Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 9, 2014

Wybory zyciowe

Ta notka siedzi mi na sercu i chodzi po glowie juz od lipca, ale jakos tak zawsze, a to mi sie nie chcialo, a to bylo cos innego do roboty, a to... po prostu zwlekalam, bo temat nie jest latwy.
Dzis zupelnie przypadkowo wpadlam na bloga Erraty, wpadlam, bo nie bywam regularnie (nareszcie zalinkowalam wiec sie poprawie) i przeczytalam TO
Errata ta notka dala mi kopa do napisania tego co mi sie blaka po glowie juz od prawie pol roku.

Bylo to w lipcu, wybralismy sie ze Wspanialym do pobliskiej knajpy na obiad, bo jakos nikomu sie nie chcialo stworzyc nic do jedzenia w domu, a tu za rogiem jest dosc przyzwoita knajpa, calkiem dobre jedzenie, ceny nie wygorowane, wiec jak mamy lenia (znaczy ja mam lenia) to wlasnie tam idziemy.
Po drodze zagadnela nas sasiadka, znam kobiete tylko z widzenia i to nie za czesto, ot wiem, ze mieszka w ktoryms z domow na tym samym odcinku ulicy, ale w zyciu nie zamienilam z nia slowa.
-- Czy wybieracie sie dzis wieczorem na zebranie? - zapytala.
Spojrzelismy po sobie, bo pojecia nie mamy o co babie chodzi, jakie zebranie?
-- Dzis wieczorem jest zebranie w centrum (czegos tam, bo nie pomne) w sprawie tego schroniska dla bezdomnych, ktore otworzono przy 71 ulicy. Wszyscy mieszkancy osiedla ida. 
Wspanialy w tym momencie mocniej scisnal moja dlon, ktora trzymal w swojej i szybko powiedzial:
-- Nie, nie my nie idziemy, zreszta... zona nie czuje sie dzis dobrze. 
-- Ach tak, rozumiem - powiedziala na odchodne rzucajac okiem na moja lysa glowe.
Kiedy juz usiedlsimy przy stoliku Wspanialy powiedzial:
-- Balem sie, ze cos powiesz, a lepiej byloby zebys sie nie denerwowala. 
-- Ale tak naprawde to o co chodzi, bo ja nie bardzo rozumiem. 
I mi wyjasnil, ze w tym Motelu co to jest jakies 5-6 ulic od miejsca gdzie mieszkamy miasto otworzylo schronisko dla bezdomnych. No coz, Motel sam w sobie nigdy chyba nie mial tam zadnego ruchu poza "parami" wynajmujacymi pokoje na godzine, wiec my oboje uwazamy, ze to doskonaly pomysl.
Jak wrocilismy do domu to doczytalam, ze poniewaz warunki sa nieco lepsze niz w normalnych noclegowniach dla bezdomnych to w tym wlasnie Motelu miasto umiescilo cale rodziny bezdomnych.
I bardzo dobrze, pomyslalam i tylko mnie deczko szlag trafil, ze mam glupich sasiadow.
W sumie my nie jestesmy wlascicielami tego domu, wiec nam to akurat zwisa i powiewa zwiedlym kalfiorem, a mieszkancy jak chca to niech sobie chodza gdzie chca i zalatwiaja co im tam w duszach gra.

Kilka dni pozniej wracalam z pracy autobusem. Na tym samym przystanku wsiadla mloda para czarnoskorych z trojka malych dzieci i kobieta byla w ciazy. Poniewaz nie bylo miejsc siedzacych dla wszystkich razem, ktos ustapil miejsca w glebi autobusu ciezarnej, starszy chlopiec poszedl za matka, a dwojke mlodszych (moze nawet bliznieta) ojciec usadzil na jednym siedzeniu naprzeciwko mnie.
Lubie dzieci wiec morda mi sie od razu usmiechnela, dziewczynka z glowa pelna malych warkoczykow blysnela usmiechem w moja strone i przez cala trase spiewala "itsy bitsy spider..." od czasu do czasu podnoszac glowe i zerkajac na mnie zalotnie.
Autobus podjechal na przystanek przy 71 ulicy i wszyscy wysiedli.
Hmmmm
Dwa przystanki dalej wysiadlam ja i poszlam do domu.
-- Kochanie, widzialam wlasnie terrorystow - powiedzialam do Wspanialego na powitanie, bo on akurat tego dnia pracowal w domu.
-- Jakich terrorystow? O czym Ty mowisz? 
-- No wiesz, tych ze schroniska w Motelu... - i opowiedzialam mu jak to bylo.
Jestem pewna, ze to wlasnie byla jedna z tych rodzin, bo w naszej okolicy jakos rzadko sie spotyka czarnoskorych, to byla kiedys (wiele lat temu) typowo wlosko-grecka dzielnica i wiele lat zajelo, zeby sie pokazaly pierwsze "inne" twarze, a juz czarnym zajelo to najdluzej.
Przy obiedzie rozmawialismy o tym, ze trzeba sprawdzic czy jest mozliwosc jakiejs pomocy, moze ubrania, moze posciel, reczniki... dzieci nie mamy, ale ja mam kupe ubran, w ktorych nie chodze i juz nigdy nie bede chodzic.... moze akurat.

Akurat byl to czas kiedy intensywnie chodzilam na moje codzienne spacery i codziennie rano przechodzilam wlasnie obok Motelu, wczesnie rano, najczesciej tuz po 6tej. Postanowilam wejsc i zapytac.
I pewnego dnia stal jeden ze straznikow (tak, tak Motel ma swoja sluzbe ochronna) przed budynkiem wiec powiedzialam o co mi chodzi.
-- Ja Ci nie moge powiedziec, ale jak chcesz to moge Cie zaprowadzic do biura, do menadzera i on na pewno bedzie mogl udzielic Ci informacji na ten temat. 
Poszlismy, powiedzialam o co mi chodzi, ze mamy troche ubran, reczniki, dwie koldry cieple zimowe, ktorych juz nikt nie uzywa, jakies buty tez sie pewnie znajda. Owszem to wszystko uzywane, ale w dobrym stanie i czy moglabym ewentualnie, przyniesc tutaj zamiast szukac innych organizacji.
-- Czy myslisz, ze to mogloby byc potrzebne? - zapytalam.
-- Tu jest wszystko potrzebne, tylko zeby bylo nie zniszczone i czyste. 
-- Oczywiscie, przeciez nie dalabym brudnego ubrania - troche sie najezylam.
-- Przepraszam, ale wiesz jak bywa, czasem ludzie zamiast na smietnik podrzucaja tutaj, a tu tez mieszkaja ludzie, ze jest im ciezko, ze sa akurat w potrzebie to inna sprawa, ale... to sa ludzie. 
-- Nie musisz mi tlumaczyc... gdybym myslala inaczej to bym tu nie przyszla. 
Umowilismy sie, ze jak tylko bede cos miala to zawsze moge przyniesc.
Juz nastepnego dnia zanioslam kilka moich bluzek, w ktore chocbym schudla to juz nie wejde bo cyc mi sie nie zmiesci. Czyste, wyprasowane , wisialy w szafie ochronione folia prosto z pralni.
Dwie pary sandalow co to sa dla mnie za plaskie, zywcem nowe, ale ze wzgledu na moje klopoty z Achillesem nie moge ich nosic.

Kilka dni pozniej czekalam na zmiane swiatel jak podeszla do mnie kobieta, idaca w tym samym kierunku:
-- Czy Ty tu mieszkasz? - zapytala.
-- Nie dokladnie TU, ale owszem mieszkam w okolicy, potrzebujesz pomocy? - myslalam, ze moze nie wie gdzie isc, czy szuka jakiegos konkretnego adresu, w koncu mieszkam w tej okolicy 20 lat wiec sie orientuje gdzie co jest.
-- Nie, nie, ja tylko pytam, bo czy TY wiesz, ze w tym Motelu otworzyli schronisko dla bezdomnych?? 
-- Tak, wiem i uwazam, ze bardzo dobrze, osobiscie wole miec bezdomnych pod dachem niz na ulicach. 
-- No wiesz? A bylas moze na tym zebraniu co to bylo w osrodku... 
-- Nie, nie bylam, bo nie mam potrzeby ani nie mam nic przeciwko temu zeby Motel zamieszkiwali bezdomni. 
-- Ale czy Ty wiesz, ze miasto zrobilo to po kryjomu?? 
-- Miasto?? Po kryjomu??? nie bardzo rozumiem, masz na mysli miasto, czyli demokratycznie wybrane wladze miejskie jak burmistrz i tym podobni przedstawiciele? Jesli tak, to nie rozumiem jak po kryjomu? Motel stal pusty, korzystali z niego tylko poszukwacze przygod i to Ci nie przeszkadzalo? 
-- Szkoda, ze nie bylas na tym zebraniu. Bo wiesz tam jedna kobieta opowiadala jak "oni" napadli jej tescia grozac mu nozem!! 
-- Acha, rozumiem a czy ta kobieta co to tego tescia napadli to miala jakis dowod na okolicznosc tego napadu? Raport policji? Obdukcja lekarska? I kto to byli ci tajemniczy "oni"? 
Swiatla sie juz dawno zmienily, ale poniewaz szlysmy w tym samym kierunku to rozmowa toczyla sie dalej.
-- No wiesz... ona mowila... ja jej nie znam... ale nie mam powodu jej nie wierzyc. 
-- Wlasnie, mnie tez nie znasz i nie masz powodu mi nie wierzyc, jak Ci powiem, ze mnie Twoj maz lub syn zgwalcil i jestem w ciazy to mi uwierzysz, czy jednak bedziesz sie domagala dowodow? 
Troche ja to zbilo z tropu, bo na mlodke, ktorej grozi ciaza to ja nie wygladam:)) ale starala sie nie tracic fasonu.
-- Czyli Tobie bezdomni w tak bliskim sasiedztwie nie przeszkadzaja? 
-- Absolutnie nie. 
-- Wiesz to bardzo ladnie, ze masz takie poglady, ze jestes tak pelna empatii, ale ja nie jestem az tak empatyczna jak Ty. 
-- Masz prawo byc inna, kazdy z nas jest inny. Ale czy pomyslalas kiedys, ze kazdy z nas moze byc kiedys bezdomny? ja... Ty.... kazdy... 
-- No wiesz to nie moja wina, jak sie komus nie chce pracowac!! 
-- Nie oburzaj sie, narazie nic nie mowilam o pracy... - teraz juz stalysmy i rozmawialy bo w tym konkretnym miejscu, przy tym rogu nasze drogi sie rozmijaly a rozmowa byla dla obu stron interesujaca.
-- Pamietasz moze huragan Sandy, niecale dwa lata temu? Pamietasz ta okolice w Long Island, gdzie w ciagu tamtej nocy ponad 100 domow zamienilo sie w pyl i drzazgi? To byly duzo ladniejsze i drozsze domy niz te tutaj. Skad wiesz czy wsrod tych bezdomnych w Motelu nie mieszka jakas rodzina wlasnie z tamtej okolicy? Byl czas, ze mielismy tutaj w okolicznych motelach ofiary huraganu Katrina i nic sie nie stalo. 
-- Ale my tu jestesmy wlascicielami domow i ja nie chce zeby moj dom tracil na wartosci tylko dlatego, ze w sasiedztwie jest schronisko dla bezdomnych. Ja ciezko na to pracowalam, zeby ten dom miec i nie moge ponosic odpowiedzialnosci za ludzkie lekkomyslne wybory zyciowe. 
Uuuuu coruniu, tus mi dopiero nadepnela na odcisk.
-- Acha, Ty uwazasz, ze bieda i bezdomnosc to jest kwestia wyboru. Ktos po prostu w jakims momencie zycia mowi ot takie postanowienie, taki wybor, bo tak jest fajnie, prawda? 
-- W tym kraju mozna wszystko osiagnac jak sie chce, ale jak sie komus nie chce uczyc, ani pracowac to niech ma do siebie pretensje. 
-- W tym kraju to mozna wszystko osiagnac jak sie urodzisz w odpowiedniej rodzinie, a jak nie, to juz nie bardzo. To raz. A dwa to Ty uwazasz, ze dokonalas takiego doskonalego wyboru kupujac dom? 
A ja uwazam, ze to byl naprawde idiotyczny wybor, bo zobacz. Ja nie kupialam domu tylko wynajmuje, jak "oni" z tego Motelu co sie ich tak bardzo boisz zaczna rabowac i mordowac, to ja zabiore swoje szmaty i wynajme mieszkanie w innej dzielnicy, moge to zrobic moze nie w ciagu 48 godzin, ale na dobra sprawe w ciagu tygodnia jest mozliwe. A Ty musisz siedziec gdzie jestes, bo nikt nie bedzie chcial nawet kupic tego Twojego domu. A nie zostawisz chyba i nie uciekniesz skoro na to pracowalas.
Kto przy zdrowych zmyslach kupuje dom w Queensie, gdzie dzielnice nie tylko z bialych na czarne ale i z dobrych na zle oraz odwrotnie zmieniaja sie jak w kalejdoskopie co kilka, lub kilkanascie lat. 
Jak chcialas byc tak bardzo bezpieczna to trzeba bylo kupic mieszkanie na Manhattanie wartosci trzykrotnie wyzszej niz wartosc Twojego domu. Mialabys Donalda Trumpa za sasiada i nie musialabys sie bac. Ot madrosc decyzji. 
Patrzyla na mnie z takim zdziwieniem jak by mi co najmniej druga a moze i trzecia glowa wyrosla z pod pachy w czasie naszej rozmowy.
-- No wiesz... w ten sposob rozumujac.... 
-- Ja nic nie oceniam, ja Ci tylko pokazuje, ze kazda decyzja moze byc zla lub dobra w zaleznosci od okolicznosci i jak sie na nia patrzy. Ale bycie biednym i bezdomnym nie ma nic wspolnego z decyzja, jest po prostu nieszczesciem i jesli jest nam... Tobie... mnie lepiej to powinnysmy sie strac pomoc, a nie bac sie. 
-- A Ty sie naprawde nie boisz? 
-- Boje sie, ale nie bezdomnych i biednych, boje sie ludzi, ktorzy sie boja innych ludzi, ktorzy kupuja bron i ze strachu strzelaja na oslep, zabijajac niewinnych i bezbronnych. A w ogole to zamiast sie bac, mozesz tam pojsc i zapytac czy nie potrzebuja jakiejs pomocy, ja juz bylam kilka razy i zanioslam rzeczy, ktore mnie sa juz niepotrzebne a komus jeszcze moga sluzyc. 
Nie podchwycila tematu, widocznie jej nie odpowiadal.
Rozstalysmy sie zyczac sobie nawzajem poczucia bezpieczenstwa, tak jak by cos takiego istnialo, ale moze ona wierzy, ze istnieje, nic mi do tego.

A ja ciagle przechodzilam i przechodze obok tego Motelu dzien w dzien, no nie dokladnie, bo ostatnio jak pada, albo jest bardzo zimno (+4C) i wiatr to mi sie nie chce:)))
Jeszcze do konca wakacji widzialam dzieci grajace w pilke na placu za budynkiem, od wrzesnia widze autobus czekajacy na dzieci zeby je zawiezc do szkoly.
I co ciekawe, kilka dni temu widzialam te sama rodzine z autobusu tyle, ze tym razem rodzina powiekszona o malenstwo w wozku.
W miedzyczasie juz bylam w tym Motelu kilka razy z dodatkowymi "darami", nam sie robi wiecej miejsca w szafach a komus moze bardzo potrzeba wiec ciesze sie, ze moge pomoc
Czyja to wina, ze to dziecko urodzilo sie w biedzie?
Owszem, mozna winic rodzicow, ja tez nie zdecydowala bym sie na czwarte dziecko, zwlaszcza w sytuacji gdy nie mam dachu nad glowa. Ale kto wie, moze oni sa bardzo wierzacy, moze ich wiara zabrania im antykoncepcji, a o aborcji juz nie mowiac.
Zreszta ten kraj sie szczyci byc pro rodzinnym, wiec...
Nie mnie oceniac....
Ja tylko wiem, ze bieda i bezdomnosc to sa bardzo zlozone problemy i przymykanie oka, izolacja, wytykanie palcami ich nie rozwiaze.
Kraj moim zdaniem jest tylko tak bogaty jak zyje sie najbiedniejszym jego obywatelom...
Biedna jestes Ameryko....



107 comments:

  1. Star kochana, z Ciebie jest bardzo mądra babka. Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Julito, dziekuje, ale nie wiem czy to madrosc, czy moze wrecz przeciwnie glupota:) Wiem, ze patrze na swiat sercem i bardziej czuje niz widze.

      Delete
  2. bardzo mądrze napisałaś ! masz rację !

    ps załapałam się na podium :-) jupi

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gratulacje podium:)))
      Boli mnie jak widze tych "lepszych i lepsiejszych", ktorzy potrafia tylko wytykac palcem nieszczescie innych, przyklejac latki tym, ktorym sie nie powiodlo bo najczesciej juz od startu nie mieli szansy.

      Delete
  3. Znaczy - kołtuństwo nie jest wyłącznie polska przypadłością. Ostatnio widziałem program o pewnej rodzinie, gdzie samotny ojciec wychowuje z pomoca swoich rodzicow trojke dzieci, w tym bliźniaki (8 lat) a jeden z nich ma amputowana noge iiiiiii UWAGA: ten chlowpeic chodzi do szkoły specjalnej, bo w zwyklej (do której chodzi jego brat) dzieci ZLE ZNOSILY JEGO KA:LECTWO i ich rodzice protestowali.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, JA PIERDOLE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      I to w katolickim kraju, bo u mnie to chociaz zbieranina roznosci, ale w Polsce, "dzieci zle znosily kalectwo innego dziecka"????
      Ale ratowac takie ciaze jak to uratowal prof. Chazan to caly kraj chce??? i protestuje bo "Bog tak chcial" a potem jak by to dziecko nie daj buk przezylo to trzymac go w ukryciu bo psuje wizerunek............
      Mariusz to juz nie jest koltunstwo, to jest kurwa jakis wypaczony fantatyzm, takich ludzi powinno sie kastrowac zanim sie rozmnoza.

      Delete
    2. Dobre! Przecież nie tak dawno temu jeden z naszych polityków stwierdził, że nie posłałby córki do szkoły integracyjnej. Bo nie chce, by dziecko stykało się z (jak to określił) kalekami.

      Delete
    3. Zazwyczaj spokojna jestem ale z tym dzieckiem i złym znoszeniem kalectwa przez inne dzieci to mnie poniosło. Nie rozumiem i nie zrozumiem. Ten pan polityk to nie wie, że każdy z nas może stać się kaleką w każdej chwili. Nie życzę tego nikomu, ale co by powiedział córce, gdyby nagle to on był kaleką? Jakoś tego wszystkiego nie rozumiem i nie ogarniam.

      Delete
    4. Errato a temu politykowi nie przyszlo do pustego lba, ze dziecko styka sie z kaleka umyslowa w postaci ojca z wtornym debilizmem na codzien? Rece opadaja.

      Delete
    5. taki jeden nawet twierdzi ze kalectwo jest zarazliwe

      Delete
    6. Cos mi mowi, ze jego kalectwo moze byc dziedziczne, biedne dzieci... ktore taki debil splodzi.

      Delete
  4. Trafiłaś w dychę. Ja też się z niepokojem patrzę na tych, którzy się boją bezdomnych, czarnych, żółtych, chorych, wierzących w innego boga, bo historia wiele razy pokazała, że to oni pierwsi zaczynają strzelać na oślep.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie sie czasem marzy, ze w tym amoku strachu zaczna sie bac sami siebie i wreszcie zaczna strzelac do siebie, to tego wlasciwego zrodla i przyczyny strachu... ale to takie marzenia.
      Podobno warto marzyc:)

      Delete
  5. Myślę, że i tak w USA podejście do tematu jest o niebo lepsze niż w Europie (w tym Polsce). Przypomniałaś mi świetną kampanię, którą widziałam już jakiś czas temu (link poniżej). Bardzo dobrze jest również zrobiona strona na FB: https://www.facebook.com/RethinkHomelessness.

    https://www.youtube.com/watch?v=THxtcWNw3QA

    ReplyDelete
    Replies
    1. Adream, dziekuje za te linki. W takich momentach zaluje ze zablokowalam mozliwosc kopiowania na moim blogu, ale sie poswiecam i przepisuje kreska po kresce, literka po literce i udaje mi sie odtworzyc.
      Tak, to jest wlasnie to co ludzie wytykaja palcami i mowia o wyborze... serce peka.
      Z drugiej strony mysle, ze ci bezdomni z tej strony i tego klipa sa i tak bogatsi od tych, ktorzy sie ich boja i izoluja od nich.
      Oni maja serca, czego brak czesto tym, ktorzy maja pieniadze.

      Delete
  6. powiem tak. praca z ludźmi i ich problemami nauczyła mnie, że tak samo niebezpieczni bywają i biedni i bogaci a najbardziej niebezpieczna jest głupota. co nie zmienia faktu, że bieda generuje zachowania przestępcze i z tym nie ma co dyskutować. nie będę się wypowiadać, bo wiadomo - łatwo jest robić to co robię, pomagać na odległość i wypowiadać teoretycznie, a tak naprawdę to wcale nie wiem jak bym się zachowała, gdyby mi schronisko dla bezdomnych wybudowali przez płot. człowiek jest tylko człowiekiem :(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anusia, tu sie akurat nie zgodze. Bieda jest tak samo niebezpieczna jak bogactwo, moze tak, moze nie. Biedny moze okrasc, zabic... ale to samo moze robic bogaty, z tym, ze jesli chodzi o kradzierze to bogaci kradna na najwieksza skale i co wazniejsze okradaja biednych.
      Moim zdaniem najwiekszymi przestepcami sa bankierzy, ktorzy okradaja biednych i naiwnych np. przez sprzedawanie im pozyczek na domy. Potem biedny traci dom i zostaje bezdomnym, a bogaty na jego widok zatyka nos, bo smierdzi.
      Bernard Madoff nie okradal z biedy, bo nie mial na zycie, on okradal bo mial ciagle "za malo" biedny moze ukrac czasem bulke w sklepie i za to idzie do wiezienia. Madoff co prawda okradal bogatych, albo tylko torche biedniejszych od siebie, wiec w sumie... jakos robil to sprawiedliwie, szkoda tylko, ze nie rozdawal biednym, wtedy zasluzylby na miano Robin Hooda.
      Kilka miesiecy temu policja zabila czarnego mezczyzne bo sprzedawal pojedyncze papierosy na ulicy... prawda jakie to straszne przestepstwo??
      Na dobra sprawe ja nie wiem czy sprzedawal, jak palilam to tez czesto dawalam komus papierosa jak poprosil... tez mozna mnie bylo za to aresztowac, zabic.... upsss ja nie jestem czarna.
      Nie wiesz jak bys sie zachowala gdyby Ci wybudowano schronisko dla bezdomnych za plotem?
      Nie wiem, ale ja myslalabym o tym przed kupnem domu, bo przeciez mimo, ze kupujemy te domy, te dzialki to tak naprawde one ciagle nie naleza do nas w 100% bo ciagle wladzom kraju, miasta, czy wsi moze sie ubzdurac, zeby cos zrobic, wybudowac wlasnie w tym miejscu gdzie jest "nasz dom", "nasza dzialka" i nasza "wlasnosc" okazuje sie nie pelna wlasnoscia.
      Moze to byc autostrada, moze byc nowy obiekt turystyczny, hotel czy chujwico, panstwo, miasto wtedy placi wlascicielowi (nie zawsze z zyskiem) i robi swoje... no chyba, ze na naszej dzialce wytrysnie ropa to wtedy jest dochod.... a moze i nie:)))
      Tak, czlowiek jest tylko czlowiekiem i ten biedny wcale niczym nie rozni sie od bogatego... ja tak to wlasnie widze.

      Delete
    2. Zgadzam się, że człowiek jest tylko człowiekiem i że najbardziej niebezpieczna jest głupota.
      Ale patrząc ogólnie na historię i politykę, to widać, że to najbogatsi generują najwięcej przestępstwa, które dotyka tysiące ludzi i co najgorsze, ci bogaci robią to pod ochroną prawa lub w imię niby czegoś wielkiego.

      Delete
    3. Izabelo, oczywiscie, ze bogaci najwiecej kradna, najwiecej morduja, bo to przeciez nie biedota wysyla wojska na wojny, jako mieso armatnie, a tymczasem sami siedza w cieplych kapciach i politykuja.
      Ja tam wole zeby mi podejrzany typ wyrwal torebke niz zeby bankierzy okradli nie tylko mnie, ale moje wnuki i prawnuki, ktore beda musialy splacac te zlodziejstwa.
      Pewnie, ze glupota jest najbardziej niebezpieczna, bo wlasnie z glupoty myslimy, ze jestesmy "lepsi" z glupoty uczymy nasze wlasne dzieci "nie zadaj sie z tym czy tamtym, bo to margines spoleczny, bo ty jestes lepszy" i tak powielamy te glupote i slepote na ludzka krzywde, bo jestesmy lepsi. Tylko czasem ten lepszy dostaje od losu w dupe i wtedy nagle potrzebuje pomocy, wtedy zaklada fundusze, reklamuje je na blogach, forach spolecznosciowych bo "jego dotknela krzywda i potrzebuje".
      A sam sie podnies jak byles taki madry....

      Delete
  7. Bardzo ciekawie, mądrze i dojrzale napisany tekst! Lękliwe, nieufne i wrogie wręcz podejscie od bezdomnych, narkomanów i chorych na AIDS jest w Polsce jeszcze bardziej chyba natężone niz w Ameryce. Niedawno godladałam jakis reportaż w TV o noclegowni załozonej w centrum jakiegos miasta. Ileż prostestów. Ilez zebrań. Ileż nawoływań do likwidacji albo przeniesienia na sam koniec świata tego kłopotliwego obiektu. Tak trudno postawic sie w sytuacji tamtych. Ludzim sie wydaje, ze spokój i dobrobyt są im dane na zawsze, za jakieś zasługi czy nie wiadomo za co i boją sie jak gdyby zarazic tą biedą i nieszczęściem.Tak, jej dotyk, jej widok rani serce.Bo najczęściej jest sie bezradnym. Bo coraz wiecej tego nieszczęścia wokół widocznego tym bardziej, ze coraz więcej jest nie kryjących sie ze swumi fortunami bogaczy. Straszne są różnice bytu miedzy ludżmi. Niczego nie zmienai tu coraz lepsza technika, ustawy czy dobre, acz naiwne zyczenia...Czasem mysle, ze ta niesprawiedliwosc społeczna znajdzie prędzej czy później ujście w globalnej rewolucji...
    Dziękuję Ci Star za ten tekst. Przeczytałam go ze wzruszeniem. I długo bedę o nim mysleć!***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, zeby dotyk i widok biedy ranil serce to najpierw trzeba to serce miec. Obawiam sie, ze 70% spolecznosci swiata nie ma juz dawno serc, oni maja tylko nosy i oczy, nos zeby nim krecic bo bieda smierdzi i oczy, ktore od tej biedy odwracaja jeszcze czasem moga pomachac reka przed nosem zeby odgonic zapach biedy.
      Jest to tak przykre, wrecz zalosne. Ale w tym momencie zal mi tych bogatych bardziej, bo to oni sa biedniejsi przez fakt, ze sa wyzuci z ludzkich uczuc.
      Piszesz o tym reportazu o noclegowni, o protestach..... w glowie sie nie miesci, ze to wszsytko w katolickim kraju.
      W kraju, ktory zawlaszczyl sobie Matke Boska na Krolowa Polski i ma najwyzszy na swiecie pomnik Chrystusa, kraju ktory szczyci sie papiezem - rodakiem, w kraju, gdzie za dwa tygodnie beda wszyscy masowo zasiadac do wigilijnego stolu gdzie dumnie bedzie wyeksponowane puste nakrycie dla biednego.............
      Naprawde? Po co komu ta hipokryzja???
      Przeciez gdyby ten biedny, bezdomny, zmarzniety i smierdzacy zapukal w wigilijmy wieczor to 98% tych ludzi z pustymi nakryciami trzasnelo by mu drzwiami przed nosem. A przeciez jestesmy tacy sami, wszyscy mamy takie same podstawowe potrzeby, takie same serca .............. im dluzej zyje tym mniej rozumiem ludzi.

      Delete
  8. Jak zwykle zgadzam się z Tobą w zupełności :)
    Od siebie dodam, że gdyby nie rodzice wcześniej, a teraz S. to sama, nie mając pracy, byłabym wiadomo w jakim położeniu, nawet pomimo wyższego wykształcenia itd.
    Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy w słabszych czy biedniejszych widzą zagrożenie...
    :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, takich jak Ty jest na swiecie miliony i wrzuca sie ich do tego samego wora smierdzacych odpadow, ktore "nie chca dac sobie pomoc". Jak ja kurwa lubie to okreslenie....
      :****

      Delete
  9. Replies
    1. Aniu, szkoda tylko ze tak niewiele moge zrobic z ta racja...

      Delete
  10. z różnych powodów ludzie żyją w biedzie i bezdomności
    ci co maja lepiej absolutnie powinni wspierać i pomagać słabszym członkom społeczeństwa

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybenko, niech nawet nie pomagaja w sensie materialnym, ale niech sie nie odwracjaja z pogarda, bo to jest najgorsze i najpodlejsze co moze zrobic czlowiek drugiemu czlowiekowi.

      Delete
  11. Pamiętam straszną awanturę jak miał powstać pierwszy w Polsce ośrodek Monaru. Później mieszkałam w tym miasteczku i nawet nie wiedziałam gdzie ten ośrodek się znajduje, znaczy się nic strasznego się nie działo, bo inaczej mówiliby o tym wszyscy.
    Teraz mieszkam w miejscu które jest największym skupiskiem Azjatów w Polsce. Ostatnio też toczyła się dyskusja, żeby nie daj Boże jakaś chińska czy wietnamska rodzina się nie wprowadziła! Cóż moje poglądy wprowadziły w osłupienie sąsiadów, bo ja stwierdziłam, że dlaczego nie? - chętnie nauczę się robić dobrą chińszczyznę:)
    Nie cierpię tego braku tolerancji!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet, wlasnie o to chodzi!!! Ja nie mam problemu, ze z moich podatkow utrzymuje sie takie osrodki, bo one jesli tylko fachowo prowadzone chronia przez rozprzestrzenianiem sie biedoty. Ja mam kuzwa problem, ze z moich podatkow zbroi sie mordercow, ze z moich podatkow zatruwa sie naturalne srodowisko czlowieka i wiele jeszcze innych rzeczy, ktore nie chcialabym zeby robiono.
      Na utrzymanie i pomoc dla biednych, chorych i tych ktorych zycie w jakis sposob skazalo na taki los nigdy nie zalowalam i nie bede zalowac.
      Jak mozna sie izolowac? Jak mozna sie bac bo powstaje osrodek, czy schronisko dla bezdomnych?
      Jesli juz to bardziej chyba wypada sie bac tych samych bezdomnych na ulicach.... oczywiscie zakladajac, ze ktos sie woli bac niz podac reke w jakis sposob.
      Ale ludzie od zarania swiata boja sie... innych, bo sa inni... wierza w innego Boga, chociaz gdyby naprawde ktos wierzyl to powinien wiedziec, ze Bog (jesli jest) to jest jeden i ten sam na caly swiat...boja sie bo inni wygladaja inaczej, mowia inaczej, ubieraja sie inaczej, jedza inne potrawy................ A jak sie kurwa zapytac to kazdy chce byc indywidualnoscia i za takiego sie uwaza.
      Paranoja, absolutna paranoja.

      Delete
  12. Myślenie jest męczącym procesem, dlatego ludzie wolą sądzić, tak jest łatwiej, Star, przecież Ty to wiesz ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem Dreamu, wiem. Dlatego mamy wiecej na swiecie sedziow niz filozofow:)))

      Delete
  13. no i nie mogę tam na górze cholera nic dodać. nie wiem czemu. Star - w wymiarze ludzkim niczym się od siebie nie różnimy - pełna zgoda. Ale są pewne zjawiska i czy nam się to podoba czy nie wynikają z innych zjawisk. Bogaty kradnie na bogato - co nie znaczy, że lepiej, ale mniej zagrażająco na codzień na ulicy. Milioner nie wyrwie Ci torebki. Zaniedbany chłopak z meliny i owszem. Tego boją się ludzie. I to jest ludzka emocja. Emocje nie są słuszne albo niesłuszne. One są. Ja nie pochwalam ani nie potępiam. Tylko zauważam. Ludzie nie boją się bezpośrednio okradania fiskusa przez kręcacych na podatkach milionerach. Ludzie boją sie, że ktoś im do domu "na śpiocha" wejdzie po kilka dolarów. I tyle.

    A że wszelkie stereotypy są szkodliwe to zupełnie inna sprawa. Bo są.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem co sie dzieje, ale ja tez czasem nie moge pociagnac rozmowy i musze pisac nizej, po prostu nie otwiera sie okno odpowiedzi.
      Bywa widocznie.

      Anula, jesli ludzie boja sie, ze im ktos wejdzie do domu "na spiocha" to niech zatrudnia straz domowa... oj chyba to nie jest dobra rada, bo taki co sie boi to po tygodniu bedzie sie bal, ze go ten zatrudniony straznik okradnie:))) to moze niech sami nie spia, przeciez chyba sie da.
      Nie wiem, naprawde nie wiem jakim trzeba byc materialista i jak bardzo uwielbiac swoj majatek zeby zyc w takim strachu.
      Jesli juz to bardziej balabym sie utraty zdrowia niz majatku.
      A dwadziescia pare lat temu okradziono mi mieszkanie i wcale nie trzese sie do dzis ze strachu bo mialam takie doswiadczenie.

      Delete
  14. Wiesz Star, napisałaś tekst, który można by rozpatrzyć i z 10punktów widzenia i podpiąć go pod tyle zagadnień, że sama nie wiem od czego teraz zacząć... Przeraża mnie w ludziach ten brak pokory, brak empatii i ta niezmierna łatwość w ocenianiu i ferowaniu wyroków... W przypadku Twojej rozmówczyni dochodzi jeszcze totalny brak wyobraźni, bo ja na przykład mogę wyobrazić sobie wiele sytuacji, z powodu których z miarę stabilnej sytuacji finansowej, osiągamy stan powiedzmy bankructwa... Oczywiście, że nie wyobrażam sobie ich dzień w dzień, ale mam gdzieś z tyłu głowy świadomość, że w życiu bywa naprawdę różnie i nie wszystko zależy od nas.

    Czasami wręcz kuriozalne są schematy jakimi oceniamy innych ludzi- biedny, to na pewno złodziej. Dla przykładu podam sytuację ze sklepu, w którym pracowała moja mama- pewna pani stomatolog, z prywatną praktyką robiła u nich od lat zakupy- zawsze za konkretne kwoty... I co się okazało- że od lat kradła- owszem w koszyku miała zakupy za niemałe pieniądze, a w torebce/kieszeni- to co się zmieściło- czekolada, koncentrat pomidorowy, soczek w kartoniku... Kto by pomyślał, prawda? Podobnie z przemocą- ile jest przypadków, że prawnicy, lekarze znęcają się nad swoimi rodzinami?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, tak jak napisalam na poczatku to ciezki temat, dlatego tak zwlekalam z ta notka. To jest jeden z tych tematow, gdzie kazdy przypadek nalezy rozpatrywac indywidualnie a jednoczesnie grupowo jako problem, ktory dotyka dzisiejsze spoleczenstwa. Niestety wyglada na to, ze im ludziom jest lepiej to jest im gorzej.
      Jak wynika z przykladu, ktory opisalas kleptomania tez jest choroba, ktora moze dosiegnac kazdego, podobnie jak alkoholizm, narkomania, wszelkiego rodzaju uzaleznienia czy tez choroby psychiczne.
      I tak samo jest z bankructwem, nikt ale to nikt nie jest od niego w 100% bezpieczny, nawet sam Donald Trump (nienawidze goscia) mimo, ze taki mulitmilioner juz kilkakrotnie korzystal z formy bankructwa.
      A co dopiero ktos kto sobie kupil mieszkanie w blokowisku jakiegos miasta w Polsce czy nawet dom w jednej z dzielnic Queensu w NYC?

      Delete
  15. Świetnie to ujęłaś. Kraj jest tylko tak bogaty, jak żyje się jego NAJBIEDNIEJSZYM. Stąd pewnie nasza rodzima skłonność do udawania, że takowych nie ma. Nie ma biednych - nie ma problemu. "Oni są tacy na własne życzenie". Trudno o bardziej podłe, cyniczne i w gruncie rzeczy głupie stwierdzenie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato, dzieki za tego kopa:))) I tak to jest, dorosli ludzie a w obliczu prostego nieszczescia innych zachowujemy sie jak dwulatek, ktory zamyka oczy i mysli, ze go nie widac. "nie chca sobie dac pomoc" najlepiej tak powiedziec wtedy mozna spokojnie zatkac nos i uszy, zamknac oczy i nic nie widziec, nie slyszec i nie czuc. Jakie to proste.

      Delete
  16. Replies
    1. Dzieki kochana Ade, ale ja juz nie wiem czy jestem dobra czy tak ciezko naiwna:)
      Ale na mily Bog nie chce byc inna, jak bym miala byc slepa, glucha i nieczula na potrzeby innych to lepiej chyba umrzec.

      Delete
  17. No i co ja mam napisac? Bezdomny nie oznacza od razu przestepcy. Mnie by takie cos nie przeszkadzalo do czasu az zaczelyby mi rzeczy ginac z podworka lub pojawilyby sie stosy smieci na ulicy przed moim domem. Wtedy tak, wtedy bym protestowala. Ale ja zawsze z gory zakladam ze ludzie sa dobrzy i porzadni. W takim motelu jak opisujesz, zadne zle rzeczy dziac sie nie moga bo by ich prawdopodobnie wywalili. To prawda ze ci ludzie nie wybrali swego losu, zostal on im narzucony, ale tez z pewnoscia czesc z nich nie ma wpojonych akceptowalnych zachowan spolecznych, stad obawa. Ciezki temat, kontrowersyjny.

    ReplyDelete
    Replies
    1. A reszte napisalam w komentarzu u erraty. Zeby nie bylo ze ja twarda suka jestem, ups... sztuka ;-)

      Delete
    2. Czytalam Iwonko:)))
      Widzisz bezdomny nie oznacza nic, zupelnie nic, podobnie jak bogaty. Sa bogaci, ktorzy pomagaja swiatu (Bill Gates chocby) a sa tacy co niszcza wszystko czego dotkna i pieniadze maja tylko po to zeby wykorzystac slabszych, zniszczyc srodowisko naturalne ziemi, bo oni w ten sposob moga zarobic dodatkowego dolara. Takich tez jest pelno, ktorzy swoje pieniadze, wladze i stanowiska wykorzytuja na rujnowanie a nie budowanie.
      Kochanie jak mozna miec wpojone jakies akceptowalne zachowania spoleczne jesli sie np. jest dzieckiem narkomanow lub alkoholikow, albo 9tym dzieckiem mieszkajacym gdzies na takim zadupiu, ze slonce grabiami trzeba sciagac. Takich miejsc jest przynajmniej w Ameryce pelno. Jak mozna sie czegos nauczyc, jesli na prezydenta kraju startuje kandydat, ktory juz w prawyborach mowi, ze pierwsze co zlikwiduje to bezplatne panstwowe szkoly.
      Jak takie dzieci moga miec jakas szanse?
      Bieda, choroby psychiczne, zacofanie ciagle istnieje i jest wszedzie, na calym swiecie, tylko trzeba chciec wiedziec i nie wypierac.

      Delete
  18. "Biedna jesteś Ameryko..."
    Dobrze to podsumowałaś Star.
    My, że tak nas nazwę, zwykli zjadacze chleba nie zmienimy faktu, że bezdomni są. A są zapewne z bardzo różnych przyczyn. Ale pomóc możemy w minimalny sposób. No i możemy traktować każdego człowieka jak sami byśmy chcieli być potraktowani.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izo, nie tylko Ameryka jest biedna, w sumie nie ma kraju gdzie nie istnial by problem bezdomnych, glodnych i biednych.
      Tez nie jestem za glaskaniem ich po glowkach i dawnaiem codziennie cieplego jedzonka oraz przyjmowniem do wlasnej poscieli, to nie uleczy systemu, ale milczenie tez nic nie zmieni. Jak czlowiek nie ma na chleb, to wiadomo, ze nie kupi mydla i dlatego smierdzi. Mowienie mu w takiej sytuacji, ze robi to z wlasnego wyboru jest okrucienstwem.

      Delete
    2. Oczywiście, że nie tylko Ameryka. No, podobno w komuniźmie nie ma miejsca ani na bezrobocie ani na bezdomnych. (To jest ironia, gdyby ktoś nie wiedział.)
      A tak poważnie, to mnie właśnie boli, że bogate kraje nie mają pomysłów na skrajne ubóstwo i często na nie pozwalają.

      Delete
    3. Iza, podobno, ale cos mi sie wydaje, ze do komunizmu to jeszcze zaden kraj nie doszedl:))) Bogate kraje nie maja pomyslow, bo sa rzadzone glownie przez egoistow, ktorzy tylko chca nachapac jak najwiecej dla siebie. Zobacz caly south of America, wmowiono tym ludziom, ze jak beda ciezko pracowali to tez kiedys beda bogaci i oni w to wierza. Pracuja co raz ciezej, bogactwa jak nie bylo tak nie ma, ale wiara jest. Wiara to jest do tego stopnia gleboka, ze nawet nie chca ubezpieczen zdrowotnych, to dopiero trzeba umiec wyprac ludziom mozgi. Ale jak sie obcina pieniadze na edukacje a w zamian za to hojna reka wspomaga koncerny naftowe to efekty nie powinny dziwic.

      Delete
  19. Brak tolerancji okropnie mnie denerwuje, ale jeszcze bardziej pogarda!!

    ReplyDelete
  20. Star, kocham cie za to co napisalas i tu i u Erraty. Zgadzam sie w 100%.
    Moja corka miala kolezanke, ktorej ojciec byl pastorem i kiedys przyjechali odebrac corke po zabawie, zapytalam czy wejda, zapytalam czy chca wina i tak zaczelismy rozmawiac. I zeszlo na zebrakow. dawac im pieniadze, nie dawac, itp/ facet byl bardzo w temacie, i dzieki niemu dowiedzialam sie, ze to jest takie sratata o tych przytulkach. Jest ich zdecydowanie za malo, i tylko ludzie ktorzy chca sie lepiej poczuc mowia, niech ida tam, tam ich nakarmia i wykapia. Tam nie ma dla nich wszystkich miejsca- to raz. Dwa, ci ludzie, czesto weterami wojenni, maja strasze problemy psychiczne i nikt nie chce wylozyc kasy za ich leczenie, ale kazdy powie, ze jak by chciali to by poszli do pracy, wlasnie ze by nie poszli, bo maja takie problemy psychiczne, ze nie sa w stanie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lolu, tak bezdomnosc weteranow wojennych to ogromny problem w Ameryce. W sumie tylko 8% amerykanskiej populacji moze sie zaliczyc do weteranow wojennych, ale az 17% wszystkich bezdomnych w kraju to wlasnie weterani wojenni, najczesciej samotni mezczyzni, bo czesto nawet jak mieli rodzine, to na skutek problemow psychicznych malzenstwa zakonczyly sie rozwodem i zostali sami.
      Badzmy szczerzy do wojska najczesciej ida dzieci z biednych rodzin bo nie stac ich na nauke, wiec tym sposobem chca sie jakos ustawic w zyciu, wyrwac z zakletego kregu biedoty. Czesto licza na to, ze akurat nie trafi sie im zadna wojna, co w Ameryce jest jak los na loterii, potem wracaja z takimi uszkodzeniami psychiki, ze nikt ich nie chce.
      Przytulkow jest stanowczo za malo i to chyba na terenie calego kraju, dlatego jestem wlasnie za tym, zeby takie malodochodowe motele oddawac na schroniska.
      Ci ludzie wymagaja nie tylko pozywienia i dachu nad glowa, ale opieki lekarskiej, czesto specjalistycznej, szansy w zdobyciu jakich kolwiek umiejetnosci zarabiania na zycie. Dawniej miasta organizowaly kursy dla niepracujacych, teraz tego nie ma. Dziwne, pamietam to jeszcze z czasow jak przyjechalam, byly kursy dla kwiaciarzy, piekarzy, przyuczenie na bycie listonoszem... teraz nie ma nic, albo ja o tym nic nie slysze, bo w sumie nie mam potrzeby sie interesowac.
      Republikanie ciagle narzekaja na ludzi na zasilkach to oni sieja taka nienawisc wsrod spoleczenstwa, ale z drugiej strony obcinaja wszystkie jak leci programy pomocy, programy ktore moglyby stworzyc wlasnie WEDKE a nie dac rybe, jak o tym pisala Pantera u Erraty.

      Delete
  21. W jakimś sensie, w jednym się z Tobą nie zgodzę, tj. w kwestii strachu. Ja się ludziom nie dziwię, że się boją. Bać się to ludzka rzecz, a nawet jedna z podstawowych cech, w którą powinien być wyposażony człowiek z instynktem samozachowawczym.
    Natomiast bliskość domu dla bezdomnych, ośrodka dla narkomanów itd to moim zdaniem nie jest strach. Strach jest tylko wymówką. To są uprzedzenia rasowe, religijne, estetyczne itp. Jednak nie wypada powiedzieć, że nie chce mieszkać obok geja czy narkomana, bo tego, kurwa mać, nie można poprzeć żadnym argumentem. Łatwiej powiedzieć "boję się" licząc, ze to jest zrozumiałe dla wszystkich. No nie jest, na szczęście, zrozumiałe dla wszystkich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zante, bo to nie jest strach przed pobiciem, gwaltem, morderstwem czy ta kradzierza "na spiochu" jak pisze Spt. To nie jest tego typu strach, bo takie przypadki sa niemozliwe, z prostej przyczyny, ze jak pisalam motel ma wlasna ochrone, wlasne sluzby i ludzie ktorych tam ulokowano musza o odpowiedniej godzinie byc na miejscu, nie wolno im sie szwendac nie wiadomo gdzie po nocach.
      Ludzie sie boja, ze ich majatek w postaci zakupionych domow traci na wartosci przez takie sasiedztwo...
      No toz gupi chuju kto ci kazal kupowac dom, gromadzic majatek>
      Nikt, zrobiles to na wlasne zyczenie, a jak teraz sie chcesz trzasc ze strachu przed utrata tego majatku to sie trzes do woli, ale daj zyc innym. Tak samo jak heteroseksualni boja sie homoseksulanych, nozesz kurwa czego sie boja????????????
      Jak masz kretynie sasiada geja to sie boisz ze Ci zgwalci zone??????????
      Niemozliwe, bo chocbys mu zaplacil to jemu kuska nie stanie na widok twojej lampucery.
      Takie to proste, takie logiczne a tak ciezko zrozumiec tym wyksztalconym, madrym i bogatym:))))))
      Nie wszystkim, zeby nie bylo, ze pizgam wszystko do jednego wora:P

      Delete
    2. KradzieZA oczywiscie, juz nie bede tego likwidowac i poprawiac, niech tak zostanie, ale wstyd:))

      Delete
    3. Mój tata mawiał, że wstyd to kraść i z baby spaść, a reszta to nie wstyd ;)))

      Delete
    4. A co do meritum: już kiedyś dyskutowałyśmy (nawet nie raz) o kwestii posiadania nieruchomości i doszłyśmy do konkluzji, że w Polsce posiadanie nieruchomości daje to samo, co w USA jej nie posiadanie - czyli poczucie bezpieczeństwa i wolności.
      A homofobia w Polsce bierze się chyba najczęściej z tego, że przeciętny Polak uwielbia interesować się tym kto z kim śpi i jak to robi. I to w ocenie drugiego człowieka jest ważniejsze od wykształcenia, przymiotów intelektu czy osiągnięć. Chociaż.... ostatnie wybory w Słupsku temu zaprzeczają.
      P.S. Zajrzyj do poczty

      Delete
    5. No co jest do licha, przeciez pisalam komentarz i go nie ma!!! Nic nie pilam, nic nie wachalam :)))
      Dobra juz se zajrzalam do poczty, teraz niech se ona zajrzy:))))
      O wyborach w Slupsku slyszalam i bardzo mnie cieszy wynik, bo to znaczy, ze idzie w dobrym kierunku.
      No moze nie calkiem idze, bo troche sie wlecze, ale wazny jest kierunek:)))

      Delete
    6. No co Ty!? Nic nie pijesz, nic nie wąchasz, to jak Ty żyjesz? Ja bym nie dygnęła tematu.;-))

      Delete
  22. Ludzie wielu rzeczy się boją ale nigdy własnej głupoty i egoizmu. I taka postawa jest wielce charakterystyczna dla tych, którzy w myśl wyznawanej wiary nawołują do miłości blizniego. Okazuje się że blizni, którego ma się miłowac nie może byc: innej rasy, innej orientacji seksualnej, ubogi, bezrobotny, bezdomny, chory nieuleczalnie lub bardzo stary. No a resztę to już można kochac:)))))
    Mam nadzieję, że zasiałaś w duszy tej kobiety ziarenko niepewności.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell doskonale napisalas o tym kogo wolno kochac:))) Nie mam pojecia czy moje tamte wyklady zrobily jakies wrazenie, cos mi mowi, ze jednak nie. Pewnie teraz jak przechodze to sobie mnie palcami pokazuja:)))
      No coz wolno im:)
      buziam:**

      Delete
  23. zaglądam,zaglądam i nic.Jak mnie kilka dni nie ma nagle DWIE notki;)
    Poprzednia SUPER !!! bardzo się cieszę że wyniki cudne.
    I że trafiłaś w odpowiednim czasie na "swoich" znachorów;)

    A ta ... cóż.każdy ma prawo do własnych sądów,strachów przecież.I kupuje dom bo chce ,bo ma taki kaprys, bo woli trzymać pieniadze ulokowane w nieruchomości niz w złodziejskim banku ( bank można zamknąć,zamrozić pieniądze obywateli,mechanizmów jest sporo)...I chce by jego wartość rosła ( jako i odsetki w banku) niż spadała,to wszak normalne,prawda?

    Ale ja nie o tym.
    ja mieszkam w pobliżu.Nie, prawie że koło takiego domu dla bezdomnych ktory powstał z jakieś 10 lat temu na miejscu domu dziecka prowadzonego przez siostry zakonne.
    Cóz.To typowy dom pod wezwaniem brata Alberta.I nie ma monitoringu,ochroniarzy ....i niestety bywa niemiło kiedy bezdomni czekaja na wpuszczenie ( siódma wieczór, bo u nas nie wolno przebywać w nim w ciagu dnia).To taka ... noclegownia.Grupki mężczyzn okupuja okoliczne murki,skrawki trawy,bramy...
    Na początku chodzili po domach prosząc o jedzenie ( dąłam kilka razy w koncu sie wkurzyłam i powiedzialam - nic za darmo,skosić trawnik,skopać grządki to i kasa będzie - NIGDY więcej nikt do nas nie zajrzał...) teraz to się uspokoiło.
    Czasami zajrzy tam policja,czasem karetka.
    I tak,było mi nieprzyjemnie jak się dowiedzieliśmy.
    I tak, zastanawiałam się jak to teraz w naszej okolicy będzie.
    I tak ,zastanawialam się jak to wpłynie na ceny nieruchomosci w naszej okolicy.
    Z tym że ja mieszkam w domu po dziadkach.Wyboru nie mialam wielkiego na lokalizację ;).

    ReplyDelete
    Replies
    1. myślę Matylda, że trzeba mieć DOŚWIADCZENIE i z bezdomnymi i z własnym domem, żeby spojrzeć na temat z kilku stron. Mnie po pracy w kilku pomocowych instytucjach janosikowa wiara w dobroć biedy i zło bogactwa minęła jak ręką odjął. Ludzie w każdym stanie posiadania bywają tak samo wredni, ale ci biedni są dodatkowo głodni oraz bardzo często nakręceni poczuciem życiowej krzywdy. to powoduje bardzo różne reakcje. też ludzkie. ale w większości wypadków to nie jest tak ze dom dla bezdomnych oznacza uczciwe rodziny skromnych ludzi pokrzywdzonych przez huragam katrina. bezdomność w większości wypadków to alkohol, narkotyki i odsiedziane wyroki. potem choroby psychiczne. a na samym końcu jakiś kosmiczne i złe zbiegi okoliczności. Czy takim ludziom należy odmawiać pomocy? Absolutnie nie. Ale czy jest godnym potępienia obawa przed ich sąsiedztwem? Moim zdaniem też nie. Wszystko jest ludzie. I dobre odruchy serca i obawy. Chodzi tylko o to, żeby się złym emocjom nie dać zdominować.

      Delete
    2. Tak, zeby sie wypowiadac to trzeba miec DOSWIADCZENIE, czyli najlepiej byc wlascicielem domu i jednoczesnie bezdomnym, bo tylko wtedy ma sie doswiadczenie obu stron.
      No coz sama nigdy nie bylam wlascicielka domu, jestem za to wdzieczna, ze sa ludzie, ktorzy te domy kupuja, bo dzieki temu moge wynajmowac u nich mieszkania.
      Za to moj maz byl w swoim zyciu juz trzy razy wlascicielem domu, raz w Buffalo, raz na Staten Island (dzielnica miasta Nowy York) i raz w New Jersey. Teraz jakos mu sie odmienilo, bo jak sam twierdzi posiadanie domu to taka sama loteria jak kazde inne posiadanie, jak zdrowie, jak zycie tak ogolnie.
      Nie moge sie wypowiadac o warunkach polskich, bo wiadomo, ze ich nie znam, a wiec znow dupa z tylu bo nie mam DOSWIADCZENIA:)))
      Za to mam doswiadczenie obserwacji jak zmieniaja sie miasta, dzielnice tych miast, bo nic nie jest w zyciu stale.
      Dom kupiony dzis w dobrej dzielnicy nie daje zadnej gwarancji na to, ze jego wartosc z czasem wzrosnie, bo ludzie migruja, dzielnice sie zmieniaja. Widze to codziennie. Jeszcze 30 lat temu jak przyjechalam to dzielnica w ktorej na poczatek mieszkalismy byla typowo wloska i super, a kilka lat temu pojechalam tam ze Wspanialym i dom, w ktorym mieszkalam stoi ruina - no dobrze zmarla tamta wlascicielka, ale przeciez ktos jest wlascicielem tego domu.
      Cala dzielnica juz jest zupelnie inna, z takiej na oko 90% wloskiej zrobila sie mieszanka Latynosko-Muzulmanska, Wlochow raczej mozna tam policzyc na palcach. Ile lat minelo? 30
      20 lat temu przeprowadzilam sie do dzielnicy, w ktorej ciagle mieszkam, byla typowo wlosko-grecka, teraz po 20 latach jest najbardziej etnicznie zroznicowanym kawalkiem ziemi na calym globie, tak podaje Wiki.
      Polska dzielnica, 30 lat temu byla szara, ponura, tak paskudna, ze naprawde nie chcialabym tam mieszkac chocby te domy darmo dawali.
      Pozniej zaczela sie zmieniac na plus, w sensie, ze wyburzono duzo starych domow, w ich miejsce powstaly nowe, przybylo sklepow, zrobilo sie jakos tak bardziej kolorowo i nawet ludzie zaczeli sie chyba czesciej usmiechac:)
      Teraz polska dzielnica juz nie jest typowo polska, zamieszkuje ja chyba tak samo wielu Latynosow jak Polakow, obrzeza dzielnicy to swiatek artystow, a za plotem ortodoksyjni Zydzi.
      Harlem, dzielnica do ktorej 30 lat temu biali bali sie w ogole zblizac, jak przejezdzalam kiedys pociagiem to straszyly tylko kikuty wypalonych domow, okna zabite dechami i najgorszy element. Dzis Harlem jest jedna z najpiekniejszych i bardzo droga dzielnica Nowego Yorku.

      Delete
    3. Jesli wiec ktos kupuje dom na piec lat to ryzyko jest mniejsze, ze cos sie spieprzy, wiatr zawije w inna strone i wartosc domu spadnie.
      Tylko czy ktos kupuje dom na piec lat? Ja nie znam takich.
      Niestety jak sie kupuje dom "na zawsze" a jeszcze czesto z mysla o przekazaniu go potomnym to trzeba sie liczyc z ryzykiem spadku jego wartosci z roznych czesto niezaleznych od nas samych przyczyn.
      Ryzyko kazdy z nas ma wpisane w akt urodzenia, tylko o tym nie chcemy pamietac, bo latwiej jest poddac sie uczuciu wladzy, slawy i sukcesu. Natomiast w zyciu moim zdaniem nie istnieje poczucie bezpieczenstwa jak i nie ma gwarancji na to, ze tak jak mamy dzis tak beedzie juz zawsze. Wszystko moze sie zmienic i niekoniecznie musi to byc schronisko dla bezdomnych za plotem, moze to byc powodz, huragan, pozar, wypadek, choroba, zdrowie....
      Niekoniecznie trzeba samemu zrobic sobie trwala zeby wiedziec jak ona niszczy wlosy, czasem wystarczy spojrzec na sasiadke i wyciagnac wniosek z bledu, ktory ona popelnila.
      Ktos napisal u Erraty, ze najlepiej jak by na temat bezdomnosci wypowiedzieli sie sami bezdomni... bardzo to sluszne, w koncu oni maja najwiecej DOSWIADCZENIA tyle tylko, ze nie maja glosu. A wiec wolanie o ich wypowiedzi nie jest niczym wiecej niz zamykaniem wlasnych oczu na problem, to oczywiscie moja subiektywna opinia.
      Problem biedy i bezdomnych nie jest ich problemem, jest NASZYM wspolnym problemem.
      Dlaczego psychicznie chorych nie trzyma sie juz w osrodkach, bo oczywiscie znow JA NIE BEDE ZA TO PLACIC BO JA CIEZKO PRACUJE, ale jak przychodzi moment, ze wlasna matka czy ojciec zachoruje na Alzheimer to zwykle zaczyna sie szukanie rozwiazania i najczesciej dobrze byloby, zeby to rozwiazanie bylo tanie, czyli zeby ktos do niego doplacil.
      Niedawno czytalam komentarze na jakims blogu, ze "Chustka zbierala pieniadze na leczenie i jadla za nie sushi" tak, to byl komentarz dotyczacy tej samej Chustki, ktora jak zyla to miala tysiace wejsc na bloga dziennie i wszyscy jej wspolczuli, trzymali za nia kciuki i podtrzymywali na duchu. Teraz Chustka nie zyje, wiec mozna....
      Takiej pomocy i wspolczucia to naprawde nie zycze nawet bezdomnym.

      Delete
  24. Dla mnie też nic jest tylko czarne lub tylko białe. Od lat organizuję zbiórki kasy i rzeczy i cieszę sie, że mam okazję pomóc. Podobnie działają moje córki. Ale i nas spotkała w tym temacie niemiła historia: późną jesienią na naszej klatce schodowej zamieszkał taki bezdomny pan. Całkiem młody, jak sądzę, do pracy jeszcze zdatny. Mówił, że to przez narkotyki życie mu się nie ułożyło, ale że leczyć się nie ma zamiaru. Daliśmy mu śpiwór, podrzucalismy (sąsiedzi również) jedzenie, bo choć smierdzial okrutnie, to jednak żal chłopaka. Tymczasem on się na tych naszych schodach poczuł jak u siebie: zapraszał kolegów, było picie i hałasy okrutne, zrobiło się niebezpiecznie - towarzystwo potrafiło agresywnie zaczepiac wracających do domu mieszkańców. Rozmowy i prośby nie skutkowaly. Miarka się przebrała, gdy zaczęli załatwiać potrzeby fizjologiczne na środku klatki schodowej - no srali po prostu. Wtedy sąsiad wezwał policję, która zrobiła z nimi porządek. Po paru tygodniach ktoś celowo zaproszyl ogień na naszej klatce - okazało się, że to ten nasz chłopak. Przyznał się dość szybko i tłumaczył, że to dlatego, że on sobie całą zimę zaplanował w naszej kamienicy, a tymczasem mieszkańcy go wyrzucili... Nie zawsze dobro powraca, a w każdym razie nie zawsze od tych, którzy od nas tego dobra zaznali. Myślę, że pomagać trzeba, ale mądrze. I nie wolno nam oceniać postawy innych, bo nie wiemy jakie oni sami mają doświadczenia - może sami byli w beznadziejnej sytuacji, a jednak zmobilizowali się i wygrali normalne życie? Trudno się im dziwić, że podobnej mobilizacji ( zamiast bierności) spodziewają się od innych nieszczesliwcow.

    ReplyDelete
  25. I zgadzam się w 100 procentach z Śpi - dobrym lub złym, uczciwym lub nie, można być niezależnie od stanu posiadania. I jeszcze: jak się ma, to należy się dzielić z tymi, którzy nie mają. A co do wspierania weteranów, to w Polsce wygląda to również tragicznie. Nawet ci okoliczni fizycznie nie są należycie leczeni, że o urazach psychicznych nie wspomnę. Ich rodziny też najczęściej są zostawione samym sobie.

    ReplyDelete
  26. Kurde, zgadzam się z Spt miało być :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nikt nie mowi, ze wszystko jest czarne, albo biale. Ale tez wlasnie dlatego rozwiazania problemu nie moga byc czarne albo biale.

      Delete
  27. Star, od jakiegoś czasu czytam bloga, ale pierwszy raz chcę powiedzieć coś od siebie. Twój post przypomniał mi takie zdarzenie. Jest późna noc, leżę w łóżku i usiłuję zasnąć. Niestety. Obolałe ciało i natłok czarnych myśli nie pozwalają zapaść w sen, który przyniósłby ulgę. W dzień trzymam pion, ale noce są trudne. Jestem poważnie chora, mąż stracił pracę, bo zachorował (6 dni zwolnienia lekarskiego na 30 lat pracy), a po co komu 57 letni chory pracownik. W tzw międzyczasie okazało się, że leczenie męża wymaga dwóch operacji, na które trzeba czekać a wg neurochirurga operacje nie gwarantują powrotu do pełnej sprawności. Jednak ZUS odmawia przyznania renty, bo: pacjent do tej pory się nie leczył, chory kręgosłup to za mało, żeby dostać rentę, jak pacjent się zoperuje to będzie mógł pracować. A że operacja za może za 2 lata a może później, to nie zmartwienie ZUS-u. W czasie badań w szpitalu mąż zostaje zakażony wirusem HCV i przybywa mu nowa obciążająca choroba WZW typu C. Stan jest na tyle poważny, że nawet jak mąż w końcu doczeka się terminu operacji kręgosłupa, to prawdopodobnie zostanie zdyskwalifikowany ze względu na ogólny stan zdrowia. WZW „C” jest chorobą obciążającą cały organizm, ale w Polsce renta na to nie przysługuje, no chyba, że będzie miał „szczęście” i wcześnie dostanie raka wątroby, wtedy tak. Na razie tylko ledwie chodzi, jest bardzo osłabiony ma potężne bóle mięśniowo-kostne i dużą osteoporozę. A to wszystko za mało, żeby skorzystać z pomocy państwa, które grubo ponad 30 lat pobierało składki na ubezpieczenie społeczne. Moja renta powypadkowa wystarcza na leki a mąż dostaje zasiłek dla bezrobotnych, chociaż żaden lekarz nie wydałby mu zaświadczenia dopuszczającego do pracy, gdyby oczywiście, jakimś cudem, znalazł pracę. Jak widzisz mam o czym myśleć w bezsenne noce. Ale dość tej martyrologii, to tylko tło dalszej części opowieści, dla tych, którzy uważają, że każdy ma to na co zasłużył.

    ReplyDelete
  28. Leżę więc sobie i słyszę, że ktoś idzie po schodach strasznie kaszląc. Na początku ignoruję odgłosy z korytarza, ale kaszel nie milknie i wyraźnie ktoś jest pod moimi drzwiami. Wstałam i wyjrzałam przez wizjer, ale na korytarzu było ciemno. Niewiele myśląc (niestety coraz częściej mi się to zdarza) otworzyłam drzwi i w smudze światła padającego z mieszkania zobaczyłam bezdomnego, który ułożył się do snu na mojej wycieraczce. Kiedy stanęłam w drzwiach podniósł głowę i poprosił: „Niech pani nie wygania, zimno jest.” Bez słowa zamknęłam drzwi i wróciłam do łóżka. Jednak kaszel i ciężki oddech bezdomnego bardzo mi przeszkadzały. Poszłam więc do kuchni, zrobiłam duży kubek gorącej wody z sokiem malinowym i znowu otworzyłam drzwi. Bezdomny spał pokasłując, więc nie miałam wyjścia, musiałam go obudzić. Półprzytomny wziął ode mnie kubek i zaczął łapczywie pić a ja wróciłam do siebie. Zamknęłam drzwi do przedpokoju, żeby nie dochodziły do mnie odgłosy z korytarza i położyłam się do łóżka. Owijając się kołdrą, pomyślałam, że mimo wszystko mam szczęście, bo mam kochaną rodzinę, mam dom, przyjaciół, którzy mnie wspierają i jakoś sobie poradzę w tym życiu... bo nie ma odwrotu, muszę. Nie wiem kiedy zasnęłam, ale zapadając w sen czułam ogromną wdzięczność... Rano okazało się, że bezdomny zniknął a razem z nim zniknęły stare buty męża, które zostawił wieczorem pod drzwiami, żeby obeschły z błota. No patrz, jak podziękował za uprzejmość - powiedziałam do męża wkurzona zachowaniem bezdomnego. „Daj spokój, mam drugie, jemu widocznie były bardziej potrzebne” - odpowiedział. Coś ty taki święty, twój ulubiony kubas też rąbnął – dodałam. „Mówi się trudno, przeżyję” – skwitował ślubny. Ta sytuacja uświadomiła mi kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze mam przy sobie mądrego i dobrego człowieka. Po drugie, zrobiłam co uważałam za słuszne i to cała moja nagroda, dlatego zachowanie bezdomnego nie powinno mieć dla mnie znaczenia. Po trzecie, jak ktoś ma takie życie, że śpi, jak bezpański pies, na cudzej wycieraczce, to ma prawo mieć wszystko gdzieś i myśleć tylko o sobie. Ja mam lepiej, więc nie powinnam bawić się w sędziego, tym bardziej, że nie mam pojęcia, co się wydarzyło w życiu tego człowieka, że wylądował na mojej wycieraczce. Wszystkim tym, którzy chcą robić za dobrodziejów, ale wcześniej bawią się w sędziego (ten zasłużył na pomoc, tamten nie zasłużył) mówię, żeby nie grzeszyli pychą. Dlaczego pychą? Bo takie zachowanie zalatuje rozdętym ego i hipokryzją. Nikt z nas nie chodzi w cudzych butach, nie zna cudzego serca i życiorysu, więc im większa bieda tym więcej ostrożności w ocenach i ferowaniu wyroków. A pomaganie innym zawsze się opłaci, więc najlepiej odrzucić wszelkie kalkulacje i oceny, i jeżeli tylko można to trzeba pomagać. Star, dziękuję za uśmiech i życiową mądrość, którą czerpię z Twojego bloga, życzę zdrowia i serdecznie Cię pozdrawiam. I to by było na tyle. I tak strasznie się rozpisałam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Abasiu, a ja sie bardzo ciesze i serdecznie Ci dziekuje, ze sie tak rozpisalas i podzielilas swoja historia.
      Tak, masz bardzo madrego meza i on ma racje widocznie temu bezdomnemu jego buty byly bardziej potrzebne.
      Na pewno nie jedna osoba czytajac Twoja opowiesc pomyslala, ze otwarcie drzwi przez Ciebie bylo bezmyslne, przeciez nie wiedzialas kto za nimi jest i co moze Cie spotkac. I to tez prawda, ale czasem czlowiek reaguje sercem zanim pomysli rozum:)
      Ja dawno temu wplacalam regularnie pieniadze (naprawde drobne) do organizacji charytatywnej sponsorujacej biedne dzieci w Kolumbii. Nie masz pojecia ile osob pukalo sie po glowie bo "skad ty wiesz co oni z tymi pieniedzmi robia?".
      Oczywiscie, ze nie wiedzialam i nie wiem, ale przeciez nie na tym polega dawanie czy jakiekolwiek pomaganie.
      Jesli daje, decyduje sie na to zeby dac to rowniez nie po to zeby oceniac, wymagac dowodow co sie dalej stalo z moim darem.
      Ludzie daja pieniadze ksiedzu na tace i jakos nie pytaja co sie z tymi pieniedzmi dalej dzieje, bo ufaja.
      Ja tez jak cos daje to ufam, ze przynioslo to komus pozytek, jesli jest inaczej to ja chyba nawet nie chce o tym wiedziec, bo i po co?
      Jedyne co z tej wiedzy moze przyjsc to jeszcze wiecej oceniania, utrata wiary w dobro czlowieka a ja chce wierzyc, ze ludzie sa dobrzy, przynajmniej w wiekszosci. Oczywiscie, ze jak ktos mnie ewidentnie wykorzysta i jeszcze sam sie tym pochwali to na pewno wiecej mu nie pomoge, ale...
      Nadchodza Swieta Bozego Narodzenia, wiekszosc z Was (bo ja nie, bo zlikwidowalam prezenty kilka lat temu) dostanie prezenty od rodziny, od przyjaciol i na pewno wiele razy sie zdarzy, ze ktos nie bedzie zadowolony z prezentu.
      Co zrobic z takim prezentem, ktory nie tylko nie spelnia naszych oczekiwan, ale jest zupelnie nietrafiony?
      Zglosic pretensje do ofiarodawcy?
      Raczej nie, raczej wszyscy zrobia "dobra mine do zlej gry" grzecznie a nawet wylewnie podziekuja i przy najblizszej okazji podaruja ten niefortunny prezent komus innemu. Jakos nigdy nie zrazilo nas to dawania ani odbierania prezentow, bo to "takie mile":)))
      Gdybysmy jeszcze na tej samej zasadzie potrafili podchodzic do pomocy innym...
      Na tym chyba powinno polegac dawanie, tak ja to rozumiem. Od momentu kiedy cos komus daje to juz to cos nie jest moje, a wiec zupelnie nie mam prawa ani mnie nie obchodzi co sie z tym dzieje dalej.
      Na pewno sa ludzie, ktorym "nie da sie pomoc" a szczegolnie pomoc w skali takiej pomocy jednostkowej, ale czy to znaczy, ze powinnismy przestac pomagac. Pisalam wczesniej, dwa razy w zyciu mnie okradziono, raz 36 lat temu w Polsce wlasnie tuz przed Bozym Narodzeniem ukradziono mi w sklepie caly portfel z wyplata. Bylam wtedy samotna matka, nie mialam pieniedzy, to byly jedyne pieniadze jakie mialam na caly miesiac, na swieta i na prezent dla dziecka.
      Czy mam myslec, ze wszyscy ludzie sa zlodziejami?
      Nie, ot od tamtej pory jestem ostrozna i tyle.
      20+ lat temu okradziono mi mieszkanie. Moj wtedy 12 letni syn rozpaczal a ja powiedzialam "to wszystko co ktos zabral da sie odkupic, bedzie ciezko, ale sie da. zobacz ani tobie ani mnie sie nic nie stalo i to jest najwazniejsze".
      Gdybym dzis byla wlascicielka tego domu, w ktorym mieszkam to na pewno nie rozpaczalabym ze jego wartosc moze spada ze wzgledu na bliskosc schroniska dla bezdomnych, ot cieszlyabym sie, ze ja ciagle mam swoj dom a i ktos inny ma dach nad glowa.
      Naprawde sa wazniejsze w zyciu rzeczy niz materialny, namacalny majatek.
      Zycze Wam zdrowia, bo ono jest najwazniejsze:***

      Delete
    2. I jeszcze jedno, dobro nie zawsze wraca dokladnie od tych, ktorym my sami zrobilismy cos dobrego. To tak nie dziala, ale wierze w to, ze dobro zawsze wraca, czesto z zupelnie nieznanego i niespodziewanego kierunku, ale wraca.
      Podobnie zlo, tak dziala karma:)))

      Delete
    3. Ciekawe, jak tego typu wydarzenia zmuszają nas do głębszych refleksji, wdzięczności za to co mamy i zrozumienie, co jest w życiu ważne i nie do odkupienia. Abasiu, ta historia dużo mówi o Tobie i Twoim mężu!
      A okazane dobro do nas wraca, o czym się wielokrotnie przekonałam. Najczęściej niespodziewanie.

      Delete
  29. U nas podobny problem.
    Wyburzaja osiedla gdzie powstaly swoiste getta socjalnych mieszkancow. Chca ich teraz po miescie rozsiac prawdopodobnie w celach re... zapomnialam suowa!
    Niemniej jednak do lepszych dzielnic tez. Resocjalizacji, jest.
    I tez pburzenie, zebrania itp a koronnym argumentem wartosc domu.

    w naszym miasteczku portowym ktore jawi sie jako mily zakatek jest miejsce z ktorego jest suplementacja bodajze metadonem - proba leczenia uzaleznien, z tym ze duzo chetnych przychodzi na darmowe dzialki bez koniecznosci wyleczenia z nalogu.
    ostatnio mowilam mezowi, ze ceny zaczna spadac i bedzie nas stac na kupno;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lamio, u nas tez schroniska dla bezdomnych sa w roznych dzielnicach, a nie skupione w zlych:))) Ja mieszkam w bardzo rezydencyjnej dzielnicy, moze dlatego sie ci ludzie tak piekla, chociaz od lata juz nic nie slyszalam, a motel ciagle jest domem dla bezdomnych rodzin.
      U nas tez jest tak, ze w wiekszosci drogich nowych budynkow jest 10 do 15% mieszkan tzw. socjalnych a wiec dla ludzi o bardzo niskich dochodach. Znam dwie osoby, ktore mieszkaja wlasnie w takich domach, maja takie adresy, ze nie jeden prawnik czy doktor moze tylko pomarzyc, a oni placa grosze, bo tylko procent od dochodu.
      Moja znajoma, ktora mieszka w budynku obok Empire State Building placi za dwusypialniowe mieszkanie $890.00 miesiecznie. Ja na Queensie place za dwusypialniowe mieszkanie $1900.00 miesiecznie.
      Fakt, ze moje mieszkanie jest metrazowo wieksze, ale ona mieszka na 16 pietrze i w samym sercu Manhattanu:)))

      Delete
  30. Temat trudny, ale zgadzam sie z Toba Star. Wykluczenie najslabszych jest najgorszym z rozwiazan....

    Trzeba pamietac ze alkoholizm czy narkomania, ktore jak napisala Spt sa glownymi powodami bezdomnosci, czesto sa konsekwencja braku innych wzorcow.
    Skad dzieciak ma wiedziec, ze swiat moze wygladac inaczej, skoro jedyne co widzi to chlejaca mama i tata. Otrzepac sie, wziac do nauki i zostac lekarzem?? Nie sadze.
    Niewielu sie to udaje.
    Patologia rodzi problemy psychiczne. Problemy psychiczne rodzą patologie, jesli Człowiek zostaje bez wsparcia.
    Reakcja łańcuchowa, ktora bardzo niewielu udaje sie przerwać
    ....
    Inna sprawa, ze problemy z alko i narkotykami sa czesto efektem "samo leczenia" chorób czy zaburzeń psychicznych.
    Dla niektórych jedyna dostępna.
    Choroby, problemy psychiczne nadal sa tematem tabu, a leczenie terapeutyczne, zwlaszcza w US, chyba raczej dla bogaczy?
    I koło sie zamyka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jest zaklete bledne kolo, ale nicnierobienie tego nie przerwie. Nie wiem oczywiscie jak jest teraz w Polsce, ale pamietam, ze za moich czasow bylo ogolne przyzwolenie na picie, ba pilo sie wszedzie, w pracy tzn. w czasie pracy, po pracy, przed praca, w domu, w lokalach, przy okazji i tak zupelnie bez okazji. Teraz pewnie sie to zmienilo, ale jak bylam 6 lat temu to i tak widzialam wystarczajaco duzo osob "w stanie wskazujacym na naduzycie (bo juz nie spozycie)" w miejscach publicznych.
      Skoro jest taka kultura picia nawet w przyzwoitych, pracujacych rodzinach to co mowic o tych co to juz im nic wiecej nie zostalo jak sie napic. Pamietam to picie "na (c)handre, na zalanie robaka" tak sie zaczyna, a potem juz idzie gladko.
      Ale nie wszyscy bezdomni pija i to tez jest fakt, i przykro, ze tych niepijacych, ktorym normalnie los stanal w poprzek wrzuca sie do tego samego worka. Jak ma sie odbic czlowiek, ktory nie ma od czego sie odbic.
      Nie wierze, ze wszyscy "nie chca pomocy, nie daja sobie pomoc" i "zyja tak z wyboru"... jesli wybor, to moze wlasnie tak jak piszesz, skad dziecko urodzone i wychowane w patologicznym pijanstwie ma znac inne wzorce? Dla niego to jest JEDYNY wybor, on innego nie zna.
      Od wczoraj czytam bloga pisanego przez mezczyzne, ktory sam siebie nazywa zulem, zyje na ulicy korzystajac z tego co daje ulica.
      Ten blog mnie normalnie pochlonal bez reszty, szkoda tylko, ze akurat znow nie mam czasu, bo okres przedswiateczny i pracowac trzeba.
      Ale jak skoncze (czytam od samego poczatku) to na pewno go tutaj polece, szczegolnie dla tych co to maja tyle pomyslow na poradzenie sobie. Strasznie mnie boli ludzka znieczulica........... i co gorsze nie wiem co z nia zrobic, bo zebrakowi na ulicy moge dac pare groszy, do schroniska dla bezdomnych moge zaniesc buty, czy kurtke zimowa.......... a nie mam zadnego pomyslu na puste serca i to boli.

      Delete
  31. Masz rację, to złożony problem i trza nad nim pracować nie tylko w sensie założenia domów, bo wychodzenie z bezdomności jest też złożone. Myślę, ze jak się ktoś pcha do władzy, powinien znaleźc sposób na takie sytuacje. Bezdomność była i będzie i niezależnie od tego, czy jest zawiniona czy nie przez samych bezdomnych, należy się tymi ludźmi zajmować, bo jeśli nie, może dojść do nieszczesc, ktorych tak obawia się 'lepsza' częśc społeczeństwa. Są tacy, co nie potrafią i należy myśleć za nich - to należy do rzadzacych; do nas okazywanie serca i zrozumienia, choć nie jest oczywiście obowiazkowe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiesz Cesiu, ja to chyba nie bardzo rozumiem kogo ludzie uwazaja za bogatego. Czy bogaty to ktos kto kupil dom dla siebie i swojej rodziny? Jesli tak, to ja mam inne zdanie. Najczesciej te jednorodzinne dachy nad glowa sa kupowane z duzym obciazeniem pozyczki, czyli w sumie rodzina mieszka w banku a nie w domu, bo ten dom jest dopiero pelna wlasnoscia jak zostanie splacony, a poki co jest wlasnoscia banku.
      Wystarczy stracic prace, wystarczy stracic zdrowie a co za tym idzie zdolnosc zarabiania pieniedzy i bank zabiera dom, a rodzina idzie na ulice - jest bezdomna. Widzialam juz wiele takich przypadkow, kazdy z nich przykry i za kazdym razem szkoda tych ludzi.
      No ale takie cos moze sie zdarzyc kazdemu, bez wzgledu na to czy posiada dom i uwaza sie za bogatego czy tez nie.
      Jakies 14 lat temu w moim banku namawiano mnie na pozyczke celem kupna domu.
      Ladnie to brzmialo, mialam juz wlasny biznes (nie wazne, ze jestem jedyna osoba w tym biznesie:))) ale wlasny) mialam tak solidne zarobki, ze pan bankier wyliczyl, ze stac mnie na kupno domu wartosci $200 000
      WOW!!!!!!!!!!!!!!
      Bardzo to podbudowalo moje ego, ale podziekowalam........ dwa lata pozniej zaczal sie kryzys i ludzie tracili domy, wlasnie ludzie, ktorzy prawodopodobnie w tym samym czasie dali sie namowic na te pozyczki.
      Mimo, ze sama nigdy nie czulam potrzeby posiadania domu, w ogole jakos "posiadanie" mnie nie ciagnie, to ja jestem w stanie rozumiec, ze ludzie taka chec odczuwaja. Gdyby mnie kiedys taka chec dopadla (teraz juz za pozno) to uwazam, ze kupno domu ma tylko wtedy sens jesli jest to dom co najmniej 6cio rodzinny. Wtedy jako wlasciciel ja zajmowalabym jedno mieszkanie a pozostale 5 byloby wynajete lokatorom. Gdyby cos sie mnie stalo to dochod z czynszu placonego przez te piec pozostalych rodzin moze splacac raty pozyczki, koszty biezacych napraw i moze jeszcze zostaloby dla mnie na chleb.
      Wtedy to ma sens.
      Wlasciciel domu gdzie my wynajmujemy mieszkanie jest bogaty, moge to powiedziec z cala odpowiedzialnoscia za wartosc uzytego slowa. My mieszkamy w domu dwu-rodzinnym, czyli dwa duze i naprawde lusksusowe mieszkania, oraz z wysokiej piwnicy sa dwa male mieszkania to wszystko obsadzone lokatorami przynosi dochod prawdopodobnie (nie wiem na pewno moge tylko sadzic po wysokosci naszego czynszu) ok. $6 000 miesiecznie.
      Wlasciciel z rodzina mieszka w jednorodzinnym domu w New Jersey i tam tez ma inny dom, tym razem 6cio rodzinny, oprocz tego jest wlascicielem prywatnej piekarnii i restauracji wloskiej.
      Tak ten czlowiek moze powiedziec, ze jest bogaty, ale tez nie nieprzyzwoicie bogaty:))))
      Takim nowobogackim co to sie dorobili pozyczki i za nia kupili dom w kazdej chwili cos sie moze stac i sa na ulicy, dlatego uwazam, ze trzeba okazac troche wiecej zrozumienia i serca ludziom, ktorych dotknelo nieszczescie, bez wzgledu na to pod jaka postacia.
      Nalezy im pomagac i przede wszystkim wspolczuc.
      To prawda ze jednostkowa pomoc niewiele moze zdzialac, ale jako spolecznosc powinnismy wywierac nacisk na wladze, ktore przeciez my wybieramy zeby sie zajeli tymi najbiedniejszymi. A nie tylko dzwonic na policje bo bezdomny smierdzi.
      No smierdzi, a kto pachnie jak sie nie ma gdzie umyc?

      Delete
    2. Star, siem wtoncem, zebym siem nie udusila. ;) bo nie do konca sie zgodze. My kupilismy dom i go splacamy, wynajem takiego samego domu kosztuje prawie 2 razy tyle, za te same pieniadze wynajmujac mielibysmy duzo mniejsze mieszkanie. Gdzies mieszkac trzeba, a kasa ktora idzie na splate i powolne posiadanie szla by do kieszeni tego bogatego faceta o ktorym piszesz a tak jest chociaz szansa, ze wkladam je jednak do skarpety, nawet jesli troche dziurawej. Moi tesciowie w 30 lat splacili swoj dom, ale teraz jest ich, sprzedadza i beda mieli kase na emeryture, bo teraz skoro sa juz sami nie potrzebuja domu, ktory sluzyl calej rodzinie.
      Jak sie komus noga powinie to bedzie na ulicy bez wzgledu czy to bank czy landlord na te ulice go wyrzuca.

      A ci, ktorzy kupili na szczycie mieli wyjatkowego pecha, zdaza sie, znam takich, spakowali sie, zostawili te domy i teraz spokojnie wynajmuja. Niektorzy w kilka lat odzyskali zdolnosci kredytowe i kupili kolejne domy, bo nadal wola placic bankowi polowe, niz wynajmowac za prawie 2x tyle.

      Delete
    3. Lola, ja napisalam, ze jakkolwiek sama potrzeby posiadania nigdy nie odczuwalam to rozumiem, ze inni ludzie ja odczuwaja i to calkiem silnie. Na ulicy znajdzie sie tak samo posiadajacy jak wynajmujacy, z tym, ze ja jako wynajmujaca caly czas sobie z tego zdaje sprawe a wiekszosc posiadajacych uwaza, ze chwycilo pana Boga za nogi i tak juz beda trzymac do konca zycia.
      Notka jest o stosunku do bezdomnosci, jak by co:))))
      Nie wiem czy czytalas u Erraty ale duzo osob nawet tych wynajmujacych czy tez posiadajacych mieszkania w duzych wielorodzinnych budynkach (blokach) ma postawe "pracuje/place nie po to zeby mi ktos smierdzial" a przeciez smierdziec moze kazdy z nas i tego nie bardzo sie da przewidziec.
      Dlatego napisalam o wlascicielu domu, w ktorym ja wynajmuje, ze on raczej jak by co czyli nieprzychylne wiatry to nie bedzie smierdzial, posiada na tyle zeby to posiadanie bylo jednoczesnie zrodlem dochodu na wypadek wypadku.
      Ja doskonale rozumiem to co piszesz, ze tesciowie sprzedadza i beda mieli kase, fajnie, lubia niech maja. Co wcale nie jest gwarancja, ze sprzedadza za wiecej niz kupili, bo to z kolei jak chyba wiesz zalezy od wielu czynnikow. Nie kazdy kupiony dom zyskuje na wartosci.
      Chocby nawet dlatego, ze wiekszosc ludzi jak po latach ocenia wartosc domu to juz nie dodaje do tego kosztu remontow jakie poniesli.
      To dziwne, ale znam ludzi, ktorzy kupuja rudere za 80 tysiecy, remontuja dodajac do tego 160 tysiecy po latach sprzedaja za 120 tysiecy i uwazaja, ze zyskali. Jakos mi sie ta matematyka nie zgadza i zauwaz ze nie dodaje do tego kosztow podatkow gruntowych, stanowych, szkolnych, i chujwijeszcze jakich:))) bo to uwazam jest koszt mieszkania.
      Przyznasz tez chyba, ze jesli cos sie stanie to latwiej zmienic mieszkanie na tansze, niz nagle sprzedac dom, bo sprzedac tez w zaleznosci od rynku czasem bywa ciezko.
      Pisalam - jesli tego nie zauwazylas, ze jestem bardzo wdzieczna ludziom ktorzy kupuja bo dzieki nim ja moge wynajmowac.
      Mam nadzieje, ze sie nie udusilas:)))))
      Mnie tylko chodzi o to co sie kryje pod slowem "bogaty" i o tym pisalam:)

      Delete
    4. ojtam ojtam, co do tematu glownego zgadzam sie w 100%, to nie mozemy sobie o watkach pobocznych podyskutowac? ;))
      My kupilismy i sprzedalismy 4 domy w OR, MN i AZ (w tym dwa wybudowalismy) teraz mieszkamy w 5 i zazwyczaj nie sprzedawaly sie dluzej niz kilka miesiecy. To nie tak, ze sie nie zgadzam, bo to co opisujesz ma miejsce, ale pokazyje, ze tu tez roznie bywa. Nam sie oplaca posiadanie domu, bo nie wyobrazam sobie abym miala za ten sam placic 2x tyle wynajmujac. Niektorzy maja pecha i kupujac na szczycie, poszli z torbami. Nasi krewni, po 30 latach sprzedali dom, ktory kupili za sto tys z haczykim, za prawie 700 tys. To byl wtedy szczyt cen nieruchomosci. Potem cfaniaki 10 lat podrozowali, w RV zjechali cale Stany, wtedy ekonomia poleciala i na dole kipili sobie kondo za 100 tys, ktore juz dzis jest warte 200. Czasami ludzie maja pecha czasami szczescie.
      Z definisja bogatego tez sie zgadzam. ;)
      nie udusilam sie, ale bylo blisko. ;)))

      Delete
    5. Lola, najwazniejsze, ze sie nie udusilas:))) bo wiesz, nie chcialabym miec Ciebie na sumieniu:)))
      Kochana, takie rozpatrywanie jednostek i przerzucanie sie ilosciami znanych nam przypadkow jest fajne i obie tak mozemy do usmiechnietej kostuchy:))) tylko to sa jednostki, przypadki nam znane, a mimo tego co my wiemy i kogo znamy to zjawisko bezdomnosci i biedy jest zjawiskiem powszechnym i moim zdaniem nie wolno na nie zamykac oczu.
      Na pewno nie da sie go zupelnie zlikwidowac, ale mozna zmniejszyc, co wazne, bezdomnosc rosnie a nie maleje.
      Nie wiem na ile sledzisz polityke, ale ja z dnia na dzien widze, ze bedzie niestety co raz gorzej....
      I tak jak do tej pory statystycznie dzieci mialy lepsze zycie od rodzicow tak teraz sie odwrocilo i kazde nastepne pokolenie ma gorzej i trudniej. Oczywiscie pisze to generalnie, statystycznie zeby znow nie bylo, ze "a ja znam kogos.....":)))))))

      Delete
    6. ludzie ktorych znamy wyrabiaja nasz punkt widzenia. ;)
      taka Star to dopiero zmienia ludziom spojrzenie swiat. ;)))

      Delete
    7. Lola, bo ja bez wzgledu na to w jakiej sytuacji sie znajduje uwazam, ze czasem trzeba stanac z boku i zobaczyc obraz z drugiej strony. Akurat na szczescie w kwestii skrajnej biedy czy bezdomnosci nie mam osobistego ani nawet bliskich osob doswiadczenia. Ale np. w kwestii raka juz mam i wiem, ze mozna na te chorobe patrzec z punktu widzenia ofiary, a mozna tez przyjac jak jest i starac sie odnalezc w tym jakies pozytywy. Wszystko jest wzgledne i punkt widzenia zawsze zalezy od miejsca siedzenia, ale siedziec mozemy po roznych stronach, w roznych miejscach. Zycie to musical chairs a nie stala loza na widowni:))))

      Delete
  32. Temat faktycznie jest bardzo złożony, bo Ty opisałaś sytuację całkowicie dla mnie logiczną pomocy ludziom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji i dlatego trafili (na trzeźwo) do takiego domu.
    Errata pisała o człowieku, który miał wiele i wszystko przepił i sypiał na klatkach schodowych, zasmradzając je swoim niemytym odorem.
    Trudno oceniać kogokolwiek, nie znając całej jego sytuacji i historii, dlatego ja nie patrzę na bezdomnych z góry.
    Szczególnie, że w Ameryce i wielu innych krajach takie zjawiska, jak huragany faktycznie mogą pozbawić dachu nad głową przez jedną noc.
    W Polsce może się to zdarzyć właściwie też z dnia na dzień, na przykład na skutek powodzi, jeśli dom leży na terenie, gdzie takie co kilka-kilkanaście lat się przydarzają, albo utrata mieszkania na skutek wybuchu gazu. W domu masz szansę kontrolować regularnie instalację, a nawet masz taki obowiązek, dlatego zakładam, że takie sytuacje zdarzają się raczej w mieszkaniach, czyli domach wielorodzinnych, gdzie ktoś jest nieodpowiedzialny.
    Ja też zbieram się od czasu do czasu i odnoszę swoje rzeczy używane w dobrym stanie do domu matki z dzieckiem. I cieszę się, że takie domy są i że mogę pomóc. Teraz nawet sądzę, że jeszcze więcej rzeczy przy przeprowadzce tam trafi.
    Ale bezmyślnie lejących sobie do gardła wódę ludzi nigdy nie będę usprawiedliwiać, bo znam osoby pochodzące z rodzin alkoholików, które wyszły na ludzi, czyli można.
    Pomogę zawsze chętnie komuś, kto nie jest winien swojego losu. Ale jak się komuś nie chce robić, to za co niby miałby otrzymywać wsparcie ode mnie? No aż tyle dobrego Samarytanina we mnie nie ma.
    Pozdrowienia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, co to znaczy "mial wiele i wszystko przepil"? Jestes pewna? znasz go? Wiesz tylko tyle co napisala Errata, w notce Erraty nie ma nie tylko slowa ale i nawet nutki osadu, wiec skad ten Twoj ton wyzszosci i sad?
      A skad wiesz o jakich bezdomnych ja napisalam? Skad wiesz co oni mieli, jak stracili i czy aby nie smierdzieli po parkach i dworcach wczesniej?
      Kryste skad w Was tyle wyzszosci??? Bo sami jestescie wlascicielami domow? I co z tego?
      Czy posiadanie czyni Was nadczlowiekeim, Wasze czlowieczenstwo wazniejszym od czlowieczenstwa innych??
      Skad to przeswiadczenie, ze wszyscy bezdomni czy tez biedni "bezmyslnie leja sobie do gardla wode"????
      A Ci co maja domy to co? Maja razem z aktem wlasnosci domu nadane prawo lania sobie wody do gardla? bo ja w PL widzialam wielu pijanych, ktorzy na bezdomnych nie wygladali, wrecz przeciwnie. A kto po pijanemu powoduje wypadki samochodowe?
      Bezdomni???
      Ludzie jak mnie wkurza Wasze zaslepienie tym co posiadacie, tym, ze akurat w tym momencie jestescie "na gorce".
      I piszesz, ze w Ameryce sa takie zjawiska jak huragany i mozna z ich powodu stracic dom....
      Iw na boga ile Ty masz lat???
      W Polsce oczywiscie nie ma huraganow bo Polska jest narodem wybranym, czy tam Chrystusem narodow i tam nikomu nic nie gorozi... jak pieknie, cudnosci wrecz. Jezdzilam w Polsce pociagami i autobusami, tamwajami i powiem Ci szczerze, bezdomnych tam nie bylo, ludzie w Polsce ogolnie sa niedomyci i moze nie smierdza, ale zdecydowanie zapachem swiezosci bym tego nie nazwala. I to ludzie, ktorzy maja dach nad glowa i wode w kranie.
      Ty znasz osoby, pochodzace z rodzin alkoholikow ktore wyszly na ludzi, a ja znam osoby, ktore wychowane w rodzinach bez alkoholu zostaly alkoholikami... i o czym to swiadczy???
      Dokladnie o niczym, po za tym, ze obie mamy dziwne znajomosci.

      Delete
  33. ja myślę Star, że Ty nie masz racji. nikt się tutaj nie wywyższa z tytułu posiadania bo w Polsce to jest norma. W Polsce domów się nie wynajmuje, a mieszkania wynajmują ludzie na starcie. Poza tym jest zwyczaj, że się ma na własność. Więc to żadne aj waj żeby się wywyższać.

    Co do alkoholizmu - to ZAWSZE jest wybór. jestem bardzo na bieżąco i z mocną podbudową naukowo-terapeutyczną.

    Co do bezdomnych - to nie zawsze jest wybór, ale nie widzę żadnego powodu żeby rozumieć tylko ich racje, a nie rozumieć racji ludzi, którzy mieszkają obok. Sama napisałaś, że wynajmujesz więc jesteś swobodna. Jak Ci ktoś nasra na wycieraczkę to się zwiniesz. Jak ktoś ma dom, to nie uda mu się tak prędko zwiać. Każdy ma swój punkt widzenia. Bezdomnym i słabym należy się pomoc i wsparcie od państwa, ale nie należy pomijać interesów ludzi, którzy ciężko zapracowali na swój stan posiadania. I to nie jest zadne wywyższanie się tylko obiektywne spojrzenie na sytuację. nie tylko bieda i bezdomność jest wartością zasługującą na wsparcie i ochronę. Ciężka praca i owoce tej pracy także.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, ale to posiadanie w Polsce to jest w sumie nowosc, jeszcze 30 lat temu malo kogo bylo stac na wykup mieszkania w blokowisku, w ktorym mieszkal. Tu z kolei ludzie posiadaja domy od 200 lat wiec jest to na pewno bardziej normalne niz w Polsce. Dlatego miedzy innymi tu jest rozwiniety i preznie dzialajacy system wynajmowania, korzystny dla obu stron, a w Polsce ten system jest w powijakach i to od razu z gory obsranych. Znam kilka osob, ktore w Polsce wynajmuja prywatnie mieszkania i to jest skandal co tamci wlasciciele - gospodarze wyczyniaja i czego oczekuja.
      A to sie bierze z niczego wiecej tylko mentalnosci "posiadam wiec mam wladze, jestem bogiem". Mojej dobrej znajomej nie wolno gwozdzia wbic w sciane bo sie wlasciciel nie zgadza:)))) Dla mnie to jakas bajka o zelaznym wilku, ja wynajmuje i mieszkam tak jak ja chce, jak chce pomalowac sciany w pomaranczowo-zielone paski to tak maluje, jak chce zawiesic wytapetowac sciane biletami do kina kazdy przybity gwozdziem to wbijam te kilka tysiecy gwozdzi w sciane i nikomu nic do tego, bo ja za to place czynsz, czyli wynajmuje i korzystam.
      W Polsce nie do pomyslenia.
      I to jest wlasnie to wywyzszanie sie.
      Nawet w Anglii czytalam na blogach, ze wiekszosc domow czy mieszkan jest wynajmowanych juz z gory umeblowane. No ja przepraszam to mnie sie musza podobac meble jakie wlasciciel wstawil i mam spac jak pies na lozku, na ktorym juz chujwiekto spal wczesniej.
      Ja w poprzednim mieszkaniu kazalam zerwac wykladzine ktora gospodarz polozyl taka od sciany do sciany bo mnie sie to nie podoba. Oczywiscie nie musial zerwac, ale ja bym nie wynajela, wiec zerwal.
      W obecnym mieszkaniu jak wiesz moje biuro bylo pokojem do prania, juz z gory wyposazone w pralke i suszarke, ale ze ja sobie nie zycze prac w domu to gospodarze musieli usunac ten sprzet bo ja sobie wymyslilam, ze w tym pokoju bede miala biuro.
      I tak mam. W kuchni byl na wyposazeniu oryginalny stol pasujacy do szafek i blatow kuchennych, tez kazalam zeby sobie zabrali bo ja nie lubie okraglych stolow.
      Jak chca zebym placila i mieszkala, a mieszkanie generalnie mi sie podoba to gospodarz MUSI usunac lub zmienic tak zeby mnie sie podobalo, bo to ja bede mieszkac i w tym przypadku ja za to place.
      A czy ja gdzies powiedzialam/napisalam, ze nie cenie ciezkiej pracy?
      Zobacz, oni sobie ciezko zapracowali na ten dom i ja za te ich prace pomagam im go splacic placac czynsz, nie dewastuje, ale chce miec tak jak mnie sie podoba, bo mam do tego swiete prawo.
      Moja kolezanka w Gdansku wynajmujaca mieszkanie rozklada na fotelach wlasne reczniki zanim usiadzie, bo sie boi zeby nie zrobic plamy, bo fotele naleza do wlasciciela mieszkania. Inna w Anglii przed zwrotem kluczy przy wyprowadzce prala wszystkie dywany, Polish Housewife (Amerykanka), ktora przez kilka lat mieszkala w Poznaniu nie tylko wysprzatala wszystko przed wyprowadzka ale tez pojechala do IKEA odkupic smietniczke czy cos takiego bo sie zniszczylo, a przeciez mieszkala tam bodajze 3-4 a moze nawet 5 lat.
      Jak nie wierzysz to mozesz przczytac, pisala o tym na blogu (link u mnie) bo wlasnie wracaja do Stanow.
      W Stanach taka sytuacja jest nie dopuszczalna, jest rzecza naturalna, ze podlogi, sciany, sprzety, pokretla od kuchenki, czy tez kranu sie zuzywaja i ich wymiana jest OBOWIAZKIEM WLASCICIELA a nie lokatora.
      Ja zanim sie wprowadze, to sobie zycze nowa deske sedesowa, nie to NIE ja ja kupuje, to wlaciciel jest obowiazkiem wlasciciela, ja mam prawo sobie zyczyc, ale on to musi wykonac jesli chce pobierac pieniadze za wynajem.

      Delete
    2. Jak widzisz to jest zasadnicza roznica, nikt tutaj tych domow nie traktuje jak swiatyni, po prostu ma, wynajmuje, zarabia na tym i obie strony sie ciesza. W Polsce wlasciciel dyktuje warunki, w sumie nie wolno lokatorowi pierdnac bez zezwolenia.
      W Ameryce dom jest srodkiem zarabiania pieniedzy.
      W Polsce dom jest dorobkiem calego zycia i stad to nadecie, ze nikomu nie wolno smierdziec, a przeciez kazdy z nas korzysta z toalety i niestety nikt olejkiem rozanym nie sra. To moze srania tez nalezy zabronic, bo moze innym lokatorom smierdziec przez kratke wentylacyjna.
      Ja naprawde nie mam nic przeciw posiadaniu, wyksztalceniu tylko uwazam, ze ani posiadanie ani wyksztalcenie nie czyni nikogo bardziej wartosciowym czlowiekiem tak z czapy za samo posiadanie czy wyksztalcenie.
      Niestety chcemy czy nie wszyscy jednakowo umrzemy i nikt z nas nie zabierze do grobu ani biedy ani bogactwa.
      Jedyna sprawiedliwosc tego swiata i gdyby sobie ludzie z tego zdawali sprawe tak na codzien to moze byliby dla siebie milsi.

      Delete
    3. Wiesz co Star - porównywanie USA do Polski to mniej więcej jak porównywanie pingwina do strusia. Ja w ogóle nie rozumiem PO CO.
      Natomiast przekonasz mnie do swojej postawy jak tych bezdomnych do siebie na święta zaprosisz. Wtedy tak. Wtedy uwierzę, że nie widzisz żadnych różnic ani żadnego problemu, że ci ludzie śmierdzą. Bo z reguły śmierdzą tak że się przy nich w tramwaju wystać nie da. I to nie znaczy że bym, ich w gettcie umieściła. I to nie znaczy, że nie oddaję starych ciuchów na biednych. Bo umówmy sie - oddanie starej kurtki to żaden wysiłek. Właśnie po porządkach świątecznych przygotowałam wielką torbę ręczników co już ich nie chcę i pójdą do PCK. Kasę też wysyłam. Chociaż nie na bezdomnych bo na dzieci w Afryce. Zdarza mi się prowadzić sprawy za free, chociaż inna sprawa że dzięki temu wiem, jak ci biedni ludzie też potrafią mieć nakopane. Ale to inna sprawa. I mimo to jakbym miała mieć przez płot schronisko dla bezdomnych to bym się załamała. I w ogóle nie ogarniam jak można mnie z tego powodu oceniać. Dobrzy skrzywdzeni przez los bezdomni contra wywyższająca się suka spt, która dla własnej fantazji chałupę sobie kupiła. po co było kupować? jakby wynajęła to by problemu nie było. a jak kupiła to niech ma za swoje. Tak to mniej więcej przedstawiasz. Albo ja to tak odbieram ;)

      Delete
    4. Spt, porownywanie ma cel jesli piszesz, ze w Polsce posiadanie domu to jest normalka i w sumie wszyscy posiadaja. W tym momencie nie mam innego wyboru tylko wlasnie porownac to posiadanie, wiec porownalam.
      Nie, nie zaprosze bezdomnych smierdzacych na Wigilie, ale przez 8 lat wspolnych wigilii ze Wspanialym przed nasza kolacja wigilijna zabieralismy jedzenie do schroniska, zeby je tam wydac - doslownie byc kelnerem dla bezdomnych. Jechalismy na 14ta wracalismy o 17tej bo moja osobista kolacja wigilijna zaczyna sie o 18tej.
      W ubieglym roku tego nie zrobilismy i w tym tez nie zrobimy bo jest Tatek, nie zostawie go samego w domu, ani nie zabiore ze soba.
      Natomiast Wspanialy pojedzie sam tylko po to zeby zawiezc przygotowany wczesniej "kociolek" jedzenia.
      Ale tez ja juz od lat nie stawiam pustego nakrycia, bo po prostu uznalam, ze to jest takie oszukiwanie samej siebie i dorabianie dupie uszu. Chociaz kilka lat temu, nie pamietam, moze piec a moze szesc faktycznie mielismy na wigilie niespodziewanego goscia, ktory sie nie mial gdzie przykleic. Lecial do Chicago do rodzicow ale w polowie drogi gdzies tam mial polaczenie i dupa mokra, bo jego samolot odwolano.
      Nie byl to zupelnie nieznany mi osobnik, bo kolega Juniora, faktem jest, ze ja Frederico nigdy wczesniej na oczy nie widzialam.
      Nie, nie smierdzial ani nie byl bezdomny, mogl spokojnie wrocic do swojego mieszkania i siedziec samotnie nad zamowiona pizza.
      Uznalam, ze powinien byc u nas i sie zgodzil.
      Ja nie wiem, czy ja oceniam, czy moze Ty tak odbierasz.
      Ja po prostu pisze to co czuje i mam wrazenie, ze Ty tez piszesz co czujesz, nie zastanawiam sie nad tym czy to jest ocenianie.
      Na pewno mozna to tak odebrac, ale po co?
      Czy nie mozemy obie uznac, ze kazda z nas przedstawia swoje stanowisko, swoja opinie bo obie mamy do tego prawo i bez oceniania?

      Delete
    5. Mysle, ze mozemy, ba nawet jestem przekonana, ze obie potrafimy.
      Tym bardziej, ze ja nie wiem jak wygladaja schroniska w Polsce, ktos tu, albo u Erraty napisal, ze bezdomni w Polsce musza sie zbierac przed takim schroniskiem o wyznaczonej godzinie zeby zalapac sie na noc i wlasnie ten czas "zbiorki" jest najgorszy, bo halasuja, brudza, moze pija, nie wiem.
      Tu tego nie ma. Pomijajac fakt, ze to schronisko nie jest "za plotem" tylko w odleglosci 4-5 ulic od mojego domu to tak jak mijalam ten Motel przez 9.5 roku wczesniej tak mijam go teraz przez ostatnie 5-6 miesiecy i nic sie nie zmienilo.
      Ot motel stoi jak stal, ani nie ma wiecej smieci, ani nie ma zadnego halasu, ani nie ma smierdzacych ludzi, ani nie ma zadnych rozrob z pijanstwem, ot tak jak dawniej przechodzilam i domyslalam sie, ze w tym momencie jak ja przechodze w motelu pierdola sie przypadkowe pary, ale ich nigdy nie widzialam. Tak teraz przechodze i domyslam sie, ze mieszkaja tam bezdomni ludzie, ale ich tez nie widze.
      Owszem spotkam w autobusie, albo spacerujacych z dziecmi, albo dzieci grajace w pilke na parkingu za motelem, ale nic wiecej nie widze. To co widze moglabym rownie dobrze uznac, za turystow, ktorzy przylecieli do NYC i z jakiegos powodu (cena) postanowili przez kilka dni pomieszkac wlasnie w tym a nie innym motelu, bo hotele na Manhattanie to cena od 200 do nawet nie mam pojecia ile za noc, a w motelu mozna spac za 60 dolarow za noc.
      Nie rozumiem, naprawde nie rozumiem o co chodzilo moim wszystkim sasiadom na tamtym zebraniu, ale nie bylam widocznie az na tyle ciekawa, zeby na to zebranie pojsc, wiec sobie teraz daruje ta wiedze.
      Nikt z naszych sasiadow sie nie wyprowadzil ze strachu, nie widze tez zadnych bojowek ochrony uzbrojonych po zeby przed domami, wiec moze jednak zrozumieli, ze tu sie naprawde nic nie stalo.
      Maz mojej klientki prowadzi schronisko dla kobiet na Manhattanie, wsrod domow zamieszkalych przez milionerow i miliarderow jest schronisko dla kobiet i nikt nie rwie z tego powodu klakow ze lba. Od Mollie wiem, ze 40% tych kobiet jest chora psychicznie, ale ona sama Mollie nie ma nic przeciwko temu, zeby maz zabieral do schroniska jej dwie coreczki (9 i 7 lat) na Christmas Party, ktore co roku urzadza dla tych kobiet przy pomocy sasiadow i sponsorow. Dziewczynki biora w tym udzial i jest OK. One wiedza, ze czesc tych kobiet musi je dotknac czy tez poglaskac i jakos calej rodzinie to nie przeszkadza.
      Mollie co prawda mowila, ze jak pojechala tam pierwszy raz z mlodsza, ktora wtedy miala zaledwie kilka miesiecy to troche sie bala jak jedna z mieszkanek zapytala czy moze dziecko potrzymac a potem nie chciala oddac. Ale Danny (maz) ja uspokoil, zeby sie nie bala, bo ona jest po prostu chora, stracila w pozarze caly swoj dobytek i dziecko i ma na tym punkcie obsesje.
      Danny, Mollie i ich corki po prostu wiedza, ze on pracuje dla ludzi, ktorym sie w zyciu nie powiodlo.
      12 wrzesnia 2001 roku, nastepnego dnia po napadzie na WTC ja z czystej radosci uscisnelam prawdopodobnie smierdzacego bezdomnego, ktory zawsze stal na rogu ulicy gdzie wtedy pracowalam. Czysty prosty akt radosc, na widok czlowieka, ktory mogl nie przezyc. On sie ucieszyl, ze zobaczyl mnie i rozlozyl ramiona a ja z rowniez z radosci ze widze jego w te ramiona weszlam. Zanim zdazylam pomyslec to on juz mnie cmoknal w policzek i ja odwzajemnilam.
      Jak powiedzialam o tym w pracy Susan to

      Delete
    6. Urwalo mi:)))
      Jak powiedzialam o tym w pracy Susan to zapytala "ale czy on nie smierdzi?" dla niej widocznie to bylo wazne, a ja do dzis nie wiem czy smierdzial czy nie, wiem, ze byl ZYWY i to bylo najwazniejsze.
      Czy od tamtej pory rzucam sie do calowania i sciskania kazdego bezdomnego?
      Oczywiscie ze nie, ale tez wiem, ze nie kazdy bezdomny zyje tak na wlasne zyczenie, wiem, ze nie kazdy bezdomny smierdzi. Wspanialy jezdzi do pracy z Penn Station, rano o godzinie tuz przed 6ta jesli musi isc do ubikacji to wlasnie tam widzi, jak oni sie myja, niektorzy piora swoje ubrania. Sa tacy co ciagle jeszcze dbaja, a sa tacy co juz przestali. To jest moim zdaniem bardziej przykre niz odrazajace. Oczywiscie, ze sama uciekam od smierdzacego w pociagu, bo tam pod ziemia wentylacji nie ma i ja mam do wyboru cale 10 lub 12 wagonow.
      Nie wyganiam ich, nie prosze zeby sluzby transportu miejskiego wygonily bezdomnego, to ja przechodze gdzies indziej, oni najczesciej nie maja gdzie isc.
      Pisze to tylko w kontekscie tego, ze czlowiek przygarnia bezdomne stworzenia, koty, psy a przegania bezdomnego czlowieka.
      Z tym akurat mam ogromny problem.

      Delete
    7. Wlasnie, choc bardzo lubie zwierzęta , to mnie tez rozwala ze ludzie rozczulają sie nad kazdym zagubionym, wyrzuconym, czyli bezdomnym koteckiem, a ludźmi w podobnej sytuacji gardzą .... Najlepiej ich nie zauważać.

      Delete
    8. Dzieki Toya, to wlasnie ten paradoks. Na zaprzyjaznionym koteckowym blogu wyczytalam kiedys, ze ludzie ktorzy nie lubia kotow sa uposledzeni czy cos tam:))) Nie lubie kotow, wrecz nie cierpie, boje sie ich, ale nie uwazam sie za uposledzona:)))
      Mimo wszystko, przeczytalam i wyszlam.
      A przeciez moglam komentowac, dopytywac jakim prawem i w ogole.... zrobic z tego wielkie hallo.
      Uznalam jednak, ze tak jak ja mam prawo bac sie koteckow tak ktos ma prawo myslec o mnie jak mysli i rowniez te swoje uczucia wyrazac na pismie, szczegolnie na wlasnym blogu.
      Czy sie obrazialam?
      Czy nigdy wiecej tam nie wejde?
      Nie, bo uwazam, ze to mnie nie dotyczy, nie odbieram tego personalnie i tyle.

      Delete
  34. Sie pytam grzecznie gdzie zdjecia??????????????????????????

    ReplyDelete
    Replies
    1. Grzecznie odpowiadam, nie mam czasu i narazie nie wiem kiedy bede miala:)

      Delete
  35. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  36. Nowy Jork w świątecznej odsłonie.... Star, błagam, wykombinuj jakoś ten wolny czas i wrzuć choć parę fotek! No i te z Waszej uczty na Święto Dziękczynienia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem kiedy sie uda, ale na pewno nie dzis, moze jeszcze przed swietami. Przepisy z Thanksgiving to tez nie wiem kiedy sie doczekaja swojej kolejki... no bywa i tak.

      Delete
  37. Lepiej tak, niż żeby nuda rządziła. Ale Tobie to chyba nigdy nie grozi :-)

    ReplyDelete
  38. BABO KOCHANA JEDNA TY ..pomimo...życzę wspaniałych świąt BOŻEGO NARODZENIA - Gryzmolinda

    ReplyDelete
  39. Stardust życzę zdrowych, pogodnych świąt Bożego Narodzenia spędzonych w gronie bliskich Ci ludzi. A w prezencie świątecznym wklejam link do optymistycznej historii. Jak ją przeczytasz, to ucieszysz się tak samo jak ja i radość będzie pomnożona.
    http://natemat.pl/128167,bezdomny-dostal-100-dolarow-i-poszedl-do-monopolowego-nie-kupil-jednak-alkoholu
    Pozdrawiam serdecznie. Barbara

    ReplyDelete
  40. Ale Star, proszę, napisz, że jest Ok. Martwi to Twoje milczenie...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...