Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, October 31, 2015

Rak w Nowym Yorku, czyli spie na ulicy i grzebie w smietnikach:)

Jakis czas temu, niewazne jaki wdalam sie w dyskusje w komentarzach na jednym z blogow. Zupelnie niepotrzebnie sie wdalam w te dyskusje, bo napedem do niej byly powroty z emigracji.
Po cholere ja w tym bralam udzial? Naprawde nie wiem, tym bardziej, ze jak wszyscy wiedza mnie powrot do Polski nie dotyczy od momentu kiedy wsiadlam do samolotu, zeby z tejze Polski wyjechac.
No ale przy okazji tej dyskusji padlo kilka pytan np. a z czego zyja chorzy w Ameryce jesli jeszcze nie sa w wieku emerytalnym a pracowac ze wzgledu na chorobe nie moga?
Pytanie bylo poparte stwierdzeniem, ze w Ameryce to Polacy zywia sie tym co znajda w smietnikach przy McDonalds. Dyskutowanie miedzy kims kto wrocil a kims kto nie ma zamiaru wracac jest bez sensu, bo wiadomo, ze kazdy ma swoje mniej lub bardziej rzeczowe argumenty na poparcie swojej decyzji.
Ale, ze ja akurat lezalam wtedy w szpitalu i mi sie nudzilo, to dyskutowalam.
Padlam w momencie kiedy druga strona rzucila argumentem "ale tylko w Polsce jest WOSP".
No tak, to jest zelazny argument, tylko w Polsce jest WOSP i nawet taka zatwardziala emigrantka jak ja nie mogla tego argumentu obalic, wiec grzecznie przyznalam drugiej stronie racje.
Ale tez tamta dyskusja stala sie niejako sila napedowa do dzisiejszej notki.
Chce Wam opisac w jakich warunkach leczy sie raka w Ameryce.
Kiedy zachorowalam pierwszy raz to nie mialam zadnego pojecia jak sie choruje i wyladowalam w prywatnym szpitalu (ogolnym), do ktorego skierowal mnie moj doktor rodzinny.
A cala reszta poszla za ciosem czyli leczylam sie u onkologa (Verka), ktora jest tam zatrudniona na etacie.
Z tamtego okresu mamy ogromne pudlo po butach (kozakach) roznych papierow i przede wszystkim rachunkow. Rachunki ze szpitala za dwa tygodnie pobytu i wszystko co mi tam zrobiono wyniosly $220 000 (slownie dwiescie dwadziescia tysiecy dolarow).
Mamy na szczescie dobre ubezpieczenie, ale i tak trzeba bylo zaplacic z tego cos ok. $30 000.
Poza rachunkami ze szpitala byly tez rachunki od onkologa, kazda wizyta do zaplacenia z naszej kieszeni to $40 a tych wizyt bylo od pyty albo i jeszcze wiecej. I nie zapominajmy kazda chemia kosztowala mnie wtedy $250 a bylo ich szesc.
Nic to przezylismy, bez grozby spania na ulicy czy tez zywienia sie w okolicznych smietnikach.
Nawiasem mowiac, skoro juz o smietnikach mowa to jak bylam w Polsce 7 lat temu to tez widzialam ludzi grzebiacych (nie wygladali na imigrantow) w smietnikach, wiec moze to nie jest zjawisko tylko amerykanskie, a raczej globalne.
Dobra, smietniki na bok.
Jestem akurat w wieku kiedy jeszcze powinnam pracowac a juz nie pracuje, bo choroba nie pozwala.
Z czego ja zyje?
Proste, z tzw. zasilku chorobowego, bo zasilki chorobowe sa podobnie jak grzebanie w smietnikach zjawiskiem globalnym a nie tylko przywilejem Polakow zamieszkalych w Polsce. Owszem jesli ktos emigruje do Ameryki i cale zycie pracuje na czarno cieszac sie, ze w ten sposob robi rzad w konia to jak mu sie przytrafi choroba to sie okazuje, ze w konia zrobil glownie sam siebie, bo automatycznie taki cwaniak nie ma zasilku chorobowego. Ale to chyba normalne no i cwaniakow tu tez nie brakuje.
Z czasow kiedy jeszcze obracalam sie glownie w polskich kregach wiem, ze pracowali legalnie tylko mezczyzni, zony pracowaly na czarno, bo tym sposobem podatki placila tylko jedna osoba.
Mozna i tak, ja od poczatku pracowalam legalnie, bo zdawalam sobie sprawe, ze nie tylko choroba, ale juz starosc to przyjdzie na pewno i wtedy mozna sie obudzic z reka w nocniku, albo.... wlasnie, wrocic do Polski. A wizja ani jednego ani drugiego jakos do mnie nie przemawiala i nie przemawia.
Jasne jest, ze gdybym nie miala meza to z mojego zasilku chorobowego trudno byloby sie utrzymac, a juz na pewno nie na takim poziomie do jakiego jestem przez lata przyzwyczajona.
No ale, mam meza, w dodatku madrego, ktory zarabia dosc przyzwoite pieniadze wiec dajemy rade.
Ale jak choroba wrocila to od razu podjelam decyzje, nie zadne przypadkowe szpitale tylko skoro mieszkam w NYC i tu tez miesci sie najlepsza klinika chorob rakowych na swiecie to wlasnie tu chce sie leczyc. W miedzyczasie firma Wspanialego zmieniala tez ubezpieczenie od stycznia i juz w listopadzie ubieglego roku, jeszcze nie zdajac sobie sprawy z faktu, ze lada moment bede znow chora, zadecydowalismy, ze nie stac nas na nic gorszego niz najdrozsza wersje ubezpiecznia jakie mozemy miec.
Tak, moj maz placi za to cos ok. $1 300 miesiecznie, ale po tamtych rachunkach z ubieglego roku wiem, ze to byla jedynie sluszna decyzja.
Uparlam sie na te klinike nie dlatego, zebym wierzyla, ze samo leczenie w klinice daje gwarancje przezycia, bo takiej gwarancji nigdzie nie daja, ale skoro jest, to dlaczego nie.
Na poczatek nie mialam pojecia jak to ma wygladac?
Czy moze trzeba czekac zeby sie tam dostac?
A moze jakies znajomosci?
Lapowki nie przyszly mi nawet do glowy, bo jak tu zyje ponad 30 lat to jeszcze grosza nikomu nigdy nie dalam, nie bylo takiej potrzeby i nawet nauczyciele w szkolach, do ktorych uczeszczal Junior dostawali bukiet kwiatow od calej klasy na zakonczenie roku. Zadnych prezentow, zadnych zbiorek na prezenty.
Po prostu pracuja tu ludzie za pensje i w uslugach moga liczyc na napiwki ale na pewno nikt nie domaga sie, ani nie daje do zrozumienia, ze oczekuje czegos wiecej.
Zaczelam wiec od wyboru doktora.
Oczywiscie wybralam jakiegos onkologa swiatowej slawy i jak zadzwonilam do kliniki to uslyszalam, ze owszem nie ma problemu ale ten akurat doktor to wyjezdza czesto na rozne sympozja miedzynarodowe i akurat teraz tez go nie ma i wroci dopiero za 3 tygodnie.
Trzy tygodnie to ja nie moglam czekac, bo guz rosl sobie w najlepsze i z dnia na dzien byl co raz wiekszy.
Ale osoba, z ktora rozmawialam telefonicznie wyjasnila, ze bez wzgledu na to jakiego doktora dostane jako prowadzacego onkologa to i tak bede pod opieka calego zespolu i to prawdopodobnie nie tylko onkologicznego ale tez wielu innych.
Wobec takiego argumentu zapytalam kiedy moge umowic sie na wizyte z kims kogo ona poleca.
Wizyte dostalam natychmiast.
Sprawa przesunela sie troche w czasie, bo klinika nie bardzo polegala na historii choroby jaka przeslala Verka i badaniach jakie robili w tamtym szpitalu i zrobili wszystko od poczatku swoje wlasne.
Potem jak wiemy zaczela sie chemia, komplikacje po chemii, czyli dodatkowe pobyty w szpitalu, potem radiacja, przygotowanie do przeszczepu i sam przeszczep.
Teraz po kilku cotygodniowych wizytach pan doktor od przeszczepu stwierdzil, ze nie ma potrzeby widziec mnie przez miesiac, a wiec nastepna wizyte mam 16 listopada.
Wszystko co sie choremu przytrafi w czasie leczenia w klinice bez wzgledu na to czy zwiazane z rakiem czy tez nie jest natychmiast kierowane do specjalistow pracujacych w klinice.
Czyli dokladnie to o czym mnie zapewniano, ze bede pod opieka zespolu roznych lekarzy a nie tylko onkologa. I tak w miedzyczasie mialam juz kilka wizyt z lekarzami zupelnie nie zwiazanymi z moja choroba przewodnia czyli chloniakiem, ale akurat byla potrzeba wiec wszystko jest zalatwiane w tym samym miejscu i kazdy z moich prowadzacych doktorow jest na biezaco informowany o celowosci, przebiegu wizyty oraz o wynikach ewentualnych badan.
Kazdy pacjent moze, ale nie musi zalozyc sobie swoja wlasna strone internetowa na oficjalnym serwerze kliniki i tam na tej stronie automatycznie jest cala historia choroby, wszyskie byle i przyszle wizyty lekarskie, wyniki wszystkich badan i biezacy rachunek jaki chory ma zaplacic z wlasnej kieszeni. Mozna tam tez zamowic leki jesli sie koncza.
Leki moga byc do odebrania w aptece kliniki pol godziny po wizycie lekarskiej lub zamowienie skierowane do najblizszej apteki w miejscu zamieszkania chorego. My w zaleznosci od czasu korzystamy z obu opcji, to zalezy co jest w danym momencie wygodniejsze. Jesli lekarz w czasie wizyty przepisze cos nowego, to odbieram pol godziny pozniej w aptece kliniki, a jesli lek ma byc tylko powtorzony to wystukuje zamowienie na mojej stronie, najpozniej godzine pozniej mam juz telefon z osiedlowej apteki, ze lek jest gotowy do odbioru.
Jesli chory musi byc w szpitalu to wszystko co jest mu potrzebne jest juz gotowe w momencie przyjecia.
W przypadku chemii jak i przeszczepu kiedy bylo wiadomo, ze bede miala problemy z jama ustna i biegunka, zarowno specjalny plyn do plukania ust jak i krem do dupci dostalam juz na dzien dobry, ze nie wspomne o szamponach, plynie do kapieli itp.
Troche mnie ten krem zdziwil, ale nie stawialam oporu, jak sie pozniej przekonalam oni wiedza co robia:)
Jak wyglada wyzywienie w klinice?
Chory znow na dzien dobry dostaje taki jadlospis:


I teraz chory sam sobie zamawia telefonicznie co chce jesc. Telefon wewnetrzny szpitala jest przy kazdym lozku, zreszta nie ma sal wiekszych niz dwuosobowe, a w przypadkach koniecznych i na czas przeszczepu sale jednoosobowe.
Sniadanie mozna zamowic w godzinach od 7ej do 10:30 przynosza go w ciagu godziny od zlozonego zamowienia. Nie ma zadnych ograniczen w kwestii ilosci zamowionego jedzenia.
Tak wyglada przykladowe sniadanie:





Od godziny 10:30 do 20tej mozna zamawiac lunch lub obiad, tu tez nie ma ograniczen.
Jesli nawet zamowi sie cos co akurat nie smakuje, pamietajmy, ze ludzie bioracy chemie najczesciej traca poczucie smaku, to nie ma zadnego problemu zeby zadzwonic jeszcze raz i zamowic cos innego.
Oprocz tego stalego jadlospisu jest jeszcze co tydzien dodatkowy jadlospis tzw. tygodniowy, ktory dotyczy tylko lunchu i obiadu. Tu zdjecie tego specjalnego, ktory sie zmienia co tydzien, z tym, ze to jest zmiana rotacyjna, bo takich tygodniowych zestawow jest tylko cztery, a potem sie powtarzaja.


To jest podstawa, czyli dla pacjentow, ktorzy nie maja zadnych ograniczen dietetycznych czy tez religijnych.
Kilka zdjec lunchow i obiadow, przy czym w przypadku lunchu czy obiadu pacjent moze zawsze zamowic przystawke, zupe, danie glowne oraz deser.
Moj lunch:





Przykladowe obiady:


Na zdjeciu powyzej od lewej na gorze - przystawka, danie glowne, po prawiej na dole - zupa, salatka z fasoli i po lewej na dole owoce, a ten sos sojowy, ktory lezy na owocach to do przystawki:)
Sa tez honorowane swieta i tak w St. Patrick Day na obiad mozna bylo zamowic typowo irlandzkie danie:


I nawet irlandzki deser:))


Pacjenci z restrykcjami dietetycznymi (cukrzyca) lub religijnymi (koszerni, lub muzulmanie) dostaja jadlospis przystosowany do ich potrzeb. A co robi pacjent, ktory jak ja tuz po przeszczepie nie moze polykac?
Ten problem tez jest rozwiazany, bo przez te dni korzystalam z diety miksowanej.
Troche mnie to przerazalo na sam dzwiek, bo wyobrazalam sobie, ze to co zamawialam wczesniej ktos pizgnie do blendera i poda mi taka ciape.
Nic bardziej blednego, oto kilka zdjec z diety miksowanej.
Tost francuski, nawiasem mowiac przepyszny:)))


Lunch Eggs Benedict:



Obiad lub lunch lasagne:


Dodatkowo ci co nie maja apetytu i wydaje im sie, ze cos co ewentualnie by zjedli nie jest w zadnym jadlospisie moga zawsze zapytac czy takie danie jest dostepne. Ja np. mialam dosc jajecznicy i omletow na sniadanie to zazyczylam sobie jajka w koszulkach i dostalam.
Sa tez pacjenci, ktorzy nie maja problemu z polykaniem, ale maja problem z krojeniem dania, np. kotleta czy pizzy, dla takich jest tzw. dice menu, czyli wszystko jest podane pokrojone w kostke o wielkosci 1-1.5cm czyli wielkosci na jeden kes.
Do kazdego posilku mozna zamowic napoje w postaci sokow lub sody jak ktos lubi i oczywiscie kawa, herbata. Desery to ciasto marchewkowe (pychota z orzechami i kremem z sera) apple pie, ciastka, galaretki, owoce, budynie. O wlasnie budynie tez sie sprawdzaja w czasie kiedy czlowiek ma problemy z przelykaniem.
Jest tez mozliwosc zamowienia jedzenia dla osob odwiedzajacych, oczywiscie tu za odplatnoscia.
No to teraz pacjent juz najedzony, zaopatrzony w plukanie do paszczy, krem do dupci, pampersy, tak bo te tez sie dostaje na powitanie:))
To o co sie pacjent musi martwic?
Z czym sie zmagac?
Tak praktycznie rzecz biorac to pacjent nie ma nic wiecej na glowie po za tym zeby wyzdrowiec.
Wiem to tak ladnie wyglada, bo pisze o swoim wlasnym doswiadczeniu a jak juz wyzej pisalam mam naprawde super ubezpieczenie. Nie mam domu, bo stawialam na inne wartosci. Pamietam jak przyjechalam to moze za duzo widzialam Polakow, ktorzy nie mieli zebow ale odkladali na dom, a potem oczywiscie te domy kupowali. I tez dobrze, jak ktos lubi. Ludzie maja prawo inwestowac w to co uwazaja za wazniejsze.
Pamietam taka pare, spotkalam ich na jakiejs imprezie u znajomych byli tuz, tuz przed zakupem domu, juz ogladali, juz kombinowali jak to bedzie fajnie nie placic "obcemu do kieszeni". Ja wiem, ze to moze byc fajne, ale jak ktos robil zdjecia na tej imprezie to oboje na widok aparatu krzyczeli jednoglosnie "tylko poczekaj jak zamkne gebe". Pech tez chcial, ze spotkalam ja na pogrzebie znajomego 10 lat temu, ciagle nie miala zebow, a w zasadzie to miala mniej niz te 18 lat temu w czasie kiedy ja poznalam. A ostatnio doszly mnie sluchy, ze 7 lat temu zmarla na raka.
Przykre, smutne, ale prawdziwe. Cale zycie oszczedzac kosztem wlasnego zdrowia, zeby miec dom.
No to jak to wyglada z dobrym ubezpieczeniem?
No coz w porownaniu z tym co zaplacilam w ubieglym roku za sam pobyt w prywatnym szpitalu ogolnym teraz zaplacilam cos ok. 5-7% tamtego rachunku. I nie zanosi sie na to zebym miala jakis dodatkowy rachunek, raczej na tym sie skonczy, no chyba, zeby.... odpukac! mi sie pogorszylo.
Nie mam zadnych rachunkow, ot klinika zadowala sie tym co dostaje z mojego ubezpieczenia.
Nie mam zadnych rachunkow od lekarzy mimo, ze juz na palcach obu rak mi ciezko policzyc ilu lekarzy widzialam.
Dlaczego?
Bo lekarze zatrudnieni przez klinike sa na stalej pensji kliniki, w zwiazku z czym nie wysylaja pacjentom zadnych rachunkow. Klinika jest organizacja non-profit, czyli w sumie caly czas od 1884 roku kiedy to zostala ufundowana jako New York Cancer Hospital utrzymuje sie tylko z tego ufundowali oryginalnie fundatorzy, z dobrowolnych datkow prywatnych osob oraz organizacji charytatywnych.
No to cos jak polski WOSP chyba, nie?
Jak widac dzialalnosc charytatywna jest rowniez zjawiskiem globalnym, a nie wynalazkiem Polakow.
Co robic jak sie nie ma tak dobrego ubezpieczenia jak moje?
Naprawde nie wiem, ale tez wiem, ze w kazdej poczekalni gdzie siedzialam przez te wszystkie miesiace widzialam ulotki "nie stac cie na leczenie u nas, przyjdz i rozmawiaj z nami" czyli widocznie jest jakis sposob.
Skoro klinika nie moze wykazywac profitu, a jesli go ma to musi inwestowac albo w badania nad nowymi metodami leczenia, albo w rozwoj samej kliniki, co widac, bo ciagle w okolicy powstaja nowe budynki szpitalne, to byc moze sa tez jakies fundusze, z ktorych mozna oplacic leczenie kilku osob rocznie.
Nie wszystkich ale kilku chociaz.
Widzialam juz wielu Rosjan i Polakow takich albo w moim wieku, albo starszych ode mnie. Przychodza z czlonkami rodziny, bo sami nie radza sobie z angielskim, wiem bo to widac i slychac. Nie sa to ludzie bogaci a jednak sie tu lecza, czyli jakos to musi dzialac.
Jedno wiem na pewno, ze jak ktos ma dom a nie ma pieniedzy na leczenie i to wcale niekoniecznie raka to raczej straci dom na koszty leczenia, bo nie raz slyszlalam o takich przypadkach i to nie tylko wsrod imigrantow. Jak masz to ci zabiora, jak nie masz to jakos musza ci pomoc.
Jeszcze jest jeden problem, z ktorym chorzy moga sie borykac, a przynajmniej borykali sie jeszcze 8 lat temu. A mianowicie dojazd do kliniki.
Ja mieszkam w jednej z dzielnic NYC wiec wiadomo, ze dojade bez problemu w ciagu niepelnej godziny a czesto w ciagu 30 min. Ale co ma zrobic ktos kto mieszka gdzies w stanie NY i jego dojazd do kliniki to nie tylko godzina ale czesto 4-6 godzin?
No i nie kazde ubezpieczenie pokrywa pobyt w szpitalu na chemie. Ja mialam chemie podawana przez trzy dni i przez te trzy dni bylam zawsze w szpitalu, bo moje ubezpieczenie nie kwestionowalo. Ale bywa, ze ubezpiecznie nie pokrywa hospitalizacji i wtedy pacjent musi dojechac codziennie przez trzy dni, a to nie jest latwe, zwlaszcza jak organizm jest juz mocno zdewastowany przez chorobe.
Ten problem tez jest rozwiazany. Mianowicie American Cancer Society 8 lat temu ufundowalo specjalne hotele (na Manhattanie jest ich dwa) dla pacjentow, ktorych dojazd miedzy klinika a miejscem zamieszkania wynosi dluzej niz godzine.
I te hotele sa za darmo, pacjent musi tylko zadbac o wlasne jedzenie i osobe, ktora bedzie z nim zamieszkiwala. Juz dwa razy udalo mi sie rozmawiac z kobieta, ktora mieszka na Long Island (wyspa na wschod od NYC), jej dojazd do szpitala zajmuje ok. 2 godzin a wiec mieszka z mezem wlasnie w hotelu.
Jest podobnie jak ja po przeszczepie, z tym, ze ja mialam przeszczep z wlasnych komorek macierzystych a ona od dawcy co moze skutkowac wiekszymi komplikacjami. Od drugiego tygodnia wrzesnia razem z mezem mieszkaja w tym hotelu. Musza tylko sami sobie gotowac, bo ona jest ciagle na dosc ostrej diecie.
Pokoj hotelowy jak w kazdym hotelu, lozka king size dla malzenstw lub dwa oddzielne w przypadku rodzenstwa lub osob, ktore nie spia razem, lazienka ot standard.
Nic nadzwyczajnego, ale da sie zyc i na pewno to lepsze niz ciagle dojazdy. Oni akurat beda tam prawdopodobnie do konca listopada, jesli nic sie zlego nie wydarzy.
Pokoj jest sprzatany, posciel zmieniana, czego jeszcze chciec?
No wlasnie czego jeszcze chciec:)
Na kazdym pietrze jest kuchnia z pelnym wyposazeniem, tylko jak gotujesz to musisz po sobie sprzatnac i gary wstawic do zmywarki. Oprocz tego, podobnie jak w centrum rekreacyjnym szpitala, ten hotel ma rozne zajecia dla mieszkancow. Ci co czytaja systematycznie moga pamietac jak pisalam o centrum rekreacyjnym szpitala i jak robilam tam dream catcher, pudelko dla Aviwy na bizuterie, i sun catchers dla Josha.
Tak samo w tym hotelu sa organizowane dla mieszkancow rozne zajecia, koncerty, wyswietlane filmy, pokazy makijazu dla pan, ktore stracily wlosy. Sa tez od czasu do czasu fundowane przez rozne organizacje posilki ale z tych moja "kolezanka" nie moze korzystac, natomiast jak mowila chetnie uczestniczy w codziennym spotkaniu przy herbacie i dzwiekach pianina.
Roma (tak ma na imie ta kobieta) mowila, ze tak naprawde to jak nie musi przyjechac na zadna wizyte lekarska to ma caly dzien jakies zajecia i przy okazji poznaje ludzi, ktorzy borykaja sie z podobnym problemem zdrowotnym, a wiec kolejny plus - grupa wsparcia.
Miedzy hotelem a klinika co pol godziny krazy autobus dowozacy (za darmo) pacjentow i osoby im towarzyszace z lub do hotelu albo kliniki. Podobne male autobusy kursuja miedzy szpitalem glownym a poszczegolnymi budynkami kliniki (odleglosc rozna, najczesciej w granicach 10-15 ulic) i tez sie nic nie placi, te z kolei jezdza zwykle co 20 min.
Czy tylko w NYC sa takie hotele przy klinice rakowej?
Nie wiem jak jest w pozostalych stanach, ale wiem, ze w stanie NY sa trzy miasta z takimi udogodnieniami dla pacjentow: Buffalo (tam gdzie mieszka Tatek) bo maja tam calkiem powazny i preznie dzialajacy oddzial rakowy, oraz w Rochester, gdzie tez jest oddzial specjalizujacy sie w leczeniu raka. Czyli w sumie mieszkancy stanu NY maja wybor albo calkowicie na poludniu NYC, albo na polnocny-zachod Buffalo albo po srodku i lekko na wschod Rochester. Domyslam sie jednak, ze skoro te hotele sa ufundowane przez American Cancer Society to sa one w wielu innych jesli jeszcze nie we wszystkich stanach Ameryki.
Jako ciekawostke dodam, ze w Ameryce jest tez szpital dzieciecy St. Jude sie nazywa, leczy sie w nim dzieci chore na raka i rozne inne ciezkie, rzadko spotykane choroby. Ten szpital NIGDY nie wysyla rodzicom zadnych rachunkow. Jesli tylko przypadek chorobowy kwalifikuje dziecko do leczenia w St. Jude to nie ma absolutnie znaczenia czy rodzice moga lub nie moga za to leczenie zaplacic.
St. Jude zostal ufundowany w 1962 roku i dziala dokladnie na tej samej zasadzie co Memorial Sloan Kettering Cancer Center. Od czasu kiedy powstal utrzymuje sie z dotacji (tak prywatnych osob jak i duzych korporacji - Target, American Airlines, CVS pharmacy to tylko kilka przykladow).
W latach 2000 - 2005 z kazdego dolara jaki St. Jude otrzymal 83.7% zostalo wydane na obecne koszty utrzymania szpitala i jego rozwoj na przyszlosc, z czego 47% z kosztow utrzymania zostalo wydane na leczenie malych pacjentow. W 2012 roku 81% z otrzymanych pieniedzy zostalo wydane na badania naukowe nad schorzeniami leczonymi w tym szpitalu.
W NYC na Manhattanie jest tez oddzial St. Jude, ale za to w roznych stanach Ameryki jest juz 7 szpitali dzieciecych scisle wspolpracuajcych z St. Jude i leczacych dzieci na tych samych zasadach.
I tak to wyglada w tej strasznej Ameryce.
Czy wiele trace, ze nie wracam do Polski?
Chyba nie, zwlaszcza, ze jakos nie widze np. Amerykanow starajacych sie o wyjazd do Polski w celu leczenia, a w druga strone i owszem. Ciagle widze ogloszenia w sprawie zbiorek finansowych glownie na wyjazd dzieci na leczenie do Stanow. I wcale nie pisze tego zlosliwie, ot taki przyklad. A kazdemu z tych dzieci i rodzicom zycze zeby im sie udalo, bo jak czlowiek chory to wie co to znaczy. A juz jak ma chore dziecko to ja wiem, ze kazdy rodzic zrobilby wszystko lacznie ze sprzedaza wlasnych organow aby tylko dziecko wyleczyc.
Ale nie ulega watpliwosci, ze tylko Polska ma WOSP.
Z tym, ze teraz przy nowej wladzy na pewno sie wszystko zmieni na lepsze. Zycze Wam tego z calego serca ale ja i tak pozostane gdzie jestem;)







100 comments:

  1. Ciekawie to opislas, dzieki za przyblizenie realiow amerykanskich. Szkoda, ze musialas poznac je od srodka i na wlasnej skorze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety zdobylam te wiedze ciezkim doswiadczeniem. I rozmawiajac z innymi bo np. na temat tych hoteli to owszem wiedzialam, ze sa ale nie mialam pojecia jak to dziala, kto za to placi i jakie sa warunki.

      Delete
  2. No to podobnie jak u nas, z tym ze tutaj jest wszystko za darmo. Oczywiscie z panstwowa sluzba zdrowia wiaza sie pewne niedogodnosci, jak na przyklad dluzszy czas oczekiwania na niektore badania, ale taki szpital (mowie szpital bo jest ich w cholere, a kazdy zajmuje sie czym innym) w na przyklad Edynburgu to klasa swiatowa sama w sobie, z najnowszym sprzetem i najlepszymi specjalistami. Oczywiscie niektorzy ludzie narzekaja, ale gdzie nie narzekaja. Mysle ze najwiecej zawsze maja do powiedzenia ci ktorych to nie dotyczy. Polacy bardzo narzekaja, ale tylko ci ktorzy nigdy nie byli w Polsce w szpitalu. Ze jedzenie na przyklad syf. A gdzie w Polsce w panstwowym szpitalu ma sie trzy dania do wyboru z calego jadlospisu, plus kawa, herbata, soki, woda na biezaco jak sie komu chce. Wnerwia mnie to bardzo. Córka wlasnie wrocila z prywatnego szpitala, sama placila za zabieg bo chciala miec wieksze cycki, a panstwowo czekalaby pare lat (ha! tutaj tez mozna sobie zrobic cycki panstwowo jesli psycholog powie ze to dla dobra pacjentki!), byla zachwycona ale roznicy duzej w opiece nie bylo, moze posilki podawane na wykwintniejszych talerzach :-)
    W kazdym razie, tutaj tez ubezpieczenie trzeba miec w razie czego, nie na leczenie ale na utrate zarobkow w razie choroby. A jak ktos ma prywatne to sie leczy w prywatnym szpitalu i tyle.
    Ja mam straszliwa traume zwiazana z polska sluzba zdrowia. Nigdy mi nie minie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No co ja bede pisac od nowa to samo, kiedy moge sie podpiac pod komentarz Iwony, ze zmiana miejsca zamieszkania. Poza tym wszystko jest tak samo. Mam zalozone tylko dodatkowe ubezpieczenie, bo kasy panstwowe, o ile za leczenie zebow placa, to juz za protetyke nie, a tu czlowiek coraz starszy, wiec tego...
      Moi rodzice w Polsce jakos tam sobie radza z wizytami lekarskimi, w ostatecznosci ida prywatnie, jak cos nagli.
      System amerykanski nie bardzo mnie zachwycil, bo nawet pracujacych nie stac zawsze na dobre ubezpieczenie zdrowotne, a doplaty moga zrujnowac. Wole ten nasz, ktory mam za niewielka oplata skladek, a poziom uslug medycznych jest tez swiatowy. I nawet, gdyby dopadly mnie wszystkie choroby naraz, nie musze nic doplacac.

      Delete
    2. Nic nie ma "za darmo" Wasza sluzba zdrowia jest oplacana z podatkow, ktore kazdy pracujacy obywatel placi i jakis tam procent idzie wlasnie na koszty sluzby zdrowia, inny procent na edukacje mlodych pokolen, a jeszcze inny na budowe drog i mostow itd.
      To nie jest za darmo. Za darmo to byloby wtedy gdyby nie placilo sie zadnych podatkow, a mosty i drogi wyrastaly same za skinieniem palca bozego, sluzba zdrowia tez wtedy bylaby za darmo. A ile sie za to placi to jest tylko kwestia wysokosci podatkow. Wiem, ze podatki w krajach europejskich sa wyzsze niz w Stanach, nie wiem dokladnie ile w ktorym kraju ale w krajach skandynawskich na pewno sa duzo wyzsze. Podobnie w Kanadzie, ktora ma ten sam system opieki zrowotnej co Europa.

      Cycki u nas tez sobie mozna powiekszyc korzystajac z ubezpieczenia jesli jest to wlasciwie umotywowane, czyli wlasnie psychologicznie, zmniejszyc jest latwiej bo wystarczy sie powolac na bole kregoslupa i juz gra.

      Delete
    3. Tak calkiem za darmo nie jest, placimy przeciez skladki na kase chorych i to raczej z tychze skladek nas lecza, a nie z podatkow. Tyle, ze polowe skladki placi pracodawca, polowe pracobiorca i nie sa to jakies kwoty zwalajace z nog. A podatki sa w zaleznosci od zarobkow rocznych, ci najmniej zarabiajacy praktycznie podatkow nie placa, za to krezusi bula 50%, o ile nie zainwestuja zyskow.

      Delete
    4. Nie wiem jak to jest u Was:) czyli co jak na kase chorych jest osobna oplata niz podatki to mozna jej odmowic?
      U nas tez pracodawca jesli oferuje ubezpieczenie to placi polowe i tak w naszym przypadku to ubezpieczenie kosztuje 2 600 miesiecznie, czyli 31 200 rocznie na rodzine, bo to jest wersja rodzinna. Jednoosobowe sa duzo tansze, a rodzina to bez wzgledu na to czy dwie osoby (jak my) czy 7 osob to jedna stawka niestety.
      Ale jak policze, ze za same dwa tygodnie pobytu w szpitalu w ubieglym roku rachunek wyniosl 220 000 to jest warto.
      Nie wyobrazam sobie nawet ile wynosi rachunek obecny za leczenie w MSKCC ale tym razem w szpitalu spedzilam prawie 2 miesiace w sumie i wizyt lekarskich mam juz duzo ponad 100 to naprawde nie wyobrazam sobie kosztow.
      Bede musiala kiedys tego poszukac na mojej stronie, bo gdzies jest na pewno cala suma.
      W ubieglym koszt wizyty u onkologa byl wyceniony na 250 a ja z tego placilam 40 dolarow, koszt kazdej chemii 3 000 a ja z tego placilam 250. Moim zdaniem te 1 300 ktore Wspanialy za nas placi naprawde sie oplaca, szczegolnie w przypadku tak powaznej choroby jak rak.
      U nas wszystko jest wliczone do podatkow, czyli jest wyszczegolnione, ale potracenie jest jedno.
      Najwyzsza stopa podatkowa to 35% z czego gdyby wiekszosc nie szla na kretynskie zbrojenia to mozna by caly narod leczyc za darmo i zlikwidowac firmy ubezpieczeniowe, ktore zarabiaja krocie.

      Delete
    5. Aaaa i pracownik moze odmowic oplaty za ubezpieczenie wtedy pracodawca tez nie placi. Tak czesto robia malzenstwa, ze jedno placi za rodzine, bo akurat jedno z malzonkow ma lepsza oferte ubezpieczenia niz drugie, lub tansza. To juz indywidualna decyzja. Ja poniewaz bylam sobie sama pracodawca i pracobiorca musialabym oplacac zupelnie indywidualne ubezpieczenie i to podwojnie to wybralismy opcje ubezpieczenia przez firme Wspanialego.

      Delete
  3. Star ;))) uśmiech nie schodzi mi z ust, bo po długości wpisu wnioskuję, że wracasz do zdrowia!!!!! Oby tak dalej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie no ten post to "sie pisal" przez dwa tygodnie:)))) Ale czuje sie naprawde duzo lepiej niz zaraz po powrocie ze szpitala.

      Delete
  4. Nawiaze do samego poczatku Twojego wpisu, czyli do Polakow wyjadajacych smieci za McDonaldem. Wiele osob przyjezdza tutaj z wizja Ameryki mlekiem miodem plynacej gdzie pieniadze leza na ziemi. Potem okazuje sie, ze na te pieniadze to trzeba sobie ciezko zapracowac, a niektorym sie nie chce. Wielu mezczyzn przyjezdza z problemem alkoholowym, a Stany to nie Polska. Jak przyjdziesz na kacu do pracy to wylecisz.
    Pracuje teraz na Greenpoincie i do pracy przechodze kolo Mc Carren Park. Jak jest cieplej to nocuja tam wlasnie panowie, ktorzy ciagle sa naprani. Ale takich w Polsce widuje wiecej. Nie dyskutuj z wszystkowiedzacymi, niech sobie wiedza swoje.


    Ciesze sie, ze wracasz do zdrowia. Trzymaj sie, przesylam cieple mysli.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aaaa pijanstwo to juz zupelnie inna para kaloszy. Wlasnie dlatego od pierwszego dnia bronilam sie przed Greenpointem rekami i nogami i generalnie uciekalam gdzie pieprz rosnie od polskiego kotla. 2-3 razy w roku jezdzimy na Greenpoint cos tam kupic przy okazji swiat i zawsze, ale to zawsze widzimy kilku "wczorajszych" jest mi wstyd przed wlasnym mezem. Ale na szczescie bylismy w Polsce i tam przeszedl chrzest bojowy, wie jak Polacy potrafia, wiec nie komentuje.
      Poza Greenpointem raz tylko widzialam pijanego Irlandczyka, ale to bylo w St.Patrick Day - ze tak powiem mial prawo:))))
      W dniu parady Pulawskiego nigdy nie jezdze na Manhattan bo po co mi to widziec, przeciez wystarczy sama wiedza jak jest. Tu sie na pewno nic nie zmienilo od tych parad na ktorych bylam 30 czy 28 lat temu.

      Delete
  5. Star, bardzo Ci dziękuję za tak szczegółowy opis!
    Cieszę się bardzo, że wracasz do zdrowia, do sił i do blogowania :)
    Ciekawa jestem jeszcze jak długo wypłacany jest u Was ten zasiłek chorobowy? W Polsce ten czas jest ograniczony i może przyjść taka chwila, że zostaje się bez środków do życia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, a wiesz ze nie mam pojecia jak dlugo taki zasilek przysluguje... moze gdzies wyszukam informacje. Ale cos mi mowi, ze to zalezy zarowno od choroby jak i wieku pacjenta. Sa choroby, ktore skutkuja kalectwem (nie potrafie znalezc odpowiedniejszego slowa mimo, ze to mi sie nie podoba) i juz do konca zycia czlowiek moze byc niezdolny do wykonywania pracy, ktora wykonywal. Ale w takich przypadkach pewnie sa mozliwosci zatrudnienia w innych zawodach, pewnie za mniejsze pieniadze, ale wtedy mozna dodatkowo pobierac zasilek rowniez w okrojonej postaci.
      Na pewno sa jakies konkrente przepisy, ktore to reguluja, ja po prostu nie mam pojecia bo ich nie szukalam narazie.
      Zasilek biore od marca i na pewno przez rok moge go spokojnie brac w moim konkretnym przypadku. Co dalej? Jeszcze o tym nie mysle:))
      W najgorszym wypadku bede "utrzymanka" meza:))) przez nastepne dwa lata, bo juz w wieku 63,5 lat moge isc na emeryture, co prawda jest to najnizszy prog, ale juz moge z tego skorzystac.

      Delete
    2. Star, jesli pracowalas przed choroba i oplacalas ubezpieczenie to zasilek sie nalezy na zawsze (najpierw nalezy sie krotki zasilek - STD - do pol roku chyba, a pozniej przechodzi sie na LTD, jesli wciaz nie mozna wrocic do pracy). Poza tym, nalezy sie tez SS zasilek.

      Delete
    3. Ja dostalam od razu na rok, bo na tyle jest przewidziane leczenie. A co dalej to jeszcze nie mysle, wiem, tez ze do zasilku mozna sobie dorobic i byc moze taka opcje przyjme na nastepne dwa lata. Zobaczymy, narazie mam czas do marca i tak daleko jeszcze nie siegam:)))

      Delete
    4. Fakt, do marca jeszcze kawalek. :) Ale jakby sie dalo, to bym walczyla o przedluzenie. :)

      (z tym rokiem, to nie wiedzialam ze krotkie moze byc tak dlugie, ale widocznie faktycznie zalezy od dlugosci przewidzianego leczenia..)

      Delete
  6. bardzo się cieszę z Twojego powrotu do zdrowia


    ReplyDelete
  7. Cudownie się czytało Twój długi wpis!
    A ja lubię grzebać w śmietnikach. Aparatem fotograficznym :)))
    Ciekawe, czy amerykańskie śmietniki dostarczyłyby mi nowych inspiracji...:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przyznam, ze nigdy nie zagladalam do smietnika wiec nie mam pojecia czy moga byc natchnieniem artystycznym, ale pewnie tak:)))

      Delete
    2. Aniu, zdecydowanie, ja tez czasem grzebie w smietnikach aparatem, cudenka mozna znalezc po tej stronie oceanu :)

      Delete
  8. Star fajne jest to że szpital dba żeby pacjenci byli w dobrej firmie i psychicznej i fizycznej (dobre jedzenie, zajęcia, ograniczanie dojazdów) Mam wrażenie że w Polsce dba się tylko o leczenie (jeśli się o to w ogóle dba ) Też się cieszę ze piszesz bo to znaczy że jest lepiej ☺

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem oczarowana leczeniem i ogolnie warunkami w tym szpitalu. I to wszystko prawie za darmo:))) czyli zarzut "stac cie na to" mozna sobie wlozyc do odwloka, jesli komus taki zarzut przychodzi do glowy.
      Jest lepiej, jest duzo lepiej i juz sie nie moge doczekac 5 grudnia kiedy to oficjalnie zakoncze 100 dni kwarantanny:))

      Delete
  9. Dobrze, że to wszystko napisałaś, bo rzeczywiście ludzie mają dość mętne pojecie jak to jest "w tej Ameryce". W wersji amerykańskiej charytatywność jest w Polsce nieznana, z tej prostej przyczyny, że są kiepskie przepisy w tej materii- odpisy na cele charytatywne nie są odpisywane u nas od zysku, czyli go nie pomniejszają, a więc jest to dla darczyńcy mało opłacalna sprawa. Poza tym Polacy to małe cwaniaczki - już było sporo takich historii, że fundacje defraudowały pieniądze, które zebrały. Następna sprawa- b. często ci, co zwracają się o pomoc na leczenie wcale nie chorują, ale żerują na ludzkiej dobroci. Był taki przypadek kilka lat temu również w blogosferze. Nie dziwię Ci się, że nie zamierzasz tu wracać- moja córka po pierwszym swym pobycie w Anglii ( miała wtedy 16 lat) stwierdziła, że ona wyemigruje i...wyemigrowała i nie zamierza tu nigdy wrócić. I nie dlatego, że tam gdzie mieszka ma przysłowiowe "kokosy"- po prostu tam się czuje na miejscu, bo doceniają tam to wszystko co u nas nie jest w cenie, czyli rzetelność, obowiązkowość, wiedzę,punktualność, przestrzeganie przepisów.
    Cieszę się, ze piszesz i ze pomaleńku do siebie dochodzisz. Tak trzymaj!!!!!
    Serdeczności;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie Anabell ja tam w Polsce nie mieszkam ale przeciez czytam w polskiej prasie jak to sie kosciol slini pod katem Owsiaka za WOSP, bo czarna zaraza widzi, ze im jakas forsa przecieka miedzy palcami.
      Widzisz u nas mozna odliczac od podatkow takie dary na organizacje charytatywne i dlatego wiele duzych korporacji wspomaga zarowno moj szpital jaki i wspomniany w notce ten dzieciecy.
      Osoby prywatne tez moga odliczac ale tu jest jakis pulap, ktory trzeba przekroczyc, bo przeciez nikt nie odliczy jak da 10 dolarow w ciagu roku czy nawet 50. To juz musi byc powazna suma.
      Dzialalnosci charytatywnej to mysle, ze Polska mogla by sie uczyc od Ameryki:) Np. w NYC co roku jest organizowany kilkudniowy festiwal wina i jedzenia z udzialem najslawniejszych szefow kuchni Ameryki i dochod z tego idzie w calosci na zywnosc dla glodnych dzieci zyjacych ponizej poziomu ubostwa.
      Przez ostatnie 5 tygodni ogladalam na kanale gotujacym konkurs "najgorszego nieuka kuchennego" w ktorym brali udzial aktorzy (niskiej klasy, ale czesc znana nawet mnie:))) Konkurs polega na tym, ze wybiera sie do niego ludzi, ktorzy naprawde nie maja pojecia jak zagotowac wode na herbate i nie znaja roznicy miedzy nozem a lyzka i przez piec tygodni te osoby (kolejno odpadajac z gry) ucza sie gotowac pod okiem dwoch szefow kuchni. Nagroda jest $50 000 dla organizacji charytatywnej wybranej przez uczestnika konkursu.
      W srode wygrala babka, ktora te $50 000 przeznaczyla na schronisko dla psow.
      Pozostali wybrali: dzieci z autyzmem, sieroty i nie pamietam, bo nie myslalam, ze to mi sie przyda:)))
      Ale dzialalnosc charytatywna to Amerykanie wyssali z mlekiem matki.
      Polacy, masz racje sa ogromnie podejrzliwi. Wiem, bo ja tez wspomagalam przez lata dziecko w Kolumbii na co polscy znajomi pukali sie w czolo, od zawsze tez wspomagalam szpital dzieciecy St. Jude i to robimy nadal. Niewiele, bo $25 miesiecznie, ale cel uwazam bardzo szczytny. I tak jak ja place grosze za moje leczenie dzieki temu, ze ludzie utrzymuja taki szpital tak uwazam, ze nalezy taki dlug wdziecznosci splacic. No ale to trzeba myslec a nie miec raczki tylko do siebie:)))
      Bo brac to oczywiscie Polacy chetnie biora..... dawac............. ummm nie bardzo:)

      Delete
    2. Sorry, ze sie wtrace. Jesli chodzi o dliczanie datkow to nie ma pulapu dolnego dla osob prywatnych, jest jedynie gorny. Mozesz zatem odliczyc sobie 10 dolarow, obys nie odliczala wiecej niz 50% swoich zarobkow. Sama co rok odliczam dla Saint Jude, raz wiecej, raz mniej zalezy czy rok chudy czy gruby.

      Delete
    3. No widzisz, a ja nigdy nie odliczalam, glownie dlatego, ze ja nie robie podatkow szczegolowych, bo to nie ma sensu w moim przypadku, nie mam domu wiec niby co mam odliczac. I tak jak robie standard to nic nie odliczam. Lata temu jakis ksiegowy mi wyliczyl, ze to w moim przypadku zadna roznica, a nawet w standardzie dostaje nieco wiekszy zwrot niz przy szczegolowym rozliczeniu i tak zostalo.

      Delete
    4. Star, ciekawą kwestię poruszyłaś: ja np. mam dom, ale mam nieduży kredyt i tak małe oprocentowanie, że mi też itemized deduction się nie opłaca, tylko standard. Więc te ulgi itemized to tak naprawdę pomagają tylko tym, którzy się zapożyczają po uszy lub/i mają wysokie oprocentowanie. Ale wmawia się ludziom, kupuj dom, to tak ci pomoże przy podatkach! Pomoże albo nie pomoże. Oprocentowanie i inne opłaty związane z utrzymaniem są często wyższe niż te niby świetne ulgi podatkowe. Są dwie strony monety, ale ludziom wmawia się, że jest tylko jedna. Ty natomiast odkryłaś tę drugą :). To moje dwa centy nie na temat.

      Co do tematu: Bardzo Ci dopinguję w powrocie do zdrowia i czystą przyjemnością jest widzieć Cię w coraz lepszej formie. Natomiast ten wpis był niesamowity i bardzo potrzebny, przeczytałam go z ciekawością. Myślę, że pomoże mi w podejmowaniu przyszłych decyzji ubezpieczeniowych.

      Dodam jeszcze, że fajnie jest tu widzieć Evitę, która znikła w czeluściach życia ;). Szkoda, że już nie jeżdzę do NYC, mogłybyśmy zrobić sobie reunion.

      Delete
    5. Aneta, milo Cie widziec:)) Dokladnie tak to wyglada jak piszesz a jak sie robi itemized rozliczenie to automatycznie wiecej sie placi i malo kto potrafi takie zrobic sobie bez udzialu ksiegowego, czyli znow sie moze okazac, ze skorka nie warta wyprawki (czy jak tam bylo).
      To sie oplaca jak ktos ma wysoki kredyt (jak piszesz) albo kupil ruine i wiecznie w nia inwestuje:)))

      Delete
  10. ciekawe to, co opisałaś Stardust i cieszę się ogromnie, że dałaś radę, to jednak długi post! :*

    Za życzenia zawarte w ostatnim zdaniu....bardzo serrrrrrdecznie dziękuję, no będzie cudownie, na pewno! :<
    Ja to już stara jestem, ale żal mi tych młodych Polaków...:(

    No, ale nic to! najważniejsze, że wracasz do zdrowia Kochana i tego się trzymajmy, resztę damy (ja tu dam) radę, nasze roczniki nie takie łatwe do łamania ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, ten post pisal sie dwa tygodnie:))) Ale serio to czuje sie naprawde dobrze.
      Wiem, mnie tez przeraza mysl o przyszlosci mlodych pokolen, ale widocznie kazde pokolenie musi dostac w dupe, zeby sie nauczyc, bo z tego co czytalam to wlasnie mlodzi i starzy glosowali na PiS. Pokolenie srednie (wiekowo) i ludzie wyksztalceni o wyzszej swiadomosci politycznej mieli inne zdanie. Chociaz przyznaje, ze nie ogarniam polskiej polityki.
      buziaki:****

      Delete
    2. tak, tak jak piszesz, głosowali młodzi i bardzo starzy...bezrozumni wg mnie. Ja tego nie ogarniam zupełnie "dlaczego?!" :( Nasze pokolenie dostało w dupę za komuny i to mocno. Nie wiem czy pamiętasz moje wspominki blogowe choćby z okresu stanu wojennego, gdy mnie dopadli i poobijali...ale nie złamali. Nie byłam nikim ważnym, ale czułam się Polką, której powinnością jest każdymi siłami zawalczyć o wszystko. Dlatego nie gromiłam córkę za Jej wybory, bo wiem, że chce czegoś nowego, czegoś co da wolność w każdym calu, a taką nadzieję daje wg Niej partia pewnego grajka... Z dupy wybór, ale ja też kiedyś byłam mocno rozchwiana i nie znałam się na polityce. Ona, moja dziecinka już wie, że źle zrobiła. Czasu nie cofniemy. Każdy musi mieć swoje miejsce na naukę życia. Grunt, że zrozumiała swój błąd. Wiem, że większość z nas Polaków ostatnie lata skupia się na wyborach "mniejszego zła", ale wyjście jest nieco patowe. Trzeba czasu. Oby tylko nie było znowu rozlewu krwi.
      To nie jest agitacja!
      To moje myśli.
      Kocham Cię Księżycowy Pyle za Twoje twarde postanowienie, że będziesz zdrowa! Bo tak!
      Czasem opowiadam o Tobie mojemu Grubelkowi....On również dołącza się do życzeń ZDROWIEJ Stardust!
      Twój optymizm dodaje nam wszystkim sił do walki o codzienność.
      Twój radykalizm mnie osobiście bardzo motywuje :)

      Posyłam Ci moc dobrych fluidów :)

      Delete
    3. Pamietam Twoje wspomnienia z tamtych czasow, sama mialam podobne, ktore zakonczyly sie emigracja z paszportem w jedna strone jak to kiedys tez pisalam na blogu. Moze dlatego mnie Polska nie ciagnie, nawet na wakacje, ta zadra juz we mnie zostanie do konca zycia i nic na to nie poradze, ani nawet nie chce poradzic.
      Polanskiego - gwalciciela Polska chronila przez tyle lat, a mnie wyliczyla dokladnie co moge a czego nie wolno mi zabrac. Normalnie ludzie emigruja i zostawiaja w Polsce mieszkania, domy, ktore wynajmuja i robia na tym pieniadze, ja musialam sie pozbyc wszystkiego, co mialam. Najwazniejsze, ze dziecko pozwolili mi zabrac, ale juz np. durne srebro bylo tak wyliczone, ze musialam zostawic komplet srebrnych stuccow jak chcialam zabrac bizuterie, ktora dla mnie byla wieksza pamiatka.
      Wyliczone kurwa prawie reczniki i majtki.
      Nie mam zadnych uczuc poza sentymentem i czesto sie dziwie skad mi sie jeszcze ten sentyment uchowal.
      Masz racje z tym, ze nie gromisz corki. To jest jej przyszlosc, tak jak kiedys byla nasza. Kazde pokolenie ma prawo walczyc o kraj w jakim chce zyc, chociaz wyobrazam sobie jak ciezko na to patrzec przez pryzmat wlasnych doswiadczen.
      Dzieki za zyczenia i usciskaj Grubela ode mnie, slabe te usciski, bo jeszcze nie stac mnie na mocne, ale sa:)))
      buziam:***

      Delete
    4. Ade- u nas to trochę inaczej wyglada. Po jest raczej teraz lewicową partią, przynajmniej w mordzie i niektórych działaniach. Mimo pierdylenia o dupokaracji itp. I tak jak po wojnie w prl-u wdupizm był ruski, to teraz wdupuzm niemiecki, z cichym ruskim, nadstawianie dupy, żeby brali ile chcąc, a nawet na zapas. Byle dogodzić. W ta chwila pisy są prawoskrętne. A co z tej kiełbasy tryśnie, to się zobaczy. Już są newsy o milości pl-yude.

      Delete
  11. https://www.facebook.com/szpitalnyposilek/?ref=ts&fref=ts&__nodl

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie dalam rady obejrzec wszystkich zdjec, jest tego bardzo duzo, ale ogladalam przez pelne pol godziny, wiec duzo zobaczylam. Jest tam sporo posilkow na poziomie, glownie w szpitalach, ktore maja wlasne kuchnie. I to mysle jest podstawa, bo catering sie nigdzie nie sprawdza.
      No ale po cholere choremu podawac 4 lub wiecej kromek chleba jak ilosc masla wystarcza na ledwie pol kromki?
      No i ten chleb z plesia, albo brudny widelec, to wzywa o pomste do nieba.
      Ach i jeszcze regularne posilki dla 4-letniego dziecka z porazeniem mozgowym???????????
      Ze niby jak sobie ten dzieciak ma z tym poradzic??
      Straszne.
      Jedzenie szpitalne, nawet w moim szpitalu jest zawsze niestety szpitalne czyli niedoprawione tak jak by to czlowiek zrobil w domu. Ja zawsze prosilam o kawalek cytryny, sol, pieprz i obowiazkowo dwie porcje masla. To wystarczalo zeby sobie posilek dosmaczyc.

      Delete
  12. Replies
    1. Tak Gagusiu, tyle tylko, ze u nas kazdy musi sobie sam zadbac o swoje wlasne ubezpieczenie. Owszem w przypadku kiedy firma oferuje takowe to pokrywa sie tylko czesc kosztow, ale jak czytalas wyzej ta czesc moze byc calkiem wysoka.
      Nas nie stac na tanie ubezpieczenie, nawet gdybym nie chorowala to juz jestesmy oboje za starzy na to zeby probowac dupe szklem podetrzec:))) Po przekroczeniu 65 roku zycia kazdy ma ubezpieczenie tzw. panstwowe czyli za niewielka odplatnoscia, ale wtedy przynajmniej wszyscy maja jakas podstawe. Wiekszosc emerytow jeszcze sobie dokupuje (jesli ich na to stac) drugie dodatkowe ubezpieczenie na wypadek powaznej choroby to daje wieksze zabezpieczenie.
      Ale warunki w szpitalach miejskich (cos na ksztalt polskiego NFZ) a szpitalach prywatnych to nie ma nawet jak porownywac.

      Delete
    2. Niekoniecznie. System zdrowotny w USA jest zdecydowanie najkoszotwniejszy na swiecie (18% GDP) _mimo_ tego, ze ludzie placa jak widac $1300 miesiecznie (a w zasadzie wlasnie dlatego). W PL za 5000zl miesiecznie tez mialabys doskonala opieke, zapewniam Cie. Mimo horrendalnych kosztow USA ma poziom umieralnosci noworodkow duzo wyzszy niz chocby Polska (dane z 2015). Naprawde nie wszystko zlote co sie swieci. Jezeli sie ma dobre ubezpieczenie, to opieka zdrowotna w Stanach jest b.dobra (choc kosztowna). Niestety ubezpieczenie jest zazwyczaj 'przywiazane' do pracodawcy, wiec zmiana pracy = zmiana ubezpieczenia. Moj znajomy od lat siedzi w Microsoft i w zasadzie nie moze zmienic firmy, mimo, iz nie jest specjalnie zadowolony, bo tylko oni oferuja pakiet, ktory obejmuje rzadko chorobe jego syna. Ot, taka nowoczesna forma niewolnictwa.

      Delete
    3. Ja tez siedzialam w mojej korpo tylko dla pewnego wariantu ubezpieczenia, ktorej nie posiadala (wieksza) firma meza..

      Macieju, za 5000PLN zapewne mozna byloby miec wspaniala opieke w Polsce, gdyby ona istniala.. niestety prywatnie to mozna sobie odwiedzic specjaliste, ale juz powazniejsza operacja czy np. chemia - niestety tylko przez NFZ, prywatnych osrodkow o wysokim standardize brak... taka roznica.

      Delete
    4. Zgadzam sie z Twoja wypowiedzia, bo jak wiadomo kazdy kij ma dwa konce. Oczywiscie, ze dobre ubezpieczenie przywiazuje czlowieka do firmy, ale czy nie tak samo bylo z kasa zapomogowo-pozyczkowa w PRL-u:) a moze w dalszym ciagu cos podobnego w Polsce istnieje, nie wiem.
      Wysoki procent umieralnosci noworodkow jest glownie spowodowany ciazami nieletnich w kregach biedoty, gdzie mlode dziewczyny nie maja dostepu do srodkow antykoncepcyjnych czy wlasciwej opieki lekarskiej w czasie ciazy. Konczy sie to tym, ze wiekszosc z nich ukrywa ciaze, rodzi przed czasem czesto wlasnie martwe dzieci. Ale republikanie co i rusz zamykaja osrodki Planned Parenthood, ktore akurat spelniaja doskonale role i zapewniaja biednym kobietom (w roznym wieku) bez ubezpieczenia dostep do medycyny.
      Ot i masz odpowiedz.
      Wierze Ci na slowo, ze za te 5 000 zl tez mialabym doskonala opieke w Polsce, ale jak ostatnio wyczytalam, ze w jednym z warszawskich szpitali na szybko przerwali kobiecie chemie, bo sie zorientowali, ze podali jej nie ta ktora byla przeznaczona dla niej, to jednak ta moja wiara szybko topnieje.
      I tak koszt systemu zdrowotnego USA jest najwyzszy na swiecie, glownie przez posrednikow czyli firmy ubezpieczeniowe, ale znow kto jest przeciwko single payer? GOP.
      Ot i cala prawda, skostniala, twardoglowa prawica zawsze i wszedzie stoi okrakiem przeciwko lepszemu.
      Czekam co to bedzie jak PiS zacznie naprawde rzadzic, bo jak juz jedna z czytelniczek tu w kometnarzach potwierdzila, ze dzieci z in vitro beda mialy ten fakt wpisany na stale w akta to ja jednak wole placic te ogromne pieniadze na amerykanskie ubezpieczenie. Mimo, ze jak sie domyslasz in vitro, ani w ogole ciaza mi nie grozi:))))

      Delete
  13. To ja tu trochę "polskiej prywaty" walnę ;)
    Odkąd wiem, że mamy Dziecia w brzuchu - zaczęło się latanie i wiesz co? Ten kraj cudny, mlekiem, miodem i darmochą płynący, z medycyną dla każdego zmusił mnie do jednego: ciąża jest pod nadzorem lekarza prywatnie, bo... Owszem, mamy przychodnie, gdzie możesz pójść (i ja, naiwna, nawet poszłam), ale okazało się, że dobrzy lekarze mieli miejsca dopiero od listopada (a to sierpień był), Poszłam do tego, z wolnym terminem. Skończyło się zakażeniem, które wprawiło mnie w rozpacz, zmusiło do brania leków zbyt poważnych na pierwszy etap ciąży itd. Wredna pani położna-pielęgniarka doktora za darmochę olewała każde pytanie, a najlepszy kwiatek: "A co za różnica czy urodzisz miesiąc wcześniej czy później?", gdy zapytałam o przewidywany termin. Sam lekarz stwierdził: "Dla mnie będziesz w ciąży po pierwszym trymestrze, jak nie poronisz". Koszmar. Załamana, wkurzona i olana wraz z S. podjęłam decyzję o prywatnym prowadzeniu ciąży. I to była jedyna słuszna decyzja - przez dwa miechy walczyliśmy z zakażeniem od partacza, wiem co i jak, mogę pytać do woli i czuję się prawdziwą pacjentką, a nie popychadłem na liście do odhaczenia.
    Piszę o tym dlatego, że ta CUDOWNA polska służba zdrowia jest masakryczna. Ludzie czekają miesiącami lub latami na operacje. Kobiety traktowane są jak bydło (zwłaszcza na porodówkach i patologiach ciąży). A chorzy na nowotwory... zwyczajnie nie mają dostępu do najlepszego leczenia, bo państwa na nie nie stać. O warunkach szpitalnych nie będę się rozpisywać.
    I tak, mamy wspaniały WOŚP, który niejako uratował mojemu bratu życie, ale... sam WOŚP nas nie zbawi, jeśli ktoś wreszcie nie zacznie zmieniać służby zdrowia na lepszą.
    Bardzo mnie cieszy Star, że Twoje leczenie przebiega tak komfortowo i że słowo "pacjentka" znaczy coś innego niż tu :) Mam nadzieję, że reszta leczenia pójdzie już gładko. I nacieszyć się nie mogę pojawiającymi się notkami :)))))
    Pozdrawiam Cię ciepło :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dlatego wiekszosc Amerykanow tak bardzo broni sie przed forma ubezpieczenia panstwowego. Mimo, ze tu akurat nikt nie chce go stworzyc na wzor tego co jest w Polsce, a raczej tego co jest np. w Kanadzie czy Szwecji.
      Weszlam na ten link, ktory podala LU wyzej i widzialam zdjecia szpitalnych posilkow z polskich szpitali, sa tam tez zdjecia posilkow z innych zakatkow swiata i to czym mnie tu karmiono i sposob podania jest najblizszy temu co widzialam na zdjeciu z Dubaju.
      Gdybys chciala wejsc na ten link, to niestety uprzedzam, ze ja mam zablokowana mozliwosc kopiowania na blogu i trzeba go sobie zapisac na kartce a potem oddtworzyc manualnie:) Sorry, ale warto.
      WOSP niewatpliwie robi kawal dobrej roboty, co do tego nie mam zadnych watpliwosci, ale sam WOSP to kropla w oceanie. Tu trzeba powaznej reformy. Niestety to co w Polsce jest teraz to jedynie daje furtke lekarzom do sciagania pacjentow z przychodni do prywatnych gabinetow. Jaka w tym korzysc dla pacjenta, ktory nie tylko placi podatki, z ktorych ma rzekomo zapewniona bezplatna sluzbe zdrowia ale w przypadku choroby musi wylozyc prywatnie? Zadna.
      Pacjent jest jak zawsze bity w dupe przy takim systemie.
      A teraz moze byc jeszcze gorzej, bo jak sie zacznie leczyc Klauzula Sumienia i rozancem to juz trzy zdrowaski w piecu chlebowym blisko.

      Delete
    2. I to jest właśnie to nasze przykre sedno... które przez najbliższe 4 lata będzie miało jeszcze gorsze rokowania... (Jak pomyślę o dostępie do antykoncepcji, kombinowaniu przy ustawie aborcyjnej, zabiegach in vitro i innych, to mi się słabo robi).
      Przejrzałam fotki posiłków, te polskie znam też z doświadczenia, dlatego wiem, że jak się ma w szpitalu kogoś bliskiego, to kupuje mu się prowiant lub przywozi posiłki z domu (oczywiście w zgodzie z zaleceniami lekarskimi).
      Tak na marginesie, dla mnie w polskiej służbie zdrowia najgorsze jest tak naprawdę nastawienie do samego pacjenta: lekarze robią łaskę, pielęgniarki mają w poważaniu (nie mówię, że zawsze i w każdym szpitalu, ale w większości na pewno).

      Delete
    3. Mnie zmrozilo jak gdzies wyczytalam, ze p. Terlikowski proponuje zeby wszystkie dzieci narodzone z in vitro mialy to wpisane w aktach.
      Aborcja? Antykoncepcja? o tym mysle trzeba zapomniec, co gorsza bedzie pewnie przymus rodzenia nawet w sytuacji zagrozenia zycia matki. Bo i coz znaczy zycie kobiety, ktora byc moze juz jest matka innych dzieci w obliczu zycia poczetego?
      To jest powrot do sredniowiecza i miejmy nadzieje, ze do tego nie dojdzie.

      Delete
    4. Terlikowski i Terlikowska to dla mnie porażka pełną gębą. Najgorsze jednak, że ludziom wmawia się, że dzieci z in vitro są inne, że ten zapis - w akcie urodzenia - ma służyć lepszej opiece nad nimi - i tu, wcale nieśmiesznie - uważa się, że dzieci te chorują specyficznie, jakby in vitro niosło ze sobą skazę ułomności. A mnie szlag trafia, bo masy głosujące na PiS przyjmują to za pewniak.
      I żal mi tych biednych dzieci i ich rodziców, że stale ktoś uderza w ich kierunku. Niesmacznie. Nieludzko. Podle.
      Co do aborcji - ja uważam, że każda kobieta powinna mieć prawo do własnej decyzji. I tyle. Nie chcesz - nie rób. Chcesz/potrzebujesz - miej taką możliwość.
      Heh. XXI wiek. Nie w Polsce.

      Delete
    5. Jak to powiedzial ktorys z PiSooszolomow "ciemny lud wszystko kupi" Poziom swiadomosci i inteligencji w Polsce zupelnie jak w amerykanskiej Alabamie:)

      Delete
  14. Cholewcia, nie pozwolil mi wkleic komentarza w calosci, bede musiala poszatkowac..

    Duuuzo tego, Star! Jakbys to wysmarowala w ciagu jednej nocki, to bym chyba nie uwierzyla, ze przeszczep szpiku mialas. :D

    Ja mam pierwszo- i drugo-rzedne doswiadczenia jesli chodzi o leczenie raka w Stanach. Tesc leczyl sie w Buffalo (Roswell Park), a ja lokalnym szpitalu w ponocnej VA, w najbogatszym chrabstwie w USA (z tego powodu, oraz dlatego, ze u mnie bylo to jednynie DCIS), nie zdecydowalam sie na np. GW University Hospital czy John Hopkins w Baltimore - poza tym akurat onkologa lepszego nie znalazlabym nigdzie indziej :D)).

    Zgadzam sie prawie ze wszystkim, co napisalas, Star. Tu czlowiek w szpitalu czuje sie bezpiecznie. W Polsce sama koniecznosc pojscia do szpitala to duzy stress, poniewaz wlasnie nie wiadomo, czy mozna tym w kitlach (i systemowi) ufac czy nie..
    Ja rowniez mialam tzw. jedynke, duzy telewizor, z jednej strony pilot do morfinki, z drugiej do tv, pielegniarki i technicy zagladali regularnie i pytali sie, czy przypadkiem czegos nie potrzebuje. Wszyscy moi lekarze (chirurg, plastyk, onkolog) odwiedzili mnie rano po operacji.. czulam sie jak prawie jak VIP. :) Wszyscy sie usmiechaja, staraja sie - a czy nie potrzeba podgrzewanego pledu przypadkiem, a cos do picia, a ze slomka, a moze pomoc z drenami, z pojsciem do toalety.. kosmos (dla kogos kto sie z Polski niedawno przeprowadzil).

    Natomiast Primo - nie byloby tak super pieknie kolorowo, gdybym miala gorsze ubezpiecznie. Tak sie zdarzylo, ze oboje z mezem pracujemy dla corpo - duzych miedzynarodowych firm i takie firmy negocjuja bardzo dobre warunki ubezpieczenia. Pech chcial ze ubezpiecznia bardzo podrozaly od stycznia, i niestety do operacji i opieki w szpitalu musialam doplacic prawie $2,000 (rekonstrukcji), ale jak czytam o Twoich $30,000, to sobie obiecuje ze juz o tym wiecej nikomu nie wspomne (a wspominam tylko dlatego, ze gdybym caly etap leczenia przeszla w zeszlym roku, to doplata bylaby duuuzo nizsza, pewnie mniej niez $1,000.

    Wiekszosc ludzi w rejonie DC pracuje dla corpo, wiec opieka jest dobra. Natomiast w skali kraju jest tak, ze niestety czesto te doplaty sa duze, i np. mnie byloby ciezko zebrac $30K. Wiekszosc chorych nie ma szans na to, zeby takie pieniadze uzbierac, a wiec czesto, szczegolnie w przypadku dlugotrwalego leczenia - ludzie traca dorobek calego zycia. I ja akurat uwazam, ze czlowiek - szczegolnie w panstwie, ktore jest nazywane Ziemia Obiecana - powinien miec mozliwosc i postawienia wlasnego domu - i do dobrej opieki medycznej - jesli ciezko pracuje i placi podatki. $1300 Star - to dla przecietnej rodziny suma nie do zorganizowania, szczegolnie jesli ma sie dzieci..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Natomiast z drugiej strony - tak jak piszesz - charytatywnosc w USA nie ma sobie rownych. Jesli kogos faktycznie nie stac na leczenie, nie znaczy, ze leczenia nie dostanie, jest mnostwo organizacji charytatywnych, ktore zapewniaja opieke chorym bez ubezpieczenia, zbieraja srodki na leczenie, przejazdy, pobyty w szpitalu, itp. Ale sama nawigacja chorego w takiej sytuacji wciaz nie jest czyms bezproblemowym, latwym.. trzeba miec pomoc kogos, kto pomoze sie w tym wszystkim ogarnac.

      Mnie sie bardzo tez podoba podejscie do pacjenta. Z lekarzem spedzam tyle czasu, ile trzeba, zdarzalo sie, ze i godzine. Poza tym obecne w szpitalu stowarzyszenia amazonek powinny w/g mnie byc wszedzie, na calym swiecie. Nie tylko przeprowadzily mnie na sucho przez to, jak bedzie wygladac operacja, jak bedzie po, jak sobie dawac rade, jak obslugiwac dreny, jak cwiczyc i kiedy zaczac.. nie tylko odwiedzily mnie po operacji z wielkim koszem roznych roznosci, ale zalatwily nam tez za darmo ekipe sprzatajaca (wartosc ok $200-250), takze maz mogl sie skupic na gotowaniu mi obiadkow, nie musial sprzatac.. ;)).

      Secundo - jedzenie szpitalne. Jedyna rzecz ktora sprawila, ze chcialam do domu, juz teraz, natychmiast. :D Ze zdjec widze, ze u Ciebie jedzenie bylo nieco lepsze niz w moim szpitalu, ale przecietny amerykanin zdecydowanie by nie narzekal. Ba, moje jedzenie wcinal maz, bardzo chetnie. Ale patrzac na te Twoje zdjecia Star - to jedynie potwierdza moje doswiadczenia - jedzenie w szpitalu wcale nie jest zdrowe. Jajecznica w smaku nie przypomina jajecznicy domowej, co najwyzej jajecznice z Holiday Inn (robiona z tzw. egg beaters, a nie prawdziwych jajek). Poza tym to co z ta jajecznica podaja - w szpitalu - ludziom po operacji - podnosci cisnienie - bekon, kielbaski, tosty z bialej maki lub English muffins - rowniez z bialej maki. Ja ze sniadania zdjadlam owoce, reszte zjadl maz. Na lunch dostalam chicken pot pie, czyli gotowy produkt, przetworzony, z gestym macznym sosem.. ble..
      I tak wiele z potraw ktore wkleilas w/g mnie nie nadaja sie na podanie pacjentowi niezaleznie od zalecen zywieniowych. Podoba mi sie to cos z peczakiem, jesli faktycznie ma w tym duzo tluszczu oraz szparagi (bez tego czegos co wyglada jak crab cakes).. i to tyle. Reszty nie zjadlabym bedac zdrowa.

      Zreszta podobnie jest w stolowkach szpitalnych. Stolowka w Buffalo (gdzie spedzilismy wiele czasu w czasie ostatniego Swieta Dziekczynienia) byla jednym wielkim rozczarowaniem, hamburgery, pizze, przesolone, ciezkie zupy, bar salatkowy zwiedly i noszocy slady dnia wczorajszego.. gotowe kanapki czy wrapy jedynie z bialej maki, przy okazji zadnych wegetarianskich). Tak samo bylo w stolowce u mnie w szpitalu. Ja nie mowie, ze w Polsce pod tym katem jest lepiej, ale juz tu spodziewalabym sie wiekszej swiadmosci/opdowiedzialnosci...

      Ale prawda jest taka, ze zdecydowanie wolalabym sie leczyc tutaj, niz w Polsce, bez dwoch zdan. :)

      I baaaaardzo sie ciesze, ze juz duzo lepiej sie czujesz. A zdjecia jesienne - przepiekne. Jednym z moich ulubionych miejsc wokol NY jesienia jest Nyack i Seven Lakes park.. :)

      Delete
    2. W Buffalo w Roswell Park leczyla rowniez lymphome kuzynka mojego meza jakies piec lat temu. Nie mam pojecia o warunkach, wiem tylko, ze zarowno ona jak i moj maz twierdza, ze oddzial rakowy jest tam bardzo dobry i ma swietnych specjalistow. Nancy jest juz ponad piec lat w remisji, wiec odpukac i ciagle trzymamy kciuki:)
      Za to przypomnialas mi te podgrzewane koce:) to naprawde super sprawa zwlaszcza jak sie bierze chemie i czlowieka telepie z zimna. Ja czasem mialam takich kocy na sobie cztery i do tego te plastikowe woreczki, ktore sie tarmosi i one wydzielaja cieplo, nie mam pojecia jak sie nazywaja. Pielegniarki kladly mi te worki na brzuchu i na piersiach oraz w kazdej dloni worek i na to podgrzewane koce:) A w tym czasie moj maz sie pocil, bo twierdzil, ze w pokoju jest goraco, No moze i bylo dla zdrowego czlowieka, ale nie dla mnie.
      Ok. 30 000 tysiecy to ja zaplacilam w ubieglym roku jak zachorowalam na lymphome pierwszy raz i wyladowalam w normalnym prywatnym szpitalu. Wtedy mielismy tez nieco inne ubezpieczenie, troche (niewiele bo chyba dwie stowki) tansze.
      Moj maz pracuje w duzej korporacji farmaceutycznej wiec jak sie pewnie domyslasz ubezpieczenie tez mamy super. Od stycznia jeszcze lepsze niz to z ubieglego roku, owszem dozsze, ale lepsze i dlatego tez mimo, ze w tym roku lezalam w sumie w MSKCC prawie dwa miesiace to zaplacilismy cos ok. 2 000 za wszystko oprocz lekow. Leki place, ale tez mamy ubezpieczenie na leki, wiec nie jest to pelna suma i tych lekow biore minimalne ilosci. Obecnie biore tylko jeden (dwa razy dziennie) i antybiotyk trzy razy w tygodniu. To nie jest zastraszajaca ilosc lekow, przy raku mozna brac duzo wiecej.
      Ja wiem, ze w skali kraju to nie wyglada tak jak na moim przykladzie.
      Ale MSKCC jest szpitalem non-profit to juz obniza koszty na samym wstepie. Owszem w przypadku takim jak moj czyli dobrego ubezpieczenia to oni maja wszystko oplacone.
      Ja juz czytalam na rakowych blogach z Polski ze np. pacjentowi odmawia sie zastrzyku na wzrost cialek krwi bo jest za drogi, jak chcesz to sobie zaplac i dostaniesz.
      Ja tego nie mialam, wzielam 4 zastrzyki kazdy jeden w cenie 11 000 i nikt tego nie kwestionowal ani nie zadawal dodatkowych pytan.
      Slyszalam tez (calkiem niedawno) na innym blogu, ze w Polsce nie robi sie przeszczepu komorek macierzystych pacjentom powyzej 65lat. To ja sie pytam co to jest jak nie eutanazja? tu nie ma ograniczen wiekowych.
      Nawet 90letni wujek mojego meza mogl sie leczyc gdyby chcial, ale sam swiadomie odmowil, stwierdzil ze juz go nie stac psychicznie na takie przejscia jak chemia itp. Uwazal, ze mial wystarczajaco dobre zycie, zmarl ponad rok od diagnozy, we wlasnym domu z tym, ze pod opieka jednostki paliatywnej. To byla jego decyzja a nie odmowa leczenia ze wzgledu na wiek.
      Ja tez sie musze rozdrobnic:)))

      Delete
    3. Jedzenie szpitalne.
      Ja tez mam zastrzezenia do faktu, ze w MSKCC nie zywia pacjentow produktami organicznymi, ale musialam na to przymknac oko.
      Natomiast nie zgadzam sie co do jajecznicy i omletow bo te mialam zawsze robione z jajek a nie chemicznych proszkow, wystarczy jak zamawiasz nadmienic, ze chcesz zywe jajko od kury i takie tez dostaniesz.
      Podobnie bekon jak nie zamowisz to nie dostaniesz, ja chcialam tak samo jak english muffin bo wolalam niz inne gabczaste pieczywo. Dopiero pozniej odkrylam, ze maja dobry chleb wieloziarnisty, ale akurat nie mam fotki z tym chlebem.
      Cos takiego jak chicken pot pie czy inne pot pies to sa dla mnie dziwadla, ktorych nigdy nie odwazylam sie nawet sprobowac:))) Jakos sam widok tego mnie odrzuca:)
      Jesli chodzi o grains to byly do wyboru albo farro, ryz, albo Israeli couscous - bardzo dobry. Jedzenie jest na pewno swieze, co widac po salatkach i nie przesolone. Zupy zwykle zamawialam w postaci krem, bo to latwiej przelknac i zawsze musialam je troche dosmaczyc po swojemu mimo, ze sama uzywam sol w minimalnych ilosciach, ale tu raczej gotowali prawie bez soli, co dla mnie jest nie do przyjecia, bo potrawa nabiera smaku w czasie gotowania.
      Podobnie z jajecznica czy omletami, jedyne zastrzezenie jakie mam to fakt, ze to bylo usmazone na sucho w sensie, ze zanim dotarlo do mnie to juz wyschlo bo serwowane na podgrzewanych talerzach w jakims sensie nie przerywa procesu gotowania.
      Tak jak pisalam wyzej w komentarzach, na pewno nie jest to jedzenie domowe, plusem jest na pewno fakt, ze szpital ma swoja kuchnie i gotuje na biezaco czyli swieze.
      U mnie tez roznica polega na tym, ze ja nie mialam zadnej operacji wiec nie bylo dodatkowych restrykcji zywieniowych.

      Delete
    4. Opieka w Roswell Park jak nabjardziej, zgodze sie. Choc tesciowce nie pozwolili korzystac z lazienki tescia, a spedzala tam cale dnie.. jedzenie w/g mnie gorsze niz w moim szpitalu..

      Co do Polskich realiow, to slyszalam o tym, ze pacjentowi herceptyny nie chcieli podac, bo sie limity skonczyly.. ale tam nikt lekarza nie rozlicza z wynikow, a tu lekarz musi sie pilnowac na kazdym kroku..

      Co do wieku pacjenta, to tutaj tez ma to znaczenie (wiek+ogolny stan zdrowia), ale dobrze jest, ze ostateczna decyzje podejmuje konsylium na podstawie konkretnego przypadku, a nie wrzuca sie wszystkich do jednego worka..

      A - zapomnialam - mnie sie wydaje, ze St. Jude Research Hospital - glowny - jest w Memphis, TN. Pisze, bo mieszkalismy przez jakis czas niedaleko i mam kolezanke - Polke - ktora tam pracuje. Centrum zrobilo na mnie duze wrazenie..

      Delete
    5. Ale w zadnym szpitalu nie wolno osobie towarzyszacej korzystac z lazienki pacjenta. Moj maz odsiadywal przy mnie po 8-10 godzin dziennie ale do lazienki wychodzil na korytarz tam sa lazienki dla wizytujacych. Nawet jak chcial zostac na noc to korzystal z prysznica w specjalnej lazience dla osob odwiedzajacych. Te lazieki sa wyposazone we wszystko co czlowiekowi jest potrzebne lacznie z jednorazowymi klapkami do kapieli i suszarka do wlosow dla kobiet:)
      Masz racje oryginalny i pierwszy St. Jude jest w Memphis TN. cos mi sie fakty pozajaczkowaly jak szukalam w Wiki :))) Jest tez oddzial na Midtown Manhattan i kilka innych w roznych stanach.
      Wujek mojego meza to sie nawet mogl zalapac na leczenie zupelnie darmowe w ramach research, bo wtedy akurat FDA zatwierdzilo nowy lek na raka pluc i potrzebowali chetnych z roznych grup wiekowych do badan. Ale nie chcial, mial prawo i ja mu sie nie dziwie w tym wieku pewnie sama bym podjela taka decyzje jak on. Przychodzi taki moment w zyciu, ze czlowiek mowi "juz sie wystarczajaco nazylem":))

      Delete
    6. No tak, z tymi lazienkami to nawet rozumiem, tam ma byc bardzo higienicznie, a jakby tak kazdy z rodziny chcial korzystac, to ktos musialby przy tym non stop siedziec i sprzatac.. no a tesc akurat ani razu nie skorzystal.. moze przed samym wyjsciem do domu.. natomiast ja osobiscie nie dopytywalam, ale w/g tesciowki toaleta dla gosci byla dosc daleko od pokoju tescia (a tesciowka nie dosc ze nie do konca mobilna, to jeszcze ledwie widzi).. i byla to zwykla szpitalna toaleta. O takich z prysznicami nie slyszelismy. Tesciowa chodzila do hotelu przy-szpitalnego, zeby wziasc prysznic, przebrac sie itp..

      A jesli chodzi o jedzenie to moze faktycznie w tym Twoj MSKCC jest lepiej, a moze ja sie u siebie nie dopytalam (nie wiedzialam w sumie, ze moglam).. ale moje menu zdecydowanie nie wygladalo tak ladnie, jak Twoje. :D zreszta to u tescia bylo podobne do mojego..

      Jeszcze jedna rzecz sobie przypomnialam.. bardzo mi sie podobaly jeszcze dwie rzeczy: 1. to, ze od samego poczatku dane pacjenta, rodzaj terapii, i historia chorobowa sa potwierdzane przez multum ludzi, na kazdym etapie, poczawszy od rejestracji. Boja sie bledow. :) 2. nie musze widziec sali operacyjnej. Odplywam na salce przed-operacyjnej, z mezem trzymajacym mnie za reke, a budze sie juz u siebie w jedynce, rowniez z mezem u boku, zadnych niepotrzebnych traum w miedzyczasie. :)

      Przy okazji - moj tez jest wspanialy.. :)

      Delete
    7. Toalety z prysznicami dla odwiedzajacych tutaj tez sa chyba tylko na pietrze przeszczepow, bo wlasnie po przeszczepie najczesciej ktos z bliskich chce spedzic z chorym noc. Zreszta to bylo widac juz po kanapach jakie sa w kazdym pokoju przeznaczonych wlasnie dla gosci, bo na innych pietrach sa rozkladane fotele tu cos na ksztalt dawnej polskiej wersalki:))
      Moj maz tez tylko raz zostal na noc, w sumie nie bylo potrzeby bo ja sie calkiem dobrze czulam, a z kolei te jedna noc co on zostal to ani on ani ja nie moglismy spac:) On bo cala noc sie drzwi nie zamykaly od pielegniarek, ktore jak wiadomo w takich przypadkach sa co chwile, a ja bo mnie wyrzuty sumienia gryzly, ze on sie nie wyspi, a przeciez rano zaczyna prace. Mimo, ze przy moim szpitalnym lozku, ale to zawsze praca, szczegolnie konferencje telefoniczne przy ktorych trzeba myslec.
      Cos mi sie wydaje, ze Ty tez czytalas w komentarzach na blogu gdzie razem bywamy o tej przerwanej chemii bo sie dopatrzyli ze podali nie tej pacjentce co trzeba. No wlasnie taka pomylka moze kosztowac nie tylko zdrowie ale i zycie.
      W MSKCC kazda chemia czy tez transfuzja krwi jest podawana przez dwie pielegniarki, ktore przez trzy minuty odczytuja w lewo i prawo dane pacjenta w dokumentach, na opasce chorego oraz na opakowaniu transfuzji. Takie odczytywanie jest w obie strony na trzy rozne sposoby i wtedy wiadomo, ze nie moze byc pomylki.

      Pozdrowienia dla Twojego Wspanialego:)) z tym, ze ksywke juz ja zaklepalam:P

      Delete
    8. Hehe, absolutnie nie bede kradziejowala ksywki. :)

      I tak, zgadzam sie - bo widzialam zdjecia Twojego szpitalnego lux lokum - i u mnie i u tescia pokoj byl duzo mniejszy, i dla gosci byl wlasnie rozkladany fotel.. :)

      Buzka ogromna Star :*)

      Delete
  15. Star, nie wiem czy widziałaś posiłek dla rocznego dziecka w którymś szpitali. Matka przesłała. Pusty talerz. :(
    Co do berbeci z in vitro, to najpradwopodobnie będa w dokumentach mieli informacje, że sa pozaustrojowi. Tak wierzchem. W dowodzie czy paszporcie. Nie wykluczam prawka.
    Ja mam zdiagnozowanych parę dupereli. Nfz-tem niedostępne z racji terminow a ja żebrać nie potrafie. Ani włazić w dupe.
    Wesoł tu jest chyba tylko dla resortu. Lekarze działają jakby bezustannie byli we włoskim strajku. Baja!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak widzialam ten pusty talerz:( serce peka:(.
      To jednak ta informacja o in vitro to na serio. Straszne, moim zdaniem wrecz niehumanitarne.
      Co do Twoich diagnoz to czytalam, ze nowy rzad obiecywal likwidacje NFZ, czyli moze sie cos zmieni na lepsze, odpadnie posrednik. Moze to bedzie jednak jakas reforma przeprowadzona z glowa. Trzeba miec nadzieje.

      Delete
  16. Bardzo ciekawy wpis i równie ciekawe komentarze. Dziękuję Star za tę dwutygodniową pracę nad tekstem. Nieco mi się w głowie przejaśniło e temacie leczenia szpitalnego w USA. 1300 $ miesięcznie to rzeczywiście bardzo znaczący wydatek, ale - jak piszesz - nie jest on warunkiem koniecznym do wdrożenia leczenia. Tak czy owak najbardziej zazdroszczę podejścia do pacjenta i szacunku dla jego ludzkiej strony. U nas niestety bardzo często pacjent jest jedynie numerkiem w statystykach, a w lepszym razie - przypadkiem chorobowym. I nie piszę tego na podstawie zasłyszanych plotek, tylko z własnego doświadczenia. Choć muszę przyznać, że miałam ogromne szczęście trafić także na naprawdę cudiwnych lekarzy, którzy zobaczyli we mnie ( jak i innych swoich pacjentach) człowieka i tak też mnie traktują. Te same uwagi dotyczą pielęgniarek w Polsce: niestety często spotyka się znieczulicę, ale jest również mnóstwo babek z ogromną empatią i prawdziwym powołaniem. Warunków szpitalnych nie ma co porównywać, bo to mogłoby doprowadzić do ataku szału lub ciężkiej depresji. Posiłków również ( mimo, że i te amerykańskie nie są idealne). Cieszę się, że Wasza "służba zdrowia" tak dobrze Ci posłużyła. Dużo zdrowia i sił i radości z pięknych jesiennych dni!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem, ze 1300 to duzo, ale tez wiem, ze warto, bo jak jeden zastrzyk kosztuje 11 000 a najtansza chemia jaka mialam w ubieglym roku 3 000 to przy powaznej chorobie te 1300 jest niewiele. Oczywiscie gdyby nas nie bylo na to stac to musielibysmy wybrac tansza wersje. Z tym, ze wtedy bylyby wieksze koszty leczenia. No coz zyjemy jak mozemy, nie szalejmy, nie chlamy, malo podrozujemy, ale na zdrowiu nie oszczedzamy.
      Co do ludzkiego podejscia to ja rozumiem, ze czlowiek jest tylko czlowiekiem, poza praca zmaga sie z roznymi sytuacjami zyciowymi i czasem go one przerastaja. Z tym, ze jak sie pracuje w sluzbie zdrowia to niestety trzeba miec cierpliwosc i serce dla chorych.
      buziam:**

      Delete
  17. Przeczytałam, cieszę się, że zdrowiejesz, dobrze, że masz takie ubezpieczenie. I wiem, że jesteś solidarna ze mną w sprawach polityki, co mnie niezmiernie cieszy :) O ubezpieczeniu się nie wypowiadam (naszym), bo ciśnienie mi skoczy i po co mi to? Obyśmy wszyscy zdrowi byli. Za zęby całe życie płaciłam prywatnie i super, że mnie na to jeszcze stać. Zdrówka, Stardust :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tu tez ubezpieczenie dentystyczne jest pod psem, w sumie pokrywa profilaktyke i drobne biezace plomby ale jak chcesz zrobic cos wiecej to trzeba placic. Czasem sie smieje, ze mam w gebie samochod:))) No i okulista tez prywatnie, glownie Wspanialy bo on ma problemy, ja mam wyjatkowe szczescie, ze moje oczy sie starzeja rownomiernie i jedyne okulary jakie potrzebuje (do czytania) moge kupowac normalnie w sklepie.
      Tak w sprawie polityki mozesz na mnie liczyc zdecydowanie bardziej niz moja wlasna rodzina, ale rodziny sobie czlowiek nie wybiera:)))

      Delete
  18. zajelo mi puuul dnia, ale przeczytałam
    i najbardziej mnie cieszy Star wracajonca do zdrowia:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Puuuul dnia????? to co Ty Rybciu literki liczylas???????

      Delete
    2. nie
      bałąm się pzreczytac bez zrozumnienia to czy razy czytałam :p

      Delete
  19. Najgorsze w tym fenomenie WOŚP jest to, że za ona nasza pieprzoną slużbę zdrowia. WOŚP to my, ratujemy sie sami, bo władza ma nas w doopie. Co do nowej wladzy, to zapewniam Cię, ze nie wyjmie ona czarodziejskiej różdżki i nie sprawi cudów. Każdy pcha sie do władzy i ma gebę pelną frazesów, a potem i tak jest burdel, tyle, ze w innym wykonaniu. Oczywiście przyjemnie jest wierzyć w cuda... Uściski.

    ReplyDelete
  20. Mialo być, ze WOSP służbę zdrowia wyręcza.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ce, oczywiscie, ze WOSP wyrecza sluzbe zdrowia, ale z drugiej strony jak widzisz wszedzie sa organizacje charytatywne i wszedzie one kogos/cos wyreczaja po to zeby pomoc tym, ktorych nie stac na leczenie, czy tez inne potrzeby.
      Ja jestem za tym, zeby to tak dzialalo, bo w ten sposob buduje sie wiez i wrazliwosc spoleczna. Pamietam jak chodzilam do podstawowki i przy okazji wycieczek klasowych zbieralismy pieniadze zeby zaplacic za dzieci, ktorych rodzicow nie stac bylo na pokrycie kosztow takiego luksusu. I tak sie uczylo od dziecka wrazliwosci na potrzeby innych.
      Teraz tego nie ma, kazdy dba o wlasny czubek nosa i na tym koniec. Dlatego takie akcje jak WOSP sa bardzo pozytywnym zjawiskiem, podobnie jak utrzymywanie sie mojego szpitala tylko z darowizn. Oczywiscie tu te darowizny sa glownie od wielkich korporacji i bilionerow, ale prywatne osoby tez chetnie dokladaja swoja cegielke.
      Co do rzadow PiSuarow to nie mam zadnych watpliwosci, ze jak tylko beda mogli to cofna Polske do sredniowiecza. Chyba nic gorszego nie moglo sie Polsce przytrafic, ale tak jak ja kiedys przezylam kretyna Busha tak Wy przezyjecie PiSuary. Problem w tym, ze koszty tak u nas jak i u Was sie ciagna przez nastepne pokolenia.

      Delete
  21. Cieszę się razem z Tobą, żeś w chorobie znalazła się w odpowiednim miejscu...

    ReplyDelete
  22. wczoraj właśnie przy okazji urodzin Blondyna wspominałam ten STRASZNY GŁÓD jaki mi towarzyszył po porodzie, gdy dostałam pół parówki i pół kromki chleba ;)))

    Star - ja nie rozumiem jak można mieć wątpliwości, że USA jest cywilizacyjnie wyżej o kilka pięter niż postkomunistyczna Europa, a standardy amerykańskiej obsługi klienta są w ogóle wzorcowe i nie do pobicia. No a my mamy WOSP własnie z tego smutnego powodu, że ludzie sami muszą organizować sobie coś co gdzie indziej organizują podmioty do tego powołane. I co tu dodać co ująć ...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mysle, ze to nawet nie o watpliwosci chodzi ile o utwierdzenie samej siebie, ze podjelo sie sluszna decyzje. Tamta kobieta wrocila prawdopodobnie z Anglii, tak sie domyslam, bo nie pytalam. Nie wiem jak jest w Anglii, bo nie bylam, a nawet gdybym byla turystycznie to tez nie to samo co byc imigrantem. Ona chyba tez nigdy nie byla w USA, ale za to musiala obracac sie w tej Anglii w polskim towarzystwie, bo w pewnym momencie napisala, ze ja przypominam jej tamtejszych Polakow co to na okraglo krytykuja Polske, ale przy drinku dopiero placza z tesknoty. No nie wiem bo ja sie juz dosc dawno nie nachlalam, a w Polskim towarzystwie to chyba ze 20 lat temu:)
      Za to jak sie napierdykalam jak odrzutowiec z moim amerykanskim mezem to nie plakalam tylko rzygalam:))
      Moze wyrzygalam te dusze slowianska:))))
      Co do WOSP to ciagle mysle, ze fajnie, ze jest, bo to jednak swiadczy o jakiejs wiezi spoleczenstwa. Podobnie jak tutejsze akcje charytatywne to wszystko poglebia tez ludzka wrazliwosc na krzywde innych, tych ktorym sie nie powiodlo. W sumie to tak niewiele sie robi dla drugiego czlowieka, ze te pare zlotych czy dolarow wydane dla ogolnej korzysci wiele znaczy.
      Tak naprawde to mysle, ze w tych wszystkich akcjach charytatywnych dawca czuje sie tak samo dobrze, jesli nie lepiej jak odbiorca.
      Nie wiem tylko jak to dziala w Polsce w przypadku WOSP? Chodzi mi o to czy np. jakies duze korporacje daja na WOSP jakies powazne sumy pieniedzy? Przeciez dla korporacji to nie tylko niewielki uszczerbek w budzecie, ale jeszcze oszczednosc na podatkach.

      Delete
  23. Jakby super nie było Star - zdrówka, po prostu zdrówka!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oczywiscie, ze TAK. Ale jak zdrowka braknie to wtedy warto byc tam gdzie jest super.

      Delete
  24. Moja ukochana babcia chorowała na nowotwór narządów rodnych. Zaczęło się od małego guzka w pachwinie, który na prywatnej wizycie został zdiagnozowany jako przepuklina - po kilku miesiącach odbyła się operacja usunięcia w Gdańskim Szpitalu Wojewódzkim i właśnie po przekazaniu guza do analizy okazało się, że mamy do czynienia ze skorupiakiem.
    Dostała skierowanie na chemię do przyjęcia w Akademii Medycznej, która odbywała się w bardzo niekomfortowych warunkach - mała salka, słabo klimatyzowana, personel jakby pracował za karę, kilka leżanek i chorzy w różnym stanie, którzy tę chemię przyjmowali przez kilka godzin w tej samej, półsiedzącej pozycji. Na poczekalni tłoczno od oczekujących na swoją kolej, bo nikt nie wpadł na pomysł, aby chociaż przybliżyć przedział czasowy, w których godzinach chory ma się wstawić na swoją dawkę. Po chemii seria naświetleń onkologicznych na zoperowane miejsce, która została tak nieudolnie przeprowadzona, że w jamie brzusznej pojawiły się zrosty na tyle bolesne, że już do końca życia uniemożliwiały babci normalne funkcjonowanie. A żeby jeszcze tego było mało, w trakcie okazało się, że podczas operacji zakażono babcię gronkowcem złocistym, co wymagało równolegle dodatkowego leczenia, no ale czego nie robi się dla zdrowia...?
    Niestety dość szybko przyszło nam się zmierzyć z przerzutami w macicy, które wymagały kolejnej operacji. Tym razem cała procedura miała odbyć się w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym, pod okiem "wybitnego" ginekologa. Operację oczywiście poprzedziło kilka wizyt prywatnie, po 150zł każda... W wyznaczonym dniu operacji przyjechałyśmy z babcią na oddział i usłyszałyśmy, że dzisiaj nie zostanie przyjęta, a operacja zostaje przełożona, ponieważ (sic!) nie ma materiałów opatrunkowych i odkażających !!!! Lekarz, który na prywatnych wizytach był sympatyczny, sprawiał wrażenie rzetelnego i kompetentnego, umiał wesprzeć pacjenta na duchu, nagle - bez żadnych oporów - wydzierał się na wystraszoną, zmartwioną, spłakaną starszą panią, jakby to była jej wina, że szpital nie jest zaopatrzony w podstawowe artykuły!
    Kolejny termin został wyznaczony za parę miesięcy, a w międzyczasie miałyśmy jeszcze zetknięcie z kolejnym konowałem, tym razem z naszej rejonowej przychodni, który ostrą niewydolność nerki zdiagnozował jako (sic!) grypę żołądkową. Babcia w nocy straciła przytomność, zaczęła dusić się własnymi wymiocinami i gdyby nie szybka reakcja domowników, odeszłaby od nas rok wcześniej... Lekarz z pogotowia stwierdził, że organizm babci zatruł się własnym moczem i czym prędzej zabrali ją do szpitala. My oczywiście pojechaliśmy zaraz za karetką i mieliśmy okazję usłyszeć jak niewybrednie wyraża się personel szpitalny o nowej pacjentce: "przywieźli taką zaszczaną, zasraną, ani mee, ani bee, co to kurwa jest"... Do tej pory uważam, że powinni być wdzięczni losowi, że nie miałam pod ręką nic ciężkiego...

    Tak wyglądają Polskie realia opieki nad człowiekiem chorym na raka. Myślę, że gdyby przyszło nam przeżyć tą samą chorobę w Stanach, finał mógłby być zupełnie inny...

    Moja babcia była księgową, która przez całe życie pracowała legalnie, płaciła podatki i wszystkie składki jak należy, i okazało się, że na starość nie może nawet liczyć na opiekę medyczną. Dlatego ja mam prywatne ubezpieczenie, które nie kosztuje mnie wcale tak dużo i w pakiecie mam dostęp do wszystkich świadczeń, włącznie z porodem w prywatnej klinice. :) Mimo że mam 21 lat, mam też założony prywatny fundusz emerytalny, na który miesięcznie płacę kilka dyszek, bo nie wiem czy w Polsce uda mi się kiedykolwiek ewoluować na umowę o pracę, a nawet jeżeli, to nie chciałabym wybierać między rachunkami, ewentualnymi lekami, a jedzeniem. Chciałabym móc żyć, zamiast wegetować i czekać na rychły koniec swojego żywota. :) Choć coraz częściej zaczynam poważnie myśleć o wyjeździe za granicę i bardzo prawdopodobne jest, że po 4 latach panowania kaczej dupy i jego rządu, przestanę myśleć, tylko po prostu spakuję się i popędzę na lotnisko. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Życzę Ci bardzo dużo zdrowia, bo ono jest teraz najważniejsze. Mój kot też walczy z chłoniakiem, dokładnie z chłoniakiem jelitowym, i przesyłam Ci od niego trochę pozytywnych fluidów - skubany ma taką wolę życia, że można by ją obdarzyć kilkunastu chorych. :)

      Delete
    2. Satyrja, zaczne od tego, ze jestem mile zaskoczona, ze jako 21 letnia osoba masz tak mocno osadzona glowe na karku.
      Tylko pogratulowac, powinnas byc z siebie dumna, ze tak trzezwo myslisz juz dzis o w koncu dalekiej przyszlosci.
      I dziekuje, ze podzielilas sie z nami tutaj historia choroby Twojej babci, przykre, ze sie nie udalo, ale niestety z rakami tak bywa, ze nawet w najlepszych klinikach tez ludzie umieraja, bo juz sie nic nie da zrobic.
      Oczywiscie to zupelnie inne niz jak jeszcze mozna zrobci ale brakuje materialow opatrunkowych. Skandal!!!!
      Widzisz ja jak sie wdaje w jakies takie przypadkowe dyskusje to mnie po 30 latach zycia w Ameryce mozna w sumie wszystko wmowic:)
      Owszem czytam czasem polska prase, glownie Polityke i wiadomosci na roznych stronach internetowych, wiec jakas tam wiedze mam, ale w wiekszosci to opieram sie na tym co wyczytam na blogach. A blogi czytam rozne, wiec i horyzont wiedzy jest dosc szeroki.
      Dlatego tez Twoj komentarz jest dla mnie tak bardzo wartosciowy.
      Zycze wszystkiego najlepszego i spelnienia marzen oraz planow:)

      Delete
    3. Sorry, przegapilam, poglaskaj kociambra ode mnie:)))

      Delete
    4. W walce z rakiem, szczególnie jeżeli jego postać jest złośliwa, bardzo dużą rolę odgrywa czas. Myślę, że gdyby nie te miesiące oczekiwania, a to na operację,a to na chemię, a to na naświetlania, losy babci mogłyby potoczyć się inaczej... Poza tym jako chora osoba, sama zapewne dobrze wiesz, jak dużą rolę odgrywa samo nastawienie pacjenta, a jak tutaj być pozytywnie nastawionym i mieć nadzieję na lepsze jutro, gdy traktują człeka jak zło konieczne, pobyt w szpitalu przypomina proces umierania, a lekarze jak nie postawią złej diagnozy, to po prostu nie wiedzą jak leczyć i zakażają różnymi świństwami? Z początku nawet myślałam, że babcia ma po prostu cholernego pecha i trafia na konowałów, ale przesiadując w przychodniach czy szpitalach, miałam kontakt z innymi chorymi, i stwierdzam, że publiczna Polska służba zdrowia to kolejny pułap absurdu. :( Prywatnie wygląda to zupełnie inaczej. Sama leczyłam się u kilku specjalistów w związku z syndromem DDA, nerwicą, zespołem hiperwentylacyjnym i na własnej skórze przekonałam się, że gdy człowiek posmaruje, to o wiele dalej zajedzie... Zasłuży nawet na takie ludzkie wartości, wydawałoby się, że niezależne od pieniądza, jak kultura, empatia, szacunek, czy cierpliwość... :/

      Tak, jestem człowiekiem trzeźwo myślącym i twardo stąpającym po ziemi, ale aby dojść na ten poziom mentalności, musiałam przejechać się prawdziwym, życiowym rollercoasterem... Wolałabym tego nie przeżyć, mieć chaos w głowie i życie na poziomie moich rówieśników...
      Wcale nie jest dobrze, gdy los przyśpiesza obroty wydarzeń i doświadczenia zarezerwowane dla dorosłych, dopadają dzieciaki...
      Ale, ale ! Nigdy nie użalałam się nad sobą - biorę życie takie jakie jest, z całym jego inwentarzem. :)
      Ja zawsze dam sobie radę, bo jak nie ja to kto? ;)

      Byłam dzisiaj z kotem u weterynarza - za 2 dni ruszamy z chemią. :) Drugą, trochę inną, bo pierwsza okazała się być za mocna...
      Bardzo bym chciała, aby życie chociaż jego mi oszczędziło... :)

      Pozdrowienia przesyłam z wietrznego Gdańska :)

      Delete
  25. Stardust, bardzo sie cieszę, ze miałas checi i siły, by stworzyc taki pełen informacji wpis. W ubiegłym wieku, będąc w USA z dziecmi [ mąż stypendysta WSU w WA ] nie doswiadczyłam dobrodziejstw amerykańskiego ubezpieczenia, bo nie było na szczęscie potrzeby, by je wykorzystać. Mieszkamy w Polsce i korzystamy z tego, co oferuje polska służba zdrowia w ramach państwowego ubezpieczenia [ mąż naukowiec]. Jednego tylko zazdroszcze Amerykanom - tej gotowości do bezinteresownej pomocy innym. Thanksgiving. Mąż córki mojej kolezanki z LO spadł z drzewa podczas pracy, w miasteczku w Kalifornii. Pomoc przyjaciół, ale i zwykłych znajomych zachwycająca. Czy kiedys my Polacy będziemy tak skorzy do pomocy, bezinteresowni, wrażliwi na potrzeby innych ? Może gdy rządy sprawować bedą ludzie dla których dobro wspólne, nie prywata, będą ważne zmienią rodaków. Wszak dobry przykład czyni cuda...

    ReplyDelete
  26. Stardust - najważniejsze - ze odczuwasz już poprawę w swoim zdrowiu, bardzo się z tego ciesze/cieszymy. Hm... obraz chorowania po amerykańsku to dla naszej polskiej rzeczywistości jakaś bajka absolutna. A jak widać - da się to ogarnąć sensownie. Trzeba tylko chcieć. W moim przekonaniu szpital nie jest od tego, żeby zarabiać. Oczywistym jest, ze całokształt opieki kosztuje, jednak rola szpitala i całej służby zdrowia nie jest generowanie zysku.

    ReplyDelete
  27. Ale jak się chce, to okazuje się, że w Polsce też można! :)
    KLIK
    KLIK

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo pomysl swietny, tylko jestem ciekawa jak wyglada w praktyce.
      Czy ta restauracja jest na kazdym pietrze Centrum Onkologii? Czy moze CO zajmuje budynek jednopietrowy?
      Jesli jest np. na parterze a chorzy musza tam dotrzec winda, najczesciej z kroplowka to juz widze ryzyko upadkow. Czytasz mnie wystarczajaco dlugo zeby pamietac co mi sie przytrafilo w czasie brania chemii. Ot zwykla reakcja na jeden ze skladnikow i juz zaburzenia psycho-ruchowe na ponad 24 godziny. Przez ten czas nie wolno mi bylo samej wstac z lozka. Co w takim przypadku robi pacjent CO w Bydgoszczy? Lezy glodny te 24 godziny i czeka az mu minie, zeby mogl isc do restauracji?
      W sumie nie kazdy pacjent ma osobe towarzyszaca przez 10-12 godzin dziennie i czy tej osobie towarzyszacej wolno przyniesc jedzenie z restauracji do lozka? czy moze osoba towarzyszaca na wlasne ryzyko stara sie dostarczyc pacjenta do restauracji?
      Nie wiem, ale to wbrew przepisom bezpieczenstwa. Jak mnie nie wolno bylo samodzielnie wstawac to mimo, ze Wspanialy siedzial obok to ja dzwonilam po pielegniarke a nie prosilam jego o doprowadzenie mnie do lazienki, bo on nie jest pracownikiem szpitala. Jesli cos sie stanie to kto za to odpowiada?
      Pomysl doskonaly, ale ja uwazam, ze rowniez troche na wariackich papierach.
      Restauracja moze byc dla mobilnych, ale Ci co nie moga wstawac to powinni miec dostarczone do lozka.
      A z drugiej strony jak sie chory ma obsluzyc przy tym szwedzkim stole jesli posuwa rowniez stojak z kroplowka?
      Trzecia reka mu raczej nie wyrosnie na moment doniesienia tacy, czy talerza z jedzeniem do stolika,.
      A co z chorymi, ktorym po chemii spadaja wszystkie krwinki na leb i musza byc w izolacji, bo sa narazeni na zlapanie kazdego wirusa?
      Restauracja to swietny pomysl zeby w niej gotowac, ale juz do serwowania powinni byc kelnerzy.
      MSKCC ma kuchnie, ma tez stolowke (dla pracownikow, wizytujacych oraz chorych, ktorzy przychodza z domu tylko na zabiegi lub wizyty lekarskie) chory lezacy ma dostarczone do lozka. Od tego sa stoliki, od tego sa ruchome (elektrycznie lozka) zeby chory mogl zjesc w pozycji jaka jest dla niego wygodna.
      Jedzenie stygnie zanim zostanie dostarczone?
      Od tego sa podgrzewane talerze i ochraniacze ciepla, te drugie to to czarne (na zdjeciach) na czym talerz stoi i rowniez pokrywa. W ten sposob jedzenie jest cieple przez godzine od dostarczenia do pacjenta, wiem, bo czesto mamlalam przez godzine:))) I zawsze bylo cieple. Poza tym na kazdym pietrze jest pomieszczenie kuchenne i kazdy, czy to pielegniarka, pomoc pielegniarska, czy tez osoba wizytujaca moze tam wejsc i podgrzac jedzenie jesli wystyglo.
      Naprawde jestem bardzo ciekawa jak to sie bedzie sprawdzalo w codziennym zyciu. Jestem na biezaco z choroba, jej slabosciami i wiem, ze najczesciej nie byla bym wstanie dotrzec do tej restauracji o wlasnych silach a jeszcze sie do tego obsluzyc?
      Mowy nie ma, owszem, teraz tak. Ale nie dwa miesiace temu kiedy lezalam plackiem.

      Delete
    2. No tak, zaczelam czytac od drugiego linka, a juz po napisaniu komentarza kliknelam w drugi.
      Olgo, 300 lozek i w tym 250 pacjentow sprawnych tak jak tam widac w tej restauracji, to powiedz mi po kiego licha trzyma ich sie w szpitalu?
      Nic dziwnego, ze sluzba zdrowia kuleje, na zabiegi czy miejsce w szpitalu czeka sie miesiacami i nie ma na leczenie chorych skoro w szpitalu, w dodatku w Centum Onkologicznym trzyma sie pacjentow, ktorzy rownie dobrze mogliby byc w domu i tylko dojezdzac na zabiegi.
      Ci ludzie moim zdaniem wcale nie wygladaja na chorych.

      Delete
    3. Nie odpowiem na Twoje pytania, bo sytuację znam wyłącznie z doniesień medialnych. Widziałam duży reportaż w tv pełen dobrych opinii. Może jest tu ktoś, kto tam się leczył i powie nam coś więcej, jak to wygląda z perspektywy chorego.

      Delete
    4. Olgo ja nie neguje, ze to sie moze sprawdzic w Bydgoszczy a nawet w calej Polsce. Ja tylko pisze z wlasnego doswiadczenia i porownujac to co pokazuje ten krotki film, to u nas tacy pacjenci nie leza w szpitalu, tylko w domu, a jesli mieszkaja daleko to w hotelu.
      MSKCC ma 470 lozek, zatrudnia 740 lekarzy, w ubieglym roku przebywalo w szpitalu 24 597 pacjentow, przeprowadzono 11 370 operacji pacjentom wymagajacym hospitalizacji i 8 321 operacji pacjentom, ktorzy tego samego dnia wrocili do domu, lub jak pisalam wyzej mieszkali w hotelu do czasu kiedy mogli wrocic do domu.
      Tu sie naprawde nie trzyma w szpitalach pacjentow, ktorzy tylko potrzebuja sobie polezec, a poza tym sa na tyle mobilni, ze moga sie poruszac po calym budynku. Pacjent to ktos kto lezy w lozku zwykle 24 godziny na dobe podlaczony pod rozne kroplowki i aparatury, jesli wstaje z lozka to z cala aparatura. Nie ma samodzielnego lazenia nigdzie, na kazde badanie, ktore musi byc wykonane poza sala na ktorej pacjent lezy jest przewozony albo na specjalnym lozku zwanym stretcher albo na wozku inwalidzkim i cala aparatura (kroplowka, tlen itp) jedzie razem z nim.
      Specjalnie podalam te statystyki na poczatku zebys wiedziala, ze tu jest naprawde ogromny "przerob" pacjentow, ludzie przyjezdzaja tu nie tylko z calej Ameryki ale i roznych zakatkow swiata. Szpital nie moze sobie pozwolic na to, zeby ktos zajmowal lozko a ktos inny byc moze umieral z braku miejsca, albo czekal miesiacami na zabieg, ktory moze uratowac zycie pod warunkiem, ze jest zrobiony natychmiast.
      Ja naprawde nie wiem jak to sie kreci w Polsce, ale 40 mln wydane na taka restauracje w jednym szpitalu to chyba troche duzo forsy, zwlaszcza, ze jak pisze wyzej Satyrja jej babcia nie zostala przyjeta bo nie bylo srodkow opatrunkowych... wiesz moze ta babcia byla jedynym przypadkiem w calej Polsce przez ostatnie 25 lat, moze.... chcialabym w to wierzyc.
      Moim zdaniem to jest pomysl postawiony na glowie szczegolnie kiedy NFZ nie ma pieniedzy na pokrycie kosztow leczenia.
      Mimo to, skoro juz te pieniadze zostaly wydane, to naprwde trzymam kciuki zeby to sie sprawdzilo dla komfortu i wygody chorych.

      Delete
  28. Super Star że jest w miarę lepiej.Dobrze że zdrowiejesz, świetnie że masz takie możliwości leczenia.
    ;)))

    W Polsce ciągle wszyscy uważają że dostęp do wszystkiego powinien być za darmo.Bo bez przesady ale 540zł miesięcznie ZDROWOTNEGO (liczę siebie i męża) w porównaniu z Twoim 2600 dol to suma co najmniej ....śmieszna.
    Piszę 2600 bo napisałaś że połowę dopłaca Wam pracodawca....
    Cóż.Rządzący boją się dokonać radykalnych zmian w systemie bo to jest mało, albo nawet wcale nie popularny zabieg.W tej śmiesznej kwocie co może służba zdrowia oferować?
    Stara się, by ludzie mieli dostęp do nowoczesnych technik leczenia,operacji,zabiegów,leków itepe.Ale stara nie oznacza MA MOŻLIWOŚĆ finansową.
    Skądinąd za w sumie niewielkie pieniądze mozna wykupić dodatkowe ubezpieczenie które gwarantuje o wiele wyższy poziom leczenia,opieki,hospitalizacji.Np - 300zł DODATKOWO oprócz Zusu daje nam całkiem niezły komfort leczenia podstawowego,dostępu do wielu badań itp.Do tego dochodzi nawet kontakt on-line.Ale i tak niewiele osób na to stać.

    Polska jest jeszcze zbyt biednym krajem by w takim stopniu jak opisujesz dotować służbę zdrowia.osoby prywatne? hm....., firmy? ta....

    Masz sporo szczęścia że Wspaniały pracuje w firmie,ktora wykupiła taki pakiet ubezpieczenia dla swoich pracowników.
    Pomimo ulotek o ktorych piszesz ( nie stać cię na leczenie u nas....), raczej nei sądzę że tabuny biednych szczęśliwców korzystaja z usług tej placówki.

    ReplyDelete
  29. ignoruję pustostany umysłowe , ponieważ szkoda mi czasu na zajmowanie się nimi . Znam wiele ludzi na emigracji .Są to ludzie świetnie żyjący w ,,świecie" odległym naszych granic i bliskim .Pracują , płaca ubezpieczenia i podatki i spokojnie żyją i.t.p. . bieda jest jak Włoska ośmiornica - jej ramiona sięgają po caluchnym świecie .Star skoro ,,pogawędka" miała miejsce w necie , to i pustostany wiedze powinni umieć z niego czerpać

    macham wieczorowo i tradycyjnie - Gryzmo vel Dośka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gryzmo, kochana Gryzmo:*** Pustostan umyslowy biere i bede uzywac, bo mi sie bardzo podobuje:)))
      I ciesze sie ogromnie, ze jestes ♥♥♥

      Delete
  30. Polacy żywiący się na śmietnikach występują także we własnym kraju, mlekiem i miodem płynącym. Obejrzałam zdjęcia i zrobiłam się głodna:-) Uściski Star.

    ReplyDelete
  31. A"propos nowego rządu - ministrem sprawiedliwości ponownie został ten arogancki gówniarz, ta wstrętna, ograniczona kutasina, który polityką, tak mi się zdaje, kompensuje swoją ogólną wymoczkowatość. Po raz kolejny przed państwem Zbigniew "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie" Ziobro. Człowiek, z którego winy w Polsce przez kilka lat panował kryzys w transplantologii, przez którego liczba przeszczepów spadła gdzieś o 1/3 i związku z tym ileś setek osób straciło życie. Człowiek, który za to nigdy nie odpowiedział. A ministrem zdrowia Konstanty "całkowity zakaz aborcji " Radziwiłł, że o Antonim Szaleńcu jako szefie MON nie wspomnę. Świetlana , qrwa, przyszłość przed tym krajem. Pozdrawiam serdecznie i życzę zdrowia, bo spokój masz tam na pewno większy niż my w tym cyrku :).

    ReplyDelete
  32. Bardzo dawno mnie tutaj nie było, życzę dużo zdrowia mega pozytywna kobieto ;) pozdrawiam Malgoska

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...