Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 2, 2014

I sie zjebalo...

Pogoda znaczy sie zjebala, tak bardzo nie uprzejmie na sam weekend.
Halloween byl jeszcze ladny choc troche wialo, ale my narod grzeszny zalsugujemy na ladna pogode w Halloween to dostalismy, za to juz wczoraj bylo tak, ze nawet najgorszy gospodarz by psa nie wygonil.
Dobrze, ze tu nie ma obowiazku warty honorowej na cmentarzu, bo nie jednemu by dupa do krzyza przymarzla i nie mam tu na mysli wlasnego krzyza...
A zreszta, kto to wie co ja mam na mysli:))))
Glupia glowa to i mysli nie za madre:P
Jako, ze bylo bardzo bylejak na zewnatrz to sie spielam i zrobilam golabki, bo i co robic jak z nieba pluja zabami? A zeby nie bylo, ze same golabki to jeszcze popelnilam ciasto z jablkami.
Nie zadne szarlotki czy tam szarlatanki tylko takie proste w obsludze ciasto.
Bierze sie plachte gotowego ciasta francuskiego (na moj gust to ono nic z Francja nie ma wspolnego, ale niech tam) no to bierze sie to ciasto i pizga sie nim o dno blachy do pieczenia tak zeby zakrylo cale dno.
Nie pytajcie ile ciasta, bo to zalezy od blachy, a duch swinty wie jakie macie blachy w domu.
Teraz mozna se na to ciasto posypac co kto lubi, zwykle ludzie lubia do jablek cynamon, ja cynamonu nie lubie, Wspanialy lubi to krakowskim targiem trzepnelam cynamonem (w zakreconej butelce) jak ksiadz kropidlem nad swieconka i niech mi ktos powie, ze skapie mezowi najwspanialszemu cyanmonu?
Wszyscy milcza, dobrze, tak trzeba...;)
Ale za to ze tej butelki nie odkrecilam to posypalam ciasto platkami migdalowymi bo lubie, a kto mi zabroni jak lubie?
Teraz ukladamy wczesniej obrane i wydrazone polowki jablek na tym ciescie, przecieciem w dol, ma to wygladac jak rzedy ladnych jedrnych biustow;))) Jesli ktos jeszcze pamieta jak te jedrne wygladaja jak nie to sobie zawsze mozna wyobrazic te po operacjach:)))
Wczesniej jak kto lubi i mu nikt nie zabroni to w dziure po wydrazeniu mozna se napchac roznosci.
Na ten przyklad ja napchalam rodzynkow z posiekanymi migdalami wczesniej zamoczonymi w rumie, bo lubie a rum sie potem wlewa do porannej kawy, bo tez lubie.
Ze co? ze poranna kawa nie powinna miec wkladki procentowej?
A co mnie obchodza Wasze przepisy ja mam swoj wlasny kodeks drogowy, karny i jaki tam jeszcze kto kce i w moim kodeksie jest tylko jeden przepis, ktory zawsze przestrzegam.
A mowi on, ze nie ma zadnych przepisow.... a kto mi zabroni?
No dobra, to juz mamy te jablka ulozone teraz bierzemy druga plachte ciasta francuskiego i tym razem trzeba go rozwalkowac tak zeby bylo wieksze od tej dolnej plachty i zeby zakrywalo wszystkie jablka.
Pizgamy ta wieksza plachte na wierzch i calosc pieczemy.
Ja nie daje zadnego cukru, wiec jak ktos lubi to niech se gdzies miedzy wierszami poslodzi i nie narzeka, ze nie podalam w przepisie, bo to nie jest przepis... to jest opowiadanie o ciescie:)))
Dobra pieczemy to tak dlugo az sie upiecze, co w koncu widac po kolorze.
Studzimy, jak lubimy to polewamy lukrem, ja zrobilam lukier najprostszy pod sloncem, bo wiadomo zem leniwa to wcisnelam sok z cytryny do cukru pudru i ukrecilam taki lukier i tym pomazalam tak byle jak.
I to byl ten jeden moment gdzie moje ciasto mialo okazje byc slodkie, jak dla nas wystarczy, bo nie lubimy slodkich ciast. Jak komu malo to podpowiem, ze mozna posypac cukrem te pierwsza plachte ciasta przed polozeniem jablek... a co mi tam szkodzi podpowiedziec;)))
Dzis juz nie padalo, ale wieter duje jak na wisielucha.... ;)))
A kto tam wi moze sie i kto obwiesil, malo to obwiesiow po swiecie... ;))
Jutro bedzie normalnie, a gotowac nie musze, bo przeciez nagotowalam to bede leniuchowac...
A kto takiemu zabroni?
A jak by mnie nie daj buk naszlo na jakies gotowanie jutro to niechybnie cza uroki nade mna odprawic, egzorcyzmy czy tez innsze wyganianie diabla...
Na wszelki wypadek jakby kto znal ojca dyrektora albo ma konszachty z inszem belzebubem to prosze o rekomendacje:)))


49 comments:

  1. Smacznie się czyta, muszę spróbować :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ciasto jest naprawde dobre i do tego takie latwe w obsludze:)))

      Delete
  2. tyle japkuff wyrzucilam a przydalyby sie
    ostatnio zbyt pozno informacje dochodza do mnie
    a taki jablecznik najlepszy na gotaco z lodami o, i ta kawa z rumem mniam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lamio, wlasnie tych japkuff mialam od cholery i ciut, ciut, a na ciasto poszlo az 6.5 sztukuff i juz problem z glowy:)
      Blache wzielam duza taka do pieczenia ciastek z niewysokim brzegiem, bo nic tu nie kapie, nie cieknie i nie ma prawa sie dziac:))) a mnie chodzilo glownie o to zeby tych japkuff sie pozbyc.

      Delete
  3. Całkiem fajny ten Twój przepis, tfu! Twoje opowiadanie o cieście :)))
    I wesoło u Ciebie, a już się przestraszyłam jak tytuł zobaczyłam!
    No to smacznego :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tytul na wabika:))) i wiesz co by nie bylo to jak sie polepszy to sie spiepszy i odwrotnie... jak w zyciu:)

      Delete
  4. Mnie się też to opowiadanie o cieście podoba:) Może spróbuję? E, chyba mi się nie chce. Ale może kiedyś?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet, bra buk sie nie zmuszaj, bo wtedy nie smakuje:P Ja tez o tym ciescie czytalam czy tez gdzies widzialam kilka lat temu, tylko tam sie robilo jednak jakies ciasto, a ze nie zapislaam przepisu to poszlam na calkowita latwizne i kupilam francuskie.
      Dziala jak na miare szyte:))))

      Delete
  5. Jak pokazywali w TV, co sie w Hameryce z pogoda wyprawia to zaraz pomyslałam o Tobie Star!A ciasto dobre jest na wszystko! Zwłaszcza z jabłkami! Ogrzewa, rozaniela i rumienców dodaje (gdy z rumem zwłąszcza!)Mniam!;-))*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, ale ja nie wiem co Wam pokazywali w Hameryce, bo ja jestem w NYC w Ameryce i tu poza upierdliwym calodobowym ledwie kapiacym deszczem i wiatrem nic nie bylo... Moze znow w tej Polszy przesadzaja, albo nie zauwazyli ze Ameryka duza jednak jest:))))

      Delete
  6. opowiadanie smakowite, choć pracochłonne chyba... najbardziej podobało mi się posypywanie cynamonem z zakręconej butelki, też tak zrobię, bo wolę migdały ... :)))))
    buźka Star... :-*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Frytko pracochlonne jest jedynie obieranie i wydrazanie jablek, ale to sie robi menzem:)))) tudziez inszem menskim pierwiastkiem:P
      buziam:**

      Delete
  7. Stardust - tak sobie kombinuję, że może warto byłoby aby ojciec dyrektor się dowiedział o Twoim istnieniu - może by nawet poczytal Bez Odwrotu - może by się sam zneutralizowal.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No przestan!!! Zle sily na mnie nasylac!!! I to kto? Braciszek???? :))))

      Delete
    2. No cos Ty. Rownac Twoja sile z sila ojca dyrektora? Przecież jednym dmuchnieciem poslalabys go w najodleglejsze obszary kosmosu - i o to chodzi. Chociaz - mogę się i mylic. Bo sila woli już byśmy go oboje wyeliminowali, a jakos nieskuteczni jesteśmy.
      0,

      Delete
    3. No tak, ale my jestesmy nieskuteczni bo sie na egzorcyzmach nie znamy:) Myslisz, ze kolek i czosnek pomoze?

      Delete
    4. Czosnek zjem, a kolek - OK - taki maczugowaty najlepiej

      Delete
  8. a ja zaczynam lubić jesień
    chyba się mi we ubie pomieszało

    ReplyDelete
    Replies
    1. No cos jest na rzeczy;) Ja od zawsze lubilam jesien, nie dosc, ze jak piekna to zupelnie odjazdowo piekna, ale nawet jak pada i wieje to tez ma swoj urok, mozna sie zwinac w klebek pod kocem, przy ognikach swiec, z ksiazka w reku lub inszym Kindlem do tego kawa z wkladka i juz jest slodko:))))

      Delete
  9. zastanów się, czy nie napisać książki kucharskiej;) to znaczy zbioru opowiadań kuchennych, hehe;)
    ojca dyrektora na szczęście nie znam bliżej niż to konieczne, ale ja nie wiem kto bardziej tego wypędzania by potrzebował czy Ty czy...?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Stokrotko, taka niby ksiazka kucharska w moim wydaniu to juz jest, nazywa sie Gotujebomusze i jest wydana przez blogspot:))))
      Nic sie tam ostatnio nie dzieje, bo nawet jak gotuje to mi sie nie chce wpisac... no za duzo wysilku widac;P

      Delete
  10. Ciasto magiczne, bo nic nie trzeba przy nim robić, a z moim lenistwem to i do tych japków nic nie napcham. A i cynamonem se tylko sypnę... bo lubię ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dreamu to se tylko nie zapomnij odkrecic sloik z tym cynamonem:))) Wspanialy sie na poczatku dziwil jak mozna "zapomniec" o cynamonie do ciasta z jablkami, teraz sie juz nie dziwi i chyba sie nawet przyzwyczail:)))

      Delete
  11. U nas pogoda za to spisała się "na medal", zwłaszcza wczoraj- było ciepło i słonecznie. Z tzw. ciasta francuskiego robię tzw. "palmiery"- z nimi roboty jeszcze mniej i zapewne smakowało by Wspaniałemu. Kładziemy ciasto na stolnicę lub na coś podobnego, pakujemy łapę do cukiernicy z cukrem trzcinowym nierafinowanym i posypujemy (jak solą) cały kawał tego ciasta. Na to delikatnie posypujemy cynamon i mielone orzechy (ja włoskie).Rolujemy ciasno posypane ciasto -wpierw robimy to z lewym jego bokiem, potem z prawym. Wałeczki muszą się spotkac pośrodku.
    Teraz ostrym nożem kroimy ciasto na plastry o grubości ok. 1,5 cm. Układamy na blasze (ja daję na blachę papier do pieczenia) i pieczemy do zrumienienia. A potem się najadamy i tyjemy.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znam palmiery, raz robilam, ale to jednak duzo roboty z tym zwijaniem, krojeniem i potem pieczenie w dwoch rzutach... i na koniec dla nas za slodkie wyszly, fakt, ze to mozna uregulowac zmniejszajac ilosc cukru, ale... Wiesz ja pieklam nie dlatego, ze mi sie koniecznie chcialo cos upiec, ale dlatego, zeby wykorzystac ten nadmiar jablek, ktory Wspanialy do domu sciagnal:)))
      buziam:**

      Delete
  12. Star dobre opowiadanie na extra szybkie ciasto :)))
    A ja też zrobiłam gołąbki :p a zamiast ciasta walnęłam sałatkę owocową :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Salatka owocowa tez szybka i bezkonfliktowa:))

      Delete
  13. Golabka bym zjadla. Fajny przepis na ciasto :-)
    U nas pogoda pikna :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martus u mnie dzis tez piknie, a jutro bedzie jeszcze pikniej bo prawie 20C.
      Weekend sie jeno zjebawszy:)))

      Delete
  14. zamarłam z podziwu....
    pytanie mnei jednak nurtuje, bo upierdliwą mam naturę czasami: skoro jabłka przecięciami w dół, to jakim boskim cudem te rodzynki się tam trzymają??? wszak grawitacja działa wszędzie tak samo? czy po prostu trzeba szybko piżgnąć, żeby eni zdążyły wylecieć, a potem to juz wszsytko jedno?
    Pytam bo takiej trudności ciasto to może nawet ja bym potrafiła :) tym bardziej, że mam inteligentny piekarnik, który ma gotowe programy - mniemam, że taki do szarlotki również :) no a resztę gałka podpowie. Oczna oczywiśćie.
    Choć kolega małż mógłby paść na zawał z wrażenia ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Alusia, jak rodzynki namoczysz i do tego migdaly czy tez inne orzechy wymieszasz z tymi mokrymi rodzynkami to one sie beda siebie trzymac. Upchniesz ile sie da do tej dziury i tez sie trzyma, no a jak sie jakis kawalek orzecha czy tez jedna rodzynka rzuci do ucieczki to kij jej w oko:) daleko nie ucieknie tylko na blache i tak zostanie upieczona:)))
      Ciasto jest naprawde najlatwiejsze z najlatwiejszych a przy madrym piekarniku to juz zupelnie zdobedziesz tytul wytwornego cukiernika:)))

      Delete
  15. Ale się uśmiałam - cała Stardust.
    Rany julek, tak mi się kąciki ust uniosły że nie mogłam tego napisać....
    Całuję :)***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabelko na mily buk? to Ty kacikami ustuff piszesz???? Musisz jakis kurs przeprowadzic, bo ja mam czesto rece zajete jak bym w tym czasie mogla pisac kacikami ust to na pewno bym wiecej i czesciej pisala:D:D:D
      :****

      Delete
    2. Nie noo, piszę palcamy, tylko tak się śmiałam, że mi się literki ciągle przestawiały i wychodziła Sturdast

      Delete
    3. Sturdast to jeszcze nic sa tacy co pisza Staradust:)))) i tez nic nie mowie, bo przeciez prawda:)))

      Delete
    4. nie mówisz, bo tu nie ma nic do powiedzenia, tylko piżgnąć w łeb za chamstwo! :)

      Delete
  16. Ty pacz, tosz to prawie moje ciasto z japkami, ktore w zeszlym roku zem wymyslila na poczekaniu jak synus mnie znienacka nawiedzil. I pod ogonem mialam ze on ciast z japkami po prostu nie znosi, matka dala trzeba bylo jesc. A jak zezarl w okamgnieniu jedna porcje i poprosil o druga to az mi sie cieplo w nadbrzuszu zrobilo, kochany synek mamusine ciasto polubil... Powiedzial ze najlepsze japkowe ciasto jakie kiedykolwiekj jad, a ja wiem ze nie jad zadnego, no to teraz wpad hue hue...
    Zrobilam je niemal dokladnie tak samo jak Ty swoje, czyli poszlam do sklepu i kupilam All Butter Puff Pastry, a potem tak jak w Twoim opowiadaniu, z tym ze japka na kawalki pociachalam, ciepnelam w to migdalki z rodzynkami i odrobina cukru z cynamonem bo ja bardzo cynamom lubie, pokropilam rumem i wymieszalam. A po upieczeniu nie bylo lukru tylko duza lycha ubitej smietany, mniam....

    ReplyDelete
    Replies
    1. No widziala pani!!!! Jak siostra to siostra, moze teraz ja nastepnym razem potraktuje te jablka nozem, a Ty upieczesz w polowkach:)))
      Jeno nam sie to umilowanie do cynamonu wypaczylo;)) widac my nie jednojajowe:P

      Delete
    2. OKI! Bedom w polowkach, mniej roboty :-)

      Delete
  17. Slinka leci na te jablka (uwielbiam jablka w kazdej postaci, ale tylko te dobre) ale ja nie z tych pieczacych, niestety. Lenistwo, to sie nazywa ale mozna tez zwalic na diete;)))) Jak mama przyleci, to musze jej ten prosty przepis zapodac.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja pieke i nawet lubie, ale zwykle robie to na swieta a tak to mnie najdzie jak Wspanialy za duzo jablek kupi.

      Delete
  18. Twoja pomysłowość - jak dogodzić mężowi przyprawiając jak lubi, cynamonem - jest fantastyczna! Będę stosowała nie tylko do przyprawiania. Mogę np., na podobnej zasadzie, przygotowywać mężowi krewetki (które On lubi bardzo, a ja do ust nie zbliżam). Wystarczy, że opakowaniem krewetek troche potarmoszę. Nawet nie będę tego opakowania do domu przynosić, tylko potarmoszę w sklepie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, nie wiem czy tarmoszenie w sklepie zadziala, wiesz moj to widzial jak machalam tym zakreconym sloikiem cynamonu:))))

      Delete
    2. Już sobie wyobraziłam jak w sklepie wątróbkę tarmoszę:))

      Delete
  19. Uwielbiam Cię czytać:) Twoje posty byłyby idealne do jednej rzeczy. Skup się, bo możesz zarobić. Klub fitness. Zajęcia" Płaski brzuch dla leniwych". Sadzasz takowych w fotelach i czytasz. Oni szczęśliwi,bo siedzą i nic nie muszą, Ty siadasz i czytasz. Gwarantuje Ci, że wrócą po więcej kiedy tylko im zejdą zakwasy od śmiechu. Połkałam się ze śmiechu. Kolejny raz:)

    ReplyDelete
  20. Takie ciacho się u nas zwie ,,cycki teściowej''...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...