Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, February 23, 2015

Co mi dalo wylaczenie komentarzy?

Kilkadziesiat emaili w skrzynce, kazdy pelen troski i na kazdy wypada cos odpowiedziec, bo przeciez inaczej sie nie da. Nie mozna ot tak strzepnac jak kurz z ramienia ludzkiej dobroci.
No to siedzialam i pisalam ile moglam... a niewiele moglam, bo naprawde mam tyle spraw do ogarniecia, ze nie mam czasu sie po dupie podrapac.
Na szczescie nie swedzi:))) 
Zamiast wiec pisac, odpisywac na wszystkie jakie pozostaly bez odpowiedzi i jeszcze na te, ktore ciagle nadchodza postanowilam napisac wiecej informacji tutaj. I otworzyc mozliwosc kometnowania:)))
Czlowiek uczy sie na wlasnych bledach nalepiej:))) 

No to jedziemy. 
Lymphoma jest taka jak poprzednia tyle, ze bardziej agresywna, szybciej rosnaca, a co za tym idzie ponoc latwiejsza do pokonania. 
Niech i tak bedzie, tamta tez byla latwa, niestety to gowno jest agresywne i statystycznie wraca, ale ponoc jest uleczalne, co by nie bylo, bedzie jak ma byc. Tego mozemy byc wszyscy pewni. 
Verka nalezy juz do przeszlosci. 
Tym razem jestem pod opieka Memorial Sloan Kettering Cancer Center, ktory to jest drugim najlepszym Instytutem Rakow wszelakich na calym swiecie.
Pierwszy jest w Teksasie, ale tam nie pojade, za duzo republikanskiego gowna:))) 
A ja przeciez nie zmieniam podstawowych pogladow tak szybko i nie z powodu byle raka. 
Probowalam wygooglac ten MSKCC na polskich stronach, ale bezowocnie, nawet ogromna strona ciotki Wiki nie jest tlumaczona na jezyk polski. Nie mam pojecia dlaczego, ale nie musze tez tego pojecia miec. 
Wolalabym co prawda podac link i kto by chcial to by sobie poczytal. 
Ale skoro nie mam takiej mozliwosci to napisze co najwazniejsze. 
MSKCC powstal w 1884 roku jako jeden z pierwszych Instytutow Raka na swiecie pod nazwa National Cancer Institute, w 1971 roku zostal polaczony z osrodkiem badan nad chorobami rakowymi Sloan Kettering Cancer Reaserch i od tej pory wystepuje pod pelna nazwa Memorial Sloan Kettering Cancer Center. 
Calosc miesci sie na Manhattanie zajmuje kompleks budynkow po wschodniej stronie Manhattanu w obrebie od 3 Ave to York Ave i od 63 Street do 75 Street. Nie wiem dokladnie ile jest tych budynkow w kompleksie, ale cos ok 10 pewnie jest. Jest wsrod nich rowniez hotel dla rodzin chorych zamieszkalych poza Nowym Yorkiem. Oczywiscie sa tez mniejsze filie Instytutu w innych miastach Stanow.
Instytut zajmuje sie nie tylko leczeniem ale tez badaniami nad nowymi metodami i lekami walki z rakiem, jest kolebka wielu nowoczesnych metod, w zwiazku z czym zatrudnia najlepszych specjalistow w tej przykrej dziedzinie medycyny. 
Mysle, ze latwiej jest sie dostac do MSKCC jako pacjent niz lekarz, bo mnie zajleo to tylko 10 dni od pierwszego telefonu, a lekarze przechodza przez naprawde geste sito i musza sie wykazac nie tylko latami pracy ale wielokrotnie osiagnieciami naukowymi w posaci publikacji. 
Osrodek Hematologii i Lymphomy czyli to co mnie dotyczy miesci sie, przy 64 ulicy miedzy 3 a 2 Ave i w sumie ma calkiem przyzwoity dojazd  ode mnie z domu srodkami masowego transportu, co ma duze znaczenie ze wzgledu na problemy z parkingiem na Manhattanie. 
Ze wzgledu na fakt, ze MSKCC zajmuje sie ciaglymi badaniami jest tez mozliwosc zakwalifikowania sie na leczenie eksperymentalne i jesli tylko moj wiek, rodzaj a glownie najbardziej szczegolowa klasyfikacja mojego raka sie do tego nadaje, to natychmiast z tej mozliwosci skorzystam. 
Dlaczego? 
Badania eksperymentalne wiaza sie z ryzykiem, owszem to prawda, ale glownie na pierwszym etapie, natomiast drugi i trzeci etap takich badan przynosi wiele pozytywnych mozliwosci.
Pomijajac fakt, ze leczenie, transport pacjenta na kazde badanie, wszystkie leki oraz terapie wspomagajace jak akupunktura, masaze, grupy wspomagajace, zajecia terapii emocjonalnej, fizycznej i jaka tylko moze byc kopnieczna, bo dostepna jest kazda to wszystko jest za darmo. Rowniez rodzina pacjenta moze korzystac z grup wsparcia bez zadnych oplat ale to akurat oferuje wiele innych szpiatali wiec zadna nowosc wsparcie jest zawsze i wszedzie darmowe. 
Oprocz tego pacjent leczony trybem eksperymentalnym jest pod duzo uwazniejsza i czestsza obserwacja niz pacjent leczony trybem normlanym. 
Znam juz (posrednio przez znajomych) 4 przypadki chorych, ktorzy skorzystali z mozliwosci leczenia eksperymentalnego i jeden z tych przypadkow nawet po 6 latach od wyzdrowienia w dalszym ciagu jest pod lupa Instytutu i ma prawo korzystac ze wszystkiego co moze mu byc ciagle potrzebne jako skutek kiedys przebytej choroby bez ponoszenia zadnych kosztow. Cos jak opieka dozywotnia;) 
Oczywiscie jest ryzyko, ze eksperyment nie wypali i pacjent zalicza statystyke zgonow. 
Tak, zdaje sobie z tego sprawe, ale tak jak wspomnialam wyzej im wyzszy etap badan tym mniejsze ryzyko. I pamietajmy tez o tym, ze kazde leczenie jest ryzykiem, albo sie uda, albo nie. 
Zycie jest najwiekszym ryzykiem i zawsze konczy sie smiercia.
Ja mam 60 lat a z wiekiem jak wiemy ryzyko maleje:))) Apetyt na zycie wcale nie idzie z tym w parze, ale zdecydowanie bedac chorym chce sie zyc godnie i tu zadne ryzyko nie jest za wysokie. 
Ja zdecydowanie jestem za godnym zyciem i komfortem choroby, a tego nie da mi zadne inne miejsce lepiej niz MSKCC. 
Jestem wiec jak najbardziej za eksperymentem, jesli tylko mnie zakwalifikuja to jestem cala do ich dyspozycji, nawet juz z mysla o tym oddalam ekstra krew na badania genetyczne oraz probki DNA, jedno i drugie w celach naukowych z mysla o tych, ktorzy zachoruja w przyszlosci. Dodatkowym komfortem jest fakt, ze chory ma prawo w kazdej chwili wycofac sie z badan eksperymentalnych bez obowiazku wyjasnienia przyczyn i wycofanie sie nie wplywa na jakosc dalszego leczenia z tym, ze od momentu wycofania zaczyna sie placic roznice, ktorej nie pokrywa ubezpieczenie. 
Co jeszcze? 
Bede miala duzo intensywniejsza chemie niz ta, ktora przeszlam w ubieglym roku.
Przed rozpoczeciem chemii pobiora mi moj wlasny szpik kostny, beda go rozmnazac i przechowywac w banku na wypadek gdybym na skutek chemii potrzebowala w przyszlosci przeszczepu szpiku kostnego to nie bede musiala czekac na dawce i martwic sie o to czy moj organizm przyjmie, bo bede miala przeszczepiony moj wlasny szpik kostny. 
Sam ten fakt to juz ogromny komfort psychiczny.
Moj nowy doktor jest odpowiedzialny za jedno z obecnie prowadzonych badan eksperymentalnych nad lymphoma, wiec jak by co to moze akurat on bedzie ciagle glownodowodzacym eksperymentu.
Jesli nie, to oprocz tego jednego sa jeszcze dwa inne eksperymenty w toku. 
Jeden z lekarzy w tej grupie nawet wydal prace naukowa na temat powrotow mojego konkretnego przypadku lymphomy. 
Poza tym ogromnym komfortem psychicznym jest tez fakt, ze tutaj specjalisci hematologiii i lymphomy pracuja w scislym zespole, a wiec pacjent nie jest pod opieka jednego tylko specjalisty, wszystko jest konsultowane w zespole fachowcow. 
Juz jestem po pierwszych rozmowach telefonicznych z oddzialem socjalnym wspolpracujacym z moja dziedzina, juz mnie zaopatrzono we wszystkie mozliwe informacje grup wsparcia z jakich bede mogla korzystac na terenie szpitala i nie tylko. 
Jak widzicie jestem tam gdzie powinnam byc, lepszego miejsca nie moglabym sobie wymarzyc ani wysnic w najpiekniejszych snach. 
Jesli tu nie dadza rady to nigdzie indziej nie byloby to mozliwe. 
Zycie jest nieprzewidywalne, ale mysle, ze po tych dodatkowych informacjach nie musicie sie o mnie martwic. 
Ach, jedno czym jestem zawiedziona, to moj nowy doktor powiedzial, ze przy tej nowej chemii mimo, ze ona bedzie bardziej intensywna i przy kazdej transfuzji bede musiala byc w szpitalu trzy dni to nie strace wlosow. 
Byl zaskoczony jak powiedzialam, ze jestem tym faktem rozczarowana. 
Bo ja naprawde uwazam, ze chory lysy wyglada lepiej niz chory z niezadbana fryzura typu kalafior splaszczony patelnia na lbie. 
Jeszcze przed piatkiem planuje zgolic nie do golej skory bo wtedy kluje, ale tak na dlugosc nie wieksza niz centymetr. A potem juz moge chorowac.
Mam kupe spraw do ogarniecia przed tym piatkiem, tak w domu jak i w pracy, wiec bede sie starala odpowiedziec w komentarzach na ile moge, reszte prosze wybaczyc jesli zmilcze, podobnie jak te maile, ktore juz zostana bez odpowiedzi ale kazdy jest cenny i bliski sercu. 
Tego mozecie byc pewni. 





68 comments:

  1. kochana! Dziękuję za ten post
    resztę wiesz:**♥

    ReplyDelete
    Replies
    1. I JA DZIEKUJE
      ciesze sie ze logistyka jest po Twojej stronie
      to wazne miec taki komfort
      bez odbioru :*****

      Delete
  2. to ja już fszystko wiem
    nawet umie sobie wyobrazic, gdzie będziesz bywac z tom krutkom fryzurom
    Buziaki zasyłąm I wiesz, lepiej niech sie uda, bo przecież ktos mie zapraszau do NY????

    ReplyDelete
    Replies
    1. no, a ja kogos z NY zapraszauam do Sedony, to tez nie bedziemy sobie planow zmieniac. ;)

      sto pintnasta, ale siem wepchuam. ;)

      Star. :***

      Delete
  3. Star, kochana, wszystko pięknie opisałaś,wyjaśniłaś,dziękuję . Dobrze,ze jesteś pod jak najlepszą opieką,to jest bardzo budujace! Co by nie robili,to niech robią byleby choróbsko dało Ci spokój i poszło precz na zawsze.

    ReplyDelete
  4. no, kochana, blog zobowiazuje. i bez takich numerow mi tutaj, ze nie chcesz komentarzy. nie komentuje za czesto, ale czytam uwaznie kazda notke. zdrowiej, ciesz sie kazdym dniem i zyj pelnia zycia. zreszta co ja Ci tu nauki robie? sama wiesz najlepiej jak chcesz zyc. Sle mase dobrych mysli i slonecznych usmiechow

    ReplyDelete
  5. całuję Cię czule w tego jeżyka, Ty dzielna babo z jajami ;)
    ♥♥♥

    ReplyDelete
  6. Jestem za indywidualnymi terapiami, to moze nie do końca są eksperymenty, ale nowe osiągnięcia. Trza probować, na pewno szansa jest większa. Kolektywny sposob opieki lekarskiej też lepszą formą niż tradycyjna. Są raki, ktore jak na razie nie dają sobą rządzic, jak nieszczesny glejak u mojego męża, ale próby leczenia tego gówna ciągle trwają. Lymphoma choć jest ciężkim rozpoznaniem - zgina plecy i tego się trzymajmy. Jesteś w dobrych rekach, a nasze serca też wiele mogą. Pozdrawiam jak najserdeczniej i życzę sil i wyzdrowienia Cecylia

    ReplyDelete
  7. Star, buziaki! No chyba nie myślałaś, że będziemy milczeć!! :))
    I wiem, że jeszcze nie raz zaskoczysz lekarzy ;))
    Powodzenia w eksperymentowaniu :***

    ReplyDelete
  8. Hm... Cieszę się ze będziesz pod fachowa opieka. Maila nie pisałam bo jak stwierdzilas ze nie chcesz pierniczenia to to uszanowalam. Należeć do osób uważających ze jak nie to nie. Sama powiesz jak będziesz chciała.
    Może i mnie wiekszosc zjedzie za podejscie ale cóż taka jestem za język ciagnac nie będę ale o zdanie spytac mogę.
    Buziaki i trzymam kciuki

    ReplyDelete
  9. Nie będę ukrywać, że bardzo się wczoraj zmartwiłam. Wobec braku możliwości komentowania, nawet nie pomyślałam o pisaniu maila. Miałabym jeszcze narażać Cię na dodatkowy wysiłek?
    Ależ mi ulżyło. Jesteś pod najlepszą opieką z możliwych. Oby już prędko skończył się ten chorobowy koszmar. I masz całkowitą rację - w chorobie, zwłaszcza tej ciężkiej, ogromnie ważny jest komfort chorowania. Wierzę, że będziesz w dobrych, kompetentnych rękach.
    Wracaj do zdrowia i sił. No i do nas też, jasna rzecz:))*.

    ReplyDelete
  10. Star bardzo cieszy to, że masz najlepszą opiekę. No i to, że się odezwałaś, bo wiesz my do tych milczących się nie zaliczamy :P
    Buziole przesyłam i trzymam mocno ♥

    ReplyDelete
  11. Uff... myslalam, ze nas skazesz na dlugie milczenie:-) Do boju, babo!! Sciskamy mocno!!!:-*

    ReplyDelete
  12. Wiesz Pani co? Masz Pani szczęście w nieszczęściu(?), że chorujesz tam, gdzie chorujesz. Bo masz ogromne szanse przeżyć nas wszystkich :-)
    I na pewno tak będzie :-*

    ReplyDelete
  13. Star, Star... Ale ze mnie dupa :( Bo miałam taki przebłysk, że skoro komentować nie można, to maila napiszę, że jestem, trzymam kciuki, ale potem sama siebie skarciłam, że może nie chcesz... No- teraz to już nieistotne.

    Nie znam się zupełnie, ale wszystko to co napisałaś brzmi bardzo sensownie i myślę podobnie jak Ty- opiekę masz najlepszą z możliwych. No dobra- nie napiszę, że teraz wszystko w rękach Boga, bo mnie pogonisz :) Trzymaj się Star!
    A jak Wspaniały przyjął wiadomość o nawrocie?

    ReplyDelete
  14. Posyłam same dobre myśli i fluidy. Bo kto da radę, jak nie najlepszy z roczników, czyli 54? Pokaż temu paskudztwu, gdzie raki zimują i kto tu rządzi! Będzie dobrze, musi być!

    ReplyDelete
  15. tak.Zmartwiłam się bardzo poprzednią noteczką.Listów słać nie chcialam,bo to i stres dla ciebie i widziałam niechęć do komentatorów;).
    Ulżyło że jesteś pod tak dobrą opieką.
    Mogę tylko trzymać kciuki jednak robię to z całego serca.
    Trzym się !!!

    ReplyDelete
  16. Nakop tej lymphomie do dupy.
    Ściskam do utraty tchu.

    ReplyDelete
  17. trzymam kciuki, uściski i pozytywne myśli wysyłam
    to kiedy nowe zdjęcia łysej łepetynki? :)
    Gosia z mokrego UK

    ReplyDelete
  18. Fajnie, że można Cię pozdrowić w komentarzu. :)

    ReplyDelete
  19. Moce ślę, kciuki trzymiem i serdecznie pozdrawiam :))
    O Sloan Kettering słyszałam same achy i ochy, ludzie z MI tam jeżdżą, a Ty masz pod nosem!

    ReplyDelete
  20. Ty jednak jestes STAR!!! I prawym sierpowym tej lymphomie, a potem kopa w jajco na dokladke :-)

    ReplyDelete
  21. No, tyle energii straciłam na powstrzymywanie się przed pisaniem maila, bo wyobrażałam sobie tę rosnącą stertę do przeczytania:)I dobrze, że już wiem co i jak.
    Trzymaj się i odzywaj się, bo czytacze zamartwią się na śmierć;))

    ReplyDelete
  22. dawaj Star łapsko , pójdziemy na spacer nad zimowe jezioro za moja chaupą , usiądziemy na dechach molo i sobie w ciszy posiedzimy .Albo pogadamy w ciszy . Albo się pośmiejemy , albo....
    wieczorowo - Gryzmo

    ReplyDelete
  23. Ja, grzecznie, nie probowalam pisac, ale zagladalam tu codziennie czekajac nowin,myslalam o Tobie i zaciskalam kciuki za Ciebie.Bo musi byc dobrze. To cholerstwo musi ustapic.Ciesze sie, ze jestes w dobrych rekach .Wysylam duzo dobrej energii i slonka, kawal naszego upalnego lata.

    ReplyDelete
  24. A ja w porywie zaczelam tez pisać maila, ale sie w glowe popukalam, bo przecież doskonale wiedzialam ze na maile będziesz chciala odpowiedzieć, a to przecież chodziło o to zebys nie musiala odpowiadac.
    Pocieszać Cie nie będę, bo masz te wszystkie grupy wsparca itp, ale jedno Ci powiem: jestes tak niesamowita osoba a pozytywnej energii masz w sobie więcej niż my wszystkie razem wzięte! Jestes wielka Star...

    ReplyDelete
  25. Zawsze wiedziałam, że jesteś niesamowitą Osobą! Trzymam kciuki! :)

    ReplyDelete
  26. No to jesteś w najlepszych możliwych rękach, Star. Kciuka potrzymam, żeby wszystko poszło jak po maśle.

    ReplyDelete
  27. Będziesz króliczkiem doświadczalnym? To wbij do szpitala w przebraniu.
    Powodzenia

    ReplyDelete
  28. Dzielna dziewczyno z wielkim sercem- trafiłaś w dobre ręce. Cieszę się, że miałaś możliwość dokonania wyboru co do leczenia i wierzę, że lada moment będziesz miała dla nas dobre wieści. Cieszę się też, że jednak wyjaśniłaś nam sytuację bo sama widzisz ile osób się tutaj zamartwiało. Ściskam mocno i kopniaczek na drogę co by z górki było :* :* :*

    ReplyDelete
  29. Cóż, w takich razach dobrze jest mieszkać w Nowym Jorku. U nas od tego roku pacjentom z rakiem dają zieloną kartę. Nie wiem dokładnie, co to jest, ale przypuszczam, że w walce z chorobą ma wartość karty rowerowej, to znaczy jedzie się trochę szybciej niż by się szło. Tylko czy rowerem można prześcignąć raka? Dobrze, że Ty masz tam odrzutowce antyrakowe do dyspozycji. Trzymamy kciuki.

    ReplyDelete
  30. Też Cie chciałam mejlem zasypać w pierwszym odruchu, ale lenistwo i chwila pomyślunku powiedziały mi, że pewnie ich dostaniesz parę setek i bez mojego.
    Nieustająco trzymam kciuki i kibicuję. Buziol

    ReplyDelete
  31. Dobrze, że napisałaś, zawsze wolę wiedzieć niż się domyślać. Jestem myślami z Tobą, trzymam kciuki i przesyłam same pozytywne myśli.
    Przytulam z całej siły;)

    ReplyDelete
  32. Dziękuję, że napisałaś. Kurcze, dobrze trafiłaś,ciekawe to co piszesz o instytucie, o leczeniu eksperymentalnym, o opiece nad pacjentem.
    Powodzenia

    ReplyDelete
  33. Taaak, oczami wyobraźni widziałam te e-maile w skrzynce. Bo tu ludzie kochają Cię Star. Nie wiem co napisać, ale wiedz że myślami będę przy Tobie i proszę od czasu do czasu daj znać jak rządzisz w / z MSKCC ;-) Jesteś wspaniała, ale Ty to wiesz, prawda?
    :-D

    ReplyDelete
  34. Tak sobie myślałam - nie skoro nie wolno komentarzy, to na pewno Star dostanie do skrzynki mailowej tyle listów, co Harry Potter od Sów.... ;-).

    To teraz trzymaj się i go ahead, Kochana!

    ReplyDelete
  35. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  36. I nie dziw się, że ludziska się denerwują przedłużającą się ciszą na blogu. Było cicho, cicho, cicho, a potem to... Dobrze, że trafiłaś w troskliwe ręce profesjonalistów. Już oni potrafią wykorzystać Twój apetyt na życie- razem stworzycie zajebiaszczy team, przed którym raczysko spieprzy ile sił. A skoro piszesz, że tym razem jest silniejsze, to i spieprzac będzie szybciej i skuteczniej - czego Ci z całego serca życzę!

    ReplyDelete
  37. wiesz co Star - ja zastanawiając się nad powolnym powrotem do rozsądnego picia - nie mogłam znaleźć żadnej wystarczająco dobrej okazji żeby spróbować czy to w ogóle się da. I tak więc siedzę o tym suchym pysku kolejny miesiąc i czekam na koniec 2016 r. - czyli osiemnastkę Blondyna. Ale właśnie znalazłam kolejną okazję. Jak tylko wyzdrowiejesz - dasz mi znać - i ja przylecę do Ciebie na margaritę! i OPIJEMY TO :****

    ReplyDelete
  38. Zbieraj sily na walke, nie zawracaj sobie glowy odpisywaniem na komentarze.
    Trzymam kciuki i sciskam mocno. ♥

    ReplyDelete
  39. Star, pogody ducha po prostu zycze, bycia soba (Toba, nieustajacego) a reszta przyjdzie tak jak ma przyjsc. sciskam bardzo, bardzo goraco.

    ReplyDelete
  40. Star jesteś niesamowicie niemożliwa !! kocham Cię jak Tatka prawą komorą !

    ReplyDelete
  41. Stardust, rowniez mam w swojej skrzynce rozpoczetego maila do Ciebie, ale po namysle jednak uszanowalam Twoje zdanie i wstrzymalam sie z wysylka. Niemniej zjadlam pazury z niecierpliwosci, bo niemal pewna bylam, ze w koncu i tak napiszesz wiecej informacji, tylko potrzebujesz czasu by wszystko ogarnac po swojemu. Ogarniaj dalej byle pozytywnie, ale o pozytywizm Twoj sie nie martwie, bo masz Ty jaja Kochana :)
    Sciskam serdecznie :*


    ReplyDelete
  42. Droga Stardust, muszę przyznac, że niestety podejrzewałam taki rozwój wypadków odkąd zamilkłaś. Tyle złego! Bardzo Ci współczuję i przesyłam prawie wszystkie jakie mam dobre fluidy, myśli, ciepłe uczucia (wszystkich nie, bo jeszcze komuś mogą byc potrzebne). Trzymaj się i powiedz Wspaniałemu, że jemu też ogromnie współczuję. Aż boję się myśle co ten chłop teraz przeżywa, gdy jego najcenniejszy Skarb znowu w niebezpieczeństwie!!! XXX

    ReplyDelete
  43. Myśle o Tobie od kiedy wiem, ze ten śmieć wrócił. Myślimy razem z D. On sie tez bardzo przejął, co mnie nie dziwi, bo Was bardzo lubi. Wiem, ze kopnięcie Werki w dupę było dobra decyzja, będziesz spokojniejsza a to jest tez bardzo ważne. Dzwonię na dniach! Pracujesz stałe?

    ReplyDelete
  44. Jestes madra kobieta, Star, nie dlatego (nie tylko) ze wybralas super opcje leczenia, ale tez ze bierzesz zycie za rogi i nie zamykasz oczu.
    Bedzie to co ma byc, czyli najlepsze z mozliwych :-D Przylaczam sie do slacych dobre fluidy, bo w kupie sila.
    Sciskam

    ReplyDelete
  45. Tak trudno napisać coś, co byłoby wsparciem... jestem tutaj, myślę o Tobie, jestem przy Tobie i mocno Cię ściskam... albo tylko trzymam za rękę, albo tylko jestem...

    ReplyDelete
  46. Dobrze ze sie odezwalas kobito:)
    Trzymaj sie ramy kochana!!! buziole sle!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No i super ze jestes pod dobra opieka. To bardzo duzo!

      Delete
  47. Bądź dzielna, resztę zrobią lekarze.
    W całej tej niekomfortowej sytuacji jedno jest dobre, masz zapewnioną perfekcyjną opiekę lekarską.
    Jesteś wzorem zdyscyplinowanej, świadomej, otwartej pacjentki ! Takim pacjentom się udaje !
    A tak w ogóle to niech szlag trafi tę chorobę ...
    Całuję Star :*

    ReplyDelete
  48. Jak nie pokonasz tego skurczybyka, to przyjade NJC i Ci dokopie, Wiesz w co!
    Waleczna Baba jestes, walcz a my Cie wspieramy - WSZYSCY!

    Przytulaski i głaski dla Ciebie i Wspaniałego.

    PS. Pamietam nasze emaile, kiedy ja bylam w doopie, a Ty dalas mi kopa, wiec teraz Ty rusz do boju ponownie.
    Jestem, mysle i dobre mysli przesylam - buziak.

    ReplyDelete
  49. Stardust... Podczytuję Cię od kilku miesięcy, chociaz nie komentowałam (chciałam napisać do Ciebie list a propos jednego z Twoich postów, ale takiego sprzed kilku lat - dał mi wiele do myślenia i nie powiem - pozwolił co nieco zaakceptować w sobie... Tak, przeczytałam Twój blog od deski do deski :-) ). A potem na troszkę zamilkłaś, a ja nie chciałam Ci tego czasu zakłócać. Ale już nie chcę czekać, bo w ten sposób całe swoje życie spędzę w poczekalni - a nie tak chcę żyć, działać, postępować (jak zwał tak zwał). Tak w ogóle to nie lubię się narzucać ani włazić z butami w czyjeś życie, dlatego chciałam jedynie dać znać, że...doceniam Ciebie, Twoje przemyślenia i dziękuję za możliwość poznania Ciebie poprzez Twój blog. I myślę o Tobie ciepło, trzymając kciuki za Ciebie i wysyłając pozytywną energię, fluidy czy co tam jest w powietrzu, w Twoim kierunku. Wiem, że będzie dobrze. Pozdrawiam ciepło, Beata

    ReplyDelete
  50. JESTEM Z TOBA!!
    Zobacz ile ludzi z Toba jest,juz sie zrobilo tak ciasno ze na zadna lymphome nie ma tu miejsca,wiec spoko wspolnymi silami wykopiemy ja w kosmos:)
    xoxoxox

    ReplyDelete
  51. Ślę, slę dobre myśli i trzymam kciuki mocno, Star :-) Wierzę, że tym razem też pogonisz choróbsko na cztery wiatry. No bo kto jak nie Ty ? Silna kobieto, czarownico :-)

    ReplyDelete
  52. Tyle siły, tyle wsparcia obok..niech wszystko wróci na prosta droge..a podczas leczenia niech wszystko przebiega prawidłowo...tak trudno cos dac, przekazać[wsparcie} choć chciałoby się wiil..przesyłm to co mogę...nadzieję:):):)
    MUSI BYĆ DOBRZE!!!!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...