Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, November 25, 2016

Dziekuje

To takie proste, latwe do wypowiedzenia slowo "dziekuje" potrafi powiedziec male dziecko (jesli jest tego oczywiscie uczone), staruszek i nawet obcokrajowiec.
Moj maz tak ladnie mowi "dzienkui" czym zawsze wywoluje usmiech w polskich sklepach, bo mimo, ze wszystkie transakcje przebiegaja po angielsku to on na koniec wypowiada to magiczne "dziekui" po polsku.
Wszyscy uwazaja, ze to takie mile, nie zna facet jezyka, ale chociaz podstawe opanowal.
No dobra, z ta podstawa to ja sie bije w piersi, bo jednak te wszystkie "kurwy" itp to nie powinna byc podstawa, ale on wie co oznaczaja i nie uzywa publicznie.
Z publicznie bezpiecznych moj maz zna: dzien dobry, prosze, przepraszam, dziekuje, sluchaj, dobrze i piwo.
W naszym domu "prosze" i "dziekuje" sa najczesciej uzywanymi slowami.
Nie omijamy ich nawet w tak prozaicznych sytuacjach jak "prosze wyrzuc smieci" a zaraz potem nastepuje "dziekuje". Moj maz dziekuje mi za kazdy ugotowany posilek, ja dziekuje za kazde pozmywane naczynia, mimo, ze robi to zmywarka, to jednak za jego sprawa maszeruja do zmywarki.
Prosimy rowniez o wszystko, nie ma czegos takiego jak "zrob", "wstan", "podejdz blizej" zawsze tym niby rozkazom towarzyszy slowo "prosze" i po wykonaniu dziekuje.
Uwazam, ze zycie jest o wiele bardziej przyjemne jak sie tych slow uzywa, czlowiek czuje sie nie tylko doceniany ale i zmotywowany do kolejnych drobnych swiadczen na rzecz drugiej osoby czy tez wspolistnienia w malzenstwie.
Dlatego wlasnie, ze tak zyje na codzien to jest mi zawsze przykro, jak ktos mnie o cos pyta, prosi publicznie (na blogu, w grupach dyskusyjnych) czy tez prywatnie mailem i jak odpowiem to jest cisza, brakuje mi tego zwyklego "dziekuje".
Czy to tak trudno wypowiedziec, napisac?
"Prosze" w pytaniu jest jakos latwiejsze do przelkniecia i zdarza sie czesciej, chociaz tez nie zawsze, czesto ktos pytajac pisze "pytam ciebie bo (tam mieszkasz, pracujesz jako kosmetyczka, bo widze ze sie interesujesz polityka wiec moze wiesz itp.) z pominieciem tego magicznego "prosze czy mozesz....?
Czasem pytania dotycza polityki, czasem leczenia szczegolnie w klinice MSK, czasem cos na temat pielegnacji skory. Zawsze traktuje takie pytania powaznie i odpowiadam na tyle rzetelnie na ile potrafie, czasem szukam w zrodlach lub slownikach bo jesli chodzi o terminologie kosmetyczna, bo ja jej nie znam po polsku wiec musze sie upewnic.
Robie to z prawdziwa przyjemnoscia, bo chyba lubie byc pomocna...
I tylko zawsze ten brak prostego, zwyklego "dziekuje" jest jak policzek.
Jeszcze gorzej jak osoba pytajaca po mojej odpowiedzi wdaje sie w dyskusje z kims innym zupelnie ignorujac tak moja osobe jak i moja odpowiedz, o ktora przeciez sama dwa stopnie wyzej w dyskusji prosila.
Generalnie brak takiej podstawy w stosunkach miedzy ludzkich jak "prosze", "dziekuje" i "przepraszam" mozna uznac za proste chamstwo, ale ta ignoracja odpowiedzi i rozmowcy to juz jest chyba chamstwo wyrafinowane.
Czy ktos moze mi wyjasnic w czym rzecz?
Skad sie to bierze? ten wstret do zwyklej zyczliwosci? bo przeciez nie chodzi tu o nic wiecej.
Skad ta niechec do podstaw kulturalnego wspolistnienia?
To tak jak z usmiechem.
Nie wiem jak teraz ale 8 lat temu w Polsce balam sie usmiechnac bo patrzyli na mnie jak na wariatke.
Dokladnie tak samo sie czuje jak wariatka oczekujac prostego, zwyklego "dziekuje" bez wzgledu na to czy ktos sie zgadza z moja wypowiedzia czy tez nie, to jednak podstawowa kultura moim zdaniem zobowiazuje.





68 comments:

  1. Taka specyfika jezyka, wydaje mi sie. Na poczatku trudno bylo mi sie przyzwyczaic do tego ciaglego angielskiego thank you, I am sorry i please na kazdym kroku, po polsku tak sie przeciez nie mowi. To nie znaczy ze ktos jest nieuprzejmy jak nie powie prosze w kazdym zdaniu. Ale dziekluje za otrzymanie pomocy, to masz racje, jak najbardziej wypada.
    W Polsce pare lat temu tez patrzyli na mnie jak na wariatke, ale jak ostatnio bylam w maju tego roku, to juz jakby mniej, odsmiechiwali sie nawet do mnie. Chyba cos sie zmienia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem czy to specyfika jezyka, w koncu w jezyku polskim istnieje slowo "dziekuje" tylko dlaczego sie go nie uzywa? Takie egoistyczne podejscie "bo mi sie nalezy twoja pomoc", "bo jestes od tego zeby odpowiedziec na moje pyatnia"? Nie wiem, naprawde nie wiem, ale razi mnie to zniecheca.
      Obawiam sie, ze zaczne po prostu ignorowac na zasadzie "jak kuba Bogu tak Bog Kubanczykom", pytasz to sobie sam poszukaj odpowiedzi. Nie chcialabym tego robic, ale naprawde to juz za duzo mam takich przykladow przez te wszystkie lata.

      Delete
    2. Iwona, ja też przeżyłam w tym względzie swego rodzaju szok kulturowy

      Delete
    3. Ciekawy temat :-)
      Do mnie mama zawsze zwracala sie z rozkazami: "Posprzataj pokoj" albo: "Masz zrobic to i to". Ja nie chce byc taka jak moja mama, wiec do dzieci zwracam sie: "weeeez, posprzataj ten pokoj w koncu, no prosze cie..." albo: "Moze moglbys tak posprzatac swoj pokoj?" Nie wiem, jakos tak bardziej przemawia do mnie niz: "prosze posprzatac pokoj", co dla mnie tez brzmi jak rozkaz. Natomiast po angielsku to mniej wiecej tak: "Czy moglbys posprzatac pokoj, prosze?". Znowu, inaczej brzmi niz "Please clean the room" albo "Clean the room please".
      Co do internetow, to ja nie oczekuje podziekowan z pomoc, ale zazwyczaj je dostaje. Przykro mi ze Star ma inne doswiadczenia, wiec prosze Cie, nie gniewaj sie jesli cos takiego Cie z mojej albo czyjejkolwiek strony spotkalo, przepraszam jesli Cie to urazilo i dziekuje ze o tym piszesz :-)

      Delete
    4. Iwona, juz nizej napisalam do Rybenki, ze ja tez bylam wychowana na zasadzie niepodwazalnosci rodzicielskich rozkazow, na pytanie "a po co?" lub "dlaczego?" dostawalam "bo ja tak powiedzialam/lem" i czesto towarzyszace temu "szmata przez leb" jesli akurat podwazalam wladze rodzicielska mamy.
      Ale to byly lata 50te lub 60te ubieglego stulecia.
      No cos sie powinno zmienic zwlaszcza w kontaktach takich na polu socjalnym.

      Delete
    5. Zapomnialam dodac, ze Rybenka pisze o szoku kulturowym, bo ona tez nie mieszka w Polsce wiec wszystkie chyba mamy wypaczone spojrzenie i oczekiwania :))))

      Delete
  2. Dziękuję, proszę, przepraszam - chyba na tyle "egzotyczne zwroty", że lata temu wydano na kasecie bajkę dla dzieci o trzech dziewczynkach, które miały takie właśnie imiona i o chłopczyku, który w życiu codziennym nigdy tych słów nie używał.Widocznie mało dzieci poznało tę bajkę;)
    Pamiętam swoje zaskoczenie gdy przyjechałam po raz pierwszy do Niemiec i na klatce schodowej nieznana mi zupełnie osoba, Niemka, pozdrowiła mnie słowami "dobrego dnia". I gdy zupełnie obce osoby, jeżeli tylko złapały ze mną kontakt wzrokowy na ulicy lub w komunikacji miejskiej, uśmiechały się serdecznie. U nas to nawet sąsiad z wyższego piętra, który mieszka tu od lat, nie mruknie zwykłego "dzień dobry" na schodach tylko przemknie kłusem wciskając łeb w ramiona.
    Pomijam już sytuację, gdy na ślubie i weselu mojej córki w Niemczech, czułam się tak, jakbym nagle otrzymała w prezencie wielką, 80-cio osobową rodzinę choć tak naprawdę z Polski było nas chyba 10 osób.
    Jak widać co kraj to obyczaj.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wyglada na to, ze naprawde co kraj to obyczaj:))

      Delete
  3. specyfika blogowej społeczności wygląda tak - stały czytelnik będzie prosił i dziękował z różnych powodów - buduje wizerunek, chce się dzięki Tobie wypozycjonować w googlach, albo (to powinno być na początku) po prostu Cię lubi i jest uprzejmy i dobrze wychowany. Czytelnik z przypadku czyli taki który wchodzi z wyszukiwarki ma gdzieś konwenanse, uważa, że jemu się należy wyczerpująca i szybka odpowiedź i tyle, bo przecież zrobił łaskę wchodząc na Twój blog!
    Z uśmiechem i życzliwością w realu w Polsce jest różnie, generalnie już obowiązuje tzw. uśmiech zawodowy. Dawniej ludzie nie uśmiechali się do siebie bo wielu miało tragiczny stan uzębienia ;). (to moja teoria spiskowa)
    Star, dziękuję że jesteś, o!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, pomijam zwykle blogowe komentarze, bo tu sie po prostu rozmawia, ale jak kogos prosze o jakies ekstra wyjasnienie, w dodatku nie dotyczace notki to troche mi dziwnie.
      Z usmiechaniem pewnie masz racje, ludzie nie mieli zebow, chociaz tu tez duzo zwlaszcza wiekowych ludzi nie ma zebow, bo akurat ubezpieczenia denystyczne albo w ogole nie istnieja albo sa bardzo drogie, wiec jak ktos ma 80+ lat to juz sie raczej kosmetyka uzebienia nie przejmuje. Mimo to mozna miec przyjazny usmiech, ze tak powiem bez otwierania paszczy:)))
      Kochana, a ja Ci dziekuje ze czytasz.

      Delete
  4. jak napisała Iwona, to specyfika języka
    ale też takiego bardzo hierarhicznego społeczeństwa
    kiedyś mamusia była najważniejsza na swiecie i wydawała rozkazy
    ja odkąd pamiętam, nawet jak oczekuję od dziecka posprzatania pokoju mówię "poproszę"
    moje koleżanki patrzą na amnie jak na niespełna rozumu

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybcia jak sobie ludzie ukladaja stosunki z dziecmi to juz ich prywatna sprawa, ja tez bylam wychowana na zasadzie "bo ja tak powiedzialem/lam" no ale tu nie chodzi o stosunki z rodzicami:)))
      Ja tez zawsze prosilam o zrobienie tego co w sumie nalezalo do obowiazkow Juniora, ale dzieki temu do dzis Juniorowi latwo przechodza te "prosze, przepraszam i dziekuje". Wiesz czym skorupka za mlodu nasiaknie... :)))

      Delete
    2. alez to właśnie od rodziny się zaczyna!!
      Jak matka mówi PROSZE i DZIEKUJE na kazdym kroku, to dzieci tez tak będa
      a jak nie - to albo sie nauczą, albo nie:/

      Delete
    3. A to prawda! Ja tak "wytresowalam" moje bestie w proszeniu i dziekowaniu, ze teraz od czasu do czasu one mnie obsztorcuja, kiedy w pospiechu zapomne poprosic. ;)
      Ja mysle, ze nie ma mowy o jakiejs specyfice jezyka polskiego, to wylacznie kwestia braku starannego wychowania. Moi rodzice czesto uzywali zwrotu "badz (niech pan/pani bedzie) uprzejma to-i-tamto", wiec i dla mnie jest to zwrot codzienny.
      Pisalam w ubieglym roku, ze kiedy opuszczalam szpital, kazdemu podziekowalam za opieke, od pani sprzatajacej po lekarza. Od wielu dowiedzialam sie, ze malo ktory pacjent tak robi i ze to dla nich bardzo przyjemne. A nic przeciez nie kosztuje.
      Ja w Polsce stale usmiecham sie do przypadkowych ludzi i coraz rzadziej spotykam sie ze zdziwieniem, przeciwnie - odusmiechaja sie czasem, chyba potrzebuja wlasnie tego impulsu.

      Delete
    4. Taaaa usmiechac sie do przypadkowych ludzi:)) Bedac u brata usmiechnelam sie do sasiada, ktory rownoczesnie ze mna wystawil leb za okno i piec minut pozniej zapukal do drzwi "bo ta pani sie do niego usmiechala" wiec uznal to za zachete. Nie wazne, ze mial jednego zeba, to mu akurat w niczym nie przeszkadzalo. Ile razy usmiechnelam sie do kogos na ulicy czy tez w miejscu publicznym bo akurat spotkalismy sie wzrokiem tyle razy ta osoba sie obracala w poszukiwaniu do kogo tez ja sie moge usmiechac.
      Ja tez z tych dziekujacych nawet za codzienne sprzatanie pokoju w szpitalu, za wszystko.

      Delete
  5. wydaje mi sie ze jest to specyfika srodka komunikacji (i.e. email) i tego jak sie go uzywa. np. w pracy, jesli ktos zada mi pytanie poprzez email i ja mu na to pytanie odpowiem, to absolutnie nie chce zeby mi odpisywal "dziekuje" bo jest to nastepna email ktora musze "przeprocesowac" a niczego nie wnosi to do mojego zycia. prawdopodobnie tez, oryginalne zapytanie juz mialo w sobie Thank you (bo jakby nie mialo to pewnie bym zignorowala :)), wiec juz mi ten ktos za moja odpowiedz podziekowal.
    tak wiec mnie to kompletnie nie razi w elektronicznych srodkach komunikacji. natomiast w rozmowie na zywo (czy tez przez telefon) wiekszosc jednak tego uzywa, czyz nie?

    ReplyDelete
    Replies
    1. B. nie chodzi o stosunki w pracy, bo to wiadomo, ze email sluzbowy rzadzi sie zupelnie innymi prawami.
      Ale co powiesz jak mnie prosi kolezanka kolezanki bo nawet nie moja wlasna o pomoc w wyszukaniu kursow opieki nad starszymi ludzmi dla swojej pociotki, ktora ponoc mieszka w NY.
      To sobie mozna ze tak powiem wygooglac, prawda?
      Ale ja sie nie upieram, moze ta osoba nie ma dostepu do komputera, moze nie potrafi wiec wysylam cale 4 strony roznych kursow w roznych dzielnicach NY z tlefonami i kontaktami i w odpowiedzi nie dostaje NIC. Po prostu nie ma odpowiedzi, bo i po co?
      Moze chodzilo o to, ze powinnam poprosic o kontakt z ta osoba i zaprowadzac ja na te kursy?
      Nie wiem. Moze powinnam sama zrobic taki kurs w imieniu tejze osoby i wtedy dostalabym to "dziekuje", przy ktorym sie tak upieram?
      Nie wiem, po prostu nie wiem.

      Delete
    2. Niestety , wielu naszych rodakow jest przekonanych, ze im sie wszystko nalezy i wszyscy sa na ich uslugi o kazdej porze.Po wielu latach pomocy nieznanym ludziom w Polsce , zauwazylam tez, ze sa ludzie , ktorym w zaden sposob pomagac wprost nie wolno.Sa tak roszczeniowi, ze wszystkiego im malo, nigdy nie sa zadowoleni i zawsze maja nastepne zyczenia.A slowo "dziekuje " nie przechodzi im przez gardlo.Po wielu takich przypadkach przestalam pomagac konkretnym ludziom i pomagam teraz tylko chorym dzieciom przez fundacje Siepomaga.

      Delete
    3. Cos w tym jest, niestety mamy chyba jakis paskudny gen narodowy :)))
      Nie pomagam zadnym polskim fundacjom, mam tu dosc wlasnych potrzebujacych pomocy i na tym sie skupiam.

      Delete
    4. U mnie na miejscu nie bardzo jest komu pomagac finansowo.Pomagam wiec inaczej--od 25 lat jestem wolontariuszem odwiedzajacym starszych, samotnych i chorych ludzi.I oni potrafia byc usmiechnieci, pogodni,zadowoleni i wdzieczni za wszystko .Ale jesli odwiedzam Polakow,czesto wysluchuje narzekan na wszystko: opieke spoleczna( ktora jest jedna z najlepszych na swiecie),rodzine, sasiadow , pogode , opieke medyczna, wszystko po prostu.

      Delete
    5. Urszulo, Australia jest o wiele bardziej przyjaznym krajem niz Ameryka. U mnie jest komu pomagac i robie to na miare moich mozliwosci. Fundacje, tu wszedzie dzialaja fundacje utrzymujace sie z datkow ludzkich. Taki St. John szpital dla dzieci jest tak wlasnie utrzymywany w calosci, tu nigdy zaden rodzic nie dostaje rachunku za leczenie dziecka. Ciezko sie dostac to druga sprawa, ale jak juz dziecko zostanie zakwalifikowane to wszystko odbywa sie za darmo.
      Podobnie MSK, ktory owszem kosztuje i bierze ubezpieczenia, ale jest tez fundowany z ludzkich datkow.
      Jest wielu bezdomnych, ktorym tez jak moge pomagam.
      Masz racje, ludzie starsi sa bardzo wdzieczni. Pisalam chyba dwa lata temu o takiej babci, ktora poznalam tylko dlatego, ze spacerowala na trasie mojej drogi do metra. Babcia w ubieglym roku skonczyla 100 lat. Niestety juz jej nie widze, bo jest w Domu Opieki, przestala wstawac i corka, ktora sama ma rozrusznik serca i nie moze dziwgac nie dawala rady.
      Bylam niedawno odwiedzic babcie w Domu Opieki, ale mnie nie poznala. Podobno miewa jeszcze dni kiedy poznaje, ale jest co raz gorzej.
      Jestem w kontakcie z jej corka wiec ze tak powiem jestem na biezaco co sie z babcia dzieje.
      Zawsze byla usmiechnieta, chociaz naprawde ten bezzebny usmiech nie jest piekny, ale jest pelen ciepla i to sie liczy.

      Delete
  6. Tato, którym się opiekuję, każdego dnia wieczorem dziękuje mi za cały dzień, ja też odwzajemniam te podziękowania, bo ważny jest dla mnie czas, który spędzamy razem.
    W moim domu rodzinnym te magiczne słowa były na porządku dziennym i tak, masz rację Star, one bardzo ułatwiają życie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, bo tym bardziej wazne w poznym wieku, kazdy dzien jest darowany i za kazdy nalezy sobie wzajemnie i niebiosom podziekowac.

      Delete
  7. Świetnie napisane! Mieszkam od kilku lat w Polsce, po kilku latach w Stanach... I bardzo ale to bardzo brakuje mi zwyczajnego uśmiechu u ludzi. Na codzień mija się poważne twarze, często skrzywione, naburmuszone... W Polsce jednak wypada być umartwionym a nie zadowolonym, za zadowolonymi tu się w większości nie przepada;):)
    Pozdrawiam Cię ciepło i szeroki uśmiech ślę:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wielu Polakow mieszkajacych poza Polska zachowuje sie tak samo i ciagle narzeka.Uwazaja, ze po prostu nie wypada byc zadowolonym, usmiechac sie .Kiedy spotka sie kilku takich, wprost licytuja sie wymieniajac wszystkie swoje zmartwienia, zle przypadki.Kazdy uwaza, ze na pewno to on ma najgorzej, a jesli ktos jest zadowolony , usmiechniety, patrza na niego podejrzliwie, bo "cos z nim jest nie tak".

      Delete
    2. Ingo, te naburmuszone twarze najbardziej rzucaja mi sie w oczy na lotnisku. Rzadko bywam w Polsce, ale jak czlowiek wreszcie zstapi na ziemie po 8-9 godzinach lotu i zacznie prostowac kosci to jakos usmiech sam mu sie maluje na twarzy. Ide tym korytarzem i wiem, ze tam na koncu na sali czeka ktos z moich bliskich, serce mi sie raduje na mysl o spotkaniu, a ta radosc serca maluje sie na twarzy i nagle wychodze a tam... tlum posepnych naburmuszonych twarzy... i natychmiast mam ochote odwrocic sie na piecie i poczekac na najblizszy samolot do domu.
      Dlaczego?
      Przeciez ci ludzie tez czekaja na kogos bliskiego, kogo nie widzieli przez jakis czas...
      Nie rozumiem...
      Masz racje z tym, ze tam wypada byc umartwionym.
      Kazde swieta to powod do zadumy.
      Wszystkich Swietych i Zaduszki - oczywiscie zaduma.
      Niepodleglosc Polski - zaduma jak najbardziej.
      Koniec wojny - no jakby moglo byc bez zadumy, nie da sie, a wiec znow zaduma.
      Boze Narodzenie - niby jest powod do radosci, ale przeciez juz wiadomo, ze tego nowonarodzonego ukrzyzuja, wiec na wszelki wypadek juz radosc pomieszana z zaduma.
      Wielkanoc - to swieto jest nawet poprzedzone 40 dniami zadumy, wyrzeczen, postow... po to zeby jeden dzien mozna sie bylo cieszyc.
      40 dni to prawie jedna dziesiata roku, 10% roku trzeba byc zadumanym, nalezy sie czegos wyrzec oczywiscie czegos co normalnie sprawia czlowiekowi radosc.
      Jak zyc w takich warunkach.... widocznie sie da bo ludzie zyja i maja sie calkiem dobrze, ja mimo wszystko sie ciesze, ze nie musze bo to wpedziloby mnie w depresje.

      Delete
    3. Ja staram się poruszać wśród podobnych, uśmiechniętych by nie zwariować;) Tacy też są ale niestety w mniejszości.
      Ogólnie nie jest łatwo bo tak jak napisałaś każde polskie święto jest naznaczone umartwianiem i zadumą, każde! A jak tylko wychodzi poza ramy (czytaj kogoś cieszy) to wywołuje narodową rozgwizduchę. Musiałabyś widzieć jak my tu Halloween obchodzimy:D:D

      Delete
    4. Halloween w Polsce moge sobie tylko wyobrazic, nigdy nie mialam okazji widziec na zywo.

      Delete
  8. Star! Aż poleciałam sprawdzić, czy podziękowałam za odpowiedź! Ale uff, zrobiłam to:) Mi również podziękowano, że cię zapytałam.
    A szczerze mówiąc to czasami nadmiar proszę, dziękuję, przepraszam przeszkadza mi... więc może to kwestia wychowania jednak...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sollet Ty ciagle masz te maile??? Ja juz dawno sie ich pozbylam:)) No jestem zolza i tyle.
      Nadmiar tez moze przeszkadzac, to jak z przyprawami maja podkreslac smak potrawy ale w nadmiarze powoduja ze najlepsza potrawa jest niejadalna.

      Delete
  9. Moje dzieci znały te trzy magiczne słowa. Młodszy zna je do dziś. A starszy... Hmmm... moja klęska, przestał używać, odkąd jest w tym związku. I moje wnuczęta w ogóle tych słów nie używają, nawet jak coś dostaną, nie mówią dziękuję. Boleję nad tym, ale nic nie zrobię, za rzadko mam z nimi kontakt. I nie, nie mieszkają w PL. Sama uśmiecham się, jak tylko mogę, bo jutro mogę nie mieć zębów, a i miłe słowo nie sprawia mi kłopotu. Nie liczę na wzajemność, więc nie przeżywam rozczarowań. A ja dziękuję życiu za każdy przeżyty dzień, a i wchodząc na Twojego bloga cieszę się, znajdując nową notkę :) I tak, Gwiezdny Pyle, dziękuję, że jesteś, bo bez Ciebie moje życie byłoby uboższe :* I jak coś złego po drodze, to przepraszam :) I proszę o nowe notki, za które z góry, uśmiechając się, dziękuję :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo kochana, wyczerpalas juz tegoroczny limit na wszystkie "dziekuje" wiec mozesz sobie darowac az do stycznia:)) Wlasnie wrocilam ze spaceru, po drodze skomplementowalam dalszego sasiada (4 ulice od mojego domu) za piekny trawnik przed domem. Pamietam jak nad tym pracowal wiosna, bo to na mojej "spacerowej" trasie. Jest naprawde zadbany i ma idelany balans miedzy trawa a kwiatami, ktore ciagle kwitna i ciesza oko ilekroc tamtedy przechodze. Facet byl troche zaskoczony, bo w sumie sie nie znamy, ale jednoczesnie stwierdzil ze to mile zaskoczenie i oczywiscie podziekowal.
      Lubie takie sytuacje.
      Ja tez dziekuje Ci, ze jestes i piszesz duzo czesciej niz ja ostatnio a kazda Twoja notka to dla mnie sama radosc. Jest w Tobie wiele madrosci zyciowej, ktora potrafisz doskonale przelac na bloga.
      buziam :***

      Delete
  10. Star, zdaje się, że to niestety ja byłam przyczynkiem do napisania tej notki.
    Przepraszam Cię bardzo, że nie podziękowałam za Twój wyczerpujący komentarz i że dyskusja potoczyła się w inną stronę.
    Wiem, że teraz to już "pozamiatane", niemniej dziękuję za Twoją opinię w kwestii pielęgnacji.
    Przepraszam raz jeszcze.
    Na przyszłość postaram się być bardziej uważna.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aqua umowmy sie, ze bylas kropla w oceanie, naprawde to mi sie zbieralo od bardzo dawna. Poczytaj moze tez komentarze to bedziesz miala jasniejszy obraz.
      W Twoim przypadku odpowiedz nie wymagala ode mnie az takich poszukiwan, czy tez nadmiaru czasu. Ale sa przypadki kiedy naprawde poswiecam czas i staram sie jak moge... a jednak efekt jest jaki jest.
      Pozdrawiam.

      Delete
    2. Tak, komenatrze czytałam i wiem, że nie tylko mnie miałaś na myśli pisząc notkę.
      Co jednak nie zmienia faktu, że zachowałam się niewłaściwie i chciałam Cię za to przeprosić.

      Delete
    3. Aqua, doceniam, naprawde doceniam, bo to sie rownie rzadko zdarza, zeby ktos przyznal sie do faktu, ze moze o nim wlasnie mowa i jeszcze przeprosil. Publicznie, bo blog jest publiczny.
      Naprawde jestem... (brakuje mi slowa) chyba urzeczona lub oczarowana Twoja postawa.
      Wielkie Chapeau Bas dla Ciebie.

      Delete
  11. na szczęście mogę powiedzieć, że chyba idziemy w dobrym kierunku
    ja na pewno i używam, i uczę używać grzecznościowych słówek
    i mam sukcesy! ;-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. I tego sie trzymajmy, czyli kierunku, wazne zeby nie zboczyc z drogi :)

      Delete
  12. Mnie się zdaje, ze jednak Iwona ma sporo racji. Taka specyfika języka. Wprawdzie, owszem, w języku polskim te słowa istnieją również, ale mają chyba nieco inny ciężar gatunkowy, pełnią inną funkcję. Poza tym nie mamy takiej tradycji. Może warto podjąć starania, by wprowadzić coś takiego w życie. Może byłoby jakoś milej, sympatyczniej:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana Errato a jaka inna funkcje moze miec slowo "dziekuje"? Bo ja rozumiem, ze np. "kocham" moze miec kilka roznych funkcji moze okreslac milosc platoniczna, jak kocham Gregory Pecka. Moze oznaczac milosc z dodatkiem seksu, jak kocham mojego meza. Moze wyrazac milosc rodzicielska, jak kocham mojego syna. Moze tez oznaczac umilowanie do roznych czynnosci, jak kocham jesc, spiewac, tanczyc itp.
      Natomiast w slowie "dziekuje" jakos nie moge sie dopatrzyc innych funkcji... moze powinnam o tym dluzej pomyslec i na pewno to zrobie, ale jesli mozesz to prosze pomoz mi.
      Natomiast zapewniam Cie, ze zycie z codziennym uzywaniem "dziekuje" jest na pewno milsze i sympatyczniejsze:))

      Delete
  13. Zauważ Star, że nawet w Biblii jest taka przypowieść, jak Jezus pomógł 10 a podziękować przyszedł tylko 1.
    Staram się o tym pamiętać. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Daleko mi do Boga, Biblii tez nie czytalam, ale jesli sie nic nie zmienilo od tamtych czasow to bardzo smutne.

      Delete
  14. czytałam niedawno arytuł na temat różnic kulturowych i języka pomiędzy anglikami i polakami... inaczej jestesmy wychowania, u nas po prostu prosisz o mleko mówiąc odpowiednim tonem i z z uśmiechem "podasz mi mleko?" a potem mówisz dziękuję, anglicy natomiast mówią "czy zechdziałbys podać mi mleko?" jakby zakładając, że siedząc przy jednym stole i pomagając komuś naruszasz jego suwerenność, a nie stanowisz rodzinę, która co do zasady ma dobre intencje wobec siebie...

    pomieszane to wszystko, zastanawiam się... czy nie lepiej czasem po prostu uruchomić asertywności: kiedy pytają Cię, o coś bez proszę, zamiast wkładać w coś wysiłek i trud zakładając, że na końcu będzie zonk...

    to taka gra, wszyscy gramy mniej lub bardziej... każdy z nas na końcu ma wypłatę, nawet jeśli jest to wypłata niezbyt pozytywna...

    takie krążą myśli w głowie dziś...

    polecam lekturę Berna "w co grają ludzie" tam jest świetnie opisany właśnie trójkąt dramatyczny ratownik-ofiara-prześladowca

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam kilka problemow:))) Jesli ludzie przy stole spozywaja posilek to bez wzgledu na to kim dla siebie sa jedno drugiemu przerywa ten posilek proszac o podanie mleka i w tym przypadku uwazam, ze slowo prosze jest jak najbardziej adekwatne. No chyba, ze jedno je a drugie jest tylko osoba uslugujaca wtedy ta uslugujaca osoba powinna sie domyslic, ze Pani/Panu potrzebne akurat mleko i podac bez slownej prosby czy rozkazu.
      Ale nie o "prosze" mowa, bo prosze jak napisalam w notce calkiem latwo przechodzi przez gardlo gorzej wlansie z tym "dziekuje".
      Czy tu tez roznica jezykowa? Czy tez jak sugeruje Errata inna funkcja slowa? Nawiasem mowiac ciagle mysle o tej innej funkcji i jakos nic mi nie przychodzi do glowy.
      Natomiast interesujace jest co piszesz dalej, wlasnie o grach.
      Ksiazke Ericka Berne'a czytalam jakies 25 lat temu, byla mi bardzo pomocna przy rozwodzie i rowniez przy nawiazywaniu nowych kontaktow partnerskich.
      Oboje ze Wspanialym jestesmy "wychowankami" Berne'a i chyba dlatego nasze malzenstwo jest moze nie calkiem wolne od gier, ale przynajmniej w 90%.
      Ale czy sugerujesz, ze ja gram w "tyle pracy mnie to kosztowalo" w celu wymuszenia slowa "dziekuje".
      Moze i tak, ale w takim razie w co gra osoba, ktora tego slowa nie uzywa?
      W "bo mi sie wszystko nalezy" czy tez "caly swiat ma sluzyc moim zachciankom"
      Czy naprawde takie podstawowe zachowania miedzyludzkie jak wyrazenia grzecznosciowe musza byc wtlaczane ludziom przez analize psychopatyczna?
      Mowimy przeciez o ludziach nie znajacych sie w zyciu fizycznym a tylko wirtualnie, czy naprawde trzeba wtedy grac jakas gre? A co sie przez to wygrywa?
      Bo ja rozumiem, jesli ktos gra w zyciu fizycznym to probuje wygrac podporzadkowanie partnera, pracownika, kolegi czy brata. Ale wirtualnie?

      Delete
    2. http://www.dailymail.co.uk/news/article-2100727/Why-Poles-politeness-lost-translation.html
      Ciekawy argument z punktu widzenia lingwistyki. Dało mi do myślenia.

      Delete
    3. M. wyglada na to, ze jestem zamerykanizowana do szpiku kosci :)))

      Delete
    4. Z tym, ze w dalszym ciagu artykul nic nie mowi na temat "dziekuje". ;))

      Delete
    5. Jak mi dobrze z tym zaamerykanizowaniem, o ileż przyjemniej sie żyje będąc wdzięcznym człowiekiem.

      Delete
  15. Jeszcze długo nie będziemy umieli zachowywać się tak, jak Amerykanie. Zazdroszczę Wam trochę Thanksgiving, właśnie ze względu na specyfikę tego dnia i uwierz mi, za każdym razem, kiedy wracem zza Twojej strony wody, przez chwilę czuję się alienem we własnym kraju, ale potem wracam do rzeczywistości, w której Polak Polakowi papugą, sroką, wroną albo innym wilkiem. Ze względu na uwarunkowanie historyczne nie możemy skopiować Thansgiving, ale Black Friday już mamy, chociaż nie wiem po co?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak to po co macie Black Friday? Przeciez Polacy zawsze malpuja to co najgorsze w innych krajach i narodach. :))

      Delete
  16. Pamiętam jak musiałam wymóc raz, drugi, trzydziesty ósmy na pewnym chamowatym współpracowniku używanie tych magicznych słów "proszę" i "dziękuję" w kontaktach ze mną. Wszystko w formie rozkazu jakby był ważniejszy od szefów, którzy te słowa bądź co bądź mieli w repertuarze.
    A z tym zjawiskiem nie dziękowania w mediach społecznościowych to jakaś plaga. Ktoś o coś pyta, odpowiadasz wyczerpująco, a tu ani dziękuję ani pocałuj mnie w zad. I to nie że blog to się komuś zalogować i napisać nie chce. Nawet jak sytuacja ma miejsce na fejsie, to taki niewychowaniec nie kliknie nawet lajka by choć potwierdzić że przeczytał. Tylko czemu wówczas pytany czuje się jak idiota a nie ten co zapytał i nie podziękował?...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Unikam kontaktow z Polakami na FB, mam kilka i to wystarczy.
      Po wyborach jak wygral Trump to mi jedna Polka napisala na FB "zycze wam zebyscie mieli gorzej niz my". To takie bardzo polskie, katolickie zyczenia:)))
      Nic dodac nic ujac, na szczescie FB ma taki magiczny guziczek z napisem "unfriend" :)))

      Delete
    2. ...a nawet w sytuacjach ekstremalnych zablokować delikwenta, żeby po stronach publicznych za człekiem nie łaził ;)
      Jakaś walnięta kobieta co Ci to napisała, szczęśliwie nie każdy Polak taki jest. Normalni raczej współczują.
      U mnie około czarnych protestów się objawiło trochę nawiedzonych znajomych...aż przykro było czytać ile "katolskiego" jadu mi na ścianę właziło. Dziwowałam się strasznie i raz po raz szacunek do kolejnych osób traciłam. A ja przecie na FB dla czystej przyjemności, a nie kapiącego jadu jestem ;)

      Delete
    3. Ja jestem w takiej dziwnej sytuacji, ze w sumie nie znam wielu Polakow/lek na zywo, ot kilka osob. Ale wirutalnie to akurat mam bardzo szerokie znajomosci. Byl czas, ze FB ograniczalam tylko dla klientek i tak bylo dobrze, ale od czasu do czasu ktos z wirtualnego swiata przysylal zaproszenie. Najczesciej ignorowalam lub wyjasnialam, ze moj FB to tylko "sluzbowy", zaproszenia mimo to przychodzily. Ludzie sie chyba spodziewaja, ze ja tam pisze o zyciu osobistym, nie wiem, zamieszczam setki zdjec, a tu akurat odwrotnie jesli juz to na blogu jest wiecej zycia osobistego i zdjec.
      Na moim FB to tylko polityka, czasem jakis drobny wtret na temat osobisty, ale baaaaaardzoooooo sporadycznie. Jednak jak te zaproszenia przychodzily to w koncu zaczelam aceptowac, prosze bardzo chcecie prosze, nie jestem wariatka nie bede ciagle uciekac.
      I tak mam tych znajomych, ktorzy najczesciej nic sie nie odzywaja, bo albo nie maja nic do powiedzenia politycznie, albo nie znaja na tyle jezyka zeby czytac to co sie u mnie ukazuje.
      No ale ta pani napisala komentarz po polsku, nie mogla sobie darowac:))))
      No coz wiecej juz u mnie zadnego komentarza nie napisze, ani nie przeczyta.
      Ja tez wole zycie przyjemne, ale tak sie nie zawsze da i na pewno nie ze wszystkimi.

      Delete
  17. parafrazując klasyka "jaki kraj tacy terroryści". czyli kulturą w płot czyli wlasne pielesze. ;) był czas gdy syn w wieku rosnącym i zbuntowanym, dosłownie, nabijał się ze mnie przed kolegami, że mać zawsze do Niego, - proszę, przepraszam, dziękuję, czy mógłbyś i te rzeczy. najmłodszej weszło w krew i Wersal jest codziennie. natomiast moja osobista rodzicielka tych słów nie uznaje, uważając, żen w domu, do najbliższych wystarczą zwroty nakazowe. ew gdy nie odczytujesz myśli, foch. a co do ludzi? o Cecylio Śniegocko. już lepiej niech nie przeprasza mnie burak w metrze, gdy z łokcia mnie strzela, by zrobić sobie większą przestrzeń wokół siebie, tylko niech grzecznie przeprosi intencyjnie, albo przecierpi te 2 stacje. uśmiech na ulicy w PL? no Miła, to tylko do znajomych, bo jak idziesz z bananem na twarzy, to faktycznie patrzą na człowieka podejrzliwie. wiecej sympatii ludzie okazują zbieraczom kasy na piwo, bo to takie oczywiste, że trzeba się nawalić. chętniej przyłączą się do grona gderaczy, maruderów, chorych na wszystko byle nie poczuć motyla w brzuchu.
    wiesz, scyzor mi się w kieszeni otwiera na to wszystko. Zresztą wystarczy popatrzeć na barwy ochronne warszawiaków. szaro, buro i ponuro. blech...

    ReplyDelete
    Replies
    1. LU, wiem, ze jestes ode mnie mlodsza ale chyba nie az tak duzo czego sie domyslam i po wieku dzieci oraz po podobnych przezyciach:))) Wiesz ja to bylam wychowana w czasach pod haslem "dzieci i ryby glosu nie maja" wiec o zadnym "prosze" czy dziekuje nie bylo mowy. Pamietam natomiast, ze jak cos wyjatkowo naskrobalam i dostalam lanie (ojciec nie byl zrywny na szczescie do fizycznych kar, raczej trzeba bylo naprawde zrobic ropizdziaj na skale osiedlowa) to nie dosc, ze ja dostalam to jeszcze ja musialam przeprosic. No ja pierdole, gdzie tu demokracja i sprawiedliwosc, ciebie bija ta ty przepraszasz:)))

      Delete
    2. Też tak byłam wychowywana. W gratisie miałam- zero rozmów, tłumaczenia, pytań o upodobania i te rzeczy. Buzia w cup, ruki pa szwam a przepraszam, itd to obowiązkowo. Ale miałam i tak swój własny raj i wyraj gdzie szalałam jak małpy w dżungli.

      Delete
    3. Musialysmy miec ten wlasny raj zeby przetrwac :))) i nie zatracic zdolnosci myslenia krytycznego. Mnie bardzo bawilo "wez i zrob wreszcie", zawsze pytalam "to co w koncu mam wziac, czy mam zrobic?" co doprowadzalo matule do pasji:)))

      Delete
  18. uporczywie tresuję dziecko, na wszelkie "chcę..." odpowiadam "chcij, rozumiem że chcesz, ludzie chcą różnych rzeczy", wtedy się poprawia "poproszę". ale ciągle jeszcze nie jest to automatyczne. chociaż potrafi sam z siebie podziękować, od czasu do czasu. moźe będzie lepiej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. DS, morda mi sie smieje od ucha do ucha:)))) Zupelnie jak bym siebie slyszala 30 lat temu:)))) Ja jeszcze dodawalam czesto "chodz to ci opowiem co ja chce, a lista jest dluga" :)))
      Moze my sie znecamy (znaczy ja w czasie przeszlym) nad tymi dziecmi.
      Ale moj byl wczoraj i pelen Wersal, wiec zapewniam Cie z doswiadczenia wielu lat, ze warto. W sumie to moj dom jest jego rodzinnym domem i przyjezdza pomaga, sam sie obsluguje, bo kuzwa u mnie nie ma gosci ;) ale zawsze pyta czy moze i dziekuje za pozwolenie.
      Chociaz byl okres, zaraz jak sie wyprowadzil, ze wpadal i prosto do lodowki, bo przeciez zawsze tak bylo wiec czemu nie. Ale szybko przyswoil moje "synu, ty juz tu nie mieszkasz". Wyglada na to, ze proces wychowawczy to orka na ugorze bez konca :))))

      Delete
  19. Trzy ,,magiczne '' slowa sa podobno cementem spajajacym dobre stadlo. W naszym przypadku na pewno! Dziecka tez nie oszczedzaja na wypowiadaniu, szczegolnie ,,dziekuje''. To sie dzieje niemal automatycznie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak samo jest u nas. Junior zadzwonil w poniedzialek, zeby ekstra podziekowac za niedzielny obiad, mimo, ze dziekowali wychodzac. Ale to juz wiem jest robota jego lepszej polowki. Ta kobieta jest chodzaca dobrocia i wdziecznoscia. I to ona go uczy, ze "mamie bedzie na pewno milo jak zadzwonisz i podziekujesz nastepnego dnia". I ma racje, jest naprawde milo.

      Delete
  20. Znajoma studentka dorabiała sobie jako hostessa na imprezie biesiadnej jako pani od obsługi grilla i nalewania piwa. Przyszedł jegomość i mówi:
    - karkówkę z musztardą i piwo.
    Ona: - a magiczne słowo?
    On: - Szybko
    :DDDD
    Pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie, on mial zupelnie inny slownik magicznych slow. Ale jak pamietam, to w Polsce sprzataczke, sprzedawce czy kelnerke tak sie wlasnie traktowalo, z gory, jako "cos gorszego".
      Moj borze lisciasty, nikt nie pomyslal, ze kelnerka ma okazje napluc na talerz i przykryc ta karkowka. I ja bym ja uniewinnila bez zadawania dodatkowych pytan, ba gdybym byla taka klenerka to sama bym pewnie naplula albo chociaz pizgnela gosciowi tym talrzem w chamski pysk.

      Delete
  21. Nie używanie tych słów nazywam brakiem kultury, niektórzy tego nawyku nie wynieśli z domu rodzinnego. Poza tym na początku lat 90-tych pojawiła się idiotyczna moda na arogancję w zachowaniu czyli zwykłe chamstwo!

    ReplyDelete
  22. U nas Wersalu nie ma, trzech magicznych słów nie nadużywamy,ale używamy:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...