Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, November 21, 2016

Perfekcyjna pani domu

W bardzo wczesnej mlodosci moja mama i babcia probowaly mnie przeszkolic na Perfekcyjna Pania Domu. Zasady byly niby proste.
Kobieta jest kaplanka ogniska domowego. 
Nie bardzo wiedzialam o co w tym ognisku biega, bo jakkolwiek w bardzo wczesnym dziecinstwie pamietam mielismy piec kaflowy do ogrzewania to jednak juz w mojej mlodosci pojawilo sie ogrzewanie gazowe a z nim rowniez kuchenka gazowa czyli zakonczylismy ere walki o ogien.
Kobieta ma dbac o meza. 
No niech dba jak lubi, ja nawet przez jakis czas lubilam, ale mi szybko i bezpowrotnie przeszlo.

I takie jeszcze inne pierdoly mi do glowy wkladano, lub usilowano wlozyc. Na szczescie moja glowa ma uszy po obu stronach i co jednym wlecialo to drugim jeszcze szybciej wylecialo.
Uczono mnie rzeczy przydatnych, np. gotowanie, ktore nie powiem nawet lubie, bo lubie zezrec porzadnie a kazdy wie, ze ten co kocha zarelko kocha tez gotowanie.
Prasowanie to juz bylo sztuka z wyzszej szkoly jazdy z ktora mialam duze problemy, bez wzgledu na to jak sie staralam, zawsze mi wychodzilo 4 katny na jednej nogawce, to przy pomyslnych ukladach, bo bywalo i wiecej.
-- Kto bedzie Twojemu  mezowi prasowal? - zalamywala rece babcia na zmiane z mama.
Nie przewidzialy obie, ze to moi mezowie beda prasowac moje spodnie w razie potrzeby, bo generalnie to ja preferuje szmaty, ktore nie wymagaja prasowania.
No i jeszcze sa tzw. pralnie publiczne i punkty czyszczenia chemicznego,  z ktorych odbiera sie wszystko wyprasowane.
Ja nawet prostego obrusa nie potrafie wyprasowac wiec zawsze odnosze do punktu gdzie prasuja i oddaja przewieszony na wieszaku tak zeby nie bylo zadnych zagniecen, ktore ewentualnie trzeba by znow rozprasowywac.
Sprzataniem zajmuje sie Wspanialy, bo jak stwierdzil ja sprzatajac robie wiecej balaganu niz pozytku. Moze i ma racje, nie wnikam bo niby na co mi ta wiedza potrzebna.
Ja uznaje, ze jesli sie zajmuje gotowaniem to juz jest naprawde bardzo duzo, chociaz jak wiemy z tym gotowaniem to tez nie przesadzam, ot dwa gora trzy razy w tygodniu, ale za to duzo tak zeby wiekszosc mozna bylo zamrozic i miec z glowy.
Nawet dorastajacy Junior wiedzial, ze w domu tylko kawa i herbata sa robione na zamowienie, czyli natychmiast cala reszta zwykle mieszka w zamrazalniku przez blizej nieokreslony czas.
Nawet mi skasowal kiedys jednego kandydata na narzeczonego, ktoren to kandydat rzekl cos zupelnie nieobliczalnego na temat codziennego gotowania.
Junior natychmiast skwitowal to slowami:
-- Wlodek, na co Ty liczysz? U mojej matki wszystko pochodzi z zamrazalnika. 
-- Ale ten sernik, ktory wlasnie jemy upiekla - probowal sie okopac Wlodek.
-- Owszem upiekla, ale trzy miesiace temu i sernik mieszkal w zamrazalniku do dzis - wyjasnil Junior flegamatycznie przeciagajac slowa.
Nie musze chyba wyjasniac, ze to byl ostatni raz kiedy widzialam Wlodka na oczy. Nawet probowalam zglosic reklamacje do Juniora:
-- Synu no troche chyba przesadziles z tym Wlodkiem, facet mi sie nawet podobal... 
-- Oj mamo ilez to facetow Ci sie juz podobalo i zaden nie nadawal sie do zycia, a Wlodek to juz absolutne dno. Przychodzi taki i w moim domu, wymaga od mojej matki jakiegos gotowania!!! Kucharke niech sobie zatrudni. 
Po tych slowach uznalam, ze Junior ma jednak racje i szybko zapomnialam o Wlodku, a nawet o randkowaniu z Polakami, ktorzy jednak w zdecydowanej wiekszosci (moze tylko tu po tej stronie oceanu, a moze tylko ja mialam do takich szczescie) oczekiwali od partnerki matkowania.
Ja tam wiem, ze gdybym chciala matkowac to mialabym wiecej dzieci, a mnie matkowanie przeszlo po pierwszym dziecku dlatego Junior jest jedynakiem.
Ale do brzegu, jak mawia Klarka.
Jak wlasnie wspomnialam u mnie wiekszosc zarelka mieszka w zamrazalniku, a nawet do tego celu lata temu zakupilismy ekstra zamrazarke. Odpowiednio zabezpieczone produkty jak i gotowe dania mozna przechowywac bardzo dlugo. I tak zanabylismy maszynke do hermetycznego pakowania miesa, ryb i temu podobnych. Wiekszoac pojemnikow na gotowe dania mam tez z ustrojstwem odsysajacym powietrze.
Zreszta co ja sie bede tlumaczyc, zyjemy tak juz od wielu lat i jeszcze nikogo nie otrulam.
Chociaz bywa wesolo.
Bo problem w tym, ze ja owszem zamrazam, ale nigdy nie opisuje, nie oznaczam co jest co i kiedy powstalo. Ot czesc mozna zidentyfikowac po wielkosci i ksztalcie pojemnika, czyli domyslic sie ze to jest np. zupa ale juz jaka zupa to nie wiadomo, bo wiekszosc z nich po miesiacu czy dwoch wyglada tak samo.
I tak bardzo czesto miewamy zagadkowe dania obiadowe.
Dziala to na zasadzie, ze jak wkladam do zamrozenia to owszem wiem co to jest i mam wrazenie, ze bede pamietac, ale na wrazeniu sie konczy.
I tak kilka dni temu zerknelam do zamrazalnika lodowki, gdzie zwykle przechowujemy tylko male pojemniki, a wiec cos co ewentualnie zostalo z obiadu, lub cos co uzywa sie w malych ilosciach jak sofritto, ktore uzywam do niektorych dan meksykanskich lub wloskich a robie wieksza ilosc zeby wykorzystac warzywa czy tez ziola ktore sa juz na "ostatnim oddechu".
No to zerknelam do tego zamrazalnika i zaczelam wyjmowac pojemniki, ktorych juz w zaden sposob nie potrafilam zidentyfikowac. Ustawilam to wszystko na stole kuchennym, zawezwalam Wspanialego i zaczelismy sie przygladac probujac przez scianki boczne pojemnikow odgadnac co dany pojemnik moze zawierac.
Poddalismy sie juz przy siodmym niezidentyfikowanym pojemniku.
-- Wiesz co kochanie, to wszystko trzeba po prostu wyjebac do smieci, cholera wie co to jest? jak dlugo mieszkalo w zamrazalniku. Tym bardziej, ze ja przez ostatnie dwa lata niewiele gotowalam, bo bylam chora. 
-- No dobrze, to wyrzucamy ale z pojemnikami? - zapytal Wspanialy.
-- Nie, pojemniki zostawiamy trzeba to rozmrozic wyproznic pojemniki, co nam pojemniki winne zeby je wyrzucac? 
-- Ale ja juz widze nastepny problem - zaczal Wspanialy i na moj pytanjacy wzrok dodal - gdzie pomiescisz te wszystkie puste pojemniki? 
-- Oj nie martw sie, szybko sie je czyms wypelni - rzucilam przez ramie zupelnie nie myslac o skutkach.
-- Slusznie, my mamy do tego wyjatkowy talent - zasmiewal sie Wspanialy.
A juz jak sie to wszystko rozmrozilo i zaczelismy wyprozniac pojemniki to oboje poplakalismy sie ze smiechu. Najbardziej nas rozsmieszyly malutkie pojemniki z jakas podejrzana mazia w roznych kolorach, czesc byla zielona, kilka pojemnikow pomaranczowej mazi i kilka bialej.
-- Gdybysmy mieli male dzieci to podejrzewalbym, ze zamrazasz poop do badania - rechotal Wspanialy.
A ja sobie wreszcie przypomnialam, ze to nie zadne niemowlece gowienko tylko przeciery warzywne, ktore on sam produkowal dla mnie jak nie moglam przelykac i jadlam wszystko prawie plynne.
I tak zielona mazia to byly brokuly, pomaranczowa dynia lub slodkie ziemniaki, a biala to do dzis nie wiemy co. Byly jeszcze inne mazie, ale juz nic madrego nie przychodzilo nam do glowy wiec wyrzucalismy bez dorabiania do nich historii.
Tym sposobem oczyscilam zamrazalnik lodowki. Wspanialy wymyl wnetrze, wstawilismy to co bylo mozliwe do idnentyfikacji i jakos tak pusto sie zrobilo co oczywiscie Wspanialy podsumowal:
-- Trzeba natychmiast zrobic jakies zakupy bo w zamrazalniku swiatlo straszy. 
-- Nie przejmuj sie Thanksgiving za pasem wiec zaraz sie zrobi nie tylko pelno ale i pewnie miejsca bedzie brakowac. 
Wczoraj natomiast postanowilam ugotowac zupe na Thanksgiving.
Nie tylko, ze bede miala z glowy, ale skoro jest miejsce w zamrazalniku i zrobilam juz sos zurawinowy to dlaczego nie zupe.
Tym razem padlo na zupe z ziemniakow i pora, do ktorej koniecznie potrzebowalam bialy pieprz.
No ale przeciez wiem, ze mam w domu. Na pewno, na 100% a nawet i wiecej wiem, ze mam. 
Problem tylko, ze bialy pieprz nie jest uzywany czesto, wiec nie bardzo wiadomo gdzie go mam, bo tak sie sklada, ze szafek z przyprawami, a moze nie tyle calych szafek co polek to u mnie jest cztery.
Cztery polki w roznej wielkosci szafkach sa wypelnione przyprawami.
Oczywiscie Perfekcyjna Pani Domu przeznaczyla by na ten cel jedna najmniejsza szafke ale w calosci i pewnie by sie to wszystko pomiescilo.
No ale wiadomo, ze moje szkolenie na Perfekcyjna Pania Domu poszlo sie kochac w dodatku w nikomu nieznanym kierunku. Najpierw przejrzalam polki, do ktorych moglam siegnac bez wspinania sie na drabinke kuchenna. Niestety pieprzu tam nie bylo.
Wdrapalam sie wiec na drabinke i... ja piernicze!!! O malo nie spadlam z wrazenia!!!!
-- Kochanie, mamy problem - zaanonsowalam Wspanialemu, ktory akurat byl w kuchni.
-- Jaki problem? Zlaz z tej drabinki bo jak sie spierniczysz to dopiero wtedy bedzie problem. 
-- Nie, nie, nie spiernicze sie ale ja Ci chce oszczedzic tego widoku, obawiam sie, ze mozesz dostac zawalu serca... 
-- Zawalu serca?? Szczura zdechlego tam znalazlas? - zapytal a ja w tym momencie o malo naprawde nie spadlam na sam dziwiek slowa "szczur", ale w pore zlapalam za porecz drabinki.
-- Nie zadnego szczura, tylko na tej najwyzszej polce wiesz tej co tam mamy rozne "cuda" cos cieknie... 
-- Zlaz !! 
-- Nie zleze, wez blaszke do pieczenia ciastek, ja Ci bede podawac to wszystko co jest do polki przyklejone... 
-- Przyklejone??? 
-- Nie narzekaj, wazne, ze jeszcze nie przycementowane, a gdybym tego dzis nie odkryla to kto wie co mogloby byc za miesiac... 
Nareszcie przestal sie sprzeciwiac i grzecznie pomaszerowal po blaszke, no dobra nie blaszke, tylko blache takich rozmiarow, ze obawiam sie ze w Polsce nawet nie ma piekarnika w ktorym ta blacha by sie zmiescila. Jak juz zapelnilam powierzchnie blachy sloikami to sie okazalo, ze dalej juz w glab szafki nie moge siegnac.
Zlazlam wreszcie z tej drabinki i oddalam reszte dzialan w rece Wspanialego.
Moj borze lisciasty...
Jak juz wydobyl reszte sloikow i puszek, bo puszki tez tam byly to wyjal cala polke.
Rzucilam okiem na slady krazkow i kwadratow jakie odbily sie na polce dzieki brunatnej mazi i powiedzialam radosnie:
-- Zobacz, mozemy znow wszystko poustawiac na tym samym miejscu!!! 
Ale Wspanialy tym razem nie podzielal mojego radosnego entuzjazmu, wrecz przeciwnie zaczal przegladac te puszki i sloiki co chwile powtarzajac:
-- data przydatnosci do spozycia 2013... pazdziernik 2010... kwiecien 2008... wrzesien 2015... 
-- Ooo to jeszcze nie takie stare - szybko wskoczylam mu w slowo.
-- Ja sie zastanawiam po co Ty to kupujesz i potem nie uzywasz? - zapytal tak jakby z nadzieja, ze na to pytanie moze byc jakas sensowna odpowiedz.
-- Kupuje bo ladnie brzmi taki dzem z papryki habanero z malinami, pieczony czosnek z miodem... - no czy ja kuzwa wiem dlaczego kupuje? naprawde ladnie brzmi i to wystarczy.
-- No fakt, ladnie brzmi ale czemu tego nie uzywasz? 
-- Aaa tego to juz nawet najstarsi gorale nie wiedza kochanie. 
Wypierniczyl znow do smieci polowe tych moich interesujaco brzmiacych dobrodziejstw, reszte umyl, wyszorowal polke i zapytal czy mam jeszcze w planie jakies inne ciekawe zajecia dla niego.
-- Nie wiem, nic nie przewiduje ale wiesz to wszystko sie jakos tak... samo dzieje... 
-- Oj tak, tak, przy Tobie wszystko sie samo dzieje. 
-- Nie marudz, musisz przyznac, ze gdyby nie ja Twoje zycie byloby bardzo nudne. 
-- A z tym to sie akurat musze zgodzic, chociaz czasem troche nudy by mi nie zaszkodzilo - powiedzial calujac mnie w policzek.
-- Nic na to nie poradzisz, nasze malzenstwo to karma. Lepiej sie zastanow co takiego w poprzednim zyciu przeskrobales, ze musialam pojawic sie w Twoim zyciu. 
-- Nie wiem co przeskrobalem, ale obawiam sie, ze Ty bylas jakas natretna mucha lub komarzyca, od ktorej sie oganialem i teraz mnie dopadlas. 
A niech sobie tam dorabia jakie chce teorie...
Ja tam wiem, ze tym razem karma jest dla mnie wyjatkowo laskawa.... ;))





45 comments:

  1. Wyscie sie oba dobrali w korcu maku. Ty ze swoja nieperfekcyjnoscia, a Wspanialy z anielska cierpliwoscia.
    No i dobrze!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem i powiem wiecej Wspanialy to zywcem aniol musi byc. To co opisalam wyzej to nic, ale ok rok temu on wlasnie skonczyl mycie podlogi w kuchni i szykowalismy sie do jakiegos gotowania czy pieczenia (juz nie pomne) i nagle stracilam butelke oleju, ktora stala na stole w kuchni. Cos ok. 1 litr oleju, butelka potlukla sie w drobny mak, olej po calej podlodze a on tylko spojrzal na mnie i powiedzial "prosze wyjdz z kuchni". Bez slowa posprzatal wszystko.
      I od temtgo dnia wiem, ze wyszlam za maz za aniola tym razem. Kazdy inny chociaz by zaklal, cos powiedzial, krzyknal... no nie wiem co moze nawet walnal mnie w leb w pierwszym odruchu zlosci i bezsilnosci. A ten spokonie "prosze wyjdz z kuchni".
      Czasem jak o tym mysle to sie boje, ze kiedys sie nazbiera i on tez wybuchnie, a wtedy to chyba bede musiala spierdalac z domu z predkoscia swiatla.
      Poki co jeszcze ten wybuch nie nastapil...

      Delete
    2. Jak juz wybuchnie, to nie zdazysz uciec, gwarantuje! To bedzie Hiroshima z Nagasaki i Czernobylem w jednym. :)))

      Delete
    3. Moze powinnam jakis bunkier przygotowac na te okazje :))

      Delete
  2. :DDD
    po raz kolejny powiem, że Wspaniały jest wspaniały :)
    a razem jesteście cudowną, niepowtarzalną Parą! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, Wspanialy to niewatpliwie moje najwieksze szczescie w zyciu. Nie wyobrazam sobie zeby ktos jeszcze ze mna tak dlugo wytrzymal i bez zadnych awantur.
      To jest uosobienie cieprliwosci i lagodnosci... i niech tak zostanie, dla mojego zdrowia i bezpieczenstwa :))

      Delete
  3. to mi przypomniało, jak kiedyś zrobiłam pierogi z ciasta faworkowego
    rozmrożonego rzecz jasna:pp

    nie lubie perfekcyjnych:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybcia bo perfekcyjne sa nudne:))) z nami to przynajmniej wesolo. I jak smakowaly te pierogi?
      Wspanialy sie odgraza, ze zamowi freezer labels i bedzie sam opisywal wszystko co ja zamrazam. Zobaczymy co z tego wyjdzie, bo jego odgrazanie sie to tez takie patykiem na wodzie pisane.

      Delete
    2. zaraz tam freezer labels. zolte post-its tasma przyklejaj i wystarczy... usciski gorace xoxo

      Delete
    3. B. ale one mi sie odklejaja:(( Mialam taki na fish stock i sie wzial i odkleil.

      Delete
    4. średnio samkowały, ale rodzina i tak zeżarła :pp

      Delete
  4. O kurcze...a ja to raczej z tych perfekcyjnych pochodzę...sic! Serdeczności przesyłam i uśmiechy :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chetnie przyjme odrobine perfekcyjnosci ku radosci Wspanialego, ale nie za duzo:)))
      buziam :***

      Delete
  5. Zawsze powtarzam, że jesteśmy zapewne z jednej prywatki;)))) Wychodząc z domu to nawet wody na herbatę nie umiałam nastawić i ugotować.Gdy zabrałam się (już po ślubie) do ugotowania zupy, to nie mogłam się domyśleć skąd jest ta część płynna zupy- bo że są w niej warzywa to wiedziałam, nawet je pokroiłam drobno, no ale skąd miałam wziąć "ten płyn", żeby to nie były tylko warzywka duszone na maśle???
    Też gotuję "na zaś", ale naklejam naklejki na pojemniki,żeby się mógł w razie czego ślubny sam obsłużyć.
    I też miewam od czasu do czasu półki przeterminowanych "dziwnych rzeczy".
    A perfekcyjnych pań domu organicznie nie trawię jak i ich straszliwego smutku, że ja nawet na starość nie chcę być perfekcyjną panią domu.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, jednak nie z tej samej prywatki, bo ja umialam gotowac. W sumie zaczelam majac 12 lat od albo przygotowywania do wlasciwego gotowania, albo wykonczenia tego co mama juz ugotowala. Jak wychodzilam za ten pierwszy maz majac lat 20 to juz bylam calkiem dobra w kuchni.
      Tylko wszystko inne jak sprzatanie, prasowanie, pranie i tego typu podobne mi absolutnie nie leza:)))

      Delete
  6. Moja babcia uwielbiała roić przetwory, których tknąć nie wolno było i czekały na mityczną czarną godzinę. Po śmierci babci w 1991 odkryłam perełki nawet z lat 60- tych:)A jakiś miesiąc temu mój tato był wezwany do kolegi celem przeprowadzenia badań zawartości zamrażarki z mięsem z lat kryzysu...kolega nadal upiera się, że to mięso można zjeść" jakby co"

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eeee to ze mna jeszcze nie jest tak zle ;)))

      Delete
  7. Hmm, co do pierwszej części posta, to ja tak samo myślę, że nasze kiedyś to jednak zupełnie inna mentalność była. Matki i babki posiadając taką córkę/wnuczkę za punkt honoru stawiały sobie, żeby w przyszłości była ona właśnie tą strażniczką domowego ogniska (choć to faktycznie bardzo enigmatyczne pojęcie i wielorako możemy je interpretować :)) i dbała, a nawet DBAŁA o męża. I w sumie to tylko gorzko można nad tym zapłakać, bo ja kompletnie nie rozumiem sytuacji kiedy oboje pracowali zawodowo, ona miała jeszcze dom i dzieci na głowie, ale o męża musiała dbać specjalnie. A mam takie przypadki w rodzinie i to naprawdę zakrawa momentami o patologię emocjonalną. Wstyd pisać, ale między innymi moja mama jest takim stricte skrzywionym przypadkiem. Całej Jej historii życia z moim ojcem nie będę Ci opisywać, bo to elaborat by wyszedł, ale pokrótce to wygląda tak, że od lat żyją po prostu pod jednym dachem i wiąże Ich jedynie więź ekonomiczna. Ojciec nigdy mamie w niczym nie pomagał, co więcej- daje swoją wypłatę i ma od zawsze na wszystko wyjebane. I moja mama od 36lat codziennie czuje się w obowiązku ugotować ojcu obiad. I może ktoś powie, że no nie ma w tym nic dziwnego, bo on daje kasę. No niby... Bo tak- ojciec jak ma humor to zje, ja nie ma- to nie zje. Kolejna sprawa- mama pracuje na dwie zmiany i najczęściej dla Niej po 21 nie ma nawet pół kotleta czy jednego ziemniaka... I uwaga, uwaga- mój ojciec umie i naprawdę dobrze gotuje.
    Rozmawiałam już z mamą na ten temat wiele, wiele razy, ale to jest walka z wiatrakami. Bo Ona to wszystko wie i ja wiem, że Ona wie, widzi... Ale to jest silniejsze od Niej.

    Jeśli chodzi o prasowanie- ja nie prasuję nic, nigdy. Ubranka dla dzieci jak się miały urodzić, uprasowała moja mama. Bo się uparła, nie żebym Ją o to prosiła :) Marcinowi powiedziałam to już przed ślubem i u nas On prasuje wszystko- kreacje na wesela, wielkie wyjścia, strój na w-f Elizy, Jej karategi na karate, obrusy... Ja gotuję i uwielbiam to robić, sprzątam, wstawiam pranie, ale składa już często Marcin. Nie wiem, czy "sprawiedliwie" dzielimy się obowiązkami, ale jedno co mi się udało, to nie jestem niewolnicą własnych przekonań, że coś muszę.

    Ja do mrożenia przekonałam się jakiś czas temu. Jak dzieci były małe, to jakoś wolałam dla Nich gotować codziennie. Teraz to co mogę, gotuję w większej ilości i potem jest jak znalazł. Nie umiem robić na przykład pierogów, więc czasem proszę mamę o większą ilość, z różnymi nadzieniami... My niestety nie mamy też za bardzo miejsca, żeby coś więcej zamrozić, bo zawsze latem robię dziewczynkom zapas truskawek i malin. No i moje musy z dyni :) Te dopiero miejsca zajmują :) Chociaż w tym roku mam tylko dwa pojemniczki... Muszę spod ziemi tę dynię wyciągnąć ( u nas po 1listopada mało gdzie dostaniesz) i przerobić na mus...

    A co do reszty posta to się tylko uśmiecham i cieszę się, że Wlodka Junior spławił, bo jak widać, kto inny był Ci pisany :)

    Ps. Pamiętam jak po ślubie poszłam do fryzjerki, to była taka babeczka w okolicach 50tki i Ona mi wtedy cały wykład zrobiła (ale tak w pozytywnym sensie), żebym zapamiętała- ja jestem żoną, a nie matką. I mnie nie powinno obchodzić, czy On zimą zakłada czapkę i kalesony :) Może to nie tak, że mnie to nie obchodzi, bo faktycznie, chyba mam zadatki na matkowanie, ale miała kobieta na pewno dużo racji :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moj ojciec nie tylko byl samodzielny i niezalezny ale tez wiele pomagal w domu, jak tylko daleko siegne pamiecia to ojciec zawsze robil pranie, nigdy mama. Nie bardzo rozumiem dlaczego majac meza, ktory pomagal i nie wymagal wiecznej opieki akurat uparla sie mnie wychowac na niewolnice, ale juz braci na absolutnie leworecznych inwalidow.
      Moze to jakas klatwa:)))
      Ja tez nie mam pojecia czy mamy sprawiedliwie podzielone obowiazki, raczej nie bo Wspanialy zdecydowanie robi wiecej, ale on nie narzeka (ja tym bardziej) i mysle, ze generalnie to chodzi o to zeby kazdy robil co potrafi.
      Przeciez nie bede mu wyrywac roboty z rak jak sie uparl, ze on robi lepiej.

      Delete
    2. Marta jak mieszkasz w okolicach Krakowa to ja mam w piwnicy dynie hokkaido mogę Ci parę dać, są w tym roku takie pyszne że piekę z oliwą w piekarniku i zjadam same

      Delete
    3. Klarko- bardzo dziękuję za chęci (przemiłe to), ale ja niestety ze Szczecina. A masz swoje? W sensie, że rosną Ci te hokkaido na działce/ w ogrodzie?
      To moja ulubiona odmiana. Ma pyszny smak i piękny kolor, idealna do wszystkiego...
      Udało mi się ostatnie kupić 2 w Lidlu, mieli jakieś ostatnie sztuki, nawet nie takie drogie, bo chyba 3zł za sztukę. Za to moja mama, którą już wyczuliłam, że gdyby gdzieś tylko widziała, to niech bierze każdą ilość, znalazła na jakimś ryneczku za 5zł/kg...
      Ja też często piekę tak samą w kawałkach, przyprawiam solą, papryką wędzoną, czasem tymiankiem. Do tego dip czosnkowy domowej roboty i jestem w niebie. No uwielbiam po prostu!

      Delete
    4. A widzisz Star, to z moją mamą trochę podobnie, bo z kolei moja babcia była mega postępową kobietą i gdyby żyła, to na pewno poszłaby w czarnym proteście, głosowała na Biedronia itd... A córkę, jak widzisz, wychowała tak, jak wychowała... I myślę, że nie jeden psycholog miałby konkretną zagwozdkę, w czym rzecz...

      Delete
    5. swoje, na swoim kompoście, bez chemii, mąż posadził (on nie lubi, uważa, że to pasza dla zwierząt)

      Delete
  8. Normalnie to do życia wróciłaś po tych wyborach. Wspaniały to anioł! Każdy ma takiego anioła na jakiego sobie zasłużył i tego należy się trzymać.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oooo bardzo mi sie podoba ta Twoja teoria z aniolami:)))

      Delete
  9. Znam osobiście pana, który w 2014 pochłonął bez konsekwencji słoik mięsny z piwniczki, datowany na 1998. A że Wspaniały aniołem jest, dyskusji nie podlega...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ale pan zyje do dzis? Jesli tak to jest zywym dowodem, ze tak mozna :)

      Delete
  10. Tak. Zdecydowanie są ciekawsze zajęcia od prasowania i latania na miotle ;)

    ReplyDelete
  11. Tworzycie ze Wspaniałym wspaniałą parę :)
    Perfekcyjność wpajała we mnie matka i trochę się jej udało, a skutek jest niezbyt dla mnie miły, bo jeśli gdzieś mam coś nie tak, to mnie to męczy i nie przestanie, dopóki tego nie zrobię:/ Więc jestem taka półperfekcyjna :P Bo gdybym była całkiem, to sprawiałoby mi przyjemność zapierdzielanie ze szmatą, a nie zawsze sprawia ;))
    Facetom jednak nie matkowałam, ino dobrze ich karmiłam.
    Mrozić raczej nie mrożę, bo zjadamy na bieżąco, ale mrożę warzywa i owoce. Czasem bigos i to jest fajna sprawa tak se odgrzać i w 5 minut wszystko gotowe :)
    Podoba mi się jak wychowałaś syna, mądry chłopiec z niego i widać jak bardzo Cię kocha i o Ciebie dba. No i ta bezpośredniość.. to się Włodek zdziwił :P
    Buziaki:***
    Cieszę sie, że wróciłaś do dawnego pisania, brakowało mi tego ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja moich tez dobrze karmilam:) Owczesny to nawet dwa lata po rozwodzie zadzwonil zeby mu podac przepis na fasolke po bretonsku:)))
      Jestem perfekcyjna tylko pod wzgledem skladania szmat, ale tu mnie wyrecza pralnia. Natomiast jak otworze szafke na reczniki i widze, ze cos jest krzywo to natychmiast musze poprawic.
      Podobnie z posciela, przescieradla na gumke uwazam za najwazniejszy wynalazek swiata, bo to sie trzyma i nie mietoli gdzies pod dupa:)))
      Potrafie wstac w srodku nocy, obejsc lozko dookola tylko dlatego, ze odkrylam, ze Wspanialy po swojej stronie cos spitolil z przescieradlem:)))
      Ale to chyba jakas choroba, bo podobnie mam z husteczkami higienicznymi do nosa uzywam dwie i one musza byc rowniutko zlozone jedna na drugiej:)))))
      Wspanialy sie smieje, ze kiedys mi smark na podloge spadnie zanim te husteczki rowniutko uloze:))) jeszcze nigdy nie spadl, wiec sie chyba jego slowo w gowno zamienilo:P:P
      Kochan Junior to mnie przerosl ze swoimi szybkimi ripostami, a na Wlodka mial wyjatkowo dlugie zeby:)))
      Nie jestem pewna czy Wlodek sie nie zglosil na plukanie zoladka po tym trzymiesiecznym serniku:))))
      Buziam :****

      Delete
    2. Ale dalam plame oczywiscie CHusteczki a nie husteczki, trudno juz tak zostanie.

      Delete
  12. Star Ty jesteś raczej perwersyjna niż perfekcyjna ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Raczej na to wyglada Klarko i chyba juz za pozno zeby sie cos zmienilo:)

      Delete
  13. To ja jestem podobnie perfekcyjna jak i Ty;-)
    I też mam Anioła, ale to może dlatego nam się anioły dostały, bo nie anioły to by nas w końcu ukatrupiły;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mialam dwoch Diabolow to teraz mi sie nalezy Aniol jak psu buda :)))

      Delete
  14. Ja zawsze chcialam byc zaprzeczeniem swojej matki. Bo ona to owszem, sprzata, pierze i gotuje, a nawet prasuje, ale dlatego ze uwaza ze nikt lepiej od niej tego nie zrobi. Natomiast o ojcu zawsze mowila ze bozia mu dwie raczki dala nie po to zeby mu do dupy przyrosly, wiec ma sie sam obsluzyc. No a ja chcialam inaczej, taka kaplanka tego ogniska chcialam zawsze byc, nie jak moja mama. Ale jednak jablko niedaleko pada od jabloni, bo po latach niewolnictwa ktore sama sobie narzucilam, uznalam ze kaplanstwo to jednak nie moja profesja. Pewnie to wlasnie mojemu eksmalzowi sie nie spodobalo, bo jego mama wszystko ojcu pod nos podstawiala, a jak ja przestalam to ojezujezu, jaka tragedia.
    Obecny Chlop jest przyzwyczajony do robienia wszystkiego sam, tak ze jest przeszczesliwy jak ja mu cos tam ugotuje po pracy, bo wracam o godzine wczesniej, glodna jestem to sobie cos robie, a jak robie sobie to robie i dla niego. Naczyniami natomiast i calym sprzataniem zajmuje sie on. I sniadanie zawsze mam zrobione, i koty mi rano karmi zebym sobie dluzej w lozku mogla polezec.
    Perfekcyjna - a co to wlasciwie znaczy perfekcyjna? Przeciez my jestesmy takie jakie jestesmy, wlasnie perfekcyjne, co nie ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze prawisz Iwonko, jestesmy perfekcyjne czyli dokladnie takie jakie jestesmy:)))
      Bardzo mi sie to podoba.
      Ja w pierwszym malzenstwie gotowalam i podawalam, do czasu kiedy ja zaplanowalam zupe ogorkowa a moj maz zazyczl sobie krupnik. Podzielilam rosol, ktory byl podstawa zupy na pol i gotowalam w jednym garnku ogorkowa dla siebie i krupnik dla niego.
      W pewnym momencie ten duren wszedl do kuchni i zapytal "to jaka zupe gotujesz" ja na to spokojnie i zgodnie z prawda ze krupnik dla niego i ogorkowa dla mnie na co on rzucil fochem prychajac "nie musisz robic laski" Ooo tak? No to wzielam ten garnek z krupnikiem pomaszerowalam do lazienki i wypizgnelam do sedesu. Siedlismy przy stole ja jem zupe ogorkowa a on pyta "to gdzie ten moj krupnik?" Na co ja spokojnie "wywalilam do sracza, ale tez spuscilam wode, wiec jak sie rozpedzisz to moze jeszcze gdzies na trzecim pietrze zlapiesz" (mieszkalismy na dziesiatym pietrze). To byl pierwszy moment olsnienia, potem juz bylo co raz latwiej, z tym, ze tez rozwiedlismy sie na krotko po tym krupniku:)))
      Ze Wspanialym tylko obiady jadamy razem, bo ja chce sniadanie nie pozniej niz 9ta a on najwczesniej o 11tej, czasowo nam sie nie zgadza, wiec kazdy sobie rzepke skrobie i tez jest spoko:)))

      Delete
  15. Dwie notki pod rząd w stylu takiej Star jaką wirtualnie poznałam parę lat temu.
    Jak mnie się ckniło do takiej Star :D
    Kiedy czytam o TAKICH przygodach, napisane przez Ciebie z TAKIM sznytem to mam 100% pewność, że masz się dobrze, a może i lepiej!
    Pozdrawiam, pozdrawiam, pozdrawiam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polu, to prawda. Znow jestem w tym stanie, ze na pytanie lekarzy "jak sie czujesz?" odpowiadam "bardzo dobrze, tylko wszystko mnie wkurwia" :)))
      Buziaki przesylam :***

      Delete
  16. Witaj Stardust, obśmiałam się z tego Twojego zamrażalnika. Ja niestety jeszcze nie opanowałam techniki gotowania z nadmiarem a potem zamrażania, wybieram dania na max. dwa dni, a te mieszkają w lodówce. Zamrażalnik ma w sobie najwyżej zamrożone ryby czy kotlety rybne.
    A przypraw przywiozłam z Polski tyle, że teraz mam je tu w nowej kuchni w trzech miejscach na trzech różnych półkach. I czeka mnie ich uporządkowanie, żeby wszystko było razem, bo potem też będę kupować zamiast przejrzeć dwie pozostałe półki z przyprawami, leżące nieco dalej od mojego zasięgu. Ale ja uwielbiam koszyczki, jak już dobiorę koszyczki do tych przypraw, to uda mi się je posegregować i będę mniej więcej wiedziała, co mam a czego nie. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iw, alez Ty to jestes bardziej perfrkcyjna niz papiez papieski, zupelnie mnie nie zaskakujesz koszyczkami na przyprawy itp. Zaskoczylo mnie tylko, ze w Niemczech nie ma przypraw i musisz przywozic z Polski, ale teraz juz bede wiedziec.

      Delete
  17. A widzisz. Ja też sobie codziennie obiecuję, że dzisiaj to będzie nudno. Tiaaaa....
    Muszę ogarnąć półki w kucni po Twoim wpisie...
    Nie wiem czy się bać :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. My nie jestesmy stworzone do nudy:)) Ja sobie juz nawet nic nie obiecuje bo i po co?

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...