Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, November 27, 2014

Leze i mysle...:)

A jak mysle to i wymyslilam, ze tak naprawde to ja lubie wszystkie swieta, oczywiscie Thanksgiving zawsze juz bedzie na piedestale i zadna konkurencja ze strony innych swiat mu nie grozi, ale swieta sa super.
Lubie gotowac na swieta, lubie jak mam cala rodzine przy stole, lubie jak wnuki balagania, w koncu i tak nie ja tylko Wspanialy posprzata.
Czasem mnie ktos jeszcze pyta czy nie jest mi przykro, ze nie obchodze Thanksgiving w czwartek tak jak cala Ameryka?
Patrze wtedy i mysle, "kto tu jest idiota?"
Bo ja sie nie poczuwam:)))
Gdyby mialo mi byc przykro to bym tak nie zadecydowala, to byl moj pomysl, bo przeciez wiadomo, ze wcalej dlugiej i szerokiej rodzinie tylko ja mam normalne i rzeczowe pomysly.
A czemu mialoby mi byc przykro?
Co ja niby trace na tym kilkudniowym przesunieciu?
Pomysle moze mi sie uda to wypunktowac.
Trace ogromniaste kolejki w sklepach w srode i do poludnia w czwartek, bo przeciez wiadomo, ze nawet jak czlowiek zakupi wszystko inne wczesniej, to jednak salaty, owoce musza byc kupione na ostatnia chwile. A ta ostatnia chwila to wlasnie sroda i czwartek rano.
Trace a w zasadzie marnuje na spanie noc ze srody na czwartek, bo gdybym chciala upiec i ugotowac wszystko od A do Z tak jak co roku planuje to musialabym nie spac w noc przed swietem.
A tak poniewaz moje swieto jest w weekend to spie spokojnie i mam wystarczajaco duzo czasu nie tylko na wymyslanie ale i przygotowanie wymyslonych potraw.
Trace zgrzytanie zebami i rwanie klakow ze lba w napadzie nerwow, czy zdaze i czy wszystko wyjdzie jak powinno oraz co wazne jak to wszystko zorganizowac przy jednym piekarnku zeby wszystkie potrawy byly gotowe i gorace do podania na stol w jednym czasie.
Trace padanie na siekacze i podpieranie oczu na zapalki kiedy wreszcie goscie zasiada przy stole.
Trace bycie gospodynia, bo przy tak wydluzonym czasie przygotowan moge byc gosciem za swoim wlasnym stolem.
I co najwazniejsze trace odwieczna walke miedzy bylymi zonami i mezami pt. u kogo dzieci spedzaja swieta? Oczywiscie nawet jak nie ma bylych zon i mezow to ta sama walka toczy sie miedzy dwoma parami rodzicow, od czasu slubu zwanych tesciami.
I wlasnie glownie dlatego, ze bylam przewidujaca i nie raz widzialam/slyszalam opowiesci jak to sie odbywa to dokladnie 10 lat temu podjelam decyzje o przesunieciu swiat Thanksgiving.
Innych swiat nie obchodzimy razem, wiec problem mam z glowy.
I to chyba wszystko co trace z powodu tego przesuniecia.
Owszem sa kobiety, ktore nie pracuja, albo biora dwa dni wolne i wtedy maja ten sam komfort przygotowan co ja.
Sa tez takie, ktore pracuja, ale kupja ciasta w sklepie, albo piekarni (czy ktos wie jak sie nazywa pie po polsku?) a jako danie towarzyszace wrzucaja do naczynia zaroodpornego jakies warzywo, zalewaja zupa z puszki, posypuja tartym serem i to sie ma nazywac zapiekanka swiateczna.
Pewnie, ze tak mozna i na pewno miliony kobiet tak robi i sa cale szczesliwe.
Mnie do szczescia swiatecznego potrzeba odpowiedniego zarelka, takiego co to go przez caly rok nie jem i bede mogla wspominac az do nastepnego swieta. To zarelko ma zawierac tradycyjne skladniki ale musi byc wykonane tak jak nigdy wczesniej, na tym polega moj urok swiat.
I mysle, ze to co zyskalam i co roku zyskuje dzieki temu przesunieciu jest dla mnie zdecydowanie wazniejsze.
Dzis zupelnie nie mam co robic, wiec sie obijam bezwstydnie.
Wspanialy sprzata, bo to jego dzialka.
Jutro dokonamy ostatnich zakupow, bo w koncu sie zdecydowalam na ostateczna wersje menu i pozwolcie, ze ja sobie tu wypisze w punktach, bo Wspanialy zapowiedzial, ze jak jeszcze raz uslyszy o jakichs zmianach to odwoluje swieto:)))
Cos mi sie widzi, ze chlop moze stracic tego jednego nerwa co go posiada.
To ja wlasnie w tym celu zapisze, zebym miala sie do czego odwolac w razie najazdu nowych pomyslow:)

Zakaski:
Talerz serow z owocami
Warzywa i dip z yogurtu
Dodatkowy dip z fety i suszonych pomidorow
Brie przelozony zurawina i orzechami zapieczony w ciescie francuskim
Palmiery z pomidorowo-bazyliowym pesto
Orzeszki - te schowane;)

Obiad:
Zupa z gruszek, slodkich ziemniakow podana z serem gorgonzola i chipsami smazonego boczku
Salata z modych lisci jarmuzu i buraka lisciowego
Indyk
Nadzienie z grzybow, orzechow piniowych i ziol
Salatka z brukselki na cieplo
Pieczona dynia z oliwkami i karmelizowana cebula
Zapiekanka z jarmuzu, grzybow i jajek

Desery:
Jablka w ciescie francuskim - tak to ten slawny placek o ktorym niedawno opowiadalam:)))
Dyniowe tiramisu
Dyniowe gelato (to taka wloska wersja lodow)
Torcik czekoladowy na urodziny synowej (zamowiony w piekarni)

Napoje - jablkowy grzaniec z rumem, lub bez dla alkoholowo niedorozwinietych;)
wino biale i czerwone gdyby ktos nie chcial grzanca, zwykle wszyscy chca.

I to by bylo na tyle.
To wszystko zrobie z palcem w dupie bez zadnego wysilku i pospiechu, bo tak naprawde to wszystko jest cholerycznie latwe:)))

Ale mialo byc o lubieniu swiat.
No wiec lubie swieta, szczegolnie od czasu kiedy moge je obchodzic po swojemu, z daleka od presji z zewnatrz, od nakazu mycia okien, krochmalenia firan i zakupu prezentow.
Przyznaje, ze to wyzwolenie sie z tradycji "urobienia po kokardke" nie przyszlo latwo, bo to jest jakas narodowa ulomnosc wygrawerowana gdzies gleboko w zwojach mozgowych kazdej kobiety i ciezko sie do tego dostac, a juz zeby to wyrzucic to karkolomna robota.
Na poczatek bylo ciezko, bo Owczesny byl wychowany w tej samej tradycji, ale lata z Owczesnym sie skonczyly a ja ciagle bylam niewolnica tradycji i nie potrafilam tego ogarnac.
Z wyjatkiem mycia okien, ktore padlo jako pierwszy bastion polskosci cala reszta ciagnela sie za mna jak smrod za dupa przez wiele lat.
Ale powoli z 12 dan wigilijnych zostalo najpierw 10, potem 7, wreszcie obowiazkowe chociaz 4...
I wreszcie kiedys Junior, ktoremu tak sie staralam te "tradycje" wpoic i przekazac powiedzial:
-- Wiesz, tak naprawde to mnie nic z tego nie smakuje! 
Normalnie doznalam szoku... jak to?? Nie smakuje???
Przeciez to polskie, a polskie musi smakowac!!!
A potem przysiadlam i pomyslalam "a gowno prawda, wcale nie musi" i glosno zapytalam:
-- Ale dlaczego nic nie mowiles przez tyle lat? 
-- Bo nie chcialem Ci robic przykrosci... 
I nareszcie bylo jasne, przez pokolenia z babki na matke, z matki na corke karmimy tymi samymi potrawami nawet nie pytajac nikogo czy to im smakuje, bo przeciez skoro smakowalo prababce to dlaczego nagle mialoby nie smakowac pra-pra-pra wnuczce?
Nie, nie tylko Polacy tak maja.
Wszystkie nacje sa pod tym wzgledem takie same.
Gdyby bylo inaczej to ta rzygowina szumnie zwana "zapiekanka z zielonej fasolki" nie mialaby prawa przetrwac przez 200 lat w tej samej wersji na amerykanskich stolach w dniu Thanksgiving.
Na szczescie Junior mi wylal ten kubel zimnej wody na leb i chwala mu za to po wieki.
Mogl przeciez cierpliwie czekac az umre i zaczac obchodzic swoje swieta po swojemu, a jednak dal mi szanse poprawienia mojego wizerunku i tworzenia nowych tradycji i nowych wspomnien dla niego oraz dla wszystkich tych co mnie przezyja.
Tym sposobem padly tradycyjne potrawy i teraz swieta Bozego Narodzenia czy Wielkanocy moga byc tak samo ekscytujace jak Thanksgiving.
Padl kolejny przyczolek tradycji.
Z reszta czyli prezentami "na gwiazdke" postanowilam rozprawic sie sama.
I tez mi sie udalo.
Teraz jak patrze/slucham/czytam jak ludzie wydaja kupe forsy (czesto nawet jak jej nie maja) na prezenty-drobiazgi, ktorych inni ludzie nie potrzebuja to sie po prostu usmiecham i mysle sobie "jak to dobrze, ze moje swieta nie musza miec juz tego sztucznego/wymuszonego przez sily zewnetrzne stresu".
To chyba pojde na spacer, bo jakos tak wyladnialo za oknem;)



85 comments:

  1. Star, podrzuć przepis na pieczoną dynię w wolnej chwili :)
    Przenosiny wszelakich świąt to jest świetny patent, bo wszystko może być, jak chcesz i już, bez oglądania się na innych.

    Co do potraw wigilijnych - tak jak Twój syn, nie lubię, od zarania dziejów - u mnie w domu rządzą tradycyjne potrawy i ryby - szczerze nie znoszę. Jedyna jadalna rzecz - piernik świąteczny.
    Szczęśliwie już udało mi się nawyki, tradycje i obyczaje zmienić - i doszły jeszcze 3 potrawy, które uwielbiam.
    ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, czyli jednak sa ludzie, ktorzy nie lubia tych tradycyjnych dan ale sie z reguly nie przyznaja i dla swietego spokoju potrafia sie raz na rok zmusic:)) Ja nigdy nie lubilam karpia, po prostu za kazdym kesem mialam cafke:) ale przeciez trzeba bylo sie zmusic "w imie tradycji". Tradycyjnie mam Wigilie bezmiesna i to wszystko co jest tradycyjne, cala reszta - akurat to na co mam w danym roku ochote.
      Przenoszenie swiat o kilka dni zapobiega konfliktom miedzy rodzinami, szarpaniu sie mlodych gdzie do ktorych rodzicow i na ktora godzine, bo wiadomo, ze nikt nie ustapi:))) Najczesciej ludzie krakowskim targiem zaliczaja obie rodziny a i tak sa pretensje, bo pewnie za duzo zjedli u tych pierwszych i teraz juz nie sprobuja wszystkiego:)))
      Mialam ten cyrk w pierwszym malzenstwie i juz wtedy wiedzialam, ze zrobie wszystko zeby nie stworzyc takiej atmosfery swoim dzieciom.

      Delete
    2. U mnie w domu rodzinnym nigdy nie było karpia, ani kapusty z grochem, ani żurku, właśnie dlatego, że nikt tego nie lubił,
      moja Mama dawno temu się z tych tradycji wyzwoliła i chwała Jej za to!

      Delete
    3. Olgo, u mnie byl oboz karpia (mama i brat) oraz oboz dorsza (ojciec i ja) nigdy za to nie bylo pierogow. Chwala za to nalezy sie ojcu, bo powiedzial, ze jesli to jest swieto to on stanowczo odmawia jedzenia pospolitego dania jakim sa pierogi.
      Jak moja mama tworzyla te tradycyjne 12 dan na Wigilie?
      Ryby, ryby i jeszcze raz ryby pod roznymi postaciami, w galarecie, pulpety z ryb w sosie tatarskim, ryba po grecku, pstrag nadziewany i dodatkowo byly zawsze dwie zupy - barszczyk z uszkami lub pasztecikami oraz grzybowa, byla kapusta zasmazana z grzybami, ale nie kapusta z grochem, ktora ja akurat bardzo lubie a ojciec znow uwazal za danie wielce nieswiateczne:)))
      Bylo kilka rodzajow sledzi, salatka jarzynowa, salatka z grzybow i oczywiscie ciasta.
      W sumie 12 potraw bylo zawsze i na szczescie bez masowego lepienia pierogow:))))
      Zur? Zur to raczej wielkanocna zupa, ja czasem robie i lubie taki na wedzonce i z chrzanem:)))

      Delete
    4. Pierogów też w moim domu nie było, barszcz czerwony z uszkami był i jest :)
      Były też niepowtarzalne krokiety ze słodką kapustą, były ryby,
      na słodko były też łazanki z makiem i z bakaliami
      Mama robiła też strudel z jabłkami i różą, pamiętam jak kilka dni przez Świętami rozciągała ciasto, aż było tak cieniutkie, że aż przeźroczyste, a nie było w nim ani jednej dziurki! :))
      no i zawijane makowce drożdżowe i kompot z suszonych owoców
      co do żuru, to w moim regionie w wielu domach na Wigilię właśnie jest żur z grzybami, a na Wielkanoc z kiełbasą, z chrzanem

      Delete
    5. Jesli mama robila strudel z ciasta, ktore wczesniej sama przygotowala to juz sie nalezy wielki uklon. Na szczescie teraz mozna kupic takie ciasto gotowe, nie wyobrazam sobie czy bym sie podjela takiego wyzwania.
      Kompotu z suszu nie lubilam nigdy a tez zawsze byl:)))

      Delete
    6. Czyli to nie tylko u mnie rybny targ! Cholerka, a wyobraź sobie, ile moja mama miała do słuchania od babć i cioć, że jedyne takie rozkapryszone dziecko w rodzinie, co to przy wigilijnym stole siedzie o pustym talerzu - tak, tak, ciasta zazwyczaj wchodziły już po posiłku... Męka. Skończyło się dopiero, jak byłam na tyle dorosła, żeby sobie samej przyszykować krokiety, paszteciki - no i szczęsliwie - grzybowa też stała się obowiązkowa :)
      Co do pierogów - mój tata po dziś dzień uważa, że to zbrodnia, żeby pierogi w TAAAAKIE święto...
      Szczęśliwie - ja nie mam takich problemów.

      Ps. Na Wigilię moją i S. planuję zrobić może 4-5 pysznych dań :))) Zdecydowanie nietradycyjnych ;)

      Delete
    7. Ja akurat lubie ryby i wszelkie skorupiaki, chociaz tych drugich to za moich czasow nie bylo, ale na ryby nie narzekalam:))

      Delete
    8. tez nie cierpię karpia, uważam, że smakuje jak niemowlę. CHoć rybki wszelakie uwielbiam. Na szczęście zawsze jest do wyboru sandaczyk i pstrąg :)
      u nas słynna jest opowieść, jak biedny tata jadł u babci, z miłosci do młodej zony, kaszę ze śliwkami... jak sami zaczęli robić wigilie, to stanowczo odmowił podawania tego ohydztwa w takie święto, tak więc ja nigdy nie poznałam tego smaku :)

      Delete
    9. Ze karp smakuje jak niemowle to nie wpadlam:)))))))))))))))))))))))
      I chwala po wieki naszym tatom, ze zmienili kierunki tradycji:))

      Delete
  2. Brzmi smakowicie. A jak zrobić brie przełożony żurawiną i zapiekany w cieście francuskim?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Igor, bardzo prosto. Ja biore krazek (moze byc pol, a nawet cwiartka) sera brie, kroje go na pol jak biszkopt na tort i na spodnia czesc klade sos zurawionowy (wlasnej roboty) posypuje orzechami, przykrywam drugim krazkiem i calosc klade na rozwalkowanym placie ciasta francuskiego, zawijam rogi i brzegi do gory zalepiajac je w taki wezel zeby sie nie rozlecialo. Smaruje rozbitym jajkiem z dodatkiem lyzki wody i pieke. Przed podaniem wrzucam na kilka minut do mikrofali zeby bylo gorace wtedy ser i zurawina sie ladnie rozplywa przy krojeniu.

      Delete
    2. jak dla mnie wystarczyłyby same przystawki :)

      Delete
  3. My poprzednie święta Bożego Narodzenia spędzaliśmy u siebie w domu. Były to pierwsze święta na swoim - bardzo dla nas ważne, wyczekane, wyjątkowe - i bardzo chciałam przeżyć je po naszemu, co niestety nie do końca nam wyszło przez mamę lubego, która żyje przekonaniem, że ona zawsze i wszędzie robi wszystko najlepiej. ;) Prosiliśmy, aby nic ze sobą nie przynosili do jedzenia, a jak już, to aby to były małe ilości, ponieważ wszystko mamy przygotowane według swojej gestii. W rezultacie przynieśli tyle żarcia, że na nasze już miejsca przy stole zabrakło. :) Prosiłam, aby usiadła z resztą przy stole - krzątała mi się przy garach i prawie mnie z własnej kuchni wyrzuciła ! ;) Byłam tak wkurzona, że życzenia złożyłam jej na odpierdziel i ignorowałam do końca kolacji, ale w tym roku się zrewanżuję, bo na Wigilię idziemy do nich ! :) W końcu zemsta najlepiej smakuje na zimno. ;)

    Na Twoim stole tyle wspaniałości...
    Ja już swojemu chłopisku obiecałam, że stanie się moim królikiem doświadczalnym przy próbowaniu tej zupki i dyniowego tiramisu. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cogya, tesciowe to zlo:))) Zapamietaj sobie te pierwsze swieta i obiecaj, ze nigdy nie bedziesz taka:))) Bo najczesciej to jest niestety tak, ze narzekamy na wlasne tesciowe po czym jak nasze dzieci dorosna robimy dokladnie tak jak one:)))
      Unikam tego jak ognia piekielnego, ale musze przyznac, ze czasem sie przylapuje na czyms co robie dokladnie jak moja wlasna mama i wtedy natychmiast naciskam na hamulec:)))

      Delete
    2. Chłopisko już zostało poinformowane, że jeżeli będę miała zapędy rodem od jego mamy, to ma mi strzelić w łeb, ale tak, aby równo spuchł. :)

      Delete
    3. Zostal poinformowany to dobrze, bo taki odgromnik jest zawsze potrzebny:)) Ja mowie, ze jak ktos zobaczy, ze zaczynam byc upierdliwie czepialska to nalezy mnie odstrzelic bez zbednego zadawania pytan:)))

      Delete
    4. Tak od razu odstrzelić to szkoda by było ;)

      Delete
    5. Wiesz, jak juz strace na tyle swiadomosc i panowanie nad tym co robie, to zadawanie pytan i proby naprawienia beda zbedne:))

      Delete
    6. Z zołzami nigdy nic nie wiadomo - świadomość mogłaby tak samo niespodziewanie wrócić, jak odeszła. ;)

      Delete
    7. Moze i masz racje, ale na szczescie u mnie w rodzinie nikt nie ma broni a tak mlotkiem to chyba za duzo roboty :)))

      Delete
    8. A tu masz rację... Komu by się chciało. ;)

      Delete
  4. Star ja Cię od dawna podziwiam za ten power do gotowania na święta. Mnie go zwyczajnie, odwiecznie brak! Tyle jedzenia!!! Mój sp Tata by powiedział, ze do takiej ilości żarcia potrzebna jeszcze druga dupa do srania;)))) a pie to może po polsku tarta?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moniko, bo ja tak naprawde lubie gotowac, pod warunkiem, ze nie sa to wlasnie te same wiecznie powtarzane potrawy:)))
      Druga dupa do srania? Super!!! I moze sie przydac:))))
      Tarta, chyba brzmi odpowiednio, dzieki:)

      Delete
  5. To ja poczekam aż się przepisy na te smakowitości pojawią na kulinarnym blogu :))
    I wiesz, udało mi się przestać zadręczać się tradycją dzięki chorobie, to była jedna z tych dobrych rzeczy, jakie mi z sobą przyniosła :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. a pie to może po prostu placek?

      Delete
    2. W moim przypadku choroba nie zmienila moich upodoban dietetycznych, w sumie zawsze staralismy sie jesc zdrowo, moze tylko jeszcze bardziej niz wczesniej przykladam sie do czytania etykiet i kupuje wszystko organiczne. To sie chyba w PL nazywa ekologiczne.
      Pie to chyba jednak tarta jak napisala wyzej Monika, bo tarta jest na kruchym spodzie, a placek to moze byc i ucierany z czyms tam;))

      Delete
    3. Trochę niejasno to napisałam, mówiąc "zadręczanie tradycją" miałam na myśli duuuuuuuuuużo roboty, a potem zmęczenie, ból nóg oraz kręgosłupa przy Wigilijnym stole zamiast świątecznej radości
      Odkąd zachorowałam wiele spraw, które wcześniej wydawały mi się ważne, po prostu odpuściłam i to była dobra decyzja
      O potrawach tradycyjnych napisałam wyżej :)

      Delete
    4. Ja mysle, ze to cale przepracowanie to glownie na skutek braku organizacji:))
      Jutro rano Wspanialy zrobi zakupy, a ja siade i posiekam wszystko co jest mi potrzebne na niedziele. Kazde warzywo bedzie juz odmierzone czekalo w lodowce na niedziele. Kazde danie bedzie mialo osoby worek, w korym beda osobne woreczki z potrzebnymi skladnikami i wszystko zamieszka w lodowce az do niedzieli. Po poludniu ugotuje wode do moczenia indyka bo ona sie musi schlodzic.
      Jutro wieczorem upieke ciasto i zrobie tiramisu.
      W sobote rano wrzuce indyka do moczenia. Pozniej zrobie obydwa dipy,. Palmiery upieke juz dzisiaj, bo one moga polezec.
      W niedziele rano powyciagam to co wczesniej przygotowalam z lodowki i skompletuje dania, upieke je wszystkie wczesniej zanim indyk zajmie piekarnik, zrobie lody, czyli wrzuce do maszyny i ona zrobi za mnie:)))
      W sumie mam tak wyposazona kuchnie, ze wiekszosc czynnosci robie mechanicznie a nie nozem, nie musze przy tym stac.
      Jak indyk bedzie w piekarniku to skompletuje salate i zrobie ta z brukselek na cieplo.
      Indyk wychodzi z piekarnika, musi odpoczac cos ok. 45 min do godziny wtedy do piekarnika wkladam wszystkie wczesniej zapieczone dania zeby sie podgrzaly.
      Podgrzewam zupe i sos do indyka, ktory zrobie pewnie jutro,
      I na koniec pokroje indyka na talerz, w tym czasie wszystkie dania sa juz gorace i gotowe do podania na stol.
      To jest niby duzo roboty, ale tez miedzy kolejnymi czynnosciami jest duzo czasu na odpoczynek.

      Delete
  6. Zainspirował mnie ten brie z żurawiną i orzechami zapiekany w cieście francuskim - muszę to zrobic. Tak prawdę mówiąc, to z jedzenia czysto bożonarodzeniowego to lubię tylko zupę z suszonych grzybów i pierogi z grzybami.Ostatecznie może byc też czerwony barszczyk, taki do popicia.
    na szczęście odkąd poszłam "na swoje" na stole lądowało tylko to, co oboje ze ślubnym lubimy- no bo chyba na tym święta mają polegac- jesz i robisz to, co lubisz. Inaczej to nie są święta a katorga.A jak mawia moja koleżanka, to po kimś,(czyli po mnie) kto robi prezenty bez żadnej okazji (zamiast z konkretnej okazji typu imieniny, urodziny, święta) to "takiego szargania świat" można się właśnie spodziewac. Uważam, że dobrze to sobie obmyśliłaś.
    Miłego Święta Dziękczynienia dla Was;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, czyli podobnie jak ja, znosilas dopoki musialas a jak tylko przeszlas na swoje to juz sobie wykreowalas swoja wlasna tradycje.
      Szkoda ze tego nie mozna zalatwic wczeniej:)) tylko trzeba sie poddawac.
      I masz racje, jak sie robi, je co sie lubi to jest to przyjemnosc a nie katorga.
      Ja tez robie prezenty bez okazji, bo akurat zobaczylam cos co konkretnej osobie moze sie przydac wiec kupuje i daje, a po cholere mam czekac na choinke:))
      Dzieki za zyczenia.
      buziam:**

      Delete
  7. oczywiście że się zaśmiałam nawet gromko , ale o tym napiszę w swoim poście . Star , temat mi podpowiedziałaś.

    ale, ale jeżeli święta są u mnie , to ja nakreślam zasady .Tez nie rozumiem larum ze sprzątaniem .Mam ochotę zapytać : a na co dzień w syfie żyjecie

    Polska do USA

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gryzmo u nas sprzatanie polega na ogarnieciu i glownie przygotowaniu mieszkania na najazd wnuka, ktory poki co jest nie do ujarzmienia:))) W grudniu skonczy 2 lata i mamy cicha nadzieje, ze zacznie powoli sie przystosowywac, bo narazie to jest jak tornado polaczone z huraganem:))) Po jego wizycie jest wlasciwe sprzatanie:)
      Czekam na Twoja notke:)
      buziaki :****

      Delete
    2. O, jak dopiero 2 lata skonczy, to ja bym dała mu jeszcze z rok lub dwa na to przystosowanie. W wieku 3 ulubioną zabawą będzie wdrapanie się na najwyższy w domu mebel, szczebiot typu: Babcia popatrz i w momencie jak babcia spojrzy, skok w dół.
      Znam ten typ. Szybko nie mija...

      Delete
    3. Iza nie strasz:)))) on juz wlazi na wszystko i do wszystkiego lacznie ze zmywarka do naczyn:)))

      Delete
    4. Zdecydowanie ten typ. Kocha się go bardziej niż innych, ale nie licz, że szybko sę zreformuje. Ale wiesz co? Babcią jesteś a nie rodzicem, więc główna odpowiedzialność nie na Tobie. A pomiędzy odwiedzinami masz czas odpocząć i ogarnąć:))

      Delete
  8. Star, po raz pierwszy muszę Ci napisać, że Ty sierota jesteś! Bo teraz, jak już tak pięknie wypunktowalas wyższość niedzielnego Thankshiving nad czwartkowym, to wszyscy będą tak chcieli świętować i te kolejki, sprzątanie i cała wymieniona przez Ciebie reszta, przeniosą się na "Twój" weekend :-) A do niedzieli zostaną wyprzedane wszystkie wolne bilety z całego świata do NY, bo takiego smaka narobilas czytelnikom, że przylecą choćby przez okno na te pyszności popatrzeć. A tradycyjne potrawy świąteczne, to u mnie w rodzinie poważa się tak samo jak u Ciebie.. Tzn. mamy swój tradycyjny zestaw, ale ma się on nijak do karpia w galarecie i zupy rybnej z lazankami. Jedzenia jest mnóstwo, wszystkie przepisy moje lub przeze mnie zmodyfikowane i wszyscy, którzy kiedykolwiek byli u nas na Wigilii ( a robiłam juz takie na 25 osób) zawsze wstawali od stołu najedzeni i zadowoleni. Prezenty robimy tylko dzieciakom :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myslisz, ze mi grozi najazd?:)))) A wiesz, Amerykanie nie czytaja mojego bloga, wiec raczej sie nie przestawia z czwartku na weekend:)

      U mnie na Wigilie jest nas zwykle czworo, wiec jest zupelnie bez sensu gotowanie duzych ilosci czy nawet rodzajow potraw, bo nikt tego nie chce jesc nastepnego dnia. Dzieci Wspanialego zwykle przychodza na obiad w Boze Narodzenie, poniewaz sa zydami a co za tym idzie wnuki tez to nasze wnuki zupelnie nie maja pojecia, ze choinka to znak do prezentow.
      Zreszta z tego co zauwazylam to nawet z okazji urodzin dzieciaki mimo, ze dostaja ogromne ilosci prezentow to rodzice pozwalaja im otworzyc tylko kilka a reszta jest otwierana sukcesywnie co tydzien przez jakis czas.
      Nawet mi sie podoba takie podejscie bo nie ma przesytu raz w roku a potem dlugo nic. Jak narazie to nie sa rozpieszczone dzieciaki i to mi sie podoba.
      W tym roku chyba wyjatkowo przyjda wszyscy na Wigilie, ale tez nie bede szalec, zrobie prawdopodobnie paella z owocow morza jako danie glowne i do tego jakies przekaski i desery.
      W ubieglym roku robilam tradycyjne wloscie Cioppino i bylo pyszne, ale nie bede powtarzac rok po roku:))) Nawet Tatek, ktory zawsze twierdzil, ze nie lubi owocow morza wzial dokladke. To bylo jego pierwsze Boze Narodznie z nami, uprzedzalam, ze ja nie mam miesa w Wigilie, obiecalam, ze jak mu nie bedzie smakowac moze zadzwonic i zamowic sobie pizze.
      Nie zamawial:))) czyli zdalam egzamin.
      Ale jagnieciny tez ponoc nie lubil, teraz wpiernicza tylko mu sie uszy trzesa:)))

      Delete
    2. Z Twojej ręki to Tatek zjadlby wszystko, co w niczym nie umniejsza Twojego kulinarnego talentu. A znasz to powiedzenie, że ile fantazji w kuchni - tyle w łóżku? :-) Wspaniałemu to dobrze!

      Delete
    3. Oj Tatek jest raczej ciezki do przekonania. Fakt, ze nigdy wczesniej nie jadl dobrze zrobionej jagnieciny, a to co pamieta z mlodosci to byla smierdzaca baranina:)) wiec tu mialam latwiej. A juz jak sie przekonal do jagnieciny to posmakowanie owocow morza poszlo juz latwiej. Teraz je wszystko:)))
      Z ta fantazja to moze i bylaby prawda ale juz nie te oczy:P

      Delete
    4. Serio mowie, Wspanialy mnie ostrzegal, ze jak sie Tatek zaprze to nie da rady go namowic. Jakos mi sie udalo:)) oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze nie moglby mi odmowic bez chociaz sprobowania okruszyny, ale czasem Tatek potrafi byc jak skala:)))

      Delete
    5. Facet powinien być "jak skała", opoka - czyli Tatek całkiem normatywny jest :-) A tak serio: ja akurat jem wszystko i wszystko lubię) mniej lub bardziej oczywiście) i raczej mało czego się brzydzę. A wkurzają mnie ludzie, którzy z założenia mówią Nie, nie lubię, nie spróbuję! Bo próbować trzeba i warto - można na coś nowego, pysznego trafić :-)

      Delete
  9. Dla mnie na Wigilię mogą być tylko makiełki i sernik. A żeby była ryba, to tuńczyka z puszki bym otwarła. My zaliczamy Wenszem dwie Wigilie. Bo żadne z nas nie chce odpuścić i sobie nie wyobraża tego dnia nie usiąść przy stole z bliskimi. Męczące to bo co roku nerwowo i biegiem.A tekst "Ty przecież nic nie zjadłaś" jest przerażający jak nigdy, zwłaszcza u teściów, kiedy czuję już ciężar makiełek mojej Mamuśki:) U nas za mało miejsca na ugoszczenie wszystkich, więc latamy jak bąki:) A jakbym ich miała u siebie, to musiałabym wziąć tydzień wolnego, bo dania niby tradycyjne, ale to dwa różne zestawy. Nie miałabym nic przeciwko liczeniu potraw rozbierając je na czynniki pierwsze Czyli np makiełki już dają 5 potraw 1.mak,2.bułka,3.mleko,4.cukier,5.rodzynki... I nie sądzę,żeby ktoś się zachwycił makiełkami,sernikiem i puszką tuńczyka:P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tak zaliczalam dwie Wigilie w Polsce z moim pierwszym mezem. I wlasnie zawsze slyszalam "ale dlaczego tak malo jesz?" albo "no ale w Wigilie to trzeba chociaz wszystkiego sprobowac" a co ja biedna mialam poczac jak gotowanie mojej tesciowej zupelnie nie pasowalo moim kubkom smakowym:)))
      Ja tez jak policze skladniki to mi wychodzi ze nawet mam wiecej niz przewiduje tradycja:)))

      Delete
    2. Tak trzeba liczyć,żeby pasowało:P Musi się zgadzać,albo wyjść na plus:)

      Delete
    3. i to jest plus omijania teściowej szerokim łukiem, nie mam takich problemów, święta sobie spokojnie spędzam z rodzicami i rodziną :) a i kolega małż się lepiej czuje u nich niż u swoich, co juz w sumie jest strasznie smutne

      Delete
  10. Co to są palmiery?
    Na moim Wigilijnym stole z tradycyjnych 12 dań (znaczy, które były tradycją w moim domu rodzinnym) został barszcz z uszkami, pierogi drożdżowe z kapustą (pieczone), smażony karp (tylko dla Córci i ciotki - te padają z zachwytu, reszta nie patrzy nawet) i kapusta z grzybami. Reszta zmodyfikowana, tzn każdy mógł wybrać co najbardziej lubi i robię to "coś" w małej ilości. Tym sposobem nikt nie wstaje od stołu głodny. A bywało, że niektórzy wstawali, bo z tych tradycji nic nie lubili.
    Prezenty na ten rok - eksperymentalnie - zostały sprowadzone do drobiazgów, które mają być śmieszne i żaden nie może przekroczyć 20 zł. Jak ktoś nie wie, co może rozśmieszyć obdarowanego może się ograniczyć do słodyczy. Warunek - piękne opakowania. Prezenty dla dzieci (małych) nie podlegają tym regułom. Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale jakoś musimy próbować przerwać zaczarowany krąg masakry wymyślania prezentów i wydawania góry pieniędzy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, palmiery to takie ciastka z ciasta francuskiego, zwykle robi sie je na slodko np. posypane cukrem i mielonymi orzechami czy tez posmarowane jakims dzemem, a ja postanowilam zrobic wersje na taka na inna i sa posmarowane pesto. Beda pasowac do serow ktore podaje na przekaski przed obiadem.
      Moja likwidacja prezentow tez odbywala sie etapami, bo to chyba normalne, ze tak nagle to jest dla wielu osob zbyt szokujace. No i wiesz ja mialam tylko prezenty w gronie rodziny i juz mnie to wkurwialo:)) A co dopiero jak slysze ludzie kupuja prezenty kolezankom z pracy, kolezankom takim prywatnym i ich mezom... czesto okazuje sie, ze nawet nie lubia tych osob, ale prezent na swieta "wypada" dac.
      Ja juz jestem za stara na takie cuda, tylko dlatego, ze wypada... :))))
      Sama zobaczysz, ze te niby smieszne drobiazgi tez beda uciazliwe po gora dwoch latach, bo i co robic z tymi drobiazgami? Wiekszosc z nich nikomu do niczego nie jest potrzebna:)))
      A klopot zeby wymyslic, kupic i to akurat wtedy gdy czlowiek ma najwiecej roboty i swiatecznego planowania to musi sobie zawracac dupe drobiazgami dla co najmniej kilku jak nie kilkunastu osob.
      Czasem slysze od klientek ze maja liste idaca w dziesiatki i pytam "po co to robisz?" wszystkie narzekaja, zadna nie ma odwagi przerwac i kazda szczerze przyznaje, ze 90% tego co sama dostala jest jej do niczego niepotrzebne albo jej sie nie podoba.
      Pamietam jak latalam z kaktusami ktore tutaj dostalam od znajomej, a Owczesny ich nie cierpial i nie chcial miec w domu to oddalam kolezance, na szczescie po sasiedzku. Bo ile razy Sarah kobieta ktora mi te kaktusy ofiarowala miala przyjsc z wizyta to ja te pierdolone kaktusy wypozyczalam od Zoski, zeby Sarah zobaczyla jak ladnie rosna.
      No kurwa zupelna paranoja:))))))))))))))))))

      Delete
    2. Tyle tylko, ze jak odstawialam ten cyrk z kaktusami to maialm 30 lat a nie 60:))))

      Delete
    3. paduam nad tymi kaktusikami. :DDDDD

      Delete
    4. Star, to Ty przeszłaś długą drogę, prawie jak zmiana ustroju w państwie! Noszeniem kaktusów mi zaimponowałaś najbardziej, co tam przenoszenie świąt. Miłego świętowania!

      Delete
    5. Numer z kaktusami przedni! ;-))))
      Nie, no prezenty tylko dla najbliższych. Nigdy nie robiliśmy prezentów obcym. Dla mnie to nawet dziwaczne.
      A z drobiazgami, a raczej z przyszłością pomysłu to pewnie masz rację. Jedyne co, to, że nie wywala się dużej kasy na i tak nieprzydatne przedmioty. Znaczy ja dostawałam to, co chciałam, bo to zawsze była lista książek, ale jak ktoś uznawał, że pewnie dałam te listę na odczepnego i kupował coś "od siebie" to zawsze były wywalone pieniądze, a ja żałowałam, że nie dostałam tego co chciałam. Tyle, że listy prezentów rozwalają ideę prezentu-niespodzianki. No zobaczymy jak zafunkcjonuje ta prezentowa rewolucja;-)))))

      Delete
    6. Klarko, sama sie teraz smieje z tych kaktusow, ale kuzwa tak bylo, bo mi bylo glupio ze Sarah przyjdzie i nie bedzie kaktusow:)) A to byla juz starsza pani i bardzo w tych kaktusach zakochana ona myslala, ze daje mi czesc wlasnego serca, wiec wiesz...;)

      Zante, u nas tez byla lista do dorbiazgowych prezentow, problem w tym, ze te liste dostawalo sie wlasnie w Thanksgiving, a 4 tygodnie pozniej juz choinka i pod nia prezenty. Ja za zadne skarby swiata nie wejde do zadnego sklepu po za spozywczym w grudniu, a wtedy musialam, bo przeciez te drobiazgi sie same nie materializowaly:)))
      Cholery ciezkiej dostawalam, teraz mam swiety spokoj i nareszcie lubie wszystkie swieta:)))

      Delete
    7. dobrze, ze kobieta miała rękę do kaktusów... :)

      Delete
    8. Alusia, ze mnie sie te kaktusy nie snia po nocach to jest cud:))) I co wazniejsze, ze wpadlam na pomysl oddania ich kolezance z tego samego osiedla, to chociaz mialam blisko:)))

      Delete
  11. A ja tom amerykanskom fasolem uwielbiam i moje dziecka tez (zeby nie bylo, nie robie jej na co dzien, bo pewnie szybko by mi zbrzydla). Chyba ta prazona cebula tak nam smakuje. Za to zadne squashe czy slodkie ziemniaki, brrr, czy na slodko, czy na ostro, zawsze smakuje jak marchew po przymrozku. Na szczescie dzisiaj nie bylo, zamiast tego byl tekko podpieczony (nadal twardy) kalafior ktorego kazdy sobie polewal specjlanym winnym sosem, pycha. A na deser kuzynka menza upichcila pyszny sernik dyniowy z pecans. Ogolnie, jestem objedzona. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lola, w tej fasolce to faktycznie cebula jesli jest dobrze skarmelizowana i na chrupiaco podpieczona to jest dobra, ale juz zalewanie tego zupa z puszki powoduje, ze mi sie przedwczorajsze sniadanie cofa:)))
      Ta zupa chyba tak na mnie dziala, szczegolnie, ze ona z PUSZKI a to w moim kodeksie kucharskim niedopuszczalne.
      Nawet czytalam wczoraj artykul na ten temat przypominajacy amerykanskim gospodyniom, ze rok 1955 juz dawno minal i ta fasolka tez moze podazyc za nim w odchlan czasowa:)))
      Sernik dyniowy jest pyszny, sama kiedys robilam i naprawde nam wszystkim smakowal, mimo, ze moj byl be peacans:)))
      Dobrze, ze sie objadlas, super, ze wszystko bylo dobre. Ja widzialam przepis na kalafior po hindusku i nawet mi "chodzil po glowie" przez jakis czas, ale Wspanialy sie odgrazal, ze mu ten jeden nerw peknie:))) To zachowalam przepis na inny rok:P

      Delete
    2. Ja mam tak jak Ty, Lola. Słodkich ziemniaków nie toleruję.
      Za to zapiekankę z fasoli polubiłam bardzo, szczególnie jak sama zaczęłam robić. Ale rezerwuję tylko na specjalne okazje.

      Delete
    3. a mi słodkie ziemniaki nawet smakują, może dlatego, że sie trafiają raz na ruski rok. No i nie wiem, jak smakuje marchew po przymrozku :)
      a tej faslki to aż się zrobiłam ciekawa, oczywiśćie w wersji bez zupy z puszki :) to jest z fasolki szparagowej?
      A'propos ohydnych dań, to koleżanka zderzyła z=się u teściów z zadziwiającą potrawą - fasola jaś gotowaną w posłodzonej wodzie.... ogólnie taka słodkawa glajcha z co którąś fasolą nie rozgotowaną..... zgroza ja ogarnia co rok, żeto gówno znów musi jeść...

      Delete
    4. Slodkie ziemniaki lubie ale zdecydowanie nie w wersji z marshmallows, moga byc zapiekane jako mieszanka z bananami pod chrupiacymi peacans z platkami owsianymi. Robilam juz kilka razy zupe ze slodkich ziemniakow i tez jest pyszna. Musze wykombinowac jakis dobry deser ze slodkimi ziemniakami.
      Ja nie wiem jak sie robi ta zapiekanke z fasoli, bo sama nigdy nie robilam, Wspanialy powiedzial, ze jak chce rozwodu to nic wiecej nie musze kombinowac moge tylko zrobic zapiekanke z fasolki szparagowej lub zapiekanke z tunczyka:))))))))))))
      Biedak ma traume, mowil, ze to nic wiecej jak puszka fasolki szparagowej wymieszana z puszka zupy grzybowej, ta mamalyge pokrywa sie skarmelizowana cebula i zapieka. Wspanialy twierdzi, ze tylko tej cebuli szkoda:)))
      Alusia, ale ta glajcha Twojej kolezanki to tez jakas makabra musi byc:)))

      Delete
    5. alusia, to jest taka mamalyga, 3 rozne puszki fasoli szparagowej (od zoltej po zielone) i puszka zupy grzybowej kondensowanej, ktora robi za sos. Chyba nie uda ci sie tego odwtorzyc, zwlaszcza, ze bez tej cebuli to nie bedzie dobre, a ta cebula taka specjalna, amerykanska :P prazona, wysuszona prawie jak chipsy, ale to nia przechodzi cala fasola, bo to sie razem zapieka. Zrobilam wielka blache i poszlo panie jak burza, u nas wszyscy lubia a to sie prawie nigdy nie zdarza. ;) Jak przyjedziesz to ci zrobie. Skusisz sie? ;)

      Star, moj monsz tez ma traume na zupy z puszki, fasolke akurat lubi, ale opowiadal mi, ze jego mama serwowala takie wyszukane dania puszkowe, ze do dzisiaj na sama mysl, slabo mu sie robi. Nie pomne nazwy, ale tam sie mieszalo 3 rozne!!! puszki zupy i voila, cieply, domowy :P posilek gotowy. To chyba byly czasy, ze u nas kobiety szly na traktory, a tutaj po raz pierwszy do pracy i to byla ta kobieca rewolucja, gdzie puszka i mrozonki byly symbolem pojscia z duchem postepu i osiagnieciami. ;)

      Delete
    6. ALusia, ja bez puszek robię, bo z założenia puszek nie używam. Kwestia gustu i przekonań. Przepis Loli pewnie też wspaniały. Mnie to pewnie więcej czasu zajmuje, ale wychodzi cudeńko. Pieczarki gotuję i ze śmietanką mieszam, to za sos robi, pokrojoną cebulę w mące lub bułce tartej zapiekam na patelni, fasolkę z mrożonki tylko na chwilę do gotującej wody wrzucam, przecedzam, a potem to wszystko: pieczarki w śmietankowym sosie, zapiekana cebula i ta fasolka, mieszam i wkładam do żaroodpornego naczynia i piekę. Moje ulubione danie. Różne przepisy znajdziesz. Ja nie mogę jeść glutenu i mleka, to puszki i gotowce odpadają. Używam sojową śmietankę, bezglutenową mąkę do cebuli i nikt i tak nie rozpoznaje, że to bez mleka i glutenu. UWIELBIAM. Ale tak jak Lola pisała, często nie robię, aby specjalne było i się nie przejadło.

      Delete
  12. U nas o takich tradycyjnych swietach to wlasciwie można mowic w odniesieniu do Bozego Narodzenia, a precyzyjniej - do Wigilii.
    Od ladnych paru lat Wigilia jest u nas - mieszkanie nie za duże, ale jakos udaje się tą wielopokoleniowa już rodzine ogarnąć. Tak naprawdę jednego nie znosze 0 mdlącego smrodku obrzydliwca, który mnie dopada jak tylko prog mieszkania przekrosze, a J. akurat go obrabia. Nie jem go i tyle, ale sa smakosze w rodzinie i na obrzydliwca. Ilosc potraw nie jest liczona, jednak poza obrzydliwccem lubie wszystko z tych tzw tradycyjnych potraw, co więcej - inni członkowie rodziny także lubia - wiec problemu nie ma. Prezentu lubie dawac i lubie dostawac. Poza dzieciowymi prezentami to raczej drobiazgi, ale ważne, aby nie były to tzw zbedniki. Jakos nigdy mi nie sprawialy kłopotu zakupy prezentow. Dopominamy się wzajemnie o pisaniie takich otwartych listow do Mikolaja i z gruba wiadomo co kto by chciał. dzewczyny biegają miedzy dwoma wigiliami - wiec nie zawsze da się w komplecie usiaqsc przy stole - trudno.
    Ciast kupowanych nie ma, bo i żadne kupowane ciasto nie dorowna makowcowi J. i piernikom naszym wspólnym.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, jak jest Was wielopokoleniowo przy stole chocby na chwile to robienie tylu tradycyjnych potraw ma sens, zwlaszcza ze wszyscy te potrawy lubia. Ja nie przpadam za wieloma tradycyjnymi a wiec musialabym zrobic jak moja mama ryby w siedemnastu odslonach:))) I kto to zje, jak na Wigilii jest nas najczesciej 4 osoby? A juz nastepnego dnia nikt na to nawet nie spojrzy, bo sie domagaja potraw swiatecznych.
      Ja tez lubie prezenty kupowac/dostawac/dawac ale na mily buk nie w grudniu:))))))))))) kiedy zakupy sa katorga.
      Ja w ogole nie lubie sklepow i unikam jak moge, a juz w grudniu???
      Mowy nie ma, jak mi ktos powie w lipcu co chce dostac to nie ma problemu, ale oni mowia w grudniu, najwczesniej na koniec listopada, to niech sie w dupe pocaluja i sami sobie kupuja. Ja juz nic nie potrzebuje a jak koniecznie cos bede chciala to sobie sama kupie. I wtedy jest dokladnie takie jak chcialam, jak mi sie podoba itd.
      Od wielu lat robilam sobie sama prezenty "from me to me with love" i te zawsze byly trafione:))))
      Teraz robie to samo tyle, ze przez caly okragly rok:))))
      Kupowanych ciast nie cierpie, pomijajac fakt, ze wiekszosc jest na jakichs margarynach, czy tez substytutach jajecznych to jeszcze slodkie jak cholera, nie lubie i juz. Ciasta jemy od wielkiego dzwonu i zawsze wole upiec.
      Tym razem na urodziny synowej bedzie zamowiony torcik, bo naprawde to przy torciku w nawale swiatecznego gotowania juz nie mam czasu, ale oczywiscie, ze gdybym sie uparla to bym dala rade, tyle ze uznalam, ze nie warto sie upierac:)))

      Delete
  13. A ja lubię tradycyjne potrawy i lubię, żeby na święta te potrawy powtarzały się co roku. Na co dzień takich nie jem, bo by mi zbrzydło i robić się nie chce ;). Inna sprawa, że to taka tradycja ułomna i zredukowana do tego, co mi pasuje, ale "tradycyjnych" potraw wigilijnych jest takie multum, że da się zawsze coś wybrać. Za to z domu rodzinnego pamiętam tradycję robienia ryby w galarecie - nikt jej nie lubił, ale każdy musiał spróbować. Normalnie chyba w ramach umartwiania się...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Elffran, nie wiem czy sie rozumiemy. Kazde swieto kojarzy sie i wrecz wymaga jakichs tradycyjnych potraw czy tez skladnikow i ja to rozumiem i szanuje i nawet robie. W Thanksgiving zawsze mam dynie, slodkie ziemniaki (chociaz jeden jako skladnik tym razem zupy) orzechy, warzywa i owoce sezonowe a wiec duzo korzeni i liscie, grzyby.
      Problem w tym, ze ja nie lubie jak te skaldniki sa przyrzadzone dokladnie tak samo od wielu lat.
      Rybe tez mozna zrobic na rozne sposoby i niekoniecznie musi to byc jedyny gatunek ryby pod tytulem karp:)))
      Jak ktos tego karpia lubi to niech je, na zdrowie, ja nie lubie wiec za jakie grzechy mialabym go robic jesc i jeszcze zmuszac innych:))))
      Tak jak piszesz, to jest jakies umartwianie sie:)) ta koniecznosc sprobowania.
      Ja robie co robie i wcale sie nie przejmuje czy wszystkim bedzie smakowalo, to juz nie moja sprawa. Chca niech probuja czy jedza, nie chca to nie, ja nie zmuszam nie wymyslam bajek o nieszczesciu jakie sobie czlowiek sciaga na glowe jak czegos nie sprobuje:)))
      Bardzo duzo ludzi nie lubi brukselki, ja lubie wiec moze nie co roku, ale prawie co roku na moim stole w Thanksgiving jest brukselka pod roznymi postaciami. Wiekszosc je i nawet chwali, ze ciekawie zrobiona, ale sa tacy co nie rusza i mnie to z kolei nie rusza:)))
      Widzisz ja nie mam nic przeciwko tradycji jesli ona jest celebrowana w sposob rozsadny.
      A skoro juz o tradycji mowa, to co to za tradycja jak kilkanascie lat temu Kosciol Katolicki sam zniosl post w Wigilie?
      Tradycja powinna byc nienaruszalna jesli chce sie ja nazwywac tradycja i przekazywac z pokolenia na pokolenie, na cholere mieszac w tradycji, ktora sie samemu ustalilo???
      Jakos zydzi mimo, ze sa o wiele lat starsi wiara nagle nie zaczeli i nawet nie mysla o zaprzestaniu koszernego jedzenia w Passower.
      Na tym moim zdaniem polega tradycja, ze jej korzenie maja jakis gleboki sens i cos powinny wyrazac, za czyms stac, czegos bronic i chronic.
      A tymczasem Wigilia to wszystko stracila...
      Ja wiem, ze wiekszosc ludzi ciagle celebruje wigilie bezmiesna, ja tez mimo, ze nie robie tego w imie wiary, ale wlasnie tradycyjnie w moim zyciu byl to zawsze dzien bezmiesny i tak zostanie. Jestem wierna w tym momencie mojej osobistej tradycji zyciowej mimo, ze nie jestem osoba wierzaca. Czyli mozna zaryzykowac powiedzenie, ze moja tradycja niewierzacej jest wiecej warta niz tradycja wiary, ktora juz zmieniono. Po co? Na co? komu to przeszkadzalo?
      Nie musisz odpowiadac:)) bo to nie ma znaczenia, a przeniesie tylko dyskusje na niekonczacy sie temat religii:)))

      Delete
    2. też mnie to zastanawia, dokładnie w ten sam sposób - komu to przeszkadzało??? czy to pod wpływem Misia, gdzie, jak nie kupili karpia, to zrobili bliski odpowiednik, czyli goloneczkę w piwie? ale to pewnie jedno z pytań retorycznych :)

      Delete
    3. Alusia, chyba sie nigdy nie dowiemy, mnie to nie przeszkadza w sumie to moze to jest tajemnica wiary, a ze z wiara mi nie po drodze to niech tam bedzie jak komu pasuje:))

      Delete
  14. U nas pie to jest wszystko co jest zawiniete w ciasto kruche, czasami francuskie. Np. slynny steak pie to miseczka z ciasta z pysznym mieskiem w srodku. Apple pie zas to cos w rodzaju tarty... Ach jakie to skomplikowane.
    Szczerze mowiac, to ja sie tez juz nie moge doczekac swiat. Przygotuje tylko to co dzieci beda chcialy, tak jak w zeszlym roku. Pelen luzik. Okna i tak myje raz na rok, sprzatam raz na tydzien. Syfu nie ma :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem, u Was jest tych pies do zasrania:))) wiele z nich jest robione tez tutaj. Ja nie przepadam za pies, chociaz raz na jakis czas moge zrobic, ale nie jest to moje ulubione danie bez wzgledu na to czy na slodko czy savory.
      Za to nareszcie sie dowiedzialam, ze apple pie powinno sie robic z czterech rodzajow jablek zeby naprawde byla dobra. Kazdy rodzaj ma inne zalety, jedne sa slodkie, drugie kwasne, trzecie maja sie rozgotowac w czasie pieczenia a czwarte... zapomnialam, ale gdzies to mam zachowane:))) I przyznam, ze ta teoria mi pasuje i nawet kusi, kto wie czy w najblizszym czasie nie skusze sie na pieczenie pie:))))

      Delete
    2. Jestem ciekawa czy robisz tez tradycyjny plum pudding?

      Delete
  15. Tez tak mam jezeli chodzi o swieta, jedyne co sprzatam od podlogi do sufitu to kuchnia, tylko dlatego, ze latem nie zawsze mam czas.
    Z potraw wigilijnych ostal sie tylko barszcz z uszkami.
    Prezentow nie robie.
    Twoje menu - yum.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez tak mam:) Kuchnia i lazienki:) Dodatkowo u nas trzeba zawsze ogarnac i pochowac latwo dostepne rzeczy przed wizyta Josha:))) Bo on sie nie certoli jak juz nie ma co to dopada donicy z kwiatami i bawi sie ziemia:))) a ja mam roznych pierdolek narozstawiane na latwo dostepnych dla niego wysokosciach.
      Z Aviva byl spokoj, ona nigdy nic nie ruszala i do tej pory tak jest, jak cos chce to pyta. Ten maly diabel wcielony przechodzi przez chalupe jak burza i tylko mu sie morda smieje:)))

      Delete
    2. no tak, maly huraganik, ale tak slodki, ze nawet ta donice bym mu wybaczyla, :)))

      Delete
    3. Wybaczam, ale tez wole sie przygotowac na jak najmniejsze straty:)))

      Delete
  16. Wigilię bezmięsną celebruje nawet Inżynier, który jest Małym Satanistą. Dla niego to lata dzieciństwa. Rybę rusza jednym zębem, ale... Znów to dla niego lata dzieciństwa.
    Mam luz, bo jestem od 10 lat ma wycugu na wigilię.
    Ale otoczka, choinka, opłatek i to, że jesteśmy razem się liczy.
    Dziękuję za każdy rok, który spędzam z bliskimi memu sercu.
    Jak już pisałam, nieważne, co jemy.
    Ważne, że siedzimy przy jednym stole, nawet jak każdy klika w swojego iPada... Ale razem :D :) I zawsze można znienacka huknąć: Merry Christmas ;) Na głos... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez mam bezmiesna Wigilie glownie dla tradycji dziecinstwa i calego zycia, ale to nie znaczy, ze jem karpia:)))
      Widzisz ja wlasnie dlatego tak bardzo lubie Thanksgiving, ze jest to swieto bez zadecia, bez prezentow i komercji a tylko po to zeby byc razem i wlasnie dziekowac za ten cud kazdego nastepnego roku. Jedyne swieto, ktore laczy a nie dzieli:))
      Choinke traktuje jako ozdobe swiateczna, bo to przeciez bylo nie bylo poganski symbol anyway:))))

      Delete
  17. "pie" chyba najlepiej przetłumaczyć jako "ciastko". apple pie - to ciastko jabłkowe. honey pie - to piernik. itepe.

    co do potraw wigilijnych to ja je w większości lubię. to znaczy ryby uwielbiam. i kluski z makiem :)

    a co do Twoich potraw - to NIE WIERZĘ, że są łatwe. Nie mogę być łatwe. Brzmią jak w Top Szefie ;))) (taki program gdzie kucharze rywalizują :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, a na pie to nie bardziej pasuje tarta? jak tu juz ktos sugerowal wyzej? Bo pie to jest ciasto na kruchym spodzie do ktorego wklada sie nadzienie i albo przykrywa lub nie kolejnym plackiem kruchego ciasta.
      Piernik to na pewno nie jest pie, to gingerbread:)))
      Ryby to ja tez lubie pod warunkiem, ze nie jest to karp:))) do tego lubie wszelkiego rodzaju skorupiaki a to juz nie jest polska tradycja wigilijna.
      Potrawy sa naprawde super latwe, posiekac, wybletac z jajkiem czy tam rosolem, doprawic, pizgnac do naczynia i zapiec.
      Top Chef jest tez u nas:)))

      Delete
  18. aż poszłam do słownika :)))

    http://angool.com/search/index.php?query=pie&myclicker.x=76&myclicker.y=20

    to chyba jest tak, że kulinariów się nie da ściśle przetłumaczyć, bo w każdym kraju co innego się gotuje. tarta faktycznie jest na kruchym spodzie, ale o naszej szarlotce w życiu byś nie powiedziała że to tarta. tylko ciastko. Tak samo czy powiedzmy pyzy - to będą dumplings czy pasta ? Cholera wie. Ale tak. jeżeli pie to nie zawsze to co w MacDonaldsie nazywają pie (a nie zabij - tym się sugerowałam ;))) - to z całą pewnością bliżej mu do tarty niż ciastka :)

    Jest też francuskie quiche na kruchym cieście. I nigdy nie wiem dlaczego to jest quiche a nie tarta ;)))

    dawaj przepisy na bloga kulinarnego !

    ReplyDelete
  19. hm;)
    u nas też świeta są po to by było milo i je sieto co się lubi.
    Na wigilię robię ryby RÓŻNE i ciuteńkę karpia bo Osobisty lubi.'
    kapustę z grzybami i zapiekane ziemniaczki lubimy wszyscy.
    Zupy takoż.
    Poniewaz makowca niekoniecznie i leguminy też to nie ma;)
    Okna ? bez jaj.Okna są dla mnie i skoro jeszcze coś przez nie widzę to ok ;)
    a prezenty?
    skoro wszyscy dorośli wolimy iść do kina :)

    ReplyDelete
  20. A ja tam wszystko lubie tylko problem w tym ze najlepiej mi smakuje jak sobie sama po swojemu zrobie,i wedlug sprawdzonuych przepisow.
    No,karp w galarecie to nie moja bajka(choc robie),owszem moglabym zjesc bo mi nawet dobry wychodzi ale jakos nie jem,no nie bardzo mi z ta galareta po drodze:)

    ReplyDelete
  21. Się zgłaszam tu, ponieważ melduję, że wczoraj zrobiłam brie w cieście francuskim z żurawinką i orzechami - według Twojego przepisu. Paluszki lizać :-D Okazja była bo urodziny młodszego świętowaliśmy.
    Jestem Twoim fanem, Star! :-D
    Wielkie dzięki :-)****

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...