Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, December 5, 2014

Zywa chodzaca perfekcja

To w tytule to JA:)))
Tak wlasnie uslyszalam od mojego doktora (rodzinnego, prowadzacego, ogolengo czy jak to sie tam po polsku zwie).
Bylam wczoraj i omawialismy wyniki badan krwi, ktora utoczyl dwa tygodnie wczesniej.
Nie mialam czasu isc wczesniej, a on nie dzwonil, bo nie bylo po co, a wczoraj rzekl byl w te slowa:
-- Star, biorac pod uwage to co przeszlas od stycznia, skupilem sie na wszystkim, chcialem miec obraz co sie dzieje po chemii, gdzie i co jeszcze ewentualnie zalega i na co musimy zwrocic uwage. I musze Ci powiedziec, ze nie spodziewalem sie tak dobrych wynikow. Nie ma nic, zadnych sladow, ze w ogole kiedys bralas chemie. zadnych uszkodzen, zadnych powiklan, po prostu nic.
Kazdy organ po kolei jest w nienagannym stanie, watroba, nerki, stawy... moglbym wymieniac tak po kolei wszystko, wiec powiem krotko - jestes pod kazdym wzgledem perfekt!!! Nie ma nawet najmniejszego pretekstu nie mowiac o powodzie, zeby sie do czegos przyczepic. 

-- Jestes perfekt!! - powtorzyl jeszcze raz.
-- Doktorze, to czy ja moge to dostac na pismie? - zapytalam.
-- Znaczy? Chcesz wyniki badan? czy co? - byl zupelnie zdezorientowany.
-- Nie... tam wyniki, na co mi wyniki? Ja chce to "jestes perfekt" na pismie, oprawie w ramki powiesze mezowi nad lozkiem bedzie sie mial do czego modlic. 
-- Nie znam Twojego meza, ale cos mi mowi, ze on o tym wie. 
No dobra, przestalam sie upierac, wie czy nie, mysle, ze taka przypominajka byla by calkiem na miejscu:P
I powiem szczerze, ze jestem straszecznie uradowana ta wiadomoscia.
Jeszcze rok temu zupelnie nie mialam pojecia, ze czeka mnie jakas powazna choroba.
Gdzies tam pod koniec stycznia dostalam diagnoze. Nie pamietam dnia, bo na cholere mi to pamietac, przeciez nie bede sobie kartek z grtulacjami wysylac z okazji rocznicy diagnozy.
Za to pamietam dzien, w ktorym zadzwonila Verka, zeby mnie powiadomic o wyniku PETscan ktory robilam w kwietniu i powiedziala, ze wszystko co bylo nagle wzielo i.... pufff... zniknelo, guz lymphomy juz nie istnial jak i dwa zaatakowane wezly chlonne byly czyste.
To bylo 24 kwietnia i ten dzien bede pamietac:)))
Od tego dnia minelo 7 miesiecy, od dnia ostatniej chemii minelo 5 miesiecy, czyli 5 miesiecy temu zaczelam pod opieka mojego znachora oczyszczanie organizmu z toksyn po chemii.
I dzis taki wynik!!!!!!!!!!!!
Bez cudow, bez zawracania wody kijem i korzystania z tego co to "ponoc pomoglo sasiadce kolezanki z pracy ciotecznej siosty, a i starozytni Grecy tudziez inni Turcy uzywali", bez zwariowanych diet ani glodowek, bez napychania kieszeni ludziom, ktorzy robia pieniadze na cudzej nieswiadomosci i strachu.
Po prostu pod opieka znachora (chiropraktora-homeopaty) i akupunkturzystki mam oczyszczony organizm tak jak by nigdy wczesniej nic sie nie dzialo.
Czy to znaczy,  ze juz nigdy nic mi nie grozi?
Oczywiscie, ze nie!!!
Ale przeciez takiej gwarancji nie daja nawet ci co lecza huba, tudziez inszym badziewiem.
Nie stosowalam nic poza tym co zalecili mi ludzie, do ktorych mam zaufanie, znam tak jedno jak i drugie od wielu lat i wiem, ze to co robia to tez medycyna, a nie opowiastki babci Gaski.
Nie zmienilam nic w moim zyciu, nie wyrzucilam nic z mojej diety, kierowalam sie zawsze tym na co mialam ochote, a wiec jak mialam ochote na cos slodkiego to sobie nie odmawialam ze strachu, ze "rak zywi sie cukrem". Wierze w to, ze nie kazdy rak i rowniez wierze, ze nie kazdy organizm reaguje tak samo.
A wiec cukier pod postacia owocow czy tez slodkosci pieczonych w domu pozostal w mojej diecie tak jak zawsze byl. Jedyne co wyrzucilam z mojego zycia, to stres.
Nie stresowalam sie tym, ze wypadly mi wlosy, bo i po co?
Stracilam wlosy - na kilka miesiecy, a przeciez moglam stracic zycie!!!
Taka jest prawda, a wiec co mi niby mialo dac plakanie po wlosach i marudzenie, ze jestem teraz brzydka i placze za kazdym razem jak patrze w lustro. Co niby moglabym przez to osiagnac?
Nic, absolutnie nic po za niechecia do samej siebie a co za tym idzie ogromnym stresem.
A stresem to raczej kazdy rak sie karmi:))
A ja siedzialam jak zawsze przed lustrem, z lysa glowa i od czasu do czasu zerkalam w to lustro posylajac sobie calusy, bo ja sie kurwa kocham i zaden rak tego nie zmieni.
Ponoc (tak czytam w roznych zrodlach) nasi partnerzy i mezowie akceptuja to ze lysiejemy na skutek choroby, ale jednak lubia nas bardziej z wlosami... ponoc... moze to i racja.
I co z tego?
Jesli nawet Wspanialy akceptowal na pokaz, a w skrytosci ducha "wolal mnie z wlosami" to JEGO   PROBLEM a nie MOJ!!!
A gdyby nawet tak bylo to niech on sobie pracuje nad swoimi problemami ja skupilam sie na sobie.
Dla mnie to byl by jedynie dowod, ze znow wyszlam za maz za idiote.
Na szczescie nie dotarly do mojej swiadomosci zadne mezowskie preferencje w kwestii mojego owlosienia czy tez wygladu ogolnego.
A skoro juz przy wlosach jestesmy to tylko informacyjnie dodam, ze rowniez bez zadnych cudownych olejkow odroslo ich wiecej niz kiedykolwiek mialam, ale ja to olewam, bo to w zaden sposob nie zmienia mojego zycia.
Wkurwia tylko, ze rowniez odrosly tam gdzie mogly sobie darowac:)))
Jedynym powaznym problemem mojego niestresowania sie skutkami ujemnymi choroby, na ktore i tak nie mialam wplywu, ale przeciez moglam marudzic, jest moj blog.
Jest tak malo medialny, tak malo "rakowy", ze az zal dupe sciska:))))
A moglo byc inaczej, mogly statystyki pekac w szwach... moglo byc masowe umartwianie i rownie masowe podnoszenie na duchu.... no moglo byc... spektakularnie... a nie jest, no i chuj:)
Tylko gdyby tak bylo to nie bylabym ja.
A po pracy, ktora wczoraj skonczylam wyjatkowo wczesnie poszlam z moja klientka Jay na obiad do knajpy. Specjalnie tak wykombinowalam, bo nie widzialam Jay juz od 4 miesiecy.
Jay wlasnie walczy z drugim przerzutem, przezyla kolejna operacje, znow bierze chemie, a wiec nie bardzo moze pozwolic sobie na wizyty u mnie a tym bardziej na zycie towarzyskie.
Owszem od czasu do czasu dzwonimy, jak ona ma lepszy dzien to rozmawiamy, jak nie to ja wiem i rozumiem. Tym razem sie udalo, wiec skorzystalysmy z okazji.
Przesiedzialysmy w knajpie trzy bite godziny, opowiadajac sobie nawzajem nasze "chorobowe" doswiadczenia i zasmiewajac sie przy tym do utraty tchu, bo Jay podobnie jak ja bierze to wszystko na humor.
-- Jay, jak przezylas utrate wlosow, bo to w koncu juz trzeci raz. 
-- Jak to jak? - spojrzala na mnie jak bym miala dwie glowy - normalnie. Za pierwszym razem jak wreszcie zgolilam te wypadajace klaki to owszem byl szok i unikalam lustra przez kilka dni. A potem pomyslalam sobie "idiotko nie masz wlosow ale i w trumnie jeszcze nie lezysz a to juz wystarczajacy plus". A teraz to sobie mysle "chuj z wlosami, wazne ze jeszcze zyje"
-- A Ty co? mialas z tym problem? - zapytala mnie po chwili.
-- No wlasnie, ze nie mialam, podobnie jak Ty uwazam, ze wlosy to nic w porownaniu z zyciem. 
-- To dlaczego pytasz? 
-- Pytam, bo wszedzie slysze, ze dla kobiet to najwiekszy problem. 
-- No moze i dla kobiet to jest problem, ale ani Ty ani ja nie jestesmy kobietami - powiedziala i zaczela sie tak smiac, ze musialam trzymac stolik bo sie trzasl na lewo i prawo.
-- I co wazniejsze, dobrze nam z tym - podsumowalam jak juz obie przestalysmy rechotac.
-- A co Cie najbardziej denerwuje w tym wszystkim, bo wiesz w sumie to juz drugi przerzut i masz prawo byc zmeczona jak i... wystraszona... 
-- Oj pierdolisz Star, czego mam byc wystraszona? przeciez ciagle zyje. Pewnie, ze to meczace, bo za kazdym razem masz nadzieje, ze to juz koniec i wreszcie mozesz zaczac zyc normalnie a tu miesiac, czy kilka pozniej kolejny przerzut. Ale co ja moge na to zrobic? przeciez nie mam na to wplywu, no to zaczynam od nowa... kolejna operacja, kolejna chemia, kolejne lysienie... i tak az do skutku czyli albo wyleczenia, albo smierci, ale co mi da jak sie bede tym zamartwiac.. 
-- A co mnie wkurwia, bo denerwuje to za malo? Ludzie!!! Ludzie mnie wkurwiaja!!! Tacy co to patrza na mnie i "dyskretnie" ocieraja lze, tacy co to ciagle mnie glaszcza i pocieszaja ze bedzie dobrze, tacy co to ciagle mi mowia jaka jestem silna i jak ladnie walcze... 
-- A chuj, ja z niczym nie walcze. Bo co to za walka? ze biore tabletki, czy jade na chemie to ma byc walka? To jest jedyne co moge robic w tej sytuacji i nie ma w tym zadnego bohaterstwa, bo jak leze usrana czy obrzygana bo nie zdazylam do sracza to jest bohaterstwo? Star, Ty chyba rozumiesz o czym mowie? 
-- Rozumiem i calkowicie sie zgadzam, chociaz naprawde mialam szczescie przejsc przez chemie bardzo lagodnie, wiec staram sie nie wypowiadac. 
-- Bo Ty mialas szczescie zachorowac na "lepszego" raka i kolejne szczescie, ze skonczylo sie na szesciu chemiach i prawdopodobnie duzo lagodniejszych niz moje. U mnie przy kazdym kolejnym przerzucie zaczyna sie od tego, ze pozbawiaja mnie jakiegos organu albo w calosci albo czesciowo i potem dopiero jedziemy z wagonem chemii... ale gdzie tu sila i walka? 
-- No wiesz... - zaczelam chociaz naprawde nie wiedzialam co powiedziec, ale na szczescie mi przerwala:
-- No tak, mozna sie jeszcze polozyc i poczekac na smierc... wtedy nie ma ani sily, ani walki i mowy o bohaterstwie... wiesz co? Mam kurwa dosc ludzi, dlatego unikam. Moge pogadac z Toba i jeszcze kilkoma osobami, ale to sa jednostki, ktore moge policzyc na palcach jednej reki... rozumiesz? 
-- Rozumiem, znam to bo zaraz na poczatku musialam opierdolic pare osob jak na moj widok robily mine jak  by to one byly chore a nawet umieraly... pamietam te sciszone bolescia glosy. Az ja musialam wrzeszczec do telefonu, ze kurwa takiego wsparcia to ja absolutnie nie potrzebuje. A jeszcze lepiej jak ktos mi mowi "a ja to bym chcial/a wiedziec co Ty myslisz naprawde". 
Ja pierdole!!! Jak ja mowie, ze nie mysle, bo tu nie ma o czym myslec, to oni chca wiedziec co ja mysle "naprawde"!!! 
-- O tak!!! To mnie do szalu doprowadza i mowie "to sobie musisz sam/a dopowiedziec co ja mysle naprawde tylko prosze zachowaj to dla siebie bo ja nie jestem zainteresowana". 
-- Pieknie!!!! 
-- Ja nawet mojego onkologa musialam zjebac, bo przy drugim przerzucie to maial taka mine jak ze mna rozmawial jak bym juz byla w trumnie. To sie go w pewnym momencie zapytalam "ile to bedzie kosztowalo zeby sie doktor usmiechnal to zaplace, bo wiem ze ubezpieczenie tego pewnie nie pokrywa". 
-- I co powiedzial? 
-- Nic nie powiedzial, usmiechnal sie i do tej pory sie usmiecha.... za darmo - znow mialysmy dawke szalenczego rechotu. Bo tak to wlasnie jest, Jaki chory chce chodzic do doktora, ktory z grobowa mina rozwija przed nim czarna przyszlosc?
Ja ani Jay na pewno nie:)))
Opowiedziala mi jak na chemie tuz przed Halloween pojechala w kostiumie czarownicy i bialej peruce na lbie, wyobrazilam to sobie i o malo nie zeszlam ze smiechu,
Jay jest Latynoska i ma ciemna skore, w tej bialej peruce musiala wygladac zajebiscie!!!!!!!!!
-- Jay ale jedna Twoja wspolpracownica sie zali do mnie, ze nie odbierasz telefonu i nawet nie odzwaniasz jak ona zostawia wiadomosc... 
-- Kenia?? Tak?? 
-- No wiadomo, ze trafilas... 
-- Star, bo ona kurwa za kazdym razem placze i co ja mam zrobic, ja tego nie chce. 
-- Wiem, ale przeciez doktora zjebalas a Kenii nie mozesz zjebac? 
-- Slyszalam, ze Ty ja opierdolilas podobno.
-- A co mialam zrobic? Wyrzucic na zbity pysk? Nie moge, ona jest moja klientka, wiec musialam opierdolic i teraz chodzi jak szwajcarski zegarek. 
-- Chyba bede musiala tak zrobic, ale wiesz teraz swieta... 
-- I to bardzo dobry pomysl!! Kenia jest mocno wierzaca, Ty wiesz, ze ona sie modli tak za Ciebie jak i za mnie... 
-- No ktos musi - parsknela znow smiechem.
-- Tez tak mysle, ale wlasnie taka bozonarodzeniowa zjebka pod choinke to sie Kenii przyda. 
I tak zakonczylysmy super wieczor mocnym postanowieniem, ze Jay zafunduje Kenii zjebke i koniecznie musimy sie spotkac w okresie swiatecznym jeszcze raz.
Moze nawet uda nam sie powiekszyc grono o nastepne dwie osoby, ktore rowniez przezyly przygode z rakiem i reprezentuja poglady podobne do naszych.


124 comments:

  1. Star podoba mi sie twoje podejscie do zycia:))w obliczu choroby:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Doroto, tak naprawde to nasze zycie nie jest niczym wiecej niz droga do smierci. Jedni te droge pokonuja w krotszym czasie, inni w dluzszym i na to nie mamy wplywu. Natomiast czy idziemy ta droga usmiechnieci i radosni czy tez zatroskani i pelni leku to juz nasz wybor. Nawet w najczarniejszych momentach naszego zycia jest cos pozytywnego, fakt, ze zyjemy:) trzeba to tylko chciec dostrzec.
      A do konca drogi dojdziemy na pewno, od tego nie ma ani ratunku ani odwolania.
      Ja po prostu zdaje sobie z tego sprawe i dopoki ide chce sie usmiechac.

      Delete
    2. Star ja wieczna optymistka jestem,nawet jak mi sie na leb wali to szukam pozytywow.:))

      Delete
    3. Bo to chyba najbardziej odpowiedni sposob na szczesliwe zycie, ja tez tak mam:)))

      Delete
    4. Star pamietasz ,obiecalas spacer po central parku:))))

      Delete
    5. Pewnie, ze pamietam:))) a jak bym zapomniala to wiesz, trzy razy mloteczkiem w lepetyne i juz pamiec wraca:)))

      Delete
    6. Hej to ja czekam na znak, przeciez to Ty musisz przyjechac. Daj znak na prive kiedy i bedziemy kombinowac:)))
      bezodwrotu9@gmail.com

      Delete
  2. Przy takiej filozofii to i kłonicą Was nie dobije! Cudowne wariatki...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aaa to juz bylo by morderstwo:)))) Uwielbiam Jay, zawsze ja lubilam, a teraz jeszcze bardziej i Wspanialy tez jest jej najlepszym kolega z pelna wzajemnoscia:))

      Delete
  3. Po prostu jesteś perfect. Nic dodać nic ująć. Zresztą Jay też jest perfect, bo tu nie o te wyniki badań chodzi.
    P.S.
    A ja na swoim znachorze (także chiropraktor, homeopata) bardzo się zawiodłam i musiałam zerwać współpracę. Szkoda, że Twój tak daleko.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iza, ja nie widze w tym nic dziwnego, czy nienaturalnego (ale jestem delikatna;)) po prostu taka jestem. Ale byl czas, ze nie bylam taka, po prostu wypracowalam w sobie takie podejscie do zycia, bo ono sprawia, ze zycie jest przyjemniejsze.

      Szkoda, ze sie zawiodlas na chiropraktorze. Mojego znam od 20 lat i jeszcze nigdy sie nie zawiodlam, a ZAWSZE uzyskalam pomoc.
      Kiedys mieszkalam dwie ulice od jego gabinetu, teraz mam troche dalej, ale i tak w granicach 15min marszu. Natomiast wiem, ze przyjezdzaja do niego ludzie z CT, NJ, PA a nawet ktos z VT.
      Ufam mu bezgranicznie pod kazdym wzgledem.
      Jak tylko dostalam sie do szpitala to on byl pierwsza osoba, ktora zawiadomilam. Nie chcialam tego robic telefonicznie, wiec Wspanialy wstapil do gabinetu w drodze do szpitala i powiedzial sekretarce, bo znachor byl zajety. Zanim Wspanialy do mnie dojechal to juz znachor zadzwonil. Od poczatku dostalam od niego tyle wsparcia, ze nie bede w stanie splacic tego dlugu.
      Byl czas, ze przyjal mnie w niedziele, bo nie chcial, zebym miala kontakt z innymi pacjentami, mialam wtedy duzy spadek bialych cialek i zagrozenie zlapania jakiegos wirusa bylo wysokie.
      Jak mialam infekcje jamy ustnej po chemii to juz bylo po 6pm kiedy sie zorientowalam co sie dzieje... i co? Telefon do znachora, kazal Wspanialemu przyjsc do niego do domu (w tym samym budynku) i dal mu dwa preparaty tak "na tymczasem" zeby ulzylo do czasu az moja onkolog przepisze co trzeba. Nie przyjal za to pieniedzy, bo jak stwierdzil "to sytuacja wyjatkowa, a ja jestem jego pacjentka od 20 lat".
      Niesamowity czlowiek.

      Delete
    2. Dobrze trafiłaś jednym słowem. Dobrze czytać, że tacy są. Ja nowego szukam, mam już namiary na kogoś polecanego ale przyjdzie mi jeździć daleko, do innego miasta. Ale jak to będzie ktoś sensowny, to warto.
      A co do Twojego podejścia do życia... dlatego czytam Twojego bloga. Już przez jakąś połowę przebrnęłam i chcę Ci bardzo podziękować. Bo ja postanowiłam się zmienić na osobę pozytywną i żyjącą bezstresowo, na ile to możliwe. Nie urodziłam się z takimi cechami, nie wychowywano mnie tak, więc muszę się tego uczyć. Życie, książki, znajomi uczą mnie. Ale właśnie potrzebuję "podglądać" innych. Uczę się też od Ciebie. Dobrze więc wiedzieć, że jesteś "żywą chodzącą perfekcją" ;)))

      Delete
    3. Iza, jesli tylko ten nowy znachor bedzie dobry to naprawde warto jezdzic.
      Mnie tez wychowano w wiecznym strachu "oj co to bedzie?":)))) w wiecznej ostroznosci, zeby "nie cieszyc sie na zapas"... itp. itd.
      Ale wiesz nawet chyba kuzwa nie ma kogo winic za to bo tak byla wychowana wiekszosc z nas bez wzgledu na to gdzie sie urodzilismy.
      Nawet nie wiem skad sie to bierze, ten model zeby ci bra buk nie bylo za dobrze, u mnie sie mowilo "dmuchaj na zimne" no toz kuzwa dmuchalam, az mnie zycie wydmuchalo tak ze mialam juz dosc:)))
      Tak zupelnie bezstresowo sie nie da, bo stres ma korzenie w naszych myslach, a tymi nie jestesmy w stanie kierowac w 100% one sie pojawiaja bez wzgledu na to czy chcemy czy nie. Ale od momentu kiedy mysl sie pojawila to juz my decydujemy czy bedziemy ja dalej rozwijac czy tez odsuniemy ja na bok.
      Ja tez nie jestem cyborgiem (czasem bym chcialabyc:P) i nie jestem wolna od strachu. I owszem mialam momenty strachu, zwlaszcza w szpitalu, w nocy kiedy nie moglam spac, te mysli, te leki przychodzily ale wiedzialam ze moge:
      1) poddac sie im i plakac w poduszke
      2) robic wszystko zeby odeszly
      Ani jedno ani drugie nie zmienialo w zaden sposob stanu rzeczy czyli mojego polozenia generalnie, ale to drugie zdecydowanie bylo bardziej pozytywne. Bralam wiec stojak z kroplowka i zaczynalam marsz przez korytarze szpitala, zeby odegnac te mysli czesto zaczynalam liczyc kroki, cwiczylam oddechy w czasie chodzenia.... wszystko... cokolwiek byle nie myslec o tym o czym nie chcialam myslec.
      Mozna wiele rzeczy robic zeby odsunac niewygodne mysli: ogladanie tv, czytanie, pisanie, robtki na drutach, szydelku, gotowanie, pieczenie.... w sumie kazda czynnosc jest dobra wazne zeby sie na niej skupic na tyle ze ta niechciana mysl odejdzie.
      Ludzie mi mowia "bo tobie latwo mowic, ty taka jestes a ja jestem inna, nie potrafie".
      No najbardziej mnie smieszy to "nie potrafie", bo przeciez ta osoba podobnie jak ja urodzila sie nie potrafiac chodzic, mowic, siedziec, samodzielnie jesc, ba nawet potrzeby fizjologiczne jakos sie zalatwialy same bez naszej kontroli... a teraz potrafimy tak wiele.
      Tak ja jak i ta druga osoba........... mozna? :))))
      Mozna, trzeba tylko chciec.
      Czy nauka chodzenia dla rocznego dziecka jest latwa? na pewno nie, a jednak nie tylko nie zakazujemy im probowac, ale wrecz nawolujemy do prob "chodz do mamusi" i wyciagamy ramiona...
      Od wlasnych malenkich dzieci wymagamy wiecej niz sami chcemy zrobic dla siebie i to jest moim zdaniem paradoks.

      Delete
    4. Siedzę, czytam, zapamiętuję i mam zamiar wprowadzać w życie. Star, tyś lepsza jak niejeden poradnik typu "jak żyć" :) I piszę to absolutnie poważnie.

      Delete
    5. Marto, dziekuje, ale nawet nie wiem co Ci napisac:) To trzeba chyba tylko stanac z boku i popatrzec realnie, ze nasza sytuacja bez wzgledu na to jak dobra czy zla wcale nie jest inna od sytuacji innych ludzi.

      Delete
    6. Powiem więcej- często jest nawet korzystniejsza od sytuacji innych, ale to jakieś takie charakterystyczne dla rodzaju ludzkiego, że głównie na swoim "jak mi źle" jest skupiony. Dodaje mi otuchy, to co napisałaś- że Ty też nie urodziłaś się taka, jaka jesteś teraz. Może i dla mnie jest jeszcze nadzieja, na większy luz, dystans, na zmianę podejścia...

      Delete
    7. Marto nadzieja i szansa jest zawsze. Wiele z tych rzeczy przychodzi samo z wiekiem, czlowiek jak juz ma troche lat na karku to juz z samego doswiadczenia wie, ze nie warto sobie zawracac dupy duperelami:))) i z wiekiem ma sie tez swiadomosc, ze wiekszosc rzeczy z jakimi sie borykamy na codzien to zwykle duperele:))
      Jak sie juz nabierze wprawy w odroznianiu dupereli od prawdziwych problemow to i dystans do problemow przychodzi latwiej:)))

      Delete
    8. Ja Star nie winię nikogo za to, że zostałam tak wychowana, bo kogo winić? Ja się cieszę, że przejrzałam na oczy i zrozumiałam, że mam wybór, jak będę na to wszystko się zapatrywać. I z jakim podejściem weselej jest żyć! Toteż np. Wybrałam czytać Twój blog i rechotać ze śmiechu razem z Tobą :))

      Delete
  4. to że perfect to się wie! walka nie walka - nie każdy wytrzymuje ze sobą, a Ty - świetnie dajesz sobie radę! super perfect!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anno, wiem, ze na pewno sa momenty, ze czlowiek chcialby od tego wszystkigo uciec, uciec sam od siebie, ale sie nie da. Kazdy chory wybiera kierunek, lekarzy czy tez osoby, ktorym ufa i stosuje sie do zalecen. Nie ma w tym walki.. ja przynajmniej nie widze, nie lubie tego slowa w odniesieniu do choroby, szczegolnie do raka.
      Bo my "rakowcy" nie walczymy, w wiekszosci z bardzo prozaicznego powodu, nie mamy sily miedzy jedna a druga chemia na walke, mozemy tylko odpoczyac na ile czas pozwoli, zeby sie zebrac na kolejny etap. To nie jest walka, to jest tylko przetrwanie od.... do....
      Jednym sie udaje, innym nie... ale wczesniej czy pozniej, wszyscy konczymy tak samo.
      Ja wcale wczoraj w czasie rozmowy z Jay nie czulam sie "zwyciezca" bo juz mam wszystkie wyniki w porzadku... to naprawde o niczym nie swiadczy, ani nic nie przesadza.
      25 lat temu mialam w grupie przyjaciol faceta, ktory byl juz wrecz "skazany na smierc", codzienne dializy, czekanie od kilku lat na przeszczep nerki... wszyscy mysleli ze Piotr "odejdzie" lada dzien.
      10 lat temu spotkalam tego samego Piotra na pogrzebie naszego wspolnego kolegi............
      Nikt z nas nie wie...

      Delete
    2. Ja bardzo nie lubię tego słowa "walka". Pacyfistką jestem, he, he.
      Myślę, że chodzi o podejście, a nie walkę. O akceptację ale nie poddawanie się.
      Rok temu zmarł mąż mojej przyjaciółki. Od chwili diagnozy "walczył" dla malych dzieci, dla żony, dla siebie. Cały czas choroby to była walka.
      Mój inny przyjaciel od kilku lat nie ma nawrotu, jest cudem wśród lekarzy, rak nie wraca. Od pierwszego szoku po diagnozie powiedział, że nie będzie walczył. Co ma być to będzie. On postanowił skupić się na życiu, codziennie rano wstaje i dziękuje, że ma kolejny dzień do przeżycia. I żyje!

      Delete
    3. Iza, gdybym mogla to bym Cie usciskala za ten komentarz:)))))))))))))
      Wlasnie tak, supiac sie na zyciu a nie chorobie i smierci!!!
      Ja w czasie mojej choroby dostalam amoku na kupowanie szmat:)) W zyciu tyle ciuchow sobie nie kupilam co przez ten rok.
      Ja nie myslalam "czy dozyje.... " ja planowalam w co sie ubiore jak przyjdzie ten moment:))))

      Delete
  5. A ja bym chciała wiedzieć co Ty myślisz naprawdę, ale tak naprawdę, naprawdę;-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak jebne to sie szybciorem sama domyslisz:)))))))))

      Delete
    2. Star--sama prawda: Zycie i swiat inaczej wygladaja jesli potrafimy wszedzie widziec piekno i radosc,jesli potrafimy usmiechac sie do swiata i ludzi ( albo z nich).Latwiej zyc i nam i innym z nami.
      A zamartwianiem sie ,narzekaniem i ponura mina mozemy zmienic tylko tyle, ze sie ludzie od nas odsuna.

      Delete
    3. Urszula mysle, ze to jest tak, ci co moga to sie odsuna, tzn. znajomi, przyjaciele z nizszej polki, bo nikt nie chce wysluchiwac ciaglego narzekania tym bardziej jak nic nie mozna zrobic zeby pomoc. Pomoc nie moze nikt z zewnatrz, pomoc moze sobie tylko sam chory przez zmiane wlasnego nastawienia.
      Natomiast nie zapominajmy, ze sa tacy co odsunac sie nie moga. Rodzina, mezowie, zony, dzieci oni sie nie odsuwaja oni cierpia razem z nami a jak widza nas nieszczesliwych, zatroskanych i wystraszonych to cierpia jeszcze bardziej.
      Dla mnie najwiekszym problemem choroby bylo widziec strach na twarzy mojego syna......... juz wtedy w tamtym momencie wiedzialam, ze zrobie wszystko zeby nigdy tego strachu nie widziec ani na jego twarzy ani w oczach Wspanialego.
      Bol i strach mnoza sie i rozmnazaja w zastraszajaco szybkim tepie........ a potem przychodzi smierc i nagle slychac "dobrze, ze juz umarl/a bo nareszcie cala rodzina przestala cierpiec razem z nim/nia".
      Nigdy nie chcialam i nie chce, zeby moi bliscy cierpieli z powodu mojej choroby, mojego strachu i robilam wszystko zeby do tego nie dopuscic. Rozumiem, ze jak ktos cierpi fizycznie, dzien w dzien odczuwa ogromny bol to jest trudniej widziec plusy takiej stytuacji, ale na dobra sprawe nikt juz nie cierpi rozdzierajacych boli bo kazdy ma dostep do srodkow przeciwbolowych.
      Jak juz nie ma innego wyjscia to trzeba po nie siegnac.
      Ja chce zeby jak przyjdzie czas pamietano mnie z usmiechem........ -powiem wiecej, ja chce umrzec z usmiechem, bo mialam i mam piekne zycie, mam mase cudownych wspomnien do ktorych moge sie usmiechac nawet jak obecna rzeczywistosc doskwiera.
      Taka chce byc, bo wiem, ze jaka jestem zalezy tylko ode mnie samej, od nikogo ani niczego wiecej a tylko ode mnie:))

      Delete
  6. no nie mialam watpliwosci ze sie perfekcja wczesniej czy pozniej pojawi. sie ciesze i sciskam mocno :))

    ReplyDelete
  7. co tu dodac? Wszystko jest w tytule. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie:))) tyle perfekcji w jednej wielkiej babie:))))))))))

      Delete
  8. Gratki Star, bardzo się ciesze :)!!!! Buziaki, buziaki, buziaki!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje kochana i nieustannie z zacisnietymi kciukami czekam na takie wiadomosci od Ciebie :***

      Delete
  9. Ach, moja Ty Perfekcyjna Star! :*
    Tak trzymaj :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czymiem, czymiem, bo i co moge innego robic:***

      Delete
  10. od dawna powtarzam że jak będę duża i dojrzała to chcę być taka jak Stardust !!! ( kiedyś u nas była taka reklama jogurtu - truskawka tak mówiła oczywiście nie chciała być taka jak Stardust ale jak jogobella )
    no więc jakby nie daj blog przytrafiła mi się taka sytuacja to chciałabym mieć takie podejście jak Wy Dziewczyny !!!! , wiem wszystko zależy ode mnie i z reguły jestem optymistką ale nikt nie wie jak zareaguje , nikt nie wie co będzie jutro dopiero jutro się dowie
    Kocham Cię Star !!! ale mocniej Tatka którego proszę pozdrowić ucałować i uściskać :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, ale uprzedzam "is not easy to be me":)))
      Tatek sie wybiera do nas, przybedzie 19tego to bedzie wtedy sciskany i calowany na zywo:)))

      Delete
  11. oj. mimo wszystko to trudne jak cholera, nawet tylko czytać.

    Star. A co do Ciebie to cieszę się, że jest perfect! A ze statystykami nie kombinuj bo i tak nie możesz narzekać ;)))

    życie jest takie cholera magiczne, że nigdy nie wiem co będzie za rok. tak mnie nastroiłaś do refleksji listopadowej przy porannej kawie :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, bo zycie jest kurewsko trudne, tylko czesto sami go sobie jeszcze bardziej utrudniamy. Jest taka ksiazka "Get that monkey off your back" czytalam ja kiedys bardzo pomocna. Ta monkey to wlasnie nasze mysli, ktore stoja nam na drodze do pelnego szczesliwego zycia.
      Tak, zycie jest magiczne i nieprzewidywalne czesto zaskakuje z zupelnie nieprzewidziany i niekoniecznie mily sposob, ale wlasnie takie jest.
      Mozemy zmienic tylko to co mozemy, calej reszcie trzeba sie poddac i wyluskac z tego jakis pozytywny sens:**

      Delete
    2. Mądrze piszesz Star :) Lubię Cię bardzo :*

      Delete
    3. :****
      A kiedys siadziemy i bedziemy o tym rozprawiac na zywo:))))

      Delete
  12. Primo - ogromnie się cieszę, że jest wszystko w porządku. Secundo-żeby nie dac się życiu (a głównie wszystkim problemom zdrowotnym i nie tylko) trzeba miec dystans do wszystkiego - do siebie, choroby, śmierci. Bo wiadomo, że kiedyś i tak wszyscy przeniesiemy się w inny wymiar i nic tego nie zmieni. Zawsze mnie zadziwia fakt, że wyobraznia ludzi działa jak pijane dziecko we mgle. Widzą chorego na raka i wyobrażaja sobie licho wie co, ale zupełnie niczego sobie nie wyobrażają siadając po pijaku za kierownicę lub jadąc ze zbyt dużą prędkością w bardzo złych warunkach atmosferycznych.
    Masz Star bardzo dobrą psychikę i podejście do życia.
    Buziam serdecznie;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, super to napisalas, ludzka wyobraznia jest nieprzewidywalna:))) I masz racje, jak ktos ma raka to sie boi smierci, ale jak siada po pijaku za kierownica to sie nie boi. Wiekszosc ludzi nie tylko nie ma dystansu, ale boi sie nawet nazywania rzeczy po imieniu, a tymczasem wszystko co nas otacza lacznie z nami w centrum jest tylko jakie jest.
      buziaki:****

      Delete
  13. Ale czad!!! Bardzo sie z Mezem Mym radujemy, wlasnie przekazalam mu nowiny:-) A Gabo nawet zatanczyl macarene;-) Super wiesci!! :-*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gabiszon tanczacy macarene????!!!!!
      Bardzo chcialabym to zobaczyc:))))))))))))

      Delete
    2. Przecież wiesz, że możesz:-))))

      Delete
    3. I kiedys wreszcie to zrobie:)))

      Delete
  14. jak dorosnę, chcę być taka jak Ty Star!;)


    p.s. wiele mi nie brakuje, ale szalenie Cię podziwiam za tę siłę i nie oglądanie się za siebie:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, bo my ciagle jestesmy z tego "lepszego" materialu zskrojone:)))))
      A od ogladania sie za siebie to tylko szyja boli:))))

      Delete
    2. kij z szyją, ważne, by nikt nam nie dopier*olił znienacka w dupę! Więc miejmy szeroki kąt widzenia!
      Ściskam Cię mocno, Ty moja raczyskowi - na przekór Perfekcyjności:*

      Delete
    3. Tysz prowda cza miec baczenie na dupe:))))
      :***

      Delete
  15. Star, ciszę się ogromnie i gratuluję CI najserdeczniej jak umiem. Taka ja na przykład być perfekt nie umiałabym nijak, a TY... jesteś perfekt w każdym calu i to NIE od chwili ostatnich badań zresztą, bo TY nawet o badaniach krwi wyrażasz się perfekcyjnie jako o UTOCZENIU krwi, bo to jest utoczenie...Coś mi mówi,że ciężko pracowałaś na to PERFEKT i zasłużyłaś sobie na czystą radość BYCIA PERFEKT.Amen.Serdeczności.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki serdeczne Dobrochno:****
      Zawsze z radoscia Cie tu widze i tylko przykro, ze przestalas pisac.... :((

      Delete
  16. Jak fajnie mieć taką perfekcyjną koleżankę, szkoda, że nie mogę Cię osobiście uściskać z okazji tych świetnych wiadomości!!!
    I Jay też bym uściskała, bo obie jesteście fantastycznymi babkami. Zjebka bożonarodzeniowa dla Kenii to świetny pomysł.
    No i faktycznie tylko jedna strata, że bloga sobie tym rakiem nie wywindowałaś i nie rozpowszechniłaś. Ale coś mi mówi, że z tym jakoś możesz żyć :))).
    Ech, Star, jak dobrze, że jesteś! Powinni o Tobie zrobić film, to byłby bestseller!
    Buziaki serdeczne
    iw

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwus, Jay jest niesamowita:))) Do konca zycia nie zapomne jak lata temu Wspanialy przyjechal po mnie do pracy i czekal na poczekalni a ja mialam w gabinecie wlasnie Jay:)) I obie na siebie wrzeszczalysmy, przeklinajac co drugie slowo:)))
      Jak wreszcie wyszlysmy z gabinetu to Jay spojrzala na Wspanialego i powiedziala "ty wygladasz na poczciwego czlowieka jak mogles sie ozenic z taka pierdolnieta wariatka? ja tu juz nigdy wiecej nie przyjde". Po czym mnie usciskala i poszla.
      Biedny Wspanialy siedzial z kopara na kolanach i zupelnie nie mial pojecia o co chodzi, a ja zabralam sie za porzadkowanie przed zamknieciem, az wreszcie zapytal "co sie stalo z ta klientka, czy cos zle zrobilas?"
      Dopiero musialam mu wyjasnic, ze wrecz przeciwnie i my tak rutynowo i z milosci do siebie mowimy:))))))))))))
      Teraz po latach nareszcie rozumie;)

      Delete
    2. Ale się uśmiałam :) Niemal widzę tamtą minę Wspaniałego i Jego konsternację :)

      Delete
    3. To bylo bezcenne, on biedak nie mial pojecia o co tu chodzi:)))

      Delete
    4. Ja myślę, że większość ludzi wprawiłybyście w osłupienie :) I to jest niesamowite, trafić a drugą, tak samo nadającą osobę, na swojej drodze :)

      Delete
    5. Faktycznie wyobrażam sobie minę Wspaniałego! :)))
      On nadal jeszcze chyba tak do końca Ciebie nie ogarnia, do tego musiałby się nauczyć polskiego i nie wiem czego jeszcze :).
      Ale najważniejsze, że Cię taką uwielbia i kocha ponad życie!

      Delete
    6. Iwus, znajomosc polskiego to by mu akurat nie pomogla, a raczej nawet zaszkodzila:) Po 30 latach to ja rozmawiam szybciej i latwiej po angielsku niz po polsku. Tego oczywiscie nie widac na blogu bo nikt nie wie jak dlugo zajmuje mi pisanie notki, zastanawianie sie nad doborem slow, ktore ulecialy z pamieci... przekladanie mysli z angielskiego na polski to zajmuje troche czasu.
      Wierz mi, on naprawde wie doskonale w co sie ubral bez znajomosci polskiego:)))
      A tamto spotkanie z Jay to bylo bodajze 10 lat temu i on ja wtedy zobaczyl pierwszy raz w zyciu.

      Delete
  17. :DDDD
    juz widzę ten rechot

    I JAK JA NINAWIDZĘ TEJ WOJENNEJ RETORYKI W SPRAWIE RAKA!!
    WYGRAŁA - PRZEGRAŁA
    NOSZ QRFA
    Z ZAWAŁEM SERCA SIĘ NIE PRZEGRYUWA, Z CUKRZYCĄ NIE, TYLKOI Z RAKIEM MOŻNA PRZEGRAĆ, WRRRRRRRRRRRR

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak:))))
      Ale wiesz to tak "ladnie brzmi" wygrala/przegrala z rakiem, ale juz z zawalem nie ma tej sily razenia:)))
      A jak ktos zginal w wypadku samochodowym to czy mozna powiedziec, ze "przegral z samochodem"?
      Glupio, nie? Moze nawet na pogrzeb by ludzie nie przyszli z tej glupoty:))))
      A co do cukrzycy to juz szczyt glupoty, bo jak to "przegral z cukrem":)))
      Rybenko, az mi sie brzuch ze smiechu trzesie:))))))))

      Delete
    2. właśnie, jedyna metoda to obśmiać, choćciiaż nie krew zalewa od tego "walczenia:!!!

      Delete
    3. No zalewa i to wielkim strumieniem:))

      Delete
  18. p.s. Nie mogłam tak po prostu poprzestać na jednym komentarzu u Ciebie i postanowiłam napisać o Tobie trochę więcej, może nie dostanę zjebki :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak widzisz obsmarowałam Cię koncertowo :)))
      Buziaki, czytam to wszystko o remisjach i wiem, że to jeszcze cierpliwości potrzeba, ale i tak już się cieszę!!!
      Całuję

      Delete
    2. Ja tez sie ciesze, bo wazne, ze jest jak jest. A jak nie daj buk cos wroci to bede znow zaczynac od nowa. Wazne zeby sie cieszyc tym co jest, a nie martwic na zapas:)))
      Dzieki za to obsmarowanie:))) bardzo mile bylo:***

      Delete
  19. Byłam tu już wczoraj- przeczytałam jednym tchem, i tak jak niesamowicie się ucieszyłam, że masz niemal na piśmie, że jesteś perfekcyjna (śmiałby ktoś wątpić!), tak już całą resztę musiałam sobie przemyśleć :) Wiesz, te uroki macierzyństwa dają jednak po głowie- a konkretnie po jej funkcjach :)

    No i tak sobie wymyśliłam, że kurczę- teraz jak sobie siedzę przed laptopem, teoretycznie zdrowa (bo tego co tam w środku to nikt przecież do końca nie wie) i zajadam się lodami (o cukrze i raku będzie później) to wszystko to co piszesz, to o czym rozmawiałaś z Jay, to się wydaje takie oczywiste, logiczne, no wręcz kurwa banał :) I tak się zastanawiam- jak to jest, że jednak większość ludzi (ja w razie raka też bym się pewnie do nich zaliczyła) w zderzeniu z diagnozą, czy to swoją, czy kogoś bliskiego, jednak zaczyna działać zupełnie wbrew logice. Czy to ta "zła sława" raka robi tu swoje, że ta wiadomość nas paraliżuje, przygniata? Pamiętam jak zamieściłam swój pierwszy wpis o chorobie, i czytałam go z takim nie wiem? Niedowierzaniem? Że można tak spokojnie, rzeczowo, konkretnie... Bez żali, rozpaczy, jakiegoś takiego dramatu, z którym jednak ten cały rak zawsze mi się kojarzy...

    Gdybym kiedyś zachorowała, co przy moim obciążeniu genetycznym jest bardzo możliwe, a ilość dostarczanego cukru, to już w ogóle plasuje mnie w grupie ścisłego ryzyka, to chciałabym mieć właśnie ten Twój spokój, to podejście...

    Ściskam mocno, i obyś zawsze wprawiała doktorka w osłupienie TAKIMI wynikami.

    Ps. Wczoraj do laptopa usiadłam z sernikiem dyniowym, no i tak jem, jem, czytam Twój post, nagle spada jak grom z jasnego nieba: rak karmi się cukrem i se myślę: No to mnie Star urządziłaś :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Naprawde to chyba nikt nie wie na 100% czym sie rak karmi, skad sie bierze i co powoduje, ze jednych udaje sie wyleczyc inni umieraja.
      Zycie jest niebezpieczne i zawsze konczy sie smiercia, to jest jedyny pewnik w tym wszystkim, umieraja zarowno ci co choruja na raka jak i ci co na nic nie choruja.
      Mysle, ze rak ma paskudny PR i stad biora sie wszelkie leki, a przeciez jest wiele innych rownie niebezpiecznych chorob, w sumie kazda choroba jest niebezpieczna, a jednak tylko rak paralizuje serca i umysly.
      A przeciez nie musi tak byc.
      Strach i stres pochlaniaja wiele energii, ktora jest choremu potrzebna do wyleczenia, trzeba ja po prostu chronic, czyli unikac stresu i nie poddawac sie strachowi.
      A jesc?
      Najlepiej chyba jesc to na co ma sie ochote, organizm wie najlepiej czego mu potrzeba.

      Delete
    2. Star, bo ja już zaraz się obsram ze strachu, że jestem jednym wielki chodzącym rakiem, który ma non stop ochotę na słodkie :) To tak z przymrużeniem oka.
      Swoją drogą to momentami nadal zdumiewa mnie fakt, jak to możliwe, że już tyle lat, tyle badań, tylu wspaniałych, zaangażowanych specjalistów i nadal rak stanowi jednak pewną zagadkę, co do której mylą się nawet lekarze. W pewnym sensie, to daje też jakąś nadzieję, że jeśli tak naprawdę nigdy do końca nie wiadomo jakie są rokowania, to przecież nie zawsze musi być źle...

      Jedyne co mnie wkurza, to takie bardzo charakterystyczne myślenie, przynajmniej tu w Polsce, polegające na porównywaniu- ona miała takiego samego raka i zmarła i tak dalej. Rozumiesz o co mi chodzi? Nie wiem, czy ludzie nie kumają, że nawet ten sam rak to jeszcze nie wszystko?!

      Delete
    3. To jest jakis paradox charakterystyczny nie tylko dla Polski, mysle, ze kazdy kraj, kazdy narod ma takie zupelnie z dupy wyciagniete uprzedzenia:) Niby kazdy chce byc traktowany jak idnywidualnosc, ktora naprawde jest, a jednoczesnie jako zbiorowosc, grupa ulegamy idiotycznym stereotypom typu "rudy to wredny":))))
      A kazdy z nas zna co najmniej jednego rudego, ktory jest fantastycznym i szczerym do bolu czlowiekiem.
      Podobnie jest z chorobami, a przeciez nie tylko "ta sama choroba/rak" jest inny bo ma wiele odmian, rozny stopien zaawansowania i licho wie co tam jeszcze, ale tez kazdy organizm inaczej reaguje na chorobe, inaczej reaguje na leki i jednym sie udaje wyleczyc innym nie.
      Ja to widzie problem nie tylko w takim stereotypowym mysleniu i porownywaniu sie do innych czesto tylko zaslyszanych przypadkow, ale tez w powszechnym dostepie do "informacji". Zobacz ile osob, ktore sa zdiagnozowane, a moze im tylko cos dolega i jeszcze zanim sie wybiora do lekarza to juz siedza w internecie i diagnozuja sie sami:))) Albo jesli juz maja diagnoze to porownuja do tego co moga wyczytac w necie. Nie kazda informacja w necie jest warta czytania, to raz, dwa nawet jesli informacja jest prawdziwa w konkretnym przypadku o ktorym czytamy to nie znaczy, ze sie dokladnie powtorzy w naszym przypadku.
      Pamietasz jak pisalam, ze zabronilam Juniorowi odwiedzin w szpitalu?
      A potem go szybko wyczailam, ze siedzi i szpera w necie... bo to typowe zachowanie. On sie bal o zycie matki wiec chcial jak najwiecej sie dowiedziec na temat diagnozy. A tymczasem to podsycalo jeszcze bardziej strach i nic wiecej bo przeciez czytal na forach o ludziach, ktorzy zmarli, lub byli w bardzo zaawansowanym stanie.
      Co dziwne, ludzie, ktorym sie udaje wyleczyc rzadko o tym pisza publicznie, a nawet jesli pisza to gdzies te pozywytne wiadomosci gina w jakis dziwny sposob w nawalnicy negatywnych. Dlaczego tak sie dzieje, bo czytajacy podswiadomie szuka tych najczarniejszych scenariuszy. Troche tak jak kobieta po 40tce nie patrzy w lustro z nadzieja zobaczenia poprawy tylko juz podswiadomie jest przygotowana na znalezienie nowej chocby najmniejszej zmarszczki:)))
      No jakos tak lubimy sie samobiczowac:))))

      Co do tego, dlaczego przez tyle lat i tak ogromnego zaangazowania ciagle rak stanowi zagadke?
      Staram sie o tym nie myslec, faktem jest, ze znow skupiamy sie podswiadomie na ofiarach a nie tych ktorym sie udalo.
      Statystycznie jest co raz wiecej wyleczonych i nawet ci co umarli mieli wydluzone zycie w stosunku do podobnych (juz mialam napisac "takich samych") przypadkow lata temu.
      Jest co raz lepiej, ale z natury wiadomo, ze czlowiek nie bedzie zaspokojony dopoki rak nie bedzie uleczalny w 100% i to kazdy rak. A do tego raczej nigdy nie dojdzie, ciagle przeciez ludzie umieraja na "zwykle" zapalenie pluc.

      Delete
  20. W pierszych, drugich, trzecich i kolejnych słowach mojego listu wyznaję Ci miłość. Kocham Cię Starrrrrr!!!!! ;) Z pracy i obolałym ryjem od zęba, co to mnie nie lubi Cie kocham ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dreamu i z wzajemnoscia, z ogromna wzajemnoscia:))

      Delete
  21. Kocham Cię Star, wiesz o tym, ale i tak musiałam to napisać :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. I bardzo sie ciesze, ze napisalas:)))) Ja tez Cie kocham i tez wiem, ze o tym wiesz, ale... takich wyznan nigdy za wiele:***

      Delete
  22. KOCHAM CIĘ! Musiałam to napisać, bo STRASZNIE się cieszę, że już po wszystkim i rak spier**** gdzie pieprz rośnie ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Jana, oficjalnie to jeszcze nie jest po wszystkim, wiesz lekarze sa bardzo ostrozni ze slowem "wyleczony" narazie jestem w remisji i ciagle na drugim etapie leczenia, ale to tylko raz na 3 miesiace i juz nie chemia tylko przeciwciala.
      Ten etap ma trwac 2 lata, wiec ciagle jestem uzbrojona w cierpliwosc:)))
      Ale najgorsze juz za mna:**

      Delete
  23. A ja tez Cie kocham :-) Pani Star Idealna :-) Ty jestes po prostu Kobieta Walczaca, tak ze raczysko pecha mialo ze na Ciebie trafilo. No i dobrze. Niech spierdala jak najdalej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana, walczyc to ja walcze z ludzka glupota i bezmyslnoscia:))) A z rakiem to po prostu robilam co kazali, to zadna walka:))) Ciagle jeszcze musze "tanczyc jak zagraja" ale wierze, ze to juz blizej niz dalej konca:))))

      Delete
  24. I właśnie po to trzeba z wielu tysięcy blogów natrafić przypadkowo na Twój blog,żeby uczyć się optymizmu.Dzisiaj cały dzień myślę cieplutko o was i chyba takie cudowne pozytywne nastawienie daje kopa wszystkim chorobom.A mnie daje kopa do tego ,żeby nie przejmować się pierdułami ,tylko cieszyć się codziennoscią.Ps.bombulki przesliczne:))

    ReplyDelete
  25. To mogłaby być niezła ramka, a tak... trza go było nagrać i ustawić jako dzwonek :DDD

    Co do rozmowy z Jay - uwielbiam i zgadzam się w zupełności - choć przyznaję - jak u mnie w rodzinie przychodzi cień ciężkiej choroby - wszyscy, włącznie ze mną - dostają pierdolca ze strachu... Z tym, że ja działam wtedy "na zimno": chodzę po lekarzach, poznaję opcje i ogarniam domowy cyrk - dopiero później puszczają mi nerwy i odreagowuję.

    Trzymaj się ciepło, Star :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ja od malego podchodzilam do wszystkiego z zimna krwia. Pamietam jak mama narzekala na rozne bole, o ktorych ja nie mialam pojecia, mialam wtedy 8 lat, wiec trudno sie spodziewac czegos wiecej niz strachu. Brat (dwa lata ode mnie starszy) glaskal mamusie po raczkach i plakal razem z nia. A ja po prostu jednego dnia wrocilam ze szkoly godzine pozniej niz normalnie bo spisalam w osobnym zeszycie wszystkie szyldy lekarskie (i nie tylko) jakie byly po drodze. Polozylam ten zeszyt na stole i powiedzialam "tu spisalam doktorow to niech mamusia wybierze jakiegos i sie leczy". Bez placzu, bez lamentu ot jest rozwiazanie i krotka pilka "nie lamentuj babo tylko sie lecz":)))
      Nie wazne ze w tym zeszycie znalazl sie tez weterynarz i jakis mecenas, ale co ja sie znalam? jak jest szyld to znaczy, ze jest tam wazna osobistosc, a wazne osobistosci sa od tego zeby pomagaly w sprawach zycia i smierci:))))

      Delete
    2. O, dokładnie tak! Ja do tej pory połowie rodziny pomagam przy szukaniu dohtorów odpowiednich, aż się kiedyś moja przyjaciółka śmiała, że ja z tego powinnam zrobić regularną życiową profesję :)))

      Delete
  26. a ja w połowie czytanie zaczełam sobie nucić piosenke TinyTurner - Simply the best !!! You just are..;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupcia, dobrze, ze Ty mozesz nucic:)) Jak ja nuce to nawet pajaki uciekaja:))) i farba ze scian odpada:)

      Delete
  27. Jesteś perfektem! Zdecydowanie :-D Nie musisz mieć tego w ramkach, bo wszyscy to wiedzą :-)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tiaaaaa:))) Ale wiesz jak bym miala na pismie to moglabym sobie odpuscic:P:P
      Boziu jeszcze troche i naprawde uwierze, ze jestem taka perfekt, ale Wspanialy mnie sprowadza na ziemie i mowi, ze do perfekcji to mnie lata swietlne brakuje:))))

      Delete
  28. Star to CUDOWNA wiadomość:))))))))
    Baaaardzo się cieszę, buzioooole :****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie sie morda smieje od czwartku na okraglo:)))

      Delete
  29. Oj, coś w ostatnich komentarzach tak jakoś walentynkowo się zrobiło! Wszyscy wyznają miłość Star. No to ja też! Bo jak tu nie kochać "Chłodzącej Perfekcji"? Mówią, że kocha się POMIMO czegoś, ale my Cię kochamy Star Za coś, za Twój optymizm zarazliwy, za szczerość i niewyparzoną gębę, za to, jak umiesz radzić sobie z ludźmi, z życiem i nawet z chorobą. Czytając Twojego bloga odnosi się wrażenie, że masz dużo szczęścia w życiu, a to przecież nie tak. Po prostu Ty to szczęście umiesz wyeksponować, umiesz się nim cieszyć i dzielić, a wielu upierdliwosci zdajesz się nie zauważać - i to pewnie stąd te wszystkie dzisiejsze (i wczorajsze) wyznania. Trzymaj się i dalej wskazuj kierunek: zawsze do przodu! :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agnesk, teraz mi nie pozostalo nic innego tylko wytrwac w tej perfekcji przez 5 lat, bo tyle trzeba byc w remisji zeby czlowieka uznali za wyleczonego.
      5 lat !!!
      Czaisz, bo ja chyba nie wytrzymam:)))

      Delete
    2. Ty? Ty chyba nie wytrzymasz? Żartujesz chyba!? No bo kto, jak nie Ty? Żeby Ci było raźniej, możemy razem tego piątaka odliczać - tak mniej więcej zbiega się nam w czasie :-)

      Delete
    3. Fajnie, to bedziemy razem odliczac:)) W towarzystwie zawsze przyjemniej, a w milym towarzystwie to juz jest zajebiscie:))))

      Delete
  30. Jakże wspaniale słuchać dobrych wieści. Star, mówią, że rak żywi się słodkością, a tu chyba wszyscy Ci już tak wysłodzili, że do mdłości. :P :)))))))) Nawet Chili była w czekoladzie. :P)))))))

    Ja bym usprawiedliwiła tych wszystkich szczerych choć zaplątanych, co to nie wiedzą jak się zachować wobec cudzego "nieszczęścia". Tego w szkołach nie uczą. W domu też nie. A do każdego trzeba podchodzić tak indywidualnie, że czasami lepiej zapytać:" słuchaj czuje się zagubiona wobec tego co się stało w Twoim życiu i nie wiem jak się zachować. Pomóż mi, podpowiedz. Jeśli coś chlapnę, wybacz, jeśli zachowam się głupio, to z niewiedzy, ale nie z nieczułości". Nawet lekarze maja problem jak rozmawiać o ciężkich przypadkach z pacjentami i to pacjenci często muszą naprowadzać doktora na ścieżkę emocji w jakich ma być prowadzona rozmowa.
    Ty, Star, i Jay macie wspólnotę doświadczeń, podobne podejście do świata. Wam jest łatwiej wspólnie się dogadać. Trudno by syty zrozumiał głodnego. W jednym zaś macie rację. Nie na każdego retoryka walki i pójścia na wojnę działa. Są wprawdzie tacy, którzy potrzebują dowódcy, celu, broni, wroga. Ale są i tacy, którzy jak mnisi zen, z łagodnością przyjmą wyroki losu i nie poddając się złu, będą dziękować za każdy dzień. Grunt to znaleźć swoją metodę. Z którą poczujemy się dobrze. I która się sprawdzi. I która nie będzie wbrew naszej naturze. Żadna z Was nie znajdzie ukojenia w użalaniu się nad sobą, bo to dla Was nienaturalne.Ale ktoś inny mając przyklejony uśmiech na twarzy, może sprawić, że bliscy nie zauważą, że potrzebuje pomocy, bo o nią nie poprosi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thuria, bo z ta slodkoscia to jest tak, ze ja moge sobie pozwolic na zarcie slodkosci, bo we mnie nie ma za grosz nawet jednego slodkiego nerwa, wszystko jak piekaca papryka:)))
      Masz swieta racje z tymi roznymi pacjentami i roznymi oczekiwaniami, ale generalnie to jest chyba niewielki procent, ktory potrzebuje wspolczucia. Ja mysle, ze najlepsza metoda jak nie wiemy czego chory oczekuje jest sluchanie o czym mowi, wtedy sie okazuje, ze chory nam sam mowi, daje sygnaly czego oczekuje.
      Zreszta od poczatku stwierdzilam, ze latwiej jest byc chorym niz kibicem.

      Delete
  31. I tak dalej trzymaj!!! ani milimetra odchylki .... bo perfekcja zobowiazuje.
    Usciski

    ReplyDelete
    Replies
    1. Inko, zeby mnie oficjalnie uznano za wyleczona musze wytrwac w tej perfekcji 5 lat.... moze sie uda:))
      buziaki:***

      Delete
  32. Star, perfekcyjna kobieto przytulam Cie wirtualnie :)
    Bez łez i zbędnych słów.
    JESTEŚ WIELKA !
    I do tego jajcara jakich mało :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, teraz mam dopiero zagwozdke, bo w tej perfekcji trzeba mi wytrwac przez piec lat zeby mnie uznano za wyleczona:)))
      dziekuje:***

      Delete
  33. Czy perfekyjna moze te przepisy z niedzielnego indyka wrzucic jak sie pytam grzecznie?????

    ReplyDelete
    Replies
    1. O matko, a czy Ty myslisz ze perfekcyjnej sie chce:))) no dobra, postaram sie, chociaz troche:)

      Delete
    2. Moze jutro, bo planuje siedziec w domu przez ten wsciekly deszcz, ktory to bedzie szalal. Dzis mam urwanie dupy :)

      Delete
    3. Ja sobie nie zycze tego wscieklego deszczu jutro:)))

      Delete
    4. Ja tez sobie nie zycze, ale wiesz co roku Northeaster storm musi przejsc. Szlag mnie trafia, bo to bedzie jutro i pojutrze, mam nadzieje, ze nam nie zepsuje piatku... wrrrrrrrrrrrrr.................

      Delete
  34. He he MIKIOŁAJKI dwie :))))))))))
    Super wieści - no SUPER. widać wcale ten 2014 taki dodupny calkiem nie był.
    Siostra - dziś SIUPNIEMY na 100 %

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mariusz, koniecznie musisz SIUPnac, bez SIUPania sie nie liczy:)) Ja SIUPalam w sobote i w niedziele:)))) Mamrotka:))))

      Delete
  35. Twoją filozofią życiową (że umrzeć można zupełnie na co innego mając raka) podzieliłam się z kolegą, który w lutym pochował tatę po raku trzuski, a dwa miesiące później u Jego mamy stwierdzili inne gówno.
    Wiem, że to do Niego trafiło; mam też nadzieję, że trafiło też do Jego mamy.
    Jesteś wspaniała Star i kocham Cię! :-D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabelko, przykro mi, ze Twojego kolege spotkalo to podwojnie w tak krotkim czasie. Wazne zeby sie nie poddawac.
      Przeslij moje pozytywne mysli dla niego i jego mamy.
      buziam:***

      Delete
  36. Jesteś moim drogowskazem, Star :) i niech sztorm szybko mija, ale już :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kuzwa ten sztorm mnie co roku wkurwia, ale dopoki nie jest taki jak Sandy to da sie przesiedziec w domu:)))

      Delete
  37. Star, jesteśmy na wyjezdzie do końca tygodnia. Jesteś wspaniała! PS To jest niby meldunek. Podczytuje ale nie mam czasu na komentarze:) buziam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rozumiem, niedlugo sie i tak spotkamy:)))

      Delete
  38. Perfekcyjna!
    Twój pierwszy komentarz (do komcia doroty) chyba sobie zapiszę jako motto życiowe, bo choć staram się stosować, to nie umiem tak ładnie w słowa ubrać:)

    ReplyDelete
  39. Podoba mi się podejście Jay, podoba mi się podejście Twoje, podoba mi się Wasza rozmowa - mogłabym się pod tym wszystkim podpisać, bo podobnie do mojego raka podchodzę. Pozdrawiam serdecznie i dużo siły i optymizmu życzę :-)

    PS. Trafiłam tu przez wpis na blogu Iw.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I jeszcze słówko o ludziach - oni najnormalniej w świecie nie potrafią z nami rozmawiać. Boją się nas i dlatego tak się nad nami użalają i nam współczują. Za kilka dni minie 10 miesięcy od mojej operacji. Od tego czasu jeden z moich wujków zbiera się, by do mnie zadzwonić i zawsze dzwoni do mojej mamy i ją wypytuje o mnie. Mama pyta - dlaczego do niej nie zadzwonisz? Przecież ona najlepiej wie, jak z nią jest, ją pytaj. A on na to - nie umiałbym z nią rozmawiać. Jego brat to samo. Czasami mam wrażenie, że już mnie do trumny położyli, a ja żyję jak żyłam. A że z kilkoma organami mniej? Co z tego - najważniejsze, że żyję. I żyć będę - aż do śmierci. Jak każdy. Dlatego niewiele osób wie o mojej chorobie. Póki jej nie widać (chemii nie miałam), po co o niej mówić?

      Delete
    2. I jeszcze bym coś napisała, ale już oczy mi się zamykają i bredzić zacznę. To może o walce - nie czuję, że walczę. Po prostu robię to, co w tej sytuacji robić należy - biorę leki, chodzę na wizyty kontrolne, robię zlecone badania, a godzinę temu wróciłam ze służbowego spotkania mikołajkowego, choć do pracy jeszcze nie chodzę. I co można? Można. Wystarczy chcieć. A do całej sprawy podchodzę tak - popsułam się, to trzeba było iść do naprawy. Naprawili mnie i po kłopocie. Mam nadzieję. Wierzę, że tak jest. Bo jest.

      Delete
  40. Jak w tym Twoim tekście zawarłas wszystko co może bym pewnie ujęła troszke innymi słowy:) no ale przecięz inna jestem więc jakby było inaczej. Tak trafnie opisałaś to co wszystkie przezywamy. W sumie tylo w przypadku wypadania włosów różnie sie od ...ja cholera ryczałam jak bóbr i rycze ciągle. I zazdroszczę Waszej innej , może normalnej wlaśnie rakcji. Ja się chowałąm źle utratę włosów znosiłam i znoszę. Ale taka jestem . Cóż zrobię:):) Nic. Bo zreszta z Tobą się zgadzam. Cieszę się życiem jak tylko mogę.Ktoś odpadł z mego życia?? bo nie wiedział jak się zachować , co powiedzieć?? Jego problem nie mój , podobnie jak Ty nauczyłam się skupiać na sobie!!!!Rak mnie tego kurcze nauczył. Ale niech sobie juz pójdzie!!! A w ogóle to chciałam o co innego zapytać?? Czy masz jakieś podpowiedzi właśnie oczyszczenia się po chemi i radio, które właśnie zakończyłam. Chće na tym teraz się skupić już nie na tym czy Ktoś ze znajomych przy mnie przetrwał czy mam włosy itp ale na tym aby oczyścić się, swój kochany organizm z toksyn!!!! Bo kocham się!!!!Pozdrawiam bardzooooooooooooooooooooo

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...