego prześwietlenia?
    Jesień jesienią, ale grzyba trzeba pogonić w cholerę. No i masz rację- zachowania doktora Wojtka- pełen szacun!
    Ściskam i trzymajcie się!

    ReplyDelete
  31. I jeszcze tak pomyślałam- idą (pomału :)) święta, może będzie okazja do spotkania z Y. i wtedy Jej też łatwiej będzie się otworzyć...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, o grzybie nie mysle ani sie nim nie przejmuje, wiem, ze damy mu rade.

      Nie mam pojecia czy jej robili przeswietlenie jak rozciela ta brode, ale jak znam Y to na pewno nie, bo nie miala czasu:)) To ten typ, nieodrodna corka swoich rodzicow, po kazdym dostala w genach to co w nich najgorsze:)))
      Nie sadze tez zeby swieta byly okazja do rozmowy, tu nikt nie pyta, wiesz zupelnie inaczej niz w Polsce gdzie rodzice (nie wszyscy oczywiscie) uwazaja ze maja prawo wiedziec. Jak bedzie chciala sama cos powiedziec to powie, ale skoro tego nie zrobila w Wielkanoc to nie sadze zeby nagle teraz zapalala checia do zwierzen. To zupelnie inne klimaty rodzinne.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...