Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, May 18, 2015

Pozytywne oblicze raka

Wyobrazam sobie, ze pewnie myslicie, ze znow star zwariowala, bo i co moze byc pozytywnego w chorowaniu na raka. Mysle, ze moze, bo to tylko zalezy od tego jak sie na to patrzy.
Jak wiemy, a przynajmniej dorosli ludzie powinni wiedziec nie mamy wplywu na to co nas spotyka, mamy za to ogromny wplyw jak reagujemy na to co nas spotyka, a wiec bez wzgledu na to jakie niespodzianki nam los funduje to od nas zalezy co z nimi zrobimy.
Mozemy plakac i narzekac na zly los, a mozemy cieszyc sie kazda chwila pamietajac, ze naprawde sa tacy co maja duzo gorzej.
Staram sie o tym pamietac, szczegolnie teraz.
Wiadomo tez, ze kazdy kto sie urodzil musi umrzec i w sumie to nie wazne na co i kiedy, wazne, ze kazdy dzien zycia od momentu urodzenia zbliza nas do smierci.
A my jak stado baranow swietujemy co roku rocznice naszych urodzin bez zastanawiania sie nad tym, ze oto nastepny rok jestesmy blizej trumny albo urny jak w moim przypadku.
Oczywiscie, ze to dobrze, ze sie nad tym nie zastanawiamy, bo i co to bylo by za zycie gdyby w kazdym dniu i roku czlowiek myslal o smierci, ktora i tak nie wiadomo skad, kiedy i jak przyjdzie.
Kierujac sie tymi prostymi pewnikami zyciowymi staram sie nie myslec o raku wiecej niz musze, ani wiecej niz normalny zdrowy czlowiek mysli o smierci, bo przeciez wcale nie wiadomo czy ten normalny zdrowy nie wpadnie jutro pod samochod, a ja sie wylecze i moge zyc jeszcze nastepne 20 lat.
Cos mniej wiecej takiego napisalam w komentarzach na jednym z zaprzyjaznionych blogow, ze wlasnie nie chce i nie mysle, ze nie poswiecam chorobie wiecej niz to absolutnie koniecznie i ktos mi odpowiedzial, ze "owszem mozna wypierac chorobe".
I te kilka slow zmusilo mnie do myslenia, czy ja naprawde wypieram?
Moim zdaniem nie, bo gdybym wypierala to raczej bym sie nie leczyla, bo wypieram, czyli w/g mnie jestem zdrowa, a zdrowemu lekarze niepotrzebni. Gdybym wypierala to pewnie nie lykala bym lekow, ktore mi daja, nie chodzila bym na zadne badania i temu podobne cuda.
A ja to wszystko robie, ale nie musze o tym myslec, bo tu wlasnie mam do czynienia z pierwszym pozytywnym obliczem raka.
A mianowicie w czasie choroby rakowej mozna doskonale sie dowiedziec prawdy o naszym partnerze.
I tak, ja od ubieglego roku wiem, ze wyszlam za maz za najlepsza pielegniarke swiata:)))
Wspanialy, bo przeciez o nim mowa troszczy sie o wszystko, dlatego ja nie musze, nie musze wiedziec jak sie nazywaja moje leki, nie musze pamietac kiedy mam wziac jaki lek, nie musze rozmawiac z zadnymi doktorami telefonicznie, ani czytac ton papierow jakie mi tu przysylaja, bo od tego wszystkiego jest Wspanialy. Ja mam tylko chorowac, lykac co on poda i zdrowiec.
Do dzis po prawie trzech miesiacach bywania ze srednia czestotliwoscia cztery razy w tygodniu w MSKCC ja ciagle nie wiem, ktorym wejsciem wejsc, ktora winda dojechac do konkretnego lekarza, nie musze tego wiedziec, bo Wspanialy zawsze prowadzi mnie gdzie trzeba.
A ja nie chce wiedziec, nie chce tego pamietac.
Jak zajdzie potrzeba za rok czy pol, ze bede musiala sama jechac na badanie kontrolne to pewnie trafie gdzie trzeba, ale pamietac tego niekoniecznie musze a juz na pewno nie chce o tym myslec teraz.
Juz w ubieglym roku moj maz byl przy mnie w szpitalu kazdego dnia, byl obecny przy kazdym badaniu i zabiegu, ustalal telefonicznie wszystkie wizyty, potwierdzal je i zmienial jesli byla taka potrzeba.
W tym roku jest jeszcze latwiej dzieki temu jak zorganizowane jest leczenie w Memorial Sloan Kettering Cancer Center, teraz Wspanialy nie musi nawet chodzic do apteki, bo wszelkie uzupelnienie lekow mozemy zamowic na mojej osobistej stronie szpitala i jesli sobie zazycze to apteka dostarczy je do domu bez dodatkowej oplaty.
Przy kazdym wypisie ze szpitala chorego wypuszczaja do domu z pelnym zapasem lekow, opatrunkow, gaz, wacikow i inszego typu koniecznych do codziennej pielegnacji drobiazgow.
Wspanialy zostal przeszkolony na okolicznosc zmiany opatrunkow mojego cathetera (mam takie ustrojstwo wszczepione bo jest potrzebne do przeszczepu) ale poniewaz zmiana opatrunku laczy sie tez z plukaniem cathetera, a do tego Wspanialy ma opory to co tydzien przyjezdza pielegniarka do domu i robi wszystko co potrzeba.
W tym roku jak tylko zachorowalam co bylo gdzies w ostatnich dniach lutego, bo ja naprawde nie widze potrzeby pamietac kiedy dokladnie, wiem tylko, ze od tamtego dnia moj maz nie byl ani jednego dnia w pracy. Ups, przepraszam, klamie, bo w ubiegly czwartek wyslalam go niemal sila na rejs, ktory byl zorganizowany przez jego Vice Prezydenta. Wiedzialam, ze mial ochote spotkac sie z ludzmi, z ktorymi pracuje bezposrednio i jednoczesnie poznac tych, ktorych znal tylko z wymiany maili i telefonow. Taka gratka trafia sie raz na buk wie ile, ze kierownictwo wynajmuje caly statek i organizuje spotkanie ponad setki pracownikow z wyzywieniem i otwartym barem.
Na codzien natomiast Wspanialy ma w domu pracowy laptop i pracuje w domu, lub szpitalu przy moim lozku, albo w poczekalni gabinetow moich doktorow. Jest przy mnie non stop z wyjatkiem czasu kiedy musi zrobic zakupy, bo ja do sklepow nie chodze i jeszcze dlugo nie bede chodzila.
Moim zadaniem jest tylko przygotowac najpierw jadlospis a potem liste zakupow, bo Wspanialy jak typowy mezczyzna, ktory nie musial gotowac nie ma tego kobiecego zmyslu, ze rozejrzy sie po sklepie i patrzac na pojedyncze artykuly juz widzi obiad. Tu niestety musze pomoc w zorganizowaniu listy i w czasie kiedy on gotuje to ja zwykle siedze przy kuchennym stole i podpowiadam co teraz robic, czasem cos posiekam.
Jestem ogromnie wdzieczna jego wspolpracownikom, kierownictwu za to, ze tak ida nam na reke i pozwalaja mu na tak dlugi okres pracy w domu.
Ale tez ludzie z firmy, w ktorej pracuje Wspanialy to chyba najsilniejsza grupa wsparcia jaka w zyciu mialam. Od ubieglego roku dostaje ciagle kartki z zyczeniami, kwiaty, prezenty, kazda konferencja telefoniczna mojego meza zaczyna sie od pytania "jak sie czuje Stardust? co nowego? na jakim etapie jestescie?"
Pamietam jak rok temu po powrocie ze szpitala dostalam pierwszy prezent od wspolpracownikow Wspanialego i nie moglam pojac dlaczego w koszu z roznymi innymi cudami jest szal:)))
Dwa tygodnie pozniej zrozumialam, a oni juz wiedzieli wczesniej co bedzie mi potrzebne.
Tak samo jest teraz, a nawet jeszcze wiecej troski doswiadczam od nich.
Kto by wpadl na to zeby na wiosne przyslac chorej kobiecie cieply, milusienki pled i do tego puchate cieple skarpetki? Na taki pomysl wpadla bezposrednia szefowa Wspanialego, bo ona WIE, ze chorym ludziom po chemii jest zimno, bez wzgledu na jak cieplo jest na zewnatrz.
Ja nawet nie znam tych wszystkich ludzi osobiscie, owszem z bezposrednich wspolpracownikow i kierownictwa znam moze 50% a cala reszta to dla mnie imiona bez twarzy.
W ostatni piatek dostalismy wiadomosc od jednego z bliskich przyjaciol i jednoczesnie Vice Prezydenta Wspanialego, ze juz zaplanowal nam pobyt w Saint John w jego mieszkaniu na tydzien w styczniu.
Troche sie obawiam czy mnie wpuszcza na te Wyspy Dziewicze:))) bo i kudy mnie do dziewicy;)
Chand jest jednym z Vice Prezydentow firmy, poznalam go juz kilka lat temu, miesiac temu odwiedzil mnie w szpitalu osobiscie i teraz taki prezent.
I co dla mnie najwazniejsze to sa ludzie, ktorzy w najbardziej trudnej sytuacji potrafia podniesc czlowieka na duchu.
I tu jest kolejne pozytywne oblicze raka.
A mianowicie segregacja przyjaciol i znajomych.
Jak bylam w szpitalu rok temu to Wspanialy namowil mnie zebym zadzwonila do jednej z moich polskich kolezanek, bo "przeciez Magda mieszka na Manhattanie i jak sie kiedys dowie, ze bylas w szpitalu doslownie 4 ulice od jej miejsca zamieszkania to bedzie miala zal, bo moze bedzie cie chciala odwiedzic".
Od poczatku wiedzialam, ze to nie jest dobry pomysl, bo to ja znam Magde lepiej niz Wspanialy, ale nalegal, wiec zadzwonilam.
-- Hej, jestem w szpitalu... 
-- O matko a co sie stalo?? 
-- Nic, mam raka.......... 
-- Raka? Jezu a skad sie Tobie rak wzial? 
-- Jak to skad? Szlam ulica i lezal na wystawie to se kupilam. 
-- Jaja se robisz, a ja pytam powaznie... 
-- Jak moge sobie nie robic jaj jak pytanie mimo, ze powazne to jest glupie. 
-- A jakie mialas objawy? 
-- No wiesz, w sumie to poza tym, ze ciezko mi bylo oddychac to nic... 
-- O Jezu mnie tez jest czasem ciezko oddychac... 
Juz szybko zaczela dopasowywac moje objawy do wlasnej hipochondrii i to bylo za wiele na moje nerwy, wiec szybko powiedzialam, ze przyszedl doktor i musze konczyc rozmowe.
Nastepnego dnia to ona zadzwonila:
-- To jak sie czujesz? - wydusila ledwie slyszalnym glosem.
-- Magda a Tobie ktos na gardle siedzi, ze tak slabo mowisz? 
-- Nie no ale sie martwie o Ciebie... bo to wiesz, RAK. 
Dobrze, ze mi powiedziala, bo do tej pory nie mialam pojecia ze to RAK.
-- No rak, ale jeszcze nie musisz wsrod znajomych na msze i swiece zbierac... 
-- Oj Ty tak mowisz... nie mow mi, ze sie nie boisz smierci... - wypalila tym razem z grubej rury co jej na mozgu lezalo.
-- A jak sie bede bala to nie umre? 
-- Ale... tyle ludzi umiera.... na raka........... 
-- Wiesz co Magda, nie dzwon wiecej, bo mnie wkurwiasz, a ja nie mam na to ani czasu ani ochoty. 
Wylaczylam sie zanim zdazyla cos powiedziec.
Nigdy mnie oczywiscie nie odwiedzila, bo i po co?
W zasadzie jestem jej do tej pory za to wdzieczna, bo telefon mozna wylaczyc, a z osoba odwiedzajaca to juz troche gorzej. Dac kopa? Mozna, ale w szpitalu to troche nie wypada.
Miesiac pozniej zadzwonila do domu i chciala ze mna rozmawiac, no dobra niech jej bedzie.
-- Az sie boje z Toba rozmawiac bo Ty mnie zawsze musisz tak opierniczyc... 
-- Magda to nie jest opierniczanie to jest zwykly opierdol, ale przeciez z Toba nie mozna inaczej nawet Twoj byly maz Ci to zawsze powtarzal.. 
-- No faktycznie Krzysiek zawsze tak mowil i nawet po rozwodzie przyznalam mu racje. 
-- No widzisz, z Toba sie trzeba albo rozwiesc, albo opierdolic to zrozumiesz...
Dalsza rozmowa przebiegala juz normalnie.
I na tym sie skonczylo, potem jeszcze raz ja zadzwonilam, ale nie odebrala wiec zostawilam wiadomosc, na ktora ona z kolei nie oddzwonila. Ja rozumiem, ludzie nie maja czasu, kazdy ma swoje zycie wiec nie robie z tego zadnego problemu.
Ale Magda zadzwonila teraz, akurat jak bylam ledwie zywa po drugiej chemii i z ciagle bolacym polpascem. Wspanialy zanim odebral chcial mi podac telefon i tylko powiedzial "Magda" ale ja naprawde nie bylam w stanie rozmawiac, wiec powiedzialam, zeby odebral.
-- Hallo Magda, Star jest znow chora, jest akurat po chemii i bardzo zle sie czuje... 
-- Och.... a ja tylko chcialam powiedziec... ze moja mama w Polsce miala udar... i ja musze teraz leciec do Polski... 
-- Przykro mi z powodu Twojej mamy, przekaze to Star... 
Zanim skonczyl to juz sie wylaczyla.
Do dzis nie dala znaku zycia. Ale po co? przeciez nie dawala znaku zycia wczesniej przez rok, to po co mialaby sie wysilac teraz.
Teraz zadzwonila tylko po to zeby opowiedziec o swoich bolaczkach, klopotach, problemach, bo dla ludzi jak Magda tylko oni sa najwzniejsi i tylko ich problemy najwieksze.
Nie wiem, moze dzwonila juz z lotniska, a nawet z samolotu, ale ja nawet jak by mi ktos umarl, ale uslyszala bym, ze ktos do kogo dzwonie z moja tragedia jest chory to jednak bym oprzytomniala w ciagu najblizszego tygodnia i zadzwonila dowiedziec sie cos wiecej.
Magda za rok powie, ze sie bala, ze ja znow opierdole, a ja nie wiem czy bede miala czas i ochote odebrac jej telefon, bo naprawde, na chuj mnie tacy znajomi?
A w ogole to bylismy dzis u mojego doktora i stwierdzil, ze biopsja z ubieglego tygodnia potwierdzila jego przypuszczenia, z Verki zostaly tylko smieci, czyli jak oni to nazywaja puste, nieaktywne komorki.
Moj organizm powoli nabiera sil i to dobry znak.
W przyszlym tygodniu bede miala jeszcze jeden PETscan polaczony z CTscan, tak na wszelki wypadek zeby sie upewnic ze nic sie nowego nie wyklulo. Jak juz beda nowe wyniki to znow sie zbierze cala swita i zadecyduja czy ewentualnie dac mi kilka zabiegow naswietlan na wszelki wypadek, czy tez nie.
Dr. S poki co jest zdania, ze naswietlania nie beda potrzebne, ale mimo wszystko zrobimy ten przeszczep dla pewnosci, zeby nic juz nie wrocilo.
Ja tam wiem, ze pewnosci nigdy nie ma, przynajmniej nie na 100% ale bardzo mnie ucieszylo to co dzis uslyszalam. Dodatkowo z trzech lekow jakie bralam jeszcze wczoraj zjechalismy do jednego.
Tez mi to pasuje, bo jak nie musze to po co sie truc.
A wiec jesli ktos mysli, ze ja cos wypieram to i owszem bede wypierac dalej skoro to moje wypieranie przynosi takie doskonale efekty.




124 comments:

  1. Droga Star, cieszę się razem z Tobą.

    ReplyDelete
  2. Star, lofciam Cię i tyle, a nawet się nie znamy. Nie mam raka, odpukać, ale zgadzam się z Tobą co do wszystkiego: 1. Choroba mi uświadomiła, kogo poślubiłam. Ale nie będę wredna, do Wspaniałego nie prównam, bo to byłby grzech kogokolwiek do Wspaniałego przyrównywać. No i mój do pracy zapieprzać musi, bo przez komputer w jego fachu się nie da, no może w 30% tylko. 2. Choroba zweryfikowała znajomych i przyjaciół, bardzo skutecznie, za co jestem wdzięczna. 3. W przeciwieństwie do Ciebie, ja wypierałam swoją chorobę dość długo wmawiając sobie i innym (!) hipochondrię i jakieś inne tam, co doprowadziło tylko do tego, że się nie leczyłam i rozchorowałam dużo poważniej. Teraz akceptuję, znam głupie prognozy, leczę się i patrzę POZYTYWNIE na życie i chwile, które w nim mam. Choroba oducza mnie skutecznie pesymizmu, bo co, mam iść i od razu się powiesić? A tu za oknem magnolia piękna kwitnie, czy nie lepiej na nią popatrzeć? 4. Przez krótki okres chorowania nauczyłam się więcej o życiu, o sobie, o innych niż przez kilkadziesiąt lat zdrowia!!!
    I w taki oto sposób splagiatowałam Twój post w komentarzu ale po prostu podpisuję się pod nim dwoma rękami.
    Verka z Tobą nie miała szans:))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabelo, tak czulam, ze obie mamy bardzo podobne, pozytywne podejscie do chorob. Ale jesli chodzi o naszych mezow to obawiam sie, ze biorac pod uwage Twoja chorobe Wspanialy blado by wypadl w porownaniu z Twoim mezem.
      Ale nic to, nie bedziemy sie targowac:)) Wazne, ze obie wiemy, ze mamy wspanialych mezow.
      Buziaki przesylam :** ♥♥

      Delete
  3. Bardzo się cieszę, to wspaniale wieści. Piekne jest to, że masz dobrego, oddanego przyjaciela u boku. Nie może być inny przy Tobie, bo na to wszystko z pewnościa zasłuzyłaś. Duzo siły i humoru, myslę często o Tobie, trzymaj się.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje bardzo za wszystkie mysli i dobra energie:**

      Delete
  4. Pisalas o przeszczepie, czy chodzi o przeszczep szpiku moze? Bo wiesz, ja jestem zarejestrowana jako dawca i jakby cos, to tego... ja nawet do tej Ameryki pojade i sie z Toba podziele. ♥
    Masz szczescie w nieszczesciu, ze Wspanialy moze byc przy Tobie, bo charakter Jego pracy na to pozwala. To bezcenne!
    Zdrowiej! :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, bardzo mnie wzruszylas ta checia oddania szpiku kosci, bo tak to wlasnie komorki macierzyste szpiku kosci beda mi przeszczepiac.
      Z tym, ze uzyja do tego moje wlasne komorki macierzyste, ktore juz zostaly zebrane i czekaja grzecznie w jakiejs lodowce.
      Jest to o tyle korzystne, ze organizm raczej nie odrzuci moich wlasnych komorek, przy przeszczepie od dawcy roznie moze byc nawet jesli jest idealnie dopasowany dawca i biorca.
      Naprawde z praca Wspanialego to mam tak ogromne szczescie, ze nawet czasem sama nie wierze, ze to jest mozliwe.
      buziaki:***

      Delete
  5. Dużo zdrowia życzę i mocno za to trzymam kciuki. Serdecznie pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  6. rzadko widuję tak racjonalne podejście do choroby
    podziwiam postawę i Twoją, i Wspaniałego
    wszelkiej pomyślności!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, ja chyba zawsze mialam duza doze racjonalizmu w sobie:) Nawet jako dziecko nie lubilam jak sie ktos za bardzo rozczula nad swoim losem:) Taki typ:))))

      Delete
  7. Star, nawet nie wiesz jak się ucieszyłam na wieść o Verce! :)))
    i trochę mi się oczy spociły i słabo widzę, to napiszę tylko...
    kocham Cię Star!
    :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Verka musi jeszcze dostac tego ostatecznego kopa w dupe:)))
      Dziekuje Olgo i wiesz, ze ja Ciebie tez kocham, szczegolnie za te artykuly co mi przysylasz a Polityka i Wyborcza kaza sobie placic:)))
      ♥♥♥

      Delete
    2. Obiecuję podsyłać, jak będzie coś ciekawego :)
      Ostatnio w Newsweeku czytałam artykuł o tym, jak republikańscy kandydaci na prezydenta USA podchodzą do teorii ewolucji! Jestem pod wrażeniem!!!!!
      Serduszka śliczności!!!! Trochę za późno zobaczyłam, że prosiłaś o podesłanie adresu z instrukcją, ale potem okazało się, że już umiesz! :))

      Delete
    3. Olgo, republikanscy kandydaci to jest kwiat nie do podrobienia:)))) Ale wiesz, geniusz jest zawsze ograniczony, tylko glupota jest bezgraniczna:))) Oj bedzie wesolo jak sie to bractwo kurkowe dorwie do kamer telewizyjnych, juz sie nie moge doczekac.

      Delete
  8. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  9. Star kochana bardzo sie ciesze,ze jeszcze troszke i Vera zniknie z Waszego zycia!
    A ze Wspaniały jest wspaniały to my wiemy! :)))
    Tulam Cie Star i ściskam :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak Margo, jeszcze troche, jeszcze jeden porzadny kopniak i jest ogromna szansa, ze po Verce pozostnie tylko wspomnienie:))
      buziam:***

      Delete
  10. no od razu widać że Ci lepiej !!!! uwielbiam takie notki !!! szczerzę się w Waszą stronę :-) :-) :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zmorko, dzieki, ja tez sie dzis szczerze od ucha do ucha:)))

      Delete
  11. Star , wspaniałe wiadomości :) Jesteś cudowną Kobietką o niesamowitym charakterze.Dobro kiedyś dane innym zawsze wraca do nas. , Do Ciebie wróciło razem ze Wspaniałym i całą gromada znajomych o których jak piszesz nawet nie wiesz jak wyglądają ale pamiętają i wspierają troską i ciepłymi myślami.
    Ściskam mocno *)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Mallanesko za wszystkie cieple mysli i usciski:***

      Delete
  12. Tak, życiowe zakręty pozwalają na selekcję znajomych.
    Verka to niech wypiernicza i nie wraca. Całuję

    ReplyDelete
    Replies
    1. Futti, tak to prawda, ze zyciowe zakrety ucza czlowieka nowego spojrzenia na zycie i otaczajacy go swiat. buziam:***

      Delete
  13. No i pięknie! :)))))
    Co do choróbsk - mnie zawsze to dopytywanie "gapiostwa" wkurza. No kiego dziada kogo obchodzi, gdzie kto co ma, od kiedy, jakie duże i czy w ciapki? Rozumiem, że chory może chcieć opowiedzieć o swojej chorobie, ale żeby go za język ciągnąć - to już nie.
    Buziaki i dużoooo dobrych myśli ślę do Ciebie, Star :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Granato, no coz sa tacy ludzie, ktorzy potrafia skupiac sie tylko na sobie, ale bez nich moze swiat byl by nudny:))

      Delete
    2. Kto wie ;) Tak czy siak -powinny funkcjonować jakieś granice wścibstwa tak ogólnie.
      Dobrego dnia, Star :*

      Delete
  14. Trzymam kciuki za Ciebie, uściski Star...

    ReplyDelete
  15. No, bez tej Verki będzie znacznie lepiej:))
    A Wspaniały jest wspaniały, wiadomo od zawsze.
    A propos koleżanki: wczoraj zadzwoniłam do koleżanki. Rzadko mamy kontakt, bo od lat mieszka za granicą i usłyszałam, że nie może ze mną rozmawiać, bo serial leci! Dobrze, że reklamy były;))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet:), ale co w tym dziwnego, serial ją wspiera codziennie a Ty sama piszesz, że bardzo rzadko:)))

      Delete
    2. No popatrz Sollet, ze tez nie przewidzialas serialu:P:P

      Delete
  16. Star, masz rację, naprawdę ciężka choroba i wszystkie b.poważne problemy z reguły mają swą pozytywną stronę. To nie jest wcale wypieranie raka, to jest jego oswojenie- a lepiej żyć z czymś oswojonym niż dzikim. To prawda,że najwięcej dowiadujemy się o naszym partnerze gdy jest z nami "cienko" a sprawa ciągnie się miesiącami. Masz naprawdę wspaniałego Człowieka przy sobie. I właściwie dobrze, że przy okazji następuje selekcja znajomych- zostają wtedy przy nas tylko ci naprawdę życzliwi.Pisałam Ci, że jesteś mądrą kobietą?- oczywiście, pisałam i nadal tak piszę. Fajnie, że masz mniej "obroku" do łykania. I druga b. fajna sprawa - to dobrze, że czujesz się nieco mocniejsza. Tak trzymaj, będzie z każdym dniem lepiej, choć jeszcze nie zatańczysz kankana na razie.
    Ściskam Cię, posyłam furę uśmiechów dla Was obojga:))))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, ja tez mysle, ze to swoisty sposob na oswojenie a nie wypieranie.
      Masz racje, kankana jeszcze nie zatancze i chyba juz w ogole nie zatancze, ale z dnia na dzien jest lepiej i to jest wazne:))

      Delete
  17. Star, wiedzialam, ze spierzesz morde Verce....bardzo sie ciesze i podziwiam Ciebie i Wspanialego! Twoje wpisy sa dla mnie jak tlen... Twoja wielka, wspaniala osobowosc dodaje mi skrzydel, serio.... gdy widze Twojego raka, wole walki i zwyciestwa to mnie szlag trafia i mi wstyd, ze moja depresja to jest tylko wola smierci i niepowodzenia w dazeniu do niej... w ciagu ostatnich szesciu lat bylam dwa razy w psychiatryku,elektrowstrzasy, mialam trzy nieudane proby samobojcze, mam przed soba jedna wielka czarna dziure, nad ktora stoje i nie moge sie w niej zatracic zupelnie bo mi ciagle cos w tym przeszkadza.... aby od tych prob nie stac sie przypadkiem zyjacym warzywem (chociaz czuje sie jakbym nim juz byla) kupilam sobie psa i teraz zaczela sie jazda, bo w koncu zaczelam sie martwic o cos innego niz siebie, a konkretnie sen mi spedza z powiek mysl, co sie stanie z tym zapatrzonym we mnie, bezbronnym, przytulasnym czterolapem gdy mnie zabraknie....oprocz tego psa nie mam absolutnie nikogo...wolalam wykruszyc wszystkich z mojej codziennosci, niz przyznac sie komukolwiek, ze zapadam sie w czarna dziure...spalilabym sie ze wstydu gdyby ktos sie dowiedzial, ze rozdeptala mnie czysta depresja (bo nie mam jakichs tragedii w zyciu na ktore te depresje moglabym zwalic).... do tej pory gdy zdarzy sie jakas okazjonalna wymiana e-maili (bo telefonow juz od bardzo dawna nie odbieram) to tryskam poczuciem humoru...nikomu w realu nie truje na swoj temat i w ogole szlag by mnie trafil gdyby komus wpadlo do glowy rozczulic sie nade mna, chociaz to jest i tak malo prawdopodobne, bo z reguly ludzie na slowo depresja/psychiatra reaguja alergicznie i traktuja ja jak zwykla fanaberie rozpieszczonych ksiezniczek.... wole opierdalanie.... dlatego powtorze - jestes dla mnie jak tlen i niedoscigniony ideal.... mimo naprawde ciezkiej choroby jestes twarda jak skala, pelna humoru, dystansu do siebie i otaczajacej rzeczywistosci i idziesz do przodu jak czolg, tratujac przeciwnosci... za kazdym razem jak Cie czytam to mam jakies przeblyski woli walki... przyszloby Ci do glowy, ze Twoje pisanie bedzie w stanie jakos pomoc psychicznie chorej babie? Pewnie nie :) bo musisz wiedziec, ze Ciebie czytalam na dlugo przed tym jak kupilam sobie psa :) Ten pies, ktorego mam od poltora miesiaca to po czesci wlasnie Twoja zasluga :) Jakos tak z radosci, ze Twoja verke szlag trafia skutecznie i ze masz tak Wspanialego meza i pelno zyczliwych ludzi naokolo, pomyslalam, ze moze chcialabys sie dowiedziec czegos o Twojej wiernej czytelniczce po drugiej stronie kabla ;) Od razu zaznaczam, ze chyba nie bede miala odwagi zajrzec tu ponownie, aby zobaczyc czy mnie opierdolilas za ten wpis czy nie :) Trzymaj sie Dziewczyno! Serdeczne pozdrowionka dla Ciebie i Wspanialego!

    ReplyDelete
    Replies
    1. borasca0107: Jestem pewna, że Cię Stardust opierdalać nie zamierza. Dlaczego miałaby Cię opierdalać za to, że jesteś chora i potrzebujesz pomocy. Depresja to rak duszy i żaden powód do wstydu. Najwyraźniej za wiele razy usłyszałaś" weź się w garść , dziewczyno" i teraz bierzesz winę na siebie. To nie jest Twoja wina, że masz depresję. Jeśli masz jeszcze przebłyski woli walki, to nie trać jej na wstyd tylko szukaj pomocy.

      Delete
    2. borasca0107: Przepraszam, że jeszcze raz, ale bardzo poruszył mnie Twój komentarz. Depresja to choroba śmiertelna. A Ty się wstydzisz. Umierasz, masz prawo (a nawet obowiązek) użyć wszelkich środków, żeby życie ratować.

      Delete
    3. borascao0107: Ja wiem dobrze czym jest depresja.Moj syn na nia chorowal,2 lata prawie byl jak roslinka.Wsparcie mial tylko we mnie i swojej wspanialej zonie .I gdyby nie trafil na wspaniala lekarke , nie wiem czym by sie to skonczylo.Zwykla lekarka rodzinna , mloda dziewczyna ,postawila go na nogi w ciagu miesiaca, a kilku kolejnych psychiatrow i psychologow nie dalo rady.Teraz jest innym czlowiekiem,wrocil dawny energiczny i wesoly mlody czlowiek.
      I Ty szukaj lekarza, ktory cie przede wszystkim zrozumie, wesprze, nie takiego ktory tylko pisze recepte na kolejne tabletki.I dasz rade.Jesli chcesz pogadac o sobie, o chorobie,jesli Ci to pomoze . odezwij sie , podam Ci moj adres mailowy ( niestety telefon odpada, nie mieszkam w Polsce).Dasz rade, bedzie dobrze!

      Delete
    4. Bora, Odwodnik i Urszula juz napisaly wszystko co sama chcialabym napisac. Dodam tylko, ze Twoj komentarz wzruszyl mnie do lez.
      I bardzo sie ciesze, ze zakupilas pieska. A teraz pojde zapukac do Ciebie, zebys tu koniecznie wrocila i poczytala.
      Przesylam moc usciskow i buziakow :*****

      Delete
    5. Depresja to bardzo poważna choroba, wiem jak zniewala, chorowałam na nią, w poważnej formie i wstydziłam się, że jestem chora, bo niby słaba psychicznie. Były to największe bzdury jakie o sobie myślałam, bo wiem, że akurat mam w sobie dużo determinacji i siły psychicznej. Teraz, od kilku lat zmagam się z innymi chorobami i powiem Ci szczerze, wolę całe dnie leżeć w obolałym i omdlałym ciele niż przez godzinę być w depresji. Ale to nie Twój wybór. Czy usiadłaś i powiedziałaś: chcę mieć depresję!? Proszę, szukaj pomocy i się nie obwiniaj. Poczucie winy to numer jeden symptom depresji. Zawsze jest nadzieja.
      Pozdrawiam Cię i trzymam kciuki :))

      Delete
    6. Hej Dziewczyny, jestescie kochane... w koncu odwazylam sie tu zajrzec ponownie, po tym gdy Star przyslala mi wiadomosc na mejla.. dziekuje Ci! :) ... dziekuje Wam wszystkim za mile komentarze i zrozumienie... to byl jednorazowy wyskok z moimi wynurzeniami... postaram sie nie wstydzic tego, ze jestem chora, ale latwo nie jest... dzisiaj wyszlam z domu z pieskiem o siodmej rano i poszlam na targ...Bessie cala droge skakala jak kozka, bawila sie kamykami, turlala szyszki, rozsmieszala ludzi, ogonek zakrecony, mordka jakby usmiechnieta... tylko dla tego malucha zmuszam sie, aby wyjsc z domu... dzisiaj jej nastroj udzieli sie takze mnie... do tego na targu kupilam dwa wielkie bukiety pachnacego pieknego ciemnofioletowego bzu i trzy bukieciki pachnacych konwalii...w domu rozstawilam te kwiaty w wazonach... pachnie mi tu nieziemsko bez z konwaliami.... Boze, chcialoby sie powiedziec, chwilo trwaj! wiec jak widzicie mam tez swoje male radosci...choc sa jak mgnienie oka to jakos mnie regeneruja chyba...
      Urszulo, pewnie, ze z checia pogadam, uwielbiam otrzymywac maile, jestem bardzo lasa na nie :) Tez nie mieszkam w Polsce... od dwudziestu szesciu lat zyje w Toronto w Kanadzie...oto moj email adres, na ktory mozesz napisac, na pewno sie odezwe! borasca0107@gmail.com Jeszcze raz bardzo, ale to bardzo Wam wszystkim dziekuje za dobre slowo... i Star, czekam na Twoje wpisy! ;)

      Delete
    7. Trzymaj się Dziewczyno, ja zza Twojej miedzy, z Michigan :)))
      Psy mają magiczną moc, a jak już minie im szczenięca skoczność, to wyczuwają bezbłędnie nastrój Pani. Jak ja tylko pozwolę sobie na łzy, to moja psinka natychmist przybiega, wylizuje łzy, merda ogonem i oczami mówi o miłości i o tym, że mimo wszystko będzie dobrze. Nastrój mi się zmienia momentalnie, bo muszę pogłaskać i odpowoedzieć na tę miłość. Jedyna w swoim rodzaju przyjaźń.

      Delete
  18. star: Najpierw się obruszyłam, że głupoty piszesz. Akurat! Dobra strona raka! Ale z tej perspektywy masz oczywiście rację. Lepiej widać:). Znaczy "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Verkę mam nadzieję ostatecznie szlag trafi a przyjaciele zostaną, tylko mniej widoczni. A ci, którzy mówią, że wypierasz, chcieliby Ci dyktować co i jak POWINNAS czuć w obliczu choroby. "No doprawdy nie rób jaj tylko, choruj jak człowiek":). Akurat mam alergię na takie mądrale. A Magdzie odpuść, ona po prostu nie jest dla ciebie:).

    ReplyDelete
    Replies
    1. Magdzie juz odpuscilam, bo tak latwiej dla nas obu, po prostu nie po drodze nam razem:)))

      Delete
  19. Ja tylko tak skromnie .... ze choc na odleglosc i "cicho" to myslami jestem caly czas z Toba. Usciskaj Wspanialego .... Wspanialego, od nas tez!!!
    Caluski
    Ina i Slubny

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dzieki Ineczko, pozdrowienia serdecznie dla Ciebie i Slubnego od nas:***

      Delete
    2. Już chciałam napisać,że choroba weryfikuje wszystko, ale przecież to NIE choroba, ale TY to czynisz w sposób tak dojrzały, ludzki i mądry,że aż trochę mi wstyd,że sama ani rusz bym NIE potrafiła, bo w sprawach małych i głupawych potrafię się zamotać i poddać zanim do mnie strzelą...SZACUN, STAR i tyle, a poza tym jestem z TOBĄ, ale dobrze o tym wiesz od dawna.Serdeczności.

      Delete
  20. Cieszę się razem z Wami i z innymi Twoimi wielbicielami :-D
    Zasługujesz na najlepsze w życiu ;-))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Izabelko, wprowadze mala korekte do Twojego komentarza:)) Kazdy z nas zasluguje na najlepsze, tylko czasem to najlepsze przychodzi w takim dziwnym opakowaniu, ze trudno je rozpoznac:***

      Delete
  21. Star, po prostu każdy jest inny, każdy pewnie przeżywa po swojemu. Widziałam tamtą dyskusję i ta osoba, co mówiła o wypieraniu, jako jedyna nie podpisała się, ciekawe dlaczego...
    A maila ode mnie dostałaś?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, ja wiem, ze kazdy jest inny i kazdy reaguje inaczej na te same niespodzianki losowe. Dlatego tez nie oceniam, stwierdzam tylko, ze tamte slowa daly mi do myslenia, a to tez jest potrzebne, bo czasem czlowiek jest za blisko wlasnego nosa zeby widziec wyraznie:)))
      Kochana maila dostalam, wlasnie sprawdzilam, bo ja ostatnio jakos zaniedbuje poczte. Oczywiscie zgadzam sie na Twoja propozycje i jak tylko bedziesz miala jakis zarys to prosze pukaj:)))
      Dla pewnosci jeszcze odpowiem to samo mailowo, zeby nam nic nie ucieklo:))

      Delete
  22. Nabieraj sił
    Masz rację, co jakiś czas selekcja znajomych potrzebna. Pewnie nie ma jak porównywać niepłodności i raka, ale mi też wmawiano, ze się wypieram, bo nie cierpiałam w każdej minucie swojego życia, że nie mogę zajść w ciążę, a może życie szło dwutorowo - jeden tor to starania, leczenie, drugi to życie, zwykłe, praca, dom, obiad. Znajomi też się wykruszali, ja nie miałam ochoty rozmawiać o swoich problemach, a szczególnie słuchać "mądrych rad" o zmianę otoczenia czy wyluzowaniu. Wartościowi znajomi wiedzieli, że nie trzeba pytać o nic, wiedzieli, że jak będę chciała to sama powiem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Martek, kazda choroba jest najwazniejsza dla chorujacego i wszelkie wymadrzanie sie innych jest najdelikatniej mowiac nietaktowne:))

      Delete
  23. o rany jakie świetne wieści! cudownie! strasznie się cieszę, tylko tak dalej, dobrze?! ściskam Cię! precz z verką!

    ReplyDelete
  24. Wiesz co? Wypieraj jak szalona!
    Oraz nie będę na pogrzebie Verki, żeby Ci tam wstydu nie narobić, że tańczę na pogrzebie.
    ;-*******************************

    ReplyDelete
    Replies
    1. A kto powiedzial, ze nie mozna tanczyc na pogrzebie? To nawet nieglupi pomysl:)))

      Delete
    2. No dobra, to bukuje bilet ;-))))))

      Delete
  25. Star ja Cie bardzo proszę napisz ty ksiażkę dla ludzi, którzy są chorzy, nie tylko na raka, na cokolwiek. Ty jestes niesamowita!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Stokrotko cos mi mowi, ze mocno przeceniasz moje mozliwosci:))

      Delete
    2. STAR, właśnie...Myślę wciąż o tym,że to, co napisałaś na blogu można jakoś ( ale NIE wiem jak) zredagować na papierku , czyli w tradycyjnej formie książkowej.Będzie wspaniała lektura obowiązkowa dla każdego.Sporo się od Ciebie, Star - nauczyłam, ale tak po prawdzie to Twoje pisanie wymaga uważniejszego wczytywania się w całość.Fajnie byłoby mieć przed sobą Twoje wpisy w jednym kawałku i księgę sobie wertować...Tako rzecze moja Córka na przykład i serdecznie CIę pozdrawia, bo też Bliżniak.

      Delete
    3. Dobrochno, dziekuje bardzo i serdecznie pozdrawiam zarowno Ciebie jak i corke Blizniaczke:)))

      Delete
    4. Wcale nie przeceniam, tyle że chciałam poprawić nieco swoją powyższa wypowiedź: nie dla ludzi chorych, tylko dla ludzi wszystkich! Piszesz lekko, z humorem nawet a może zwłaszcza o poważnych sprawach. Czy Ty sobie zdajesz sprawę kobieto ile ty niesiesz tymi wpisami pozytywnej energii w świat! Czy ty wiesz ile ludzi mogłabyś uratować- naprawdę! Z takim podejsciem jak Twoje to nawet nie można, a trzeba pisać. Myślę że książka byłaby optymalna, bo jednak blogi to nie wszyscy czytają. Ja sama pierwszy zakupiony egzamplarz posłałabym mojej wiecznie nie zadowolonej (nawet kiedy była zdrowa) z życia ciotce, a teraz kiedy jest po drugiej chemii myślę ze twoja książka byłaby dla niej wybawieniem.
      Wiec hm hm nie mów, że przeceniam, nie mów że Ci się nie chce tylko rusz szanowny tyłek i naprawdę o tym pomyśl poważnie!!!!

      Delete
  26. Stardust :))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))) - tak bardzo się ciesze. Niewazne, czy wypierasz, czy nie wypierasz, sadze, ze Twój wrodzony optymizm musial z pomocą armii fachowcow, w towarzystwie Wspanialego, Juniora i całej rzeszy otaczających Cie ludzi spowodować efekt wypierdolenia verki w otchlanie kosmosu. Smieci jakie po niej zostały tez się posprząta. A ja oczami swojej wyobraźni już Was widze na tych Wyspach Dziewiczych.
    Buziaki, buziaki - tysiące radosnych buziaków !!!!!!!
    A

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez mysle, ze to nie wazne co robie dopoki idzie jak idzie:) Smieci po Verce moga pozostac do konca mojego zycia, bo nie zawsze sie takie odpady same utylizuja, ale to juz maly problem.

      Delete
  27. W gruncie rzeczy to niczyja sprawa czy wypierasz czy nie i co to w ogóle jest wyparcie. Na moje oko nie wypierasz tylko starasz sie nie dac poniesc histerii, ale ja tez nie psycholog wiec nie bede sie mundrzyc.

    A zgodze sie w 100 % ze relacje miedzyludzkie, zwiazki i inne uklady sa weryfikowane przez kryzysy i wyzwania. jak jest dobrze to guzik wiemy na kim mozemy polegac. Jak jest zle to wtedy wiadomo kto zdaje egzamin :)

    moja Babcia miala raka nerki. Podobno malo grozny rak, ale zawsze. Wyciela i zyla jeszcze 35 lat. W tym przezyla wypadek samochodowy, w ktorym na miejscu zginal moj dziadek. Czyli jak mawiaja - co komu pisane. Pelna racja ze nie ma co sie zastanawiac :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Znow rozumujemy podobnie, zeby nie powiedziec, ze tak samo:)))
      Przypadek Twojej babci to dowod na to, ze co ma byc to bedzie i przed tym jeszcze nikomu sie nie udalo uciec, ani wyprzec:)))
      Tez nie wiem co to wyparcie, wiem co to parcie, bo raz parlam:)))

      Delete
  28. Star, od razu widac, ze verka poszla w diably.Twoj post kipi dobra energia i Twoim poczuciem humoru..Ciesze sie!.Jeszcze troche i zapomniesz o szpitalu, chorobie i verce.A meza masz jednego na miliony.Pozdrawiam z dolu globusa!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Od poczatku nastawiam sie na "nie pamietanie" i mysle, ze sie uda:))

      Delete
  29. Ja miałam troche inaczej: gdy padlo pierwsze okreslenie, wpadlam w stupor. Nie bylam w stanie czuc cokolwiek poza obojetnoscia. Trwalo to moze 2-3 tygodnie. Gdy przyszlo potwierdzenie, ze jednak to jest ON...mojej histerii/rozpaczy/szlochow/pisania testamentow itd. Ta wersja trwala miesiac moze ciut dluzej. Nie wiem skad i nie wiem jak, ale znalazlam sile by z tego marazmu wyjsc i myslec o leczeniu i wyleczeniu. I patrz Stardust, 24 maja minie 15 lat :)
    Ty jestes tak naladowana energia i pozytywami, ze nie latwo Cie zlamac. Ba! nie zalamiesz sie! Masz Wspanialego! Syna blisko i w ogole rodzine! No i masz przyjaciol, ktorzy sa sprawdzonymi ludzmi, zaslugujacymi na Twoja przyjazn.
    Sciskam mocno :*


    p.s. i tak, tez mialam kilka takich Magd... ;) kij im w ucho!

    ReplyDelete
    Replies
    1. A u mnie zanim padlo slowo rak (w ubieglym roku) to juz mialam wewnetrzne przeczucie, ze takie slowo uslysze i wykorzystalam ten czas na przygotowanie psychiczne. Ale nie kazda diagnoza daje taki komfort, czesto jak u Ciebie spada to jak grom z jasnego nieba i wtedy czlowiek reaguje jak reaguje.
      Ja nie pamietam w jakim dniu uslyszalam diagnoze, nie sadze zeby udalo mi sie pamietac w jakim dniu uslysze, ze jestem wyleczona, tym bardziej ze tego slowa nie lubia tutaj uzywac:)))

      Delete
  30. Ach, jak ja bym chciala kiedys spotkac takiego Wspanialego... Dwa razy lezalam w szpitalu, w tym raz po ciezkiej operacji a moj eks nawet nikomu nie powiedzial. Przychodzil od czasu do czasu bo przeciez dzieci, a dzieci nie zabierze bo w szpitalu jeszcze co zalapia. Ech... Przykro mi bylo i tyle.
    No to se ponarzekalam, teraz moge przejsc do komentowania :-)
    Z chorobami to tak jest jak mowisz, lepiej oswoic niz wyprzec. Przeciez z niektorymi chorobami trzeba zyc do samej smierci. Ja mam w rodzinie same takie "Magdy". Zamiast wspierac, jeszcze czlowieka doluja. Az mi sie niekiedy z wlasna matka nie chce rozmawiac.
    Bardzo mnie ucieszyla wiadomosc o Verce. Niech juz zdechnie do samego konca. Jeszcze tylko Cie przeszczepio juz bedziesz nowka nie smigana :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A zebys Ty wiedziala ile ja sie zab nacalowalam zanim spotkalam Wspanialego:))) Ale warto bylo.
      Twoj ex mial chociaz wymowke - dzieci a co powiesz na przypadki kiedy mezowie zostawiaja chore na raka lub sparalizowane zony?
      Znam kilka takich historii.
      Magdy mialam tez w rodzinie, wiec jakos mnie to nie dziwi:))) swiat jest pelen takich Magdalenek:))) ♥♥♥

      Delete
  31. No i jak tu się dziwić, że veverka się wycofuje rakiem? Boi się Ciebie Star! Ciebie i Wspaniałego i całej rzeszy ludzi, którzy Was kochają, lubią, wspierają i myślą o Was ciepło
    To przecież potężna energia, która niczym atomowa bomba rozpierdziela verkę. Piszesz, że straciłaś kontakt z Magdą, za to zyskałaś wieku nowych życzliwych Wam ludzi. U mnie było podobnie: szczerze mówiąc, nie zawiodłam się na nikim. Mój rak tylko zagęścił grono wspierających mnie osób. Dostałam od nich więcej niż mogłabym oczekiwać i to nawet od tych, od których bym się nie spodziewała. Z czystym sumieniem mogę podpisać się pod Twoim tytułem postu. Ludzie to jednak z natury dobrzy są :-) Wiesz już coś na temat dalszych terminów, kiedy przeszczep? Duuużo cierpliwości Ci życzę i pamiętaj, jak będziesz w izolatce - my wszyscy jesteśmy z Tobą!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No nie dala rady Verka z takim tlumem:)))

      Delete
  32. niech najlepszy wynik tych pecetuf bedzie s Toba po wieczne czasy!

    ReplyDelete
  33. Wprawdzie rzadko komentuje, ale zawsze czytam i wirtualnie wspieram dobrą energią :-) I cieszę się, że 'wyparcie' tak świetnie działa! ;-)
    Pozdrawiam serdecznie i ściskam (nie za mocno, boś ponoć jeszcze słaba ;-) )

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeszcze slaba i zanim sie polepszy to sie jeszcze musi pogorszyc:) dziekuje za dobra energie:***

      Delete
  34. A weź Star..tylko Cię opierdolić! Dupę mi zawracasz jakąś Magdą, a dopiero na końcu taką wiadomość rzucasz.....Ty to potrafisz budować napięcie...od razu trzeba było pisać o tych Wyspach Dziewiczych...:-D

    Cieszę się Star, że Verkę skopałaś i zdeptałaś po raz kolejny.... teraz tylko nabieraj sił! Ściskam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sznupcia sie nie denerwuje, notka byla gotowa dzien wczesniej tylko cza ja bylo podszlifowac, a jak wrocilam od doktora to dopisalam ostatni akapit i puscilam w eter :)))

      Delete
  35. Kochana,nie masz pojecia,jak sie ciesze!Caluje mocno i sle dobre mysli.Trzymajcie sie tak dalej,a ty nabieraj sil.

    ReplyDelete
  36. No to git!!! Swietne wiesci!! A ze ten twoj Wspanialy taki wspanialy, to ja juz wczesniej wiedzialam:-) Kochani, gratulacje z okazji dziesieciolecia! Lekko spoznione, ale co tam. Mysle o Was:-*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty nie mysl, Ty PISZ, bo ja czekam:****

      Delete
  37. Star,dajesz czadu!:) Nazywaj jak chcesz,może być wyparcie,Ty po prostu masz taki pozytywny charakter, taką siłę w sobie, że ach!
    Droga długa i wyboista ale już coraz bliżej głównej wygranej. Bardzo się cieszę,to wspaniała wiadomość a komórki macierzyste dopełnią sukcesu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dorko, najwazniejsze zeby jeszcze te komorki zaliczyc a potem juz powinien byc spokoj:***

      Delete
  38. Star Kochana, swietne wiesci i oby tak dalej. ciesze sie bardzo ze koncentrujesz sie na tym co pozytywne choc najlatwiej jest narzekac... usciski, calusy i usmiechy,
    b.

    ReplyDelete
  39. Star, dziewczyny napisały już wszystko, co i ja bym chciała Ci napisać. Cieszę się, ze Verka poległa w starciu z Tobą:) Bardzo wzruszyła mnie postawa współpracowników Wspaniałego, bardzo. To budujące, ze w dzisiejszych czasach jednak człowieczeństwo nie znika i że takich ludzi jest coraz więcej.
    Wspaniałego ucałuj w Jego mądre czółko :) Lofciam ♥

    ReplyDelete
  40. A!A!A! Cieszę się, ciesze się, tak bardzo! Ale flujdy nadal lecą i wszystkie czary! Ściskam Cię mocno, a Wspaniałemu kłaniaj się ode mnie. Kochany, dobry człowiek :-*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czaruj, czaruj bo czary i fluidy ciagle potrzebne:***

      Delete
  41. uczę się od Ciebie, kochana!♥
    i cholernie się cieszą!:**

    ReplyDelete
    Replies
    1. miało być cieszę;))
      ale w sumie -wszyscy się cieszą:):D

      Delete
    2. Nie przejmuj sie Misiu, ja i tak pojelam, bo pojetna dziewczynka jestem:D:D

      Delete
  42. Strasznie sie ciesze Star!!!! Lubie takie wiesci! Buziaki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie tez sie morda smieje od wczoraj na okraglo, dobrze, ze mam uszy, bo by mi beretka lysa odpadla:)))

      Delete
  43. Star na taką wiadomość czekałam ♥♥♥
    Uśmiech, łzy...wszystko mi się wymieszało :)
    Lovciam ;**********

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aneczko, to dzieki Twojemu czarowaniu, wiesz, ze masz w tym duzy udzial ♥♥♥

      Delete
    2. Kochana staram się jak mogę :)))
      A teraz włączę turbo doładowanie mocy, żeby każdy dzień był już tylko lepszy i czekamy na dobre rzecz jasna wyniki ♥♥♥

      Delete
  44. Idzie ku lepszemu i to jest bardzo dobra wiadomość !
    Ty wypierasz chorobę ????
    Zadziwiający wniosek ...
    Siły, siły i jeszcze raz siły, dzielna kobieto :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, zbieram sily do ostatniego podejscia w walce i dziekuje za wsparcie ♥♥♥

      Delete
  45. Kocham Cię! Pierdl tę Magdę i jej podobne, jako i ja pierdlnęłam, Buzi oraz nie pozdrawiaj Verki ;***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dreamu madrze prawisz i tak zrobie:)))

      Delete
  46. Star,lejesz miód na moją duszę,z takim "wypieraniem"choroby możesz być przykładem dla innych.
    Szczęscie masz,że spotkałaś na swojej drodze Wspaniałego...bo Wspaniały jest po prostu Wspaniały.
    Buziam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Owocku, no jakos mam szczescie i do Wspanialego i do typu raka:))

      Delete
  47. Huj tam z Magda.
    Najwazniejsze ze juz jest coraz lepiej(zreszta zawsze wiedzialam ze bedzie dobrze),bo wiesz ze ja mam plan,.....chce zebys sie do mnie wybrala:)

    Buziam:***

    ReplyDelete
    Replies
    1. A zapomnialam,kota na ten czas do szafy schowam;))))

      Delete
    2. Maga, albo masz duza szafe z oknem i kuweta albo to bedzie bardzo krotka wizyta:))))

      Delete
    3. hahahaha,....tylko z oknem bedzie problem;)))

      Delete
  48. Star ..Kochana Ty . Czytam Twój blog już drugi rok ( się zrymowało nawet :)
    Kiedyś ,dawno temu -jeszcze przed Twoim chorowaniem zostawiłam gdzieś długi komentarz .( juz wiem ..to było pod wpisem o ...majtkach stringach i jak to Ty ich nie lubisz bo wchodzą w litery cztery :))) to był przezabawny wpis -pamiętam,ze leciały mi łzy ze śmiechu ..po bardzo trudnym wtedy dniu ..śmiałam się Dzięki Tobie .
    Podczas Twojej choroby , nie było dnia abym o Tobie nie myślała , wspierałam Cię w myślach , podziwiałam wolę życia , walki , poczucie humoru , dystans etc .itd. ( za pozno aby pisać o szczególach , wybacz :)
    Dziś ,kiedy przeczytałam tą wiadomość poczułam wielką radość , wzruszenie , Jestem z Tobą sercem i myślami .
    Dbaj o siebie , nabieraj sił na to co przed Tobą i niech wszystkie dobre siły będą z Tobą .
    Dziękuję Ci ..że jesteś . Nie raz dzięki Tobie ''brnęłam ''przez dni , miesiące ....
    PS .
    Moja Chrzestna ma raka jajnika -z przerzutami :((( odkryli to 2 tygodnie temu -Polscy 'specjaliści ' , choć ciocia miała objawy juz od trzech lat -duzo i dlugo by mowic , juz nie dzis .
    Raczej juz nie ma dla Niej szans , dziś wypisali ją do domu ....może jeszcze tylko jeden szpital na Ursynowie w Warszawie Ją przyjmie ,ale nie wiadomo czy coś zrobią ..jest bardzo źle i duze ryzko ( chory caly organizm -cukrzyca mdn. od 30 lat -ciocia ma 67 lat )
    Ja ma 37 , na Imię Ania i mieszkam w Walii ( UK -od 10 lat )
    Star ..Jestes cudowną osobą .
    ps2 . przepraszam ,za ten dlugi wpis :)
    Buziaki xx

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, bardzo mi przykro z powodu Twojej cioci. Niestety raki organow sa chyba a reguly trudniejsze niz moj tzw. miekki rak, czyli rak krwi. Dodatkowo mam to szczescie, ze moja lyphoma to Non-Hodgkin a np. Hodgkin jest duzo ciezszy do wyleczenia, chociaz ostatnio ze wzgledu na zastosowanie przeszczepu komorek macierzystych sytuacja sie poprawila.
      Bardzo mnie cieszy, ze udaje mi sie poprawic Ci humor w ciezkich dniach:)))
      I ciesze sie, ze sie odezwalas, bo wiesz do tamtych dawnych notek to ja juz nie zagladam, nawet jak dostaje mailem zawiadomienie o komentarzu to najczesciej czytam ale juz nie odpisuje.

      Delete
    2. Dziękuję za odpowiedź i wyrazy współczucia z powodu mojej Chrzestnej ( Siostry Mojej Mamy -lat 58 :)
      Cóż..w następnym tygodniu szpital onkologiczny w Warszawie ...jeszcze nadzieja nie zgasła ...
      Tak Star , ja też czytałam -słyszałam , to o czym Ty mi napisałaś . Krótko mówiąc są gorsze i ''lepsze '' odmiany wszelkich nowotworów.
      Ja się bardzo cieszę ,że Ty zdrowiejesz , że na spacerki już sama chodzisz , a że przystanki są ...tak jak piszesz , masz czas popatrzeć na świat :)))
      Dodam jeszcze ( mdn :) ,że Wspaniały jest cudownym mężem -człowiekiem generalnie . Wygrałaś ''szóstkę '' w loterii życia :) której na imię MĄŻ STAR :)
      aha...czasem także korzystałam z Twoich kulinarnych rad-przepisów :) BEZCENNE !!! :)
      ..i juz nie napisze wiecej bo slucham ostatnich wystapien kantydatow na Polskiego Prezydenta i cisnienie mi sie podnosi ,wiec ide po pilota ;)
      Trzymaj się dzielnie Droga Star i do ..napisania '' :)

      Delete
  49. Na takie wiesci czekalismy wszyscy - bardzo ale to bardzo sie ciesze! Wspanialy jest wyjatkowym czlowiekiem.
    Moc usmiechow przesylam:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Ataner, tez sie bardzo ciesze, ze juz zblizam sie do ostatniego etapu:))

      Delete
  50. Nie wypierasz, to bez wątpienia;) Leczysz się, walczysz, nie poddajesz cholerstwu. A to,że nie zaśmiecasz sobie głowy i nie zatruwasz myśli, rozpamiętując swoją chorobę... to zdrowy, normalny objaw optymistki:)
    W temacie pozytywnych stron chorowania na raka napiszę tylko,że podpisuję się pod tym co Ty napisałaś w całej rozciągłości. Dokładnie tak samo kombinowałam szukając jasnych stron tego co mnie spotkało. Naprawdę nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło... nawet w temacie raka złośliwca.:)
    ps. Wiesz, staru, w czasie choroby i na początku leczenia, kiedy już wiedziałam, że pożyję jeszcze, wtedy byłam najszczęśliwsza, najmocniej kochana i bardzo, bardzo.... całą, obolałą, słabiutka sobą, kochałam ŻYCIE.

    mła starutku:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj tak Nikus, rak uczy radosci zycia:))) Podobno najwiekszy problem jaki ludzkosc ma z matematyka, to fakt, ze nie potrafimy liczyc wlasnego szczescia, wlasnych nadrobniejszych osiagniec i rowniez tego, ze dane nam jest patrzec na piekno swiata.
      Rak uczy tej matematyki bardzo skutecznie:)))
      Wychodze na te codzienne krotkie spacery i wcale nie zauwazam, ze jest mi ciezko, ze musze przystanac, odpoczac, napic sie wody, ale ciesze sie kazdym listkiem na drzewie, sloncem i nawet ciesze sie ze dzieki tym przystankom mam okazje widziec wiecej niz gdybym nie musiala odpoczywac. Od kilku dni moge juz na te spacery chodzic sama, bez opierania sie o ramie Wspanialego, czy tez sasiadki, jak on nie moze wyjsc. I to tez jest ogromna radosc.
      buziam :***

      Delete
  51. Polecam kanał na You Tube Kącik Hani , Polka mieszkająca w Australii Zachodniej -super pogodna i ciepła osoba też zmagająca się z chorobą.Odkryłam Was dwie -Polki, jesteście na różnych kontynentach a problemy podobne ,a jednak inne podejście do leczenia.Polecam gorąco
    https://www.youtube.com/watch?v=YgzLRXRLRKE

    ReplyDelete
  52. Faktycznie taki rak selekcjonuje znajomych i przyjaciół w sposób prosty i niezbyt pracochłonny.
    Najszybciej odpadają ludzie bez empatii i ci, któzy tak naprawdę nie są tobą zainteresowani.
    Cieszę się, że z Viki zostały tylko śmieci, chociaż nic z tego nie rozumiem.
    W takim stanie też wolałabym scedować obowiązki na kogoś, a sama nie musieć o tym myśleć. Jak dobrze, że Wspaniały jest przy Tobie!!!!!
    Ściskam Cię bardzo. bardzo mocno!!!

    ReplyDelete
  53. Przesyłam Ci link do pięknej piosenki dla dojrzałych kobiet.
    To jest utwór ze świeżutkiej płyty Stanisławy Celińskiej.
    Miłego słuchania :)
    https://www.youtube.com/watch?v=ncTdowA5g8g

    ReplyDelete
  54. Aniołem jesteś bez dwu zdań moja droga. Ściskam cię serdecznie i poklepuje po tym pięknym łysym łbie.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...