Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, October 27, 2016

Wczoraj swietowalam

Dziekuje wszystkim za komentarze pod poprzednia notka, nie mam czasu odpowiadac indywidualnie, poza tym notka raczej taka nienotkowa, wiec nie ma o czym dyskutowac. A samo dziekowanie za komplementy to tez nie komentarz:)
Wczoraj bylismy na organizowanym przez MSKCC przyjeciu dla... 
No wlasnie dla kogo?
Jak po polsku nazwac survivals?
Czyli tych co udalo im sie przezyc przeszczep szpiku kosci?
Ocalency?
Przezytki?
No chyba mi brakuje madrego polskiego slowa, a jak wiecie bardzo chce pisac po polsku, wiec Rodacy pomozecie? Moze ktos w komentarzach podpowie jak sie nazywa po polsku takich ludzi, ktorym sie udalo przezyc po przeszczepie. 
Szpital Memorial Sloan Kettering organizuje takie przyjecia na czesc wszystkich, ktorzy przezyli jakis przeszczep. A poniewaz takich jest tysiace to kazdy przeszczep ma swoja osobna impreze. 
Zaproszenie dostalam juz w polowie wrzesnia i natychmiast zadzwonilam, zeby nas zglosic, bo "ocaleniec" ma prawo przyjsc z osoba(ami) towarzyszacymi. My jak zwykle wszedzie razem:) 
No i pojechali. 
Ludzi bylo bardzo duzo, z tego co mowily obslugujace przy wejsciu pielegniarki cos ok. 3000 samych "przezytkow" i do tego presonel oddzialu przeszczepow, caly parter ogromnego budynku wynajety i zapelniony. My co prawda ograniczylismy sie tylko do jednej sali i auditorium gdzie byla krotka prelekcja na temat historii przeszczepu szpiku kostnego i rowniez okazja do wystapienia kilku "ocalencow". 
Na poczatek machnelismy sobie pamiatkowa fotke: 


Byl tez specjalny fotograf, ktory robil zdjecia (papierzane takie co to natychmiast wyskakuja z aparatu - znow mi slowo ucieklo jak sie to nazywa). Te zdjecia robili tylko dla tych, ktorzy przyszli z tej okazji pierwszy raz, bo te papierzane zdjecia beda potem wywieszone na oddziale przeszczepow. 
Jak tam bylam i wolno mi bylo chodzic po oddziale to wielokrotnie przystawalam zeby obejrzec te sciane pamieci. To takie budujace widziec zdjecia osob, ktore przezyly juz wiele lat po przeszczepie. 
Wiec my tez zazyczylismy sobie fotke, ktora zaraz potem przypielismy do specjalnie w tym celu wystawionej tablicy, z ktorej potem zdjecia beda przeniesione na sciane oddzialu szpitala. 
Chcialam zrobic zdjecie juz przypietej do tablicy fotki, ale oczywiscie po pierwsze bez okularow, po drugie z jedna reka uzbrojona w lampke wina wyszlo co wyszlo, ale Wam pokaze :) 


Przy odrobinie wyobrazni i szczerych checi mozecie sie domyslic, ze w tym drugim od gory rzedzie po prawej to wlasnie ja ze Wspanialym:) Troche sie oboje zlewamy z tlem kolorystycznie, ale to przeciez nie chodzi o artyzm fotki tylko o sam fakt, ze teraz bede juz wisiec na scianie "przezytkow":))) 
Przystanelam na schodkach prowadzacych do kolejnych sal zeby zrobic kilka zdjec. 




I w pewnym momencie stojacy obok mnie Wspanialy powiedzial: 
-- Doktor Brian jest tutaj. 
-- Gdzie??? - zawolalam, bo dr. Brian to moj najbardziej ukochany doktor z calego szpitala i to on przygotowywal mnie do przeszczepu, opiekowal sie mna w trakcie i potem. A teraz juz nam sie skonczyly wizyty. Nie mam potrzeby bywac u dr. Briana wiec musze sie zadowolic wizytami kontrolnymi u onkologa. 
Wspanialy wskazal kierunek i udalismy sie na poszukiwanie. 
Udalo sie!!! 
Doktor akurat rozmawaial z kilkoma osobami w tym z pielegniarka wiec nie chcialam przeszkadzac, stanelam lekko obok niego, ale nie w bezposrednim zasiegu jego wzroku i postanowilam poczekac na odpowiedni moment. 
Pielegniarka spojrzala na mnie pytajacym wzrokiem wiec wskazalam (paluchem) na doktora po czym ona wskazala (rowniez paluchem) na mnie ale tak zeby doktor zobaczyl. 
-- OMG !!! - zawolal dr. Brian na moj widok - to moja wzorcowa pacjentka!!! 
Zywcem rzucilismy sie sobie w ramiona, bo dr. Brian jest taki wylewny emocjonalnie i nagle rozgladajac sie dookola zapytal: 
-- A gdzie Twoj maz? przeciez nie mozesz tu byc sama? 
Na co Wspanialy wylonil sie zza tlumu i zrobilismy sobie pamiatkowe zdjecie z dr. Brianem: 


Byly roznoszone przez kelnerow zakaski (miniaturowe buleczki z homarami, kalamary, ryba, miniaturowe zapiekanki, miniaturki stekow z sosem i wiele jeszcze innych ale te pamietam najbardziej) 
Byly tez stoliki z napojami, do wyboru soda, woda, wino biale i czerwone. 
Bylo naprawde fantastycznie. 
A przede wszystkim bylo milo zobaczyc ludzi, ktorzy po przeszczepie zyja juz wiele lat, bo ja to nowicjuszka w tym towarzystwie bylam. 
Itak spotkalismy kobiete, ktora w przyszlym roku bedzie swietowac 30-lecie, a przeszczep miala bedac 15-letnia dziewczynka. Tym razem przyszla z mezem, corka i malenkim wnukiem, co dowodzi, ze mozna zyc normalnie po przeszczepie. 
Nie chcialam robic jej zdjecia, ale poprosilam o sfotografowanie samej nalepki na jej swetrze: 


Potem przeszlismy do auditorium wysluchac historii przeszczepow. 
I tam wlasnie dowiedzialam sie, ze pierwszego przeszczepu w szpitalu MSK dokonano w 1973 roku, a pierwszy z wlasnych komorek macierzystych (to ja mialam taki przeszczep nazywa sie on autologous) wykonano 6 lat pozniej w 1979 roku. 
Uslyszalam tez bardzo przykra wiadomosc o smierci dr. Lilian Reich, ktora zmarla w ubieglym tygodniu. 
Dr. Reich byla z pochodzenia w polowie Polka (po matce), opiekowala sie oddzialem zbierania komorek macierzystych do przeszczepu. 
Pamietam jak pierwszy raz przyszla do mnie i zobaczyla czesc (te polska) mojego nazwiska to zapytala: 
-- Czy Ty jestes z Polski? 
-- Tak - odpowiedzialam krotko. 
Na co pani doktor stanela na bacznosc, zasalutowala i odspiewala "Jeszcze Polska nie zginela poki my zyjemy" po czym stwierdzila: 
-- Wiecej juz nie pamietam, ale moja mamusia mnie tego nauczyla jak bylam mala dziewczynka. 
Bardzo sympatyczna osoba, jakos dotknela mnie ta jej smierc niemal osobiscie, w koncu byla owszem po 70-ce ale to w dzisiejszych czasach calkiem mlody wiek. 
Nie musiala juz pracowac, mogla spokojnie byc na emeryturze ale jak sama kiedys powiedziala: 
-- Ale co ja bym robila sama w domu? Maz juz dawno nie zyje, dzieci zyja wlasnym zyciem, wiec ja tez. Moje zycie to moja praca, dopoki moge pomoc innym to bede to robic. 
Przykre, ze juz nie bedzie. 
Z dalszej prelekcji dowiedzialam sie, ze w szpitalu MSK dokonuje sie 300 przeszczepow szpiku kosci rocznie, potrzeby sa znacznie wieksze wiec w budowie jest kolejny oddzial przeszczepu. Obecny oddzial ma tylko 25 izolatek a wiec moze przyjac tylko 25 pacjentow jednorazowo, przy czym pacjent zajmuje izolatke najkrocej 3 tygodnie, a sa tacy co wymagaja dluzszej hospitalizacji. Narazie jesli mozna przenosi sie ich po kilku tygodniach do izolatek na innych pietrach szpitala. 
Ten 25 - pokojowy oddzial zatrudnia 456 osob. 
456 osob pracuje nad tym zeby pacjent mial nie tylko najlepsza opieke zdrowotna ale tez posprzatane, ugotowane i dostarczone wszystko na czas. 
Wiem jak to doskonale dziala, bo tam bylam. Pokoje sprzatane dwa razy dziennie i pielegniarki na kazde zawolanie a nawet bez wolania natychmiast to wszelkiej dyspozycji. 
Potem byly wspomnienia innych pacjentow (4 osoby) i sluchajac ich wspomnien dotarlo do mnie, ze naprawde mialam wyjatkowe szczescie nie tylko ze przypadl mi w udziale nabardziej lagodny typ raka krwi ale tez, ze nie mialam zadnych innych komplikacji. 
Obok nas siedziala matka z corka, obie mieszkaja w Kanadzie. 
Corka cos ok. 30 lat miala juz trzy przeszczepy szpiku kosci, dwa pierwsze wykonane w Kanadzie, na trzeci Kanada nie chciala sie zgodzic (ot urok ogolnego ubezpieczenia) a dziewcze mlode i chcialoby jeszcze pozyc. Rodzice skontaktowali sie ze szpitalem MSK i dziewczyna z braku ubezpieczenia w USA i braku checi pokrycia kosztow ze strony kanadyjskiej zostala przyjeta na jeden z eksperymentalnych programow. 
Tym sposobem dostala trzeci przeszczep. 
Wlosy mi stawaly deba jak sluchalam tej opowiesci, a na koniec jak by tego bylo malo na jedna mloda osobe to Tricia (tak ma na imie) dostala rok temu raka piersi. 
Ja naprawde mam ogromne szczescie... 
I na oslode tego wszystkiego dostalam od meza piekne diamentowe kolczyki. 
Bylam tym bardzo zaskoczona: 
-- Ale ze niby z jakiej okazji? - zapytalam jak juz pozbieralam szczeke z podlogi. 
-- Z okazji, ze jestes jaka jestes, ze jestem z Ciebie bardzo dumy... i wreszcie z okazji, ze na 10ta rocznice slubu dostalas w prezencie biopsje i nic wiecej. Czy to wystarczy jako okazja? 
Uznalam, ze wystarczy ;) 



61 comments:

  1. Wystarczy. Zgadzam się :-) Pokazałabyś te kolczyki!
    Tacy ludzie jak Ty to po polsku chyba ozdrowieńcy. Nie podoba mi się to słowo, wolę angielskie.
    A takie zdjęcia to potocznie polaroidy, bo zrobione aparatem typu polaroid.
    Bardzo wzruszające takie spotkanie. Dla Was wszystkich.
    Buźka!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iwonko, ale co tu pokazywac, to przeciez male kolczyki, maja w sumie 1 karat diamentu, gdyby mialy 8 karatow to byloby co ogladac:)) Dzieki za polaroid, jak to czlowiekowi wylatuja z glowy slowa, ktorych sie nie uzywa.

      Delete
    2. Male nie male, trafilas na kolczykomanke to sie dopytuje :-) Ja mam hopla, moge ostatnie szmaty na siebie zalozyc, ale kolczyki muszo byc, bez nich sie z domu nie ruszam!

      Delete
    3. Ja tez mam hopla na punkcie kolczykow, zwlaszcza od czasu kiedy bylam lysa, mialy byc duze i przykuwajace uwage. Ale zawsze narzekalam, ze nie mam malych takich "pod zimowa czapke" to teraz mam:)
      Chociaz tak naprawde to takie male tez mialam, tylko gdzies schowane w "bezpiecznym" miejscu:)

      Delete
  2. Takie spotkania są zapewne wzruszające, Wzorcowa Pacjentko:) Doktor super, a Twój Wspanialy jak zwykle stanął na wysokości zadania i okazał się wspanialy. Redakcja pozdrawia:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przyznaje, ze to bylo naprawde wzruszajace ale glownie ze wzgledu na przezycia innych (na szczescie) bo ja jakos lekko to przeszlam. Ale przeszczep szpiku kosci robi sie przy duzo powazniejszych odmianach raka niz moja.

      Delete
  3. ach, łezka mi się w oku zakręciła Stardust!
    Babo, obyś setki dożyła tak zdrowa jak i szczęśliwa :))))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ade, dziekuje, bardzo dziekuje. Staram sie doceniac co mam kazdego dnia i niech tak zostanie najdluzej jak to mozliwe.
      Buziam :***

      Delete
  4. Cieszę się razem z Tobą. Zdjęcia polaroidowe, a słowo: ocaleni, ozdrowieńcy, jednym słowem: zdrowe rybki :) Opisowo by trzeba to tłumaczyć: ci, którzy wyzdrowieli, przeżyli. Nieważne, jak zwał, ważne, że wszystko OK. :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czyli w sumie nie ma takiego jednego slowa w jezyku polskim. Tak mi sie tez wydawalo, ale nie bylam pewna. Mnie "przezytki" przypadly do serca :))

      Delete
    2. Okazuje sie, ze polski jezyk jest opisowy; ten, ktory przetrwal; ten ktory przezyl; ocalały. Nawet to nie oddaje sedna. Moze powinno byc: ten, ktory pozostal przy zyciu?

      Delete
    3. Czesto sie przylapuje na tym, ze mi brakuje slowa (ponad 30 lat robi swoje) i zwykle szukam az do skutku:)) bo mnie to meczy. Fakt, ze chyba kazdy jezyk ma jakies takie slowa-okreslenia, ktorych nie ma w innych jezykach i trzeba je opisywac. Moze to wlasnie na tym polega bogactwo jezykowe? :))

      Delete
  5. cudny ten Twój Wspaniały ! nie na darmo o moim piszę Paskud , ale jakby choć w ćwierci był taki jak Wspaniały może zmieniłabym mu ksywkę

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sylwus nie grzesz, Twoj Paskud o ile dobrze pamietam przystojny jest to raz, a dwa to gotuje, moj tylko zmywa przy gotowaniu:))

      Delete
  6. Nawet nie wiem, czy tutaj organizuje sie takie spotkania "przezytkow", to jest fajna tradycja. Lepiej jednak, zebym sie nigdy nie musiala o tym przekonywac. :)
    Dobrze, ze Tobie sie udalo ♥

    ReplyDelete
    Replies
    1. Obys nigdy nie musiala sie przekonac czy takie spotkania sa organizowane Pantero. Naprawde lepiej zyc bez tej wiedzy.

      Delete
  7. Taki Mąż i rozważny i romantyczny i dowcipny, ech.....
    W Polsce, przynajmniej w przypadku dzieci, są takie spotkania" surwiwalowców".

    ReplyDelete
    Replies
    1. Repo, no udal mi sie Wspanialy to przyznaje bez bicia:)) Romantyczny byl dawniej bardziej, ale twierdzi, ze to ja go pozbawilam wszelkiego romantyzmu moim glupim zachowaniem:)) Ale co ja poradze jak na romantyczne gesty dostaje glupawki?

      Delete
  8. Świetny pomysł, spotkanie zdrowych, szczęśliwych ludzi!
    Twój Wspaniały jak zawsze wspaniały! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, to naprawde swietny pomysl. Jak czlowiek tam jest i widzi tych wszystkich ktorzy zyja normalnym zyciem to nabiera pewnosci, ze jemu tez tak kiedys beda mijaly te lata "po".

      Delete
  9. Ozdrowieńcy?

    i mowę mi odenrało po tym ostatnim akapicie i nie komentuję, pochlipię

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybcia Tobie nie moglo mowy odebrac. Techniczna niemozliwosc, przeciez od zarania swiata wiadomo, ze ryby i dzieci glosu nie maja:)))

      Delete
  10. Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Wspaniałego :)

    ReplyDelete
  11. Star,nie wiem, czy u nas jest jakaś nazwa osób, które są po przeszczepie szpiku lub jakiegoś narządu.I nie słyszałam, by ktoś takie spotkania jak to Twoje organizował. Wszyscy, którzy to przeżyli są dla mnie bohaterami, bo już same przygotowania do tego przeszczepu mogą zabić.I częściej u nas słychać o tych, którym pomimo przeszczepu szpiku nie udało się wyjść z białaczki niż o tych, którzy powrócili do zdrowia.Poza tym u nas chyba jeszcze nie leczą metodą przeszczepu z własnych komórek macierzystych.
    Star, jestem bardzo dumna z Ciebie, że to wszystko przetrzymałaś, że nie poddałaś się i tak dzielnie walczyłaś. I chwała Wspaniałemu,że tak cały czas nad Tobą czuwał.
    A Ty Kochana wyglądasz pięknie i zdrowo. I tak trzymaj, dobrze???
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, nie wiem dokladnie jak to jest z tym przeszczepem wlasnych komorek, ale cos mi podszeptuje, ze wiele przypadkow sie do tego nie nadaje, a juz w wiekszosci kolejne przeszczepy sa z komorek dawcow.
      Nie mam pojecia dlaczego, ale tak sie dzieje. Nie rozmawialam tam z wieloma osobami, ale te z ktorymi rozmawialam wszyscy mieli komorki pobrane od dawcow i ogolnie wzbudzalam zdziwienie, ze ja mialam moje wlasne. Nie mam pojecia od czego to zalezy, ale tez jak mnie znasz to nie jestem bardzo ciekawa :))

      Delete
  12. Wspaniała inicjatywa. To mi się zawsze podobało w USA (chociaż nie miałam jeszcze okazji być), że tak bardzo dba się również o strefę komfortu chorych, że wieszają zdjęcia ludzi którym się udało, że są takie zjazdy, że szpitale wydają się bardziej przyjazne - i nie wierzę, ze jest to tylko kwestia pieniędzy. A Twojego lekarza też bym bardzo polubiła - ma to coś w twarzy co bardzo lubię u ludzi. Męża nie komplementuję, bo już koleżanki to zrobiły :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Joanno, to prawda, w USA duza wage przywiazuje sie do pozytywnej motywacji pacjentow. Nawet w szpitalach na tych ciezkich oddzialach nie ma zalamywania rak i panuje pozytwna atmosfera.
      Tak jak zreszta powiedzial jeden z mowcow na tym spotkaniu, ze szpital MSK "nie ratuje zycia" ale daje "dar przezycia" tu znow jest ta minimalna roznica jezykowa, ktora ciezko przetlumaczyc pomiedzy "saving life" i "give a way of living".

      Delete
  13. Proponuję nazywać takie osoby Przeszczepieńcami, co łączy w sobie przeszczęśliwych z przeszczepieniem i ozdrowieńcem ;-)
    Pozdrawiam i gratuluję!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kalino, cos mi podszeptuje, ze wygralas glowna nagrode w konkursie bez nagrod:)) Przeszczepiency to bardzo adekwatna nazwa :)

      Delete
  14. Replies
    1. To prawda, nie ma co wiecej dodawac... :)

      Delete
  15. Fajny ten lekarz, widac ze dobry, uczciwy czlowiek.
    Przy wypowiedzi malzonka o kolczykach sie poplakalam tak troszke-troszeczke-odrobinke, bo ja wzruszliwa jestem bardzo... (z wiekiem w sumie nawet coraz bardziej)
    Przezytku Ty jeden ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Diable, ja juz kiedys z pielegniarka doszlysmy do wniosku, ze dr. Brian i moj Wspanialy maja dobroc wymalowana na gebach:)) Powiem krotko, wszyscy lekarze i generalnie caly personel MSK jest bardzo empatyczny i wrazliwy, ale dr. Brian jest mimo wszystko wyjatkiem.
      On dodatkowo to typ "gentelmena z poludnia". Wiesz ten co potrzyma drzwi, poda reke przy wdrapywaniu sie na lezanke, poda husteczke wzruszonemu... no wiesz ten zanikajacy gatunek:)

      Delete
  16. No i się poryczalam... beksa ze mnie... ale piękne takie spotkania, No i gest Wspaniałego, przewspaniały :).

    ReplyDelete
    Replies
    1. To bylo naprawde wzruszajace spotkanie. Mimo, ze potrafie sie trzymac to jakos tak mi bylo mokro w oczach.

      Delete
  17. Ależ tam musi być fantastyczna atmosfera - tylu Przeszczepieńców (fajna nazwa) w jednym miejscu! Star, jak to dobrze, że mogłaś tam być i świętować. Jeszcze wielu, wielu takich spotkań Ci życzę! :-* A Wspaniały... cóż, w końcu nie bez powodu jest Wspaniały! :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Atmosfera jest naprawde fantastyczna i bardzo motywujaca szczegolnie jak sie widzi takich dlugoletnich przeszczepiencow, ktorych dodatkowo los obdarzyl dodatkowymi komplikacjami i chorobami.

      Delete
  18. OMG - to pierwszy pozytywny post jaki dzisiaj przeczytałam a siedzę już od godziny przy komputerze, a nie...jeszcze ten o uratowanych kotkach!, no to drugi). Dzięki, Stardust (w podziękowaniu masz tę chatę na zadupiu!), wlało mi się nieco optymizmu w serce. Gratulacje, pięknie wyglądasz:-) i tylu szczęśliwych dookoła!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu, chate na zadupiu biere z radoscia byle to bylo tutejsze, mojsze zadupie bo wiesz, zawszec to wlasna dupa bardziej znana :))

      Delete
  19. Myślę, że "przeżytki" to fajne określenie!

    Nigdy nie słyszałam o takich spotkaniach :)

    ReplyDelete
  20. Jak zwał tak zwał, to inicjatywa, zwyczaj naprawdę niesamowity. Taki na pewno bardzo, bardzo motywujący dla tych osób zaraz po. Zobaczyć właśnie kogoś, kto jest 30lat po przeszczepie- czy jest coś bardziej motywującego, dającego nadzieję, budzącego wiarę, że i mnie może się udać? Myślę, że to bardzo ważne i potrzebne. Szkoda, że nam tak bardzo, bardzo daleko do takiej jakości opieki...
    Nie wiem czy mi się to śniło, czy faktycznie gdzieś to widziałam, ale w Polsce chyba organizowane są takie spotkania rodziców wcześniaków- pewnie zasada działania jest podobna- rodzice, którzy są na początku drogi ze swoim wcześniakiem, widząc dziecko urodzone dużo za wcześnie, które chodzi, mówi, normalnie się rozwija, dostają sił do walki...

    Liczby jak zwykle zrobiły na mnie niesamowite wrażenie- prawie 500osób na 25 pacjentów??? Pamiętam jak po porodzie Lilki gdzieś mi się tam obiło o uszy, że na ginekologii pod jedną położną jest 30pacjentek...

    I już ostatnia kwestia- patrząc na Ciebie, aż nie chce się wierzyć, że tyle przeszłaś rok temu. Wyglądasz promiennie.

    I jak już to nie raz było tutaj stwierdzane- Wspaniały nie bez powodu jest Wspaniałym :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marto, jesli takie spotkania sa organizowane dla rodzicow wczesniakow to uwazam, ze to naprawde cudowna sprawa. Mam dwie matki w gronie moich klientek, ktore urodzily w 6tym miesiacu ciazy i kazda z nich byla przerazona. Ja sama jak widzialam zdjecia pierwszej wczesniaczki to plakalam.
      Takie spotkania sa naprawde budujace i bardzo potrzebne.

      Delete
  21. Cudna historia! Pozdrawiam gorąco :-) Gekon

    ReplyDelete
  22. Wyglądasz ślicznie! Bardzo mi było miło przeczytać tę relację. Świetna sprawa takie spotkania. Te historie ludzi! Ileż można napisać książek na podstawie ich przezyć!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak Gosianko, kazdy chory to inna historia.

      Delete
  23. Ocaleni, ocaleni :). A na te zdjęcia my (ja) mówimy po prostu polaroidy :).

    Od dłuższego czasu nie zaglądałam do Ciebie, trochę się bałam przyznam szczerze, że nie będzie nowych wpisów. Jednak widzę, że oboje z moim ojcem wyszliście na prostą. To takie Cudowne.

    Wczoraj byłam na grobie mojej Mamy, wiem hipokrytka, niewierząca jedzie na wszystkich świętych. Przy naszym grobie jak zwykle było wesoło, jakoś nie potrafię się smucić. Po śmierci Mamy dominującym uczuciem była ulga, że już nie cierpi, że nie dowie się co z Ojcem, i zazdrość, że ma już święty spokój.

    Pozdrawiam
    E.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bardzo mi sie podoba Twoje podejscie do smierci mamy. Smierc jest tylko kolejnym etapem zycia, fakt ostatnim, ale to wcale nie oznacza, ze ma byc tragedia. W wielu przypadkach smierc jest wyzwoleniem i ja tez tak do tego podchodze. Wszyscy kiedys musimy umrzec, a pamietac nalezy to co bylo najpiekniejsze za zycia. Wieczne rozdrapywanie bolu niczego nie zalatwia.
      Ciesze sie ze Twojemu Tacie tez sie udalo, jest nas co raz wiecej "ocalencow" i to przynosi nadzieje i przywraca wiare.
      buziam i przesylam pozdrowienia rowniez dla Taty :***

      Delete
  24. Super pomysł z takim przyjęciem! Wyobrażam sobie, jak to musi być ważne, by móc porozmawiać z osobami, które mają podobne, trudne doświadczenia i wspólnie dzielić radość z takiego sukcesu. Życzę Ci jak najwięcej kolejnych cudownych lat pełnych uśmiechu! I jeszcze jedno- wyglądasz obłędnie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Paulino. To prawda takie spotkania to fantastyczna okazja do celebrowania zdrowia i zycia.
      Owszem pamieta sie i wspomina o tych ktorym sie nie udalo, ale taka jest kolej rzeczy. Tak sie ten swiat kreci, ze jednym sie udaje a innym nie.

      Delete
  25. bardzo fajne takie przyjęcie i aż serce rośnie jak patrzysz na daty przeszczepów tych co żyją i mają się dobrze.
    87 rok? Bomba;)
    Życzę wielu,wielu lat w zdrowiu i cieszeniem się Wspanialym i życiem po prostu

    ReplyDelete
    Replies
    1. Matyldo, dziekuje serdecznie. Ten 1987 rok tez sprawil, ze mi szczeka opadla do polowy czlowieka:))

      Delete
  26. Stardust, dajesz nadzieję, co ja piszę, dajesz NADZIEJĘ! Dziękuję, że jesteś! Pan Bóg miał dobry pomysł, gdy nam Ciebie dał!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj, oj Beato, jak Cie kocham to chyba nie mieszalabym do tego Pana Boga:)))

      Delete
    2. This comment has been removed by the author.

      Delete
    3. A dlaczego nie? Ja jestem tzw lewakiem ale wierzę, że Bóg czasami zamiesza, przemiesza i wychodzi mu coś takiego jak Ty :)

      Delete
  27. Witaj . Naprawdę dajesz nadzieje, również mnie.Właśnie za chwilę jadę do mojego szwagra , który we wrześniu miał przeszczep komórek macierzystych , tak jak Ty swoich własnych. Takie zabiegi wykonuje się u nas w Katowicach. Będziemy się widzieli pierwszy raz po przeszczepie , ponieważ przez ostatnie dwa miesiące nie mogłam miec kontaktu dla bezpieczeństwa szwagra. Mój Tato był ciężko chory i leżał w szpitalu .
    Dlatego też moja siostra nie mogła odwiedzać Taty dla bezpieczeństwa swojego męża. Szwagier ma SM .
    Mam nadzieję , że powoli dojdzie do takiej formy jak Ty.
    Cóż, Tato umarł , żal mi strasznie siostry , ale wiadomo było , że nic nie pomoże Tacie, a mężowi mogła zaszkodzić.
    Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...