Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, November 19, 2014

O moich doktorach... cz II

Nastepnego tygodnia rano Wspanialy zapytal czy skoro umowilam wizyte u Verki na 14ta i powiedzialam, ze tym razem ona na mnie bedzie czekac to mam zamiar pokazac sie tam o 15tej.
-- Nie, zmienilam zdanie. Bede na czas i zobaczymy jak duzo tym razem bedzie spozniona. 
Uprzedzialm tez lojalnie meza mojego Wspanialego, ze ja na serio tym razem odbede decydujaca rozmowe z Vera i byc moze "nie bedzie przyjemnie", wiec na wszelki wypadek moze zostac w domu.
-- Nie, pojade z Toba. 
No dobra jak chce to niech jedzie.
Bylismy w autobusie jak zadzwonila recepcjonistka z zapytaniem czy w ogole przyjade.
-- Tak jestem juz w drodze - odpowiedzialam.
Tym razem czekalismy chyba nawet nie cale 10 minut czyli mozna, albo moze Vera lepiej dziala pod koniec dnia bo chce wrocic do domu?
Nie wiem, nie moja sprawa.
Tak sie zlozylo, ze Wspanialy akurat mial konferencje telefoniczna, ktora w sumie polegala bardziej na sluchaniu niz mowieniu, wiec byl caly czas na telefonie sluchajac jednym uchem i jednoczesnie gotowy do uczestnictwa w mojej wizycie.
Verka doskonale wie jak na mnie dziala, bo jak tylko weszla do gabinetu to powiedziala:
-- Och pani Stardust, jak pani ladnie wyglada w tym kolorze! 
Kurwa jak ja to lubie:)))
-- Wiem, dlatego nosze ten kolor - odpowiedzialam zupelnie nie majac pojecia o co jej chodzi, albo jaki kolor mam na sobie, a moze tylko teraz nie pamietam. Szkoda, ze nie powiedzialam, ze "ladnemu we wszystkim ladnie":)
-- No wiec ten grzyb, ktory jest na grasicy to ciagle sie nie ujawnil, ciagle jeszcze czekamy na ostatnie badania, bo nie wiadomo jak go leczyc dopoki nie wiadomo dokladnie czym on jest - zaczela.
-- Ja sie tam grzybem nie przejmuje, jak bedzie sprawial prawdziwe klopoty to sie nim zajmiemy. 
-- To co my mamy dzis robic? - zapytala jak na nierozgarnieta jednostke przystalo.
-- Mamy zrobic plukanie portu i musimy porozmawiac. 
Na twarzy Wspanialego wykwitlo przerazenie, on chyba myslal, ze skoro tym razem Vera jest na czas to ja zrezygnuje z mojej rozmowy. No coz nie ze mna takie numery.
Pechowo dla niego w tym akurat czasie ktos z tej konferencji cos go zapytal i nagle Wspanialy zaczal szeptac do telefonu, ze on wlasnie jest ze mna u lekarza i nie bardzo moze w tym akurat momencie zabierac glos.
-- Kochanie, wez ten telefon, swoje klamoty i idz na poczekalnie i tam sie zajmuj swoja praca. Ja naprawde Ciebie tu nie potrzebuje - powiedzialam i dla podkreslenia, ze mowie to zupelnie serio podalam mu jego plecak.
Na twarzy mojego meza malowala sie ulga i jednoczesnie przerazenie, ze przeciez jak on wyjdzie... to ktos tu moze nie przezyc, ale nie mogl biedak zrobic nic innego wiec wzial ode mnie ten plecak i wyszedl.
A ja zamknelam za nim drzwi, w koncu nikt nie musi sluchac o czym ja rozmawiam.
Vera stala obok tak jak by to ona byla moja pacjentka a nie odwrotnie.
-- No tak, tak to o co chodzi? Cos sie stalo? - zapytala niepewnie.
-- Mam nadzieje, ze doktor wie, ze ja tydzien temu wyszlam stad nawet nie czekajac kiedy doktor dojedzie do pracy? 
-- Oj tak, bo ja tydzien temu mialam ciezki przypadek w szpitalu i bylam bardzo spozniona. 
-- Wiem, ciezkie przypadki sie zdarzaja. Sama bylam w tym szpitalu i bylam zadowolona, ze doktor przychodzi codziennie rano zeby mnie zobaczyc, ale w takim razie po co tutaj umawia sie wizyty od godziny 10tej? Moja ginekolog jak dostaje telefon, ze jedna z jej pacjentek zostala przyjeta do szpitala do porodu to natychmiast recepcja dzwoni do wszystkich innych pacjentow zeby odwolac wizyty tego dnia i od razu proponuja nowe terminy. 
To jest tylko kwestia komunikacji i szacunku dla czasu tak pacjenta jak i wlasnego. 
Miala taka mine jak by zupelnie nie rozumiala o czym ja mowie, wiec ciagnelam dalej:
-- Tydzien temu byl powazny przypadek w szpitalu, rozumiem, chociaz tez mozna bylo zadzwonic i powiedziec recepcjonistce ze ci co moga niech czekaja a ci co nie moga niech przepisza wizyte na inny dzien. Ja nie moge czekac. Ja tu przychodze od 10 miesiecy, ostatnio raz w miesiacu, ale na poczatku bywalo i raz w tygodniu i o ile pamietam to dzis jest pierwszy raz kiedy czekalam ponizej 15 minut. 
Kiedys czekalam 2.5 godziny na glupi zastrzyk, ktorego podanie zajmuje 15 sekund. I na dobra sprawe mogla to zrobic pielegniarka, ale ja nie jestem od tego zeby dyktowac warunki pracy Twojego gabinetu. 
Dla mnie takie czekanie jest niedopuszczalne. Jak bralam chemie to mi nie zalezalo, sroda byla dniem mojej chemii i moglam tu siedziec caly dzien, ale teraz nie moge. Ja w przeciwienstwie do wielu tutaj pacjentow pracuje, moje klientki nie moga na mnie czekac, to jest absolutnie niewyobrazalne. 
Ja nie moge sobie pozwolic na utrate klientek tylko dlatego, ze jestem nieprzewidywalna. A nieprzewidywalna jestem, bo nawet jak mam wizyte o 11tej to nie wiem czy wyjde stad o 13tej czy tez o 19tej. 
-- Och, ale jak przychodzisz na sam zastrzyk to powinnas powiedziec w recepcji... - beszczelnie probowala wina obarczyc mnie, ona chyba jeszcze za malo mnie zna, wiec jej przerwalam.
-- To tak nie dziala. Moje mowienie w recepcji nic nie daje, bo recepcja moze zrobic tylko to na co doktor im pozwala. Recepcja pracuje dla doktor a nie dla mnie. 
-- No tak, tak.... ja rozumiem, Ty pracujesz... i wiem... tak masz racje tak nie powinno byc... ale to wiesz.... te mlode Amerykanki pracujace w recepcji to sie do niczego nie nadaja... moze nastepnym razem dzien przed wizyta albo nawet jak juz jestes... zadzwon do mnie.... 
Tu mnie juz wkurwila na nowo!! Teraz jest wina mlodych Amerykanek, ale kto je kurwa zatrudnia.
Dla mnie jest sprawa prosta, jak sie ksiadz zabawia z mlodymi chlopcami to jest wina papieza, tak samo tutaj jak recepcjonistka nie potrafi pracowac to jest wina doktora.
Pomijam fakt, ze w ciagu tych 10 miesiecy recepcjonistek widzialam juz co najmniej cztery, a to mowi samo za siebie. Z wariatka nikt nie moze pracowac dluzej.
-- Chwileczke, pozwole sobie sie wtracic. Doktor chyba nie rozumie o czym ja mowie. Ja tu nie szukam statusu uprzywilejowanego pacjenta. Ja nie chce nic wiecej od tego, co sie pacjentowi nalezy tak normalnie bez zadnych przywilejow. To moze ja wyjasnie inaczej. 
Ja mowie, ze moge czekac na wizyte nie dluzej niz 15 minut (no dobra, moze byc nawet 30 ale Vera nie musi o tym wiedziec) i teraz pytam czy doktor jest w stanie mi to zapewnic. Jesli tak, to bede nadal przychodzic, ale jesli nie to ja musze poszukac innego doktora. Decyzja nalezy do pani nie do mnie. 
W czasie tej rozmowy caly czas myslalam o tym co ja po mojej stronie moge zrobic, zeby to jakos wzglednie dzialalo, bo badzimy szczerzy, medycznie nie mam zadnych powodow do zmiany lekarza.
Rak byl, ale go nie ma, wiec praktycznie nie ma powodu do drugiej opinii poza "ona mnie wkurwia" a to raczej nie jest odpowiedni powod, ktory chcialabym wyznac nowemu doktorowi.
Dopoki rak nie wroci, a ja sie trzymam tego, ze nie wroci to "ona mnie wkurwia" jest jedynym powodem. Jesli cos wroci to wtedy na 100% zabieram swoje zabawki i ide na inne podworko.
Na dzien dzisiejszy nie sadze aby samo "ona mnie wkurwia" moglo zrobic wraznie na nowym doktorze, a przynajmniej nie pozytywne wrazenie, w koncu w tym momencie to ktos kto mnie nie zna, moze uznac, ze wariatka jestem ja.
Przyznaje nawet, ze byloby w tym duzo prawdy:))) ale mimo wszystko w porownaniu z Verka to ja jestem ta jak najbardziej normalna.
I tak kombinujac jak kon pod gore wydumalam, ze przeciez chemia juz dawno skonczona, a wiec nie ma potrzeby ciagniecia tych srodowych wizyt tu w Astorii, ktore byly wygodne wlasnie w czasie chemii.
Teraz co drugi poniedzialek mam znachora (Astoria) i zaraz potem akupunkture (Manhattan) a wiec moge po tym wszystkim zrobic sobie przerwe na lunch i wcisnac Verke tak o 15tej.
Koncowka dnia, babsko chce isc do domu, jest szansa, ze bedzie na czas...
I tak tez zrobilam.
W ostatni poniedzialek mialam z Verka pierwsza wizyte na Manhattanie, o 15tej.
Halleluja!!!!
Verka byla na czas!!!
I hallo, nowa recepcjonistka:))
Wspanialy za to twierdzi, ze ona sie mnie boi.
A bylo tak, Wspanialy oczywiscie przyjechal, na wypadek wypadku, bo on jest odgromnikiem:P
Wizyta bez problemow, grzyb sie nie zidentyfikowal, a wiec zostal odlozony na polke bo nie mozna nic z tym robic skoro nie wiadomo co to jest. Prawdopodobnie nic, wiec mamy wrocic do drugiej tury leczenia ale zeby to zrobic potrzebne jest badanie krwi na ilosc bialych cialek.
-- To ja powiem pielegniarce zeby pobrala krew - powiedziala Vera.
-- Ja moge tez rownie dobrze zrobic to w Quest, bo doktor wie, ze z moimi zylami to nie jest tak latwo - zaproponowalam grzecznie.
-- Och to jest dyplomowana pielegniarka niech sie pani nie boi. 
No to sie kurwa pani nie bala!!!!!!!!!!!
Dyplomowana pielegniarka nie mogla sie wkluc, dyplomowana pani doktor przybyla z pomoca i tak mi kurwy dwie pobraly krew, ze nie tylko puscily te zylke i krew opryskala mi spodnie, to jeszcze mam dzis siniec na pol ramienia.
I Wspanialy twierdzi, ze ona wlasnie puscila te zylke jak zobaczyla moj wzrok.
Nastepnym razem - Quest i Carmen, bo w Quest to tez tylko Carmen wie co czyni.
No i jeszcze pielegniarka u mojego innego doktora, ale o tym nastepnym razem...



45 comments:

  1. Jeszcze tę Verkę szanować pacjentów nauczysz:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie mysle, zeby byla az tak reformowalna, ale mam nadzieje dotrwac do konca leczenia bez wiekszych awantur, chociaz ich nie wykuczam jak zajdzie potrzeba:)

      Delete
  2. Replies
    1. Nazbieralo jej sie to dostala. Zobaczymy na jak dlugo to zadziala:))

      Delete
  3. Star widzę, że "szkolenie" trwa :)))
    No i dobrze :)
    U nas to byś prędzej padła niż wydębiła coś u nich :p

    Buziole Star :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam alergie na ludzi, ktorzy nie szanuja mojego czasu. Lata temu w Polsce poszlam do przychodni z malym Juniorem. Dzieciak mial jakas wysypke wiec pielegniarka wsadzila nas do "izolatki" czyli osobnego pokoju po czym byla uprzejma o nas zapomniec.
      Przyszla jak juz mieli zamykac przychodnie i powiedziala, ze "niestety pani doktor idzie juz do domu" Na co ja powiedzialam "to sie okaze" po czym wzielam dzieciaka na rece ruszylam do gabinetu i powiedzialam, ze ja go do domu nie biore dopoki nie bedzie zbadany, jak ona chce moze go zabrac ze soba.
      Chyba ja zaskoczylam bo zanim oprzytomniala to juz zalozyla fartuch i przebadala dzieciaka:)))
      Ja sie nie pitole, stalam kiedys w autobusie z dzieckiem na reku i zlozonym wozkiem pod pacha oraz pod druga pacha torba i zakupy w rekach. Nikt mi nie ustapil miejsca, bo przeciez ja mloda bylam. No to posadzilam dziecko jakiemus facetowi na kolanach.
      Ten sie otrzepal i pyta "chce pani usiasc?" a ja na to "no raczej nie daje panu dziecka w prezencie tylko do zrozumienia, ze wypadalo by wstac, nie bede ryzykowac ani swojego zycia ani dziecka tylko po to zeby pan sobie posiedzial".
      Ginekologa Polaka juz tu w Ameryce za krawat wciagnelam do gabinetu po 45 minutach oczekiwania i zapytalam "jak pan mysli jak duzo czasu potrzebuje na zdjecie majtek skoro nie cala godzine temu powiedzialam ze urodzilam dziecko w ciagu 20 minut".
      Ja jestem ostoja cierpliwosci ale do czasu... jak juz ktos przekroczy granice to ma przesrane:)))
      Verka te granice juz dawno przekroczyla.

      Delete
  4. Mam dziwne wrażenie, że tam na tej grasicy nie ma żadnego grzyba. Jedz dużo kiszonego, pij kefir,(bo on jest zdrowszy niż jogurt, ma więcej bakterii kwasu mlekowego) to wtedy wszystkie ewentualne grzyby w organizmie Twoim wyzdychają. Oczywiście, bardzo często po chemii i po silnych antybiotykach mogą się zagrzybic niektóre narządy wewnętrzne, właśnie np. płuca i grasica. Ale najlepszym pogromcą grzybów i to naturalnym, są bakterie kwasu mlekowego, a one są w kwaszonkach (niech żyją ogórki kwaszone i kapusta kwaszona).
    Ja wiem, lekarz to też człowiek(dziwne, no nie?), ale pacjenta trzeba szanowac. I bardzo dobrze, że przywołałaś kobietę do pionu.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wlasnie pije sok z kiszonej kapusty od dwoch tygodni:)) Tez mysle, ze to jest nic poza tym, ze pokazala sie jakas plama po chemii ale wiesz jak jest PET pokaze kazde gowno a doktory szaleja:)

      Delete
    2. swieta racja z tymi bakteriami na grzybice
      mowilam ja walczonca kiedys z tym g...em

      Delete
    3. Star, pestki z dyni surowe sa ponoc dobre.

      Delete
    4. Oooo pestki z dyni, mowisz? Fajnie kolejna rzecz, ktora lubie i dodaje do salatek:)

      Delete
  5. Star,Ty przynajmniej masz odgromnik w postaci Wspanialego.
    Bo moj Piekny pomogl by mi ja zabic;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Maga, ja i Wspanialy to jak ogien i woda, on oczywiscie robi za te wode:)))

      Delete
  6. Pojutrze mam pobranie krwi u pani pielęgniarki, która przegrała wybory. Może być nielekko... Pani parę kadencji była niezniszczalna!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Myslisz, ze moze sie wyzywac na pacjentach? To moze lepiej idz do innej.

      Delete
  7. tylko spodnie sobie zachlapałaś??? Ja sie dziwię , że tam sie krew po ścianach nie lała...:-D Pewnie tej Dyplomowanej i Verce do dziś się ręce trzęsą od Twojego samego spojrzenia...:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupcia jak sie Verce rece trzesa to powinnam chociaz dostac podziekowanie od jej meza:))))

      Delete
  8. Czytajac Twoj wpis mialam przedziwne uczucie deja-vu.
    A tak w ogole jak sie Tatko ma, odkopany?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Liz, Tatek ma szczescie, akurat w tym miejscu gdzie on mieszka spadlo tylko 3 inches, ale jutro ma byc nowa dostawa:)))
      On ma dobrze, bo mieszka w budynku gdzie nawet samochody im odkopuja jak trzeba. Dzwonilam rano i powiedzial, ze ma wszystko co mu potrzebne i moze nie wychodzic z domu przez nawet 2 tygodnie, wiec jest przygotowany na wszystko.

      Delete
    2. To super, bo jak uslyszalam Buffalo i jakies przewidywanie 90" total to pierwsza mysl byla "Tatko" Star.

      Delete
    3. Liz, wiem i dziekuje za pamiec i troske:))) Monika tez jeszcze pod poprzednia notka pytala o Tatka. Najwieksze opady sniegu byly na poludnie od Buffalo w kierunku PA, tam dostaja zwykle wiecej, nie wiem dlaczego? Efekt jezior? moze.
      We wtorek mialam klientke z Chicago, a to byl akurat ten najzimniejszy dzien u nas a Sarah mowi "ale jakie zimno? o czym wy w ogole mowicie?" Ot, wszystko jest wzgledne.

      Delete
  9. Rozmarzyłam się... Wyobraziłam sobie, jakby to było pięknie móc zrobić takie piękne pranie mózgu lekarzom w Polsce, olewającym pacjentów ciepłym strumieniem moczu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ata, mysle, ze mozna tylko generalnie ludzie sie boja, albo przynajmniej nie maja na tyle odwagi, zeby sie odezwac. Ale to nie tylko w Polsce, tu tez wiekszosc milczy w imie zasady "moje zycie zalezy od doktora, to lepiej zamkne paszcze", ale przeciez doktorow jest od zasrania i jeszcze troche wiecej. Nikt nie jest przypisany do doktora jak panszczyzniany chlop do pluga.
      Ja tez sie nie klocilam z Vera po prostu dalam jej prawo zadecydowac samej czy moze byc w dalszym ciagu moim lekarzem i tyle.

      Delete
    2. Otóż to! I to nawet Ci, do których się chodzi prywatnie, za gotówkę. Mają pacjentów w poważaniu, najwyżej stracą jednego czy dwóch - w ich budżecie to nie zrobi różnicy. Zresztą nie byłoby ich na kogo zamienić,bo większość lekarzy (nawet tych dobrych i tych sympatycznych) podejście do czasu pacjenta ma takie jak Vera. Star Kochana, przyjedź i zrób nam szkolenie jak z nimi postępować! Albo może chociaż kurs korespondencyjny? :-)

      Delete
  10. Nie miałam pojęcia, że takie traktowanie pacjentów jest możliwe w USA. Teraz nabrałam większego szacunku do moich lekarzy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabela, a ile lat zyjesz w USA? Ilu lekarzy masz takich co to ich mozesz szanowac? Ile razy chorowalas powaznie np. rak? To zupelnie zmienia postac rzeczy. Moj dentysta jest na czas, moja ginekolog jeszcze bardziej na czas niz dentysta, bo do niej jak sie spoznisz 3 minuty to ona juz ciebie nie przyjmie, bo sie spoznilas, a ona musi byc na czas dla kolejnego pacjenta. Moj chiropraktor jest na czas, moja akupunkturzystka jest na czas, moj GP jest na czas i wlasnie o nim bedzie nastepna notka, bo ja do tej pory nie mialam GP:)))
      Vera jest Rumunka, ktora w Stanach mieszka od nastu lat, nawet nie 20stu i ona podobnie jak lekarze Polacy ciagle pracuje systemem Europy Wschodniej sprzed 50 lat kiedy lekarz byl BOGIEM.
      Poczytaj wyzej, w odpowiedzi dla Aneczki pisalam jak polskiego ginekologa wciagnelam do gabinetu za krawat i od razu powiedzialam, ze wiecej tu nie przyjde, wiec niech wypisze te recepte na piguly, bo ja nie mam czasu dla ludzi, ktorzy nie szanuja mojego czasu.
      Ja naprawde wiem i umiem dbac o moj interes.
      Jednak, zapewniam Cie z rakiem jest troche inaczej:)))

      Delete
    2. Star mieszkam tu tylko kilkanaście lat. Niestety choruję od kilku dobrych lat. Nie na raka. Zgadzam się, że na każdą chorobę choruje się inaczej. Zaliczyłam więcej lekarzy niż bym chciała. I więcej specjalistycznych testów niż bym chciała. Więc coś tam wiem o lekarzach. Nie zawsze czułam się szanowana przez lekarzy, ale po prostu nie miałam takich dziwact jak Ty z Verą. Bo wiesz jak tu wszystko odmierzone na czas, a jak poślizg to od razu dzwonią, przepraszają. Dlatego Twoja historia z Verą mnie tak dziwi. Ja udusiłabym ją wzrokiem!!!!
      I też nauczyłam dbać się sama o swoje interesy. Karty na stół i już.
      Po prostu mimo wielu lekarzy, w tym Polaków, nie spotkałam jeszcze lekarza niezorganizowanego. I tyle.

      Delete
    3. Dzieki za rozjasnienie obrazu, bo nie mialam pojecia. Kochana, dla mnie lekarze to zupelnie nie znane klimaty do tej pory byly. Jak trafilam do szpitala to Verke dostalam, ze tak powiem z marszu i nawet nie przyszlo mi do glowy zeby konsultowac z kims innym, szukac drugiej opinii, rekomendacji czy sracji bo dla mnie to wszystko nowosc.
      Poza bolem zeba nigdy nic mi nie bylo, wiec jestem absolutna nowicjuszka, ale poniewaz sama sie nie spozniam, rowniez pracuje by appointment only to wiem co mi sie nalezy i czego powinnam oczekiwac.
      Do czasu kiedy bralam chemie (koniec czerwca) to tez w jakims sensie olewalam, bo chemie trzeba tak czy inaczej odsiedziec:))) Nie da sie jej wpompowac jednym przycisnieciem guzika, ona kuzwa musi kapac i to juz samo w sobie bylo dobra dla mnie lekcja cierpliwosci,. Potem jak masz dostac pierdolony zastrzyk od ktorego zalezy twoje zycie bo ten zastrzyk ma podniesc poziom bialych krwinek to tez zeby zaciskasz i czekasz, bo kurwa nie masz innego wyjscia.
      Tacy lekarze sie zdarzaja, wierz mi. Mam klientke, ktora 6 lat temu miala raka z takimi przerzutami, ze naprawde to jest cud, ze ona zyje i Stacy zawsze mowi, ze ona odsiedziala pol swojego zycia w poczekalniach lekarskich i tez twierdzi, ze jej sie oplacalo bo zyje a ma dla kogo zyc bo ma 6 letniego synka. Zachorowala 3 miesiace po porodzie, zaczelo sie od piersi i skonczylo na czterech innych przerzutach.

      Vera jest przypadkiem chyba jedynym w swoim rodzaju, jak pisalam ona jest Rumunka i ciagle chyba zyje na cyganski styl:))))
      Gdyby przyszlo mi do glowy wczesniej jeszcze w szpitalu, ze powinno sie, ze trzeba szukac drugiej opinii to Vera na pewno nie mialaby szans, ale ja w szpitalu zupelnie nie mialam pojecia co sie kurwa dzieje wokol lezalam tam i caly czas patrzylam na to wszystko jak by to nie dotyczylo mnie. Jak jakis dziki film sience fiction albo zly sen i zaraz sie obudze:)))
      Nie obudzilam sie i jak mi powiedzieli ze mam zaczac brac chemie to sobie zazyczylam pierwsza dawke w szpitalu bo nie mialam pojecia co tez ta chemia moze spowodowac:))) Czy bede chodzic po scianach, czy moze tanczyc kankana cala noc, a moze bede miala sklonnosci samobojcze, zupelnie nie mialam pojecia, przy tym nie chcialam sluchac o skutkach ubocznych, bo na cholere mi ta wiedza, ja chcialam byc tylko w szpitalu, bo jak cos sie stanie to tam beda widzieli co z tym zrobic.
      W tamtym czasie Vera byla idelanym dla mnie lekarzem, bo mnie nie straszyla skutkami ubocznymi, nie pierdolila od rzeczy tylko mowila, ze "to sie da wyleczyc i na pewno bedzie wyleczone".
      Teraz wiem, ze Vera dba o pacjentow tylko w czasie kiedy oni sa w szpitalu, bo tym sposobem ma ich potem w swoim gabinecie, a w gabinecie to juz zupelnie inna bajka.
      Ale to wiem teraz i teraz musze sobie z tym radzic wlasnymi sposobami:))

      Delete
    4. Podsumuję: lekarze to ludzie i każdy jest inny. I już. A nam pacjentom należy się szacunek, jsk każdemu człowiekowi. Ja się cieszę Star, że teraz tylko zostały Ci badania i płukanie portu. Z Twoim charakterkiem choroba nie ma szans.

      Delete
  11. a ja sobie każę z portu pobierać krew
    w końcu niech się do czego przydaje, jak juz jest, nie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. O kuzwa!!! Dlaczego ja na to nie wpadlam???
      Taka niby mundra:))) a taka gapa:P

      Delete
    2. Hmmm, a mnie powiedzieli, że z portu nie można... A ja głupia nie dociekalam dlaczego...

      Delete
    3. Wlasnie troche poszperalam w necie i wyglada na to, ze nie zawsze mozna.

      Delete
    4. eeeee
      a mi zawsze jak sami zechcą albo jak ja się uprę!!!

      Delete
    5. ale odmawiają tam, gdzie nie ma personelu prtzeszkolonego i specjalnej igły
      ale ja ostatnio zawsze jak płuczę port to przy okazji robię badanko

      Delete
  12. Ja na swoja GP tez musze zawsze czekac, na szczescie tylko kilka minut. Ale raz sobie pomyslalam, ze przeciez ja sama zabieram jej dwa razy wiecej czasu niz powinnam, bo jak ide to raz na rok ale porzadnie, wiec sie juz nie miotam. Nie zazdroszcze Twojej Verce, juz sobie Ciebie wyobrazam jak jestes wsciekla :-) U nas o dziwo do specjalistow sie nie czeka, najwyzej te pare minut, wiadomo jak jest. Za to na Emergency w szpitalu niekiedy to mozna calkiem zemrzec czekajac az Ci pomoga. Ale tu tez rozumiem, jakies priorytety obowiazuja i ktos kto przyszedl z bolacym plauszkiem moze sobie poczekac dluzej niz z podejrzeniem zawalu...

    ReplyDelete
    Replies
    1. O moim nowym GP, bo wczesniej w zasadzie nie mialam nikogo, bedzie nastepna notka. Kocham tego faceta i tylko do takich lekarzy moge chodzic. Verka to jest chwast na moim poletku i albo sie zmieni, albo zostanie wyplewiona:))) NO i przede wszystkim wierze, ze koniecznosc posiadania Verki w moim zyciu ma policzone dni.

      Delete
  13. A niech się boi franca jedna, niech się boi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ona na pewno czula to "w kosciach" wczesniej a mimo wszystko przekraczala granice mojej wytrzymalosci. Teraz pizgnelam pilke na jej boisko i niech ona sobie z nia radzi.

      Delete
  14. Mozliwe, ze ta rozmowa przypomnialas Verce, ze to jednak nie Rumunia lat 70-tych. Bo w Rumunii to moze ona i bogiem byla jako doktor ale tutaj na pewno juz nie i niech w koncu spokornieje troche;))). PS Dzis sie nastawiam na telefon do Ciebie, bedziesz wieczorowa pora? Jutro przylatuje mama i jak dzis na zadzwonie, to juz sama nie wiem kiedy....:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Super, dzis jest dobry dzien, bo jestem w domu i poza takimi drobnymi wyjsciami nie przewiduje zadnych niespodzianek:)))

      Delete
  15. Czytałam Ciebie, a widziałam siebie... ;) Jakby ktoś o mnie opowiadał. :)
    Jeszcze nie spotkałam drugiej takiej wrednej zołzy jak ja. :) Uszanowanko Star ! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cogya, bardzo mi milo:))) Wredna zolza trzeba umiec byc, jak do tego dodac lata praktyki to juz jest mistrzostwo:))))
      Jestem jak to mowia "w goracej wodzie kapana" ale wierze, ze zemsta najbardziej smakuje podana na zimno a dodatkowo okraszona spokojem ma naprawde slodki smak zwyciestwa:))))

      Delete
  16. bardzo mi się podobasz w roli poskramiaczki doktorów:-) Doktor jest dla pacjenta a nie odwrotnie! Podobne jesteśmy w tej kwestii!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie Ade, doktor bez pacjentow nie moze istniec:)) I o tym trzeba im przypominac.
      buziam:***

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...