Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, October 24, 2014

Rej sie w grobie przewraca

Z gory przepraszam, ze pewne zwroty w tej notce bede pisac fonetycznie i to wcale nie dlatego, ze nie znam angielskiego i nie wiem jak sie pisze np. charger ale dlatego, ze chce Wam oddac wyraznie jak przebiegaly fragmenty rozmowy z Juniorem.
Jak mam nadzieje wiekszosc z Was wie, ze ja rozmawiam z Juniorem po polsku, czesto nawet w obecnosci Wspanialego, ktory to regularnie olewa.
Zawezwalam Juniora bo mialam klopot z laptopem, a wiadomo, ze Junior jest pogotowiem ratunkowym na takie okolicznosci. Troche czekalam, bo jak on mial czas to mnie nie bylo, jak ja bylam, to znow on w pracy.
Ot zycie.
Nareszcie dzis wpadl jak po ogien.
-- Daj ten komputer, bo ja nie mam za wiele czasu - zawolal od drzwi.
-- A gdzie sie tak spieszysz? Myslalam, ze zostaniesz na obiad. 
-- Ide do Domu Pogrzebowego. 
-- Ooo a kto umarl? 
-- Ojciec kolegi... 
-- Przykre... 
-- Tak ale wiesz, on juz byl stary i chorowal dlugo az w koncu podal sie na zycie. 
-- Ze co?????? 
-- No podal sie na zycie. 
-- Kuzwa po jakiemu to jest? Ja zupelnie nie rozumiem co Ty mowisz. 
-- He gave up on life to przeciez chyba po polsku podal sie na zycie, nie? 
-- Borze sosnowy!!! Nie zadne podal sie na zycie, tylko sie poddal, stracil chec, albo sily do zycia. 
-- Oj no dobrze to daj ten komputer. 
Dalam, usiadl, zrobil co trzeba.
-- Synus, ale cos mi sie dzieje z Kindle, zdazysz jeszcze zerknac? 
-- A co sie dzieje? 
-- Nie moge wlaczyc. 
-- A zaczardzowalas? 
-- Zaladowalas, po polsku mowi sie zaladowac! 
-- No dobrze, to zaladowalas? 
-- No wlasnie nie wiem, bo nie moge wlaczyc. 
-- To daj ten czardzer... 
-- Ladowarke!!! Jak ladowac to ladowarka!!! 
-- Oj mamo, nie wybieram sie do Polski bo pewnie bym sie nie dogadal ale Ty powinnas rozumiec. 
Witki mi opadly, ale nic nie powiedzialam, bo najbardziej sie obawiam, ze w Polsce by sie wlasnie dogadal.
Czytam przeciez na blogach i widze, jak to ludzie "listuja" co po glebszej analizie tresci okazuje sie wymienianiem listy przedmiotow, czy tez zjawisk.
Czytam i widze jak nawet w prasie redaktorzy uzywaja spolszczonych angielskich zwrotow jak juz nie ma spotkan tylko sa mitingi... jak juz nie chodzi sie na (po) zakupy ale na szoping... byly kiedys takie zwroty jak "glowny nurt" ale juz ich nie ma, teraz jest "mainstream"... bardzo polskie slowo.
Biedny Rej sie pewnie w grobie przewraca.
Ale za to moj Junior, ktory 30 lat temu wyjechal z Polski w wieku 8 lat ma tam swietlana przyszlosc.
Przerazajace... dla mnie przerazajace, na jasna cholere ja sie przez te 30 lat tak spinalam i poprawialam kazde angielskie slowo na polski.
Moglam se spokojnie odpuscic, przeciez tam tez sie juz nie mowi po polsku.
Tam sie tylko co roku kloca o Halloween:))


85 comments:

  1. Hahaha, ostatnie zdanie mnie rozbawiło :D.
    Bo ja już tylko się z tego śmieję, cóż mi pozostało, stwierdziłam, że nie warto marnotrawić energii na głupotę innych.
    Chociaż jeszcze w tym roku nie słyszałam tych durnych, corocznych dyskusji, ale wszystko jeszcze przede mną ;).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Poczekaj do Halloween jeszcze tydzien:)) I wlasnie w nastepny weekend beda te wszystkie rozprawy naukowe nad wyzszoscia cmentarnej zadumy nad przebierancami Halloween. To wszystko musi byc we wlasciwym czasie:)))

      Delete
  2. po tytule balam sie, ze bedzie o mowie fariatek. :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lolu mowa fariatek to co by nie mowic dobra gimnastyka dla umyslu, wiec sie czepiac nie nalezy:)))

      Delete
    2. Święte słowa! Zawsze z siostrą tłumaczyłyśmy to naszemu tacie, który był bardzo dbały o nasz język. Jakoś nasza młodzieńcza nowomowa nie zepsuła nam języka:).

      Delete
    3. Errato, bo kazdy normalny czlowiek kiedys dorastal, uzywal takich czy innych zwrotow, albo nawet uzywa jak Fariatki w Fariatkowie, ale to nie przeszkadza wcale w poslugiwaniu sie prawidlowym jezykiem kiedy trzeba.
      No ale takie kwiatki jak ja czasem widze w Polityce czy Wyborczej to jest skandal.

      Delete
  3. Star
    ja ciągle myślę, jak tu dac masom wiedzę na temt, jak Ty pieknie móisz po polsku
    ale przecież widzą to u Ciebie na blogu
    Junior jak się domyślam też całkiem nieźle po naszemu posuwa

    i masz rację
    zaśmiecony medialnie ten nasz język
    jak zadufana w sobie dziennikarka mówi - oto wywyiad z wedding planerkami, jakby nie było słowa organizatorka ,ślubów
    ech...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj Rybcia, ale pamietasz jak sie rozpedzilam cos opowiadajac i wpadlam w angielski:))) Az mnie musialas sprowadzic na ziemie prostym "ale ja mowie po polsku":))) Zdarza sie, mnie tez co raz czesciej brakuje slow, pisanie idzie latwiej bo mozna przystanac, pomyslec, cos wyszukac w glebi zwojow mozgowych.
      Mnie jest latwiej niz Juniorowi, bo po pierwsze on byl dzieckiem jak przyjechalismy, a co za tym idzie mial bardzo ograniczony zasob slow.
      Ja mam blogi, to moja codzienna dawka polskiego.
      Junior ma tylko mnie do rozmow po polsku... a to juz bardzo malo, zwlaszcza jak sie widzimy rzadko, telefony to wymiana istotnych wiadomosci na szybko...

      Czytanie polskiej prasy przyprawia mnie o bol nie tylko zebow ale wlosow, te wszystkie spolszczone anglikalizmy a przy tym glupie upieranie sie jednostek, ze przeciez "jezyk polski jest taki piekny".
      No kuzwa piekny, tylko dlaczego go nie uzywacie???
      Za te "wedding plenerki" to kogos powinni oskalpowac, bo nie wiadomo z czym to skojarzyc? z plenerem? :)))
      Nie potrzeba zaborow, Polacy sami sie wynarodowili.

      Delete
    2. ups... anglikanizmy oczywiscie mialo byc.

      Delete
    3. Bo polska jezyk trudna jezyk :) anglikanizm to odlam chrzescijanstwa ( podobnie jak Luteranizm etc.). Tobie zapewne chodzilo o anglicyzm czyli zapozyczenie jezykowe z angielskiego. Profesor Miodek jest za :) wedlug niego te wszystkie "wow" czy " jazzy" tez wzbogacaja jezyk . To w sumie naturalne zjawisko kiedys to byly zapozyczenia z francuskiego potem rosyjski a obecnie angielski... Pamietam narodowa debate nad slowem weekend i oburzenie niektorych jezykoznawcow ze czemuz by nie uzywac polskiego zwrotu majowka. Teraz sie to wydaje smieszne. Choc wedding planerzy i eventy tez mnie denerwuja wszystko zalezy od wyczucia jezykowego.

      Delete
    4. Hahahaha obsmialam sie sama z siebie i tego anglikanizmu:))) No tak to wlasnie wyglada po 30 latach.
      Widzisz ja doskonale rozumiem, ze sa slowa, ktore ciezko zastapic nowa polska kreacja, ale podobnie jak Tobie chodzi mi o wpieranie starych polskich slow i zwrotow, ktore dzialaly od lat i zastepowanie ich angieslkimi.
      Zapozyczenia jezykowe sa znane nie od dzis, to rowniez prawda, ale skala na jaka sie to dzieje obecnie jest wrecz przerazajaca. W dodatku brzmi to fatalnie.
      Wiele lat temu jak odwiedzila mnie tutaj sasiadka - Polka, ktora tak wlasnie prowadzila rozmowe "dzieci zostawiaja gary w sinku", "ona pracuje w shopie za kornerem" a "maz robi pejting domow"
      Nie wytrzymalam i poprosilam, zeby mowila albo po polsku albo po angielsku bo nie znosze kurestwa jezykowego.
      No sie okazalo, ze po angielsku nie umiala po za wlasnie takimi wtraceniami...
      Tak samo to wyglada tam........

      Delete
    5. Moja pewna bardzo egzaltowana znajoma pojechała na miesiąc do Stanów i po powrocie w takim właśnie stylu snuła swe opowieści, czując się pewnie przy tym jak prawdziwie światowa dama.
      Myślałam, że pęknę ze śmiechu, jak mi zaczęła opisywać "wielkie szafy klousetowe". Kolega nie zdzierżył i spytał: "a co to, nie było tam garderoby, że w klozecie szafy poustawiali?"
      Myślisz, że się stropiła? Wcale!

      Delete
    6. Olgo, glowa za mala zeby to pojac:))) Chociaz gdybym miala glowe wielkosci tej "szafy klousetowej" to kto wie:)))

      Delete
  4. Przy kazdej wizycie w Polsce szlag mnie trafia jak slucham tego "polskiego" jezyka.Jakis glupi snobizm ten narod opanowal.Uwazaja sie za swiatowych , bo uzywaja "angielskiego".Napisalam to w cudzyslowiu, bo to nie jest nawet spolszczony angielski,bo pelen bledow.Rece opadaja jak sie widzi w jakims Pipidowku malenki sklepik z duzym szyldem"Market spozywczy", albo "Dyskont odziezowy". Obled narodowy!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dyskont odziezowy - leze i czekam zeby mnie ktos dobil... a co sie stalo z przecena??
      Ale przypomnialas mi, ze sa tez sekendhendy - tak jak by nie bylo "z drugiej reki", ale moze w tym kraju maja juz tylko po jednej rece, bo polowe glowy to na pewno:))))

      Wiesz za moich czasow uzywalo sie slowa "makabra" ale cos mi sie zdaje, ze brzmialo za zasciankowo bo teraz sie mowi "masakra":)))) oznacza to samo jak by nie bylo, ale za to JAK BRZMI!!!
      Podobnie z pochodna relaksu czyli np. masaz relaksujacy... nie to tak wsiowo brzmialo teraz sie mowi masaz RELAKSACYJNY!!!
      Ja pierdole, ale jak bym miala wrocic do Polski to chyba umarlabym na zapalenie uszu:))))))))))))))))0

      Delete
    2. Mam po sąsiedzku dyskont odzieżowy z wielkim czerwonym neonem i to jest po prostu "szmateks" :))
      No tak, słowo szmateks też nie jest polskim słowem :))) Ale ta nazwa, która powstała dawno temu raczej jako żart językowy u nas się nieźle przyjęła.

      Delete
    3. No wlasnie, po cholere sobie zadawac tyle trudu na wyszukiwanie obcych slow jak sa wlasne, od wiekow te same i dla wszystkich zrozumiale, ale ten "dyskont" to ma chyba robic wrazenie... kuzwa.
      Faktycznie na mnie robi... wrazenie wtornego debilizmu.

      Delete
  5. Hmmm czasem mi sie zdarzy i to glupie jest bo ja nie z tych co wyjechali by mowe polska zapomniec.
    ale np mowie zguglowac zamiast wyszukac, maz mowi 'uomrzing' spolszczona wersja od picia piwa Lomza
    no ja nie chce myslec jaka mowa moja corka zazyczy sobie mowic, podylajac ja tu do szkoly, jeszcze troche jezyka lizne :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lamio, mnie sie tez zdarza, ale na wszystkie swietosci ziemskie i niebieskie ja tu mieszkam 30 lat!!!
      I szczerze, to poza nielicznymi przypadkiami jak ten z tej notki to moj Junior mowi lepiej po polsku niz Polacy w Polsce, nie pisze bra buk ale MOWI.

      Delete
    2. Lamio, bo mi umknelo, ale "uomrzing" to jest piekne slowo:))) Pozdrowienia dla meza:)

      Delete
  6. Masz rację Star, zaśmiecamy nasz język na potęgę! Zaczęło się od żargonu informatyków, a potem powstał żargon korporacyjny i to dopiero jest prawdziwy dramat. Często mam też wrażenie, że ludzie uważają za swoisty szpan wtrącać słowa angielskie, albo takie ni to po polsku ni to po angielsku.

    ReplyDelete
    Replies
    1. This comment has been removed by the author.

      Delete
    2. Olgo, ale skad sie to bierze? I dodatkowo ta hipokryzja.... do konca zycia nie zapomne jak mnie przed wyjazdem napominano, zebym uczyla Juniora jezyka, historii, zeby bra buk NIE zapomnial!!!
      A tu masz... 30 lat minelo...
      Junior mowi po polsku lepiej niz Polacy w Polsce.
      Ale sie wyklocaja o Halloween, o noc Kupaly, o paskudne amerykanskie filmy, ktore im sie tak nie podobaja, bo kazdy film ma spierdolone cos tam... ale ogladaja.
      Nie moge pojac tego samobiczowania, tego pedu do masochizmu...
      Mnie jak sie cos nie podoba to nie ogladam, jak nie smakuje to nie jem, jak nie lubie to nie ogladam....
      A tam nie, tam sie wlasnie narzeka, biadoli ale robi to samo:)))))))))))))))
      Po co? W imie czego?
      To odwieczne kreowanie sie na ofiare, czy naprawde ludzie tak lubia ubierac sie w wor pokutny? Ta ciagla martylorogia, to ciagle biadolenie, plakanie, rwanie klakow ze lba i zycie na kleczkach...
      Po co? Komu? Na co? Co sie chce przez to pokazac? i KOMU?
      bo cala reszta swiata ma to w odwloku i jedynie moze zerknac z politowaniem, ale na pewno nie przystanie na dluzej...

      Delete
    3. Bo tu ludzie są w znacznej mierze mocno zakompleksieni i czują się sporo gorsi od mieszkańców tzw. zachodu, a to jest chyba jednak pokłosie komuny, a może i wcześniejszych lat. Socjolog pewnie i do zaborów by sięgnął. A narzekanie i biadolenie, cóż...taka nasza uroda :( nie cierpię tego! Mówią, że cechy narodowe nie istnieją i że to stereotyp, ale mnie się jednak wydaje, że skłonność do narzekania to my wysysamy z mlekiem matki. Na szczęście nie wszyscy!

      a tu mały przykład nowomowy korporacyjnej ;)
      http://mediapolis.com.pl/index.php/2012/10/08/nowomowa-korporacyjna-czyli-obcy-jezyk-polski-cz-1/
      pocieszające jest to, że coraz więcej ludzi zaczyna zauważać, że coś jest jednak nie tak z tą naszą mową

      Delete
    4. Olgo, ale przez takie postepowanie wbijaja sie w ten kompleks jeszcze glebiej. To mi przypomina jak tu wszyscy emigranci z Polski i Rosji przetwarzaja wlasne zyciorysy. Jak oni wszyscy "tam" byli "kims", a ja zawsze mowie "nie tlumacz mi kim byles tam, pokaz mi kim jestes tutaj". Co to za moda na poprawienie sobie samopoczucia czy samosadu przez doprawianie dupie uszu?
      Jestem kim jestem i tyle, a jak mi zle z tym kim jestem to pracuje dzis nad tym zeby zmienic jutro a nie poprawiam wczoraj.

      Link obadam pozniej, bo chwilowo mam za malo tajmu :P ze sie tak po polskiemu wyraze:)

      Delete
    5. masz rację Star, ale weź im to wytłumacz,
      no nie da się...
      dużo tajmu zatem życzę :))
      u nas godzinka dłużej dzisiaj!
      czy u Was też zmienia się czas na zimowy?

      Delete
    6. Ales mi podniosla cisnienie tym linkiem:)))
      Mam pytanie, czy wielebni z ambon to jeszcze blogoslawia czy juz rozdaja blesingi? a biedne babcie moherowe nadazaja za tym?
      I pozostanmy w touche'u........... jazeszpierdole!!!!!!!!!!!!
      Jest gorzej niz myslalam.

      Delete
    7. Nie wiedziałam, że jest aż tak źle.

      Delete
    8. Zmiane czasu mamy w nastepny weekend.

      Delete
    9. Przypomnialam sobie moje pierwsze miesiace po zamieszkaniu tutaj i rozmowy z tzw.stara Polonia.Szczeka mi opadala i nic z tego nie rozumialam, przetwarzalam sobie to dopiero po jakims czasie.To byly same perelki .Np."Wiesz kupilam ten dress w kwiatki , mam w bucie, potem ci pokaze",albo" ja ladnie paintuje", czy wlasnie "bedziemy kipowac w taczu,baj, baj".Zastanawialam sie jak ta paniusia bedzie wygladac w dresie w kwiatki i jak go w bucie zmiescila, i co ona tak ladnie robi?
      Zaznaczam, ze mowilam po angielsku od poczatku, ale do licha, one uwazaly, ze mowia po polsku! Zaluje teraz, ze nie zapisywalam tej ich "polskiej mowy" bo dzisiaj juz niewiele pamietam.

      Delete
    10. Urszula dla mnie to jest wlasnie niepojete. Od poczatku jak tylko podjelam decyzje o emigracji wiedzialam, ze naucze sie angielskiego najszybciej jak bede mogla i tak zrobilam.
      Kolejna decyzja byl szacunek do jezyka polskiego, uwazam, ze skoro urodzilam sie w tym kraju to znow jedyne co moge zrobic i nic mnie nie kosztuje to szanowac jezyk i znow, tak robie.
      Mam z tego osobista satysfakcje, ale na tle to pewnie wygladam na totalna idiotke:)))

      Delete
    11. Z ambon na szczęście płynie polszczyzna, jednakowoż wielce napuszona.
      Przeważnie, bo są i chlubne wyjątki.

      Delete
    12. Musi byc napuszona bo i wiekszosc mowcow puchata:)))

      Delete
  7. Pacz, kobito, mamy podobnie! Juz przed dwoma laty sie oburzalam na blogu: http://swiattodzungla.blogspot.de/2012/08/polszczyzna-zgnilizna.html
    Z moimi dziecmi to pelna katastrofa, jedna przyjechala tu w wieku lat 7, nastepna niespelna dwoch, trzecia tutaj sie urodzila. Rozmawiamy ze soba po kozacku, bo ja lece polszczyzna, a one do mnie w obcym jezyku, bo tak im latwiej i nie maja zamiaru sie wysilac. Kiedy jednak pojechaly odwiedzic dziadkow w Polsce, ich braki dawaly sie zauwazyc, chociaz ogolnie sie dogadywaly. Kiedy wrocily, nawet mi podziekowaly za upor, bo wylacznie dzieki niemu mogly w ogole tam same pojechac. Jednak czytanie po polsku przekracza ich sily, wychodza z tego straszne rzeczy, kiedy imie babci Zosi czytaja jako Cosja. :)
    Dalam im jednak jakas podstawe i tylko od nich zalezy, czy beda chcialy jezyk polski szlifowac. Wow!!! :))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, mnie tez najczesciej jest latwiej w obcym jezyku, ale po to sobie nalozylam blogowanie, zeby miec stycznosc, zeby byc na biezaco:))) Tyle, ze teraz jak czytam blogi to mi czesto wlosy pod pachami staja deba:))))
      Nasze dzieci?
      No coz Ty i ja zrobilysmy to co moglysmy, nie wyobrazam sobie, zebym mogla zrobic wiecej.
      Hmmm, owszem moglam:)))
      Moglam wyprowadzic sie na Greenpoint, mieszkac tam, wysylac do polskiej szkoly, w ktorej nauczyli by go slownictwa rodem z Mickiewicza. Mieszkalibysmy nie w domu, ale w zagrodzie, ozenil by sie z jakas majetna bialogolowa i wiodl szczesliwe zycie....
      A tak dupa mokra:))))
      Junior ostatnio ma raczej fale na mowienie po polsku, trwa to juz jakies 10 lat... Jak dawniej szedl na latwizne, tak teraz sobie nawet zazyczyl zebym mu wyslala jakis tam przepis po polsku;)))
      Ale ja jestem jedyna osoba w jego zyciu, z ktora on moze mowic po polsku wiec moze go to akurat rajcuje. Nie pytam, bo i po co, ale zauwazylam, ze czasem ja zadzwonie i z rozpedu zaczynam po angielsku to on mi zwraca uwage i przestawia na polski:))))

      Delete
  8. Zapytam więc, co według Ciebie, Star, może oznaczać napis na tablicy( którą dość często mijam i zawsze się zwijam ze śmiechu, ją mijając): "KOZI CAR"?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agniecha, nie mam zielonego pojecia, ale prosze wyjasnij bo mnie ciekawosc zatlucze:))))

      Delete
    2. Jakis salon samochodowy pana Kozi? :))))))))))

      Delete
    3. ... a moze koza na kolkach??? i rogami ktore robia za kierownice? :)))

      Delete
    4. No widzicie, Wy zgadłyście od razu, Że to warsztat samochodowy pana o nazwisku Kozi.
      Natomiast ja dłuuugo byłam przekonana, że to hodowca kóz, z manią wielkości ( bo to wiecie, w języku polskim CAR to raczej taki ruski cesarz ) :-D

      Delete
    5. No super, przerost formy nad trescia, a ja to nawet koze na kolkach wymyslilam:)))))))

      Delete
  9. No szczera prawda to niestety.
    A o Haloween się pokłócą jak co roku, a a zaraz po tym będzie fala, dlaczego w sklepach już są choinki :P I tak co roku :D Że to jeszcze kogoś kręci to ja się dziwię. A, no i zapomniałam o Kevinie! Czy będzie na święta i jak będzie to ,,ileż można", a jak nie będzie to ,,skandal, zawsze był!"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hahaha slowem tak zle i tak niedobrze:))) A Kevin i Chuck Norris to juz sa chyba bohaterami narodowymi w PL bo tu przynajmniej o tym drugim to ja juz od wielu lat nie slyszalam. Znaczy ostatni raz slyszalam o Chuck Norris jak obstawial McCaina na prezydenta:))))))
      Dobrze mu poszlo, nie powiem:P

      Delete
  10. Masz rację - polski język przypomina coraz bardziej pojemnik ze śmieciami. Dookoła same "schopy" lub "studia" a już "studio mebli kuchennych" doprowadza mnie do czkawki (ze śmiechu). Nie ma już fryzjera, niemal każda kosmetyczka ukrywa się pod "SPA", chociaż wewnątrz jest raptem 1 fotel, lustro i podręczny stolik, a do wielu polskich nazw dodawane są końcówki -"ex". A samochód to prowadzą tylko takie starocie jak ja, inni "drajwerują". Masz rację, Junior bez trudu z każdym by się tu dogadał.
    Miłego;)
    P.S.
    U mnie też pogoda się zbiesiła , co oznacza, że jednak znów muszę "pozamieniac worki ubraniowe" - dziś rano było tylko -2. A lubie tę czynnośc
    tak samo jak Ty. I tej nocy czas zmieniamy na zimowy. Ostatnio moim marzeniem jest by mieszkac w strefie o stałej, niezmiennej temperaturze +19 w cieniu, przez cały rok.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie tez ktos zapytal jak otworzylam moj wlasny grajdolek dlaczego nie dalam w nazwie SPA, odpowiedz byla prosta "jeszcze az tak ciezko na glowe nie upadlam":))) SPA??? Jednoosobowy biznes ma miec w nazwie SPA??? Ludzie naprawde nie maja pojecia o niczym, ale porywaja sie z motyka na slonce.
      Pogoda u mnie juz wrocila do normy, czyli tak ok. 20C w dzien, ale rano i wieczorem jest juz chlodno, wiec niestety tez nie bede mogla odkladac tej wymiany szaf w nieskonczonosc:)))

      Delete
  11. Ja mam to samo, staram się nie zaśmiecać języka polskiego w domu , ale wystarczy że pooglądam trochę telewizji, czy poczytam "interneta" i cycki opadają niczym liście z drzew na jesień. Mam wrażenie, że w Polsce chodzi opinia, iż używając wyrazów obcych pokazujesz jak dobrze wykształcony jesteś, jaką posiadasz wysoką pozycję społeczną i jak dużo podróżujesz po świecie. NIestety wychodzą tu nasze kompleksy wobec całej reszty świata.
    Niedawno wróciłam z Włoch i byłam w Toskanii, gdzie dziennie przewija się tysiące turystów i myślicie, ze wszyscy się tam ucza angielskiego? A gdzie tam....przyjechałeś do nas to staraj sie mówić po włosku, a jak nie to sobie jakoś poradzimy za pomocą rąk....:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupciu, ja na szczescie nie mam polskiej telewizji, nie czytam polskich gazet, ot czasem ktos poleci jakis artykul w gazecie internetowej to czytam, ale wlasnie z bolem zebow.
      Nie, przez wtracanie obcych slowek do rodzimego jezyka wcale nie pokazuje sie, ze jest sie bardziej wyksztalconym czy tez oblatanym w swiecie. Wrecz przeciwnie pokazuje sie, ze jest sie glabem o ograniczonej pojemnosci mozgu, ktora powoduje, ze jak sie czlowiek nauczy nowego slowa to musi wyrzucic stare, bo inaczej "musk penknie z przecionszenia":))))))

      Delete
  12. A mnie się podoba, że nauczyłaś syna polskiego i to, że on dopomina się żeby wasze rozmowy toczyły się w tym języku.
    Podał się na życie brzmi intrygująco! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gosianko, mnie sie tez podoba. On sie urodzil w Polsce wiec wcale nie musialam go uczyc, ja tylko staralam sie utrzymac ten jezyk na przyzwoitym poziomie i mysle, ze mi sie udalo.
      Ale wlasnie dlatego tak mnie wnerwia to co dzieje sie w kraju nad Wisla.
      Tyle niby rozdzierania szat na temat patriotyzmu, ale wstydza sie tego polskiego jezyka czy co?

      Delete
    2. Moje dzieci tez w Polsce urodzone i obydwoje po polsku mowia zupelnie niezle.Syn, tez tylko ze mna moze to robic, bo zona nie zna polskiego.I tez zawsze tylko po polsku rozmawiamy, chyba, ze synowa jest z nami, to przechodzimy na angielski.

      Delete
    3. To mamy prawie identyczna sytuacje:))

      Delete
    4. Tak, tylko u mnie i dzieci i wnukow podwojnie.Wnuki starsze ( 13 i 10 lat) maja takze tate Polaka wiec sa dwujezyczni,potrafia takze niezle czytac i pisac po polsku.Mlodsi ( 3,5 i 2 lata) nie mowia po polsku, bo mama nie zna tego jezyka.

      Delete
  13. Zgadzam się z Tobą Star, bo mnie też wkurza to wszechobecne zasmiecanie języka. I niezmiennie podziwiam Cię za piekną polszczyznę. Z drugiej strony jestem ostrożna w ocenach, bo sama często wtrącam na blogu angielskie zwroty z tego tylko powodu, że mi łatwiej, szybciej albo po angielsku lepiej brzmi - np. 'head of room' w moim przedszkolu. Czy 'kierowniczka sali' w polskim przedszkolu to to samo stanowisko? I w ogóle jak to brzmi???!;-) Ale rozumiem, o co Ci chodzi. O przeginanie. Jestem uczulona na rozmowy z Polakami, którzy co drugie słowo to 'karpety' zamiast 'dywany' albo 'kożety' zamiast 'cukinie'. Wrrr!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zolwico kazdy kiedys cos wtraci, ale to musi miec sens i logike. A slowa "kozety" to nie znam, u nas jest "zucchini" widocznie to brytyjska nazwa. Haha samo "karpety" mozna przezyc ale jak oni robia wakum na tych karpetach to juz wysiadam:))))
      Na szczescie Polakow licze na palcach jednej reki i te jednostki wyrazaja sie w miare poprawnie, a jak nie to ja poprawiam.
      No tak mam, ze mnie kurestwo jezykowe bardzo wkurwia:)))))))))))

      Delete
  14. Razi mnie bardzo masakra , tak samo jak nie mogę zrozumieć słowa tak na końcu zdania:/W jakim celu?Dla potwierdzenia?
    Rzadko oglądam tv, ale jak już to męczy mnie słuchanie jak ludzie nie potrafią się wysławiać;(
    Uściski dla Was:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha Miska, mnie meczy "mi" na poczatku zdania... mi sie podoba cos tam, mi smakuje cos tam, mi itd.
      A polskiej tv nie mam wiec mam z glowy, ale strasznie mnie wkurwiala jak bylam w PL, glownie za te nieruchoma gorna warge pan dziennikarek.
      Czy one sa wszystkie tak nafaszerowane botoxem???
      Glos slychac, dolna warga sie w miare porusza, a gorna ani drgnie.... taki mowiacy trup:))))))))))

      Delete
  15. To mi tekst mojej teściowej przypomniało. Teściowa kilkadziesiąt lat mieszka poza Polską, ale dba o czystość polszczyzny, oprócz jej najpopularniejszego zwrotu. Ze względu na wiek, rodzaj pracy, itp. zazwyczaj wracała z pracy z opuchniętymi, obolałymi nogami. Zaraz po powrocie mówiła: "Muszę teraz nogi wyciągnąć." Moja ciotka, która przyjechała w odwiedziny, zbladła i prawie z krzesła spadła słysząc to pierwszy raz.

    ReplyDelete
  16. Jeden z moich chłopców mówi właśnie takim polingliszem tak, że drugi, też od lat w UK nie rozumie o co lotto, nie mówiąc o mnie, bo ucinam opowiadania pracowe tekstem; mów do mnie jeszcze, ja cię prądem popieszczę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak szczerze to biorac pod uwage fakt, ze Junior przyjechal tu majac 8.5 lat i nigdy od 30 lat nie byl w Polsce to on mowi naprawde bardzo poprawnie po polsku:))) Ale ja przez te 30 lat ciagle poprawialam i kazalam powtarzac poprawna forme. Wiadomo mialam go pod reka, a teraz jak wpada raz na jakis czas to juz jest slabiej.

      Delete
  17. Podał się na życie byłam gotowa przetłumaczyć sobie, że starszy pan targnął się na życie... Ach te językowe niuanse :)

    Co do Halloween... Jak co roku niezmiennie zastanawiam się co jest ze mną nie tak, że ni w ząb nie kumam tej polskiej awersji do Halloween. Po pierwsze- cukierek albo psikus jest 31października, więc nie koliduje to z pójściem na cmentarz. Może ja patrzę w tym momencie z perspektywy matki małych dzieci? No cóż- jak Eliza podrośnie i pójdzie na jakieś halloweenowe party, to najwyżej na cmentarz pójdzie na małym (oby tylko) kacu... Mój dziadek z cmentarza w tym dniu nigdy nie wracał trzeźwy, więc nic się takiego nie stanie :) Po drugie- naprawdę podziwiam ludzi, że chce im się doszukiwać w tym jakiś podtekstów i za przeproszeniem- chuj wie czego. My jedziemy razem po największą dynię, jaką nam się uda znaleźć, potem razem na niej rysujemy buźkę, wycinamy- kupa śmiechu przy tym jest i wszyscy się dobrze bawimy- CO W TYM ZŁEGO?! Dzieciaki się pomalują, dostaną trochę cukierków- zbrodnia?! Jak już to przeciwko ich uzębieniu...

    Właśnie zobaczyłam Twój komentarz powyżej i tak z ciekawości zapytam- nie ciągnie Juniora zupełnie, żeby tu przylecieć?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, ja tez w pierwszej sekundzie pomyslalam, ze sobie odebral zycie... a tu masz tylko zwykla nieudolnosc jezykowa.

      Z Halloween to jak zawsze ludzie robia z igly widly. Niby maja demokracje a nie potrafia sie w niej poruszac, bo demokratycznie jak ktos chce to niech sobie obchodzi, nie chce niech siedzi w domu albo na cmentarzu i duma.
      Co komu do tego co robi inny.
      Ale KK sieje panike a glupi narod lyka.
      Ja tez pamietam te wieczory cmentarne kiedy panowie odchylali poly plaszcza i polewali, to byla zaduma, albo i zadyma bo nie jeden wrocil do domu zupelnie zadymiony:))))
      No i co? Nic sie nie stalo, zaden nieboszczyk nie wyskoczyl z grobu i nie pogrozil palcem.
      Co komu do tego gdzie kto pije i jak:)))
      A ile razy pod koniec stypy wyrywa sie glos "zdrowie nieboszczyka!!" i tez jest dobrze, kto wie moze na tamtym swiecie zdrowie tak samo potrzebne jak tutaj:)

      Juniora nie ciagnie, wiesz to jest juz tyle lat, ze on tam nikogo nie pamieta, a nawet mozna powiedziec nie zna. Stosunki nawet rodzinne sie rozluzniaja po tylu latach, wiec ja mu sie nie dziwie. Moze kiedys jak bedzie zupelnie stary to mu sie zachce zobaczyc kraj w ktorym sie urodzil... nie wiem... moze....

      Delete
  18. Do tego, co powiedziałaś pozostaje dodać tylko "Amen".
    Mój Synuś pracuje w firmie, w której często komunikacja musi odbywać się po angielsku. Więc jak czasem chce coś zabawnego z życia firmy mi opowiedzieć to i tak dla mnie 3/4 śmieszne nie jest, bo za cholerę nie rozumiem. A wiadomo jak to jest z żartami tłumaczonymi. Spolszczone angielskie słowa są stałym elementem żargonu, którym się posługuje. O cytatach po angielsku nie wspomnę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A bola Cie zeby jak opowiada?
      Wyobrazam sobie jak to jest bo pamietam jak na poczatku mielismy tu kumpla, ktory pracowal w rzezni z duza grupa Polakow. Ze Zbychem na dobra sprawe nie szlo sie dogadac ani po angielsku ani po polsku:))))

      Delete
    2. No wkurza mnie to nieziemsko. Jak mam nie najlepszy dzień ( a ostatnio same takie mam) to się wciekam, że mówi do mnie, ale nie skupia się na tym, bym rozumiała. Dopiero wówczas się reflektuje o co mi właściwie chodzi. Widac ewidentnie, że to niezależne od Niego, odruch taki, bo wszyscy w pracy tak mówią.

      Delete
  19. hhha to prawda, nie jest wesoło w tym względzie.. ostatnio byłam na szkoleniu a tam było o tym jak się fidbekuje ;) - tak trudno powiedzieć dać informację zwrotną albo sprzeżoną? fidbekuje brzmi lepiej? nie sądzę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To ja Ci zafidbekuje odpowiedz na ten komentarz:))) Przerazajace to jest, naprawde. Ja wiem, ze razem z era kompuerowa powstaly zwroty, ktore do tej pory nie istnialy np. taki pendrive i w takich przypadkach rozumiem to malpowanie. Ale jak sie uzywa zapozyczen w miejsce slow i zwrotow, ktore isnieja to juz jest totalna glupota i wychodzi z tego jakis koszmar jezykowy.

      Delete
  20. Star przybijaj piątkę:)))
    Jak ja nie cierpię anglojęzycznych zwrotów, wszystko co nie po "naszemu" to ludziska kochają jakby to było coś lepszego, piękniejszego. A potem się dziwią,że młodzież ma coraz mniejszy zasób słów,bo jak mają rodziców,którzy nie zwracają na to uwagi to od kogo mają się uczyć?
    Moja siostra mieszka w Niemczech ponad 30 lat, tam też urodzily się jej dzieci pamiętam jak byly male i przyjeżdżali do nas to wszyscy zaskoczeni,ze mówią po polsku, nosz kurka, a dlaczego miały by nie mówić jak mają rodziców,dziadków Polaków...niektórzy nasi rodacy bardzo się wstydzą,mówić po polsku,a w innym języku często też im nie idzie najlepiej :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czy ludzie naprawde nie wiedza, ze w ten idiotyczny sposob tworza obraz Polaka i Polski? Zalosny obraz, a potem zal dupe sciska, ze sie nikt na swiecie z nimi nie liczy. No ale jak sie liczyc z kupa glabow?
      Wiesz, jak przyjechalam tutaj to mieszkalismy u takiej pani Viktorii, ona urodzona juz tutaj i mowila wlasnie taka platanina polskiego z angielskim, szlag mnie trafial i juz wtedy sobie przyrzeklam, ze nigdy tak nie bede robic.
      Za to kuzynka Viktorii, rowniez tu urodzona miala wtedy bodajze 72 lata a mowila tak pieknie po polsku, ze az przyjemnie bylo sluchac.
      Tak jak Viktoria znieksztalcala oba jezyki tak Agnes poslugiwala sie obydwoma w przepiekny sposob.
      To nic wiecej tylko szacunek do kraju i nawet powiedziala bym do samego siebie.

      Delete
  21. Nawet nie wiem co napisac. Sam nie wiem skad to maltretowanie jezyka się bierze? Sam się zastanawiam na ile to i mnie może dotykać. Tak - to jest wszechogarniajace, powszechne. No ale skad ludzie mogą brac wzrorce, jeśli na ulicy na każdym kroku atakują nas napisy z najróżniejszymi dziwolągami/ Jak maja ladnie rozmawiać ludzie glapiacy się w ekran telewizora, w którym wlasnie takiego jezyka się używa? Niedawno w Lodzi był festiwal - bardzo fajna imreza, której polska nazwa to Festiwal Kinetycznej Sztuki Swiatla. No, ale na oficjalnej stronie festiwalu, która jest po polsku nazywa się to Light Move Festiwal - po jaka cholere wlasnie tak? To zaraza - zalewajaca nas ze wszystkich stron, A ludzie plyna z tym potokiem gowna.slownego.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja mysle, ze ludzie biora wzorce z gory, czyli media wszelkiego gatunku. Pamietam jak bylam dzieckiem to w kosciele uzywalo sie laciny... jakos udalo sie ludzi przestawic z laciny na polskie modlitwy, ale zrobila to gora.
      Tak samo i tu, jesli dziennikarz w tv czy prasie uzywa zasmieconego jezyka tak samo robia ludzie, bo przeciez, ze sobie pozwole slynnym w Polsce zwrotem "musza byc na topie":)))

      Delete
  22. Wielu Polakom wydaje się, że jak się ubiorą tak jak Murzyn z Bronxu, którego widzieli w amerykańskim filmie, to wyglądają światowo. To samo dotyczy angielskich słów. Ten, kto mówi fuck, czuje się jakby używał francuszczyzny w XIX wieku. Jasne, że nie wszyscy, ale wielu takich. Może to się kiedyś zmieni.
    W Polsce mówimy, że kindle'a trzeba naładować. Załadować natomiast ciężarówkę :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz racje powinnam powiedziec naladowac lub doladowac... no coz 30 lat robi swoje i w moim przypadku:)))

      Delete
  23. Ale Star, sama przyznasz ze nawet jak rozmawiasz po polsku to niekiedy wtracasz angielskie slowa mimochodem, po pierwsze bo tak jest wygodniej, a po drugie ze po prostu nie ma polskich odpowiednikow angielskich slow. Moje dzieci czasami spolszczaja angielskie slowo, czasami zamieniaja polski na angielski, moj syn na przyklad nie "mieszka" tylko"zyje" i takie tam. Wczoraj corka mnie zapytala jak jest gluten po polsku. Powiedzialam ze gluten, nie chciala uwierzyc :-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, uzywam, takich jak OK, weekend, czy wspomniany przez Ciebie gluten, czyli w sumie tam gdzie nie ma lub nie znam polskiego odpowiednika. Gdziec bodajze na poczatku bloga lub na jakims forum uzylam slowa "timer", bo nie wiedzialam/zapomnialam jak to sie mowi po polsku na takie ustrojstwo i ktos mi odpowiedzial, ze owszem "timer". Teraz wiem, ze to nieprawda bo sobie przyomnialam, ze w Polsce mowilo sie minutnik/sekundnik ale nigdy timer. A pamietam, bo przeciez takim minutniko-sekundnikiem nauczyciel WF mierzyl czas np. biegow. Bardzo sie pilnuje, zwlaszcza, ze sama tez rozmawiam po polsku sporadycznie, raz na tydzien, a najczesciej chyba raz na dwa tygodnie, bo tak mniej wiecej czesto mam okazje rozmawiac z Juniorem lub Nuska. Nawet tu na blogu jak mi brakuje polskiego slowa to szukam gdzies w slownikach, sprawdzam pisownie.
      Wiem, a w zasadzie domyslam sie, ze pewnie robie bledy typu razem czy osobno, ale juz ortograficzne mi sie chyba raczej nie zdarzaja, a na poczatku pisania byly. Czytalas, pamietasz, ze prosilam zeby mnie poprawiano... ale tez szybko to odwolalam jak sie okazalo, ze ludzie poprawiaja publicznie bo to tak ladnie:))) Albo zamiast poprawiac blad uzurpuja sobie prawo do wytykania mi, ze nie pisze polska czcionka.
      No chuj, nie pisze i nie bede pisac, kto nie potrafi niech nie czyta:))) Ale SMSy to potrafia czytac, czyli to wszystko jest jakas gra.
      Nie wiem po co, nie wiem na co, ale mnie to nie interesuje, bo akurat ta gra mnie nie rajcuje:)))
      Zyje zamiast mieszka i jaki stary zamiast ile ma lat to chyba najbardziej powszechne bledy Polakow w angielsko jezycznych krajach, ot tlumacza doslownie. Ja Juniora wielokrotnie poprawialam z tym zyje/mieszkam, wreszcie zalapal;)
      Polski nie jest latwym jezykiem, ja to wiem, mimo, ze przeciez to moj pierwszy jezyk i zwykle takich trudnosci sie nie widzi:)))

      Delete
    2. A taki minutniko-sekundnik to sie za moich dzieciecych czasow nazywal stoper :-) Tutaj raczej zadzialalas odwrotnie Star, przerobilas nazwe angielska na polska. No bo tak to jest, technologia przychodzi z zachodu, nie ma na nia odpowiednikow w jezyku danego kraju to sie nazywa tak jak jest. Komputer to przeciez ten nie jest polska nazwa. Ani np. CD, no dobra moze byc plyta kompaktowa, ale kompakt to tez jest z angielskiego. Taki jest jezyk moja droga, on zyje i to co bylo niepoprawne kiedys jest poprawne dzisiaj. Ja wiem ze moze Ciebie to razic, bo juz nawet mnie to razi jak jade raz na ruski rok do Pl i slysze te gadanine na ulicach. Wyjechalo sie z jakims zasobem jezykowym i na tym sie czlowiek zatrzymal. Moje dzieci mowia normalnie po polsku, przeciez w domu mowi sie po polsku, ale one juz tez nie rozumieja slangu polskiego. Po prostu niektorych slow nawet 10 lat temu nie bylo.
      Gorzka prawda. A Tobie slowa uznania ze sobie tak swietnie radzisz. Ja to chyba za 20 lat bede tylko troche spikala i mam nadzieje wciaz biegle writeala i readala (ale sobie wymyslilam, he he!)

      Delete
    3. Iwona, ja wiem, ze jezyk zyje, no taka glupia jeszcze nie jestem, zebym oczekiwala, ze Polska sie zatrzyma w rozwoju bo star wyjechala:))))
      Tylko jak jezyk zyje to powstaja nowe slowa, nowa terminologia i ja rozumiem, ze komputer nie jest wynalazkiem polskim, wiec nie moze sie nazywac inaczej tylko tak jak sie nazywa, zreszta chyba na calym swiecie.
      Tu nie chodzi o tego typu terminy i nazwy, ale chodzi o wyrzucanie ze slownictwa slow polskich i zastepowanie ich obcymi, bo chyba nie tylko angielskimi. Co zlego z "zakupami"? dlaczego shopping jest lepszy?
      A co zlego ze "spotkaniem", ktore nie wiedziec na jaki chuj zamieniono na meeting?
      Co sie stalo z "badzmy w kontakcie" a nie w jakims touchu, ktorego ani wymowic ani napisac wiekszosc poprawnie nie potrafi.
      Ja wiem, ze moj jezyk sie nie rozwija, bo przyjechalam z konkretnym zasobem slow i on tylko maleje, a nie ma mozliwosci wzrostu.
      Ja przez ostatnie 30 lat spedzilam w Polsce 6 tygodni, jedyne szesc tygodni kiedy caly czas obracalam sie wsrod jezyka polskiego i mimo to moge zyc i pisac bloga bez wtracania angielskich zwrotow.. czyli jak sie chce to mozna.
      Tylko kuzwa trzeba chciec.
      Sa zwroty komputerowe ktore mozna bylo wymienic na polskie np. takie window, ktore po polsku jest oknem i jest w porzadku.
      Automaty answering tez nie zostaly wymyslone w Polsce a jednak ktos madry pomyslal i nazwal je "sekretarka"... to tak na szybko, ale jak widzisz mozna. No ale jak sie z gory kladzie lage na jezyk i idzie na latwizne malpujac obce slowa to po cholere sie wysilac.
      Szkoda tylko, ze wybrali sobie angielski, ktory jest bardzo latwym jezykiem, a moze by tak sprobowac z japonskim lub chinskim???
      Za wysoka poprzeczka?
      I dzieki za przypomnienie slowa stoper!!!! tak to faktycznie sie nazywalo:)))
      Nie wiem jak bedziesz mowila po 20 latach, ale wiem, ze to tylko od Ciebie zalezy:))))
      Ja miedzy innymi dlatego zaczelam pisac bloga, zeby miec wiekszy kontakt z jezykiem. Wczesniej bylam na jakims forum dla dziewek kuchennych, ale tam wiekszosc pisala tak, ze balam sie, ze wlasnie moge sie tego nauczyc;))) Tam byly nawet bledy ortograficzne, a wiesz jak jest po latach czlowiek naprawde nie ma pewnosci i latwo mu odswiezyc slowo z bledem.

      Delete
    4. Stoper i minutnik to 2 rozne rzeczy.Stoper mierzy czas jakiejs czynnosci,odlicza go od zera az go zatrzymamy. Minutnik ustawiamy na okreslony czas i odlicza go do tylu, az uplynie. Wtedy nas o tym zawiadamia sygnalem.

      Delete
    5. Swieta racja Urszulo:)))
      Prosze co trzy glowy to nie jedna:))

      Delete
  24. Amen. Koncowka "ing" doprowadza mnie do kuzwicy. Nie ma kulis jest bekstdjdz, nie ma trenera tylko koldz itd cos moze byc slitasne albo krejzi, nie mamy zyciorysow tylko sivi (mimo, ze skrot pochodzi z laciny). Ech dokad zmierzasz jezyku polsku:-/
    Boje sie jakich slow bedzie uzywal Dziedzic :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, wszystko opada jak sie tego slucha. Tak jak juz wyzej napisalam, nie potrzeba rozbiorow, Polacy sie samodzielnie wynarodowili, bez niczyjej interwencji z zewnatrz, bez zakazow i nakazow, sami na wlasne zyczenie.

      Delete
  25. Ahoj! Taaa, mnie zawsze polszczyzna leżała na sercu, stąd na polską młodziez wydzieram się, gdy kalecza mowę, a ortografia dlań nieważna, a co do " wyjechanych" posiadam niepopularny pogląd, ze nie warto ich zmuszać do nauki języka dziadów, bo i tak niewiele z tego wyjdzie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cesiu, witaj. Widzisz, gdyby sie Junior urodzil tutaj to na pewno bym na to machnela reka, ot znal by kilka slow a moze i nie i tez byloby dobrze. Ale on przyjechal w wieku 8.5 lat wiec na poczatek to byl jedyny jezyk w jakim rozmawialismy, bo ja tez nie znalam angielskiego. A potem to juz poszlo za ciosem, bo nie chcialam, zeby zapomnial. Owszem pare razy probowal przeforsowac angielski w domu, ale stanowczo powiedzialam, ze ja w domu mowie po polsku.
      A teraz co dziwne to on mnie zwraca uwage jak sie do niego odezwe po angielsku:)) A ja tak z rozpedu, bo jak zadzwoni to ja odbieram i jakos tak z marszu zaczynam po angielsku a on wtedy "mamo ale mow do mnie po polsku".
      Nigdy nie zmuszalam ani nawet nie zachecalam do nauki historii Polski, a tu nagle Junior mi przysyla linki z polskimi filmami historycznymi i pisze, ze ogladal przez caly weekend nawet w nocy i bardzo mu sie podoba, ze pochodzi z kraju z taka bogata historia.
      Dzieci zaskakuja:))) Nigdy nie wiadomo co i kiedy sie takim spodoba:)))

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...